Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 5 - 6 - 7

Alamar PW
24 października 2009, 11:53
- Dlaczego? Przecież na sali byliśmy bezpieczni. Wszyscy Ci strażnicy i nawet Lora we własnej osobie - nie widzę powodu, by opuszczać przyjęcie. A tak właściwie to nic nie widzę. Mógłby mnie ktoś zaprowadzić do mojej komnaty, skoro już wyszliśmy na chwilę z przyjęcia? Gdzieś tam doradcy Lori zostawili wywar na mój wzrok... Poza tym muszę się przebrać, bo Lora nie będzie zadowolona, jeśli zniszczę tę sukienkę. Chyba jej nie uszkodziłam tą całą szamotaniną z posągiem i bieganiem, prawda? Dziewczynki, chyba też wolicie gdzieś usiąść zamiast tak biegać z miejsca na miejsce?
No to co, idziemy? Komnata powinna być w lewo... nie w prawo... a może piętro wyżej? Pani Roso, chyba powinna pani wiedzieć, gdzie mnie umieszczono? A jak nie, to zawsze możemy zapytać się po drodze straży lub służby...

Field PW
8 listopada 2009, 13:35
- Wreszcie - odetchnął z ulgą Thorold. Ich oczom ukazał się korytarz wyjęty jakby z innego świata - cisza, spokój, gdzieniegdzie kandelabry jasno świeciły, rozjaśniając trochę tonące w mroku gobeliny przedstawiające najrozmaitsze sceny rodzajowe.

Rosa popatrzyła na Lan jak na wariatkę, po czym wyrzuciła szybko z siebie: zachodnie skrzydło, pierwsze piętro przy wieży.

- A gdzie teraz jesteśmy? - zapytał Manfred.
- W korytarzu dla służby najprawdopodobniej - odpowiedziała nagle zbudzona Avelin. - Przynajmniej tam nas ciągnęła Sirrina.
- To jedno z tych bocznych wschodnich wejść - stwierdził Thorold. - Mamy, z tego, co kojarzę, do wyboru dwie możliwości: albo idziemy trochę na około, albo wracamy do sali balowej i uciekamy głównym wejściem.
Manfred obejrzał się za siebie. Całun na Loretcie się krystalizował... i chyba dobrze zrobił, bo kanonada pocisków zaczęła rozbijać okna. Loretta w odpowiedzi zaczęła splatać nowy wzór - tym razem przypominało to brązowozieloną pajęczynę. De Bois-Fresnes skrzywił się i odpowiedział:
- Są jeszcze przejścia w wieżach.
- Zamknijcie to! - krzyknęła jedna z dziewczynek. - ZAMKNIJCIE!
Druga natomiast, wykazując żelazną konsekwencję, popłakała się. Ślepa Lan próbowała pogłaskać dziewczynkę po główce, jednak stwierdziła, że coś jest nie tak. Nie pamiętała, żeby dziewczynki miały tak duże główki, i to w dodatku w czepcach.
De facto, ku zdziwieniu Altariona, głaskała elfa po podbrzuszu, mamrocząc jakieś słowa pocieszenia.
Sirrina chciała się natomiast przede wszystkim wydostać stąd, podobnie zresztą chyba jak Jack.

- Stoimy w tym korytarzu jak kury na grzędzie - burknął Thorold. - No to gdzie w końcu idziemy?

EDIT 2: W tym momencie wszyscy usłyszeli jakiś dziwny wrzask:
- Chwila, dzieci, poczekajcie na mnie!
Za nimi truchtała dzielnie jakaś nobliwa starsza dama o lasce z wysztywnionym lokajem, czerwonym na twarzy z wysiłku. Służący był typowym, niczym nie wyróżniającym się młodzieńcem na usługi, o pociągłej, zmanierowanej twarzy zadręczanego na śmierć panicza. Babcia natomiast, ubrana w stertę krynolin, całkiem nieźle się trzymała. O ile można było to wywnioskować z jej batystowej, okręconej koronkami na wszystkie możliwe strony, sukni koloru ciemnego burgunda. Oprócz tego w oczy rzucał się jej pokaźny czepek z błyszczącym rubinem we wpiętej broszy. Wielkości przerośniętego gnoma, zmierzyła grupę wzrokiem i wpakowała się między Vara a Rosę ze słowami:
- No co? Moi drodzy, stać tam nie będę, życie mi jeszcze miłe, a wy najwyraźniej wiecie, jak stąd się wydostać. Tu zdecydowanie nie jest bezpiecznie. No, Horacy, rusz się, zapomniałeś języka w gębie, czy swojego kija w tyłku? - warknęła - Bezsens totalny, w ogóle nie można liczyć na dzisiejszą służbę.
Bliźniaczki popatrzyły na nią z wyraźnym zaskoczeniem.
- Ty, nie maż się. A ty - co się gapisz? Matka cię nie uczyła dobrych manier? Rozpasane bachory. No, idziemy!

EDIT: A tyle widzicie (oczywiście jesteście w drzwiach do tego dłuższego korytarza, po prawej.


Nivelus PW
8 listopada 2009, 15:35
Przestancie gadac tylko cos zrobcie! Boze...Co za pajace! Ten bal jest gorszy niz myslalem, a teraz wybaczcie ale ja stad uciekam-powiedzial Jack

I skierowal sie w strone drzwi.

Altair PW
8 listopada 2009, 18:49
Altarion nie od razu dostrzegł dziwne zachowanie Lan, gdyż wszystkie kieszenie wypełnione miał po brzegi kawałkami marmuru po gargulcu. Gdy to zauważył zamienił się miejscami z jedną z dziewczynek (Tą krzyczącą "Zamknijcie to!"). Słowa nobliwej starszej damy napełniły go nadzieją.

Może w końcu wejdziemy do jakieś zwykłej komnaty gdzie będę mógł spokojnie zbadać właściwości tych kawałków gargulca - powiedział na głos po czym dodał:

i.. przywróć Lan wzrok.

dambibi PW
8 listopada 2009, 21:14
Sirrina ochłonąwszy wzięła głęboki wdech i zaczęła rozmyślać:

"O ile się nie mylę to wyjście powinno być na tym dużym korytarzu.... Nie pamiętam w którą dokładnie stronę, ale zaryzykuję że w prawą."
-Tak to na pewno tu. -Wymamrotała pod nosem.

Przypomniała sobie jak w młodości biegała po całym zamku.Nie raz uciekała tamtym wyjściem.

W tym momencie usłyszała "- Chwila, dzieci, poczekajcie na mnie!".I zobaczyła podstarzałą babcię i jej służącego.Nie opóźniając już rzekła :

- Chodźmy, zanim przyjdzie kolejna osoba na przyczepkę!Tym dużym korytarzem i na prawo.

Nie tracąc więcej czasu Sirrina zaczęła iść w opisanym przez siebie kierunku.

Alamar PW
11 listopada 2009, 14:06
Lan starała się uspokoić dziewczynkę, kładąc rękę na jej głowie.
- Cii... spokojnie, nic ci nie będzie... powiedziała i zsunęła rękę niżej natrafiając na coś twardego i ciepłego. Zdziwiona ścisnęła to mocniej i pociągnęła do siebie, gdy usłyszała zdziwiony mruk Altariona. Trzymała w ręce dziwną bryłę, chyba jakiś kamień sądząc po wyczutym kształcie. Nagle głaskane ciało "odskoczyło", a na jego miejsce "wskoczyło" inne, tym razem chyba właściwe - dziewczynki.
- Cii... spokojnie, nic ci nie będzie... - powtórzyła jeszcze raz, głaszcząc mała po głowie... wciąż trzymając ten dziwny przedmiot w ręce, którą "uspokajała" małą "podopieczną".

- Stoimy w tym korytarzu jak kury na grzędzie. No to gdzie w końcu idziemy? - usłyszała męski głos.

Zanim zdążyła się odezwać, dobiegł ją kobiecy głos, chyba Sirrny:

- O ile się nie mylę to wyjście powinno być na tym dużym korytarzu.... Nie pamiętam w którą dokładnie stronę, ale zaryzykuję że w prawą... Chodźmy, zanim przyjdzie kolejna osoba na przyczepkę!Tym dużym korytarzem i na prawo.

-Nie, najpierw... - nie zdążyła dokończyć, gdy przerwał jej jakiś okropny skrzek:

- Chwila, dzieci, poczekajcie na mnie! - głos wydawał się Lan dziwnie nieprzyjazny i arogancki na dodatek. Tak się na nim skupiła, że przegapiła prawie całe dalsze wywody nowoprzybyłej osoby. DO rzeczywistości wróciły ją dopiero ostanie słowa, najwidoczniej skierowane do dziewczynek:
- A ty - co się gapisz? Matka cię nie uczyła dobrych manier? Rozpasane bachory. No, idziemy!

-Proszę je zostawić w spokoju. Nic pani nie one nie zrobiły, by na nie krzyczeć. I wcale nie są rozpasane. - zaprotestowała z całą stanowczością. - I jeśli jeszcze raz się do nich pani przyczepi, to nie ręczę za siebie.... A teraz chodźmy stąd, muszę założyć odpowiedniejszego.... - po czym zwróciła się do dziewczynki - Chodźmy do mojej izby, tak jak mówiła pani Rosa, pierwsze piętro gdzieś na wschodzie.

Field PW
11 listopada 2009, 17:35
Jack chyba był trochę zbyt znerwicowany, żeby dokładnie oceniać odległość. Przez to walnął głową z hukiem we framugę. Natychmiast wyskoczył mu pokaźny guz, a sam pirat zaczął ciskać przekleństwa. Starsza pani popatrzyła się na niego z irytacją, zdzieliła przez głowę trzymaną w ręce laską i warknęła:
- Jak ty się wyrażasz przy dzieciach?!

Thorold zarechotał. Głos mu natychmiast uwiązł w gardle, gdy tylko zobaczył minę pani, która sugerowała, że on będzie następny w kolejce. Manfred i Avelin wzruszyli ramionami, po czym ruszyli za Sirriną.

Kiser popatrzył się na to wszystko, po czym, ku swojemu zdziwieniu, posadził jedną z dziewczynek na barana i ruszył przed siebie. Var stał, przypatrując się z otwartymi ustami całej scenie.

- A teraz ty. - warknęła do Lan staruszka. - KTO ci dał prawo mi grozić? - po czym ze zręcznością zabójcy zamachnęła się laską przed jej twarzą i dodała:
- Tak, znajdź coś odpowiedniejszego, dziecko. Wyglądasz jak wszetecznica.
Rosa zachichotała.
- Ty też, paniusiu! No, już, kurczaczki, do roboty! Prosto, lewo, potem parę kroków, lewo raz jeszcze... no i dojdziemy.

Starsza pani w tym momencie przypominała skrzyżowanie psychopatki z systemem nawigacji lądowej. Cóż, chodząca mapa mogła się przydać. Lan jednak czuła się tak skołowana, że bezwiednie ruszyła za innymi.

Za jej plecami rozległ się głos:
- HORACY! HERBATA!
Jakoś jej nie zdziwiło, gdy służący szybko coś wyszeptał i w tym momencie usłyszała Altariona:
- No on chyba nie wraca na salę balową? AUUUU! Dobrze, już nie będę, proszę pani!

Nivelus PW
12 listopada 2009, 13:46
Jack wyciagnal miecz i wymierzyl prosto w szyje staruszki, jednak zaraz potem schowal bo zdal sobie sprawe ze jest przy inych ludziach, i zaczal isc droga ktora podazal.

Field PW
12 listopada 2009, 18:06
Jack obudził się.
Tak naprawdę nie schował miecza. Starsza pani trzymała dziarsko w ręce płaz i powiedziała lodowato:
- Spróbuj, kochaniutki, a będziesz miał więcej niż jednego guza.
Po czym puściła, a pirat pognał dalej.

dambibi PW
13 listopada 2009, 16:04
-To jak, Spotkamy się przy wyjściu? - zapytała Sirrina i poszła dalej.


-Tylko szybko, nie powinniśmy się rozdzielać - dodała.

Alamar PW
13 listopada 2009, 22:31
Chodźmy mała - zwróciła się do dziewczynki, która jakimś cudem wciąż trzymała Lan za rękę, ciągnąc ją najwidoczniej w omawianym wcześniej kierunku - Obyśmy dotarli do komnat jak najszybciej.
Po czym wzmocniła głos na tyle, by skrzekliwa kobieta na pewno ją usłyszała, lecz wciąż kierowała swe słowa w stronę dziecka - Słyszałaś może opowieść o pewnej staruszce, która wszystkich obrażała, a najbardziej małe dzieci? Nie? - i nie czekając na odpowiedź z jej ust zaczął wydobywać się potok słów:
A więc na pewnych bagnach żyła sobie stara kobieta, bardzo zrzędliwa i bardzo samotna. Czy wspomniałam, że była też okropnie brzydka? Każdego kto do niej przychodził wyśmiewała, obrzucała obelgami, lżyła mu, a w głębi serca chciała od niego usłyszeć tylko kilka ciepłych słów. Nigdy to się jednak nie przytrafiło - każdy odpowiadał jej tym samym tonem i tymi samymi słowami co ona. I kończył w jej kotle, bo widzisz maleńka, ta staruszka nie lubiła krytyki, ale znała się trochę na czarach i zawsze potrzebowała surowców na swoje eliksiry, które nazwała "kosmetykami", a które miały ją odmładzać. Dziwna nazwa, na dodatek nigdy one nie zadziałały. Aż pewnego dnia, a może to było w nocy...? Dzień... nie, chyba noc... - Lan poczuła silniejsze szarpnięcie za rękę - No dobra, dobra... nie niecierpliw się tak, niech to będzie dzień... tak więc owego dnia do jej drzwi zapukały dwie zagubione siostry... a może to był brat z siostrą...? Auu - znów poczuła szarpnięcie, tym razem mocniejsze - Dobra, to były siostrzyczki, mniej więcej w waszym wieku... A wiec te siostrzyczki, całe przemoczone, chciały się ogrzać w domu tej okropnej staruszki. Z razu owa... "babcia" chciała je obydwie przegonić jak najdalej od swej chaty, lecz jej zmysł magii wyczuł świetny materiał na nowe "kosmetyki". Przybrała więc przyjacielską minę, co wcale nie przyszło jej łatwo, i zaprosiła dziewczynki do środka. Powiedziała im, że zaraz poczęstuje ich ciepłą zupą, tylko rozpali pod kotłem. Starała się być uprzejma, lecz gdy tylko przyglądała się szkrabom, przypomniała jej się własna córka. Och... nie wspominałam, że staruszka miała córkę? Cóż, była ona wykapaną matką... zrzędliwa, złośliwa, nie lubiąca towarzystwa... tak ją sobie staruszka wychowała. Pewnego razu córka wyrzuciła z siebie wszystkie nagromadzone żale do matki, trzasnęła drzwiami i uciekła od niej. Nikt nigdy jej już nie widział. Jej matka tak to przeżyła, że stała się jeszcze bardziej zrzędliwa i złośliwa, a każdy kto jej przypominał choć trochę jej córkę, powodował u niej wybuchy szału. Tak się stało też przy siostrzyczkach. Staruszka szybko się pozbierała i znów przybrała poprzednią pozę spokojnej babci, ale ta krótka chwila wystarczyła, by siostrzyczki zrozumiały, w jakim niebezpieczeństwie się znajdują. Gdy więc staruszka stojąc przy kotle uniosła jego pokrywę, by spróbować, czy wywar jest gotowy na dodanie ostatecznych "składników", dziewczynki podbiegły do niej i wepchnęły ją do środka. Pokrywa była dla niej zbyt ciężka i tak oto złośliwa, stara zrzęda została ugotowana. - mówiąc ostanie słowa Lan skierowała swoją głowę w stronę, z której co jakiś czas podczas jej opowieści nadlatywały zrzędliwe uwagi i uśmiechnęła się niewinnie.
- Co się stało? Dlaczego stanęłyśmy? Przecież... zaraz... ten zapach roślin i olejków jest tak znajomy... zupełnie jak w mojej komnacie... Gdzie jesteśmy?

Altair PW
14 listopada 2009, 02:45
Pomimo "grozy" całej sytuacji (przy czym "groza" skupiała się w osobie starszej pani), Altarion miał doskonały humor. Znacząco oddalali się od "mglistej" sali balowej (o ile manę można uznać za mgłę). Z nieznośnym piratem "Groza" zrobiła już porządek i wszystko wskazywało na to, że następne w kolejności będą "tancerki gwiazd" lub Lan. W dodatku miał dość materiału do swoich "badań". I nie chodziło tu bynajmniej tylko o kawałki nieszczęsnego gargulca.

Field PW
20 listopada 2009, 23:16
Pokój Lan był urządzony dość schludnie - co prawda nie było zbyt ciepło, bo nikt w kominku nie napalił, jednak po zapaleniu świec, ukazało im się niewielkie pomieszczenie z łóżkiem. Na prawo od niego znajdowała się zasłona, oddzielająca część komnaty. Na lewo od łóżka stało parę mebli. Kiser natychmiast zainteresował się biureczkiem, toaletką, doniczką kwiatów, śladem po porożu jelenia naprzeciwko wejścia, które to poroże Lan kazała natychmiast wyrzucić, jak tylko się wprowadziła, i półeczką z kilkoma bibelotami oraz starymi romansami.

To, co jednak najbardziej interesowało samą Lan, znajdowało się koło etażerki, między łóżkiem a kufrem, z którego wysypywały się ubrania. Była to drobna skrzynka z ręcznie wykutym zamkiem. Przynajmniej tyle udało im się wywnioskować z raczej chaotycznych opisów Lan. Po tym, jak cała czternastka weszła do środka, zrobiło się... przytulnie. Właściwie to było niemiłosiernie ciasno, ale jakoś się pomieścili. Dziewczynki wylądowały na łóżku, obok nich siedziała babcia. Nad nimi stał Horacy z herbatą oraz cudem zdobytą tacą ciastek, którymi częstował dziewczynki. Babcia siadając popatrzyła na zakratowane stalowymi arabeskami okno nad łóżkiem, przy czym skrzywiła się, mrucząc coś pod nosem o więziennictwie w wersji luksusowej.

Kiser i Manfred oglądali książki. Ku zdziwieniu Manfreda, a radości Kisera (wreszcie szlachciura pokazał ludzkie odruchy), Lan posiadła kilka naprawdę ciekawych książek. Najbardziej zainteresowała Manfreda potężna monografia autorstwa Sir Grahama Naviga "Przez archipelagi y wyspy Enroth. Omówienie zwyczayów y obyczayów, yako też fauny i flory Zatoki Przemytników, Węgorzowiska, Alamos, Regny, Nighon y Wysp Zmierzchu a takoż Świtu, a także przyczynek do legend o mystycznym Vori".

Reszta, z wyjątkiem Sirriny, która na prośbę Lan zaczęła grzebać w kuferku, rozglądała się bez przekonania, nie wiedząc, co z sobą zrobić. W pewnym momencie Altarion poczuł czyjś wzrok na sobie. Nie wiedział dokładnie, o co chodzi, ale...
...chyba coś siedziało w doniczce. Albo mu już odbijało. Mniejsza z tym, mógł spokojnie przyjrzeć się kawałkom gargulca.

Jack zmarszczył czoło. Nagle poczuł, że o czymś zapomniał. Nie wiedział, o czym, ale było to ważne.

f!eldf!eldAlamar, niech Cię szlag :P

Altair PW
21 listopada 2009, 02:53
Altarion znalazł sobie wygodne miejsce do siedzenia na jednym z mebli. Niestety w sąsiedztwie doniczki, która z jakiegoś powodu, mu się nie podobała.
Trudno... - pomyślał, po czym sięgnął do kieszeni. Na podłogę wysypało się mnóstwo większych i mniejszych kawałków gargulca, więcej niż wydawać by się mogło, można pomieścić w kieszeniach, a na pewno więcej niż teoretycznie mógłby "unieść" elf pokroju Altariona.
Mag zdał sobie wówczas sprawę, że wprawił w zdumienie co najmniej "kilka" osób w pokoju. Udając, że tego nie zauważył, przystąpił do dokładnych oględzin swojej "zdobyczy.". Poczuł przy tym jak wracają mu zdolności rzucania zaklęć. Przyjrzał największemu kawałkowi gargulca.
Niestety był zbyt kanciaty i posiadał spore pękniecie z boku.
Ten do niczego się nie nadaje! - pomyślał i odrzucił w bok.
Kawałek marmuru "przypadkiem" wpadł do doniczki prawie całkowicie ją zatykając i zgniatając znajdujący się w niej "badyl".
Drugi kawałek był nieco mniejszy, ale posiadał piękny owalny kształt.
To może się przydać! - mag wyraźnie się ucieszył.
Następnie kontynuował segregowanie "kamieni".
Ostatecznie wybrał jeszcze dwa okruchy. Jeden prawie idealnie okrągły i drugi swoim kształtem przypinający "ósemkę" lub jak to woli znak nieskończoności.
Teraz przydałby się jakiś sznurek lub łańcuszek. - Altarion spojrzał w stronę zasłony, zwracając szczególną uwagę na "frędzelki" u jej końca.
Niestety za krótkie - pomyślał z zażenowaniem, po czym podszedł w stronę biurka przy który już "buszował" Kiser.

Alamar PW
21 listopada 2009, 20:44
Po szczegółowych wyjaśnieniach (przynajmniej wydawało się jej, że opisała co najważniejsze rzeczy i miejsca u siebie w komnacie w wystarczająco przejrzysty sposób) Lan skierowała się, z pomocą Sirriny, w stronę parawanu i kufra.

- Panienko Sirrano możesz mi pomóc zmienić tę suknię na coś odpowiedniejszego? W kufrze powinna być biała bluza, brązowe spodnie, kamizelka i sandały. I jeśli byłabyś tak miła i pomogła się ubrać... Aha - skierowała głos w stronę łóżka, gdzie chyba znajdowały się pozostałe osoby - Gdzieś tam na szafce powinno być małe pudełko z olejkami, a wśród nich coś na mój wzrok. Uzdrowiciel pani Loretty zostawił też tam jakieś pismo jak je używać, ale nigdy nie było mi ono potrzebne. Szmatka zwilżona kilkoma kroplami z jednego z flakoników i położona na oczy, zawsze mi pomagała. Zresztą tak pokazał mi ten uzdrowiciel. Więc jeśli ktoś mógłby przygotować mi opatrunek w czasie gdy będę się przebierać, byłabym wdzięczna.

W tym czasie Sirrana chyba znalazła co szukała, bo podeszła do Lan, ona zaś zaczęła ostrożnie zdejmować podarunek od Loretty.

dambibi PW
21 listopada 2009, 21:51
Wyciągnąwszy to czego szukała, położyła ubrania, i poszła w stronę szafki na której leży pudełko z kroplami leczniczymi na oczy. Wzięła je ze sobą za parawan dokładnie przeczytała instrukcję, wzięła odpowiednią buteleczkę, namoczyła szmatkę która leżała obok i zgodnie z zaleceniami przyłożyła ją do oczu Lan.
Gdy lek zaczął działać, pomogła Jej zdjąć suknię i zostawiła za parawanem samą by mogła się ubrać.

Poczęstowała się herbatką i postanowiła zajrzeć do toaletki, w poszukiwaniu jakichś ładnych perfum.

Altair PW
25 listopada 2009, 22:26
Altarion słysząc rozmowę Lan i Sirrany postanowił zabrać głos.
- Krople z pewnością pomogą, ale jest to rozwiązanie raczej tymczasowe. - zaczął.

- Moim zdaniem problemy panienki Lan, spowodowane są alergią na magię. Może to skutkować narastającymi problemami ze wzrokiem przy każdym większym skupisku magii. - mag kontynuował swój wywód.

-W takim wypadku najlepszym środkiem zaradczym jest jakiś magiczny artefakt chroniący właściciela przed szkodliwymi skutkami zaklęć. Niestety zwykle dobrej jakości przedmioty o takich właściwościach są rzadkie i niezwykle drogie. Z Moich obserwacji wynika jednak, że kawałki gargulca mają doskonałe własności odbijająco-rozpraszające magiczną energię o czym przekonałem się na własnej skórze. - mag znów tęskno spoglądał w stronę zasłon.

- Niestety im większy kawałek, tym większe skutki uboczne, ale ty Lan nie musisz się tym martwić skoro nie używasz magii. Jeśli dysponujesz jakim niepotrzebnym "sznurkiem" lub "łańcuszkiem" to chętnie wykonam kilka amuletów antymagicznych - Zakończył Altarion.

Field PW
25 listopada 2009, 22:46
f!eldf!eldW interpolacje się nie będę bawił, zatem damy czas Lan na przebranie się :P


Altarion spojrzał przez ramię idąc do biurka. Coś mu nie dawało spokoju w tych kwiatkach. Wyglądało na to, że problem był wzajemny, bo kwiaty chyba swoje główki przekręciły w jego stronę.

Tymczasem Kiser i Manfred wertowali księgę. Właściwie nie byłoby tam nic specjalnego, gdyby nie zakładka, przedstawiająca damę z jednorożcem. Nagle usłyszeli warknięcie babci:

- Do diabła, młoda! Zasuwaj tę kurtynę, bo wszyscy cię w odbiciu zobaczą! Brzydka może i nie jesteś, ale chyba nie czas na podryw? - po czym staruszka energicznie podreptała do kotary i zaciągnęła ją mocno.

Zanim zdążyli się otrząsnąć, Sirrina wrzasnęła.
Cóż, flakon z perfumami może i był ładny, ale definitywnie wymagał intrukcji obsługi. Czarodziejka prysnęła sobie nimi w twarz.

Alamar PW
26 listopada 2009, 00:30
Lan zawiązała namoczony materiał z tyłu głowy, by opaska z lekarstwem przez dłuższy czas działała na podrażnione oczy. Ta metoda dotąd działała bez zarzutów, więc i tym razem powinna. Następnie próbowała po omacku znaleźć ubrania i je nałożyć, ale choć wiedziała, gdzie powinny się one znajdować, nie potrafiła ich wymacać. Gdy usłyszała głos elfa i jego pytanie, starała sobie przypomnieć, czy coś takiego jest w jej komnacie.
- Nie, chyba nie mam nic takiego... - w końcu wymacała swe ubranie - Chwila! Przecież gdzieś tu jest mój medalion, a właściwie medalion znaleziony wraz ze mną, co wcale nie znaczy, ze musi być mój, ale... - usłyszała czyjejś chrząknięcie sugerujące bez wątpienia, by przeszła do rzeczy - W każdym razie ten medalion ma łańcuszek i powinien wystarczyć paniczowi do tego co chce zrobić.
Zaczęła zakładać bluzkę, choć rękawy nie chciały się włożyć - Tylko nie uszkodź go, bo to jedyny przedmiot, który wedle słów pani Loretty może mi coś przypomnieć o sobie. - bluzka ześlizgnęła się na podłogę, więc Lan pognała za nią, starając się ją tam znaleźć po omacku.

- Do diabła, młoda! Zasuwaj tę kurtynę, bo wszyscy cię w odbiciu zobaczą! Brzydka może i nie jesteś, ale chyba nie czas na podryw? - usłyszała nagle i natychmiast się schowała, cała zarumieniona. Na szczęście podczas "odwrotu" jej noga nastąpiła na zgubę i szybkim ruchem Lan miała bluzę z powrotem w rękach i tym razem bez większych problemów udało jej się założyć pierwszą część nowej garderoby. Szukając spodni i kamizelki ciągnęła dalej:
- Medalion powinien leżeć na szafce koło łóżka... Nie! Wtedy zabrałam go i położyłam na półce z książkami... A potem... chyba na łóżku... Chociaż nie... - wymacała spodnie, kamizelkę i sandały, po czym zabrała dwie pierwsze rzeczy i przewiesiła kamizelkę przez parawan, strącając suknię Loretty i chyba coś z niej wyrzucając, choć tego nie była pewna - ... nie, nie pamiętam gdzie go ostatnio położyłam, ale powinien być gdzieś tu w pokoju...
Starała się przez cały ten czas założyć spodnie, ale ani razu nie udało się jej nawet przełożyć ciała przez nogawki:
-Czy mógłby mi ktoś pomóc?! - zapytała z rezygnacją w głosie. I wtedy usłyszała wrzask Sirriny:
- Co się stało? Wszystko w porządku?

dambibi PW
26 listopada 2009, 13:21
Sirrina przetarła oczy (ze zdziwienia -_-) i usłyszała:
"- Co się stało? Wszystko w porządku?"
-Tak, perfumy miały jakiś wadliwy mechanizm bo prysnęły mi prosto w oczy mimo tego że nie zdążyłam ich nawet nacisnąć. Ale ładnie pachną....

-Może poszukam tego medalionu . -Zaproponowała.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel