Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 7 - 8 - 9 - 10

Eniphoenix PW
27 października 2009, 07:29
"Cholera! Gorzej być nie mogło!" - pomyślał Eniphoenix i próbował wymyślić coś sensownego. Jedyne, co przyszło mu teraz do głowy, to... zaatakowanie tego mnicha, w końcu jeśli krasnal odejdzie, to Carald też powinien zniknąć. Po chwili wampir zaszarżował na Drekara i rzucił się na niego, próbując go wywrócić.

Field PW
7 listopada 2009, 20:53
Eniphoenix przeleciał przez cały korytarz i uderzył w ścianę koło drzwi aż huknęło. Erminus odskoczył. Tabliczka ani drgnęła. Wampir wpatrywał się w nią i coś go tknęło. "Dlaczego napisali to trzy razy?"

Carald i Drekar szli nieubłaganie w kierunku drużyny. Drekar otworzył usta i w tym momencie zalała ich kakofonia dźwięków:
- JAM JEST SHADET. ...tak, dobrze, dobrze, zniszczyć, kroić, szarpać... JAM JEST OBŁĘD. ...jeszcze nie, jeszcze czas nie nadszedł, jeszcze nie są smaczni... STRZEŻCIE SIĘ WY, KTÓRZY DOŁĄCZYCIE DO MNIE. ...pasek po pasku, kawałek po kawałku, patrzeć, jak skóra się rwie, jak krople padają na ziemię, jak śmierć... STRZEŻCIE SIĘ WY, KTÓRZY STANIECIE SIĘ ...obłęd, a może i świadomość? jeść, trawić, sycić się, spijać... CZARNYM WIATREM.
...zginie ten, kto zaczął, zacznie ten, kto zginął...

Genorius popatrzył się krytycznie na swoje dzieło. Rewelacyjnie nie było, krasnal wyraźnie niezbyt kontaktował z rzeczywistością, serce biło regularnie, natomiast przykryła je tak cieniutka warstwa skóry, że widać było przez nią dosłownie wszystko. Krasnolud otworzył oczy. Cóż, wyglądało na to, że szybko to on nie zginie. Zresztą, demonom się chyba nie spieszyło. Ale lepiej chyba by było spróbować znaleźć jakieś wyjście, bo jeśli ten cały Shadet, czy jak mu tam, bez nawet skinienia palcem wywalił wampira na drugi koniec korytarza, to raczej nie oczekiwała ich świetlana przyszłość.

I wtedy Carald ryknął.

Hobbicus PW
7 listopada 2009, 21:05
W tym momencie krasnolud nie myślał.

W tym momencie krasnolud działał.

Wstał, wziął włócznię (wszak maczuga została "porzucona" podczas ucieczki), przyjął postawę obronną, kierując ostrze w stronę wroga i skupiając swoją uwagę tylko i wyłącznie na demonach niczym myśliwy na zwierzynie powiedział jedno słowo...

- Uciekajcie.

Xelacient PW
8 listopada 2009, 03:02
Mnich w ciele w elfa (wszak spiżarniane zaklęcie wciąż musiało działać), pomimo dynami zdarzeń musiał poświecić chwilę na odzyskanie zmysłów, chciałby coś odpowiedzieć... Shadetowi? w jego (do niedawna) ciele, ale co? Wrażenia związane z konsumpcją ludzkiego mięsa? Może innym razem. W każdym bądź razie całkiem siebie zadowolony (wszak krasnolud stanął na nogi). Stojąc w kucki tuz za nim wyszeptał mu do ucha.
-Nie przeceniaj moich zdolności, zaklęcie było zbyt słabe, więc rana w każdej chwili może się otworzyć... lepiej zrobisz osłaniając nasz odwrót.
Po czym zaczął się powoli cofać do tyłu, mając nadzieję, że towarzysz postąpi podobnie, demonów nie spuszczał z oka, w razie "jakiegoś" ataku mógłby szybko uskoczyć, chociaż sens takiego działania jest wątpliwy.

Solmyr PW
11 listopada 2009, 15:29
Genorius postanowił wycofywać się wraz z mnichem. Jeśli krasnal chce, niech walczy, kapłan miał tylko nadzieję, że Thordamh przeżyje wystarczająco długo, by umożliwić im ucieczkę. Postanowił jednak jeszcze zajrzeć wgłąb siebie, by zobaczyć, czy ma jeszcze jakąś moc magiczną. Jeśli coś by znalazł, to spróbowałby rzucić Świetlny pocisk w oko Shadeta.

Field PW
11 listopada 2009, 17:19
Genorius był wypalony jak świeczka po Święcie Wspomnień. Nic kompletnie w nim nie zostało i raczej nie było to pocieszeniem.

Krasnolud patrzył cały czas w oczy demonów, które powoli nadciągały. Z korytarzem natomiast zaczęło się dziać coś dziwnego. Mnich, choć miał jeszcze trochę miejsca, nagle uderzył plecami w Erminusa. Wampir, uzyskując lekki przebłysk inteligencji, postawił Eniphoenixa na nogi i zaczął szarpać klamkę. Wkrótce dołączył do niego skołowany Erminus, czując, że to ich jedyna szansa. Po namyśle mnich dołączył do nich i drzwi otworzyły się...
...a przed nimi nie było korytarza, tylko płaskorzeźba przedstawiająca wizerunek starca.

Byli ugotowani.

Hobbicus PW
11 listopada 2009, 20:31
W tym momencie zmysły krasnoluda się wyostrzyły. Miał dwa cele, które właśnie się do niego powoli zbliżały. Cokolwiek się działo dookoła niego - tylko walka się liczyła.

Zrobił krok do przodu, cały czas będąc w gotowości do zablokowania ataku.

Qui PW
11 listopada 2009, 23:00
Erminus był zawiedziony tym, że nie udało mu się zrabować tabliczki. Był jeszcze bardziej zawiedziony tym, że nie miał którędy uciekać przed demonami. Drzwi do płaskorzeźby były adekwatnym zakończeniem parszywego dnia.

-Staruszku, otwórz się! - wampir zagadał do płaskorzeźby bez większego entuzjazmu. - Albo przynajmniej się posuń.

Xelacient PW
13 listopada 2009, 01:51
Pierwsza myśl: Skąd się wzięła ta płaskorzeźba?! I to jeszcze w przejściu?!
Druga myśl: To i tak, bez znaczenia.
Trzecia myśl: Grunt to nie dać się zwariować! Zginie czy przeżyje co to za różnica?!

Wziął głęboki oddech i spokojnie przesunął dłońmi po obliczu, badając powierzchnię. Może to tylko iluzja? Dla pewności trochę się po siłował z barierą, może ustąpi?

Field PW
20 listopada 2009, 22:49
Kiedy mnich dotknął płaskorzeźby, ta zmieniła minę na złośliwy uśmiech, zarechotała i...

...nagle wszystko się wygięło. Korytarz się wydłużył, oddalając wszystkich niebezpiecznie od siebie, wygiął się, zafalował, a następnie, niczym gumka, skurczył się z mlaśnięciem.

Wszyscy stali przy drzwiach balkonowych opustoszałej sali balowej, przez którą chyba przeszedł jakiś kataklizm. Tu jakieś gruzy, powybijane szyby, porozwalane stoły, jeden trup na balkonie (niestety... nieznany Erminusowi, a już miał nadzieję, że któryś z jego - pożal się Boże - członków drużyny), drugi gdzieś w głębi sali. Nawet belki na wysokości pierwszego piętra nosiły ślady jakiejś walki.


Erminus rozejrzał się. Prawie wszyscy. Był ten wyposzczony wampir-krzyżowiec, który chyba nie wyglądał na takiego, co szybko się wykaraska z obrażeń zadanych przez Caralda, jeśli się nie pożywi. Obok niego stał Drekar w pozycji dokładnie takiej, w jakiej dotykał rzeźby. Krasnal stał na balkonie, skandując jakieś bojowe okrzyki. Genorius natomiast wyglądał na takiego, co właśnie zszedł z jakiejś awangardowej karuzeli. Wyglądało na to, że kapłan najgorzej przeszedł starcie z magią. Za to obu demonów - na szczęście nie było.

W tym momencie śmignęła kula ognia przez drzwi i wypaliła czarne koło w podłodze, osmalając brodę krasnoluda, którego minęła dosłownie o krok. Wszyscy usłyszeli skandowanie:
- BAA! BAA! BAA!

Qui PW
21 listopada 2009, 16:58
Erminus poczuł się zdezorientowany. Gdy wszystko przestało się kręcić, doszedł do wniosku, że nastąpiła jakaś teleportacja. Ta płaskorzeźba? Któryś demon? Jeszcze coś innego? W sumie bez znaczenia. Ważne, że demonów tu nie ma. Jest za to trup. Może warto skorzystać...?

Zanim jednak wampir zdążył wykonać swój zamysł, przeszkodziła mu w tym kula ognia, a także niezidentyfikowane istoty krzyczące "BAA!"

-MEE! - odruchowo odkrzyknął Erminus. Po czym przyszło mu do głowy, że może właściwe byłoby zejście z linii ognia. Rzucił się więc w bok w celu schronienia się za ścianą.

Kult Baa? Erminus nie lubił kultystów Baa. Spotkał ich kilka razy. Fanatyczni, nawiedzieni, a nade wszystko niesmaczni. Ich obecność na zewnątrz w dużej ilości może oznaczać, że plan opuszczenia zamku należy chwilowo porzucić. Plan został więc odroczony na rzecz planu "zostać tu i nie dać się zabić".

Hobbicus PW
21 listopada 2009, 19:38
Thordamh zaczął rozglądać się dookoła, cały czas mając się na baczności. Mimo przypalonej brody był opanowany - lata polowań, od których zależało, czy będzie miał co jeść, uczyniły z niego oazę spokoju w takich sytuacjach.

Pytanie tylko - gdzie są te barany...

Quba Drake PW
22 listopada 2009, 14:38
Tymczasem Garrett wisiał nieruchomo w swej podświadomości gdzie działy się rzeczy dość dziwne. Walka nie toczyła się tylko na zewnątrz, ale i w ciele gdzie młody elf walczył o kontrole nad ciałem.
„To nic nie da” powiedział ktoś, jednak elf nie go nie zauważył. Poznał jednak, że to On… Shadet.
Przedwieczny demon zamknięty w jego ciele. Nagle Garrett opadł na dziwną podłogę, dalej jednak panowała nieprzenikniona ciemność.
- Coś ty zrobił! – krzyknął Garrett. Przez chwile nikt nie odpowiadał, ale gdzieś w oddali elf zobaczył dziwne światło które zbliżało się do Garretta. Światło to było w rzeczywistości aurą ów demona który zadziwiająco szybko znalazł się przed elfem.
- Nie drzyj się. – wypalił nagle Shadet, który najwyraźniej nie był zadowolony, że Garrett się „obudził”
- Tłumacz się teraz…. – rzekł kwaśno elf.
- Komu tobie? Dobry żart… Widzisz bracie… Przemyślałem wszystko i wiesz… Nasza dłuższa egzystencja w jednym ciele nie jest dłużej możliwa… A skoro ten głupiec Edanor przyzwał mnie i zamknął w twoim jesteśmy z sobą zoczeni na zawsze więc…
- Więc!
- Proponuje iść na układ… - słowa te cudem przeszły Shadetowi przez usta. – Scalimy się… I damy początek nowemu bytowi… I razem zasiądziemy na czarnym tronie!

Wtedy to jednak znów nastał mrok… Mrok nieprzenikniony…

Xelacient PW
22 listopada 2009, 18:11
Drekar miał nadzieję, że jego wysiłki odniosą jakiś skutek, ale ostateczny efekt przerósł jego najśmielsze oczekiwania, łaska losu to jedyne sensowne wyjaśnienie jakie przyszło mu do głowy.

Ale niewiele mniej zdumiewająca były "transformacja" sali balowej, w której tak niedawno przebywał, wniosek nasuwał się sam.
-Zamek został zaatakowany... jaka szkoda. Wyszeptał, jednak nie wyglądał na szczególnie zmartwionego tym faktem.

Kula ognia wyrwała go z marazmu, o Lady Lorette mógł myśleć co chciał, ale umowa to umowa i póki był sługą, jego obowiązkiem była ochrona mienia i gości.

W końcu zmienił pozycję i rozejrzał się, po czym jak gdyby nigdy nic złapał kapłana gwiazd za ramię i podprowadził go do poręczy balkonu, by się podparł.

Eniphoenix PW
22 listopada 2009, 21:00
Eniphoenix na widok tego co się stało, bardzo się zdziwił. Kręciło mu się nieco w głowie i nie za bardzo wiedział, co się wokół niego dzieje. Tak, przebite płuco i spotkanie trzeciego stopnia ze ścianą nie przysłużyły mu się. Gdy usłyszał okrzyk "BAA" po prostu zdziwił się jeszcze bardziej. W końcu powiedział:
-Cholera... mógłby mnie ktoś... wyleczyć?

PS. Wampir krzyżowiec?! Jak mogłeś! ><

Solmyr PW
23 listopada 2009, 18:47
Eiiao - ależ mi się kręci w głowie... Przeniosło nas dokądś... dokądś, gdzie jest równie... ciekawie... I co za cholerstwo mi tu beczy? A ten mnich czego pragnie?
- Dam sobie radę - powiedział z uniesionym czołem do Drekara i... zaraz tego pożałował. Zawroty głowy powróciły ze zdwojoną siłą. Wsparł się tylko ciężko na poręczy, usiłując nie dać po sobie poznać trudu z jakim mu to przychodzi. Zaraz jednak rozejrzał się za tymi, którzy skandowali jakieś Baa.

Field PW
25 listopada 2009, 22:07
Nad Shadetem zapadła ciemność. Garrett zniknął. Wszystko zniknęło.

___________

W tak zwanym międzyczasie Erminus wylądował pod stołem, tuż koło miski wywróconych wodorostów. Teraz pozostawały dwie możliwości: zgarnąć wszystkich i uciekać na górę, gdzie pewnie Baa dotrą najpóźniej... albo samemu uciekać.

Kiedy zobaczył, co wyrabiają jego kompani, zaczął mieć wątpliwości.

Baranów nie było. Kiedy Thordamh wywiesił brodę przez balkon, zobaczył bandę wściekłych obdartusów skandujących wciąż jedną i tę samą sylabę. Co gorsza, chyba nie było zbyt dobrze, że dołączyli do niego Genorius i Drekar.
Z tłumu wyszedł jakiś chyba wyjątkowo obszarpany dziadek o lasce (bo z tej odległości wyglądał jak szarobura ruszająca się pacynka przepasana zieloną szarfą) i ryknął:

- ABOMINACJE! ZNISZCZYĆ! KRASNAL! ZNISZCZYĆ! CHWAŁA BAA! ŚMIERĆ WYWŁOCE, CO ZEZWALA NA TAKIE RZECZY! ŚMIERĆ LORETCIE!

Biorąc pod uwagę, że wieśniacy podnieśli wyżej widły i zaczęli jeszcze głośniej się wydzierać, chyba stanie na balkonie nie było najlepszym pomysłem.

Qui PW
26 listopada 2009, 07:52
Erminus z pewnym zaskoczeniem stwierdził, że jako jedyny przejął się kulą ognia. Jego "towarzysze" byli bardziej "odważni". Stwierdził również, że powinien ograniczyć ilość sarkazmu w monologach wewnętrznych, zanim mu uchem wycieknie.

Tak czy inaczej, warto się stąd usunąć zanim Baarany wejdą do środka, a samobójcy balkonowi mogą ich na trochę zatrzymać.

-Odwróćcie ich uwagę! - zawołał, nasadził sobie na łeb miskę po wodorostach (w końcu okolica zrobiła się niebezpieczna) i oddalił się, nie czekając na nikogo. Pójdą za nim to dobrze, zostaną, to jeszcze lepiej. Coś mu mówiło, aby udać się na wyższe kondygnacje, ale nie był tego całkowicie pewien. Najważniejsze to nie nadziać się znowu na tamte demony. Ani na Baaranów. Ani na prawowitych mieszkańców tego zamku. Najlepiej w ogóle na nikogo się nie nadziać. Ale szanse na to niewielkie.

Hobbicus PW
26 listopada 2009, 10:50
Thordamh cofnął się, burknął, rozejrzał, zobaczył uciekającego Erminusa, pomyślał...

W chwili słabości chciał zrobić dokładnie to samo, co wampir, a nawet szybciej. Ta chwila jednak trwała zbyt krótko - zapewne na jego niekorzyść; zobaczył on bowiem Pana Świętej Pamięci, który nie dość, że był ciężko ranny, to jeszcze miał coś z głową, jakby był pijany. Albo głodny. Albo i to, i to.

Z jednej strony - ratować, z drugiej - żyć. Jak to połączyć tak, żeby były jakieś szanse na powodzenie przynajmniej jednego?

Zaraz, pomyślał. Ten tu to wąpierz. Jak go wesprę, to nawet nieświadomie może mnie cholerstwo dziabnąć...

Sytuacja skomplikowana. I to bardzo. Thordamh spojrzał na swoją włócznię, następnie w stronę balkonu.

Harpiesyny, powiedział w myślach w stronę skandującego ludu. Wziął pod ramię nietruposza - mając się cały czas na baczności na wypadek ataku instynktów prawie zmarłego - i skierował się do wyjścia, krzycząc:

- Hej, chłopczęta magicznie uzdolnione! Wychodzimy.

...tylko gdzie?

Xelacient PW
28 listopada 2009, 01:33
Drekar powoli oszacował ile czasu mógł potrzebować ten wściekły tłum, żeby pokonać dzieląca ich odległość, biorąc pod uwagę, że jego dwóch towarzyszy nie nadawało się do ucieczki było naprawdę nieciekawie.

Usłyszał krzyk wampira, odwrócić ich uwagę? Może miał jakiś plan? Chociaż ten spanikowany ton... czy można mu ufać? Może chociaż spróbuje?

Korciło go, żeby wystąpić naprzeciwko tym ludziom, uosabiali coś co budziło jego głęboką pogardę, wręcz nienawiść.
Ich bezmyślny fanatyzm, bezsensowna wiara, że posiadają jedyne słuszne poglądy, które są w stanie uzasadnić jedynie swoją siłą.
Ma przed tym ustąpić?

Okrzyk krasnoluda paradoksalnie umocniło jego szaloną decyzję, ktoś musi przytrzymać tą tłuszcze, kiedy reszta się "wycofa".

-Spróbuje ich zagadać, ale na cuda nie licz, dogoń krasnoluda i napójcie wampira krwią, może wstanie. -Szybko przemówił do kapłana nawet nie odwracając spojrzenia od ludzi.

Śmiałym krokiem wystawił się na widok wieśniaków i podniósł ramiona w geście wyrażającym chęć przemówienia-okaż słabość, a rzucą się niczym wygłodniałe bestie.
Nerwowo oblizał usta, a jak czymś rzucą w jego stronę? Spróbuje wykonań unik.

-CHWAŁA BAA!!! -Ryknął z całej siły, po czym zamilkł na chwilę.
-ZAPRAWDĘ TA WYWŁOKA ZASŁUŻYŁA NA ŚMIERĆ!!! -Tu się nawet z nimi zgadzał, w pewnym stopniu.
-AAALE!!! ZANIM PRZYSTĄPICIE DO OCZYSZCZANIA TEGO GNIAZDA PLUGASTWA!!! MUSICIE WIEDZIEĆ O PUŁAPKACH KTÓRE W NIM CZYHAJĄ!!!
-W końcu przerwał wyczekując ich reakcji, zresztą jeszcze chwila, a wyplułby sobie płuca.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel