Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Jarmark Cudówtemat: Wielka forumonowela
komnata: Jarmark Cudów
strona: 1 - 2

Field PW
25 sierpnia 2011, 16:58
DISCLAIMER: Ten temat nie trafia do Nieznanych Losów Enroth tylko i wyłącznie z tej to przyczyny, że nie jest to RPG. Jest to też temat eksperymentalny, ale nie będę tolerował spamfestu.

O co kaman? Ano, zróbmy sobie forumonowelę. Może być w stylu niewolnicy Isaury. Róbcie mash-upy (byle w kanonie fantasy), róbcie sobie cokolwiek, byleby z sensem i w języku polskim (nie polskawym). Fabuła - niech będzie, jaka będzie. Z naszym udziałem - skoro już mamy tematy kreujące nasze postaci, to ożywmy je na dobre (oraz powołajmy do życia nowe, jeśli będzie taka potrzeba ;)).

Po prostu się wyluzujmy i tyle.

PS Za fireballe, zabijanie etc. zastosuję swój odpowiednik Mocarnych Falban Sulii - starzy użytkownicy JB powinni wiedzieć, z czym to się je :P


To było dawno, dawno temu...

Przynajmniej w skali relatywistycznej. Gdzieś w małym księstewku na skraju Antagarichu, wciśniętym pomiędzy Erathię a AvLee, żyli sobie ludzie uprawiający wszystko - od własnych ogródków, przez cudze, skończywszy na plantacjach piwonii na dworze lokalnego władyki. Księstewko, z racji niewymawialnej nazwy, było zwykle określane mianem Zadupia Większego, w odróżnieniu od zwyczajowej nazwy Harmondale, jaką było Zadupie Mniejsze. To już dużo świadczyło o całej sytuacji tego miejsca.

Niemniej jednak, przez tysiące lat, udawało się zachować im autonomię. Prawdopodobnie należało to zawdzięczać wyrabianym na miejscu piernikom, których smak był zachwycający, a trwałość przebijała nawet największe wyczyny nekromantów.

- Królu! Znaczy - książę! Gobliny! - do sali zamkowej wpadł zdenerwowany dyrygent Field. Książę Pan odwrócił się niechętnie. Znowu to umuzykalnione miało problemy i znowu skończy się to jakimiś awanturami, na których ucierpi budżet księstwa.

- Tiaaa? Co z nimi?

- Najazd! - wrzasnął rozhisteryzowany Field.

- Jaki najazd? Znaczy: przyjechały? - zapytał półprzytomnie władca.

- Jakie tam "przyjechały". Ano, przyjechały! Z mieczami, na dzikach i czym tam jeszcze! I księżniczka nam zniknęła!

W tym momencie książę zbaraniał.

...

CDN (jeśli się przyjmie i ktoś podchwyci pomysł)

Hobbit PW
25 sierpnia 2011, 18:43
- Która księżniczka? - zapytał z niepewnością w głosie.

W tym momencie dyrygent zbaraniał. Nie przypominał sobie, by księżniczek było więcej niż jedna. Książę szybko się jednak zorientował, że nic mu nie mówił o jego tajnym haremie, więc odkaszlnął i się poprawił:

- ...znaczy się - księżniczka, tak! To niebywałe! Gobliny atakują, a jej nie ma! Prędko, trzeba zawiadomić straż! Gdzie jest mój nizioł na posyłki?! Przynieść mi nizioła!!!

Po chwili otworzyły się drzwi. Zza progu wychylił się nadworny Hobbit z piernikiem w dłoniach. Ledwo co zdążył zanucić powitalnie jakąś nikomu nieznaną melodię, a już został wkopany przez trzymających go strażników z impetem do środka. Wypuszczony wypiek (który w ogóle się po drodze nie rozleciał - cóż za arcydzieło!) potoczył się w stronę poirytowanego Fielda.

Niskodup wstał, pokłonił się szybko władcy i zapytał najuprzejmiej, jak tylko potrafił:

- O co chodzi?

- Gobliny nas zaatakowały, a księżniczka zniknęła! - wrzasnął dyrygent. Władca tylko chodził poddenerwowany w kółko, myśląc o różnych sprawach.

- Która księżni- - Hobbit nie dokończył, gdyż ujrzał, iż książę zatrzymał się, a jego wzrok razem z nim. Na niziole. Ten zrozumiał, że Field nie jest wtajemniczony.

- No to bardzo źle! To na pewno jest wina tutejszych strażników! Ogólnie zarządzanie jest tutaj fatalne, osobiście uważam, że jedyną zaletą jest autonomia, no i bez urazy, książę, ale to po prostu wygląda nie tak, według mnie powinieneś popra-

- Zamilcz. Poinformuj o sytuacji głównodowodzącego sił zbrojnych. Przekaż mu rozkaz, iż trzeba zmobilizować się do obrony, a jednocześnie wysłać wszędzie zwiadowców, ażeby odnaleźli księżniczkę. I może jeszcze jakieś listy gończe wysłać. Już!

Nizioł zasalutował i wybiegł z sali najszybciej jak potrafił...

OGARexs PW
25 sierpnia 2011, 22:29
Nizioł wbiegł do pokoju głównodowodzącego armii.

-Księżniczka zniknęła, gobliny nas zaatakowały!

-Mam ważniejsze sprawy na głowie! Reksiu, chodź, wyniuchaj księżniczkę...

-Jak już to OGARexsiu! Ale ciesz się, że to były gobliny z Deyji. Akurat kończą mi się zapasy. O, przepraszam, że na pana nadepnąłem, panie Nizioł. To ja lecę.

Po czym OGARexs wyskoczył z komnaty...

f!eldf!eldI tego się obawiałem... OGARexs - ostatni raz po Tobie poprawiam, następnym razem będę po prostu kasował posty.

Mitabrin PW
25 sierpnia 2011, 23:24
Po tym jak futrzanostopy ochłonął po mocno surrealistycznej scenie z głównodowodzącym armii i jego psem (a patrząc na tą scenę przypomniał mu się stary, zagraniczny dowcip o psu, który nie ma nosa), popatrzył się na głównodowodzącego i od razy stwierdził
-Chyba se jaja robisz...
-Nie nie nie... - Odparł głównodowodzący...
-Piesek sobie pobiega, księżniczki nie znajdzie i wróci. Przynajmniej nie muszę go wyprowadzać...
-... Ale twój piesek wie, której księżniczki ma szukać?

Po tym pytaniu głównodowodzący zrobił oczy tak wielkie jak piersi Lilim Kreegan*, po czym wraz z niziołem zgodnie stwierdzili, że ważniejsze od odnalezienia księżniczki jest odnalezienie psa, który jako zwierz znany z nadpobudliwości, zapewne znalazłby tajny harem księcia i przy okazji wyjawił jego istnienie połowie królestwa.

Głównodowodzący postanowił, że znajdzie psa za pomocą...


* - legendarnej kochanki, prapraprapraprapradziadka obecnego księcia, przez którą ponoć pewnej upojnej nocy został po prostu zjedzony

Solmyr PW
26 sierpnia 2011, 02:12
... kiełbasek z psimiętką. Reksiu uwiebiał bawić się nimi, spożywać je, następnie jeszcze raz po kilku godzinach w lekko zmienionej formie spożywać je ponownie i tak nawet do 8, (3) raza. Wynik wynikał ze zbyt małej ilości prób, jakie papuga mogła badać. W sumie to nie byle jaka papuga, a sam Solmyr ibn Wali Barad.

- W spiżarni jest jeszcze pięć i pół tuzina kiełbasek z psimiętka, panie głównodowodzący. Nasz ogarek wprost za nimi przepada. - zaskrzeczała papuga, po czym, zeskakując z patyka, przybrała postać dżina.

- *ziewnięcie* To może ja skoczę po jakąś butlę, ukoimy nerwy, obmyślimy taktykę działania i takie tam. Panie dyrygencie, po co zaraz te krzyki? Goblin jaki jest, każdy widzi. Wystarczy pokazać mu mydło i już go nie ma. - Chcąc udowodnić swoje twierdzenie, Solmyr wyjrzał przez okno i cisnął kostką mydła.
- Headshot! Hahaha! Chcecie spróbować? A ja tymczasem przyniosę trochę dżinu. - rzekł i ruszył do spiżarni.

Eniphoenix PW
26 sierpnia 2011, 11:25
Oczom Solmyra po wkroczeniu do spiżarni ukazał się zdecydowanie niecodzienny widok. Dżin przetarł oczy, myśląc przy tym "Przesadziłem chyba z tymi grzybkami", ale to, co się tam działo okazało się nie być halucynacją. Oto w jego spiżarni stała wanna, w której jakiś zupełnie nieznany mu wampir... kąpał się w jego dżinie! Krwiopijca przez chwilę był osłupiały, ale moment później z całej siły cisnął w Solmyra kaczuszką kąpielową, wrzeszcząc przy tym jak panienka:
-Aaaaaaaa! Zboczeniec! Ratuuuunkuuuu!
Całej sytuacji jeszcze większego absurdu przysparzał fakt, że ów wampir wcale nie wyglądał jak panienka, a jeżeli już, to okropnie brzydka panienka.

Jeddite PW
26 sierpnia 2011, 12:16
Solmyr się wkurzył i przeteleportował wampira do najbliższego nekropolis. Po tym incydencie, Solmyr wypił całego dżina z wanny i zaczął widzieć białe myszki w turbanach. Solmyr wybełkotał coś i zasnął.

Głównodowodzący zniecierpliwiony brakiem Solmyra spróbował go poszukać. Gdy znalazł go, leżącego na podłodze i chrapiącego, po prostu wybuchł gniewem.

- Co ty robisz, ochlaptusie jeden! Ja tu czekam, denerwuję się, czekam na dżina a ty wypiłeś wszzystko i jeszcze sobie śpisz!

-...chrrrr... a na źniadanie chceeee... chrrrrrr... kiełbazgi z grillaaaa... chrrrr...

- No nie no, tak być nie będzie! Idę po innego maga. Wyślę wiadomość mojemu kumplowi Jeditte przez g-mail*, i poczekam aż wróci


*g-mail gołąb-mail

Woyto PW
26 sierpnia 2011, 12:26
Do dworu wampira przybiegł młody chłopak z procą, miał on na imię Woyto.Przeszukał cały dom i nareszcie znalazł dżina i wampira .Zaskoczony krzyknął :
- Co to jest ?
- To ten dżin mnie napadł! - opowiedział wampir .
- Nie to on, on wzeszedł mi do wanny ! - Wykrzyknął Solmyr .
- A po co ci wanna, dżiny się nie kapią . - powiedział Woyto po czym wziął kamień do reki .
- Cholera, wpadłem - Wykrzyknął dżin.
Wampir zdruzgotany obserwował calą sytuacje .
- No ale dobra dam wam spokój, ale tylko jeśli pójdziecie ze mną .-Chłopak powiedział to już o wiele spokojniej .
- Ale gdzie ? - zapytał wampir .
- Szukać księżniczki, jest pewien Hobbit i pies którzy już ja szukają .
- Aha. dobrze idę z tobą, widziałem tego pasztetodupa . Teraz szuka i psa . - odpowiedział Solmyr
- Hehe . Ja nie idę . - Zarechotał wampir.
- Mam tez osikowy kołek .
- Eee . Dobra dobra . Tylko się umyje ...


Jeddite PW
26 sierpnia 2011, 13:58
Następnego ranka Hobbit obudził g(ł)ównodowodzącego tymi słowami:

- Mam 3 wiadomości - jedną złą i dwie dobre.

- Zacznij od złych. Odparł głównodowodzący.

- Ekhem... No więc tak... to... Jeddite pracuje nad nowymi meduzami na jakiś konkurs.

- Wiedziałem, że mnie zawiedzie. A te dobre?

- Solmyr wytrzeźwiał i nagle poczuł chęć do współpracy. Mówi też, że przyjdzie z jakimś wampirem czy coś... A i Twa teściowa zmarła.

- Hurra! Nareszcie moje marzenia się spełniły! Nie muszę już patrzeć na tę starą raszplę. Co do tego ochlaptusa niech stawi się u mnie na dywanik. Odmaszerować!

"Żal" pomyślał niskodup, po czym spokojnie udał się po Solmyra.

OGARexs PW
26 sierpnia 2011, 14:35
Kiedy niskodup szedł do Solmyra napotkał psa.

-I gdzie księżniczka ?!

-A ten tego, o tu jest.-Powiedział ogar do niskodupa, pokazując ciasto.

-Upiekłeś ją!?

-No przecież kazaliście mi upiec księżniczkę, czyli pewnego rodzaju piernik...

-Blagh! Idź lepiej ze mną do Solmyra... -powiedział włochatostop. - I oddawaj piernik!

Na swym psie niskodup pojechał do Solmyra.

O co tam zobaczyli przerosło wszystkie oczekiwania...

Irhak PW
26 sierpnia 2011, 15:00
Tymczasem przy wejściu do jaskini w skale górującej nad obozem goblinów siedział spokojnie Irhak i popijał herbatkę z ziół, które uprawiał w pobliżu jeden z jego znajomych. Spoglądał na armię, która przygotowywała się na następną wyprawę.
- Ciekawe czy będę musiał znowu ingerować? - zapytał się, głaszcząc zwierzaka po łbie. - Wygląda, że ta armia jest jeszcze większa niż poprzednia i w końcu biorą się profesjonalnie za to. Ciekawe czego będą chcieli - zachichotał i jakby nigdy nic dopił herbatkę do końca i poleciał po następną porcję. Machając skrzydłami przeleciał całą jaskinię i drugim wyjściem trafił na farmę. Zapukał do drzwi gospodarza, ale chyba zbyt mocno, bo się rozsypały na proch.
- Sorki! - powiedział z rozbrajającym uśmiechem.

Trith PW
26 sierpnia 2011, 16:02
Przez chwilę nie było żadnej odpowiedzi, a całość sprawiała wrażenie zupełnie jakby farma była od dawna opuszczona...

Wtem nagle z ciemności wystrzeliła poduszka w kierunku Irhaka. Zdążył się jednak uchylić od trafienia.
- Ha! Spudłowa...- W tym momencie w twarz trafiła go druga. Irhak zdjął ten worek pierza z głowy i rzucił następujące słowa w głębię domu udając obrażonego - Ej! Oszukiwałeś! -

Po chwili z cieni domostwa wynurzyła się postać chłopca z fioletowymi skrzydłami motyla. Trith stanął w drzwiach, tudzież na ich pozostałościach, przymrużył zaspane oczy jeszcze bardziej od światła popołudniowego słońca, wyrwał Irhakowi poduszkę z rąk i wrzasnął mu prosto w twarz - Się śpi o tej porze, do nędzy wody! - po czym odwrócił się na pięcie i ponownie zniknął w czeluściach swojego domu.

Jednak po chwili wrócił mamrocząc pod nosem coś w stylu "I tak dzisiaj już nie zasnę...", by następnie spojrzeć na Irhaka przytomniejszym wzrokiem i spytać go - Ty po herbatę znowu? - na co Irhak pokiwał głową przytakująco.
Trith ponownie zniknął w głębi swego domostwa, bełkocząc coś pod nosem o piciu jak żul, nielegalnych eksperymentach magicznych, piwnicy oraz milczeniu.

Po chwili młodzieniec ze skrzydłami motyla pokazał się ponownie i wcisnął Irhakowi w ręce sakwę, w której był spory zapas ziół na herbatę... Powinno minąć nieco czasu, zanim zacznie się upraszać o więcej.

- Ja teraz idę na targowisko, kupić nowe drzwi. Jeśli nie przeszkadza ci moja poprzebudzeniowa chandra, to możesz iść ze mną. - wydusił z irytacją w stronę Irhaka, przygotowując się do wyjścia między ludzi.
- I tak nie mam nic lepszego do roboty... co najwyżej obserwowanie musztry nowej armii atakującej to przeklęte Zadupie! - odpowiedział Irhak.

Chwilę potem Trith doprowadził się do ładu i wspólnie ruszyli w kierunku "centrum" tej zabitej deskami wiochy.

Wiwern PW
26 sierpnia 2011, 16:53
Na targowisku szybko znaleźli odpowiedniego sprzedawcę, który zajmował się sprzedażą drzwi.

- Te? Nie, nie... Mi się podobają, ale potrzebuję czegoś innego. Coś złotego. Coś srebrnego. Nie! Najlepiej różowego. I niech ma dużo zdobień. Ma pan coś z jednorożcami? Najlepsze byłyby tęczowe. I świecące. - żądał tajemniczy klient, który stał pierwszy w kolejce.

Irhak przyjrzał mu się. Wyglądał dosyć podejrzanie. Jego twarz przypominała jaszczurzą, co wywnioskował, mimo że prawie w całości była przykryta przez kaptur.

- Pan ze skrzydłami tutejszy? Doskonale! Spieszę się do mojego zamku otoczonego fosą z wrzącej lawy i prosiłbym pana o pomoc. Gdzie znajdę stragan z strojami dla słodkich księżniczek? Pan powinien wiedzieć. - spytał nagle tajemniczy klient.

- Czyżby Ci zboczeńcy dotarli aż tutaj? - głowił się Irhak...

Woyto PW
26 sierpnia 2011, 17:14
Tymczasem drużyna Hobbita rozmawiała przy ognisku :
-Ty cholerny psie, czemu upiekłeś ta księżniczkę ! - Wrzasnął Hobbit
-No co . Sam kazałeś ja upiec !
-Nie kłóćcie się . - Krzyknął Wampir
-Field nas zabije . W-wszystkich .A ja jestem taki młody !-Wymamrotał Woyto .
-Woyto, nie zesraj się . Może nie będzie aż tak źle . - Uspokajał niskodup
-No to wy macie problem, ja w każdej chwili mogę uciec - powiedział Solmyr z szyderczym us uśmiechem na twarzy .
-Do-dobra, chodźmy spać . Ju-jutro musimy dojść do zadupia.-Wyjąkał Woyto.

Drużyna o świcie wyruszyła do Zadupia .W drodze wszyscy gadali o byle czym ale nikt nie poruszył tematu odnalezienia księżniczki.Wieczorem byli już u celu . Przed miastem była horda goblinów.Dżin jednak wiedział jak je ominąć, w końcu dżin jak dżin głupi nie był .W końcu pojawili się w zamku . Hobbit stanął przed Fieldem .

- Panie Fieldzie ...

Eniphoenix PW
26 sierpnia 2011, 18:13
I niziołek nie skończył mówić. Przerwał mu wampir.
-Jesteście mi winni dwie pełne tuby kremu z filtrem! I to najmocniejszego! Ten ktoś - wampir wskazał na chłopaka, który zaskoczył jego i dżina w spiżarni - kazał mi maszerować w pełnym słońcu! Tylko dlatego, że kąpałem się w dżinie w spiżarni pana Solmyra z kaczuszką kąpielową i darłem się jak panienka! Tożto skandal jest, skandal, powiadam ja wam!
Po swoim pseudo-przemówieniu wyciągnął ukrytą w swoim uchu kaczuszkę i zaczął do niej mówić: "Tylko ty jedna mnie rozumiesz.", głaszcząc ją przy tym i tuląc do siebie.

Hobbit PW
26 sierpnia 2011, 21:45
Field chwilę się drapał po głowie, po czym rzekł do nadwornego Hobbita:

- Niski, mamy większy problem. Książę zniknął.

- Który ksią- A książę! Nasz władca... No to zdecydowanie nie tak! Wszystko tu jest w ogóle nie tak! Co za zarządzanie okropne, jak ja dorwę tego, kto tu rządzi...

- Właśnie, będzie dobrze, jak go dorwiesz. Bardzo dobrze. I przy okazji... Straże! Wyrzucić całą tę hołotę z zamku! Najlepiej do ścieków.

Strażnicy o dziwo posłuchali dyrygenta i wyrzucili całą drużynę Hobbita (łącznie z Hobbitem, ale później go wyciągnęli) do ścieków. Najlepiej jak tylko potrafili. Trzeba bowiem nadmienić, że wbrew komentarzom futrzanostopego straż ta była dość dobrze zorganizowana.

- Dobra, a tak w ogóle, Panie Fieldzie... Jakby to powiedzieć w skrócie... Księżniczki nie ma. Aha - głównodowodzący chyba ma gdzieś to, że pod miastem stoją gobliny.

Field westchnął, wyciągnął fajkę, zapalił ją, buchnął trzy razy dymkiem i rzucił niezwykle soczystą wiązanką w nizioła, wykurzając go przy tym z komnaty. Następnie podszedł do biurka (stało jedno w kącie, ostatnio robiono tu przemeblowanie) i zaczął się zastanawiać nad tym, dlaczego to on musi tutaj wszystko robić. Przecież jest w końcu pieprzonym dyrygentem, a nie jakimś ochmistrzem!

Spojrzał na mały obrazek leżący na blacie.

- Ach, Skarbie... Dlaczego Cię tu nie ma... Ktoś tu wspominał o Isaurze? :P

Woyto PW
26 sierpnia 2011, 22:03
Drużyna Hobbita dalej tarzała się w ściekach . Cala wina spadła na Woyta, no cóż przecież to wszystko przez niego .Tak czy siak każdy teraz musiał szukać wyjścia, na szczęście kanały były łatwo zbudowane wiec szybko można było przejść do innej odnogi.W pewnej chwili było słychać wrzask ...

Solmyr PW
26 sierpnia 2011, 23:21
- No ja bardzo przepraszam, jestem delegatem Nieśmiertelnego Króla Bracady Gavina Magnusa II i żądam należytego traktowania! - wykrzyczał dżin i w ostatniej chwili przed plusknięciem w mało zachęcającą ciecz zmienił się w papugę, po czym usiadł na swym ulubionym patyku.

- Także tego, panie dyrygencie, gdzie się podziewa ochmistrzyni? Straciłem cały zapas dżinu, a bez niego, jak wiadomo, nie jestem w stanie funkcjonować dłużej niż 3 dni 7 godzin 23 minuty i 35 sekund licząc od teraz. Muszę pilnie złożyć zamówienie. - zaskrzeczała papuga do Fielda.

- Hmm, a gdzie się podziewa książę? Zaraz... czy dzisiaj nie jest 26 sierpnia? Przecież wasz najświetniejszy władca wybiera się tego dnia na coroczne polowanie na enta do Lasu Tulereańskiego! Miałem jednak nadzieję, że gobliny pod zamkiem powstrzymają go przed wyruszeniem w drogę. Ach... Nie wiem, co w tym wypadku zrobimy, niemniej ja wciąż pilnie potrzebuję dżinu!

OGARexs PW
27 sierpnia 2011, 09:06
Cała trojka dotarła do targu, tuż koło stoiska z drzwiami.

-Toż to skandal! Jak to niema straganu z jednorożcami i słodkimi strojami dla księżniczek!Zaraz poznacie mój gniew...gniew króla wiiwern!

"Człowiek" stojący pierwszy kolejce zdjął swą szatę ukazując wiwerne.

-Ty w to nas wpakowałeś, Ty nasz z tego wyciągniesz!-powiedział skrzydlaty człowiek do innego skrzydlatego człowieka.

-Ależ co robisz ty cholerny psie!

-Zawsze chciałem polecieć do domu na wiwernie...

Piesek wskoczył na wiwerne i leciał w stronę Eeufolu.

-Nara fraje- Nie dokończył ponieważ wleciał wprost do okna Zamku i wylądował pod stopami (Ale one śmierdzą!) Hobbita.

Woyto PW
27 sierpnia 2011, 10:07
Woyto jako ostatni wyczołgał się z kanałów .Czul silna potrzebę by zapomnieć to wszystko i znal na to sposób, jednak nie miał za dużo pieniędzy wiec musiał sobie znaleźć "przyjaciela". Chłopak w pewnej chwili przypomniał sobie ze Solmyr stracił cały zapas dżinu .Po 2 godzinach szukania znalazł go przy karczmie gdy on liczył ile ma pieniędzy .
- Hej Solmyr ! Idziemy się napić ? Postawie ci butelkę dżinu .
- No pewnie !
"Przyjaciele" weszli do karczmy, Woyto z kapturem na głowie podszedł do lady .
- Witam pana ! Chce pan coś kupić ?
- Tiaaa . Butelkę dżinu i kufel piwa .
- Moze kupi pan jeszcze jeden kufelek ? Przy zakupie drugiego dorzucamy butelkę z winem lub dżinem jeśli kupi pan następne 2 to dostanie pan następną butelkę i tak do skończenia zapasów .
- Eee. No to 4 kufle, 2 butelki dżinu i wino .
- 12 denarów .
- Solmyr chodź no tutaj !
- Co ?-Zapytał znudzony dżin.
- Daj 3 denary .
- Eh. Dobra . Ale potem oddasz .
- Nie ma sprawy, Proszę oto 12 denarów .
- Dziękuje chłopcze, oto twoje zamówienie - Odpowiedział barman podając trunki.

Po skończonej libacji, pijany Woyto wskoczył na stolik i wziął gitarę bardowi który był akurat w karczmie i zaczął śpiewać
- Ueee... Hooobiiit, <chwila ciszy> Piesio i jede ...
W tej chwili spadł ze stołu . Jednak szybko wstał i zauważył elfkę która akurat weszła do karczmy . Woyto podszedł do niej i zapytał się :
- Ej .. mdas na minie ?
- Co ?
- Jak, eee, masz na imie ?
- Jeste...
- Idziesz ze mną do łózka ?
Woyto ze ledwie stal na nogach wiec elfka sama mogla go wywalić z karczmy .Jednak jej ojciec był właścicielem i zauważył cale zajście.Karczmarz wywalił go i powiedzial "Panu już dziękujemy . Chłopak leżał przed wejściem do karczmy i mamrotał coś pod nosem ...

strona: 1 - 2
temat: Wielka forumonowela

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel