Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7

Nivelus PW
21 marca 2009, 13:23
Jack zobaczyl biale slepia poczym szybko odwrocil od nich wzrok, "poprawil" mlodzienca tak zeby wygladal tak jak go wyniosl, ale zabral kopere dla siebie i wlozyl ja w bezpieczne miejsce, poczym staral sie przyjac forme jakby sie nim opiekowal.

Alamar PW
21 marca 2009, 13:47
- Ale... - powiedziała Lan do odchodzącej władczyni, lecz ta jej już nie usłyszała.

...muszę zająć się tym omdlałym gościem. - dokończyła w myślach.
Trudno, chyba ten osobnik co go wyprowadził, pomoże mu dojść do siebie. Jeśli go wcześniej nie zabije swoją "troską".

Spojrzał po otaczających ją osobach, z którymi wedle słów Loretty miała poszukać jej bratanka... czy siostrzeńca.

- No dobra, no to chodźmy szukać naszej "zguby". Ktoś ma pomysł, gdzie zacząć? Jeśli nie, to będzie przetrząsnąć cały zamek...

Po czym przypomniała sobie, że Loretta wcale nie powiedziała, jak tej jej bratanek wygląda.
Świetnie, teraz to już w ogóle go nie znajdziemy. - skwitowała w myślach.

Altair PW
21 marca 2009, 15:34
Altarion spojrzał z niedowierzaniem na Lan.
Chyba faktycznie nie jest zbyt spostrzegawcza. - pomyślał, a potem dodał na głos:

Nie chcę Cię absolutnie martwić Lan, w końcu to ty znasz lepiej Lady Lorette, ale wydaję mi się, że owego siostrzeńca wyniósł przed chwilą niejaki Jack. Oczywiście możemy także założyć, iż nie chodziło jej wcale o "TEGO" siostrzeńca lub też ów młodzieniec tylko podawał się za niego. Jeśli faktycznie wszystko dobrze zrozumiałem to mamy chyba spory problem. - zakończył z lekkim uśmiechem.

Altarion spojrzał na Vara, który najwyraźniej nie przejął się całą sytuacją, następnie zwrócił wzrok na współtowarzyszy i w pogrążył się w rozmyślaniach:

Jack, Var, Lan, Avelin, Sirrina a także moja skromna osoba. W sumie sześć osób.
Jack zajął się naszym "małym" problemem, jednakże nie można na dłuższej zostawić go samego. Gotowy zrobić coś nieprzemyślanego co może okazać się szkodliwe dla nas wszystkich.
- Tu Altarion przerwał swoje rozmyślania przypominając sobie, że właśnie Jack został "sam".

Var z pewnością jest potężnym (Altairion nawet w myślach bał się użyć określenia "dobry" nie wiedząc do końca dlaczego) magiem, który z pewnością dużo już widział i dobrze radził sobie w trudnych sytuacjach. Na pewno jeszcze wiele razy nam pomoże.

Lan znają dobrze tutaj chyba wszyscy (w tym Lady Loretta). To dobrze i źle. Dobrze gdyż jej znajomości mogą "otworzyć" nam niejedne drzwi. Źle gdyż to właśnie przez nią dostaliśmy "misję" odnalezienia jakiegoś (siostrz/szal)eńca. W dodatku słabo kojarzy fakty.
- kontynuował w myślach swoje rozważania.

Natomiast Avelin i Sirrina to prawie same przeciwieństwa.
Sirrina jest gwałtowna, nieostrożna, nadmiernie gadatliwa i wydaje się, że przyciąga wszelkie kłopoty (Tu przypomniał sobie, że cała niemiła historia zaczęła się właśnie przez nią). Naprawdę trudno uwierzyć, że jest czarodziejką.

Avelin jest ostrożna, raczej małomówna i tajemnicza. Widać, że stara się nie zawracać na siebie uwagi. Jako jedyna z nas zna zaklęcie uzdrawiające, wygląda na wykształconą i inteligentną i co najważniejsze jest... elfką
- Altarion z wyraźnym zadowoleniem zakończył swoje rozmyślania.

Field PW
22 marca 2009, 14:40
W tym momencie zbiegły się trzy sytuacje.

Thorold rzucił:
- Richard! Młodzieńcze, jak dobrze cię widzieć... Potrzebujemy ciebie i twojej rady... Zrobił się drobny problem.

Rosa na chwilę przestała kląć pod nosem i wyzywać Thorolda od najgorszych oraz lamentować, że nie cierpi wodorostów, po których ma alergię. Za to cała jej suknia była w lepkim sosie z tychże.

Natomiast Altarion poczuł, jakby go kopnął prąd. Znowu. Ktoś tutaj prezentował taki udział w magii, że aż powietrze jonizowało. Jego oczom ukazał się schludnie ubrany młodzian.
f!eldf!eldAltair: Przez chwilę coś zamigotało i zdało się Altarionowi, że chyba ma on jakieś blizny na twarzy. Chyba, bo wrażenie natychmiast znikło.


Thorold powiedział dumnie:
- Proszę państwa, Richard de Bois-Fresnes. Ten młodzieniec z pewnością nas todrze, jako jeden z protegowanych Lady i jej gramniszczyr na tym dworze. - tutaj większość bohaterów zamrugała oczami. Dopiero po chwili Lan skojarzyła, że gdzieś to słyszała już u niego... Bodaj to wczoraj przepraszał za wtręty z gwary z Blackshire. Cóż, widać, kto nie pochodzi z czysto szlacheckiego rodu.

Wrażenie było dość dziwne. Kiser ujrzał zbieraninę siedmiu postaci, z których tylko jedna wyglądała jak szlachcic, o drugiej wiedział, że nią nie jest, a reszta... Bal maskowy, czy co?
Thorold... on i jego lepkie łapy. Dziwne, że żona go jeszcze nie wywaliła za molestowanie chłopców stajennych. Jakaś ubrana niczym kurwa z wysokiej klasy burdelu przypasiona dama, obwieszona świecidełkami. Zdezorientowana elfka.
Fioletowowłosa rozhisteryzowana pannica. I dwóch panów, na widok których się zachłysnął. Elf nie wyglądał zachęcająco, o Varze słyszał i to dużo... No i jeszcze Lan. Ona i jej bujanie w obłokach.

Lan poczuła dziwne mrowienie. Tylko trzeba było jeszcze ustalić, czy to konkurencja, czy po prostu znajomy. Och, owszem, Richarda znała i wcześniej, ale teraz jakoś kiełkowało w niej dziwne poczucie, że Richard może nie chcieć im pomóc. Przynajmniej taki wniosek się nasuwał po tym, jak widziała jego zszokowaną i lekko zdegustowaną minę, gdy przyglądał się jej nowym znajomym.

Rabican PW
22 marca 2009, 22:00
Nazwany Richardem mężczyzna szybko opanował początkowe zdumienie nietypowym towarzystwem, które kompletnie nie pasowało do proszonego balu u P.T. Loretty Fleise. Dziwniejsze rzeczy już w życiu widywał - chociaż w tej zbieraninie wyczuwał istotnie coś niepokojącego, wiążącego się być może z wielkim niebezpieczeństwem... lub wielkim zyskiem. Jednakże młodzieniec nie podszedł do nich bynajmniej kierowany tym przeczuciem. Tak naprawdę miał szczerze dosyć cholernych owoców morza, pieprzonych wodorostów i innych oślizgłości. W związku ze swą fikcyjną biografią musiał udawać, że je lubi - podczas gdy w rzeczywistości na sam ich widok chciało mu się rzygać. Przynajmniej wino było w miarę znośne, choć bał się spytać, z czego je zrobiono.

Przywołując na twarz jeden z wyćwiczonych przez lata onieśmielających uśmiechów, przywitał się z gośćmi, mężczyznom dłonie ściskając, kobietom zaś całując, mimo że według protokołu należało witać tak wyłącznie damy od diuszesy wzwyż. Gest ten tłusta matrona - w której rozpoznał Rosę Temper - przyjęła z wyraźną rozkoszą, panna o fioletowych włosach - z rozdrażnieniem, elfka - beznamiętnie, natomiast Lan zarumieniła się uroczo.

Przez chwilę zdawało mu się, że pod rozkojarzonym spojrzeniem diuszesy Temper dostrzegł coś na kształt zdziwienia jego obecnością na balu. Wrażenie było zapewne mylne, widział się z nią wszakże tylko raz i była wtedy pijana w sztok. Zanotował to jednak w pamięci - tak na wszelki wypadek, by wiedzieć, kto ewentualnie mógłby go na przyjęciu rozpoznać.

Magowie wydali mu się podejrzani. Elf był niepozorny, zwłaszcza w konfrontacji z Varem, Kiser wiedział jednak, iż takich czarodziejów - szarych, monotonnych, nierzucających się w oczy, z zaspanymi oczami i cieknącym nosem - należy obawiać się najbardziej. Nudna powierzchowność skrywa często bystre umysły, mogące przejrzeć małe przedstawienie, które Jhaeri odstawiał na dworze. Z kolei Var był nieprzewidywalny - jak przystało na szaleńca - lecz relatywnie niegroźny. Skrytobójca uznał nawet, że mógłby się z nim dogadać, gdyby zaszła potrzeba. Mógłby też, oczywiście, wbić mu sztylet w plecy - nie pamiętał konkretnej sumy, ale nagrody za zwariowanych magów zwykły być więcej niż zadowalające.

Prócz tego... Thorold Drus. Gdyby miał uczucia, Kiser szczerze by go nienawidził. Namiestnik przybył na dwór kilka dni temu i od tamtego czasu nieustannie próbował znaleźć dojście do gaci młodziana. Nawet nie wiedział, jak było to temu ostatniemu na rękę. Robienie z ludzi marionetek w łóżku jest szczególnie łatwe, zwłaszcza w ramach zakazanego związku.

- Ehem - odchrząknął Jhaeri, gdy skończył się przedstawiać i opowiadać skrótowo historię Richarda de Bois-Fresnes, pod której wpływem stojące w pobliżu damy musiały przetrzeć chustkami oczy - Uniżenie domagam się wybaczenia, iż zająłem wielmożnym tyle czasu, podczas gdy wyraźnie macie do mnie jakąś sprawę. Domyślam się, iż ma to związek z siostrzeńcem Lady Loretty, który, jak mi się zdaje, zasłabł. Słyszałem, iż wyniósł go na balkon jakiś... prałat? Ehem - Kiser był bardzo zadowolony z udawanego zakłopotania, które ćwiczył ostatnio przed lustrem - Zaiste, proszę o wyjaśnienie: w czym mógłbym być pomocny? Przysięgam na honor, iż zrobię wszystko, co w mojej mocy, by zadbać o dobre imię mojej protektorki i jej dworu.

Field PW
22 marca 2009, 22:42
W międzyczasie bohaterowie usłyszeli łomot dochodzący z balkonu.

Jack zdecydowanie nie miał farta. Kiepskie jedzenie, trup w damskich ciuszkach i właściciel dwóch ślepi, który okazał się być gargulcem. Jakim cudem udało mu się przyplątać aż tak blisko zamku - jedni Starożytni wiedzieli. Za to gorzej, bo gargulec postanowił wykorzystać okazję i pobawić się z jedzeniem, które będzie w stanie zaprotestować.
Maszkaron, gdyby go obejrzeć w, powiedzmy, gablocie, z pięknego, delikatnie rzeźbionego marmuru zrobił sus w kierunku Jacka i nim ten zdążył zakląć, złapał go za barki i zaczął unosić w powietrze.
Na szczęście dla pirata obiad nie był lekki i unoszenie go nie trwało zbyt krótko, ale po chwili znajdowali się już dobre dwa-trzy metry nad balkonem.

Nivelus PW
23 marca 2009, 09:50
Na starozytnych! wrzasnal Jack, co jeszcze ma sie stac na tym balu!?
Przynajmniej w dobrym miejscu mnie zlapal, pomyslal
Po czym wyciagnal szable i staral sie odciac gargulcowi lapy ktorymi ten trzymal jego barki.

MCaleb PW
23 marca 2009, 18:28
Gdy Loretta weszła na salę Var rzeczywiście był odwrócony. Zresztą tego się po nim spodziewano. Jednakże niewielu się spodziewało, że będzie bacznie uważał na to, co się wokół niego dzieje. Dlatego też gdy dosłyszał swoje imię, odwrócił się i ukłonił lekko. Jednak gdy tylko usłyszał szept damy, jego ukłon się pogłębił z zaskoczenia i aż zerwał się do pozycji wyprostowanej, prawie tracąc równowagę.
Dalszym słowom się nie przysłuchiwał, a wreszcie podszedł do stołu coś zjeść, gdyż żołądek przypomniał o sobie.

Gdy nowy gość pojawił się na sali, Var pobieżnie przyjrzał mu się. Nie tracił czasu na dogłębne rozpatrywanie "nieznajomego", zostawił sobie to na później. Słyszał o nim co nieco, ale nie wydawał się dotąd wart uwagi szalonego maga-szantażysty. Średni majątek, niewielkie wpływy i przeciętna liczba znajomych czyniła go niezbyt kuszącym kąskiem. Nie słyszał też nigdy, by miał on jakąś znaczącą biblioteczkę ksiąg - magicznych i niemagicznych. Wracając jednak do jego osoby, wydawał się być nieczuły na zastraszanie i pomimo braku pleców mógł okazać się przykrym przeciwnikiem.
Tyle przynajmniej zdrowa część umysłu Vara zdążyła sobie przypomnieć o Richardzie, który w tym momencie jego lustrował wzrokiem.
W razie kłopotów po prostu się go pozbędę, w miarę szybko. Dodał w myślach i poczuł jak "druga strona" przytakuje.

Uśmiechnął się tylko, po czym z kielichem w prawej dłoni i kosturem w lewej podszedł do młodzieńca w celu bliższych oględzin, a może i zdobycia informacji.
Jednak w tej samej chwili usłyszał hałas dochodzący od strony balkonu. Odwrócił się więc w tamtą stronę, uniósł naczynie i w milczeniu wychylił całą jego zawartość.
Wygląda na to, że nasz pirat dobrze się bawi z truposzem. Jego zdrowie.

Alamar PW
24 marca 2009, 18:55
Lan była zdziwiona wyjaśnieniami Altariona, że osobnik, który gapił się wcześniej na jej dekolt, a potem zasłabł, mógł być krewnym kogoś takiego jak lady Loretta.

Przynajmniej nie musimy go daleko szukać. - pomyślała. Jej rozważania przerwał Thorold swym oznajmieniem a następnie obecność Richarda, który pocałunkiem przywołał jakieś ulotne, dawne wspomnienie a także napływ emocji (które spowodowały jej zaczerwienienie się na twarzy). Lan tak się skoncentrowała, by "uchwycić i zobaczyć" cząstkę swej przeszłości, że nie usłyszała nic z opowiadania Richarda. A i tak jej się nie udało - strzępek wspomnień uleciał z jej umysłu, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.

Z bujania w obłokach wyrwał ją dopiero łomot z balkonu - No tak, pewnie ten obdartus znów upuścił nasza zgubę. - pomyślała, po czym zwróciła się do reszty towarzystwa:
- Lepiej tam chodźmy, bo siostrzeniec Loretty nie przeżyje dłużej tego rodzaju "opieki".

Altair PW
26 marca 2009, 03:50
Altarion zwrócił swój wzrok na nowo przybyłego, schludnie ubranego młodziana. Poczuł zjonizowane powietrze, aż "ciężkie" od magii. Przez chwilę wydawało mu się także iż dostrzegł bliznę na twarzy przybysza.
To albo musi być potężny czarownik albo to... - mag przerwał rozmyślania gdyż
dziwne odgłosy, skłoniły go by spojrzał w kierunku balkonu. Usłyszawszy Jacka "mocującego" się z czymś rzekł do reszty drużyny:

Niedobrze. To chyba jakiś gargulec. Przynajmniej to jedyne, co mogłoby się znaleźć w tych rejonach i narobić takiego hałasu na balkonie przy tak silnej osobie. Miałem okazję spotkać podobnego w trakcie moich podróży. Paskudne stwory w dodatku dość odporne na większość rodzajów magii oraz ataki fizyczne. Nie wiem jak ten tutaj, ale zwykle paraliżują swoją ofiarę. - tu Altarion przerwał swoje dywagacje i krzyknął w kierunku Jacka:

Jack! Trzymaj się właśnie pracujemy nad tym jak cię uratować. -

Następnie niezrażony tym co działo się na zewnątrz mówił dalej:

W zasadzie z tego co pamiętam najskuteczniejsza była jedynie magia światła i ciemności. Należy mieć nadzieje, że po kilku magicznych pociskach da za wygraną i odleci. Międzyczasie ktoś powinien przypilnować "siostrzeńca" -

Tu mag spojrzał w kierunku Vara. Następnie użył niewielkiej ilości many i z bezpiecznej odległości rzucił w kierunku Gargulca zaklęcie: Świetlny pocisk.


Field PW
27 marca 2009, 09:40
- CO ROBISZ? - wrzasnęła Rosa. Oczywiście kilka dam, które się znajdowały w okolicy, zaprezentowało cały zestaw emocji, począwszy od "o, jakie ładne światełka", a skończywszy na "do diabła, co to ma być?". Rzecz w tym, że pocisk ładnie się rozbryznął w fajerwerkach o drzwi, dodatkowo je osmalając, jakby to była magia ognia. Cóż, Altarion chyba powinien będzie zwrócić uwagę na to, że magia światła nie jest do końca czystą magią.

Vara rozbolała głowa. Zbyt mocny rozbłysk. Zresztą, poruszenie było większe. Lan z wyraźnym zaciekawieniem oglądała te fajerwerki. Thorold szepnął do Richarda "Kryj się", po czym go objął... cóż, powiedzmy, że po ojcowsku. Kiser poczuł się, delikatnie rzecz biorąc, molestowany. Trzeba będzie z tym chyba kiedyś skończyć.

Zjonizowane powietrze jeszcze trochę pośmierdziało, po czym zapach się ulotnił.

------

Siostrzeniec jak siostrzeniec, gargulec nie wykazywał zbytniego zainteresowania nim. Jednak próby zrobienia czegoś z nim ze strony Jacka poirytowały chyba bestię. Potwór uniósł się parę metrów w górę jeszcze, po czym grzmotnął nim o drzwi balkonowe. Jack raczej nie miał za specjalnie czasu coś zrobić. Potwór zaskrzeczał niemiłosiernie, gdy pirat uderzył w dwiery z hukiem i otworzył je, wpadając prosto do sali balowej. Miecz poleciał gdzieś na balkon.

-----

Drzwi otworzyły się z hukiem i trzasnęły w stojącą najbliżej nich Sirrinę, powalając ją prosto na Lan. Var jakimś cudem odskoczył.

Bilans nie był ciekawy: bohaterowie ujrzeli w drzwiach wściekły marmurowy posąg. No cóż, Altarion się nie mylił. Gargoyla pochyliła się i zaskrzeczała ze złością, po czym rzuciła się w kierunku Jacka. Ten zresztą też nie wyglądał najlepiej. Miał problemy z oddychaniem - chyba złamał żebro.

A teraz tak się przedstawia sytuacja:


I przepraszam za dziwne drzwi tudzież geometryczne rozmieszczenie postaci - Corel trochę mi poszalał z prowadnicami, a nie chciałem się bawić Drawem, więc był Photopaint. Te czarne kropki to inni uczestnicy balu.

Alamar PW
27 marca 2009, 17:08
Lan zareagowała instynktownie - odepchnęła bezpardonowo Sirrinę na bok, po czym rozejrzała się wokół i zabrała ze stołu tacę (przy okazji rozlewając wszędzie trunki i rozrzucając jadło). Wzięła zamach i rzuciła tacą w gargulca.

-Ej, ty kamienny łbie... tutaj! Zmierz się z kimś równym sobie!

Po czym wrócił jej zdrowy rozsądek: Co ja właściwie robię? Rzucam się z gołymi rękami na to coś? ...i zaczęła rozglądać się za jakimś miejscem, gdzieś jak najdalej od tego straszydła.

dambibi PW
27 marca 2009, 19:25
Sirrina lekko się zachwiała, lecz gdy wróciła do równowagi postanowiła wycofać się na bezpieczną pozycję.


-Skoro to paskudztwo nie jest podatne na moją magię, to ja się nie będę pchała.

Nivelus PW
27 marca 2009, 19:40
a-u-u-u-u-u-u Jękał Jack, Chyba złamałem żebro...Przeklnął cicho pare razy, próbował wstac-bez skutku.
Ej, ty! powiedział do jakiegoś uczestnika balu.
-Mógłbyś iśc na balkon i przynieś mi mój miecz? Dam ci za to 1 sztukę złota.
Chyba, że chcesz bo balu stracic głowę.
Po czym zamknął oczy-i zemdłał...

Field PW
28 marca 2009, 12:24
Kiser popatrzył się ze wściekłością na Thorolda:
- Poradzę sobie, dziękuję, mości panie.
Młodzieniec zaczął natychmiast przerzucać zakamarki pamięci w poszukiwaniu jakiejś pomocnej informacji na temat gargulca. W końcu sobie przypomniał jedno: gargulce nie potrafią się skupić na więcej niż jednym celu.
- Niech ktoś odciągnie jego uwagę i go zajmie! Tylko w ten sposób się go pozbędziemy! - po czym spojrzał na leżącego Jacka. Cóż. Z braku laku i kit dobry, jak mówią...

----

Wyglądało na to, że paniczyk, do którego rzucił swoje słowa Jack, raczej nie miał ochoty zarobić jednej sztuki złota. Odbiegł z wrzaskiem "Straż! Straż!"
Monstrum zaskrzeczało raz jeszcze, gdy oberwało talerzem. Potrząsnęło głową, po czym uleciało w górę i, pikując, zaryło w ziemię tuż obok Jacka, wbijając tumany kurzu i rozwalając posadzkę.
W tym momencie przybiegło pierwszych dwóch strażników, próbując nieudolnie wbić włócznie w bok gargulca.
- Niech ktoś zawoła Lorettę! - krzyknęła Rosa.

[gargulec między Varem a Jackiem, strażnicy między Avelin a Altarionem]

MCaleb PW
28 marca 2009, 12:52
Var odrzucił kielich i zasłonił usta przed pyłem z rozbitej posadzki.
Gdy już gargolina wylądowała, uznał, że dobrze byłoby jej uzmysłowić, by tak nie szalała na parkiecie nieproszona. Co prawda wiedział jak niewiele tym zdziała, ale i tak nie mógł się powstrzymać.
Chwycił oburącz kostur i zamachnął się nim na gargolcię tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.

8 kier na kostur.

Field PW
28 marca 2009, 13:08
f!eldf!eldWtręt moderatorski:
Zapowiada się ciekawa walka, dlatego wszyscy otrzymujecie pulę kart tarota do wykorzystania.
Gradacja następująca: pik-kier-karo-trefl (najsłabsza)
Jeśli ktoś pociągnie atut, omówię to. Proszę nie podglądać cudzych łap.
Teraz tak: podczas wykonywania akcji proszę napisać, jakiej karty używacie. Ma to wpływ na wyniki działania (coś jak rzuty kością). Uwaga: do rzucania czarów nie trzeba dodawać karty, ale można.
Figury pokerowe wzmacniają efekt działania (ale trzeba wyrzucić od razu całą figurę - czyli parę, fulla, kolor etc.).

Var: 8 kier, 8 karo, król pik, dama kier, Wieża odwrócona (wieża symbolizuje albo - odwrócona - śmierć tego, co od dawna budowane, albo - prosta - umocnienie w przekonaniach i mocną podstawę działania) || PARA POKEROWA

Lan: 8 karo, 8 pik, 9 trefl, dama karo, król karo || PARA POKEROWA

Jack: walet trefl, 4 trefl, 7 kier, 6 karo, 5 pik

Avelin: 7 trefl, 7 karo, 9 karo, 9 kier, dama kier ||2 PARY POKEROWE

Altarion: 6 pik, 7 trefl, 9 trefl, 9 pik, prosty Księżyc (Księżyc w odwróceniu symbolizuje to, co zatajone i nieznane, ukrytą sferę, prosty - regularność cyklu oraz moc z zewnątrz. Niekoniecznie dobrą)

Kiser: 6 karo, 6 pik, 7 pik, 8 karo, król kier || PARA POKEROWA

Sirrina: 2 kier, 4 karo, 5 karo, 7 pik, walet pik

Altair PW
28 marca 2009, 14:39
Zdecydowanie muszę popracować nad celnością - pomyślał Altarion

Z zamyślenia wyrwał go odgłos kostura uderzającego o marmur. Var walczył właśnie z gargulcem.
Tym razem mag dokładnie się ocenił odległość oraz wszystkie możliwe przeszkody mogące "zakłócić" działanie zaklęcia. Krzyknął (na wszelki wypadek):

Uwaga! Odsuńcie się! - następnie rzucił (zużywającąc przy tym prawie 1/2 pozostałej many) zaklęcie paraliżu w kierunku głowy stwora (Altarion pamiętał, specyfika tego zaklęcia właśnie tego wymagała).

Jeśli się uda, zwykły kostur powinien wystarczyć. - pomyślał.

7 trefl na zaklęcie paraliżu.


Alamar PW
29 marca 2009, 16:00
Lan cofała się w głąb sali, trzymając się jednak linii stołów, by zgubić się w tłumie gości. Cały czas widziała jednak walkę i coś nie dawało jej spokoju:

Jestem bezpieczna, a oni niech się tym paskudztwem zajmą, tylko czemu mam wrażenie, że powinnam coś zrobić? Przecież poradzą sobie beze mnie... tak, na pewno sobie poradzą. Zresztą co innego mogę zrobić?

Field PW
31 marca 2009, 19:32
Zbiegły się dwa dosyć nieszczęśliwe momenty.
Kiedy Var trafił gargulca kijem w pośladki, Altarion rzucił zaklęcie paraliżu. Efekt był... cóż... Var już nie mógł odciągnąć rąk i kija od marmurowego straszydła. Przynajmniej Altarion wyszedł z tego cało.
Maszkaron obrócił głowę, spojrzał na Vara i zaskrzeczał donośnie, kręcąc tyłkiem. Kiedy zrozumiał, że mag raczej nie puści go, skrzeknął jeszcze raz ze złością i machnął pazurami w jego stronę.
Na szczęście dużo nie udało mu się zrobić więcej, bo w tym momencie przerażona Sirrina chwyciła jeden ze świeczników i rąbnęła nim w marmur. Gargulec przekrzywił głowę, a świecznik rozbryznął wosk po szatach zgromadzonych tutaj.
Avelin zerknęła bez większego przekonania na to, po czym uznała, że chyba najlepiej będzie, jak coś zrobi. Po krótkim namyśle przypadła do Jacka i zaczęła mamrotać zaklęcie, dotykając jego żeber.
Jack zaczął powoli dochodzić do siebie. Kiedy otworzył oczy, dostrzegł, jak Var biega z kosturem wokół obracającego się ze złością gargulca. W końcu posąg wzbił się w powietrze i na wysokości rampy zaczął się miotać z wyjątkową zaciekłością, próbując zrzucić wciąż przyklejonego Vara, którego nogi teraz niebezpiecznie dyndały nad miską z wodorostami.
Kiser? Kiser w międzyczasie obserwował to wszystko z kieliszkiem trunku. No bo co miał niby zrobić? Thorold rzucił się z mieczem do ochrony biednego Richarda, trafiając w stół. Chyba zbyt dużo wypił. Za to Rosa... Rosa chyba zaczęła próbować pokazać, na co ją stać. Wyciągnęła przed siebie ręce i zaczęła z zamkniętymi oczami mamrotać jakieś zaklęcie.
Altarionowi ciarki przebiegły - wyglądało na to, że ruda szlachcianka faktycznie coś umie... gorzej, że Lan wciąż promieniowała zakłóceniami magicznymi (być może to z jej powodu paraliż nie wypadł jak należało?), a w dodatku Temperowa chyba wiązała magię ognia w tym momencie. Oby to był magiczny pocisk, bo jeśli coś nie wypali, to Var się stopi wraz z posągiem. Oby...

[Błazen na tę kolejkę dla gargulca]
[Sirrina - 5 karo]
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel