Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 6 - 7 - 8 - 9 - 10

Xelacient PW
17 czerwca 2009, 01:32
Drekar czekał na odpowieź...
Czekał aż w końcu poczuł się olany...

Kiwnął głową jakby na znak zrozumienia, że nic w ten sposób nie wskóra.
Przynajmniej miał satysfakcję, że złota zasada negocjacji i wyciągnięcia ręki... no w tym przypadku nogi została spełniona. A że druga strona nie była zainteresowana? Jej problem!

Przemiana elfa była na tyle gwałtowna, że wyrwała mnicha z zamyślenia, był wystarczająco doświadczonym obserwatorem aby zauważyć zmianę w fizjonomii Garreta która stała się niepokojąco podobna do tej Caralda...

Dalsza wymiana zdań również nie uszła jego uwadze, ale bynajmniej nie rozjaśniła mu sytuacji. Znali się to było pewne, ale kim mogli być? Demonami?!
"-Nie!" - Bezgłośnie krzyknął do siebie. "-Dość wniosków opartych na domysłach!"

Gdy zaczął w myślach podsumowywać ostatnie wydarzenia, jego twarz przybrała wyraz przy którym wszelkie paskudne uśmiechy bledły.
Oczy wytrzeszczyły się, z pomiędzy szarawych zębów wysunął się wijący koniuszek języka, nozdrza rozdęły się jak u orka, a usta rozwarły się ni w to triumfie ni to w ciekawości.

Przyczyn było wiele, ale tworzyły zgrabną całość: wampir szukający wychodka, utylizacja cudzego trupa, zaklęcie zamieniające ciałami (które widocznie przestało działać), tajemniczy elfi towarzysz, wszędobylska śmierć... i obecność grona dziwnych postaci których obecność nie uszła uwadze człowieka.

Taaaak... wiele przeżył! Ale to było coś zupełnie niezwykłego!
I wszytko wskazywało, że to dopiero początek!

Jednak już po chwili wrócił mu zimny spokój obserwatora, przysiadł przybierając pozycję warującego psa i skoncentrował swoją uwagę tak aby nic nie uronić z rozpoczynającego się przedstawienia. Nic więcej robić nie zamierzał tym bardziej, że nikt go o nic nie prosił.

Qui PW
17 czerwca 2009, 15:31
Erminus nie był pewien, czy to, co się dzieje, mu odpowiada. Już się wydawało, że Caraldemon raczy wreszcie zabić krasnoluda i będzie można spróbować go odesłać, a tu napatoczyli się tamci dwaj ze spiżarni i mu przeszkodzili. Doprawdy, nie mogli się zjawić w gorszym momencie. W dodatku temu elfowi najwyraźniej coś odbiło. Niedobrze.

Z drugiej strony, te łańcuchy przestały latać po całym pokoju. Może udałoby się stąd ewakuować, gdyby nie to, że tamci dwaj najwyraźniej mają ochotę na walkę w wejściu. Jakby się trochę odsunęli... Tylko jak ich do tego skłonić? Inną opcją byłoby zrzucenie na nich sufitu, ale niestety, za mało mocy magicznej, oj za mało. Wampir po raz kolejny pożałował, że nie zna zaklęć robiących wielkie bum. Trudno, może jednak by jakoś ich odsunąć... Najlepiej szybko, póki Kamienna Skóra jeszcze działa, zawsze to lepsze szanse.

-Ej, Garniec, łap to! - Erminus podniósł Księgę Zamiany Skrybów w Demony i rzucił ją na środek komnaty, po czym przyczaił się za przewróconym stołem, gotów do biegu jeśli tylko przejście się zwolni.

Field PW
29 lipca 2009, 22:52
f!eldf!eldPrzyznam szczerze, że wasza drużyna wprawiła mnie w osłupienie. Muszę przemedytować.

Field PW
11 października 2009, 16:52
Shadet w końcu dojrzał jakiś zniszczony, zakrwawiony obrus na ziemi. Cały czas kroczyli w kręgu naprzeciwko siebie - on i Carald.

W tym momencie Shadeta zalała fala dziwnych wspomnień.

Carald.

Chodzący golem z ciała.

Trup.

Nie-trup.

Półżywy?

Raczej martwy.

Agar.

Eksperyment.

Nieudany.

Chciał stworzyć coś potężniejszego od lisza.

Carald miał otworzyć drzwi do wiedzy takich jak Clanker czy Ethric Szalony.

Carald.

Wściekłe bydlę, które...

...które...

Skup się... skup się...

...które co z łańcuchami?...

Skup się, to proste...

Coś go wiązało z łańcuchami... Jakaś... coś... łańcuchy żyły...?

W tym momencie Carald natarł z wyciem na Shadeta. Elf walnął o przeciwległą ścianę, a ze ścian posypał się grad łańcuchów. Na szczęście demon był trochę bardziej trzeźwy na umyśle niż jego ciało i bawił się swoim domem niczym marionetką - odskakiwał i wyginał się w paroksyzmach pod gradem żelastwa.

W tym momencie serce Thordamha przebił łańcuch.

Oczy krasnoluda zaszły krwią.

Erminus i Eniphoenix poczuli, jak koło nich wycieka życie. Efekt był taki, że wampirami rzuciło, jakby przechodziły przez ciężki detoks. Wewnątrz toczyli walkę - czy ratować krasnoluda, czy też rzucić się i niczym zwierzęta walczyć o ostatnie krople ciepłej krwi.

Łańcuch owinął się wokół serca, zakleszczył, tamując upływ krwi i bezlitośnie pompował resztki życia w krasnoluda, który w tym momencie zemdlał z bólu.

Carald się obszczerzył lubieżnie.

Hobbicus PW
11 października 2009, 17:41
W chwili przebicia serca Thordamh zdał sobie sprawę, że to jego koniec.

Koniec? Koniec.

Jak to koniec? Po prostu.

Ale to nie może być koniec! To jest koniec.

Nie... Tak.

Nie, to niemożliwe...! Co czujesz?

Boli. Co czujesz?

Cholernie boli! Co czujesz?

Na brodę Ojca, czemu mnie boli?! Umierasz.

Nie chcę umierać. Umierasz.

Nie mogę umrzeć. Umierasz.

JA NIE CHCĘ UMIERAĆ! To koniec.

Nie... To koniec.

To niemożliwe... To koniec.

JA NIE CHCĘ...! Nic nie zrobiłeś.

Ale ja... Nic nie zrobiłeś.

Przecież... Nic nie zrobiłeś.

NIEEE!!!

...

Może i Thordamh mógł niewiele zrobić, ale czuł, że wystarczy, że zrobi coś.

Może się uda...

Włócznia. Wystarczy nią rzucić. Przecież jest wytrzymałym i silnym krasnoludem. Tak, to przecież takie proste...

...a zarazem takie trudne.

Nie uda się...

...

Resztkami sił spróbował.

Eniphoenix PW
12 października 2009, 07:02
Eniphoenix patrzył na krwawiącego krasnoluda z przebitą klatką piersiową. Widział jego próbę zrobienia jeszcze czegoś przed śmiercią. Właśnie dlatego powstrzymał się przed rzuceniem się na Thordamha. Zadanie to miał nieco ułatwione, z powodu, że niedawno się posilał.

Qui PW
12 października 2009, 23:09
Erminusowi w oczekiwaniu na dogodny moment na ucieczkę przeszkodził nagły zew jego wampirzej natury. W tym momencie starły się w nim dwie tendencje. Pierwsza, w miarę rozsądna, mogłaby zostać wyrażona mniej więcej tak: nie teraz, gamoniu, widzisz że ten świr tam rzuca łańcuchami. Druga natomiast, bardziej pierwotna, brzmiała mniej więcej jak bylytyfyzytsyfkrwiiii. Właśnie ta druga tendencja na chwilę zwyciężyła, co sprawiło, że wampir poderwał się do biegu. Natomiast ów głos rozsądku spróbował go zahamować, co zakończyło się potknięciem o nogę od stołu i upadkiem na twarz. To nieco go otrzeźwiło.

Co ja najlepszego wyprawiam? - pomyślał. Przecież krasnoludy nawet nie są smaczne! W tym momencie przeleciał mu przez głowę jeszcze jeden pomysł, a konkretnie to pomysł żeby spróbować uratować Thordamha. Zachichotał straszliwie i złowieszczo, gdyż wydało mu się to nadzwyczaj absurdalne, a następnie ponownie przywalił łbem o posadzkę, tym razem z premedytacją, ażeby resztę głupot z łba wypędzić. W końcu wydostanie się z tego pomieszczenia w jednym kawałku może wymagać tej niewielkiej części zdrowego rozsądku, która mu jeszcze pozostała, a która topniała z każdą chwilą.

Field PW
15 października 2009, 09:21
Shadet skakał jak oszalały, w końcu w jego głowie coś zaskoczyło. Podbiegł do łańcucha, który podtrzymywał przy życiu krasnoluda i uderzył w niego z całą siłą. Poszły iskry, a łańcuch pękł, tryskając krwią. Jeszcze dwa i Carald zwijał się na podłodze z wrzaskiem.

Thordhamha serce na szczęście nie krwawiło, a ta resztka łańcucha uparcie dalej pompowała krew.

Genorius szybko zorientował się w sytuacji i krzyknął:
- W nogi!

Eniphoenix PW
15 października 2009, 14:14
Krwiopijca postanowił posłuchać kapłana. Niech dziwne elfopodobne coś zajmie się demono-zombiakiem. Wiedział, że jeśli zostanie tu dłużej, może być zbyt słaby, żeby oprzeć się pokusie wypicia krwi w okolicy łańcucha. A zostawanie tu nie było zbyt mądre. Toteż wampir pomknął w kierunku wyjścia z "zademonionej" sali.

Hobbicus PW
15 października 2009, 16:09
Wstawaj... Pozornie prosta czynność.

Wstawaj!... Bynajmniej.

WSTAWAJ!!!

Taki wytrzymały, a teraz bezradny jak dziecko.

Żałosne. Zamilcz.
Żałosne. Zamilcz.
Żałosne. Zamilcz.

Przynosi wstyd rodzinie.

A teraz ni to cierpienie, ni to ulga.


Koniec?


Krasnolud z trudem obrócił głowę w stronę wyjścia. Ciężko dysząc spróbował wyciągnąć w kierunku drzwi rękę. Jak najdalej.

Solmyr PW
15 października 2009, 19:30
- W nogi!
Usłyszał głos i zdziwił się, kiedy doszło do niego, że to on wypowiedział te słowa. Stwierdził, że zdecydowanie za długo stał jak ostatnia sierota, nie siląc się na jakiekolwiek działanie. Wypowiedziane słowa stanowiły kwintesencję tego, co krążyło gdzieś po głębszych pokładach umysłu, ale bało się wynurzyć na jego powierzchnię. Bo czy powinien tak po prostu uciec, gdy panoszą się tu demony, a krasnolud leży i nie wiadomo, czy żyje? Uznał jednak, że skoro zadziałał instynkt musi być naprawdę źle. Raz wyrwany z marazmu, ruszył do wyjścia, omijając Caralda i Shadeta.
Nie. Tak nie można. To wbrew zasadom. Powinienem pomóc krasnalowi. Jak pomyślał, tak zrobił. Czy dobrze? Taką miał właśnie nadzieję. Zanim wyszedł, zaczął odciągać Thordahma w kierunku wyjścia, modląc się do Gwiazd, aby demony nie rzuciły się niego.

Xelacient PW
15 października 2009, 22:09
W istnym sztormie uczuć, przeżyć i emocji które dosłownie zalewały niewielkie pomieszczenie, Drekar stał niewzruszony niczym statua wykuta w skale.
Stał i... obserwował, ku jego cichej satysfakcji cała akcja toczyła koło niego nie wymuszając na nim podjęcia konkretnego działania,
Prawie jak... w teatrze.

Jednak gdy pierwsza ciekawość została zaspokojona, do głosu doszły nieco bardziej normalne zachowania.
Okrzyk postaci ubranej w płaszcz stał się punktem przełomu, ruszył do
działania!

Kilkoma szybkimi krokami przypadł do nóg krasnoluda i krzyknąwszy w stronę kapłana.
-Dalej przyjacielu! Weź go za ręce! Razem damy radę!
Złapał ciężko ranną (prawie martwą?) istotę, dając przewodnictwo drugiemu "tragarzowi".

Biorąc pod uwagę okoliczności, może nie było to zbyt rozsądne, ale chciał się przyjrzeć tej pozornie śmiertelnej ranie, a także dziwnemu łańcuchowi.

Qui PW
17 października 2009, 01:10
Ooo, kapłan się obudził. I chyba to jakaś interwencja nadprzyrodzona, bo nawet zasugerował coś roztropnego - myślał sobie Erminus, zbierając się pospiesznie z podłogi. Jednak jego optymizm co do poczynań Genoriusa prysnął jak sen złoty, gdy zobaczył, jak ten najwyraźniej usiłuje pomóc krasnoludowi. I ten dziwny człowiek również. Cóż, ewolucja w działaniu. A krasnolud jak to krasnolud, wybiera się na drugą stronę jak pegaz za morze. Tak czy inaczej, wampir nie miał zamiaru przebywać w jednym pokoju z nawiedzeńcami ani chwili dłużej. Ruszył do wyjścia najszybciej jak mógł, omijając wszelkie demony możliwie szerokim łukiem. A tamci niech sobie zostają jeśli im życie niemiłe.

Solmyr PW
18 października 2009, 22:00
Wraz z Drekarem uniósł krasnoluda i udał się w kierunku wyjścia.

Field PW
22 października 2009, 20:40
Udało im się dowlec do korytarza. Dowlec - dobre słowo, bo Thordamh spowalniał drużynę i to w sposób dość uciążliwy, krwawiąc i zgrzytając swoim sercem. W momencie, gdy przekroczyli próg, drzwi zatrzasnęły się z hukiem.

Korytarz tonął w mroku, rozświetlany nielicznymi pochodniami. Przeszli parę kroków. W tym momencie drzwi od sali Caralda otworzyły się, a za nimi stała para demonów. Albo się dogadali, albo coś innego było zdecydowanie nie tak. Dość powiedzieć, że zaczęli nieubłaganie i bez słowa sunąć w ich kierunku. Carald powiedział metalicznym głosem, o dziwo bez przeciągania, jedno:
- Zniszczę was.

Hobbicus PW
22 października 2009, 21:11
Thordamh próbował coś powiedzieć. Choćby jedno słowo.

Jedną, małą prośbę, która mogłaby kogoś uratować.


Bezgłośnie poruszył ustami...

-c-ka-e-

Qui PW
22 października 2009, 21:25
Erminus bardzo, ale to bardzo nie chciał być zniszczony. Na szczęście wyglądało na to, że nie będzie musiał w tym celu być szybszy od Caralda i jego nowego kolegi. Wystarczy, że będzie szybszy od umierającego krasnoluda i wlokącego go oddziału samobójczych altruistów. Pognał więc przed siebie, jak gdyby goniły go demony z piekła rodem. Być może właśnie dlatego, że goniły go demony z piekła rodem.

Field PW
22 października 2009, 21:32
...i w tym momencie Erminus zobaczył drzwi z mosiężną tabliczką.

Kiedy się przyjrzał, przeczytał:
"Siła złego na jednego.
Siła złego na jednego.
Siła złego na jednego."

Qui PW
23 października 2009, 13:48
Erminus zatrzymał się jak wryty. Ta tabliczka... to z pewnością Znak. A skoro to Znak, może warto poświęcić mu chwilę? Wampir wyjął sztylet i zabrał się za odmontowywanie tabliczki.

Xelacient PW
25 października 2009, 17:37
Wybór, ale czy rzeczywiście było co wybierać? Dorwą ich wszystkich trzech albo jednego, logiczne. Ale czyż nie istnieje rozwiązanie pośrednie? Zawsze można spróbować.

-Przyjacielu możesz ich zając na chwilę spróbuje ustabilizować stan naszego krasnoluda? -Szybko rzekł wymownie kiwnąwszy głową na demony.
Po czym nie czekając jego reakcji przyklęknął obok ciała i przystąpił do pobieżnych oględzin nieprzytomnego, gdyby zdjąć tę kolczugę byłoby im lżej, ale pod wpływem okoliczności zignorował ten fakt.
Za to zainteresował się najbardziej krwawiącą raną (czyli według niego najgroźniejszą).
Tym razem musiał się skupić, zaleczenie dziury w skórze trupa to nie problemem, tym bardziej, że nie trzeba pilnować się przed wywołaniem skutków ubocznych.

Co innego rozległa masa poszarpanego mięsa, takie rany nie goją się łatwo.
Jeszcze tylko szybko obejrzał się za towarzyszami, wyglądało na to, że Erminus próbuje otworzyć drzwi. -Zawsze jakieś działanie na rzecz grupy. -Pomyślał mnich zanim wymazał ze swojego umysłu wszelkie emocje.

Z niewielkiej mieszku nasypał sobie żółtego piasku, zwykłego piachu jaki można znaleźć 2 metry pod ziemią, albo na dnie rzeki.

-Niech pierwsza moc... -Niedosłyszalnie rozpoczął inkantację, biorąc piach w garść.
-...da mu siłę, niech, druga da mu kontynuować swoje losy, a trzecia... niech się nie wtrąca! Tak jak ranni wracają do zdrowia niech to miejsce wróci do swojego poprzedniego stanu!

Czuł spływającą z całego ciała, a nawet z pobliskiej przestrzeni moc jak przechodzi przez ręce powodując ich mrowienie i kumuluje się rozkruszonej skale. Gdy skończył swoją modlitwę czuł się jakby trzymał mały piorun kulisty, coś zarazem gorącego, porażającego, a nawet... żywego? Jednak nie zapominając o swoim celu zsypał już-nie-piasek ma ranę.
Niebiesko-czerwony pył pokrył ranę i zaczął zastępować utracone komórki oraz łączyć pozostałe, jeśli dobrze pójdzie to krwawienie powinno ustąpić.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel