Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Podziemna Tawernatemat: "Hobbit": resztki ze stołu, czy kinowe arcydzieło?
komnata: Podziemna Tawerna
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5

Acid Dragon PW
8 stycznia 2013, 18:29
Trochę prowokacyjnie może, ale ciekaw jestem Waszego zdania.

Poszedłem ja sobie, proszę Państwa, z dziewczyną moją na "Hobbita". Co prawda żadne z nas wielkim fanem Tolkiena nie jest - ba! - do książkowego pierwowzoru nawet nie zajrzeliśmy, aczkolwiek wiedzieliśmy, że to mniej-więcej prequel do "Władcy Pierścieni" i że powinien być tak samo ładny, jak słynna trylogia filmowa.

Spodziewaliśmy się, że pewnie będzie krótszy niż którykolwiek z tamtych filmów i nie tak rozbudowany, bo wszak mniej materiału do obrobienia, no ale wciąż warto to zobaczyć.

Po filmie moja luba była ewidentnie niezadowolona. Czekała, aż się wreszcie akcja rozwinie, a gdy "cośtam" już wreszcie się zaczęło dziać, to film się skończył i nawet smoka nie pokazali (poza jego ślepiem) :P. "Łeee? już koniec? co to ma być?".

Pomyślałem, że trochę przesadza. No OK, taka moda, że niektóre filmy w celach "kasowych" rozbija się na dwie części, choćby i były oparte na tylko jednej książce (ostatnia część Harry'ego Pottera, czy Zmierzchu).

Ale jak się dowiedziałem, że to nie dwa, a TRZY filmy mają być, to kląć zacząłem siarczyście. No już bez jaj.... książka jest objętościowo mniejsza niż którykolwiek tom "Władcy Pierścieni", a ma mieć 3 filmy? Nic dziwnego, że akcja w filmie się nieco dłużyła. Scenarzyści i reżyser rozwlekli to do granic wszelkich możliwości! Ktoś nawet powiedział, że w filmie jest więcej minut niż odpowiadających mu stron w książce.

Film sam w sobie przynajmniej był ciągle "ładny". To znaczy - fantastyczne postaci oraz miejsca w dalszym ciągu zostały wykonane bardzo dobrze i miło było na nie popatrzeć (oprócz krasnali, rzecz jasna - te są zawsze zaplutymi pijackimi brodami na nogach). Gra aktorska też była dobra (osobiście podziwiam talent Iana McKellena). Fabuły nie oceniam, bo dla mnie sama w sobie jest trochę naciągana i infantylna, ale w końcu "Hobbit" był napisany dla dzieci, a nie dla "die-hard fanów", którzy będą analizować, czy rycerz może pokonać smoka, czy raczej zostałby przerobiony na konserwę :P.

Ogólnie - jeśliby pierwszą filmową część Hobbita skrócić do półgodzinnej prezentacji w PowerPoincie, to sądzę, że mogłoby to być dzieło sztuki. Jednak jako ponad 2,5-godzinny film kinowy to chyba pewna przesada. Może nie są to "resztki ze stołu" po Władcy Pierścieni, bo ciągle czuć ten rozmach i fantastyczny klimat, ale o zachwyt było mi raczej trudno.

A jak Wasze odczucia?

Lukasz89 PW
8 stycznia 2013, 19:14
Ja na owy film udaję się dopiero w poniedziałek. Należy jednak pamiętać, że oprócz samej książki, twórcy filmu korzystali z nieopublikowanych zapisków Tolkiena. Chcieli opowiedzieć wydarzenia alternatywne, stąd można spotkać tam takie postacie jak na przykład Jasna Pani.

Niemniej jednak stworzenie trzech części z jednej książki, która w dodatku jest cieńsza niż jakikolwiek tom Władcy Pierścieni, jest ewidentnym skokiem na kasę.

Hobbicus PW
8 stycznia 2013, 19:24
Ze względu na swój nick wypadało mi się wypowiedzieć w tej sprawie. :P Również byłem na Hobbicie, również ze swoją dziewczyną i... cóż... Jak u Was to raczej Ty byłeś nieco optymistyczniej nastawiony do tej produkcji, a twoja dziewczyna służyła rolą "zrzędy", tak ja pozrzędziłem na pewne elementy filmu (ale nie wszystkie - o czym za chwilę), zaś Whitless stwierdziła, że... musi obejrzeć pozostałe dwie części. Tego to nawet ja się nie spodziewałem.

Tylko zaznaczę: ja czytałem Hobbita, Whitless - nie.

Mówisz, że "nagle się skończyło"... ale czy to oznacza, że się dłużyło, czy też wręcz przeciwnie - czas spędzony w kinie był niezwykle wręcz krótki. Przyznam, że w pewnym momencie sprawdziłem godzinę, gdyż nie byłem pewien, ile ten film trwa... i ku mojemu zdumieniu film pożarł dwie godziny z mojego życia. I nawet tego nie zauważyłem.

Gdy się zacząłem nad tym zastanawiać już wracając z kina, przypomniałem sobie, jak za pierwszym razem nie nadążałem za Drużyną pierścienia Jacksona (swoją drogą przy kolejnych seansach też było mi ciężko :D). Dla mnie działo się za dużo rzeczy w zbyt krótkim czasie - wszystko mieszało się ze sobą, zdawało mi się, że zabrakło wielu wyjaśnień. Może to tylko moje odczucia, ale jednak Whitless również na Hobbicie nie czuła się tak, jakby ten film trwał za długo. Poza tym doskonale zapamiętaliśmy przebieg akcji, a to świadczy o tym, że film nie był dla nas nudny.

Cały film trwał 6 rozdziałów książkowych. Dokładnie 1/3 książki. A działo się jak dla mnie dość sporo. Może faktycznie lepiej wydłużać film, coby się zapamiętało go jako całość, niż wyrzucać i skracać na siłę kolejne sceny?

Ewentualnie to kwestia tego, że uwielbiam wielogodzinne minimalistyczne utwory oraz filmy animowane Disneya i Studia Ghibli. ;P

Oczywiście Hobbit miał swoje wady. Kiepska kreacja krasnoludów (nie zapamiętałem z wyglądu nikogo poza Thorinem i Balinem) i wymuszone utożsamianie się z nimi, głupawy humor, 48 klatek na sekundę wywołujące wrażenie przyśpieszonego wideo, muzyka (za dużo ścieżek dźwiękowych wziętych z LotR). Ale ogółem był to film, jak zauważyłeś, "do oglądania". Miał ładne sceny, nawet ciekawie był przedstawiony świat. Jak Władca.... Może nawet nieco lepiej wypadł właśnie ze względu na wydłużony czas trwania filmu?

No i ze względu na Bilba. O tak, tu wreszcie mogłem się jakoś utożsamić z głównym bohaterem! Koniec z mazgajowatym Frodem, ze ślicznymi oczkami hobbita i jego wypuszczaniem miecza z rąk. Mamy kogoś, kto faktycznie ma powód, by czuć się niedobrze podczas tej wyprawy, ale kto jednocześnie walczy z tym uczuciem. Nie zawsze było to dobrze zrealizowane (scena z trollami była wręcz głupia), ale czuło się, że to jest faktycznie główny bohater - heros. Może nie idealny, jednak sympatyczny. A to już coś znaczy.

Ogólnie rzecz biorąc - jest ok. Nie arcydzieło, ale też i definitywnie nie resztki. Z przyjemnością pójdę do kina na drugą część. O ile będę miał z kim. :P

PS. Mam nadzieję, że widziałeś wersję z napisami? Z tego co się zorientowałem dubbing odjął sporo uroku...

Whitless PW
8 stycznia 2013, 19:35
Ja nie będę się rozwodzić, bo nawet nie umiem rozpisywać się długo. :I

Jedyne z czym się nie zgodzę w powyższym poście to to, że jakoś nawet pamiętam krasnoludów. Cóż. Może po prostu skupiłam się mocniej na ich postaciach choć z imion wymienić nie potrafię ( być może to kwestia tego, że mam ogólnie słabą pamięć do imion ^^' ) w każdym razie to moje osobiste stwierdzenie, z którym nikt nie musi się zgadzać.

Bilbo. Według mnie bohater przedstawiony pozytywnie i ciekawie. Myślę, że reagowałabym podobnie na nagłe wyrwanie ze spokojnego życia i nieprzyjemności podczas podróży. Lubię mój ciepły pokoik z mięciutkim łóżeczkiem.. .

Ps. Myślę Hobbiciu, że będziesz miał z kim iść xD

Irhak PW
8 stycznia 2013, 19:41
W 40 początkowych minut wcisnęli 2 piosenki. Dorzucili do filmu historię powrotu Saurona (całe to tło, które nijak ma się do wyprawy na Smauga), której nie przypominam sobie z książki. Nie zdziwię się jak po drodze przybędą słudzy Nazguli i porwą Smeagola :P
Czy te dodatkowe smaczki są konieczne? Bez nich historia zamknęłaby się w dokładnie 3h. Cała. Ale tak mamy sposobność poznać całą historię Władcy Pierścieni wraz ze wspomnianymi tam elementami, uzupełnić wiedzę. Ciekawe czy wezmą się Silmarillion :P

Cytat:
nie zapamiętałem z wyglądu nikogo poza Thorinem i Balinem
Balin? A który to? Ten co opowiadał historię Thorina Dębowej Tarczy? Ja świeżo po filmie pamiętam jeszcze tego 'najmłodszego' krasnoluda. Nikogo więcej z nich.

Jakbym miał wystawić mu ocenę to byłoby to raczej gdzieś w okolicy 8.5-9/10. Motywy z Władcy, tło dla jego powrotu, walki i sceny humorystyczne ("I co mi teraz zrobisz?" Gandalf zdziela go laską i tnie po brzuchu. "Może być"). To na pewno wyszło na plus filmowi ;)

effendie PW
8 stycznia 2013, 19:44
Witam,
Tak się składa, że też byłem na Hobbicie razem z moją "lubą" i obydwojgu nam się podobał. Na wstępie zaznacze, że moja dziewczyna nie jest fanką ani fantastyki ani Tolkiena natomiast ja wręcz przeciwnie.

Od premiery Hobbita (a nawet jeszcze przed nią) dużo osób oburza się na to jak to można było zrobić 3 filmy zarówno z 3 tomów Władcy jak i jednego, cieńszego od 1 tomu władcy, hobbita - najczęstszą odpowiedzią jest skok na kase. Niestety większość z tych osób wydaje się nie zauważać jak olbrzymie części trylogii Mistrza zostały pominięte w filmowej adaptacji. Jeśli rozbicie książki na trzy części będzie oznaczać wierniejsze oddanie książki (i innych notatek Tolkiena) to jestem jak najbardziej za. Wolę to niż, zrobienie jednej części i pominięcie czy bolesne okrojenie połowy treści.

Concerning dragon, to Jackson go nie pokazał bo chce go zachować na część następną co jak dla mnie jest najbardziej zrozumiałe, jakby miał pokazać od razu smoka, mroczną puszczę, Esgaroth i bitwę pięciu armii to po co by ktoś miał iść na dalsze części.

Moja ocena hobbita to 8.5/10 jako przeciętnego zjadacza chleba i 6.5/10 jako fana Tolkiena. Czemu tak nie będę sie rozpisywał bo to temat rzeka :)

Alistair PW
8 stycznia 2013, 20:06
Nie miałem jeszcze okazji obejrzeć filmu, za to czytałem książkę. Jednak to też nie pozwala mi ocenić czy jest sens dzielenia akurat tego filmu na trzy części. Osobiście uważam jednak, że filmowe adaptacje często kończą się na ostrych cięciach, zmianach z sufitu. Czasem jest to po prostu konieczne. Podzielenie ostatniej części Harry'ego Pottera na 2 części też zostało uznane za skok na kasę, z czym nie mogę się za bardzo zgodzić. Cztery ostatnie książki o Potterze były naprawdę dużymi tomami. Zwłaszcza Zakon Feniksa (cz. 5), która miała blisko tysiąc stron i to ją też można było spokojnie podzielić na minimum dwie części. Podzielenie Hobbita na trzy części może wydawać się przesadą, ale istotne jest tu dodanie do filmu elementów spoza książkowego pierwowzoru, a należących do tolkienowskiego świata. Ważne jest też to, czy nie zrobiono tego za bardzo na siłę.

Nerevar PW
8 stycznia 2013, 20:10
Cytat:
Niestety większość z tych osób wydaje się nie zauważać jak olbrzymie części trylogii Mistrza zostały pominięte w filmowej adaptacji. Jeśli rozbicie książki na trzy części będzie oznaczać wierniejsze oddanie książki (i innych notatek Tolkiena) to jestem jak najbardziej za. Wolę to niż, zrobienie jednej części i pominięcie czy bolesne okrojenie połowy treści.
Hobbit jest krótszy od każdego z tomów trylogii, więc dwa filmy to już maksimum na oddanie jego treści. Do momentu, w którym była mowa właśnie o takiej liczbie nie marudziłem specjalnie - ale trzeci wydaje się już być grubą przesadą.

No i nie jestem pewien, czy można mówić o wierności patrząc na historię Azoga ;P

Cytat:
Ciekawe czy wezmą się Silmarillion :P
Oczywiście. Każdy rozdział będzie osobnym, dwugodzinnym filmem.

effendie PW
8 stycznia 2013, 20:35
Ja poczekam aż wyjdą wszystkie części i wtedy będę oceniał czy była to przesada czy nie.

Azog Panie Nerevar to tylko wierzchołek góry lodowej, praktycznie w każdej scenie coś jest zmienione. Czy to dobrze czy źle? Szczerze mówiąc sam nie wiem. Z jednej strony gdyby się trzymał ściśle książki to by musiał zrobić praktycznie bajkę ale z drugiej momentami (nie będę spojlerował ale chodzi mi głownie o przaśny humor) reżyser troche przeginał. Co do mojej wcześniejszej wypowiedzi to chodziło mi raczej nie tyle o wierniejsze oddanie książki co zawarcie większej ilośći treści z książki w filmach.

Aayren PW
8 stycznia 2013, 21:39
O proszę, wiedziałem że powinienem truć koleżance, by ze mną poszła na Hobbita;) Przynajmniej teraz mogę dodać że nie byłem sam. Inna sprawa, że koleżanka, za jeden ze swych ulubionych filmów uważa LotRa, więc coś tam może się wypowiedzieć. Sam książkę czytałem kilka razy i tak, a byłem na 3D z napisami:

1. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby nawet podzielili to na 10 części, to bym poszedł, bo brak jest fantastyki w kinie, i za każdą godzinę tego na ekranie jestem niezmiernie wdzięczny.

2. Podzielenie książki na 3 części, to byłoby zdecydowane przegięcie gdyby nie jedna, sprawa - film to nie tylko książka, ale (co już mogę zdecydowanie powiedzieć) druga linia fabularna. [SPOILER: Założę się, że 2 cześć, to będzie oprócz pomykania krasiów przez las walka z Czarnoksiężnikiem (a zgadnijcie któż to taki:D ) i jestem z tego wielce zadowolony, kolejny rozdział epickiej batalii, kolejne 3h ciekawego filmu! ]

3. Nawiązując do powyższego, i biorąc pod uwagę, że film ma być kasowy - od książki jest masa, całe stosy zmian, ale muszę powiedzieć, że są całkiem całkiem i wychodzą filmowi na dobre.

4. Film się trochę ciągnie, jak dla mnie w 2 miejscach - przy zagadkach, i przy trollach. I o ile przy zagadkach można to usprawiedliwić - dobra gra aktorska, tak bilbo jak i golluma, i przytoczenie całości z książki - a tego się nawet nie spodziewałem, tak przy trollach jest to całkiem niepotrzebne zawracanie nosa wielkimi animowanymi bohomazami. Wciąż jednak przyznaje, że film się nie dłuży.

5. Z koleżanką przez kilka minut omawialiśmy co było nie tak, czego brak i co się nie podobało. I oboje stwierdziliśmy, że poszlibyśmy drugi raz. Ba, ja w tej chwili, dzień po obejrzeniu, poszedłbym jeszcze raz!

6. A co do krasnoludów - jak najbardziej wszystkich pamiętam z wyglądu, z imion pamiętam połowę. Ale jestem wielkim fanem krasnoludów, także tutaj nie jestem zupełnie obiektywny.

7. Scena walki z trollami. Ile hp mają te krasie!! Najgorsza scena w filmie. bo taaaaak bardzo nieprawdopodobna, że bleh!

Ocena - 9/10 :)

Whitless PW
8 stycznia 2013, 23:12
Domyślam się, że krasnoludy miały jakieś 10000 hp.
Tak samo jak Aayren uważam, że sceny walki były dość dziwne. Drużyna Thorina miała wręcz nadzwyczajnego fuksa przy goblinach czy orkach. Aż nieco raziło to mnie w oczy, nie wiem jak innych. Wyglądało to tak, jakby całe otoczenie skupiało się na nich i wręcz służyło ich powodzeniu.

Ale ogółem oczywiście twierdzę, że film jest dobry.

~ nuhh. Jeśli piszę coś nie tak proszę powiedzcie mi. W zasadzie nigdy nie uczestniczyłam w forum wiec nie karćcie zbyt mocno w razie błędów.

Alamar PW
9 stycznia 2013, 16:42
Cytat:
Założę się, że 2 cześć, to będzie oprócz pomykania krasiów przez las walka z Czarnoksiężnikiem (a zgadnijcie któż to taki:D )

For dictionary's sake - Necromacer to teraz znaczy czarnoksiężnik? :P
Naprawdę tak to przetłumaczono w polskich wydaniach?

Co do samej oceny, to proponuję jednak poczekać na zwieńczenie tej trylogii, wtedy będzie można w miarę obiektywnie filmy ocenić:

Cytat:
- Mr. Frodo...
- Sam...

Hobbicus PW
9 stycznia 2013, 16:47
I owszem, w książce była mowa o Czarnoksiężniku. Mogło być gorzej.

Alamar PW
9 stycznia 2013, 16:52
Dobra, zapamiętać na przyszłość:
Wg tłumaczy czarnoksiężnik to:
Witch King
Necromancer
Sorcerer
Warlock
Wizard

Coś jeszcze się znajdzie?

Czyli podsumowując - nie wiesz jak przetłumaczyć nazwę maga, użyj czarnoksiężnika. :P

Matheo PW
9 stycznia 2013, 22:16
Też byłem na tym filmie, czekałem na niego już od zeszłego roku i przyznać muszę że się zawiodłem. Hobbita czytałem kilka razy, jednak dość dawno i niektórych rzeczy mogę nie pamiętać, jednak wydaje mi się, że ten film ma masę sprzeczności z książką. NP:

- Scena w jaskini, gdy bohaterów porywają Gobliny, w książce wyglądało to zupełnie inaczej.
- Scena, w której bohaterowie uciekają przed stadem Wargów. Tutaj reżyser zapożyczył tylko pomysł. Szczegóły tej sceny mają się nijak do opisów w książce.
- Scena, w której bohaterowie trafiają na bitwę kolosów, to też w większości wymysł scenarzystów. W książce Bilbowi (?) wydaje się, że widzi sylwetki kolosów.
- Nie przypominam też sobie żadnego Bladego Orka, a już na pewno Thorin nie walczył z nim w pierwszej części książki. Nie przypominam też sobie króla Goblinów. (Tutaj mogę się mylić.)

To co najbardziej raziło mnie w filmie, to sposób w jaki bohaterowie ratują się z opresji. Ucieczka z jaskiń Goblinów była tak nierealna i tak "fuksiarska", że strzeliłem sobie "facepalma" oglądając ją. Film moim zdaniem średni, bez porównania do Władcy Pierścieni i niezbyt zgodny z treścią książki. Podzielenie filmu na trzy części uważam za totalnie zbędne. Zrobiono to tylko po to, by zarobić.

PS. Niech nikt nie popełni takiego błędu jak ja. Szerokim łukiem omijajcie wersję z Polskim dubbingiem!!

gold dragon PW
9 stycznia 2013, 22:16
Co do "nekromanty".
Tłumaczenie w tym wypadku jest całkowicie uzasadnione. Obecnie pojęcie "nekromanta" kojarzy się z bladym gostkiem biegającym po cmentarzach i wskrzeszającym trupy czyli po prostu z czarodziejem od zmarłych. Tolkien użył tej nazwy (tytułu?) w jej pierwotnym znaczeniu to znaczy osoby kontaktującej się ze zmarłymi, posługującej się (niezbyt czystymi) mocami nadprzyrodzonymi pozwalającymi spoglądać w świat mistyczny duchów.

Użycie pojęcia nekromanta wszystkich wprowadzałoby w błąd, dlatego użyto czarnoksiężnik.

Inna sprawa, że Jackson sam skiepścił gdyż przedstawił owego czarnoksiężnika jako nekromantę w dzisiejszym pojęciu. Tolkien nigdzie nie wzmiankuje o umiejętnościach czarnoksiężnika do wskrzeszania zmarłych (mówi za to, że nikt nie ma takich mocy).

Co więcej w filmie (Spoiler!) wspomniane jest, że prawdopodobnie wskrzesił czarnoksiężnika z Angmaru, wtf?

PS Matheo: Ork był, ale kopnął w kalendarz jakieś 100 lat przed akcją Hobbita (;P) Król goblinów natomiast jest jak najbardziej fabularny.

Matheo PW
9 stycznia 2013, 22:22
Coś pomyliliście.

Radagast (ten brązowy czarodziej)w ruinach zamku odnalazł ducha Saurona, który wcześniej krył się w Mrocznej Puszczy. Sauron wskrzesił Czarnoksiężnika z Angmaru to z nim walczył i jego klingę pokazał wszystkim Radagast.

Określenie "Czarnoksiężnik" było użyte już w Władcy Pierścieni, tak w książkach jak i w filmie.

Hobbicus PW
9 stycznia 2013, 23:36
Matheo:
Scena, w której bohaterowie trafiają na bitwę kolosów, to też w większości wymysł scenarzystów. W książce Bilbo'wi (?) wydaje się, że widzi sylwetki kolosów.
W filmie te kolosy wyglądały jak spadające skały w czasie burzy. Nie było pewne, czy to przypadkiem nasza (oraz bohaterów) wyobraźnia nie ukazuje nam tych sylwetek. :P

Aayren PW
10 stycznia 2013, 00:25
Aaaa! To o to niby chodziło? Hehe, nie wpadłem na to. Siedziałem w kinie z rozłożonymi rekami i pytającym wzrokiem zastanawiając się co to ma być. Chyba wręcz wyparłem tą scenę ze swej pamięci...

Irhak PW
10 stycznia 2013, 02:28
Momentami po prostu czułem się jakbym oglądał fragmenty Władcy Pierścieni w innym nieco wydaniu. Ot, chociaż Przejście Karadras i właśnie scena z tymi kolosami :P W ogóle cała droga w filmie można rzec, że biegła dokładnie tymi samymi ścieżkami co droga we Władcy Pierścieni.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5
temat: "Hobbit": resztki ze stołu, czy kinowe arcydzieło?

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel