Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Rabican PW
1 kwietnia 2009, 01:05
Co za amatorszczyzna, pomyślał Kiser, bawiąc się kieliszkiem. Thorold niezgrabnie podniósł się ze stołu i rozejrzał po sali nieprzytomnym wzrokiem. Jhaeri obdarzył go przelotnym, pełnym politowania spojrzeniem. Upił łyk wina, wracając do rozmyślań i obserwacji miotającego się po pomieszczeniu potwora oraz próbującej sobie z nim poradzić malowniczej hałastry.

Skąd tu, do cholery, wziął się gargulec? - spytał w myślach sam siebie, gładząc niedogolony podbródek. Jakim cudem zdołał dostać się do zamku? Dlaczego na wezwanie przybyło tylko dwóch strażników? Czyżby komuś zależało, by któryś z gości ucierpiał? Z czego jest to wino? Gdzie się podziali ci wszyscy pieprzeni druidzi żyjący na garnuszku Loretty? Dlaczego ona sama nie ruszy tłustego dupska i nie przerobi maszkary na tortillę? Co ja tu, na demony i diabły, jeszcze robię?

Thorold zbliżył się niebezpiecznie, więc Kiser dyskretnie ubódł go kolanem w krocze. Gdy szlachcic zgiął się w pół z bólu, biorąc głośny wdech, jego niedoszły faworyt z całej siły uderzył go w głowę w połowie pełnym kieliszkiem. Cios nie należał do potężnych, jednakże wystarczył, by powalić pijanego mężczyznę na podłogę. Młodzieniec wytarł mokrą od wina dłoń w obrus.

Dobrze, skoro mamy ten problem z głowy, pora zrobić coś w sprawie bestii, nim postrąca wszystkie żyrandole. Sięgnął po rapier. Delikatnie wysunął broń z pochwy, nie aktywując jednak zaklęcia odpowiadającego za zmianę kształtu głowni. Przyjął postawę szermierczą. Moja pomoc będzie niezastąpiona, wszakże nikt tutaj nie dysponuje podobnymi umiejętnościami. Uśmiechnął się w myślach. Ech, niełatwo być jedynym skrytobójcą na zamku - wszystkim musisz zajmować się sam!

[karta na tę kolejkę: szóstka mieczy (6 pik)]

MCaleb PW
1 kwietnia 2009, 01:27
Mała przebieżka za gargoliną była niczym w porównaniu do obecnej sytuacji. Wiszenie pod sufitem, będąc uczepionym do własnego kostura, potrząsanego przez kamienną bestię wielu uznałoby za wystarczająco przerażające.
Var natomiast zaczął się śmiać. Cała ta sytuacja wydawała mu się diabelnie zabawna. Przez moment zapomniał nawet jak do tego doszło i zatracił się w swej wesołości.

Cóż, choć jeden z nas się dobrze bawi. - rozległ dobrze znany głos w jego głowie. - Może byś coś z tym zrobił? Nie uśmiecha mi się ginąc w tak głupi sposób, na dodatek z durnym uśmieszkiem na twojej facjacie.
Co prawda Var nie zwrócił uwagi na resztę tyrady, lecz otrzeźwiła go.
Śmiech ucichł jak ucięty rapierem.

Zaczął się więc rozglądać za czymkolwiek, co mogłoby mu pomóc i od razu rzuciła mu się w oczy misa z wodorostami. Lepsze to niż nic, gdyż rękoma nie mógł nawet podrapać się po nosie.
Spróbował więc ściągnąć gargolinę niżej, by złapać naczynie między stopy. Jeżeli się uda, może dałoby się je na tyle podrzucić, by trochu przeszkodzić tej cholerze trzepotać się jak szalonej. Najlepiej jakby trafił ją dokładnie między oczy, a kto wie, może wodorosty przylepią się do jej mordy.

[karta: dama kier]

dambibi PW
1 kwietnia 2009, 15:50
Sirrina miała już dość tej całej sytuacji. Dokładniej miała dość tego marmurowego "latopierza", więc postanowiła włączyć się do walki. Strąciła wszystkie tace ze stołu, potem weszła na niego i zamachnąwszy się swoim kosturem uderzyła paskudę prosto w głowę.

[walet pik]

Alamar PW
2 kwietnia 2009, 22:32
Lan uznała, że znalazła się w bezpiecznej odległości od zamieszania i stanęła, by lepiej obserwować szarpaninę.
Chyba sobie poradzą z tą maszkarą... - rozmyślania przerwało jej burczenie w brzuchu. Sięgnęła więc ręką po najbliższą zakąskę (która okazała się prażoną kolbą jakiegoś egzotycznego zboża) i wzięła gryz, po czym znów zerknęła w stronę walki.
Smaczne to jadło. Jak się zwało? - po czym jakby coś rozbłysło w jej głowie i powiedziała gniewnym, uniesionym głosem:

-Co ja właściwie robię? Zajadam się, gdy oni są w niebezpieczeństwie? Pusty żołądek jest dla ciebie ważniejszy niż ich życie i zdrowie?

...i zaczęła się rozglądać wokół za jakimś przedmiotem, który mogła by użyć przeciwko latającemu posągowi. Czymś skuteczniejszym niż nieszkodliwa taca czy półmisek.

Altair PW
3 kwietnia 2009, 02:27
Altarion (mocno poirytowany) natomiast rzucił się z kosturem w kierunku bestii. Zdawało się, że nie przejmował się specjalnie tym co wokół się działo, gdyż zasłonił Rosie widok. W chwili gdy gargulec był nie cały metr od Altairiona i szykował się do sparowania ciosu, mag niespodziewanie się zatrzymał. Zamiast użyć kostura z całej siły cisnął świetlnym pociskiem wprost w ślepia potwora. Gargulec zachwiał się.

W końcu udało się go trafić - pomyślał czując za sobą potężną energię zaklęcia magii ognia.

9 pik na zaklęcie

Nivelus PW
3 kwietnia 2009, 11:03
Jack obudził się i zobaczył że ktoś dotyka jego żebra, odpepchnął Avelin od siebie i w ogóle nie podziękował. wstał. Był porządnie wkurzony tym balem.
Zobaczył gargulca i przyjrzał się sytuacjii, nie była taka zła jak myślał, dlatego uznał że nie potrzebują jego pomocy.

Czas się stąd zmywac...-pomyślał Obejrzał się za siebie i pognał w stronę schodów.


EDIT: Tóż to nie są schody? pod salą balową? http://img21.imageshack.us/img21/3594/lorettaparterf.jpg

f!eldf!eldA gdzie Ty widzisz schody?

EDIT: Aaaa, tam :P

Field PW
3 kwietnia 2009, 12:57
No i Varowi się mniej więcej udało. W wodorostach wylądował on, gargulec oraz wszyscy zgromadzeni wokół. Co więcej, Kiser oberwał misą po głowie tak, że się zatoczył i potknął o Thorolda, lądując na nim.
Gargulec zamachnął się głową tak, że kostur Sirriny ledwo wytrzymał zderzenie z nim. Sirrina zachwiała się na stole i ledwo utrzymała równowagę. Szybko jednak wróciła do pionu. Na głowie maszkary pojawiła się pierwsza rysa.
Pocisk Altariona tym razem trafił i zadziałał jak należało. Gargulec zawył i miotnął Varem tak, że ten strącił Sirrinę, która radośnie wylądowała na Kiserze i Thoroldzie. Maszkaron podbił się jeszcze trochę wzwyż, po czym przycupnął na rampie kręcąc głową.
Tymczasem Rosa wrzasnęła:
- Incarne incende! - i Var poczuł, że niezbyt przyjemnie trzyma się ten kostur. Marmur zaczął się rozgrzewać do czerwoności, doprowadzając gargulca do wydawania z siebie czegoś pomiędzy skrzekiem, piskiem, a wyciem i miotania się po sali. Wszystkie wodorosty momentalnie się przypaliły.
Temperowa usiadła. Wyglądała nie lepiej niż Thorold. Czyli - totalnie pijana.

[Jack, weź zedytuj tego posta, bo ja nie wiem, w którą stronę podbiegłeś.]

Field PW
4 kwietnia 2009, 11:50
Jack przebijał się przez tłumy gości, lawirując między stołami zastawionymi z przepychem. W pewnym momencie zauważył, że stroje stają się coraz bardziej wyszukane, aż przed samym wyjściem trafił na Lorettę otoczoną całą gromadą elfich dam.
- Stój. - spokojny głos Loretty w pewien sposób zadziałał na raz uspokajająco, jak i podnosząc mu adrenalinę jeszcze bardziej. - Stań i chodź tutaj.


Altair PW
4 kwietnia 2009, 14:04
To bardzo interesujące - pomyślał Altarion widząc rozgrzanego do czerwoności gargulca.

Ciekawe jak duża jest jego rozszerzalność termiczna - mag zastanawiał się na głos gdyż coś najwyraźniej nie dawało mu spokoju. Przypominał sobie jednak Vara, któremu wysoka temperatura mogła bardziej zaszkodzić niż samej bestii.

Gargulec jest dosyć odporny zarówno na magię ognia jak i wody. Te zaklęcia same w sobie nie wyrządzą mu większej szkody. Zastanawiające natomiast jaka jest jego odporność na nagłe zmiany temperatury. Chyba nikt jeszcze nie przeprowadził żadnych badań na tym. Marmurowe odmiany są w końcu dużo rzadsze niż te pospolite kamienne. - pomyślał.

Ostatecznie Altarion postanowił sprawdzić swój pomysł doświadczalnie przy okazji pomagając Varowi. Mag rzucił zaklęcie promień zimna w kierunku bestii. Natychmiast temperatura znacząco spadła. Zimno praktycznie zneutralizowało działanie zaklęcie Rosy (ochładzając przy tym Vara i żywy "blok" marmuru do poprzedniej temperatury). Na twarzy Altarionia pojawił się uśmiech. Na gargulcu dało się dostrzec pierwsze pęknięcia.


Alamar PW
6 kwietnia 2009, 10:02
Lan ze zdziwienie obserwowała, jak Sirrina przelatuje przez niemal całą szerokość sali i ląduje na jej drugim końcu.

Przynajmniej miała miękkie lądowanie. - pomyślała i znów zabrała się za szukanie czegoś przydatnego w walce. Niestety, żadnego miecza czy chociaż kuszy w sali nie zauważyła. Naczynia też nie wydały się jej odpowiednimi narzędziami do walki, na dodatek zabranie ich poplamiło by obrus.
Obrus! Tak to się może przydać! - i zabrała go lewą ręką ze stołu, przy okazji robiąc już całkowity rozgardiasz wokół. Rozejrzała się w poszukiwaniu gargulca, ale go nie dostrzegła. Nagle z boku usłyszała Ikarne ikende i odwróciła się w tamtą stronę, w porę by zobaczyć, jak jakaś ognista smuga leci w stronę rampy. Potem sale zagłuszył dziwny pisk i Lan w końcu dojrzała swój cel, którego najwidoczniej Vrar "obijał" swym kosturem. A także jakiś lodowy sopel kierujący się ku latającemu posągowi. Zauważyła tez coś jeszcze, wysoko nad nimi.

Hmm... to się może przydać później, teraz jest zbyt niebezpieczne. Dobra Lan, niech to straszydło zniży się, to zarzucisz mu obrus na głowę... No, zniż się.

[dama karo]

Rabican PW
7 kwietnia 2009, 02:09
No i pięknie, pomyślał Kiser, podpierając się dla wygody i lepszego widoku o coś, co - sądząc po wydawanych odgłosach - musiało być twarzą Thorolda. Tuż po upadku skrytobójca próbował się podnieść i włączyć do walki, jednak kiedy spadła na niego ta dziwna dziewczyna, dał sobie z tym spokój. Nie miał najmniejszej ochoty spychać z siebie jej tłustego tyłka - wolał poczekać, aż sama go ruszy, a tymczasem poobserwować rozwój sytuacji, która powinna się wkrótce unormować.

Co więcej, analizując przebieg dotychczasowych wydarzeń na balu, Jhaeri uznał, iż bogowie odpowiadający za los urządzili sobie tego dnia huczną popijawę - ergo lepiej nie wychylać się zza cycków tejże niewiasty, bo można oberwać. Na potwierdzenie tezy dało się słyszeć w krótkim odstępie czasu dwie inkantacje i gargulec rozbłysł najpierw na czerwono, potem zaś na niebiesko. Fałszywy baronet uśmiechnął się do siebie, zadowolony z ochrony, jaką zapewniała mu obecna pozycja.

Gdybym jeszcze mógł pozbyć się spod siebie tego zapijaczonego idioty, ale cóż - nie można mieć wszystkiego, pomyślał, rozdarty między "doznaniami" z przodu i z tyłu.

Field PW
8 kwietnia 2009, 11:45
Jack stanął i, zanim zdążył wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, jedna z dam upadła na ziemię. Bez żadnego krzyku, jęku, czy czegoś. Zaraz potem zaczęły nią wstrząsać drgawki, a z ust wytoczyła się piana. Dama zesztywniała i to była ostatnia oznaka jakichkolwiek czynności życiowych. Jedna z dwóch dziewczynek w kryzach, chyba bliźniaczek, krzyknęła:
- Maaamoooo!!! Maaaaaaamooooooo!!! - po czym zaczęła płakać. Druga stała bez słowa, patrząc na trupa matki. Loretta zareagowała nad wyraz szybko:
- Służba! Wynieść ciało! A ty, dobry człowieku, zaopiekuj się nimi i zabierz do Lan albo Richarda, oni je zaprowadzą w bezpieczne miejsce. - zamyśliła się chwilę, po czym dodała: - Bo inaczej cię przepatroszę twoim kordelasem, zanim zdążysz powiedzieć "Kreegan". - wysyczała.
Dziewczynki popatrzyły na Jacka. Ta, która się rozryczała, wygięła usta w podkówkę i dalej swoje: "MAAAAAMAAAAAA"
Druga była spokojna, jakby członkowie jej rodziny ginęli co obiad.

- No dobra. - wyburczał Thorold. - To co robimy? - zapytał Kisera.
Gargulec, po tym, jak nagle zaczął zmieniać temperaturę, zwalił się na ziemię, cudem tylko nie przygważdżając Vara swoim ciężarem. Stół uległ totalnemu zniszczeniu, a bestia przez chwilę nie wiedziała chyba co robić, bo zaczęła się zwijać na jego resztkach jak robak. Tymczasem Var zauważył, że może odkleić swoje rozbolałe ręce od kostura. Którego jedna trzecia znajdowała się w bliżej nieokreślonym stanie pod maszkaronem.

dambibi PW
8 kwietnia 2009, 18:05
Sirrina wstała, otrzepała swój strój z kurzu, podeszła bliżej resztek stołu i szturchnęła lekko kosturem gargulca.

Po chwili stwierdziła:-To coś chyba już nam nie zagraża.

f!eldf!eldBurnt!

Nivelus PW
10 kwietnia 2009, 06:29
Kreegan? powiedział, poczym spojrzał na dziewczynki i uśmiechnął się krzywo. wziął dziewczynki pod pachy. kierował się w kierunku Lan, gdy do niej doszedł powiedział; Masz, po czym postawił dziewczynki na ziemie. Kolejny człowiek który umiera z pianą? ciekawe...ciekawe...Zobaczył Lorette. Nie...tam tędy już nie pójdę ale może...Nie...Jack myślał jak wydostac się z tego dziwacznego zamku przez 10 minut ale nic nie wymyślił, postanowił poczekac

Alamar PW
10 kwietnia 2009, 22:19
Gdy gargulec spadł na ziemię, Lan rzuciła się z obrusem w jego stronę. Nie zważała na nic, ani na Vrara, który "okładał" bestię swym kosturem, ani magiczkę, która również zaczęła się zbliżać, ani na Jacka, który coś tam do niej mówił.
Chciała tylko zarzucić obrus na łeb i skrzydła maszkary, a potem... cóż, potem się zobaczy.


[dama karo] (wciąż ta sama akcja)

Field PW
12 kwietnia 2009, 21:21
Sirrina nie zdążyła się oddalić na bezpieczną pozycję. Gargulec tak się miotnął, kiedy oberwał kosturem, że ta znów wpadła. Tym razem na Rosę, a Temperowa puściła całkiem soczystą wiązankę, której głównym przesłaniem było "daj mi święty spokój i pozwól chwilę odetchnąć".

Jack miał wyjątkowe szczęście. Dzięki swojemu oczekiwaniu mógł się przyglądać, jak gargulec robi coraz większe zamieszanie, a wokół niego fruwają talerze.

No i Lan się udało. Teraz Var wyglądał, jakby odpoczywał koło wyjątkowo agresywnego materaca, który w dodatku się sam w siebie zaplątał. W pewnym momencie gargulec znieruchomiał pod obrusem.

Cisza jednak nie zapadła. Ta spokojniejsza dziewczynka złapała swoją siostrę za rączkę i, patrząc poważnym wzrokiem na Lan, powiedziała:
- Tancerka gwiazd. - nim Lan zdążyła zareagować, dodała: - Uciekaj. Nie masz tu przyjaciół.

Altair PW
14 kwietnia 2009, 13:24
Po dłuższej chwili milczenia odezwał lekko poirytowany Altarion:
Czy zamierzacie pozwolić, aby ten blok marmuru nadal tu "leżał"? - zapytał mag i nie doczekawszy się odpowiedzi kontynuował:
Kilka mocnych uderzeń powinno skruszyć bestię, ale czy naprawdę trzeba wam zawsze mówić co powinniście zrobić? - sugestia była wyraźnie skierowana do tej "mniej magicznej" części drużyny noszącej broń cięższą od sztyletu.

Altairion wyraźnie chciał dokończyć swoje doświadczenie. Jednak by to stało się możliwe konieczne było aby obiekt badań był nieruchomy.


Nivelus PW
18 kwietnia 2009, 13:33
A czemu w takim razie sam tego nie zrobisz? powiedział Jack. Ale dobra, sam się tym zajme, rozwale go! po czym wyciągnął szable i z największej siły uderzył Gargulca w czoło.

Alamar PW
19 kwietnia 2009, 20:24
- Tancerka? Jaka tancerka, nikogo tu nie ma. A teraz ukryjcie się gdzieś, nim to straszydło się wyzwoli. No już, schowajcie się pod najbliższy stół, tam będziecie bezpieczne!


O co jej chodziło z tą tancerką i przyjaciółmi? Przecież mam tu... właściwie to nie znam tu nikogo. Nawet nic nie wiem o Lorecie... Dobra, nie czas teraz na rozmyślania, ten latający posąg w każdej chwili może się wyzwolić.
- i usłyszała Altariona: Kilka mocnych uderzeń powinno skruszyć bestię, ale czy naprawdę trzeba wam zawsze mówić co powinniście zrobić?

- Chętnie, tylko czym mam go uderzyć? - powiedziała bardziej do siebie niż do elfa, zerknęła jeszcze w stronę dziewczyn - Ktoś musi się wami zająć i wypada na to, że ja... - i zaczęła rozglądać się za czymś przydatnym w walce.
Obrusy za duże i nieporęczne, tace też nic nie zdziałają, krzesła za ciężkie i jeszcze ten obdartus przesłania mi widok swym płaszczem i łopoczącą szarfą. Szarfa! To się może przydać! - i sięgnęła ręką, by zerwać mu z pasa potencjalną broń.

Field PW
25 kwietnia 2009, 16:54
Dziewczynki stały tak, jakby ktoś im wyciął płat mózgu odpowiadający za instynkt samozachowawczy. Ta poważniejsza odpowiedziała Avelin:
- Ty jesteś tancerką gwiazd. Gargulec nie jest już problemem. Problem jest gdzie indziej. Zaprowadź nas do niego.
Druga natomiast uspokoiła się już trochę i z zaciekawieniem zaczęła się rozglądać po pobojowisku. Po czym, gdy tylko dojrzała maszkarona pod obrusem krzyknęła z radością:
- Zabawa w chowanego! Ja też chcę! Ja też chcę! - po czym podbiegła prosto w stronę gargolci.

Lan zamrugała, po czym postanowiła jednak wykonać swój genialny na pozór pomysł. Szarpnęła z całej siły za szarfę Jacka, przy czym jej nie wyrwała, ale tak wytrąciła go z równowagi, że ten uderzył w skrawek materiału gdzieś między drugą z bliźniaczek a korpusem gargulca.

Zapadła cisza przerywana tylko podśpiewywaniem dziewczynki:
- W chowanego, w chowanego,
Jeden w domu, drugi w lesie
Pokaż się lebiego,
Tak kto szuka zawsze drze się


W tym momencie dosłownie znikąd wyrósł ubrany na czarno mężczyzna. Już po jego ruchach widać było, że mają do czynienia z nie byle jakim arystokratą. Był to niewysoki, wyjątkowo blady, rudy młodzieniec ze starannie przystrzyżoną bródką. Jego piwne oczy przebiegły szybko po scenie, po czym wyciągnął lewą rękę i machnął nią. Wszyscy zgromadzeni usłyszeli huk kruszonego kamienia, po czym zawartość obrusa zapadła się w sobie.
- Dyletanci. - powiedział głosem, jakim się raczej nie karci nikogo, ale obiecuje ciasteczka. - Witam serdecznie. Jestem Manfred de Bois-Fresnes. Brat obecnego tu Richarda. - po czym skierował swój wzrok ku Kiserowi i uśmiechnął się serdecznie.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel