Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Po cmentarzu włóczą się:
   Andruids
   Kastore
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ulv: Wiatry Północy
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 6 - 7 - 8

Hobbicus PW
19 maja 2010, 15:56
16 listopada 2058 roku, Grenlandia, wioska B6, 62°24'N 48°W
godzina 6:48, noc
temperatura -5.5 °C, wilgotność 83%, ciśnienie 1009 hPa
wiatr wschodni, 3 m/s


Przed wyjściem z namiotu stoi dość nietypowa mieszanka. Ivan Lanko, rosyjski dezerter, uratowany przed śmiercią głodową przez grupę ludzi z wioski B5 znajdującej się 100 kilometrów na zachód. Cario Voralberg, cyborg porzucony podczas ucieczki Duńczyków z Grenlandii, znany w B6 przede wszystkim ze swojego doświadczenia w naprawach urządzeń elektrycznych. Padraig Ó hAdhoan, najemnik zwracający wszędzie uwagę podkrążonymi oczami, drżącymi rękoma oraz swym nietypowym uzbrojeniem. Michael Tomita, Japończyk z USA, szybki i zwinny włamywacz, znany również ze swojej umiejętności grania na bansuri. Ernest Gardener, "amerykański Azjata", tłumacz o barwnej przeszłości. I Otto, zwany również Szaleńcem, hybryda człowieka i jaszczura, efekt eksperymentów koreańskich naukowców.

Przed nimi dywan, a za dywanem podest do tronu będącego zwykłym krzesłem. A na nim Duranjaya Madduri, hinduski starzec, przewodniczący rady plemienia. Jak zwykle ubrany w swoje niebieskie szaty zwisające z jego chudego ciała, niezbyt się komponujące z łysiną i długą białą brodą. Obok niego Simon Abraham Potter, wiceprzewodniczący rady, typowy okrągły angielski elegancik w marynarce i meloniku, z binoklem na nosie, spod którego wystaje mały, siwy wąsik.

- Żeby mieć pewność - rzekł Simon - że wszystko zostało zrozumiane, to powtórzę to w dużym skrócie: ta baza znajduje się około 300 kilometrów na północny wschód. Dokładniejsze koordynaty zostały wprowadzone do pamięci Cario, w razie problemów możecie spróbować użyć komunikatorów - nie sądzę, żeby cokolwiek przerwało działanie stacji nadawczych. Poza tym zarówno Cario jak i Ivan byli już w takim miejscu, więc raczej będą pamiętali, jak szukać wejścia.

- Najważniejszy jest prowiant - wtrącił hinduskim akcentem senior. - Generatory energii i informacje są na drugim miejscu, choć to nie oznacza, że macie o nie w ogóle nie dbać. Przynieście wszystko, co uznacie za potrzebne.

- Chyba to wszystko... - Potter podrapał się po głowie. - Ach tak! Zapoznajcie się ze sobą. Musicie ze sobą przecież współpracować.

Michael nie wyglądał na skorego do rozmowy. Stał tylko i w milczeniu przyglądał się każdemu po kolei. Widząc to, Simon syknął i nieco zakłopotany dodał:

- Jakieś pytania?

Ernest Gardener PW
20 maja 2010, 15:38
Ernest Gardener kiwnął przecząco głową i rozejrzał się po szpetnych twarzach towarzyszy. Ten dziwny, gadzi stwór wyglądał obrzydliwie ale chłopak z długimi włosami też nie wydawał się być ładniejszy. Reszta sprawiała lepsze wrażenie ale nie zapowiadała się zbyt optymistycznie. Wydawali się być bardziej bandytami niż poczciwymi i honorowymi ludzi. Tego się właśnie najbardziej obawiał. Przez pewien czas miał kontakt z środowiskiem przestępczym i woli ponownie uniknąć podobnych przeżyć. Nic mu nie zrobili ale wiele słyszał o ich metodach pracy. Nie brzmiały zbyt zachęcająco. Co prawda na brak pieniędzy nie narzekał, podróżować w swoim ukochanym tirze też mógł ale czy było warto?

Staruszek przerwał swoje intensywne myślenie. Niepewnym krokiem zbliżył się do chłopaka z szarymi włosami. Spojrzał mu w oczy. Nie wyrażały żadnych uczuć. Z początku chciał poczęstować go papierosem ale nie wiedział czy wypada, więc z lekkim strachem podał mu dłoń.

- Jestem Ernest. A ty? - wydusił niepewnie i schował lewą "dłoń" do kieszeni. Zdał sobie szybko sprawę, że te słowa wraz z jego strachliwym głosem zabrzmiały infantylnie i śmiesznie. Liczył, że nieznajomy chociaż nie zauważy jego protezy. Ludzie różnie reagują na takie gadżety, więc wolał nie ryzykować. Szczególnie, że po takich dziwnych typkach można się spodziewać wszystkiego.

Otto Szaleniec PW
21 maja 2010, 18:26
Otto nie skupiał się i nie zastanawiał zbytnio nad tym, co mówią przewodniczący rady wioski. Niech inni się tym martwią, jego działka to nie myślenie, tylko rąbanie.

Gad spojrzał na tych, z którymi ma wyruszyć w podróż. Dość dobrze zbudowany jak na normalnego człowieka żołnierz o rudych włosach. Ciemnowłosy człek w mundurze. Oni wyglądali dla niego najlepiej z całej tej gromadki. Przynajmniej wyglądali na twardych. Następnego zauważył Cario. Zaniedbany, chudy chłopczyna z włosami do ziemi i dziwną twarzą nie zdradzającą emocji. Ma na sobie jakieś szmaty. Jaszczur skrzywił się. Ten cyborg niezbyt mu się podobał. W końcu zobaczył Ernesta i spostrzegł, że jego obecność niezbyt mu odpowiada. Cóż, jaszczurowi też niezbyt pasował podróżnik. Wyglądał mu na słabego. Mieszaniec zawarczał i spojrzał groźnie na niego. Gdy usłyszał jak się przedstawia, zaśmiał się dziwacznie, a po chwili sam się przedstawił:
-Erenesssstsssst? To dzinwne być ijmię. Otto być ja.

Ivan Lanko PW
21 maja 2010, 18:53
Ivan dla rozluźnienia przypalił papierosa, zaciągnął się dymkiem i zaczął lustrować towarzystwo.

Wysoki, barczysty rudy koleś, przejawiający zachowaniem i wyglądem oznaki nałogu alkoholowego, Skośnooki cwaniaczek, który niezbyt mu się podobał, Jakiś sztywny długowłosy chłopak, Podstarzały gość bez jednej ręki, który chyba juz wiele przeżył, oraz zielony łuskowaty jaszczur z szaleństwem w oczach. Prawdziwy dream team -pomyślał.

Po chwili postanowił przywitać się w sposób ogólny, ale raczej bez entuzjazmu :

- Witam. Mam nadzieję że miło będzie nam się współpracowało i ukończymy misję bez przeszkód.

Cario Voralberg PW
21 maja 2010, 19:08
Chłopak dość długo milczał. Najpierw jakiś mężczyzna do niego podszedł i coś powiedział. Cario już miał się spytać o co mu chodziło, bo nie rozumie, kiedy ktoś inny się odezwał.

Odwrócił dość powoli głowę w tamtą stronę. Mówcą okazał się być przerośnięty jaszczur. Zmierzył go wzrokiem od głowy do stóp myśląc - Charakterystyczny... - Następnie zwrócił głowę w stronę mężczyzny, który odezwał się po "zielonym". Wszyscy oni mówili chyba w innym języku.

Po czym przywrócił głowę do pierwotnej pozycji i taksując wzrokiem Ernesta odezwał się po duńsku:
- Ktoś duński? Nic rozumiem. - rzucił do ogółu odrywając wzrok od Ernesta.

Field PW
23 maja 2010, 23:03
Padraig popatrzył spod byka na swoich towarzyszy. Kiedy zobaczył jaszczura - najpierw się przestraszył, a potem pomyślał: W gruncie rzeczy... kto wie, co się z nim stało, może nie jest od nich... Coś jednak nie dawało mu spokoju.

Uśmiechnął się nerwowo pod nosem. Starzec też był niepokojący, ale najbardziej go przerażał ten długowłosy. Choć, z drugiej strony, oni...

...no właśnie.

Rzeczywistość nadpływała. Padraig pociągnął porządny haust z piersiówki i rzucił szybko:
- Ó hAodhan, Padraig. Mam... nadzieję, że jakoś... nam się uda. - i uśmiechnął się możliwie najbardziej szczerze jak mógł.

Niech już wyjdą i zaczną robić swoje. On był od działania, nie od prezentowania się.

Hobbicus PW
26 maja 2010, 22:30
- Ekhm, ekhm.

Wszyscy się odwrócili w stronę szóstego członka wyprawy.

Czarne, krótkie włosy. Dość jasna cera, delikatne rysy twarzy, zielone oczy. Dosyć nietypowy jak na Japończyka, trzeba przyznać. Czarna lekka kurtka przeciwwietrzna, niebieskie dżinsy, czarne adidasy. Nic specjalnego.

Ale Padraig, Ernest, Otto i Ivan czuli tę dziwną aurę, która biła z tego gościa. Coś się w nim nie zgadzało - Tomita wyglądał tak, jakby dostał się do tej grupy zupełnie przypadkiem. Ale cóż... Staruszek i cyborg też nie wpasowali się za bardzo w "otoczenie", lecz wszyscy wiedzieli, iż bynajmniej nie są tu po nic. Może w tym przypadku jest dokładnie tak samo?...

Kiedy cała uwaga skupiła się na Michaelu, ten zaczął wyzywająco gwizdać i patrzeć w pustą przestrzeń. Anglik przełknął ślinę i poprawił kołnierzyk, Madduri nawet nie mrugnął.

- Trochę niezręczna sytuacja, trzeba przyznać - rozpoczął nieco zdenerwowany Simon. Wyciągnął następnie chusteczkę i otarł pot z czoła. - A więc może ja przedstawię mniej więcej plan działania... Michael jest nieoficjalnie waszym przywódcą, zna się najlepiej z was wszystkich na otwieraniu zamków i łamaniu zabezpieczeń. Cario - tu skinął głową w stronę półrobota - ma na celu ułatwić mu nieco to zadanie, a ponadto służy jako przewodnik i "pamiętnik". Jedyny mankament polega na tym, że potrafi się porozumiewać tylko i wyłącznie za pomocą cyferek oraz w języku, zdaje się, duńskim. I od tego macie tłumacza, mam rację, panie Gardener? Dalej... pan Otto... - tu głos mu zadrżał - ...jest tutaj potrzebny w kwestiach... siłowych... Panowie Ó hAodhan i Lanko służą jako ochrona. Acz trzeba znaczyć, iż pan Lanko, zdaje się, zna już tego typu bazy, więc może posłużyć jako przewodnik zapasowy.

Tu wyciągnął papierosa, spojrzał na Tomitę, delikatnie skinął głową, zapalił, zaciągnął się i zakończył:
- Życzę wam powodzenia. Wyruszacie za dwie godziny.

***

godzina 8:58, noc
temperatura -4.0 °C, wilgotność 85%, ciśnienie 1009 hPa
wiatr wschodni, 3 m/s


Wszyscy stali przyszykowani do podróży na skraju wioski. Wszyscy poza jednym.

Cario czuł się wyjątkowo dziwnie. Po raz pierwszy od bardzo dawna wpakowano mu do pamięci tyle informacji na raz. Lepiej jednak było przed otrzymaniem nowych plików - czytniki pracowały o wiele szybciej.

Padraig był nieco zmieszany dziwnym zachowaniem Simona i Michaela. Coś było tutaj nie tak, tylko nie wiedział dokładnie co. Albo ci dwaj coś przed nimi ukrywają, albo też łączy ich niezwykle wiele. Ewentualnie i jedno, i drugie. Albo wręcz przeciwnie - bardzo się nie lubią, a wąsacz go się z jakiegoś powodu boi. Wiadomo było jedno - wszystkie te warianty są niepokojące.

Ernest po raz pierwszy w życiu poczuł, że jego zaniedbane ciało nie musi wcale wytrzymać podróży mimo wystarczającej liczby warstw ubrań. Ivan i Otto czuli się wręcz przeciwnie - Rosjanin wspominał mroźne zimy w ojczystym kraju, a gad się cieszył, że nie jest aż tak zimno jak jest zwykle o tej porze roku i że jego w gruncie rzeczy wrażliwe na temperatury ciało wreszcie nie będzie narzekało na klimat tego miejsca.

A Japończyk z niewiadomych przyczyn się spóźniał.

Otto Szaleniec PW
27 maja 2010, 16:42
Otto dziwacznie zacharczał. Nie dało się zbytnio poznać, czy to wyraz gniewu, czy radości. Po chwili jaszczur powiedział:
-Ssssss... dlaczgeo ten kośśśnoki się ssssssspóźniać? Robota czkea.
Po chwili zaś dodał:
-Sssss... przy-naj-mniej nie być mroźno bardzo. Mróz nie lubieć ja!

Istotnie, gad czuł się nieźle. Z uwagi na charakter jego organizmu, musiał uważać na mróz. Ale przy tej pogodzie nie przejmował się tym zbytnio. Dzięki skórze, w którą był ubrany, nie dokuczało mu zimno. Miał tylko nadzieję, że Japończyk szybko się pojawi. W końcu im szybciej wyruszą, tym szybciej nadarzy się okazja do użycia siekiery. O, tak, łuskowaty stwór już prawie zapomniał o radości, którą sprawiało mu machanie jego toporkiem. Prawie.

Ernest Gardener PW
27 maja 2010, 17:37
Staruszek już nie przejmuje się swoimi towarzyszami. Teraz są inne, ważniejsze problemy. Jest mu zimno, odczuwa straszliwy głód i wyraźnie czuje, że stracił kondycje z młodych lat. Licząc, że uda mu się wrócić do formy postanowił rzucić palenie. Brak pieniędzy na takie urozmaicenia też pomógł mu w szybkim podjęciu decyzji. Teraz wystarczy "tylko" nie palić. Dołujące były przemyślenia jego dawnego znajomego którego poznał przez CB i które musiały mu się przypomnieć akurat teraz. W tym momencie powinien wzrosnąć mu gwałtownie apetyt. Tylko czym nakarmić żołądek? Pieniądze i racje żywnościowe trzeba oszczędzać. Życie jest takie złośliwe...

Zdołowany Ernest spojrzał na swoją lewą dłoń. Proteza zakryta była przez jego ulubioną skórzaną rękawicę. Dobrze, że wtedy nikt nie zauważył protezy bo teraz już nie będą mieli okazji na odkrycie jego sekretu. Gardenerowi przyszła do głowy myśl, że jego zabawka może przeszkodzić mu w przygodzie. W końcu to teraz starszy model. Można by rzec, że wyłącznie kosmetyczny. Mężczyzna by przerwać swoje pesymistyczne myśli zagadał do Cario.
- Co z tym kolesiem? Czemu się spóźnia? - Zagadał po Duńsku od niechcenia i następnie odwrócił się w stronę gadziny.
- Palisz? - zapytał z nadzieją, że upcha gadowi papierosy za trochę pieniędzy i pomyślał czy na pewno zarobi na tej całej przygodzie.

Ivan Lanko PW
27 maja 2010, 19:06
Rosjanin dobrze znosił tutejsze temperatury, w końcu w jego ojczyźnie bywa o wiele zimniej.Doskonale pamięta z czasów dzieciństwa, gdy zimą było - kilkanaście stopni celcjusza, a śniegu było tyle, że trzeba było kopać tunele.

Z zamyślenia wyrwał go głos Gada:dlaczgeo ten kośśśnoki się ssssssspóźniać?

Faktycznie, "żółtka" nigdzie nie ma, a my powinniśmy już wyruszać.I taki ktoś ma nami dowodzić.... - Powiedział zażenowanym głosem Ivan.

Cario Voralberg PW
27 maja 2010, 21:44
Cario w tym czacie był bardzo zamyślony.
- Te informacje nie są w żaden sposób posegregowane. Trochę czasu zajmie, zanim to wszystko poukładam w jakimś porządku. - i właśnie dotarło do niego, że ktoś coś mówił. Jakimś cudem udało mu się zarejestrować, o co spytał Ernest.

- 35%: już iść, 25% szans: robi nie ważne, 20%: robi ważne, 10%: nie chce iść, 7%: wypadek, 3%: martwy - wymruczał bez entuzjazmu po duńsku. Te szacunki co prawda uwzględniały dość dużo czynników, ale były bardzo niedokładne a nawet były tylko domysłami, gdyż Voralberg nie chciał teraz marnować pamięci obliczeniowej na rzeczy tak małej wagi, gdy ma do przetworzenia tak dużo informacji.

Otto Szaleniec PW
28 maja 2010, 20:14
-Palić? Że co palić? - odpowiedział łuskowaty stwór Ernestowi. Po chwili zastanowienia dodał jednak:
-Pe-pie-ro-sssssy? Tak? Ludzie zwykłe palić zwykle pe-pie-ro-ssssy. Ja palić to nie. One śmierdzieć. Ty zabrać je.

Ernest Gardener PW
28 maja 2010, 21:15
O ile odpowiedź chłopaka była jeszcze zrozumiała to słabe uszy staruszka ledwo zrozumiały co wysyczał ten jaszczur. Ernest zgadł, że gadzina nie gustuje w używkach i w sumie nie zdziwiło go to zbytnio. To nawet nie jest człowiek, więc czemu miałby korzystać z ludzkich rozrywek?
Za to słowa chłopaka dały mu do myślenia.
- Jak obliczył tak dokładnie prawdopodobieństwo? Zgaduje? Blef? Ale po co? - powiedział pod nosem do siebie i wymownie podrapał się po swoich włosach. Wiedział, że będzie trzeba się o dzieciaku coś dowiedzieć. O gadzinie też. Przyda się każdy pretekst do wywalenia z drużyny takiej poczwary.

Gdy przemyślał sprawę tej dwójki spojrzał na Rosjanina. On też chyba zaczyna wątpić w wyprawę. Entuzjastycznie do dowódcy też nie podchodzi. To nie z tych co rzuca słowa na wiatr.
- Taki ktoś ma nami dowodzić... Za moich czasów to... - powiedział z zażenowaniem i przerwał gdy zdał sobie sprawę, że zaczyna gadać jak stary dziadyga co tęskni za młodością.

Ernest obejrzał się ponownie po twarzach towarzyszy i wrócił do myślenia o swojej formie, a raczej jej braku...

Hobbicus PW
7 czerwca 2010, 19:47
I nagle wszyscy zobaczyli znajomego skośnookiego. W milczeniu przeszedł między wszystkimi i ruszył w drogę, nieco lekceważąco machając dłonią, zapewne w celu przyśpieszenia całej gromadki.

Ivan i Ernest z trudem powstrzymywali swoje emocje, Cario ze swoją wiecznie kamienną twarzą posłusznie poszedł za Japończykiem. Jaszczur nie do końca zrozumiał, lecz podążył za resztą. Ćpun natomiast miał bardzo dziwne przeczucie, jakby żółtek dowodząc całą tą wyprawą zwiastował niepowodzenie... a może nawet śmierć?...

***

18 listopada, Grenlandia, 62°49'N 46°31'W
godzina 14:36, dzień
temperatura -3.5 °C, wilgotność 87%, ciśnienie 1010 hPa
wiatr wschodni, 4 m/s
delikatny deszcz


Z dnia na dzień jest coraz zimniej. Czują to wszyscy. No, może cyborg nie zwraca na to większej uwagi. Gadzina i tłumacz są jednak na tym punkcie bardzo czuli. A szczególnie ten drugi.

Gardener poczuł, że musi nieco odpocząć. Przynajmniej trochę. 4 godziny snu to dla niego stanowczo za mało. Stanowczo.

Drużyna zatrzymała się przy pagórku. Dookoła nich było pięć kamieni, ustawione zupełnie tak, jakby ktoś tutaj zrobił miejsce na ognisko (z tą różnicą, że w miejscu ognia również znajdował się głaz). Michael skinął głową w stronę amerazjaty, wyciągnął z torby dziwny instrument przypominający flet i zaczął na nim grać.

Niezbyt się to spodobało Otto, który nie był przyzwyczajony do jakiegokolwiek rodzaju muzyki. Cario nie zwracał na rejestrowane dźwięki większej uwagi - był zbyt zajęty segregacją tylu dokumentów (miałby ułatwione zadanie, gdyby nie ta niepotrzebna opcja oszczędzania energii, która co jakiś czas partoliła jego robotę). Akurat teraz szło mu dobrze... aż do czasu.

TYLKO DLA CARIO:

x557.SCR DATA ERROR: ACCESS DENIED
x558.SCR DATA ERROR: ACCESS DENIED
x559.SCR DATA ERROR: ACCESS DENIED


Błąd był dosyć nietypowy. Skrypty od x000 do x556 oraz od x560 do x591 nie stwarzały żadnych problemów w przenoszeniu. Ktoś pewnie przedobrzył z zabezpieczeniami.

start.EXE WARNING: ENTER PASSWORD | *******

Jeszcze gorzej. Hasło do uruchomienia aplikacji - jak najbardziej zrozumiałe. Hasło do przeniesienia aplikacji - na co to komu?

Złamanie zabezpieczeń przy obecnym stanie rzeczy powinno mu zająć dwa-trzy dni. Pytanie tylko czy przypadkiem nie znajdzie wśród tych plików jakiejś innej niespodzianki w postaci niechcianych operacji, które mogłyby nieźle namieszać w systemie?...


Padraig czuł się gorzej. Złe przeczucie nie minęło. O dziwo - pozornie kojące dźwięki fletu wręcz je wzmacniały.

Nagle Irlandczyk poczuł ból i odruchowo opuścił głowę. Usłyszał coś.

TYLKO DLA PADRAIGA:

Usłyszał głos.

Głos, który dobijał się do jego głowy z niezwykłą siłą.

Głos, który przypomniał mu te wszystkie samobójstwa, tych zamordowanych ludzi, co często błagali po śmierci o litość akurat jego, jakby to on decydował o ich losie.

I co?... i byłem zbyt pewny siebie... i siedziałem tutaj... i myślałem, że nic mi nie grozi... i że te wszystkie opowieści to bzdura... i nic po mnie nie zostało...

Głos, który tak nagle ucichł.


Padraig się ocknął. Złe przeczucie nie minęło.

Jedynie Ernest i Ivan byli zadowoleni z obecnego stanu rzeczy. W miarę. Tłumacz narzekał na nogi, a Ivan się zastanawiał, czy ten szelest to wiatr w uszach, czy też jakieś drobne żyjątka pod tym głazem żyją.

A Michael grał...

Otto Szaleniec PW
7 czerwca 2010, 20:13
-Sssssss... zimno być. Może prawda co być gorzej. Ale w zimno źle się ja czuć! Źle! - powiedział wyraźnie niezadowolony Otto i zacharczał.

Jaszczur usiadł na kamieniu i zaczął się po prostu wpatrywać w dal. Odpoczywał. Wyglądał, jakby rozmyślał, choć wcale tego nie robił. Z tego stanu wyrwała go gra Michaela.
-Grać ty? Na co grać ty? Ja sssssssłyszszeć rzadko granie. - powiedział do japończyka.

Po chwili potwór położył na ziemi swój wór z zapasami. Wyjął trochę żywności i zaczął jeść. Pomyślał, że to może nieco poprawić jego samopoczucie.

Field PW
7 czerwca 2010, 22:42
Padraigowi chwilę zajęło ponowne podłączenie się do rzeczywistości. Ale gdy to zrobił... rzucił się do swojego plecaka przerzucając rzeczy i szukając jednej z ostatnich strzykawek z jakimś podejrzanym parasyntetykiem-generykiem heroiny. I po chwili zamrugał oczami. Wszystko szlag trafił jakiś czas temu. Jasna cholera!

Głosy w jego głowie kołatały się echami i cały czas próbowały dorwać się z powrotem do jego umysłu. Czuł to. Spojrzał zalękniony na Pana-Mówię-Flegmatycznie-I-Mam-Emo-Fryzurę i trochę go to uspokoiło. Drżącymi dłońmi wyciągnął paczkę Chesterfieldów i odpalił jednego, zaciągając się tak, jakby miał być to jego ostatni papieros.

A kto wie, czy nie był. Coś wciąż mu nie dawało spokoju. I tak cholerna muzyka. W końcu nie wytrzymał i wrzasnął:
- SKOŃCZ! TA MUZYKA BUDZI! - po czym dorzucił po francusku: - Pierdolony kutafon, będzie tutaj rzępolił. Bóg wie, co tu jest, a ten se gra na tej fujarze, jakby mu odmroziło jego własną, kozojebiec jeden.

Po czym zamrugał i z oczami zbitego dziecka jęknął:
- Przepraszam. Znowu. - po czym zamknął oczy i modlił się, żeby nie uznano go za totalnego wariata. Choć może wtedy bardziej zżyłby się z tą ekipą.

Cario Voralberg PW
8 czerwca 2010, 00:08
Młodzieniec był zbyt zajęty, żeby zwracać uwagę na "muzykę", jaszczurze komentarze i inne takie rzeczy.

Tylko kiedy ktoś nagle wrzasnął coś dziwnego, zerknął po wszystkich prawym okiem, żeby upewnić się, czy to nie z powodu ewentualnego zagrożenia i wrócił do segregacji danych, które zajmowały całą jego uwagę.

Stwierdził, że najlepiej będzie najpierw przenieść "normalne" pliki, a chronionymi oraz innymi niepokojącymi zająć na końcu, a w międzyczasie zastanowić się nad tym dziwnym hasłem.

Ivan Lanko PW
8 czerwca 2010, 18:42
Lanko usiadł na "swoim" kamieniu, zjadł jakąś konserwę a potem zapalił papierosa.
Sam osobiście wolał Cygara, ale był to w tych czasach towar deficytowy, a więc drogi.

Starał się nie zwracać uwagi na "pana muzykanta" który chyba sprawdzał wytrzymałość na poddenerwowanie. Lanko wolał odpoczywać w ciszy i rozmyślać. Gdyby nie to że został wybrany na ich dowódcę, chętnie wsadził by mu tą fujarkę w tyłek. Ale nie okazywał niczego po sobie.

Gdy wypalił postanowił rozejrzeć się po okolicy, ale na tyle by był widoczny.

Hobbicus PW
8 czerwca 2010, 20:45
Japończyk przestał grać. Patrzył przez chwilę na ćpuna, a następnie zaczął przyglądać się niebu.


Chwilę po tym, jak Ivan się oddalił, Cario i Otto niespodziewanie wyczuli delikatne wibracje. Obaj spojrzeli jednocześnie na ich źródło...

...i nagle głaz, na którym przed chwilą siedział Rosjanin, potoczył się nieco w stronę Padraiga.

Nim ktokolwiek zdążył zareagować, ogromny karaczan wyskoczył z ukrytej pod kamieniem jamy i rzucił się na Ernesta. Tym razem staruszka refleks nie zawiódł - robal przeleciał tuż obok jego głowy. Nie zraziło to w żaden sposób bestii, która odwróciła się i przyszykowała do drugiego skoku.

Cyborg zdążył jedynie ustalić, że ciało ma około 89 centymetrów długości - Michael w międzyczasie wyciągnął spluwę i przestrzelił karaluchowi odwłok. Strumień zielonkawych płynów wyglądał wręcz obrzydliwie, ale przynajmniej skubaniec nie będzie już stwarzał problemów. Cario z uwagi na uszkodzenie obiektu obserwacji oraz wyjątkową sytuację zaprzestał dalszych obliczeń.

Reszta zauważyła, że z dziury wyszedł jeszcze jeden robak. I wygląda na to, że jest ich tam więcej...

Otto Szaleniec PW
8 czerwca 2010, 21:08
Otto gdy zauważył pierwszego robaka, natychmiast wydobył siekierę. Zacharczał groźnie i już miał zaszarżować na bestię, gdy spostrzegł, że ta została unieszkodliwiona. Spojrzał się w stronę, z której usłyszał wystrzał i pojął, że to Michael. Następnie spojrzał na dziurę. Dostrzegł kolejną poczwarę. Ucieszył się z tego. Tak, okazja do użycia siekiery. Nie czekał na nią zbyt długo. Jaszczur znów zacharczał, po czym powiedział, a właściwie głośno wykrzyczał:
-Ssssssss! To być zadanie dla ja i moja śśśkiera!
W tym momencie łuskowaty stwór z szałem w oczach zaszarżował na drugiego karalucha, próbując go przy tym uderzyć siekierą.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8
temat: [RPG] Ulv: Wiatry Północy

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel