Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Alamar PW
28 kwietnia 2009, 20:17
Wprawdzie broni nadal nie miała pod ręką, ale także sytuacja uległa zmianie. Lan pobiegła za dziewczynką w stronę gargulca i chwyciła ją, by odciągnąć z dala od niego:

- Uciekajmy stąd, nim ta poczwara wyplącze się spod pułapki. - i w tej chwili nastąpił huk i obrus się zapadł.

- Chyba nic ci już ten potwór nie zrobi, ciekawe co się z nim stało? No dobra, gdzie wasi rodzice? Zostawili was tutaj same, przecież mogłyście się zgubić, albo nawet zostać poturbowane przez tego potwora?

Rabican PW
18 maja 2009, 03:18
- Bracie! - wykrzyknął Richard, gdy opanował zdumienie na widok bladego młodziana (czyli po jakichś dwóch, trzech dziesiątych sekundy). Rzucił mu się w ramiona i przywitał z całą wylewnością i serdecznością, na jakie potrafił się zdobyć w tej niecodziennej sytuacji. Jest źle, pomyślał, poklepując rudzielca po plecach; z przyzwyczajenia próbował wymacać jakieś miękkie miejsce do wbicia sztyletu, szybko jednak się opamiętał i skarcił w myślach. Nowo przybyły mężczyzna nie wydawał się pierwszym lepszym arystokratą, konieczne było zachowanie maksimum ostrożności.

Kiser gorączkowo przetrząsał pamięć w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby w bodaj niewielkim stopniu rozjaśnić panującą w jego umyśle ciemność - na próżno. Owszem, można było ze sporą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, iż młodzieniec faktycznie był Manfredem, bratem baroneta Richarda de Bois-Fresnes, ale probabilistyka często zawodziła w krainie, w której wilkołaki zwykły nosić czerwone, pionierskie spodenki, a gargulce nieniepokojone przez nikogo odwiedzały sale balowe na lordowskich zamkach. Nie, to by było zbyt oczywiste - gdzieś musiał tkwić haczyk.

Niewykluczone, iż ktoś przypomniał sobie o nagrodzie za głowę niedoszłego Księcia Złodziei i tym kimś był właśnie tajemniczy rudowłosy lub jego mocodawcy. Jhaeri ponownie skarcił się w myślach, tym razem za lekkomyślne obejmowanie tego deus ex machina. Niemniej ryzyko było minimalne - skrytobójca regularnie zażywał antidota na większość popularnych trucizn, a próba morderstwa w inny sposób na oczach Loretty Fleise byłaby samobójstwem. Druidka może zbyt biernie podeszła do problemu gargulca, lecz nie tolerowałaby na swym balu zamachowca.

Szczególny niepokój wywołały u Kisera nietypowe zdolności, którymi dysponował nowo przybyły. Lipny baronet nigdy nie słyszał, by Manfred de Bois-Fresnes był użytkownikiem magii, przeciwnie - arystokratyczne rody Węgorzowiska słynęły z niechęci wobec czarodziejów, podyktowanej latami konfliktów z mieszkańcami Alamos. Aby tak szybko i bez wysiłku przerobić ożywiony marmurowy posąg na stertę żwiru trzeba by być co najmniej arcymagiem... albo twórcą maszkary. Żadna z tych opcji nie wydawała się Richardowi atrakcyjna. Sala balowa nagle wydała mu się przyciasna.

Rozmyślania zajęły mu sporo czasu - na szczęście znał wystarczająco wiele dworskich powitań, by go należycie zapełnić. W chwili, gdy soczyście całował policzki swego "brata", przypomniał sobie o dziwacznie zachowujących się bliźniaczkach, które przypałętały się przed chwilą, i postanowił w wolnej chwili należycie je przesłuchać (uśmiechnął się w myślach - skrzynka z narzędziami tortur, którą chował pod łóżkiem, miała się wreszcie do czegoś przydać). Ach, gdyby tak przesłuchać też tego całego Manfreda... - rozmarzył się, kończąc serię pocałunków uroczym karpikiem.

Altair PW
20 maja 2009, 19:29
Gdy tylko gargulec rozpad się na kawałki, Altariona przestało interesować to co działo wokół. Zaczął w pośpiechu zbierać kawałki marmuru pozostałe po bestii.
Muszę zdążyć przed bliźniaczkami - pomyślał. Obawy te były uzasadnione, szczególnie, że najwyraźniej te, chciały "bawić się" w chowanego z "żywym" do nie tak dawna egzemplarzem.

Aż strach pomyśleć do czego jeszcze mogą być zdolne te dwie "tancerki gwiazd" - Mag kontynuował swoje rozmyślania zauważając przy okazji, że zebrał już prawie wszystkie większe kawałki marmuru. Pozostały "żwirek" i pył nie wyglądał zbyt zachęcająco.
Altairion rozejrzał czy aby niczego nie przeoczył. Jego wzrok na chwilę zatrzymał na ubranym na czarno jegomościu i zdecydowanie podejrzenie zachowującym się Richardem.

Hmm... - Mag przypomniał sobie nagłe "wejście" nieznajomego.

Te jarmarczne sztuczki jakoś nigdy nie robiły na mnie wrażenia - pomyślał.

Z rozmyślań wyrwał go głos bliźniaczek, które coraz głośniej zaczęły się o coś spierać. Spojrzał w tamtą stronę i dostrzegł "nieobecną" jak zwykle Lan, stojącą na "pięknym" owalnym kawałku gargulca, który "tancerkom" najwyraźniej także się spodobał.

O nie! Zostawcie! To nie jest wasze! - Krzyknął Altarion, starając się jak najszybciej przejąć znalezisko.

dambibi PW
27 maja 2009, 14:54
Sirrina znów podniosła się i ogarnęła, po czym postanowiła zagłębić się w problem dziewczynek (a właściwie tylko jednej z nich):

-Gdzie jest problem? Gdzie Lan ma was zaprowadzić? - zaczęła ciekawsko wypytywać.


------------------------------

PS:w domu nadal niemam neta.

Alamar PW
27 maja 2009, 21:32
Lan stanęła między magiem a dziewczynką, zmrużyła oczy w mała szparki i przyjęła kamienną twarz, po czym nadała swemu głosowy surowy ton:

Zostaw je w spokoju! Te okruchy nie są także twoje! Biednemu dziecku będziesz zabierał zabawki? Co z ciebie za istota? Niech się pobawią, nic się im nie stanie.

...zaś w myślach dodała: Może przez ten czas znajdą się ich rodzice?

Field PW
10 czerwca 2009, 17:52
Dziewczynka trzymająca w ręku kawałek kamienia popatrzyła się tak poważnie na Altariona, jakby go egzaminowała. Po czym dała mu spokojnie, bez żadnych emocji to, o co prosił, schodząc jednocześnie z drugiego odłamka. Nie patrząc na Lan, powiedziała do Sirriny:
- Mama chyba nie żyje.
Druga skwapliwie pokiwała głową. Histeria jej już przeszła, teraz była wyraźnie zafascynowana Lan.
- Chodź z nami. Stąd. Tu nie możesz być.
Druga dodała:
- Tak, weź wszystko.

Karpik zakończył się dla Kisera dość niespodziewanie. Manfred zbliżył usta do jego ucha i wyszeptał:
- Cześć. Mogę cię zjeść? - po czym dodał - Pamiętasz Rzeźnika?
Po czym odwrócił się od skołowaciałego Kisera, który próbował skojarzyć, o jakiego rzeźnika chodzi. Popatrzył na zgromadzone wokół towarzystwo i podszedł do dziewczynki od kamieni.
- Hej, mała. Dokąd chcesz nas zaprowadzić? - przy czym uśmiechnął się jeszcze w kierunku Altariona równie szczerze, co kaznodzieja do swoich owieczek.
Dziewczynka popatrzyła na niego bez słowa. Druga natychmiast przestała zwracać na niego uwagę i zaczęła szarpać Lan za rękaw ze słowami:
- Pokaż papierek, ja chcę papierek, papierek cukierków...

Rabican PW
10 czerwca 2009, 19:24
Richard nie przestawał robić dobrej miny do złej gry, niemniej jego niepokój wzrastał wraz z upływem czasu. Coś - prawdopodobnie intuicja - podpowiadało mu, że sala balowa mogła okazać się miejscem znacznie mniej bezpiecznym niż wskazywałby rozsądek. Słowa rudawego młodzieńca nie wróżyły niczego dobrego: w najlepszym razie mężczyzna był sodomitą i miał skłonności do sadomaso (a to w gruncie rzeczy mogło być nawet interesujące), w najgorszym Kiser zadarł ongiś z osobą zwaną Rzeźnikiem i teraz komuś zachciało się małej zemsty. Istniała także możliwość, iż łysy z mięsnego we Free Haven dociekł po pięciu latach, kto mu zwinął wędzonkę, jednakże szanse na to były minimalne. Tak czy inaczej, pojawiło się realne zagrożenie, iż Jhaeri nie był już jedynym skrytobójcą na zamku - a ten drugi, co gorsza, był wprawiony w używaniu magii.

Kiedy tajemniczy nieznajomy odwrócił się i podszedł do jednej z bliźniaczek, fałszywy baronet postąpił dwa kroki w tył i skierował się w stronę najbliższego wyjścia. By nie wzbudzać podejrzeń, zapytał mijanego dworzanina o drogę do wychodka. Nie czekając na odpowiedź, przyspieszył, w pamięci powtarzając położenie komnaty nadwornego arcymaga. Korzystając z faktu, iż staruszek drzemał sobie gdzieś w rogu sali balowej, Jhaeri zamierzał pożyczyć jeden bądź dwa z należących do czarodzieja amuletów: wykrywający magię i może jakiś przed nią chroniący. Jeżeli zabójca się nie mylił, drzwi do pracowni powinny być otwarte - Loretta, jak zwykle oszczędna, zatrudniła na stanowisko wiecznie rozkojarzonego sklerotyka, który rzadko pamiętał o przyziemnych sprawach pokroju przekręcenia klucza w zamku. A nawet jeśli nie, od czego są wytrychy?

Alamar PW
11 czerwca 2009, 09:21
- Przykro mi kochanie, ale nie mam żadnych cukierków w papierkach. Może Alfarion ma jakieś? - po czym spojrzała na elfa przed nią, uśmiechając się przyjacielsko. Po czym rozszerzyła oczy i zadała pytanie - A co to są w ogóle cukierki?

Altair PW
11 czerwca 2009, 18:22
Alfarion? Jaki zwowu Alfarion? - surowy ton Lan nie zrobił większego wrażenia na Altarionie.

Zdawać by się mogło, że mag bardziej się przejmował tym, jak przekręciła jego imię. Dręczyły go jednak obawy i wątpliwości.
Czego się obawiał? Już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, że Lan raczej słabo sprawdza się jako niańka "tancerek gwiazd".

Trzeba uważać, aby przez przypadek to mi nie przypadła czasem ta "zaszczytna" funkcja. - pomyślał.

Miał wrażenie, że zapomniał o czymś naprawdę ważnym. Wrażenie to narastało z każdą chwilą. W takich chwilach z przyzwyczajenia używał zawsze zaklęcia magiczne oko. Nie pamiętał do końca dlaczego, ale zawsze go to uspokajało. Tak też uczynił i tym razem. Następnie Altarion spojrzał w stronę nieznajomego.

Im wcale nie chodzi o żadne cukierki... - powiedział do Lan starając się jednocześnie by inni tego niedosłyszeli.

Field PW
29 lipca 2009, 17:45
Magiczne oko było jednym z najprostszych zaklęć, właściwie podstawowym dla wszystkich magów zajmujących się choć trochę magią powietrza. Jak widać, od każdej reguły są wyjątki i... Altarion zobaczył niekoniecznie co chciał. W gruncie rzeczy zapadła ciemność z jarzącą się tylko gdzieś sylwetką. Po chwili oglądania i adaptowania wzroku do nowych warunków praktycznie oślepły mag dostrzegł, że widzi przed sobą Lan jaśniejącą niczym pochodnia w mroku. Mrok sam, na szczęście, zaczął zanikać sukcesywnie, choć wciąż dla Altariona jasność w sali była porównywalna z typowym zmierzchem gdzieś w okolicach Darkmoor.

Coś zdecydowanie poszło nie tak. I tylko pytanie: co właściwie.
Tymczasem płomienna sylwetka gdzieś zaczęła lawirować. Chyba już trochę poirytowane bliźniaczki złapały Lan za ręce i zaczęły ciągnąć w stronę wyjścia. Manfred zerknął bez przekonania w tamtym kierunku i rzucił do Kisera:
- No to co? Mała wycieczka? Zaraz się tu zacznie robić gorąco.
Thorold ze zdziwieniem zapytał:
- Coś wiesz, czego my nie wiemy?
- Powiedzmy, że ten kawał kamienia był zwiadowcą i zaraz się tutaj zacznie niezła zadyma. A my mamy... no... chyba trzeba jakoś schować bezpiecznie dziewczynki przed zagrożeniem, prawda? - Manfred rzucił wzrokiem z kwaśnym uśmiechem w kieruinku bliźniaczek. Jedna z nich spojrzała przeciągle na niego i wróciła do próby przeprowadzenia Lan gdzie indziej.

Sirrina kątem oka dostrzegła jakąś łunę za oknem balkonowym i narastające okrzyki. Wbrew logice tłumu, który koniecznie chciał się dowiedzieć, co się dzieje na zewnątrz tego wieczoru pełnego rozrywek (umiejętność adaptacji do nowej sytuacji i zapomnienia w kilka chwil o tym, że jeszcze niedawno było się w centrum chaosu jest chyba wdrukowaną umiejętnością każdego arystokratycznego rodu), Sirrina poczuła, że lepiej byłoby uciec z miejsca wypadku.

W tym samym momencie Var poczuł swego rodzaju kopnięcie w głowę od swojego starego znajomego. Won! Nie masz tutaj nic do roboty. A te dziewczynki... smakowite... smakowite sekrety... jakie mogą... jakie mają...

Dziewczynki spojrzały na zdezorientowaną Lan:
- Nie ociągaj się.
- Papierek?
- Pan ma problemy. Pomóż mu.
- Tak! Pomogę panu z problemami! - po czym ta mniej zorientowana podbiegła do Altariona i złapała go za rękę, ciągnąc w kierunku Lan. Elf wciąż miał problemy z rozróżnieniem konturów, jednak to, że go prowadzono w kierunku światła, wyglądało obiecująco...

Nivelus PW
30 lipca 2009, 12:16
Dla Jacka, to nie byll bal, to byla kraina wariatow, to tez stwierdzil ze lepiej bedzie sie stad wyniesc, a jak ktos sie zapyta czemu idzie...to hmm...Powiem mu ze nie dobrze sie czuje czy cos...powiedzial JAck sam do siebie i zaczal kierowac sie w strone drzwi.

dambibi PW
30 lipca 2009, 12:43
Najpierw ten gargulec, teraz jeszcze jakieś krzyki na zewnątrz.Lepiej z tąd zwiewać.

Sirrina zaczęła oddalać się od balkonu, przeciskając się przez tłum ludzi
zbliżyła się do Lan okupowaną przez dziewczynki i próbowała ją ocucić.

Jednocześnie zawołała też resztę osobistości które miały okazję walczyć z gargoliną.
-Panowie.Proponuję ucieczkę tylnym wyjściem dla służby.

Field PW
11 października 2009, 16:44
W tym momencie coś za balkonem eksplodowało. Bohaterowie jak jeden mąż odwrócili się i ujrzeli już wyraźne światło. Z ziemi tryskały flary ognia prosto w gwieździstą noc. Odgłosy wybuchów mieszały się z okrzykami takimi jak "Śmierć uzurpatorce!", "Baa!" i innymi.

W orkiestrę coś wstąpiło i zaczęła wygrywać szaleńczą melodię. Wbrew pozorom jednak nie zagrzewała ona do walki.

Manfred zerknął z niepokojem w kierunku balkonu, po czym chwycił Kisera za rękę, pociągnął we wskazanym przez Sirrinę kierunku z wrzaskiem:
- W NOGI!!!

Jedna z bliźniaczek przystanęła i jęknęła:
- A papierek?
Na to Thorold chwycił ją w ramiona i rzucił:
- Nieważne. Uciekamy.
Dziewczynka natychmiast popłakała się. Jej siostra chwyciła Altariona za rękę, nie puszczając wciąż Lan i krzyknęła:
- Chodźmy!

W tym momencie Rosa udała, że mdleje i upadła na Vara. Jego gość prychnął w tym momencie: Świetny moment. Zabieraj ją i lecimy.

Cała sala balowa się zakotłowała. Część szlachty biegła w stronę głównych drzwi, część zaś, dowodzona przez Lorettę, w ścisku tłoczyła się przy balkonie, ciekawa nowych fajerwerków. Loretta zaczęła coś splatać. Wiązka energii była tak gęsta, że przykrywała gości zgromadzonych wokół niej niczym jedwabny całun.

dambibi PW
12 października 2009, 22:37
W jednej chwili sala balowa stała się polem walki, tłok jaki ją wypełnił był nie do opisania.Ognista łuna ognia spotęgowała już dość strach Sirriny . "Baa!" To wystarczyło, wszystko stało się jasne. To kapłani Baa zaatakowali Zamek. Postanowiła że niema co ryzykować i zaczęła podążać w wyznaczonym przed siebie kierunku.

Raz jeszcze krzyknęła do towarzyszy: "Ruszać się, jeśli chcecie przeżyć ! Wyznawcy Baa to nie pojedynczy bazyliszek. Wiejmy stąd póki mamy szansę się uratować ! " - Wykrzyczała dziewczyna .

W tym momencie czarodziejka zaczęła biec, nie myślała o niczym innym, jak tylko o tym by wydostać się z zatłoczonej sali.

Altair PW
12 października 2009, 23:26
Sporo czasu upłynęło zanim Altarion zebrał swoje myśli "do kupy", jednak znacznie więcej go minęło zanim zaczął cokolwiek widzieć.

Zaraz co się właściwie stało? - próbował myśleć. Poczuł silny ból w okolicach skroni.

Najwyraźniej coś poszło nie tak jak chciałem. - ból znów o sobie przypomniał.

Pytanie tylko dlaczego... - mag ujrzał jaśniejącą postać Lan.

Zaraz... był chyba o tym jakiś fragment w "rozprawie o artefaktach", ale... sytuacja taka jest możliwa tylko w wypadku gdy... - Altarion zaczął powoli odzyskiwać wzrok. Ból powoli ustępował.

...ale to jest niemożliwe! Nawet gdyby uznać, że wszystkie elementy są zgodne całość wymagałaby jeszcze... - kontynuował rozmyślania.

Chociaż mag prawie "normalnie" już widział zdawało się, iż nie zauważa tego co się wokół niego dzieje. Nie zorientował się nawet gdy jedna z "tancerek gwiazd" chwyciła go za rękę.

Alamar PW
14 października 2009, 22:01
Lan spojrzała prosto bezpośrednio w stronę eksplozji i jaskrawego światła... co nie było najlepszym pomysłem, zważywszy na jej wzrok. Zamiast balkonu, sali balowej i gości widziała tylko wielką biała plamę. Poczuła też, że ktoś chwyta ją za rękę, każe iść i ciągnie przed siebie.
Ruszyła więc szybkim krokiem, niemal biegiem przed siebie... tylko po to, by się potknąć o grudy kamienia i omal nie zaliczyć bliskiego kontaktu z parkietem.
Na szczęście ktoś trzymał ją za rękę, więc tylko obróciła się wokół osi i zaczęła lecieć w stronę jakiegoś niewyraźnego konturu, który najwidoczniej znajdował się po drugiej stronie osoby, która wciąż kurczowo trzymała się Lan.

Field PW
15 października 2009, 09:30
Var zakręcił się, złapał Rosę wpół i ruszył przed siebie, za Sirriną. Coś mu mówiło, że akurat Rosa wcale tu nie jest potrzebna, ale skoro już się napatoczyła, to coś jednak z jej towarzystwa będzie.

Kiser w tym momencie szybko przekalkulował swoje szanse. Z jednej strony dziwnie serdeczny brat, z drugiej - rozwścieczony tłum pod balkonem. Sprawa była jasna -wynosimy się czym prędzej.

W naturze istnieje jakieś dziwne poczucie równowagi. Kiedy Altarion zaczął odzyskiwać wzrok, Lan wymagała przewodnika. W międzyczasie elfa tknęło. Jedno słowo: konwergencja. Zaraz potem pojawiło się drugie: sprzężenie.
Teraz było jeszcze pytanie, o co chodzi. Jednak za specjalnie nie było czasu, bo poczuł szarpnięcie, przeskoczył nad zwałami gruzu i ruszył wraz z dziewczynką i Lan, która potykała się o własne nogi.

Jack pomknął czym prędzej w kierunku drużyny. Kiedy zobaczył, że zbierają się w kierunku wyjścia, chwycił Avelin pod rękę i podążył za nimi. Thorold już był przy drzwiach, siłując się z klamką.

A Loretta? Dalej splatała zaklęcie. Teraz ten biały całun pokrywał całkowicie grupę, ciągnął się od głównych drzwi i przelewał przez balkon prosto na rozwścieczony tłum. Jeden z pocisków trafił w witraże piętro wyżej, obsypując zgromadzonych kawałkami szkła.

MCaleb PW
15 października 2009, 10:28
Var poczuł się, jakby wreszcie ocknął się ze snu. Chyba to szamotanie bardziej go otępiło, niż się spodziewał. Syknął, gdy z frustracji odruchowo zacisnął dłoń na kosturze i został nagrodzony bólem z oparzonej i odmrożonej ręki.
Ból jednak pomógł i poczuł się lepiej niż kiedykolwiek. O ile obecna sytuacja była odpowiednia do takich uniesień.

Uspokój się, bo nim się obejrzysz, zaczniesz śpiewać. - ostudził go dobrze znany głos. W samą porę, bo Rosa właśnie waliła się na niego. W odruchu, którego po sobie się nie spodziewał, złapał ją dość zręcznie i postawił na nogi.

Muzyczka orkiestry działała mu na nerwy, ale uznał że szkoda czasu na szukanie odpowiednio dużego kawałka gruzu, by porozbijać im czerepy. Zamiast tego wybrał drugie rozwiązanie - wyjść stąd. Zauważył Sirrinę i postanowił pójść za nią.

Alamar PW
17 października 2009, 19:46
Próbując nie potknąć się o przypadkowe sterty gruzu, a także walcząc z niewygodną suknią i pantoflami (kto to widział biegać w sukni balowej i pantoflach?) Lan podążała naprzód ciągnięta za rękę.

Zaraz chyba się zabiję... po czym gwałtownie przystanęła, co pociągnęło za sobą szarpnięcie dziewczynki i w konsekwencji drugiej osoby, która chyba miała kłopoty z utrzymaniem równowagi, po tym nagłym "manewrze".
Od razu lepiej - pomyślała Lan zahaczając jeden pantofel o pietę drugiego, zrzucając go i czyniąc to samo z drugim pantoflem. Następnie znów zaczęła biec (na ile pozwalała jej suknia).

Auć! - krzyknęła, gdy trafiła bosą stopą na jakiś odłamek walający się po podłodze. Skrzywiła się z bólu, ale zacisnęła jedynie zęby i podążała dalej...Aua!

W końcu po drodze pełnej krwi i bólu dotarła chyba do wyjścia z sali i przestąpiła próg. Zdyszana i obolała zapytał: Może mi ktoś powiedzieć, czemu właściwie uciekamy?

Altair PW
21 października 2009, 15:53
Gdy Lan się nagle zatrzymała Altair o mało nie stracił równowagi. W takich sytuacjach zawsze przydaje się kostur.

Nie ma to jak stary dobry kostur - pomyślał.

W tej samej chwili Lan zadała pytanie, a ponieważ w pobliżu nie licząc jednej z "tancerek gwiazd" nie było nikogo kto mógłby odpowiedzieć, postanowił spokojnie wytłumaczyć jej całą sytuację.

Wybacz Lan, ale obawiam się, nie jest to najlepsza pora na takie pytania. - Altair starał się ukryć narastający w nim gniew.

Skoro jednak musisz to wytłumaczę ci w skrócie:
- po pierwsze nie jest tutaj zbyt bezpiecznie dla dziewczynek
- po drugie jak zapewne zaważyłaś chwilo nie mogę korzystać z zaklęć
- po trzecie musimy się jak najszybciej oddalić od większych "źródeł" magii
- Tu mag wskazał na coraz bardziej gęstniejącą wokół "magiczną mgłę", nie wspominając jednak, co dokładnie miał na myśli.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel