Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Po cmentarzu włóczą się:
   Godzilla
   Kuririn
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 5 - 6 - 7

MCaleb PW
7 marca 2009, 18:53
Kuglarka. Koniec i kropka. Nie zdziwiłbym się, jakby magii tyle jej wystarczyło, co na zastąpienie sobie bardzo lichego ogarka. Na dodatek przepowiadanie przyszłości. Phi! Nie trzeba być wróżbitą, by wygłosić takie słowa. Na tym balu na pewno coś się wydarzy niedobrego, bo chyba przetrzepię tej babie skórę. Ciekawe czy i to powiedziały jej te "wizje"?
Zaczerpnął głęboko powietrza i uspokoił się.
Coś mi nie daje spokoju, za szybko daję się sprowokować.

Z przemyśleń wyrwało go słowo "Blackshire". Strzępki wspomnień mignęły mu przed oczyma. Szybko zasłonił dłonią prawą część twarzy, w nadziei, że szybciej miną.
Po czasie potrzebnym na mrugnięcie okiem wszystko wróciło do normy, pomijając szybsze bicie serca i delikatny pot na czole, który natychmiast starł.
By czymś zająć umysł, przyjrzał się nowej postaci i od razu zapragnął pociągnąć go za bródkę. Tak kilka razy, mocno. Musiałoby być zabawnie, ale się opanował.

W tym momencie usłyszał słowa elfki i zachichotał cicho.
Ciekawe ile razy przyjdzie mi się przedstawiać tego wieczoru? Zakpił w myślach. Doszedł też do wniosku, że przedstawi się tak samo, jak tej cygance i aż zadygotał z radości.

Altair PW
9 marca 2009, 02:26
Niewiele się dowiedziałem - pomyślał Altarion, który był wyraźnie zadowolony z faktu niewielkiego jego osobą.

Niestety Var chyba nie miał tyle szczęścia co ja - przyszło mu do głowy, słuchając słów dziwnej damy na temat tego maga.

A ten kim jest? Namiestnik? Czyżby? - zastawiał się dalej patrząc na siwego szlachcica z krótką brodą i próbując zgadnąć jego prawdziwe intencje.

Alamar PW
9 marca 2009, 19:27
Lan starała się spamiętać wszystkie te dziwne imiona, lecz nie było to łatwe, szczególnie tej kobiety co najwyraźniej miała kłopoty z wymową "r":

- Miło was wszystkich poznać: ciebie panie Vrarze, i ciebie panie Alatrionie, i ciebie panienko Alevin, i ciebie pani Roso Ornelio Komza da Rini von Tondenza Crimas Trrrremperrrr, i także pana, panie Doroldzie Trus.

Uff, nie mogli wymyślić sobie prostszych imion?
- pomyślała po skończeniu wyliczanki. Nie zwróciła nawet uwagi na twarze swych rozmówców (o osobniku, którego niedawno chciała wyprowadzić z sali zupełnie już zapomniała), tylko od razu zapytała się Thorolda Drusa:

- A co to jest ta Baa? Jakaś gildia pasterzy? Nie pamiętam, by pani Loretta miała jakiekolwiek kłopoty ze swoimi mieszkańcami czy pracownikami. Zresztą tak dobrze się jej powodzi, że ostatnio nawet obniżyła pensje swoim podwładnym, w trosce o to, by nie roztrwonili na zbytki swych przychodów - sama mi się tym pomysłem pochwaliła.

Field PW
11 marca 2009, 20:13
Rosa wyglądała zdecydowanie na zgorszoną i upokorzoną. Niemniej jednak wypaliła:
- Te problemy z Baa to jej wina od początku do końca. Zresztą, dlaczego ona wysłała swojego syna do rozgromienia chrestów?
Thorold prychnął.
- Panienko Lan, Baa to wyjątkowo męcząca sekta, która skupia się przede wszystkim na żerowaniu na ludziach i próbie podporządkowania całego świata jakiemuś demonowi, którego nazywają Baa. A co do decyzji Loretty - właśnie między innymi dlatego tak łatwo do Baa przechodzą niezadowoleni.

W tym momencie wypowiedź Thorolda przerwał wrzask jednej z kobiet na balu. Młodzieniec, który tak skutecznie uprzykrzył życie zgromadzonym, osunął się prosto na Sirrinę w drgawkach i tocząc do tego jeszcze pianę.

Alamar PW
11 marca 2009, 21:14
Lan zwróciła głowę w stronę wrzasków, po czym o czymś sobie nagle przypomniała:

- No i masz ci los, zemdlał. A prosiłam żeby ktoś pomógł mi go wyprowadzić na świeże powietrze. Za dużo pewnie wypił biedaczek. Na dodatek jeszcze zapaskudził ubranie tamtej pani...

Zerknęła na Vara i Altariona i powiedziała:
- Moglibyście mi pomóc wyprowadzić go zewnątrz? Loretta nie będzie zachwycona, jeśli go w takim stanie zobaczy, a wieczorna bryza powinna przywrócić mu zmysły.

Odwróciła się do Rosy i Thorolda:
- Bardzo państwa przepraszam, ale musimy zająć się tym panem. - spojrzała na elfkę - Alevin, mogłabyś poszukać jakiegoś naczynia ze świeżą wodą? Byle nie z trunkiem, bo ten najwidoczniej uderzył mu do głowy.

dambibi PW
11 marca 2009, 22:15
-Aaaa! Na pomoc. Ściągnijcie go ze mnie! -Wystraszona krzyczy i próbuje go od siebie odepchnąć.

MCaleb PW
11 marca 2009, 23:31
Var, który wreszcie skupił się na tyle, by zrozumieć sens wypowiedzianych zdań przez starca i kobietę zdenerwował się, gdy jakiś krzyk mu w tym przeszkodził.
Odwrócił się w gniewie do źródła i zauważył całą scenę. Dojrzał też pianę na ustach krzykacza i zaniepokoił go ten widok, jak również zaintrygował.
Przez umysł przebiegła mu myśl i postanowił ją wykonać. Może i był lekko szalony, ale nie miał zamiaru się narażać. Założył więc rękawiczki i naciągnął sobie płaszcz na nos. Być może okaże się, że to za mało, lub też wcale niepotrzebne, ale nie mógł oprzeć się ciekawości.

Tak przygotowany zbliżył się do krzykacza z zamiarem złapania go za kołnierz (lub też w jakikolwiek inny sposób) i położenia na posadzce na wznak. I to nie ze względu na młodą damę, wydzierającą się pod nim, lecz dlatego, że łatwiej będzie mu się przyjrzeć w bardziej horyzontalnej pozycji.

Zanim to jednak zrobił, powiedział na głos:
- Niech nikt nie dotyka tego młodzieńca, kto wie kto lub co mu to zrobiło? - A płaszcz zagłuszył lekko jego słowa. Tak samo, jak cichy chichot, który wydobył się z jego ust zaraz po tym.
Ten bal stawał się ciekawszy z minuty na minutę.

Altair PW
13 marca 2009, 03:27
Pomimo, że Altarion był przygotowany na podobny bieg wypadków, cała ta sytuacja lekko go zdezorientowała.
Kto mógł to zrobić i jaki miał w tym cel? Czy na tym się skończy? W jaki sposób to się stało? Magia, trucizna czy coś innego? - Pytał samego siebie.

Usłyszawszy słowa Lan chciał podejść bliżej ów nieszczęsnego młodzieńca i pomóc "wydostać" się Sirrini. Gdy jednak zrobił kilka kroków w ich kierunku, Var zadeklarował się, że sam zajmie się poszkodowanym. Jednocześnie zakazał innym zbliżać się do niego.

Od kiedy Var zna się na uzdrawianiu? - pomyślał Altarion i zaraz potem dodał na głos:

Dobrze jednak niech pomoże ci Avelin, gdyż zna (chyba tylko) ona jakieś proste zaklęcie leczące, które może okazać się pomocne.

Ja natomiast rozejrzę się nieco po sali i poszukam czegoś "nietypowego".

Oczywiście Altarion zdawał sobie sprawę z tego iż nawet najbystrzejsze oczy niczego nie dostrzegą w takim tłumie. Szczególnie podczas takiego zamieszania jak to, wszelkie obserwacje byłyby mocno utrudnione. Mag jednak postanowił wykorzystać chwilę nieuwagi i gdy tylko oddalił się nieco od innych spróbował niepostrzeżenie rzucić zaklęcie magicznego oka.

Mam nadzieję, że czegoś się dowiem - pomyślał.

Avelin PW
13 marca 2009, 21:10
Widząc całą tą sytuację i słysząc słowa Altariona postanowiła jednak do czegoś się przydać.

-Znam zaklęcie leczące, więc jak coś to mogę pomóc-powiedziała

-To mi jednak nie wygląda na przypadek...-pomyślała

I podeszła do Vara.

Field PW
14 marca 2009, 12:19
Var raczej niczego ciekawego nie dojrzał. Ot, kolejny człowiek, który najwyraźniej nażarł się jakiegoś trującego czegoś. Problem polegał jednak na tym, że normalnie powinien mieć skurcz mięśni całego ciała, a tu... No cóż, skurczu nie było. Nie było też paru innych rzeczy. Właściwie równie dobrze mogłaby to być śmierć naturalna, gdyby nie fakt, że przy śmierci naturalnej nikt nie toczy piany.
Kto tam wie, czy zaklęcie uzdrawiające pomoże. Właściwie to szanse za duże nie były, bliższe zeru.

Co ciekawsze, jak wiadomo, jeśli na balu jest wypadek i jest kobieta, to musi być ostro. No i było. Któraś z pań zaczęła się drzeć: "Straż! Straż! Morderstwo!" W momencie, gdy Altarion to usłyszał, natychmiast skojarzył, że był to głos Rosy. Przynajmniej Thorold wykazał odrobinę trzeźwości umysłu i Lan dostrzegła, jak złapał jakieś wodorosty z półmiska i wepchnął jej w gardło z wrzaskiem "Zamknij się!"
Zaczęło robić się zbiegowisko i to za specjalnie nie było dobre. Thorold podbiegł do Vara i wrzasnął: "Wynieś go stąd! Szybko!"

...Za późno. Majordomus, który najwyraźniej jeszcze nie wiedział, co się dzieje, zakrzyknął:
- Lady Loretta Fleise, Pani Silver Cove, Arcydruid Obrządku Równowagi, Członek Najwyższej Rady Enroth, Wielka Protektorka Północnego Wybrzeża, Nadkapitan Flot Węgorzowiska!

I ich oczom ukazała się pokaźna, ubrana w róże i fiolety dama, na oko czterdziestoletnia. Na szczęście wchodziła przeciwległym wejściem i witała się z każdym z zaproszonych z osobna. Była chwila. Ale tylko chwila. Mogą być ugotowani, jeśli padnie na nich tylko cień podejrzenia.

dambibi PW
14 marca 2009, 15:07
W tym momencie Sirrina miała w uszach tylko jedną rzecz:

*Lady Loretta Fleise, Pani Silver Cove, Arcydruid Obrządku Równowagi, Członek Najwyższej Rady Enroth, Wielka Protektorka Północnego Wybrzeża, Nadkapitan Flot Węgorzowiska!*

Twarz oblała jej się zimnym potem, a serce zaczęło bić szybciej.
W końcu wpadła na pomysł.

-Wynieśmy go przez drzwi.Tylko szybko.- Powiedziała dygoczącym głosem.

MCaleb PW
15 marca 2009, 13:37
Var nie przepadał, gdy mu rozkazywano. Nawet gdy wykonanie rozkazów było w jego interesie. Już miał się odgryźć, gdy zobaczył pirata oferującego pomoc.
Uśmiechnął się lekko i powiedział Jackowi:
- Dobra, weź go tak, jakby tylko źle się poczuł i trzeba go było odprowadzić.
Oczywiście to nie załatwi wszystkiego, ale może uspokoi innych gości na pewien czas.
- Panie Thorold, proszę dyskretnie uspokoić resztę towarzystwa, gdyż ja nie podołam.
Mówiąc to schylił się i starł pianę z ust krzykacza. Zauważył spojrzenie Altariona i spytał cicho:
- Chcesz trochę?
Należało się stąd wynieść, a przynajmniej nie mieć nic wspólnego z ciałem. Jednakże wtedy Vara zeżarłaby ciekawość tego, co się tak naprawdę stało. Nie miał więc innego wyboru, jak przebadać (a raczej przeszukać) ciało w jakimś ustronniejszym miejscu.

Field PW
15 marca 2009, 21:01
Loretta zmierzała równie majestatycznie i nieubłaganie w ich stronę co flota, którą dowodziła. Tymczasem drzwi zastąpił rozhisteryzowany majordomus, z którym natychmiast zaczął się dochodzić Thorold, prosząc o przepuszczenie i tłumacząc coś nieskładnie. Tyle było wynoszenia ze strony Jacka, że Thorold jednocześnie przytrzymywał go za poły szaty mrucząc mu, poirytowany, do ucha:
- Opanuj się, idioto. To nie pole walki.

Altair PW
15 marca 2009, 21:10
Altarion gdy tylko usłyszał głos Rosy odwrócił się w tamtą stronę i dostrzegł dziwny gest Vara.
Tam na pewno się nie przydam. - pomyślał.
Mag zauważył, że zaczyna robić się coraz większe zbiegowisko. Lady Loretta zbliżała się z przeciwległej części sali.
Postanowił działać. Wiedział, że jeśli on nie jest w stanie uratować sytuacji to nic już im nie pomoże.

Proszę się rozejść, ten Pan został za... ee... zasłabł tak właśnie.. zasłabł. Sytuacja została opanowana ci mili magowie i ów uczynny pirat wyniosą go zaraz na świeże powietrze i z pewnością dojdzie szybko do siebie - Zwrócił się do tłumu Altarion, starając się być przy tym tak bardzo przekonujący jak tylko potrafił.

Następnie powtórzył kilkukrotnie ową kwestę by "wszyscy" zainteresowani usłyszeli.
Już wiedział, że powinno się udać. Komu mieliby uwierzyć jeśli nie jemu?


Nivelus PW
16 marca 2009, 15:09
Jack wlasnie upuslil cialo mlodzienca tuz przed drzwiamy obrocil sie do Thorolda i powiedzial: J, Ja? zasmial sie lekko nie wiedzac czemy, i.id..Idiota!? krzyknal z oburzeniem, byl juz gotowy wyciagnac szable i pozbawic czlowieka jego glowy jednak tuz przed dotknieciem szably opanowal sie i zmienil zamiary. Po czym zwrocil wzrok do cialam mezczyzne bedacego pod drzwiami, Och...Przepraszam... poczym chwycil znowu cialo mezczyzny i wyszedl na swieze powietrze.

Alamar PW
16 marca 2009, 21:00
Lan dziwnie spojrzała na Rosę, gdy ta wykrzyknęła coś o morderstwie (Coś jej się najwidoczniej pomyliło...) i już miała się odezwać, gdy Thorold ja "zakneblował".

Lepiej jej to wyjmę z ust, nim się zadławi... - rozmyślania przerwały jej wejście Loretty. Spojrzała tez w stronę "nieprzytomnego" mężczyzny i zobaczyła, że są pewne problemy z "odprowadzeniem" go na zewnątrz.

Usłyszała tez przemowę elfa do tłumu, ale nie była pewna czy zdoła przekonać tyle osób. Spojrzała raz jeszcze na Rosę i pomyślała - Nic jej chyba nie będzie, zaś tamten osobnik jest w gorszym stanie, a ten tłum wokół wcale nie pomaga. - po czym dołączyła do elfa i przemówiła:

- No już, proszę się rozstąpić. Ten młodzieniec potrzebuje powietrza, a wasza bliskość mu nie pomaga. Poza tym pani Loretta Flise chyba nie będzie zachwycona, że odwracacie się od niej tyłem i większa uwagę poświęcacie jakiemuś zamroczonemu alkoholem młodzieńcowi, a nie jej? - starała się nadać swemu głosowi uprzejmy, lecz stanowczy ton.

Do jej uszu doszedł jeszcze odgłos upadającego ciała. Odwróciła się i zobaczyła Jacka, który był sprawca tego zamieszania:

-Ostrożniej, bo mu jeszcze bardziej zaszkodzisz. Chcesz go zabić?

Nivelus PW
17 marca 2009, 18:24
Jack odwrocil sie do Lan i powiedzial Niee, alez skad nie chce! (choc tak naprawde nie mial nic przeciwko zabiciu go) zatrzasnal drzwi tuz przed nosem Lan, upewnil sie czy nikt go nie obserwuje. Gdy stwierdzil ze, nikt go nie obserwuje polozyl cialo na ziemi i zaczal przeszukiwac.

Avelin PW
18 marca 2009, 17:25
Patrząc na Lady Lorette usłyszała trzask drzwi, ale postanowiła to zignorować, bo gdyby chciała sprawdzić co tam się dzieje, to ktoś mógłby ją zauważyć.

-Ciekawe co jeszcze stanie się na tym balu....-pomyślała


dambibi PW
19 marca 2009, 19:30
Wszystko wróciło do normy, więc Sirrina postanowiła odwrócić się w stronę nadchodzącej Loretty i czekać na rozwój zdarzeń.

Field PW
21 marca 2009, 13:12
Tymczasem flotylla purpury dotarła wreszcie do zgromadzonych przy drzwiach bohaterach.
Postawna dama, odziana w spływające szaty przyjrzała się najpierw wszystkim w milczeniu, po czym z uśmiechem powiedziała:
- Thoroldzie Drus... I znów muszę powiedzieć, że niezmiernie miło mi gościć cię w moich skromnych progach... Mam nadzieję, że strajki koniuszych w Blackshire nic nie przeszkodziły w twoim dotarciu tutaj... opowiedziałbyś mi kiedyś wreszcie o tym problemie, a nie unikał mnie. Ale, na interesy przyjdzie kiedy indziej czas. Lan, dziecko... - zwróciła się do swojej podopiecznej - Widzę, że dobrałaś sobie doborową gromadę znajomych. Altarionie - zaszczyt to gościć tak potężnego maga... choć następnym razem poczekaj, aż ktoś ci wyśle zaproszenie. - popatrzyła na Avelin - Elfka... tak, piękna, młoda dziewczyna. I czuję w tobie moc, dobrze, że tu jesteś. - uniosła wzrok znad Avelin - Ty tam, panie! - rzuciła żartobliwie - Widzę, że skoro nawet się nie odwracasz, gdy nadchodzi gospodarz, to pewnie jesteś Varem? Albo którąś z jego osobliwości, czy też wcieleń. Mam nadzieję, że dziś w twoim ciele jesteś ty. - zaśmiała się nisko - Tak, wiem o tobie. Czuję to. Matka Ziemia czuje to. - dodała szeptem, jednocześnie składając palce w dziwny gest. Wyglądało na to, że tylko Var to dosłyszał... i nie poczuł się przyjemnie. - Mes Valentine! Radość cię widzieć w pełnym zdrowiu... ale chyba przydałoby ci się coś na uspokojenie. Co się stało, dziecko? I, zdaje się, gdzieś tu powinien być mój siostrzeniec. Czy bratanek. Nieważne, bardzo cię proszę, Lan, znajdź tego urwipołcia. - zamilkła na chwilę, taksując wzrokiem zgromadzenie. W końcu dojrzała zaplutą Rosę. - Rosa. - powiedziała chłodno. - Osric nie ma co robić, żeby cię tu wysyłać? Dobrze, że jesteś. Przekażesz mu to i owo. - pstryknęła palcami. Natychmiast podbiegł do niej stojący do tej pory przy drzwiach majordomus i nachylił się. Loretta przez chwilę coś tłumaczyła mu, po czym służący odbiegł gdzieś wgłąb zamku. Lady uśmiechnęła się jeszcze promiennie do bohaterów - Miło, że znalazłaś sobie przyjaciół. I niech otworzą drzwi na balkon, duszno tu. Lan, weź swoich przyjaciół i znajdźcie go, proszę. - po czym skierowała wzrok gdzie indziej - Ach, Valoissa! Co słychać na Mroźnych Wyżynach? Jak Erik, wciąż się dobrze miewa?

W międzyczasie Jack próbował uporać się z ciałem. W zasadzie nic przy nim nie było, poza tym, że okazało się, że książę był transwestytą i nosił jedwabne, koronkowe majteczki. Tak cienkie, że na upartego przerżnęłyby go wpół.
A potem się okazało, że za pazuchą miał kopertę. Opieczętowaną, ładną kopertę.
Pusty balkon nie prezentował się szczególnie - półkolisty, z sięgającą do pasa poręczą. Po bokach stały wielkie kamienne amfory z rosnącymi w nich kwiatami. W tym momencie, w zmroku, Jack dostrzegł, że coś jest na lewej ścianie i patrzy się na niego zza załomu. Widać było tylko białe ślepia.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel