Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 5 - 6 - 7

Field PW
27 lutego 2009, 18:35
Jeżeli ktoś kiedykolwiek powiedział, że istnieje coś takiego, jak "normalny" bal, to najprawdopodobniej był idealistą. Oczywiście, spełnione zostały wszelkie standardy stereotypowego balu - tu i ówdzie uwijała się służba, co i rusz słychać było okrzyki: "Lady Anathema van de Marmalade z Castle Ironfist" itd. itd. Wszyscy zebrani wokół siebie toczyli mniej lub bardziej jałowe rozmowy o pogodzie, mężczyźni omawiali swoje nowe miecze i sposoby zdzierania podatków z chłopów; damy - komplementowały fałszywie makijaż swoich rozmówczyń. Pośrodku sali balowej znajdował się ogromny stół uginający się od jadła i napojów.
Zapadał już zmrok. Lady Loretty wciąż nie było - miała się zjawić dokładnie godzinę po zajściu słońca, tak więc na razie przyjęcie znajdowało się raczej w stanie embrionalnym. Tu i ówdzie słychać było truwera, tam gdzieś biegał błazen. Bez głównej bohaterki wieczoru jednak wszystko to zdawało się być blade i pozbawione życia.
Standardowo, jak to przy przybyciu, majordomus oznajmił: "Sirrina Valentine, Pierwsza Adeptka Silver Cove!". W tym momencie gdzieś z jedna trzecia sali, do której zdołał się przebić głos herolda, skierowała swoje spojrzenie na odzianą w fiolet błękitnowłosą kobietę.
Wśród nich znajdował się i opychający się właśnie koreczkami z wężowideł z Zamku Alamos Jack. Koło niego stała lekko nieprzytomna Lan, cały czas zastanawiająca się, o co tak właściwie chodziło Lady Loretcie z tym papierem, kiedy wciskając jej, zakazała go otwierać. Wśród wianuszka adoratorów niewieścich wdzięków znalazł się również analityczny Altarion próbujący zrozumieć, co jest nie tak z tą kobietą (a co wyraźnie podpowiadała mu intuicja) oraz Var, za którym przybiegła Avelin. Ta piątka wraz z kilkunastoma innymi osobami uparcie wpatrywała się teraz w jedną z pupilek Fleise.
Nikt nie spodziewał się, że przybędzie. Myślano, że tak zahukana dziewczyna raczej uniknie takiej fety. Cóż. Nie uniknęła. Teraz należało zacząć sobie tłumaczyć, o co chodzi i dlaczego tak się dzieje.
W tym samym momencie przez przejście przecisnął się młody człowiek z kilkudniowym zarostem na twarzy. Szlachectwa odmówić mu nie można było - przezierało ono przez sposób chodzenia, zachowania się, a ubiór, choć znoszony, wyglądał jednak na co najmniej dobrej jakości.
- Tu jesteś, Sirrina! - wrzasnął - Proszę państwa! Ta oto młoda dama miała czelność próbować mnie uwieść i wykorzystać! Mnie! Pierwszego siostrzeńca Loretty Fleise! Żądam... - w tym momencie zawiesił głos. Dojrzał Lan.
Atmosfera zgęstniała momentalnie.

dambibi PW
28 lutego 2009, 17:22
- Co! - Krzyknęła. - Kim ty w ogóle jesteś? Pierwszy raz cię na oczy widzę i masz czelność tak zwracać się do mnie? - Zapytała ze zdziwieniem.

f!eldf!eldDambibi, my tu stenogramu nie uprawiamy. Wczujże się w odgrywanie tej postaci - np. jak to powiedziała, co poczuła etc.

EDIT: I bądź łaskaw używać tych myślników, czy w ogóle znaków interpunkcyjnych...

Avelin PW
28 lutego 2009, 18:05
Z zaciekawieniem patrzy na Sirrinę i czeka na rozwój wydarzeń.

MCaleb PW
28 lutego 2009, 18:12
Zaraz po wejściu na salę, Var skierował się w stronę stołu. Miał wielką ochotę na dobry trunek z piwnic Lady Loretty, a także na wyśmienicie wypieczone udko z kurczaka. Niestety w połowie drogi, nie bacząc na maga, drogę zastąpił mu jakiś mężczyzna w pomiętym ubiorze. Żeby jeszcze bardziej rozjuszyć głodnego szaleńca, zaczął wykrzykiwać jakieś słowa. Var wcale nie zważał na to, co mówił człowiek. Zastanawiał się nad czymś zupełnie innym.
Przetrąć mu kark laską, będzie zabawnie. Tak! Naucz tego padalca właściwego zachowania!
Nie, za dużo tu osób.
Boisz się świadków, tchórzu?
Ależ skąd, moim zmartwieniem jest to, że mogę trafić w kogo innego.

Gdy tak rozmawiał sam ze sobą w myślach, przekręcił głowę na bok i oblizał szybko usta. Włosy zasłoniły połowę jego normalnej twarzy, a cały lekko się pochylił.
Zaczął się zastanawiać, czy nie wypalić oczy tego bufona iskrami, lecz nagle go uderzyła pewna myśl.
Moment, od kiedy prowadzę dialogi z samym sobą?
Powinieneś to lepiej wiedzieć, kochanieńki.
Szlag! Nieumarli! Ale gdzie?

Rozglądnął się po sali, lecz żadnych szkieletów, zombie, ghuli czy liszy nie zauważył.
Może wpierw załatwimy tego bubka? Proooszę?
Var zignorował tę docinkę. Wciąż nie widział żadnego śmierdzącego truposzczaka, lecz nie dawał za wygraną.
Wreszcie zrezygnował. Najwidoczniej musi ich być więcej w innej części zamku.
Tak naprawdę nie interesowała go sama ich obecność i nie miał zamiaru ich szukać. Po prostu wiedział czym się skończy obecność jednego z ich przedstawicieli zbyt blisko niego.
Miał co prawda opinię szaleńca, ale nie chciał sobie jej całkiem zepsuć. Nieszkodliwy szaleniec, a kompletny wariat robiło dość znaczną różnicę.
Głos zaśmiał się złowieszczo w jego głowie.
Z tego wszystkiego zapomniał na moment o otaczającym go świecie.
Nagle oko za maską zalśniło i zgasło. Wszystko wróciło do normy, a śmiech ucichł jak ucięty nożem.
Chyba o czymś jeszcze zapomniałem. Pomyślał, po czym raz jeszcze rozglądnął się po sali, lecz tym razem zwracając uwagę na wszystkich gości pod względem ich użytkowania magii.

Altair PW
28 lutego 2009, 18:37
Altarion oderwał na chwilę wzrok od tego co tak przykuło uwagę innych i rozejrzał się po sali. Na pierwszy rzut oka nie zauważył niczego niezwykłego.
A jednak - pomyślał - założę się o mój kostur, że coś za chwilę się stanie.
Jego przeczucie zdawało się potwierdzać dziwne zachowanie Vara i Lan oraz młody człowiek.

Alamar PW
28 lutego 2009, 18:43
Lan starała się postępować zgodnie ze słowami Loretty, by szukać kogoś nietypowego na balu. Ale wszyscy dla niej byli nietypowi - nigdy jeszcze nie widziała tylu przeróżnie ubranych osób.

Na szczęście żadna sukni nie może równać się z tą od Loretty! - pomyślała i uśmiech zagościł na jej obliczu.

Tylko o co jej chodziło z tym listem? Ale skoro mam go nie otwierać, to trudno. Tylko co z nim zrobić? Schowam do kieszeni. - po czym włożyła list do kieszeni... a raczej próbowała, bo wylądował on na podłodze. Nikt tego jednak nie zauważył.

Zapomniałam, że suknia nie ma kieszeni. Właściwie to żadne z ubrań ani Loretty, ani nikogo innego nie ma kieszeni. Dziwne...
Trudno, muszę gdzieś schować ten liścik... o tu będzie bezpieczny
- po czym wsunęła go za dekolt sukni, tuż pod medalion.

Skoro mam ten problem z głowy to czas powłóczyć się trochę po sali.
Jak pomyślała tak też zrobiła. Niczego niezwykłego, a raczej odstępującego od niezwykłości, które oglądała, nie zauważyła.

Stanęła przy jakimś osobniku, który tylko wcinał żarcie z talerzy i zaczęła się przyglądać, czym się on tak truje, gdy usłyszała głos dobywający się z sali:

- Pierwszy raz cię na oczy widzę i masz czelność tak zwracać się do mnie?

Obróciła się w tamtym kierunku i ujrzała spojrzenie jakiegoś osobnika skierowane w jej kierunku, a jego oczy niemal wyszły z orbit.
Rozejrzała się, kto za jej plecami mógł wzbudzić taką reakcję tego gościa, ale nikogo nie zauważyła.

- Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha. Nic Ci nie jest? Spójrz, za mną nie ma duchów, więc nie masz się czego bać. Musiało Ci się coś przewidzieć. Może powinieneś odpocząć na świeżym powietrzu? - odparła niewinnie i z cała szczerością.
Wydawało jej się, że cała sala niemal powstrzymuje się od śmiechu, tylko co ich tak rozbawiło?

Field PW
1 marca 2009, 15:40
Młodzieniec cały czas patrzył na Lan. W momencie, gdy wypadł jej list, zabłysły mu oczy. Kiedy natomiast usłyszał jej słowa, poczerwieniał z urazy, ale szybko skierował swoje spojrzenie ku jej zabudowanemu niczym twierdza dekoltowi, co wyraźnie go ośmieliło i zaczął perorować:
- Ach... cóż za wyborny dowcip - zaśmiał się nieszczerze. - Panienko Lan, nie spodziewałem się tutaj panienki. Lady Loretta tyle mi o panience opowiadała... - uśmiechnął się i powoli zaczął kroczyć w jej kierunku - Proszę mi wybaczyć tę wpadkę. Oczywiście, nie chciałbym tutaj robić zbytniego zamieszania, w końcu taka uroczystość jak ta, nie służy innym... Przepraszam...
Po czym zerknął w kierunku Jacka i wykrzywił się.
- Widzę, że panienka dobrała sobie... dziwnych... towarzyszy...

W międzyczasie Var poczuł się jak kopnięty prądem. Podobne odczucie natychmiast dotknęło Altariona i Avelin. Coś tu nie było tak. W sali kipiało aż od tłumionej energii magicznej, buzującej z niektórych ludzi niczym pochodnia, jednak strumienie mocy dziwnie załamywały się w ich okolicy. Te, które można było wyczuć bezpośrednio od ich trójki uciekały od nich, jakby chciały się wyraźnie uwolnić. Var i Altarion natychmiast poczuli się nieswojo. Coś tu ich blokowało.

Altair PW
1 marca 2009, 16:20
Cała ta sytuacja nie podobała się Altarionowi. "Nie lubił" tajemniczych jegomości pojawiających się nie wiadomo skąd i nazywających jego i towarzyszy "dziwnymi". Spojrzał w kierunku Vara.
Jeśli zaraz czegoś nie zrobię to Var lub Jack gotowi są "źle go zrozumieć" - pomyślał.
Wiedział czym może się to skończyć dlatego postanowił rozładować nieco atmosferę. Podszedł w kierunku Lan i dziwnego nieznajomego po czym zwrócił do młodzieńca:

Widzę, że dobry humor panu dopisuje. Niestety obawiam się moi towarzysze mogli źle zrozumieć tą aluzję. - Tu Altarion rozbrajająco się uśmiechnął, jednocześnie przygotowując nieco many na ewentualne zaklęcie.
Myślę, że nie jest waść z nami do końca szczery. - Skończył Altarion tym razem bez uśmiechu.

MCaleb PW
1 marca 2009, 17:11
To nieprzyjemne uczucie otrzeźwiło Vara i tym razem z większą uwagą przysłuchał się toczącej dyskusji. Uznał, że mogłoby wyniknąć z niej coś pożytecznego.
Zaintrygowało go głównie zachowanie krzykacza, który teraz bardziej polegał na swoich wazeliniarskich umiejętnościach, niż na sile głosu.
Domyślił się też, że słowo "dziwnych" było skierowane również do niego, jednakże tak często odnoszono się do niego tym przymiotnikiem, to nie wywarł na nim żadnego wrażenia. Zastanowiło go jednak czemu ten gość uznał, że towarzyszył tej młódce. Nawet więcej - czemu tak też określił kilka innych osób, znajdujących się niedaleko.
On coś wie. Najchętniej użyłbym magii, by wejrzeć w jego umysł. Jednakże czuję, teraz nie jest na to pora. Coś mi tu mocno śmierdzi i nie jest to woń tego fioletowego obżartucha.
Zacisnął mocniej dłoń na kosturze i czekał na to, co się miało wydarzyć.

dambibi PW
1 marca 2009, 17:11
W Sirrinie gotowało się coraz bardziej.Najpierw, ni z tego ni z owego przyszedł jakiś człowiek i zaczął wygadywać jakieś bzdury, a teraz nie odpowiadając jej zaczął rozmawiać z kimś innym.

-Brak wychowania.-Wyszeptała czarodziejka.

Avelin PW
1 marca 2009, 18:51
Choć poczuła się dotknięta tym co powiedział młodzieniec, postanowiła to zignorować.Chociaż czuła, że coś jest nie tak, nie wiedziała co, więc postanowiła poczekać co odpowie młodzieniec.

On na pewno coś ukrywa...-pomyślała

Alamar PW
2 marca 2009, 17:29
Lan zaczęła się wpierw cofać na widok zbliżającego się mężczyzny (Czemu się on tak dziwnie na mnie gapi?), ale szybko przystanęła. Może dlatego, że uderzyła tyłkiem w stół i nie miała gdzie się już cofnąć?

- Towarzyszy? Jakich towarzyszy, przecież stoję tu sama. Chyba panu się coś pomyliło... Najpierw widzi pan duchy, teraz jakichś niewidzialnych najwidoczniej ludzi... czy aby na pewno nic panu nie jest? Może jednak powinien się pan przewietrzyć? - po czym zwracając się do gości na sali - Może mi ktoś pomóc odprowadzić tego pana na świeże powietrze? Widocznie trunki mu niezbyt dzisiaj służą...

No i może się odczepi ode mnie, jak wyjdziemy, bo inaczej to chyba mu coś zrobię. - pomyślała.

Field PW
3 marca 2009, 21:53
Młodzieniec faktycznie się miotał jak szalony. Odwrócił się do Altariona, puścił mu krzywy grymas, który chyba miał być sugestią uśmiechu, a następnie zignorował go i perorował dalej do Lan:
- Ależ tak, świetnie się składa... Co prawda, ja się dobrze czuję, bez problemu, wszystko wspaniale, ale z wielką chęcią bym poznał panienkę bliżej... może niekoniecznie przy takim chaosie. Tutejsza atmosfera sprzyja tylko plotkom i skandalom. - odwrócił się i zderzył z Sirriną. - Ja przepraszam. - wyburczał do niej. - My... jeszcze porozmawiamy.

W tym momencie między Varem a Altarionem stanęła jakaś wyjątkowo wysztafirowana na oko czterdziestoletnia postawna dama, obwieszona amuletami, błyskotkami, z powsadzanymi piórami w rudą grzywę falujących włosów. Uśmiechnęła się, niczym harpia, i od razu zaczęła:
- Ach! Adepci sztuki magicznej? Już myślałam, że się pomyliłam, ale w końcu... swój pozna swego, prawda? Rosa Aurelia Comosa de Rimini van Condezna Trimanis Temper. Z TYCH Temperrrów - przeciągnęła "r". - Oczywiście, Osric wysłał mnie zamiast siebie tutaj, myślałam, że się zanudzę, ale widzę, że wreszcie trafiłam na persony godne siebie. Nie tylko na dyletantów albo tarwazów... - tutaj spauzowała. Zaleciało okean. - ...znaczy kuglarzy.... Ale tacy panowie... Kim jesteście? - w tym momencie Altarionowi zaświeciła się lampka gdzieś w czeluściach umysłu. Harpia rozpoczęła polowanie. - Albo, zacznijmy inaczej, bo ja tutaj dużo mówię... Zamieniam się w słuch! Co panów tu przyprowadziło? Poza zaproszeniem od Lori, rzecz jasna... - zachichotała kokieteryjnie.

MCaleb PW
4 marca 2009, 02:27
Wolałbym jakby to straszydło poszło kogoś innego torturować. Przemknęło Varowi przez myśl. Przez chwilę jeszcze bił się z myślami, czy ważniejszym jest dojść do tajemnicy krzykacza, czy też ukierunkować rozmowę z babsztylem na tematy bardziej go interesujące - wiedzy i ksiąg. Uznał więc, że nie spuści oka z dziwnego szlachciura, jednocześnie spróbuje wywiedzieć się czegoś od kobiety.

Przechylił się lekko w prawo, a następnie w lewo, jakby usłyszał jakąś melodię, a następnie wyprostował się jak na baczność.
- Jam jest Var. - zaczął powoli barytonem, a następnie przyspieszył i przeszedł w kontratenor - Ten Varrrr. - Przy przeciąganiu R nachylił się lekko nad rozmówczynią, uśmiechnął od ucha do maski i zamrugał okiem.
Chyba nie tak wywiera się pierwsze wrażenie, ale nie mogę się kontrolować. Trudno, nie pierwszy raz i nie ostatni.
Wyprostował się więc, siląc na powagę, po czym odrzekł już normalnie:
- Przyprowadziły mnie tu moje własne drogi. Drogi kręte, niebezpieczne i zdradliwe. - po czym dodał szybciej - Choć tak naprawdę, to przyjechałem tu karocą.
Było to oczywiście kłamstwo. Nie lubił wydawać złota na zbytki, lecz lepiej brzmiało niż "przybyłem tu piechotą". Podrapał się więc za uchem i kontynuował.
- Wspomniała Pani - tu z naciskiem na duże P - o swoim zamiłowaniu do magii - "Gdyż zły gust widać wyraźnie" dodał w myślach i przekrzywił lekko głowę w prawo - Jakiej dokładnie magii?

Najbardziej jednak go zastanawiało, czemu nie znała ich imion, skoro prezencja odbyła się przed paroma minutami. Jej anonsu także sobie nie przypominał - zwróciłby uwagę na tak przydługawe nazwisko. Mimo to żądza wiedzy była silniejsza od ostrożności.
Zerkając lewym okiem co rusz na krzykacza i dziwną damę, bezwiednie szykował się do rzucenia zaklęcia.
Jeżeli zajdzie potrzeba, ruszy za przedziwnym mężczyzną. Na razie pozostało mu robić dobrą minę do złej gry.
Zaburczało mu w brzuchu.

Altair PW
5 marca 2009, 23:24
- Jestem Altarion - kolekcjoner magicznych przedmiotów, w wolnych chwilach mag. - zaczął, starając się ukryć zdziwienie nagłym pojawieniem się postawnej damy.
Kto ich tu wszystkich zaprosił? - pomyślał Altarion jednocześnie przypominając sobie, że zdecydowanie zbyt łatwo udało mu się tym razem "wprosić" na bal. Coś tu zdecydowanie było nie tak.

- Co do powodów mojego przybycia to są one raczej prozaiczne. - kontynuował.

- Poszukuję rzadkich artefaktów do mojej kolekcji, gdzież indziej je znajdę jak u poważnych magów na tak znamienitym przyjęciu jak to. - powiedział Altarion starając się zachować poważny wyraz twarzy. Sam dobrze wiedział, że po ostatnim zakupie amuletu (tandetnego jak się później okazało) jego "sakiewka" nie miała zbyt dużej zdolności nabywczej. Trudno byłoby za tą kwotę zapłacić za nocleg w karczmie, nie mówiąc już o "zabawie" w kolekcjonera.

- A co Panią jeśli to nie tajemnica sprowadza na to przyjęcie? - zapytał Altarion nie spodziewając się jednak szczerej odpowiedzi. Celowo udał, że nie słyszał jej mglistych opowiadań o jakimś Osricu.
Następnie dyskretnie rozejrzał się po sali starając się wypatrzyć coś niezwykłego.

Alamar PW
6 marca 2009, 18:03
Lan była tak zdziwiona pojawieniem się nowej postaci, że całkowicie zapomniała o młodzieńcu. Słuchała z uwagą, co ta kobieta ma do powiedzenia, ale nic z jej bełkotu nie zrozumiała. Zauważyła za to, że na balu pojawiły się dwie nowe postaci: jakiś osobnik ze szpiczastymi uszami oraz drugi w jakiejś dziwnej masce i zaczęli rozmawiać z kobietą.
Żebym to ja wiedziała, o czym oni rozmawiają? Wprawdzie brzmi to jak tutejszy język, ale nic z tego nie rozumiem. Czy muszą porozumiewać się szyfrem? Trudno, wypadałoby się przedstawić - po czym zwróciła się do całej trójki:

- Miło mi was poznać. Jestem Lan i jestem gościem pani Loretty Fleise. Z kim mam przyjemność?

Field PW
7 marca 2009, 15:10
Młodzieniec zamrugał oczami. No tak, Lan go olała. W związku z tym skierował swój gniew na Sirrinę.
- Wiesz, co cię czeka za uwodzenie mnie? Trzeba było się nie szlajać po korytarzach i dybać na czyjeś sakiewki, zaczął gniewnie. - odwrócił na moment wzrok i dostrzegł Jacka. - Dobry człowieku, ty tam, z opaską na twarzy. Możesz mi pomóc odprowadzić tę panią tam, gdzie jej miejsce?

W międzyczasie rudy babsztyl sprawiał wrażenie dochodzącego do orgazmu.
- Aaaaach! Panowie! I pani, rzecz jasna. Panienka Lan... Tyle o panience słyszałam... Jeszcze raz się przedstawię - Rosa Aurelia Comosa de Rimini van Condezna Trimanis Temper. Ach, a pan jest OWYM Varem... - tutaj wyraźnie nieszczery uśmiech dał trójce do zrozumienia, że Rosa najprawdopodobniej nie ma najmniejszego pojęcia, kim mógłby być Var, ale z pewnością jest ważną personą. Na tyle ważną, by warto było go zapamiętać. - Ja jestem tylko z zamiłowania magiem ognia, czasem się też posiłkuję magią światła. No i oczywiście trochę przepowiadania przyszłości. Właściwie to urodziłam się z tym darem. I wiecie, co, państwo? Tu się wydarzy coś niedobrego.

- Ta pani ma akurat dobre wtyki, niezależnie od tego, czy coś jest w stanie faktycznie wyprorokować ze swojej szklanej kuli. - wtrącił się postawny, siwy szlachcic z krótką brodą. Ubrany prosto, w czarne szaty, z jednym klejnotem na łańcuchu. Rosa wyraźnie zrobiła zgorszoną minę. - Thorold Drus, obecny namiestnik Blackshire. Podobno Loretta ma niezłe problemy z miejscową sektą Baa.

dambibi PW
7 marca 2009, 16:01
-Mam nadzieję że "Pan z opaską na twarzy" nie będzie na tyle głupi żeby posłuchać bełkotu tego pana. -Zwróciła się do Jacka.


-A ty, chyba za dużo wypiłeś... Jestem tu od wczoraj i nigdy cię nie widziałam. - Wysyczała.

Nivelus PW
7 marca 2009, 17:04
Jack wstal od stolika i zwrocil sie do Sirriny: Dybalas na jego sakiewke? No, no, no... A co do ciebie, zwrocil sie w kierunku MEzczyzny, Najpier nazywasz mnie Dziwnym teraz prosisz o przysluge? Zapomnij Poczym usiadl na swoim krzesle i zaczal rozmyslac.

Co za facet... chetnie odarl bym go ze skory, pocwiartowal i spalil. heh...na dodatek nie widze tu zadnej sakiewki do obrabowania...albo artefaktu...hmmm, gdzie jest Loretta? Cos mi tu smierdzi...

Avelin PW
7 marca 2009, 18:24
Dla Avelin cały ten bal, był jakiś dziwny...Ten mężczyzna i nieobecność Loretty...A na dodatek to dziwne uczucie... Więc postanowiła porozglądać się po sali.
-Nic dziwnego nie widzę...-pomyślała
I usłyszała głośny głos kobiety.
Odwróciła się i zobaczyła grupkę osób rozmawiających ze sobą.
Postanowiła podejść do grupki i wdać się w rozmowę.

Witam Was wszystkich, nazywam się Avelin-powiedziała
A Wy kim jesteście?-spytała
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7
temat: [RPG] Ostatni bal - drużyna I: etap zakończony

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel