Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 8 - 9 - 10

Field PW
28 listopada 2009, 20:52
Erminus zdążał w zasadzie bezwiednie. Krążąc wśród resztek jedzenia, fragmentów szkła i kamienia, zauważył nagle, że wszystkie drzwi do sali - w tym główne - były zamknięte. Poza jednymi, po jego prawej stronie.

W tym momencie zaczął sobie coś w głowie układać: jeżeli nikogo tutaj nie ma, to gdzieś wszyscy musieli uciec... Tylko... Tym ciasnym korytarzem?

___________

Tłum sprawiał wrażenie lekko skołowanego, szczególnie dziadek.

W końcu odezwały się dwa chóry:
- RACJA! MÓW!

I drugi:
- ON BYŁ NA BALU! ŚMIERĆ MU!

Eniphoenix PW
28 listopada 2009, 21:03
Eniphoenix popatrzył na tego krasnala, co go podpierał. Pomyślał sobie, że może to być dobre źródło pożywienia... pełnowartościowy krasnolud... ale nie, skoro go podpiera to jest dobry. Na takie myślenie pozwalał obecny stan wampira. Zważywszy na sytuację, krwiopijca grzecznie szedł przy krasnoludzie, nic do niego nie mówiąc, ale także nie wyrywając mu się i co najważniejsze - nie gryząc.

Hobbicus PW
28 listopada 2009, 21:40
Thordamh wszedł razem z nie-nieboszczykiem do sali i zaczął iść w kierunku jedynych otwartych drzwi, mając nadzieję, że znajdzie tam jakąś drogę do w miarę szybkiej ucieczki. Schody, schody, schody... Czarcia mać, schody! - jego nieprzystosowany do tego typu sytuacji umysł miał spory problem; w końcu to nie on uciekał przed zwierzyną, lecz zwierzyna przed nim...

- Co z tobą? - krzyknął do kapłana, który najwyraźniej uznał oblężenie za niezły teatr. A już miał nadzieję, że ktoś będzie mógł pomyśleć za niego, którędy w osi pionowej uciekać. Erminusowi bowiem jakoś nie ufał.

Góra, dół, góra, dół... Zaraz, to wieśniaki, rozumują niewiele gorzej od zwykłego, górskiego nietoperza... no i nie "widzą dźwiękiem"... Zapewne jak zobaczą, że w sali nikogo nie ma, to się tu rozejrzą, a potem... hmm... w górę! Tak, w górę, bo sami by tak zrobili!... więc...

Już wiedział, że skieruje się w dół...

ZARAZ! Tam mogą być te demony! O nie, Carald nas zaprowadził na dół... i tam chciał nas zabić... a więc...

Już wiedział, że skieruje się w górę...

NIE! Tam pójdą wieśniaki!

...w dół...

DEMONY!

...w górę...

WIEŚNIAKI!

...w dół...

SAM NIE WIEM, CO GORSZE!!!


Nagle krasnoluda rozbolała głowa. Thordamh zatrzymał się i otrząsnął.

Field PW
28 listopada 2009, 23:32
Thordamh tak wyszedł z sali, że walnął głową w drzwi, aż zobaczył gwiazdy.

f!eldf!eldMoże byś czytał dokładnie posta? Albo chociaż Twoja postać by się czasem rozejrzała? Nie dość, że byłeś na balkonie przed chwilą, to teraz wyszedłeś z sali? Teleportacja? Przyspieszenie? Idiotyzm? -_-"

Mój post zniknie jak poprawisz swój.

Qui PW
29 listopada 2009, 14:40
Biorąc pod uwagę nieco zdemolowany stan sali, w której się znajdował, oraz tylko jedno dostępne wyjście, Erminus zaczął mieć wątpliwości co do swojego dalszego kierunku działania. Łasica jedna wie, co się czai w tym korytarzu. A wyjść stąd jednak trzeba. Przydałaby się jakaś osłona...

Wtem wampir zobaczył krasnoluda, który najwyraźniej również chciał opuścić pomieszczenie, ale coś nie bardzo mu to wychodziło.

-Mości krasnoludzie! Wyjście jest tam! - zawołał i wskazał na korytarz. Niech krasnolud idzie pierwszy.

Xelacient PW
30 listopada 2009, 20:37
Mnich, przez chwilę stał zaskoczony, a jednak udało mu się! Może z tymi ludźmi nie było tak źle? Ale jak się zaczęło to trzeba ciągnąć dalej. Taki pojedynek, tyle, że na słowa najpierw parujemy cios, a później przechodzimy do ataku.
-To prawda, że byłem na balu! ALE! Czy mógłbym swobodnie badać zamek nie będąc na nim?! -Tu zawiesił na chwilę głos, żeby tłum "przemyślał" jego słowa, po czym zaraz kontynuował, żeby nie dać się wsiąść w serię pytań.

-Wiedzcie zatem, że w zamku czyhają takie stwory jak krwiożerce demony i okrutne wampiry! -Tu się na chwilę zaciął zastanawiając się czy nie lepiej byłoby odwrotnie.

-Ile ich jest!? Nie wiem, ale znając moc tego Rolandowego kurwiszona plamistego z pewnością sporo! Do tego dochodzą zdradliwe pułapki!
Mnie! Człowieka z dziada, pradziada, w zwykłej spiżarni! Dorwało zaklęcie zamieniające umysły! Moja dusza została wtłoczona w plugawe ciało elfa! Czy wy to sobie wyobrażacie! Idziecie sobie korytarzem, a tu nagle zamieniliście się ciałem z krasnoludem?!
Macie broń, ogień i wiarę!
Ale czy macie osikowe kołki, srebrne ostrza, magię zdolna wypędzić demony, czy chociaż talizmany chroniące przed podstępnymi urokami!?

Solmyr PW
1 grudnia 2009, 19:00
Genorius zastanawiał się, co zrobić. Większość kierowała się w stronę drzwi, więc i on postawił się tam udać. Starając się jak najmniej rzucać w oczy, zmierzał za krasnalem i wampirem. Na odchodne szepnął jednak do mnicha:
- Powiedz im, żeby wznieśli modły do Baa i niech najlepiej czynią to z zamkniętymi oczami.

Field PW
8 grudnia 2009, 18:22
Erminus i Thordamh patrzyli w kierunku korytarza. W porównaniu z bałaganem w sali balowej było tam dziwnie spokojnie... Ale chyba spokoju im od dawna brakowało. Eniphoenix czekał uparcie, aż ktoś z nich raczy podjąć jakąś decyzję.

W międzyczasie na balkonie sytuacja przeradzała się w czarną komedię. Co prawda określenie Loretty spotkało się z aplauzem, jednak po wnikliwej (kilkusekundowej) analizie informacji o wampirach i demonach jeden z kapłanów ryknął:
- MOC BAA NAS OCHRONI!

Genorius zbaraniał na te słowa. Normalnie - idioci. I w tym momencie potknął się o ciało jakiegoś paniczyka. Wyrżnął głową o posadzkę, zobaczył gwiazdy i... papier za pazuchą trupa? I nie był to list z czerwonym lakiem Loretty, ale zielonym, z symbolem...
Moment... on gdzieś widział ten symbol. Tylko gdzie?

Pod balkonem tłum zaczął się kotłować.
- BAA! BAA!
- ŚMIERĆ MAGII!

Jeden z dziadygów rzucił mściwe spojrzenie na mnicha. Chyba nie lubił konkurencji. Wrzasnął:
- OTO, JAK SPRAWIEDLIWA KARA DOSIĘGA MUTANTÓW! ŚMIERĆ MU!

Hobbicus PW
8 grudnia 2009, 20:17
Krasnolud spojrzał na wampira w lepszym stanie, potem na wampira w gorszym stanie, następnie znowu na korytarz.

Chyba nie tylko ja mam to samo wrażenie... Tylko jakie ma być inne wyjście? Trzeba się jakoś tam przecisnąć. Trzeba jakoś stąd uciec. Ciekawe tylko, czyjego życia kosztem... Skoro więc to jest jedyne rozwiązanie, a wygląda na to, że nikt prócz mnie nie ma ochoty tam wchodzić, to najlepiej będzie, jak ja posłużę jako ta-

Thordamh zatrzymał się w pół kroku. Skandowanie wściekłego tłumu, zachowanie reszty jego towarzyszy - cokolwiek wywołało ten "przebłysk", trzeba to z kimś przedyskutować...

- Drogi panie Wampirze - rzekł do Erminusa, starając się zrobić wrażenie kogoś bardzo bystrego. - Jeżelibyśmy mieli pominąć fakt, iż tylko to przejście jest dostosowane do użytku publicznego, którędy moglibyśmy się jeszcze udać, będąc jak najmniej narażonym na wszelkiego rodzaju przykrości?

Krasnolud miał głęboką nadzieję, że truposz w miarę szybko zrozumie, o co mu chodzi.

Eniphoenix PW
8 grudnia 2009, 20:27
Eniphoenix odezwał się do podtrzymującego go krasnoluda, któremu zdążył wymyślić przezwisko "Podnóżek":
-Eeee... zaraz, ty na pewno jesteś krasnoludem? Pierwszy raz widzę takiego, który umie zbudować takie zdanie... i jeszcze bezbłędnie je wypowiedzieć... normalnie ewenement i geniusz...
Wampir zaczął chichotać lekko pod nosem ze swojej wypowiedzi i znów przypomniało mu się, że powinien skosztować czerwonej ciepłej życiodajnej cieczy, zwanej krwią. Miał tylko pewien problem - nie wiedział, skąd ją wziąć! No bo przecież nie od krasnoluda! Nie potrafiąc wymyślić nic lepszego, zdecydował, że po prostu będzie szedł tam, gdzie Podnóżek.

Xelacient PW
9 grudnia 2009, 17:20
-Eeee... -Wybąknął Drekar. Tak właśnie nadszedł nieunikniony moment, w którym daje o sobie znać brak przysłowiowej "charyzmy".

W przeciwieństwie do np. obecnej publiki myślał dużo i intensywnie, dzięki temu nieraz udawało mu się pokierować dyskusją po swojej myśli, do czasu, niby miał pomysł na odpowiedź, ale nie wiedział jak ją wyrazić.
-Wznieście modły do BAA! Z zamkniętymi oczyma! -Spróbował się ratować podpowiedzią kapłana, ale już nie potrafił ukryć strachu w głosie.

Cofnął się o krok, później następny, spanikowany wodził oczyma w te i wewte, gdy jego wzrok padł na przestrzeń za tłumem przyszedł mu myśl standardowy tekst.
-Za wami! Demony!!! -Wrzasnął wyciągając rękę, żeby nikt nie miał wątpliwości co do kierunku. I nie czekając na nic więcej odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie, oczywiście zatrzymałby się, żeby podnieść kapłana gdyby nie to, że jedną nogą się poślizgnął, a druga o coś potknął.

Solmyr PW
9 grudnia 2009, 19:11
Chyba nie do końca tak kapłan wyobrażał sobie wypowiedzenie tych słów przez mnicha... Ale cóż, mogło być gorzej. Bardziej zajął go fakt znalezienia listu. Zielony lak wyglądał zdecydowanie zniechęcająco, a symbol nań widniejący - dziwnie znajomo. Zdecydował jednak pospieszyć za grupą i ustawić się tak, by od dzikiej ciżby oddzielał go krasnolud. Postanowił, że zajrzy do listu, gdy tylko znajdzie chwilę względnego spokoju.

Qui PW
10 grudnia 2009, 00:20
Erminus przetarł oczy ze zdumienia. Kwiecista przemowa z ust krasnoluda? I czy on czasem nie wyraził chęci udania się w bezpieczne miejsce? Cud, normalny cud! Aczkolwiek zupełnie nie w porę, bo akurat wersja krasnoluda ze skłonnościami samobójczymi przydałaby się do zwiedzania korytarza.

-Szanowny panie krasnolud, zaprawdę znajdujemy się w złowróżbnej predykamencji. A zważywszy na fakt, iż panowie ludzie nie dogadali się z Baaranami, co wnioskuję z ich niefortunnej próby opuszczenia balkonu, czas najwyższy opuścić to pomieszczenie. Czasu zaś szkoda na innych dźwierzy testowanie. Podążaj waść za mną, lub własnej drogi szukaj.

To wybredziwszy, Erminus ostrożnie ruszył korytarzem. Szedł pierwszy, co mu się niezbyt podobało. Z drugiej strony, być może z drugiej strony będzie miał krasnoluda. Zawsze to jakaś osłona, jeśli Baarany wskoczą przez balkon. Oby ich zaraza poraziła.

Field PW
12 grudnia 2009, 20:55
Pod balkonem zawrzało - część ludzi się modliła, część zaczęła się obracać z dzikim wrzaskiem. Cóż, za demonami nikt nie przepadał.

W tym momencie jeden z podążających za Baa przyjrzał się demonom:
- Ej, chopy. To owce som!
Drugi mu odwrzasnął:
- Owcołaki!
Kapłan, próbując odzyskać kontrolę nad tłumem, a wyczuwając koniunkturalizm, krzyknął:
- ZABIĆ OWCOŁAKI! TO DEMONY TEJ DZIWKI!

I to było ostatnie, co usłyszał mnich. I jakoś poczuł dziwną ulgę. Tak, czy inaczej, obaj puścili się pędem za resztą towarzyszy.

Korytarz był cichy i spokojny. Pochodnie płonęły, obrazy wisiały...
...nagle coś zachlupotało pod nogami Erminusa. Popatrzył na dół. Herbata i okruchy ciastek.

Moment, ktoś tu wynosił prowiant, czy to z powrotem droga do tej piekielnej kuchni?
Na niekorzyść drugiego podejrzenia przemawiała przede wszystkim obecność obrazów i gobelinów. Wampir jeszcze nie słyszał, żeby ktoś tak dekorował drogę do miejsca, gdzie się piecze kurczaki. Nawet ten szajbnięty Ironfist tego nie robił, choć na złocie mu zbywało.

Qui PW
13 grudnia 2009, 01:04
Erminus wdepnął w herbatę. Dobry omen. Zły omen? Nie był pewien. A może to wcale nie jego omen? Nieważne. Trzeba iść dalej. -Uwaga! Herbata! - syknął. I ostrożnie kontynuował marsz.

Xelacient PW
13 grudnia 2009, 02:51
Lekko kulejąc mnich w ostatnim momencie uniknął wielkiego wdepnięcia ciżmami w kałużę, dzięki ostrzeżeniu.
-Ciekaw jestem kto to posprząta... -Mruknął do siebie.
Jednak niezrażony zrównał się z przytomnym wampirem, chwilę szedł z nim w milczeniu aż w końcu zainicjował rozmowę.

-Korzystając z chwili spokoju. -Tu rozejrzał się zdenerwowany jakby te słowa miały zakłócić ten stan. Jednak niezrażony kontynuował:

-Pragnę ci wyłuszczyć pewną sprawę... Erminusie, Kiedy cię ujrzałem, nie podniosłem larum. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że zamarzył mi się istny "wywiad z wampirem".
Wiesz, zadanie kilku pytań, wymiana poglądów... Szkoda Arlety, ale to nie przywróciłoby jej życia... Do tego dochodzi dziwna pewność, że już się wcześniej spotkaliśmy... -Spauzował na moment, jeśli jednak wampir oczekiwał końca monologu to srodze się zawiódł.

-Ale teraz zamek został zaatakowany, a ja jako członek służby jestem zobowiązany do obrony mieszkańców i gości. Więc składam ci propozycję, ja zapewnię ci wiarygodność, a ty pomożesz mi ocalić kilka żyć, o ile ktoś jeszcze został do uratowania... umowa stoi?

Hobbicus PW
13 grudnia 2009, 18:09
Thordamh stał nieruchomo w miejscu, wyraźnie zaskoczony odpowiedzią Erminusa.

O żesz, kreegańska ku-

Nie dokończył swojej jakże inteligentnej myśli, gdyż dotarły w końcu do niego krzyki dobiegające spod zamku. Trzeba uciekać. Może rzeczywiście wyważanie drzwi nie byłoby dobrym pomysłem?

Nie zastanawiając się zbyt długo krasnolud - cały czas prowadząc nieco już wkurzający Bagaż - podążył za uciekającym wampirem-przewodnikiem.

Qui PW
13 grudnia 2009, 19:40
Nagłe pojawienie się kulejącego człowieka obok niego zaskoczyło wampira. Czy aby dosłownie przed chwilą nie był on na balkonie? Kulejąc, nagle doznał magicznego przyspieszenia i w pełnym biegu wyminął tudzież przeskoczył krasnoluda z kolegą. A potem dopędził Erminusa, który poruszał się w miarę żwawo? Cóż, pewnie kolejna teleportacja. Oby Święte Łasice pożarły ten zamek i wszystkich jego mieszkańców. I tą bandę pod zamkiem też. Oczywiście jak już wampira nie będzie w środku.

Dziwny człowiek na domiar złego zaczął pieprzyć cztery po cztery o jakichś obowiązkach i innych bzdurach. Jakby zupełnie zapomniał o demonach, które mogą być w okolicy. I innych potencjalnych nieprzyjemnościach. Niestety, wyprucie mu flaków narobiłoby jeszcze więcej hałasu.

-Dobra. Tylko zamknij jadaczkę gamoniu zanim coś cię usłyszy - wysyczał, nie zwalniając kroku. Jeśli coś rzeczywiście jest w okolicy, to wampir woli zaskoczyć to coś, niż zostać przez to coś zaskoczonym.

Eniphoenix PW
14 grudnia 2009, 07:08
Krwiopijca cały czas szedł obok krasnoluda, nie odchodząc w inną stronę. Gdy doszli do kałuży herbaty, wyminął ją, przy okazji próbując nie wpakować w nią Thordamha i powiedział:
-Szkoda, że to nie krew... chociaż z drugiej strony wtedy musiałbym jeść z podłogi...

Xelacient PW
14 grudnia 2009, 16:35
-Niech ci będzie. -Odpowiedział Drekar, niezmiernie "uradowany" entuzjazmem wampira.
- I rozumiem twoje zdziwienie, -Dodał, zgodnie z życzeniem wampira ściszając głos.
-Tuż, zaraz po twoim "zniknięciu" zamieniło mnie z tym elfem ciałami.. jest całkiem sprawne...

Dochodząc do wniosku, że jeden punkt obowiązków ma odhaczony, zatrzymał się zwiększając intensywność masowania nóg, a gdy krasnolud się z nim zrównał, zapytał krótko, oczywiście szeptem.

-Potrzebujesz leczenia?

strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel