Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Wojna Żywiołow: Dzień Pioniera
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10

Xelacient PW
2 stycznia 2011, 19:20
Po zamknięciu pudełka Butter wygodnie rozsiadł się na swoim krześle, całe więzienie powoli budziło się do życia, na korytarzu, pomimo zamkniętych drzwi dało się słyszeć różne rodzaje kroków, ktoś piętro wyżej zaczął coś przesuwać.
Prawdopodobnie stołówka już wypełniła się pierwszymi więźniami.

Shred powiódł wzrokiem po swoim gabinecie, było widać, że Bazalk zaczął sprzątać, ciuchy były wyciągnięte na wierzch i poskładane, tylko czekały na ponowne zapakowanie, drzwi do jego łazienki były otwarte, nawet mop stał w wiadrze wody, papiery na biurku posegregowane, tylko gdzieś mu wszystkie naczynia wyparowały.

***

Zapadło głuche milczenie, ten moment trwał dla Ningressa nieznośnie długo, przepełniała go energia zaś każdy zmysł niezwykle wyostrzony, bez trudu mógł odróżnić oddech Farawell która przyciągnięta jego śpiewem ponownie stała w drzwiach od sapania goblinów wyglądających zza jej ramion. Dlatego tez doskonale usłyszał szept młodego goblina do gospodarza:
-Oo kuuurwaa aale cweelf -zakończony znacznie głośniejszym strzeleniem go w twarz.

Elibeth za to wyraźnie przestraszona skuliła się w fotelu, wbijając wzrok w podłogę nie mogąc znieść jego spojrzenia, aż w końcu wydusiła:
-Ningress... lubię cię... ale w takich momentach mnie przerażasz, proszę przestań...

***

Spikerzy posłali Eclectice wdzięczne spojrzenia, podczas gdy jej rozmówca z miną znawcy energicznie jej potakiwał, po czym odszedł w stronę gnolla.

Na efekt swojej ingerencji Psiva nie musiała długo czekać, parka gargulców przez chwile jeszcze smęciła przez chwile po czym Morphen oświadczył zmieniając ton:
-Ciężko to zapamiętać? No to mam dla was rymowankę, żebyście zapamiętali chociaż 7 gości, a więc:

GOT BANK to nasz wspaniały smark
co inspiruje nasz do walki jak pijany bard

Na czele naszej stawki sunie Gurbund dumnie
tego kudłacza szybko złożymy w trumnie

Ogrina ekspertka od zadymy robienia
nie lubi zbyt intensywnego myślenia

Torgun przyleciał z daleka
i po piwie chętnie beka

Ber-gaj wspomóc go przybył
chętnie zgarnie majątek godziwy

Aghhan nasz przypadek rodzimy
cwaniak prawdziwy, każdemu go polecimy

Nantina to ruda kita
co do nikogo nie fika

A Kokerol nasz przyszły gubernator dla żywiołaków straszliwy
jeśli żadnego z nich nie spotka nie spotka to będzie szczęśliwy

Po czym przyklasnął Silk-hanowi i dodał.
-Ale improwizacja, nie wiedziałem, że takie rzeczy na poczekaniu potrafię wymyślić.




Wiwern PW
2 stycznia 2011, 20:38
- Przypilnuj kolegi. - rzucił Greg do Bazalka, który najwyraźniej pozbierał się po "umysłowym gwałcie" nowego wspólnika.

Więzień podszedł do pudła, uchylił je odrobinkę i poinformował jego mieszkańca:
- Idę na kolejny spacerek. Jak przyprowadzę jakiegoś magicznego, to użyj swoich mocy i go przeskanuj. Tym bardziej jak przyprowadzę jakąś... magiczną.

Gregory, który był wyraźnie nadpobudliwy od nadmiaru emocji ruszył na kolejną przechadzkę. Miał cichą nadzieję, że spotka Scorpiniora i jego towarzyszkę. Mógłby wtedy wygarnąć skorpionowi ten nieszczęsny kamyk. Może skruszony dopowie coś więcej o misji? No i oczywiście Galsza... Warto byłoby podpytać o nich miejscowych...

Irhak PW
2 stycznia 2011, 21:16
- I powinnaś się mnie bać! - wrzasnął na Elibeth Ningress. Teraz każdy mógł widzieć całą jego wściekłość, którą czuł. Powietrze wokół niego falowało, a co niektórzy mogli przysiąc, że widzieli wtedy jak jego oczy płonęły żywym ogniem. - To co robią w laboratoriach wypacza naturę rzeczy! Tworzą hybrydy, które nie mają prawa racji bytu, a sami uważają się za świetnych w swojej dziedzinie. Oni są po prostu śmieszni! Tak jak ty teraz, wielka wojowniczka, która nikogo i niczego się nie boi, a tu nagle kuli się ze strachu niczym jakiś tchórzliwy gnoll! A ty - Ningress odwrócił się do Farawell - nigdy więcej mnie nie dotykaj! Nigdy! - z ostatnim wykrzykniętym słowem Ningressa Farawell wyrzuciło w powietrze. - I nie nazywaj mnie cwelem! - półsuką rzuciło na przeciwległa ścianę, pozbawiając przytomności.
Ningress usiadł w fotelu.
- Hej, ty! - wskazał na Grauczuka. - Daj mi jakiejś porządnej herbaty i zabierz stąd lepiej to ścierwo, które mieni się księżniczką gnolli, a jest podrzędną przedstawicielką podrzędnej rasy!
A my jeszcze musimy porozmawiać rzekł w myślach do Zdzicha, na osobności.

Wiewek PW
3 stycznia 2011, 17:43
Ja pitolę... Co za dzień...

Po tym wszystkim Zdzich miał serdecznie dość podobnych wydarzeń. Amulet drakonida zaczął delikatnie świecić, ale nikt oprócz właściciela tego nie zauważył, każdy wlepiał wzrok w Ningressa. Ta moc, czysta energia wypływająca wprost z półelfa wzburzyła nieco żołądek gada. Zresztą inne dzisiejsze wydarzenia również. Uspokoił wnętrzności łykiem piwa. Półsuka przeleciała pomieszczenie w tę i z powrotem z wielkim hukiem. I na koniec słowa wypowiedziane w jego głowie. Zdzich nie jest tchórzem, ale w tym momencie przerażenie wręcz paraliżowało.

Oby mną nie rzucał... Ja pitolę...

Xelacient PW
7 stycznia 2011, 17:44
3 gobliny zbliżały się powoli do kirinotaura, który stał w miejscu uważnie obserwując każdy ich ruch.
Kurduple onieśmielone jego biernością zaczynały sobie śmielej poczynać, jeden odciął mu dostęp do jeńców.
Wtedy też coś zmieniło... chociaż wszystko pozostało takie samo.

Kątem oka dostrzegł lepreauny które stały na dachu chaty i wykonywały jakieś gesty. Jednak na obserwację nie poświęcił więcej czasu, bo akurat usłyszał za sobą kroki goblina. Szybko się obrócił i... tak przypadkowo zahaczył kosturem o głowę nożownika, że posłał go prosto na ziemię, normalnie jakby przywaliłby mu dwukrotnie.

Pozostała parka wyhamowała przestraszona, ale uwagę druida zwróciło coś innego: na pobliskim wzniesieniu stały 3 różne postacie, nic nie robiły, ale zdawały się uważnie obserwować cała sytuację.

***


-To co? Wchodzimy z prognoza pogody? - zapytał się gargulec-szalikowiec.
-Szelita wraz Gar-tek-kanem już czekają -wypalił nagle Morphen odrywając wzrok od ekranu i zdejmując słuchawki.
-Dajesz ją! Będziemy mieli chwilę spokoju -zadecydował Silk-han.
Gargulce coś pogmerały przy urządzeniach i po chwili z głośnika koło mikrofonu dało się usłyszeć kolejnego gargulca, ale tym razem płci żeńskiej.
-Jesteśmy na antenie?
-Chwila, już cię przełączamy - odparł jej Morphen.
-Ech, ile można czekać!
-Jeszcze chwila -dodał gargulec i coś wcisnął, a z głośnika Eclectica mogła usłyszeć wywiad.

***

Bazalk nieufnie spojrzał na pudełko, ale kontynuował sprzątanie, jednak cały czas trzymał się z dala od pudełka, jakby to była mina która wybuchnie gdy tylko się do niej zbliży.

Niestety zapytane po drodze znajomi Shreda kojarzyli parkę, ale gdzie byli w obecnej chwili niestety nie wiedział nikt, chociaż nic dziwnego biorąc uwagę, że podczas ich rozmowy większość z nich spała.

I tak "idąc z prądem" znowu doszedł do stołówki tym razem pobrzmiewającej szumem rozmów, ale przystanął u jej wejścia zniechęconym widokiem Teddiego, który będąc w nad wyraz dobrym humorze pałaszował stos placków.

Już miał odchodzić gdy jego uwagę zwróciła zmiana głosu na stacji radiowej.

-Dzien dobry państwu, obecnie znajduje się niedaleko przystani rybackiej na naszej pięknej wyspie - tu nastąpiło zbiorowe parskniecie na stołówce - mam przyjemność rozmawiać z dobrze wam znanym panem Gar-tek-kanem.
-Dobrego wiatru.
-Proszę pana...
-Mów mi Ger złotko.
-Ekhm, Ger dzięki twojemu wstawiennictwu, Obsydianowa Rada zgodziła się na prośbę co poniektórych więźniów, by mogli "odpowiednio" pożegnać się ze swoimi "magicznymi kolegami". Czy możemy wiedzieć dlaczego?
-Ależ oczywiście, jak wiadomo ambasadorzy mojej rasy poszukują wyjątkowo walecznych istot z których tuż po wylądowaniu utworzymy specjalne grupy taktyczne. Dzięki uprzejmości pani Mureiny polecimy samodzielną jednostką zamiast płytowcem.
-Sam się skorupiaku wprosiłeś! -krzyknęła jakaś minotaurzyca przed którą na tacy piętrzyła się sałatka z wodorostów.
-A ponieważ zostało nam jeszcze trochę wolnych miejsc, chciałbym wyłowić jeszcze kilka jednostek wyróżniających się w akcji.
-Z tego co widzę ten... no... z kijem... coś na a aaa... Andromach! Całkiem nieźle sobie radzi...
-Jego już dawno zwerbowałem, bardziej ciekawi mnie to czy któryś z jego oponentów stanie na wysokości zadania.

***

Zapadła cisza... totalna, bo zgromadzeni przed drzwiami dali godny podziwu przykład solidarności, natychmiastowo usuwając się z widoku półelfa.
Ci co byli w pomieszczeniu za to zastygli w bezruchu, nawet Ningress, bo wygodnie się rozsiadłszy w końcu poczuł odpływ i tak już uszczuplonych zasobów energii, ale nie dał po sobie tego poznać.
-Ej, a to ostrzeżenie było do mnie? -nagle wyrwał się młody goblin.
Grauczuk musiał poczuć, że najwyższa pora przejąć inicjatywę.
-Ty chłopcze, lepiej połóż ją na kanapie - rzekł do pobratymca, po czym zwrócił się do Ningressa.
-No cóż, coś na składzie mam... ale nie wiem... czy to przypadnie do gustu... elfa.
Po czym nie czekając na odpowiedź skrył się na chwilę za ścianką, by po chwili wyjść z kolejnym kubkiem, który zalał reszta wrzątku.
-Proszę - rzekł podając napój półkrenlesowi - podać coś jeszcze?

Wiwern PW
7 stycznia 2011, 22:37
Gregory westchnął z zażenowaniem. Dowiedział się teraz, że Scorpinior zwerbował jakiegoś idiotę. Owy delikwent wydawał mu się nawet znajomy i chyba coś o nim słyszał.

Mhm... Pewnie magiczny skoro o nim pamiętam. Wypadałoby o nim też się coś dowiedzieć. Z drugiej strony... Będzie jeszcze podczas walk na to wiele, wiele okazji.

Shred stwierdził, że można by skorzystać z okazji i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zaprosi zarówno tego kolesia jak i Galszę. Placek zajmie się od razu całą dwójką.

Tylko po kogo pójść najpierw? Rzucę monetą. Jeśli wypadnie gargulec - najpierw zapraszam Idiotę. Jeśli wypadnie strona z nominałem - pierwszym zaproszonym będzie Galsza.

Gregory wygrzebał w kieszeni jakiegoś drobniaka i rzucił...

Moneta poleciałą, obróciła się w powietrzu kilka razy i spadła. Padło na...

Irhak PW
7 stycznia 2011, 23:04
- Dziękuję - odparł Ningress, po czym zwrócił się do goblina - ty nie pochodzisz z podrzędnej rasy, jeśli o to Ci chodzi. Mówiłem o tej półsuce - wskazał z odrazą na Farawell.
Ningress popił dziwnego napoju. Smakował jak cytryna, ale miał zapach bzu. Jednak wyglądał na płynne srebro, które kiedyś widział w jakiejś fiolce.
- Hmm... ciekawy napój. W każdym bądź razie chcieliście usłyszeć o poprzedniej wielkiej przegranej tej namiastki istoty? Oto ona...
Ningress opowiedział o całej swojej walce z demonem i o swoich podejrzeniach co do niego. Na koniec pokazał co wydobył od demona i z posągu.
- To jest ta laska, o której mówiłem i amulet. Ten amulet najbardziej mnie zastanawia. Nawet bardziej niż te dwa zwitki papieru, a w szczególności ten niezapisany, choć wyraźnie magiczny.
Przez cały czas Ningress starał się ukradkiem zlustrować Zdzicha. Coś w nim było, co go mocno zaintrygowało, ale nie wiedział co...

Kirin PW
8 stycznia 2011, 23:42
Andromacha zdziwił jego nagły wzrost siły. Postanowił jednak wykorzystać respekt jaki wywołał swoim ciosem, wołając „Jam jest parzystokopytniak mocy, władzy i energii! Bójcie się, gdyż wasze zachowanie wzbudziło mój gniew! Pokłońcie się przede mną, a być może nie połamię wam kości wzrokiem!”, po czym wywołał delikatne wyładowania elektryczne na swojej skórze, dla wzmocnienia efektu. Przygotował się również do zadania ewentualnego ciosu, tak na wszelki wypadek.

Kątem oka zauważył trzy postacie stojące na wzgórzu, ale postanowił nie zawracać sobie nimi chwilowo głowy. Wszak jeśli czegoś chcą, to poczekają...

Wiewek PW
10 stycznia 2011, 15:23
Hah! A już myślałem, że będę miał zdrowo przerąbane przez tą sukę, a ona po prostu... Jest głupia! Tylko ten demon...

W tym momencie Ningress pokazał zdobycze po owym pomiocie piekielnym.

Hmm... Dziwny kostur. Dwa kawałki papieru, w tym jeden magiczny. I amulet... O co ty chodzi? Czuje się obserwowany... Chwila. Ten półelf powiedział do mnie telepatycznie. Jeżeli ja usłyszałem jego myśl, to znaczy, że on może słyszeć moje! Coraz mniej mi się to wszystko podoba.

Xelacient PW
12 stycznia 2011, 02:11
...nominał, Greg bez zbędnych ceregieli schował monetę i ruszył w drogę.

Chociaż w tym momencie nie był to przypadek, szczęście druida zaklęte przez leprakauny zadziałało nawet tu.

Jednak człowiek nie świadom tego dziarsko przeszedł się głównym holem, wyszedł na parking gdzie zastał 3 ciężarówki i kilka gargulców kończących nocną zmianę i ruszył opustoszałą kamienista drogą w stronę przystani.
Teren opadał w stronę morza toteż z już daleko dojrzał 3 sylwetki z czego jedna bez wątpienia należała do Gar-tek-kana, byli zapatrzeni w stronę brzegu toteż zbliżał się niezauważony.
Całej scenie dynamizmu dodał biegnący od ich strony gnoll, widząc Shreda przystanął zdyszany w odległości kilku metrów, ale po przyjrzeniu się człowiekowi zaraz się wyprostował i krzyknął.
-Dzień dobry panie Shred!

***

Gobliny niepewnie spojrzały się to na druida później to na siebie, aż jeden z nich wypalił:

-Ratenz, ty wiesz co znaczy "pokłon"?!
-Chyba to samo co przyklęknąć!

Jednak pytającemu nie było dane skorzystać z nowo zdobytej wiedzy, bo z kierunku chaty poniósł się krzyk.

-Na co czekamy?! Dowalmy im! - odpowiedział mu zbiorowy ryk leprechaunów, który w uszach krinotaura pamiętającego te wydawane przez zwierzęta w jego rodzinnej dżungli zabrzmiał wyjątkowo żałośnie.
Jednak na parę goblinów wywarło wystarczające wrażenie, by rzuciły się do ucieczki, dwa gnolle poszły za ich przykładem, jeden nich pobiegł w głąb lądu, a drugi brzegiem morza gdzie zwaliła się na niego z góry harpia.

Karły po chwili zabezpieczyły teren uwalniając swoich pobratymców. Nastroszona sierść druida jeszcze nie zdążyła opaść, gdy zagadał do niego rozpromieniony przywódca (jedyny posiadacz zielonego kapelusza z klamrą). O ile dobrze pamiętał to nazywał się Tweedler.

-Było gorąco, ale już nas nie ruszą - rzekł wskazując na kołujące harpie oraz wychodzących z morza ryboludzi.

***

Gobliny słuchały półelfa z fascynacją.
-Nie do wiary - zaczął Grauczuk - mieszkałem tutaj tyle czasu, a tu nagle... wiedziałem o posągu, ale ta laska i amulet... w legendzie o "Straceńcach" coś o nich było... bez wątpienia to wielkie odkrycie, a ten demon to pewnie jest powiązany z gargulcami, zamiana w kamień... HA! To przecież mówi samo za siebie! -stwierdził stając przed swoją biblioteczką i przeglądając tomy.

Jednak zanim zdążył cokolwiek wyciągnąć, dały się usłyszeć ciężkie kroki, a po chwili w otwartych drzwiach stanął gargulec, był to niemłody osobnik ubrany pomimo kilkunastu stopni i wiejącego wiatru w szorty i te-shirta moro.
Był niewiele niższy od Zdzicha, za to w barach był ze dwa razy szerszy, więc pomimo imponujących skrzydeł jego zdolność do oderwania się od ziemi była mocno wątpliwa.

-Bazalk? Jesteś wcześniej niż zwykle.
-Słyszałem, ze nad ranem mają być jakieś rozróby, więc wypłynąłem wcześniej, chociaż po drodze słyszałem, że u ciebie też niezła imprezka.
-A tak, ale już po wszystkim... chcesz guarany?
-Chętnie i wypada w końcu się przywitać -rzekł nowo przybyły zwracając się do reszty towarzystwa - Jak już słyszeliście nazywam się Bazalk, ciebie kojarzę... Zdzichu -rzekł łypiąc na niego okiem i wskazując palcem, a Farawell też mi mówiono - dodał spoglądając na leżąca hybrydę. Ale co tu robi para "eladrinów"?

Wiewek PW
12 stycznia 2011, 15:52
Gdy Grauczuk po swoich rozważaniach stanął przy biblioteczce i zaczął ją przeszukiwać w poszukiwaniu odpowiedniej książki, drakonid nie ukrywał swojego zaciekawienia. Wtem w drzwiach pojawił się gargulec.

Wreszcie transport, ale strach myśleć, co będzie się działo na morzu w towarzystwie wieszczącego wierszoklety, wkurzającej hybrydy i... Kto jeszcze płynie?

- Witaj panie Bazalk - Zdzich powitał gargulca. - Czy mógłbym dowiedzieć się, kto oprócz mnie płynie do Twierdzy?

Irhak PW
12 stycznia 2011, 16:58
Ningress starał się szybko zlustrować gargulca. Jego ciało jak i umysł, ale gdy tylko spróbował przejrzeć jego umysł, to umysł Ningressa został odrzucony potężną falą. Kątem oka zobaczył jak amulet z posągu rozbłysł na ułamek sekundy czerwonym znakiem i zgasł. Miał nadzieję, że nikt inny tego nie zobaczył.
- Dla pańskiej wiadomości, mości Bazalku, ja mam również być zabrany do Twierdzy. A tak przy okazji, to nazywam się Ningress O'Fanath, półelf-półkrennles, Strażnik Pierścienia Tajemnic oraz z prawa krwi i na podstawie dziejów Krennles, Najwyższy Kapłan Kultu Magii, Syn Kopuły i Wielki Książę Mórz Wschodu, Gór Zachodu, Władca Lodowych Pustyń Pólnocy i Piasków Południa, Dzierżyciel Diademu Potęgi i Najwyższy Król ludu Krennles. A rozróba, o której słyszałeś była moją sprawką po części, gdyż nie zawsze dobrze radzę sobie z emocjami, zwłaszczy gdy wkurza mnie jakieś ścierwo jak ta Farawell...

Dlaczego tyle powiedziałem? zastanawiał się Ningress, a kątem zobaczył jak na pustym pergaminie pojawiają się złote słowa. Szybko schował amulet i zwitki papieru, a z laską podszedł do biblioteczki.
Później to przeczytam postanowił półelf.

Wiwern PW
12 stycznia 2011, 20:13
- Dzień dobry. - odparł Shred i ruszył do Scorpiniora.

- Witam! Słyszałem o nowym rekrucie... Zresztą nie o tym chciałem porozmawiać. Chciałbym z Galszą pójść na roman... ekhem... tyczny spacer. Potem może ją zaproszę do siebie. Nie ma pan nic przeciwko? Każdemu się należy chwila wolnego. Nawet magicznemu.

Xelacient PW
30 stycznia 2011, 00:07
Gar-tek-kan był zdziwiony, ale zaraz w zadowoleniu machnął szczypcami i odpowiedział:
-Nie ma sprawy... tylko nie "zabawiajcie" się zbyt ostro!
-Chętnie skorzystam z pańskiego zaproszenia - dodała Galsza nie odrywając wzroku od wioski - ale może pooglądamy tą "pożegnanie" wspólnie? Zaraz się skończy.

Rzeczywiście, wzniesienie niedaleko ich właśnie zaroiło istotami różnej maści, Greg oszacował, że jest ich koło 30.
Przez chwile formowały szyk, po czym zbiegły zboczem w kierunku drugiej grupy składającej się w większości z leprechaunów. Pomimo zbliżonej liczebności starcie wydawało się przesądzone.
A "gargulka" starała się opisać to wszytko na bieżąco.

Gdy przebiegli połowę drogi, żywiołak nagle wyprostował się jak struna:
-Czujecie to? -zapytała głosem w którym, o dziwo dało się wyczuć napięcie.

Druidowi cała ta sytuacja coraz mniej się podobała, co prawda leprechauny i ryboludzie zajęli pozycję po jego obu stronach, ale widok szarżujących oponentów nie napawał ich zbytnią otuchą, nawet 3 harpie co krążyły nad ich głowami nie przejawiały szczególnego entuzjazmu.

Tylko Tweedler stał pewnie po prawicy Andromacha z kijem w garści.
-Spokojnie przyjaciele, zobaczycie, że nasz fart nas nie zawiedzie.
Słowa te powiedział bez najmniejszego wahania, ale nawet kirinotaurowi nie dodały otuchy, bo w tym momencie zauważył, że wprost na niego pędzi rosły minotaur, a za nim podążało dwóch bardzo znajomo wyglądających orków.

Byli 30, może 20 kroków od nich, gdy druid nagle poczuł jakieś zafalowanie przestrzeni, ale to było na sekundę przed tym jak zobaczył rozbłysk światła, a na jego wrogów spadły... wózek bagażowy i 3 torby podróżne.

"Podwójno-rogi" zderzył się wózkiem i przejechał się na nim jeszcze kilka metrów, po to by zaryć ziemię u samych kopyt Andromacha.
Bagaż nie poczynił mniejszych strat, 2 torby przewróciły kilku gości, o których potykali się następni, zaś trzecia po uderzeniu zaczęła się toczyć w dół przewracając kilka istot, by w końcu się otworzyć i rozsypać swoją zawartość tuż przed przywódcą wioski, zanim ktokolwiek zdążył ochłonąć leprechaun z dzikim uśmiechem spośród ciuchów wygrzebał obrzyna i celując w tych którzy wciąż byli na nogach krzyknął:
-Wyjazd mi stąd! Bo tak was przesitkuję, ze będziecie robić za durszlaki!
Te słowa poparte widokiem srebrzystej lufy podziały niezwykle mobilizująco na tych co jeszcze mogli stać.

Dzieła zniszczenia dopełnił okrzyk triumfu i pogoń za maruderami reszty ich "oddziału".

-Nienaładowana - stwierdził obojętnie leprechaun do druida, po obejrzeniu zawartości magazynka.


-Co to było?! - zapytała się "gargulka".
-Nie mam pojęcia, ale podobało mi się! -zawołał scorpinior.

***

Bazalk kiwnął głową w stronę drakonida i mrugnął porozumiewawczo, po czym zwrócił sie w stronę Ningresaa, wyglądał na rozbawionego.

-O żadnych "Kredensach" nie słyszałem, ale muszą mieć równe upodobanie do tytułów co eladriny - zaczął opierając się biurko, które zatrzeszczało -
Ale wasza "królewska mość" mówi jak połowa znanych mi morderców:
"To nie do końca moja wina! Jestem tylko trochę nerwowy, a to ścierwo mnie wkurzyło!" -rzekł parodiując słowa półelfa.
-Bazalk, chciałbym, żeby do południa ten dom pozostał w jednym kawałku - przerwał mu Grauczuk podając kubek guarany.

Irhak PW
30 stycznia 2011, 14:56
- Panie Grauczuk - rzekł Ningress - przynajmniej z mojej strony temu budynkowi nic nie grozi... niewiele istot potrafi mnie na tyle wkurzyć, abym rozniósł w perzynę takie coś... A ten... Bazalk... jest nawet na swój sposób komiczny, kiedy próbuje mnie naśladować. Ale chyba czas, abym i ja się przebrał, bo jak dobrze rozumiem wkrótce wypływamy, tak? Mogę skorzystać z zaplecza? - i nie czekając na odpowiedź, ruszył na zaplecze.

Wiewek PW
30 stycznia 2011, 17:14
No proszę, nie dość, że poeta i wieszcz to jeszcze kapłan, syn czegośtam, książę, władca, dzierżyciel i król. Nieźle, nieźle... Ja to zapamiętałem? Eee... Czy Bazalk do mnie mrugnął? He, he, zabawny jest. Znowu guarana. Czy tu naprawdę nic innego nie mają? Ningress poszedł się przebrać... Nuuudyyy... Zaraz zasnę...

Ziewnął, zamknął oczy i zapadł w drzemkę.

Wiwern PW
30 stycznia 2011, 19:59
- Nie zabawiajcie się zbyt ostro... hmh... oczywiście... - powtórzył cichutko z niesmakiem, uśmiechnął się najszczerzej jak tylko potrafił i popatrzył przy okazji na przedstawienie. Dawno nie widział czegoś równie głupiego. Jedynie magia placka mogła się równać z tą. Przynajmniej jeśli chodzi o widowiskowość. Z drugiej strony... ta była przynajmniej skuteczna. Gregory co prawda nie odczuł zagrożenia ale zainteresował się tematem. Poznanie absurdalnej strony magii może się zawsze przydać. Najlepiej zacząć od zaraz.

- Nie rozumiem za bardzo co się tu dzieje ale pogratulujmy zwycięzcy. Nawet jeśli użycie magii jest zwykłym oszustwem w honorowej walce. - powiedział i chcąc dać przykład złapał Galszę za rękę i ruszył do magicznych.

Miał nadzieje, że wszyscy szybko dotrą do nich. Kontakt fizyczny z magicznym sprawiał, że czuł się dyskomfortowo...

Irhak PW
30 stycznia 2011, 21:20
Ningress, jak tylko schował się na zapleczu i upewnił, że nikt go nie widzi, teleportował się na statek. To jak wyglądał raczej nikogo nie obchodzi... zwykła metalowa puszka, która od środka wygląda jak jakiś pałac.
Ningress podszedł do kokpitu i, upewniwszy się, że wszystko jest w porządku, ruszył ku strojowi, który miał przygotowany już dawno temu.
Rozebrał się i nałożył na siebie szafirową szatę, w której bardziej wyglądał na elfkę niż pół-Krennles. Dodatkowo zawiesił sobie na szyi amulet, który zdobył walcząc z demonem i spadek po matce - Diadem Potęgi. Dodatkowo na palec włożył sobie sygnet, który był dokładną repliką Pierścienia Tajemnic. Aby ukryć cały ten strój, włożył jeszcze na siebie czarną pelerynę z kapturem, która idealnie przykrywała szafirową szatę tak, iż nikt nie zgadłby, że ją nosi. Jednocześnie pozostawił przy sobie pergamin, na który przed odejściem ze statku jeszcze spojrzał, ale napisy znikły, i niosąc zdobyczną laskę, teleportował się znowu na zaplecze budynku Grauczuka.
- A pan, panie Grauczuk - zaczął Ningress, jak tylko wyszedł z zaplecza - chyba czegoś szukał, prawda?

Nikt oczywiście nie zauważył ani diademu, ani specjalnego stroju, ani amuletu na jego szyi...

Kirin PW
5 lutego 2011, 22:48
Kirinotaur nie był zbytnio zdziwiony całym widowiskiem. Po ziołach często miał do czynienia z wizjami o podobnym stopniu abstrakcji. Andromach trącił głowę leżącego u jego kopyt minotaura kijem, po czym odwrócił się do wodza konusów. Zauważył co prawda niecodziennie wyglądającą parę idącą w ich stronę, jednak uznał, że miło by było najpierw odezwać się do przywódcy wioski.

-Dziękuję za pomoc. Mówiąc całkiem szczerze, to dość konkretny jest ten wasz fart… O ile nagłe pojawienie się bagażu się do niego jeszcze zalicza – wypowiadając te słowa kirinotaur sztucznie się uśmiechnął. W głębi duszy miał już dość tego całego zamieszania.

Xelacient PW
14 lutego 2011, 12:30
-Tak szczerze mówiąc to myślałem, że się po prostu powywalają, ale nie ma co narzekać, jeszcze zdobyłem to fajnie cacko, dobrze jest - stwierdził Tweedler do druida - albo i nie. -stwierdził na widok zbliżającej się "parki".


Ku zdziwieniu Shreda szkielet Glaszy był znacznie lżejszy niż mogło się wydawać i o mało jej nie powalił, jednak żywiołak jak gdyby nigdy nic aktywował swoją moc (Greg poczuł na nogach powiew powietrza) i dotrzymał człowiekowi tempa nawet nie wracając do pionu.
Dzięki temu szybko zeszli na dół zostawiając w tyle scorpiniora, który ostrożnie podążał za nimi.

Na miejscu zastali tylko tylko jakiegoś "konioluda" z rogiem na czole i kurdupla z obrzynem, na ten widok Galsza od razu stanęła do pionu i wolną ręką wyciągnęła swoją (dwa razy większą) strzelbę, co spowodowało, że leprechaun rzucił broń między jakieś fatałaszki, odsunął ją nogą, po czym stanął jak gdyby nigdy nic.

***

-Tak, panie Ningres, dobrze, że się pan nie wywrócił o ten bajzel co jest w środku - odpowiedział goblin z ulgą - ale wracając do pańskiego pytania, to chodziło mi o tą pozycję - dodał wskazując palcem książkę w twardej oprawie - 9 część "Motyle Grachańskiego świata" tego waszego... lepi-doptero-loga, który jako jeden z nielicznych eladrinów został po "Grauczańskiej Wiośnie, by badać motyle, to co miało być zwykłym raportem, okazała się najbardziej wiarygodną relacją z "Lat Straconej Nadziei".
Czyż to nie ironia, że gobliny i gnole pragnące niepodległości nie potrafiły zarazem prowadzić porządnych kronik?

W drugiej części draconid wygodnie rozsiadł się na swoim siedzisku, nagle zrobiło się tak cicho i nikt nie próbował go budzić. Stan ten trwał dłuższą chwile gdy nagle drakonid poczuł na gardle lekki nacisk wąskiej i zimnej... stali, nim zdążył otworzyć oczy poczuł jak klinga przejeżdża mu po gardle.

-Będziesz musiał jeszcze wiele się nauczyć, bo w przeciwnym razie, ktoś znowu ci przyłoży kosę do szyi, a wtedy nie będzie to tępa strona - stwierdził gargulec przesuwając pazurem po nienaostrzonym brzegu całkiem pokaźnego noża.

***

Atmosfera luzu która zapanowała w rozgłośni prysła niczym bańska mydlana, gdy "gargulka" zaczęła z przejęciem opisywać nieoczekiwanie zmaterializowanie się się bagażu.
-Szelita! Jesteś cała?! -Zapytał się Silk-han po dorwaniu się do mikrofonu.
-Tak! Szkoda, że tego nie widzieliście! Normalnie sensacja dnia!
-Silk! Dawaj kluczyki od skutera muszę zrobić temu parę zdjęć! -stwierdził Morphen
-Jasne, a kto mi go rozbił ostatnim razem? - odpowiedział gargulec z przekąsem
-Spokojnie, teraz będę ostrożniejszy...
-Dziwnym trafem jakoś w to nie wierzę...

Ecletica za to się zamyśliła, bo zgodnie z tym co jej mówił Pierdolus to musiała znaleźć Gar-tek-kana, który przed chwilą udzielał jeszcze wywiadu, do tego dochodziło to dziwne pojawienie się przedmiotów.
Bez wątpienia zwiedzanie tej wieży było dobrym pomysłem, ale najwyższy czas ruszyć dalej.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10
temat: [RPG] Wojna Żywiołow: Dzień Pioniera

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel