Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10

Qui PW
4 kwietnia 2009, 14:31
Erminusowi niezupełnie o to chodziło, gdy mówił o prowokowaniu trupodemona. Konkretnie to miał na myśli coś w rodzaju "ej, ty, nawet głupiego krasnala zabić nie umiesz", ale kapłan wyrwał się z czymś takim. Wampir miał dziwne wrażenie, że groźby mogą nie odnieść pożądanego skutku. A nawet skutki wręcz przeciwne. Wyjął więc zza pazuchy zwój z zaklęciem kamienna skóra i rzucił czar na siebie. Trochę mu było szkoda, w końcu niedawno własnoręcznie wydobył ów zwój z przewodu pokarmowego zdechłej kobry, no ale cóż. Najważniejsze to przetrwać, niezależnie od kosztów.

Wampir przez chwilę się zastanawiał, czy nie zacząć drażnić ex-Caralda na własną rękę, ale uznał, że wtedy tamten na pewno się zorientuje, o co im chodzi. Lepiej zaczekać na reakcję na groźby kapłana. I na wszelki wypadek nieco się od niego odsunąć.

Field PW
5 kwietnia 2009, 13:12
- Mmmooożżżeee zzzarrryyyyzzzzyyykkuuujjjęęęę... WWwwww kkkooońńńńcccuuuu zzzgggiinnnnęęęę nnniiieee ttyyylkkkooo jjjaaaa, llleeecczzzz tttaaakkkżżżeee ttteee dddwaaa wwwampppirrryy... - Carald obszczerzył się, ukazując garnitur ostrych zębów. Między twarzami Genoriusa i Erminusa przeleciał jeden z łańcuchów, wbijając się z hukiem w ścianę.
- Ooossstttaaatttnnniaaa szszszaaannnnsssaaa.

Qui PW
5 kwietnia 2009, 14:00
Erminus nie był szczególnie zaskoczony porażką tego pomysłu. Strachem nic nie zdziałają, trzeba gnoja rozzłościć. Tylko jak rozzłościć... to coś? Erminus znał jedynie najprostsze sposoby denerwowania ludzi, nieraz był ich świadkiem i bywały dość skuteczne. Co szkodzi spróbować?

-A może po prostu... luuubisz krasoludy? - rzekł, wstając zza stołu. -No wiesz, luuuuuubisz... - Tutaj należało sugetywnie zamrugać. Wampir nie miał w tym doświadzenia, więc wyglądało to raczej jak jakiś straszliwy tik nerwowy. -Nie zabijesz go, bo zostawiasz go sobie na później, co nicponiu? Nie winię cię, taki ładny, pulchny krasnolud, któżby się oparł? - to powiedziawszy, Erminus z powrotem kucnął za przewróconym stołem.

Field PW
8 kwietnia 2009, 11:47
Carald spojrzał beznamiętnie na Erminusa. Jeden z łańcuchów oplótł jego szyję, a hak zawisł niebezpiecznie przed nosem wampira.
- Bbbbyyyssstrrrryyy... Aaaa jjjaaakkkąąą rrrozzzkkkoooszzz ttttyyy ssssoooobbbbiieee żżżżyyyyczczczyyyszzz?

Łańcuchy mocniej ścisnęły Thordamha. Krasnolud chyba mógł zacząć odmawiać zdrowaśki.

Qui PW
8 kwietnia 2009, 13:48
Erminusowi sytuacja podobała się coraz mniej. Chwycił hak aby możliwie oddalić go od własnej twarzy. Ale mimo wszystko postanowił kontynuować irytowanie demona, gdyż wydało mu się to jedyną szansą na ujście z życiem. Chyba że któryś z jego towarzyszy wreszcie zrobi coś przydatnego. A na razie miał nadzieję, że kamienna skóra ochroni go choć na chwilę.

-Tylko grozić umiesz? Nawet krasnoluda dobić nie umiesz! Do wampirów też się nie dobierasz, a kapłana nawet nie tknąłeś! Tylko chudopachołków umiesz mordować? Taki z ciebie demon jak z harpiej rzyci harfa!

Field PW
12 kwietnia 2009, 20:59
- Mmmaszz rrracccjęęę...

I w tym momencie jeden z haków przebił płuco Eniphoenixowi.

- Lllepieeeej? - zarechotał Carald. - Wwwwybbbieeerzrzrz ssswwwojjjąąą śśśmieeerrććć...

Eniphoenix PW
12 kwietnia 2009, 21:03
-A...a...aa...
Wampir chciał krzyczeć, jednak z przebitym płucem nie mógł tego robić.Ból był ogromny.Miał nadzieję, że jednak krasnolud umrze szybciej.Inaczej...lepiej nie mówić.Byłoby z nim i z resztą krucho.

Qui PW
12 kwietnia 2009, 22:23
-Uuuu, drasnąłeś wampira - zakpił Erminus, udając, że nie widzi, jak tamten się zwija z bólu. - Ciekawe, ile mu zajmie wylizanie się z tego. Pięć minut? Dziesięć?

Cóż, Carald, czy cokolwiek w nim teraz siedziało, najwyraźniej zdawało sobie sprawę z tego, że jak zabije wampira lub krasnoluda, to będzie można je odesłać. Erminus doszedł do wniosku, że słowne prowokacje w niczym tu nie pomogą. Można zaczekać, aż się krasnal wykrwawi, ale gnojki są wytrzymałe. Wampir wiedział z doświadczenia, że jeśli chce się zabić krasnoluda, to trzeba go zabić do końca, bo inaczej taki "ledwo żywy", co zaraz powinien odwalić kitę, za godzinę wstanie i pójdzie do domu. A jakby tak... pomóc Caraldowi? Liczy się ostatni cios, czy całokształt twórczości? Erminus tego oczywiście nie wiedział, ale co mu szkodziło spróbować? Niestety, w arsenale miał jedynie magiczną strzałę, i nawet nie był pewien, czy jest tym w stanie przebić łańcuchy oplatające krasnoluda, a także jego pancerz. Może go nawet nie drasnąć. Po raz kolejny tego dnia pożałował, że nie zna potężniejszych czarów. No ale cóż, gdyby znał potężniejsze czary, to nie znalazłby się w tej sytuacji. Trudno, trzeba korzystać z tego, co się ma i zaryzykować. Bo jak nic nie zrobi, to w końcu ta piekielna małpa go zabije.

-Pozwól, że ci pokażę, jak się morduje krasnoludy. A mam w tym nieco wprawy, o tak - rzekł Erminus. Jedną ręką wciąż trzymał łańcuch, a drugą skierował w stronę leżącego krasnoluda. I rzucił w niego zaklęciem Magiczna Strzała.

Field PW
25 kwietnia 2009, 16:46
Erminus i spółka: Strzała tuż przed ofiarą została odbita przez jeden z łańcuchów i uderzyła w sufit.
- Nnieee uuuczzczcz ooojjjccccaaa dzdzdzdziiieeecccci rrrrooobbbiiiiććć. - prychnął Carald i zaczął się powoli obracać w stronę trupa. Wyglądało na to, że Erminus powoli zaczął osiągać swój zamiar.


f!eldf!eldTak, panowie G i D nie czytają tego akapitu u góry


Garrett i Drekar: Garrett i Drekar zdążyli dobiec do progu, tylko po to, by zobaczyć w ogarniającej komnatę czerwonej poświacie opalizujące rozbryzgi krwi, strzępy ciał u wejścia i pędzące ku nim łańcuchy. Jeden z nich dziabnął elfa. Drekar poczuł ból, i, gdy zerknął na ramię, zobaczył wbity w nie łańcuch. Podniósł wzrok. Przed nimi, tyłem do nich, stał mężczyzna, z tak napiętymi mięśniami, że wyglądał niczym szkielet, na który siłą naciągnięto skórę. To chyba było źródło tego sygnału o nieumarłych. W tle majaczyły dwie postacie, trzeciej można było się tylko domyślać, bo wokół niej szalała burza stali, natomiast w rogu komnaty leżał żelazny kokon, z którego metodycznie sączyła się krew.

Xelacient PW
26 kwietnia 2009, 21:29
Drekar po drodze zaczął powątpiewać w to, że wróg specjalnie ustawi się tak, aby mógł go "zaskoczyć", ale gdy ujrzał trupy i tak wykonał manewr.
Nawet mu się to opłaciło, bo dzięki przewrotowi i machnięciu kijem część łańcuchów uniknął, a część zbił z kursu, dzięki czemu trafił go tylko jeden.

-No dobra dwa trupy... są,, ciężko ranny i ten w nieco lepszym stanie... chyba to tych dwóch... ktoś całkiem silny i dwaj ożywieńcy... ten sztywniak przede mną to pewnie jeden z nich. -Pomyślał Drekar chwilowo ignorując ból.

Drekar przeżył już tyle niebezpieczeństw, że wiedział kiedy można stać i analizować wydarzenia, a kiedy ucie... działać. To była jedna z nich.

Przytrzymał kij lewą ręką i zaciskając zęby powoli wyciągnął łańcuch z ramienia po czym odrzucił go od siebie. Widząc, że nieumarły stoi do niego tyłem, przerzucając kij do prawej dłoni zrobił pół kroku do tyłu i wziął rozpęd (o ile można się rozpędzić unikając i odbijając latające łańcuchy), po czym odbijając się lewą nogą spróbuje prawą piętą trafić go miedzy łopatki.
Opadając na lewą stopę nieco się wycofa,
po czym wyprowadzi od dołu cios kijem (jak da radę to trzymając oburącz) skierowany w nogi.

Quba Drake PW
6 maja 2009, 15:57
Garrett szybko zorientował się w sytuacji. Co trzeba było robić? Działać i to szybko... Czy zyskali element zaskoczenia... Któż to wie? Kiedy elf zobaczył co się stało Drekarowi zląkł się trochę, na szczęście miał broń... Pochodnia... Do tego paliła się - jeszcze lepiej. Garrett instynktownie podążył za Drekarem by zadać drugi po człowieku cios... Chciał zdzielić mężczyznę w głowę, zaraz po tym jak Drekar wykona uderzenie. Elf cały czas miał na uwadze to co dzieje się obok niego... Gotów był odskoczyć jeśli jakiś łańcuch lub inny przedmiot będzie chciał mu się wbić w ciało.

Hobbicus PW
9 czerwca 2009, 18:36
Światło.

Chmury.

Złote bramy.

A za bramami wszyscy ci, którzy zginęli w boju z rąk silniejszego przeciwnika. Ci, którzy zabili miliony, i którzy umierali w chwale.
Wśród nich - brat. Vardymh. Od zawsze Thordamh chciał być taki jak jego starszy brat - walczyć za lud i zginąć chwalebnie.

Nasz jakże dzielny krasnolud podszedł do bramy, przekręcił klucz...

...i się zdziwił, bo właściwie nie przekręcił.

- Co do...?! - Thordamh nie krył poirytowania. Taka chwalebna chwila zepsuta przez głupi klucz w zamku. Ci z zaświatów mogliby czasem zreperować te kłódki!

Nagle brama zaczęła się oddalać.
- NIE! - wrzasnął krasnolud i zaczął biec w jej stronę. Biegł coraz szybciej, a zarazem się oddalał coraz szybciej.
Usłyszał głos brata:
- Nie jesteś godzien, aby żyć razem z nami... Wracaj, skąd przybyłeś, i zrób coś więcej, braciszku...
Biegł coraz szybciej, coraz szybciej...

...i się obudził.
Rozejrzał się i...

- Na płonące elfy!!! A wy go jeszcze nie dobiliście?!

Znowu próbował się wyrwać. Tym razem rozpierała go energia - wizja, której doświadczył, skłoniła go do większego działania - przecież chce być taki sam jak brat! A dotychczas nie zrobił nic...

Field PW
10 czerwca 2009, 17:39
Drekar zdążył tylko podbiec. W momencie, gdy uniósł nogę, łańcuchy okręciły ją i pociągnęły w lewo, miotając nim o ścianę.
Zwalił się z bólem w plecach. Kiedy się rozejrzał, dojrzał kij koło trupa. Ten odwrócił się pogardliwie i wysyczał coś do sparaliżowanego strachem Garretta.

No i problem.
W tym momencie Thordamh otworzył oczy i zaczął napierać resztką sił na łańcuchy, żeby choć trochę poluzowały.

Wyglądało na to, że demon zaczął się zastanawiać, co robić. Zamknął oczy. Zapadła cisza.

Eniphoenix PW
10 czerwca 2009, 17:45
Niech to... muszę spróbować coś zrobić - myślał wampir - niewiele mogę uczynić z wnętrza tego metalowego kokonu... muszę się stąd wydostać!

Eniphoenix rozbudził w sobie resztę sił i zaczął ciągnąć za łańcuchy i napierać na nie, by w końcu go wypuściły.

Xelacient PW
11 czerwca 2009, 14:58
Jego kij, najcenniejsza rzecz jaką miał, no może oprócz księgi której używał jako pamiętnika... będącej w posiadaniu Garreta.

Wziął głęboki oddech, aby stłumić emocje. Kontemplując ból i
rozmasowując sobie nogę przybrał postawę półklęczącą. Dobrą do robienie uników.

Po czym zaczął analizować aktualną sytuację zaczynając od pytania "Gdzie ja popełniłem błąd?"

Jeśli chodzi o niszczenie nieumarłych Drekar miał typowe poglądy. Jeśli są "bezdusznym przedłużeniem woli swego twórcy" lub "duszami uwiezionymi w powłokach cielesnych" to wszelka ich eksterminacja nie budzi moralnych rozterek.
Problem jest gdy ma się do czynienia z całkiem świadomymi liszami i wampirami, którym odpowiada ich obecny stan. Chociaż prawdę mówiąc w spotkaniach z przedstawicielami wyżej wymienionych nacji problemem stawał się nie moralny osąd przerwanie jego egzystencji, tylko wybranie najlepszej drogi ucieczki.

Tak więc oba powody: Awans "ożywieńca-którego-można-tłuc" na "Kogoś-Całkiem-Silnego-Który-Chyba-Ma-Świadomość" oraz niezaprzeczalny fakt, że jak nie dali temu czemuś rady z zaskoczenia to w normalnej walce tym bardziej im się nie uda.
Skłoniły mnicha do... negocjacji, ta cisza była bardzo zachęcająca.

Gdy skupił swoją uwagę na "Panu Łańcuchów", doznał olśnienia.

-Zaraz! Czy przypadkiem z tym człowiekiem nie podpisywałem umowę o pracę! Co on ze sobą zrobił!

Nie mogąc się nadziwić jak czasami ciężko poznać ludzi przybrał pozycję nieco bardziej wyprostowaną i opierając się o ścianę rzekł:

-Carald, wiem, że praca notariusza jest ciężka i niewdzięczna, ale to nie powód, by urządzać strajk przy okazji zabijając dwoje... istot.
Na dodatek doprowadziłeś się do wybitnie nietypowego stanu. Niech zgadnę wykorzystałeś swoją wiedzę z zakresu nekromancji? A może Demonologii?

Tu na chwilę zamilkł przypomniawszy sobie podania o kapłanach z jego sekty, którzy podobno z łańcuchami potrafili wyczyniać podobne cuda. Jednak niezrażony ciągnął dalej:

-W każdym bądź razie za coś takiego i to jeszcze w dniu balu możesz naprawdę źle skończyć. Ale mam propozycję, na sali balowej stało się coś niedobrego, jeśli pomożesz nam ocalić istoty tam zgromadzone, to nikt nie powinien zwrócić (tu potoczył ręką po pomieszczeniu) na tutejszy... syf.
Chyba, że walki na górze też są twoją sprawką. -Dodał niepewnie.

Nieznacznie się skrzywił, domyślając się, że zbytnio przekonywująca nie wypadł, ale jakoś urodzonym negocjatorem to on nie był. Zresztą wciąż był nieco zdezorientowany.

Quba Drake PW
12 czerwca 2009, 17:17
Garrett początkowo był w szoku. Nigdy nie czuł czegoś podobnego... strachu... Zacisnął dłonie na pochodni, tak iż będzie odczuwać ból, który pomorze mu pozbyć się strachu. Nie miał zamiaru stać jak słup soli i patrzeć jak to coś śmieje się z niego.
Nagle elf poczuł coś dziwnego. W pomieszczeniu dało się wyczuć znajomą aure... Czyżby jakiś demon? Garrett dobrze wiedział co się wtedy dzieje. Jego serce zaczęło bić szybciej, źrenice zaczęły się rozszerzać. Wszystkie mięśnie napięły się, a żyły stały się teraz widoczne.

***
Znowu ciemność, a wszystko jakby działo się w innym świecie i zdawało się, że trwa to kilka minut, godzin, lat choć w rzeczywistości mniej niż kilka sekund.
- Garrett... Teraz moja kolej więc bądź łaskaw i daj mi się wyszaleć.
- Nie! Jeszcze nie... To moje ciało i ja mam władze nie Ty! - Demon nic nie odpowiedział, tylko rzucił się w kierunku elfa. Dobrze wiedział co zrobić, żeby przejąć władzę, nad ciałem Garretta. Shadet był bowiem bardzo starym demonem. Zanim jednak zdołał dotrzeć do elfa ten rzucił ognisty pocisk.
- Więc magią się bawisz?! - Shadet posłał w kierunku Garretta strumień energetyczny podobny do piorunów. To wystarczyło, żeby elf dał za wygraną. Atak był przeżerająco silny. Jednak nim Garrett się poddał zdołał powiedzieć:
- Obiecaj, że jeśli ten demon zniknie, ja znów przejmę władzę - I nie rób nic nikomu... A przynajmniej nie Drekarowi.
- No dobrze... Postaram się - wydusił niechęcią Shadet.

***

Ciemność znikła, nie wiadomo jak, ale elf leżał na kolanach. Shadet podniósł się, na jego twarzy widniał uśmiech szaleńca, a jego oczy... Jego oczy były teraz białe... Bez źrenic, same białka.
- Coś mówiłeś? - Zapytał się tego... tego... Gościa który coś do niego mamrotał w języku demonów.

__________________________________________________________________________________

TRANSFORMATION! f!eld może być ? :P

f!eldf!eldA jak najbardziej, ale jeśli kiepsko będziesz grał psychopatę, to przejmuję kontrolę :P

Field PW
14 czerwca 2009, 18:50
Carald odwrócił się szybko w kierunku elfa. Wyglądało na to, że dał sobie spokój na chwilę z pozostałymi osobami w pokoju i skupił się tylko na elfie.
Wszystkie łańcuchy upadły momentalnie na ziemię.

Wrzasnął, wyjątkowo nie przeciągając głosek:
-TYYYYYYY!!!

I w tym momencie Shadet rozciągnął usta w paskudnym uśmiechu.
- JA. Cześć, Tempere. Kopę lat, co?

Łańcuchy uniosły się i wystrzeliły co do jednego w kierunku elfa. Na szczęście demon miał na tyle refleksu, że przesunął się spokojnie w lewo i w murze powstała wielka wyrwa. Carald warknął.

Eniphoenix PW
14 czerwca 2009, 19:05
Wampir cieszył się z tego, że w końcu został wyswobodzony z łańcuchów. W końcu zobaczył, co dzieje się w pomieszczeniu. Erminus i Genorius stoją i nic nie robią. Thordamh leży, oswobodzony, pewnie z tego samego powodu, co i on. Do tego są tu jakiś człowiek z kijem i elf, który ma nieco demoniczny głos. Eniphoenix zdecydował, że na razie nie będzie się mieszał do całej sprawy. Nadal utrzymywał się na nogach, więc postanowił cofnąć się pod ścianę. Gdy to zrobił zaczął się koncentrować, ignorując ból. Postanowił, że jeśli sytuacja będzie beznadziejna, będzie gotowy, by użyć jednego z najpotężniejszych zaklęć, jakie zna. Jeśli cokolwiek z jego arsenału było w stanie powstrzymać rozwścieczonego demona, to tylko to.

Hobbicus PW
15 czerwca 2009, 17:51
"Tak, dzięki mojemu sprytowi i mojej sile udało mi się wyswobodzić z łańcuchów! Pewnie się mnie przestraszył i postanowił powalczyć z elfem... lub czymkolwiek, co jest w jego skórze."

To myśląc, Thordamh wstał, podniósł maczugę, która mu wypadła z rąk, gdy spadał z łańcuchów, a następnie zajął pozycję obronną. Ta sytuacja jest nieco zbyt niebezpieczna. Jakby co, to walnie Caralda od tyłu w plecy. Może to coś da...

Quba Drake PW
16 czerwca 2009, 08:17
Shadet pokręcił głową:
- Coś Ci to nie bardzo idzie. - Zaśmiał się szyderczo, lecz wkrótce spostrzegł, że nie ma żadnej innej broni oprócz tej głupiej pochodni. Jednak w głowie demona oprócz głosu Garretta, którego demon ignorował powstał plan. Zaczął się rozglądać za jakimś materiałem, zasłonką, gobelinem lub czymkolwiek.
Zadowolony z swego jakże niecnego planu oblizał wargę, a na jego twarzy powstał jeszcze większy uśmiech.

Jednak nim demon znajdzie materiał, cały czas miał się na baczności.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna III: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel