Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Pradawna Groza - Ancient Fear
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 ... 17 - 18 - 19

Nicolai PW
17 listopada 2016, 20:34
NicolaiNicolaiXel, węgiel, ołówki i grafen



- Ale czy ja mówię, że siarka służy do opału? - Spytał Brimstone. - Że tak nieskromnie powiem, to ja ją odkryłem i wiem najlepiej do czego służy. - Stary brodacz uśmiechnął się. - A co do węgla to teraz on służy do opału, ale czuję w kościach, że na tym to się nie skończy. Mój przyjaciel z Tor-Hallr odkrył odmianę tegoż minerału, którą nazwał grafitem. Gdybyś widziała co to za cudo… zakładam, że w przeciągu dekad całkowicie wyprze atrament i pióra. Tylko ów minerał jest bardzo kruchy i Gimli opracowuje sposób, by obejść łamanie się w rękach… macie jakieś pomysły?


Dalsza droga przebiegła w atmosferze naukowych rozmyślań Brimstone’a na temat węgla i jego odmian. Nawet opowiedział swój sen, który uznaje za proroczy i na nic nie zdają się wytłumaczenia Brigid, że to zwykłe głupoty. W każdym razie widział w niej odległą przeszłość, w której Mana została wyparta przez błyskawice doprowadzane łańcuchami do mechanizmów, a Ashanti jechali blaszanymi, bezkonnymi powozami zasilanymi błotem wydobywanym z głębi ziemi. Nawet pojawiła się nowa odmiana grafitu o ciekawie brzmiącej nazwie, grafen, i miała podobno nadawać się do dosłownie wszystkiego.


Jakiś czas później


Zaczęło się ściemniać, więc Brigid zarządziła przystanek w pierwszej napotkanej gospodzie. Tak się złożyło, że był nim ”Wypalony Einherjar” we wiosce Stombork. Był to tak właściwie loft urządzony ze starej kuźni, z której wiele przyrządów czy narzędzi się ostało i zostało wkomponowane w lokal tak, by go upiększały. Przy wejściu było nawet obowiązkowe kryształowe serce, które krasnoludy zwykły dotykać przy wchodzeniu i wychodzeniu.


Wędrowcy usiadła przy kamiennym stole stylizowanym na olbrzymie kowadło. Brimstone zdecydował, że jest jeszcze wcześnie, więc może umilą sobie postój kapką alkoholu. Bart zamówił wódkę, bo jak mawiał dzięki niej jego poparzona twarz nabierała jednolitego koloru, a Brigid zdecydowała się na ciemne piwo. Po paru głębszych powrócił temat wspominania dawnych dziejów, ale tym razem, dzięki magicznym właściwościom alkolohu, Belbruga usłyszała bardziej odważne szczegóły.
- A pamiętasz droga Brigid Kariego? - Zaczął Bart.
- Co mam nie pamiętać? Wielki bohater i ojciec obecnego króla... - Odpowiedziała koboldka.
- No właśnie… to wyobraź sobie, że taki wielki bohater co kładł demony i mroczniaki całymi oddziałami bał się jednej rzeczy...
- Ożenku z Vilmą? - Spytała Brigid.
- No to bał się dwóch rzeczy... - Brimstone poprawił poprzednie zdanie. - Tą drugą była… woda. Taki duży, stary chłop, a zamierał w bezruchu za każdym razem jak chciałem go wprowadzić na statek, a co się działo na samym pokładzie… na kędzierzawą brodę Fassolta.
Dwójka starych znajomych zaczęła się śmiać.


Następnego ranka


Pierwszy obudził się Brimstone, a to dlatego, że przyśniło mu się coś podobno genialnego i musiał szybko to zapisać. Wybiegł więc przed karczmę, by wyciągnąć grafit z powozu i to co ukazało się jego oczom zmroziło krew w jego żyłach.
- Stary, gdzie jest moja bryka? - Zapytał samego siebie, a potem pobiegł budzić Brigid i Belburę. Nie były z tego powodu zbyt zadowolone, bo wolałyby przespać kaca, ale jak usłyszały co się stało to momentalnie stanęły na równe nogi.


NicolaiNicolaiNijt i fanatycy wędkarstwa



- Jaka pełnia? - Spytał skonfundowany Ozjasz. - Ty go musisz wywołać w samo południe… żeby malarz miał jak najlepsze światło. Robię to dla przyjemności, ale to nie znaczy, że nie chcę przy okazji zarobić na tym. - To była zła wiadomość, bardzo zła, rytuał dzienny był dużo bardziej skomplikowany, ale “nasz klient, nasz pan” jak to mawiał Qai’m.
- Przygotować się do safari? - Spytał Icek. - Ja się urodziłem gotowy.


Strumyk nieopodal krzaczka


Strumyk pod Listmoor nie był znowu takim strumykiem, w sumie to było mu bliżej do rzeczki. W najgłębszym miejscu głęboko na metr, wartki nurt i pełno rzęsy wokół. Elf władował się nad brzeg i zaczął zbierać otoczaki. Miał już dziewięć w swoim koszyku, schylił się po dziesiątego, pociągnął do siebie i nic. Twarda sztuka, ugrzęzła głęboko w mule. Shadal chwilę się z nim męczył aż w końcu kamulec odpuścił. Niestety elf ciągnął zbyt mocno przez co z impetem wpadł do wody robiąc mały plusk.


- Ej! - Zawołał głos z rzęsy. - Co to ma być?
- Płoszysz nam ryby! - Odezwał się ktoś drugi.
Elf wytężył wzrok i dopiero teraz ich zauważył. Dwójka ludzkich mężczyzn we wieku średnim z obowiązkowym wąsem i mięśniem piwnym, no i zaczątkami łysienia.
- Teraz już nic przez Ciebie nie złowimy… dzięki! - Dopowiedział pierwszy, wyglądał na poważnie zdenerwowanego.

Irhak PW
17 listopada 2016, 21:26
- Raanar, Raanar, Raanar - mamrotał pod nosem Merran, próbując sobie przypomnieć wszystko co o tych stepach wiedział. - Stepy są ogromną, otwartą przestrzenią przeważnie płaskiej ziemi, która rozciąga się daleko na północ i wschód. Nikt jeszcze nie odwzorował jej w pełnym zakresie, a ci, którzy próbują tego dokonać nie wracają. Zdecydowana większość terenu jest na wzniesieniu równiny, poprzecinana okazjonalnie przez wąwozy erozyjne lub niskie, łagodne wzgórza - wyrecytował wszystko jednym tchem. - Jedynymi znanymi osadami orków są Qutugh, ziemie najtwardszych centaurów, oraz Oyugun, gdzie odkryto Dolmen Matki Ziemi pokryty starożytnymi symbolami i kształtami, do którego to przyjeżdża wielu szamanów, bo go badać. Ppzostają jeszcze Qulan ze swoimi gorącymi źródłami i cynobrami oraz Bayar, miasto z największym targiem na wschód od Imperium. Jeżeli jednak miałbym zgadywać to ten twój nekromanta przebywa właśnie w Oyugun. A jeżeli to prawda to albo trzeba byłoby okrążyć góry wokół Helexii lub przebrnąć przez nie i zejść wzdłuż stoków lodowców Shanriyi, domu klanu nag zwanych Lodowymi, które od wieków nie utrzymują kontaktu z Cesarstwem Lotosu. Ten plan podróży wydaje się mi nawet sensowny i pozwalałby poznać trochę więcej świata. Mógłbym przyjąć twoją propozycję, ale wyruszę dopiero po turnieju. Jestem ciekaw jak sprawy się tutaj ułożą z tym mieczem w pobliżu. To może być bardzo ciekawy turniej.

Belegor PW
18 listopada 2016, 00:11
Ronin słuchał smutnej Hikume, a potem lokaj powiedział, że dziś kończą się zapisy do turnieju. Ronin nie marnował czasu. Objął ręce Hikume i powiedział:
- Rozumiem. Wierz mi, Twoje bezpieczeństwo jest dla mnie najważniejsze. Klan mi Cię powierzył. Dlatego będę przy Tobie, aż dotrzemy do ślepych braci i upewnię się, że będziesz tam bezpieczna i szczęśliwa. Przyrzekam na swój honor. A teraz wyruszam zapisać się na turniej. Hebi będzie z Tobą. Niedługo wrócę, na razie.

Naga szybko ruszyła by zdążyć się zapisać. Po drodze widział dzieciaki kradnące okolicznych gapiów i kramarzy. Dla nagi była to raczej zagrywka mrocznych elfów, które płaca tym dzieciakom. Po co przecież miałyby kraść, skoro mają rodziców od ich utrzymania, nie?
Pilnując swojej sakiewki ruszył dalej.

W namiocie panował tłum i ścisk. Wszędzie były zbroje, bronie przy ścianach namiotu, długa kolejka do zapisów i gapie. Ronin słyszał mimo niechcenia komentarze co głośniejszych dziewek. Nie był nimi jednak zainteresowany. Bądź co bądź one należały do innego gatunku, więc nijak były atrakcyjne dla nagi. Poza tym....kulasy zamiast ogona? Jak by to miało wyglądać?!

To nie był koniec żenujących atrakcji...miejscowa ludność, była jeszcze gorsza. Słuchając "rozmowy" wyznawców Ylatha Ronin zaczął rozumieć czemu Hashima trzyma duży dystans od kontynentu.

Na koniec musiał odpowiedzieć na pytania zrzędliwej rasistki, która chyba nie cierpiała innych ras niż ludzie. Ronin jednak nie wyraził emocji:
- Wybacz, że Pani przeszkadzam, ale faktycznie przybywam by zapisać się na ten zaszczytny turniej. Tylko dlatego przybyłem do tego miasta. Nie zabawię tu długo. Wystarczy zapisać mnie jako Ronin. Co do dowodów tożsamości. Zostałem wysłany zanim diaspora na dobre się zaczęła. Regen, ambasador Hashimy odpowiada za mnie i moją towarzyszkę. U niego w tej chwili przebywamy. Jeśli będą problemy z tym związane, proszę się skierować do Niego. Mam nadzieję, że to wystarczy....waszmość Pani?

Ronin miał nadzieję, że to wystarczy. Zaciekawiła go wiadomość, że pustelnik wyszedł z gór na ten turniej. No i Regen również weźmie w nim udział. Może ten miecz miał być dla niego? Na dodatek minotaur świadczył o obecności mrocznych elfów. Ostatnio co pamiętał, to przed ostatnią izolacją minotaury były honorowymi wojownikami mrocznych elfów, więc może będzie znał los nagów z Kakuregi? Ronin powoli uświadczał się, że udział w turnieju było dobrą decyzją.

Nitj'sefni PW
18 listopada 2016, 15:40
- Wybaczcie panowie. - powiedział spokojnie Shadal - Nie chciałem spłoszyć wam ryb.
Jednak po chwili przyszedł mu do głowy ciekawy pomysł.
- Skoro już i tak nic nie złowicie, to pewnie wracacie teraz do Listmoor. Może pomoglibyście mi zanieść ten worek kamieni do miasta? Wyglądacie na bardzo silnych mężczyzn, a ja jestem tylko elfim czarodziejem. - Ludzie to nieskomplikowane istoty. Elf wiedział o tym, dlatego zadziałał według sprawdzonego schematu. Najpierw ładnie przeprosił, potem połechtał ich ego, no a teraz pozostało tylko wspomnieć o pieniądzach... - Oczywiście zapłacę! Dam wam po pięć sokołów... - chwila zastanowienia - Wyglądacie na uczciwych... niech będzie moja strata. Po dziesięć sokołów dla każdego!

Nicolai PW
18 listopada 2016, 18:39
NicolaiNicolaiDrogi pamiętniczku, dzisiaj był dobry dzień… wprowadziłem długo planowany suspens i uwaliłem każdego gracza, któremu teraz odpisałem (i jednego któremu nie odpisałem też), ale jak to się mawia wśród MG “graczy zawsze trochę się uwala”.



NicolaiNicolaiBelegor, czcigodny ze wzgórza i ostatni zawodnik



Grassine wzruszyła ramionami. Z ambasadą nie będzie dyskutować. Od niechęci do gadzich, jak ich określała, silniejsza była u niej chęć utrzymania posady.
- No dobra… podpisze tu i tu. Rachunek wyślemy do konsulatu. - Powiedziała niezadowolona. - Ja nie wiem co z Wami, nagami jest nie tak… jeden płaci za drugiego, jakby za siebie nie mogli wykładać. Z tym całym ze wzgórza tak samo… Brekka dała mu za darmo kluczyki do pokoju, bo podobno jakaś gadzia parka opłaciła z góry na cały czas trwania turnieju i się rozmyśliła i izba stała pusta. - Ta informacja wydawała się nadze bardzo interesująca. Wyglądało na to, że być może spotka się z nim jeszcze przed turniejem.


Urzędniczka pokiwała głową, pokwitowała co było trzeba i zapytała czy jakiś rynsztunek Ronin sobie życzy. - Jakby co to jutro na rynku w samo południe losowanie grup. Zasady będą jak w hendbolu, znacie zasady zawodów w hendbolu? Najpierw faza grupowa, a potem pucharowa. - Zapytała niepewna. - No nic… na dzisiaj koniec. - Grassine zaczęła zbierać dokumenty z biurka i wtem wbiegł tajemniczy jegomość z Goblinem w meloniku i z monokrem..
- Stać! - Przybysz zawołał z trudem łapiąc oddech. - Jeszcze jeden zawodnik!
- Pan? - Urzędniczka spytała zdziwiona. - Takie chucherko?
- Ja nie.... - Mag zrobił tajemniczą pauzę. - Co za absurdalny pomysł?
- To może ten Goblin? - Grassine wskazała na towarzysza swego rozmówcy.
- Nie, nie… moment. - Tajemniczy jegomość odwrócił się w stronę wejścia. - Chodź do nas!
- Kiedy ja nie chcę? - Odpowiedział donośny głos.
- A jak chciałeś pojeździć na osiołku to co? Mówiłem, że mi się nie chcę… ani osiołkowi? Nie… zabrałem Cię na gospodarstwo. - Mężczyzna odpowiedział tajemniczym tonem.
- No dobra... - Padła odpowiedź. - To wchodzę.
I wtem wszystko wokół zaczęło się trząść. Ronin odruchowo spojrzał w kierunku wejścia, bo wydawało mu się, że ujrzy w nich ich przyczynę. I ujrzał… ogromny łeb słonia.
- Vanagar… ja się chyba nie zmieszczę. - Kreatura pokiwała głową przecząco przypadkowo przewracając plotkarki prosto na stojaki z dzirytami. - To było niechcący! - Zwierzolud odsunął głowę w górę przez co naruszył belkę nośną.
- Bart, gdzie Twoje maniery? - Czarodziej go skarcił. - Co się mówi jak gdzieś wchodzisz?
- Ale Bart wszedł tylko trochę… więc nie wiedział jak miał powiedzieć “dzień dobry” tylko trochę. - Słoniolud był jak te jego “dzień dobry”. Rozumny, ale tylko trochę.
- Co, co… to jest!? - Grassine zapytała kiedy odzyskała głos. - Na pierzastego ptaka Elratha!
- Jeszcze nie ustaliliśmy taksonomii, ale wstępnie skłaniamy się ku określeniu “loksodon”. - Wytłumaczył Goblin w meloniku.
- Nie… nie mogę tego czegoś zapisać na turniej. - Jej bled dotknął Barta, który zaczął płakać i uderzając przy tym rytmicznie o podłogę. Cały namiot przy tym chodził.
- No i widzi Pani co najlepszego zrobiła!? - Przybysz przytulił Barta. - Już dobrze, już dobrze… ja wiem, że jest pani urzędniczką i w opisie stanowiska stoi, że trzeba być wredną zołzą, ale bez przesady. Trzeba szanować cudze uczucia! Byłoby Pani miło jakbym nazwał Panią spruchniałą kobyłą!? - Grassine aż się zapowietrzyła.
- Nie mogę zapisać i tyle! - Burknęła obrażona.
- Jak nie, jak nie! - Przybysz zaczął się wydzierać, ale Goblin go uciszył.
- Musi Pani, przejrzałem dokładnie regulamin i nie ma w nim żadnych obostrzeń dotyczących rasy czy profesji, więc jakby stawił się tutaj smok zwiadowca to to musiałaby go Pani przyjąć. - Rzekł Goblin.
- Ale nie przyjmę, bo koniec zapisów, o! - Urzędniczka nie dawała za wygraną.
- Vanagar, wizytówka... - Goblin wziął niebieski papier od swojego przełożonego i pokazał Grassine, która momentalnie zdębiała. To nie był jakiś tam przybłęda ze słoniem cyrkowym jak się jej wydawało, a Karmazynowy Graf, władca innego państwa. Nie mogła nie spełnić jego żądania, bo Farkas bardzo rozgniewałby się, a jak jest rozgniewany to jest źle. Pewnie zupełnie inaczej zachowywałaby się jakby Vanagar ubrał się na karmazynowo jak ma w tytule, a nie w barwach lazuru.
- Taki wyszczekany to powinien na dyplomatę się zapisać. - Wymamrotała pod nosem wypełniając dokumenty.
- O tak… tylko chciałaby Pani Goblina przy stole negocjacyjnym? - Rzecznik Vanagara odpowiedział informatywnym tonem. Po odebraniu papierów Goblin ukłonił się i wraz z Czarodziejem wyszli z namiotu.
- To co? Wracamy do Morgana? - Zapytał Vanagar. - Tak pędziliśmy z Pękniny, by zdążyć na zapisy, że nawet nie mieliśmy czasu napić się ze starym, dobrym Dio...
- O tak, o tak… wujek Dio! - Loksodon się rozochocił i zaczął skakać z nogi na nogę wywołując lokalne trzęsienia ziemi. Grassine słysząc to zdębiała. Zrozumiała, że zawaliła sprawę. Morgan był jej pierwszą miłością, nawet pomimo tego, że widziała go tylko na rycinach. Miała niespotykaną okazję dogadać się z jego bezpośrednimi znajomymi, ale kompletnie zawaliła sprawę.


Młodzieniec stojąc przy minotaurze i staruszku niemal nie zemdlał widząc całą tę sytuację.
- Ta… tatku. - Zaczął drżącym głosem. - Mo… może się wy… wy… wypiszę, co?
- Ani mi się waż, Ty gałganie Ty! - Ojciec mruknął niezadowolony. - Ja w Twoim wieku walczyłem pod Carem Aleksem z poczwarami dwa razy takimi i nawet na myśl mi nie przyszło, by spytać Jaśnie Oświeconego czy może spasuję. Koper pod nosem nie był tu żadną wymówką... - Rodzic wpadł w trans wspomnień, co przytrafiało mu się bardzo często. Młodzik wiedział już, że nic nie wskóra. - Podczas Bitwy na Kruczym Polu to starłem się z Molochem na oko dziesięć razy takim, normalnie landara jak Twoja stara i co? I zwyciężyłem… wprawdzie upierdzielił mi dwa palce jak mu ładowałem dziryt w paszczę, ale zwyciężyłem. Nawet nie wyobrażasz sobie jak wielką cenę za to zapłaciłem. Masz Ty pojęcie jak ciężko się podetrzeć mając niepełną dłoń? - Młodzieniec w ogóle go nie słuchał. Rodzic wciskał mu ten kit ze sto razy. Z początku nawet mu wierzył, ale raz na imieninach stryjek mocniej popił i powiedział jak było naprawdę. Rodzic ani razu nie wyszedł na pole bitwy, bo był kucharzem, a palce stracił, bo próbował udowodnić, że lanca ognista mocniej huknie jak ją podgrzać przed detonacją. Za to też został dyscyplinarnie wyrzucony z armii.
- Poza tym spójrz na Prawaka... - Mężczyzna spojrzał na minotaura. - W ogóle go ta sprawa nie rusza...
- Bo ja nie siebie, a Dirka Kuuta zapisałem… czy jakoś tak. - Zwierzolud odpowiedział nieco znudzonym tonem.
- Cicho… psujesz mi wzorzec dla gamonia! - Ojciec warknął.
- Nie da się wypisać... - Zmarnowana Grassine powiedziała zmęczonym tonem przy zbieraniu się do wyjścia. - Nie czytacie papierów to potem tak jest. Umowę pisał jakiś kobold, Percival bodaj, i ogólnie jest skonstruowana tak, że rezygnacji nie przewidują, a za nie stawienie się na zawodach policzą takie kary, że jeszcze Wasze prawnuki będą żebrać o parę sokołów na komorników...


NicolaiNicolaiGarett, rachunki na cudzy koszt i kusząca okazja



Regenowi zbrzydło się czekanie na Merrana, więc wrócił do ambasady. Na parterze spotkał Gustaffa, który przekazał mu, że jakąś godzinę temu przyszedł urzędnik z komisji organizacyjnej turnieju i powiedział, że do jutra ambasador ma czas, by załatwić kwestie formalne i finansowe uczestnictwa Ronina w zawodach.


Sprawa była dla niego kompletnie niezrozumiała, więc poszedł do apartamentu przekazanego gościom. Regen był wyjątkowo niewychowaną nagą, która na dodatek przesiąknęła dekadencją ludzkich królestw, więc nie miał w zwyczaju pukać, przez co niestety, a może stety, zastał Hikume w punkcie kulminacyjnym przebierania się, czyli stojącą kompletnie gołą na środku pokoju.


Drzwi były dobrze naoliwione, więc Regen otworzył je tak, że kapłanka w ogóle ich nie usłyszała, a zważywszy na fakt, że jest niewidoma, w ogóle nie miała świadomości, że ma gościa w pokoju. Co więcej, Ronin zdawał się nieobecny, więc ambasador mógł sobie popatrzeć na jej jędrne pośladki i idealny jak na nagijskie standardy urody biust. Regen zaczął pytać samego siebie czy Ronin wie jakie skarby skrywały się pod tymi kapłańskimi łaszkami. Acz niezależnie od tego jaka była odpowiedź to tak czy siak pewnie z nich nie skorzystał, bo drobnocesarskie poglądy mu na to nie pozwalały.


Swoją drogą określenie “drobnocesarskie” ma ciekawą genezę. Pochodzi ono od sformułowania “Drobne Cesarstwo”, które przyjęło się podczas ostatniego stulecia jako synonim Hashimy. Ów nazwa pochodzi nie tylko od ogromnych dysproporcji powierzchni w zestawieniu ze Świętym Cesarstwem, ale także od nagijskich światopoglądów, które zaczęły być pojmowane jako drobnomieszczańskie. Normalnie naga powinna się od takich, raczej negatywnych, określeń odciąć, ale Regen był bardzo postępowy i nie raz przyłapywał się na używaniu tego sformułowania w stosunku do swych staromodnych braci.

Tylko pytanie ile czasu zostało się Regenowi? Kapłanka ma wyczulone zmysły i wężowe włosy, które wprawdzie są częściowo autonomicznymi bytami, ale mogą zawrócić uwagę na intruza.
- Abarai, to Ty!? - Skończyło się, kapłanka spostrzegła się, że ma intruza, pisknęła donośnie i momentalnie się zasłoniła.


NicolaiNicolaiNitj kontra zacietrzewione snoby



Wędkarze spojrzeli na siebie i wybuchli synchronicznym śmiechem.
- Pablo… słyszałeś tego buraka!? - Mężczyzna zapytał się swojego kompana, który okazał się być tym Pablem, wręcz legendarnym bywalcem Wiwerniej Bramy.
- Ano słyszę i uszom nie wierzę... Gozdzil. - Odpowiedział. - Jak ten pieniacz śmie? Najpierw nam karasie spłoszył, a jeszcze prosi byśmy mu kamulce targali.
- Precz z uszatymi! - Gozdzil nie wytrzymał i cisnął wędką prosto w maga i trafił go prosto w krocze. Elf aż skulił się z bólu, a wszystkie kamienie jakie uzbierał do tej pory chlupnęły do wody i co gorsza nie miał nawet czasu na przemyślenie sytuacji w jakiej się znalazł, bo zaczęli go gonić. Musiał gnać co sił w jego elfickich nóżkach, by im zwiać. Wyglądało na to, że musi znaleźć inne złoże kamieni.
- Na twardy zad Sylanny! - Warknął Pablo. - Gdyby mnie te durne jak pała orka ryby nie uspokajały to już dawno rzuciłbym te całe wędkarstwo w czarty.
- Już dobrze... - Uspokajał go Gozdzil. - Pójdziemy do Wiwerniej Bramy, się objesz bigosiku i będzie dobrze.
- Guzik, a nie dobrze… dzisiaj miałem smaka na sielawę, przecież nie można codziennie bigos jeść!
- Ech... - Westchnął Gozdzil. - Jak mi znajomy Gnoll opowiadał, że elfy to roszczeniowe nygusy to nie chciałem uwierzyć, ale jednak miał rację… podobnież jednego wzięli na pakę jak jechali karawaną i nie chciał ani zapłacić, ani odpracować. Musieli go za uszy zaciągnąć do targania towaru. Pewnie od tego mają takie szpiczaste...
- Nie zdziwiłbym się jakby to był dokładnie ten elf... - Parsknął Pablo.


NicolaiNicolaiIrhak i spektakularny koniec mierzenia maczug



Farkas wysłuchał grzecznie Merrana, a kiedy ten skończył wykonał gwałtowny ruch otwartą dłonią w górę. Telekineza momentalnie poderwała zaklinacza w górę i impetem cisnęła nim w sufit. Jednak na tym jej działanie się nie skończyło. Wędrowiec czuł się niczym opiłek przyczepiony do magnesu. Nieważne jak ciężko próbował, nie mógł oderwać ani ręki, ani nogi od stropu. Prefekt spojrzał na niego pobłażliwie.
- Wytłumaczmy sobie jedną rzecz... - Zaczął gniewnym tonem. - Nie wiem co sobie ubzdurałeś, ale nie jesteś grubą rybą, nie jesteś nawet płotką… jesteś paprochem niesionym przez prądy w stawie pełnym rekinów. - Mówiąc to sięgnął po miecz i podszedł do drzwi. - Co do tej propozycji… to jest już nieaktualna. - Drzwi się zamknęły, a Merran tak tkwił całymi godzinami aż późnym wieczorem do biura weszdła gnollska sprzątaczka.
- Co za brzydki żyrandol. - Mruknęła do siebie. - Zaraz… to nie żyrandol, to jakiś petent. Kto Pana tam powiesił? Jaśnie Panicz Prefekt? Ależ go Pan musiał wkurzyć. Wołać woźnego, by przyszedł z drabiną?


XelacientXelacientCuervo i pranie brudów



Decyzja oszusta jakoś nie wzbudziła aplauzu, ale pozostała trójka bez protestu zabrała się za wykonanie polecenia, Swan wyglądał na zawiedzionego, ale nie miał siły, by powiedzieć coś więcej.


Droga do domu praczki szybko mu zleciała, tylko tak jakby ciszej było na ulicy, jakby każdy na jego widok próbował udawać, że go nie ma.


Drzwi były otwarte, toteż od razu wszedł, Zastał praczkę z dziećmi gotowymi do wyjścia, przestraszona kobieta odwróciła się na dźwięk jego krokňw, ale szybko się uspokoiła widząc, że to on.


- No i… zapytała nieśmiało - udało się? Przekonałeś tą wiedźmę?


XelacientXelacientOdlot lisza i nieoczekiwane lądowanie



Znajomość języka ojczystego zjednała liszowi sympatię karczmarza, a jak mag jeszcze rzucił hojnie (jak miejscowe standardy) groszem to karczmarz błyskawicznie się wokňł niego zakręcił to mżyczenie nekromanty spełnił najlepiej jak umiał. Piwo, ktňre otrzymał miało wyraźny aromat, musiał być mocny skoro lisz poczuł go pomimo zmysłňw stępionych przez przemianę. Gorzej, że przez to powoli i nieoczekiwanie naszły go jakieś dziwne zwidy, ktoś rzucał kości, ktoś porňwnywał księstwo Wilka i Jelenia, ktoś pozdrawiał jakiegoś druida, Garkh w końcu się zyirytował i chciał wyjść, ale wtedy jakaś siła usadziła go na pieńku i podsunęła mu pod nos jakieś opary, ktňre chciały mu nos wykręcić na drugą stronę. Jednak dzięki nim zaczął odzyskiwać kontakt z rzeczywistością. Po jakimś czasie plama przed nim okazał się krzepkim starcem. Siedział po drugiej stronie stołu i ćmił fajkę. Był garbaty i pomarszczony niczym wysuszony ghul, ale za to był szeroki w barach i miał bystre spojrzenie. Staroświecki i naznaczony licznymi napraw napierśnik z brązu świadczył o sporej sile mimo sędziwego wieku.


- Musisz być albo ignorantem albo pyszałkiem - zaczął widząc, że mag odzyskał świadomość - jest tak ponieważ nie wiedziałeś, że w tej okolicy Twój rodzaj spotka się z wrogością, albo uważasz, że jesteś dość potężny, by poradzić sobie samodzielnie z każdą trudnością - ciągnął ćmiąc swoją fajkę - na razie obstawiam to pierwsze, karczmarz to uczciwy chłop, ale też domorosły alchemik, ktňry zbyt często stara się przypodobać gościom podając im swoje wyroby… ale muszę przyznać, że to piwo waniliowe ma dobre… nawet jeśli je robi z krowich plackňw, nieważne… ważne jest to, że podobno zmierzasz do Listamoor, a niestety po traktach w jego okolicy buszują banicii Elratha, oni na sam widok Twojego ghula zaatukują Ciebie bez żadnych pytań… a tak się składa, że ja również zmierzam do tego miasta i mogę Ci oszczędzić problemňw z nimi… zrobię to choćby dlatego, że możemy sobie nawzajem pomňc, a także… wiszę Ci sześć piw... Otto powiedział, że za tyle pieniędzy możemy pić u niego całą noc - dodał patrząc na kufle przed nim.

Turtle PW
18 listopada 2016, 22:56
-Jesteście bezpieczni, ale ja chciałbym się dowiedzieć, o tym całym Farkasie, dobrze pamiętam? Kim on jest?- Oszust przeczuwał, że to ktoś ważny, a tacy mają jeszcze więcej pieniędzy.
-To burmistrz Listmoor, ale co wy panie zamierzacie?- kobieta nie uzyskała odpowiedzi, bo Cervo już biegł z powrotem. Później pozwoli Swamowi tu przyjść. Jak tylko posprząta.

Młyn wyglądał lepiej. Pozbyto się ciał i połamanych desek.
- O! Szef wrócił.-Swam powiedział, a prawie krzyknął. Nagle praca przyspieszyła.
- No zaczyna wyglądać- nowy herszt się rozejrzał- Te Swam, daleko stąd do Listmoor?
- Jakieś dwa-trzy dni drogi przez las i traktem, a co robota jest?- Najwyraźniej go to zaciekawiło.
- Nie tylko muszę odwiedzić znajomego. Ty chyba też powinieneś do kogoś pójść, nie?

Kammer PW
19 listopada 2016, 01:53
Drab wyszedł. Przynajmniej tyle. Fineus pogrzebał językiem w dziurze po zębie, krwawienie ustępowało. Poruszał szczękę w górę i dół. Na prawo i na lewo. Otworzył usta szeroko i je mocno zacisnął, wysunął szczękę do przodu i do tyłu. Ostatecznie… czy stało się coś naprawdę złego? W Al-Safir widział wielu magów, którzy części swojego ciała nieco… udoskonalili.

Pamiętał jednego czarodzieja, który rękę stracił na skutek, jak to on mówił, nieszczęśliwego wypadku z pewnymi przyrządami. Aczkolwiek plotka głosiła, że tenże mag sobie zbytnio pofolgował z rakszasami. Cóż, kotki nie lubią zmuszania do niczego, więc nieco… pokąsały maga. Od tamtej pory tenże mag dość mocno unikał kontaktów z kimkolwiek z Domu Chimery, za to się zgadał się z Domem Materii, u których srogo zabulił za piękną nową rękę. Mniej przyjemne w tym było to, że ponoć musieli mu całą rękę odrąbać aż do barku, by potem magią przylutować mu istne cudeńko wykonane ze stopu rzadkich metali, ponoć sprowadzonych w tym celu wprost z krasnoludzkich kopalń, co też musiało swoje kosztować, inkrustowane wieloma magicznymi kamieniami. Coś niezwykłego. Sam mag się niejednokrotnie chwalił, że warto było się dać popieścić przez kotki dla czegoś takiego. Cóż, Fineusowi nie było to oceniać.

Przecież nawet w Hereshu stosowano implanty zębów! Nekromanci niby tacy poważni i dystyngowani, ale przecież i tak coś musieli jeść. Co oczywiste, przygotowanie jakichś posiłków byłoby dla nich niegodne i uwłaczające. Ale od czego są nieumarli! Fineus, gdy dopiero zaczynał swoje życie w Hereshu, pewnego dnia skręcił w nie tę stronę, co trzeba i zabłąkał się. Łaził tak i łaził, gdy trafił do kuchni. A przynajmniej za coś takiego uznał to pomieszczenie. Wielkie, mroczne pomieszczenie, w którym mnóstwo było szkieletów. Ludzkich, ale i równocześnie nieludzkich. Niby kości pochodziły z ludzi, lecz były one połączone w sposób dziwny i bardzo niecodzienny. Był sobie na przykład rząd czaszek, stale trzaskających zębami, do których kościane ręce wsuwały kawałki jakichś podpłomyków tudzież jakiegoś podejrzanego, zielono-czerwonego mięsa. Czaszki miały zęby z obsydianu, dzięki czemu bezproblemowo kroiły porcje. Innym wynalazkiem były szkielety z ogromnymi tasakami, które potężnymi zamachami ćwiartowały półtusze krów na hakach. Fineus miał nadzieje, że to krowy. Miał naprawdę wielką nadzieję, że to są krowy…

Obiecał sobie, że w takim razie, gdy się jakoś z tego wykaraska i zaliczy to nieszczęsne Listmoor, to się kopnie do krasnali. Thyg mu powinien pomóc się jakoś tam dostać i dogadać z nimi. A tam sobie zamówi nowy ząb! I to jaki! Widział na rycinach w Srebrnych Miastach, że nie tylko magowie są mistrzami tworzenia golemów, również krasnale w tym gustują. Już widział oczyma swojej wyobraźni swój nowy ząbek, z nóżkami i możliwością wychodzenia z dziury, łażenia sobie spokojnie po jamie ustnej, mielenia pokarmu i w ogóle byłby super sprzętem! A jaki miałby dzięki temu wspaniały uśmiech!

- Fineus, na skrzydła Malassy, otrząśnij się, bo aż żal tego słuchać… – Usłyszał w swojej głowie Mroczna Fala. Otworzył oczy i podniósł głowę… Potoczył błędnie wzrokiem po pomieszczeniu. – Dziadku, czy to ty? – Zapytał nieprzytomnie i pokręcił głową, na ile mógł. Wtedy poczuł, że z jego szat poważnie śmierdzi jakimiś kadzidłami, palonymi zielskami czy czymś tam. Jak przez mgłę przypomniał sobie, że banici okadzali go jakimiś świętymi kadzidełkami, by osłabić wpływ Urgasha i pobłogosławić go światłem Elratha, jak to bełkotał banicki kapelan.

Nagły huk go cokolwiek otrzeźwił, to jego przesympatycznie gospodarze wrócili kontynuwaoć z nim gadkę. Jak miło.

- Eee… Urgash… – Fineusowi nagle cokolwiek zaschło w ustach, co było dziwne, bo niedawno miał w nich sporo krwi – to ten… no, smok Chaosu, tak! Jest on zaprzeczeniem smoczycy ładu, Ashy… Taaak… Teraz mamy dziewięćset któryś – z nerwów cokolwiek stracił rachubę – Rok Siódmego Smoka! Bo, wiecie, rozumiecie, mamy sześć smoków żywiołów: Elratha i Malassę, Arkatha i Shalassę oraz Ylatha i Sylannę. – chciał dodać, że to wcale nie Elrath stworzył ludzi, ale szybko się zreflektował, nie chciał tracić żeber - Ale te dziewięćset ileś lat temu jeden mag doznał boskości poprzez kontakt z Ashą i tak też dostał wielką potęgę. No i potem się ten czarodziej poświęcił, by zamknąć demony w takim jakby więzieniu. Niestety, coś poszło źle i od tamtej pory dochodzi do zaćmień zwanych Zaćmieniami Krwawego Księżyca, podczas których więzienie się osłabia i demony wyłażą na powierzchnię. Do tej pory było ich sześć, z czego ostatnie ledwie co się skończyło. Prócz tego czasu… e… demony nie mogę podróżować do i ze swego więzienia. Tak czytałem w Srebrnych Miastach, gdy tam się uczyłem. No i te demony… Właśnie, wiecie, że orkowie to mieszańcy krwi ludzkiej i demonicznej? W Al-Rubit mają sporą ksiąg na ten temat, bo tam powstały te bestie, by zwalczać demonów w czasie Pierwszego Zaćmienia…- Zrobił krótką przerwę – Co jeszcze… O, ten Sar-Elam miał uczniów, oni pozakładali różne zakony, jeden z nich zajmował się ponoć badaniem najazdów demonów. Wiecie, to księżyc – wskazałby w górę, jakby mógł – w określonej kompozycji wywołuje inwazję, więc oni siedzieli i liczyli pracowicie wszystko na temat tego, kiedy to znów będzie. Niestety, ich prace gdzieś przepadły… Inny zakon to byli Smoczy Rycerze, dość tajemniczy, ja tam nie znam się… E… to chyba tak w skrócie… Chcecie coś jeszcze wiedzieć? Trochę się siedziało w bibliotekach magów – zachichotał, ale chichot przeszedł mu w kaszel – no i coś się z tego zapamiętało…

Felag PW
19 listopada 2016, 02:05
Garkh-Morphon był pijany, jak za dawnych lat w Listmoor. To co podawał barman było... mocne, bardzo mocne i specyficzne. Barman chyba go polubił, chociaż jak się okazało ile są warte pieniądze które zapłacił, to ciężko kogoś nie polubić.
Kiedy wrócił do siebie po pierwszym "odjeździe" i najściu dziwnych wizji, spotkał już starszego weterana, który zaoferował mu pomoc i ochronę w drodze do Listmoor. A że akurat pasowało to do jego potrzeb...
- ...Otto powiedział, że za tyle pieniędzy możemy pić u niego całą noc - dodał rycerz patrząc na kufle przed nim.
- Dobrze, wezmę cię. Wyruszamy jutro rano. Jeśli bezpiecznie dotrzemy do miasta, zapłacę ci... - szybko przeliczył pieniądze w kieszeni. - 10 jeleniów. A na razie pijmy ile zdołamy! - zaciągnął sporego łyka z swojego kufla, spojrzał jeszcze raz na nowo spotkałego towarzysza i wyciągnął do niego rękę. - Tak w ogóle, jestem Garkh-Morphon. A ty?

Nitj'sefni PW
19 listopada 2016, 10:01
Shadal zdyszany oparł się o drzewo. Cały trząsł się ze złości.
- Ja im jeszcze pokaże. Z magiem Pustki się nie zadziera... - kiedy trochę się uspokoił zaczął myśleć o kamieniach. Nigdzie nie znajdę takich pięknych otoczaków jak nad rzeką. Chociaż... ten gryzoń Icek, czy jak mu tam było, wspominał w lombardzie coś o polu za miastem. Będzie trzeba się tam wybrać. - pomyślał elf i ruszył w stronę pola, przekładając zemstę na moczykijach na bardziej odpowiedni moment.

Bacus PW
19 listopada 2016, 11:24
- Ejże, co Wy ode mnie chcecie? Jestem tylko prostym agentem ubezpieczeniowym. - Percival nie wiedział o co chodzi w tym absurdzie. Rozejrzał się po pomieszczeniu i słuchał gadania świętoszków. "No to wpadłem jak chmiel w piwo" myślał tylko. - Ładna katedra... bo to katedra prawda? Może by tak ją ubezpieczyć? Wiecie... czasy niepewne, a te łachudry od Ylatha mogę na przekór i dla zabawy coś zniszczyć. Wiecie... pomazać ściany, podpalić czy co tam robią. Więc no, za dobrą stawkę mogę wam gwarantować bezpieczeństwo tego... przybutku. Nie jestem żadnym grzesznikiem, ani innym balwochwalcą. Sprzedaje tylko ubezpieczenia... To jeszcze nie grzech! - Zrobił głupawą minę mówiąc ostatnie zdanie. - No a co do grzechów to... Nie wiem co tutaj się traktuje za grzech, więc więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie szczerze żałuje i przepraszam. - przyklękł jak przykładny parafianin i zrobił skruszoną minę.

Percival bał się całej sytuacji, była dziwna i niezrozumiała.

Belegor PW
19 listopada 2016, 15:05
Ronin był zaskoczony, że jeszcze musiał zapłacić. Podpisał co trzeba, ale zanim oznajmił, że mógłby tu i teraz zapłacić, papiery poszły do ambasady. Nag tylko przekręcił głową. Miał już wyjść, kiedy pojawiła się dziwna para, a za nią chwilę później łeb słonia. Cała sytuacja i niemożność wypisania się z turnieju nie ruszyła nawet nagi. Nic nie powiedział, jedynie w myślach dodał:
~Im większy przeciwnik, tym głośniej upada~

Gdy tylko głowa loksodona znikła i można było odejść Ronin ruszył do miejsca, w którym przebywać mógł pustelnik. Sam był zainteresowany, osobą tej nagi. Jak wiekowy i inteligentny musiał być. Spędzić lata samotnie na szczycie góry, doskonaląc swoje umiejętności. Ronin miał nadzieję, że rozmowa z pustelnikiem pomoże mu rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące Kakuregi jeszcze przed turniejem.

..............
Tymczasem w pokoju Ronina i Hikume, Hebi się zbudził pod wpływem krzyku nagi. Jeśli uznał Regena za zagrożenie, natychmiast ruszył na niego sycząc przeraźliwie.

Garett PW
19 listopada 2016, 20:21
Regen nie zamierzał czekać na Merrana, szkoda mu było na to czasu. Zresztą i tak nie polubił kuriera, był zbyt wyniosły jak na gust Ambasadora, w dodatku jego pozycja społeczna ani trochę tego nie usprawiedliwiała. No i nie znał się na żartach. A każdy kto nie zna się na żartach zostaje od razu skreślony z listy potencjalnych przyjaciół Ambasadora.
Przy wychodzeniu z pałacu, naga wpadł na żonę Prefekta. Ukłonił się jej i pocałował dłoń jak nakazywał obyczaj. Biedna kobieta, nie dość, że wyszła za mąż za mężczyznę ponad dwukrotnie starszego od niej, to jeszcze ten nie zaspokajał jej w łóżku. A o tym Ambasador wiedział prawie że z pierwszej ręki. Co prawda sam się nią nie zajmował (nie żeby miał coś przeciwko międzyrasowym igraszkom, po prostu mógłby przez to wyniknąć incydent dyplomatyczny), ale Farkas kilkukrotnie próbował namówić Regena, by ten sprowadził z Hashimy jakieś zioła na potencję.

W drodze powrotnej do Ambasady koralowy naga był świadkiem tego jak kilku chuliganów skopało staruszkę, a potem uciekało przed strażą miejską. I nie byłoby w tym nic dziwnego (w końcu w każdym mieście zdarzają się jakieś czarne owce), gdyby nie fakt, iż owi chuligani mieli po 10-12 lat. Jeden z nich nawet próbował ukraść sakiewkę Regenowi, lecz ten wyłączył na chwilę iluzję włosów i złote węże syknęły wściekle na dzieciaka, przez to tamten uciekł przerażony, zostawiając ciągnący się za nim zapach ekskrementów.
-Ech, co się z tą młodzieżą wyprawia w dzisiejszych czasach - powiedział na tyle głośno, aby każdy przechodzień go usłyszał. - Rodzice powinni lepiej pilnować swoich pociech, w końcu to Listmoor, a nie jakaś Przeprawa Erridana!
Oczywiście Ambasador nie zamierzał osobiście nic z tym robić, miał lepsze rzeczy do roboty! Mimo wszystko głośne wyrażenie swojego niezadowolenia powinno wystarczyć. Zwłaszcza, że wspomniał o Przeprawie Erridana. Mieszkańcy Listmoor niczego tak nie nienawidzili jak Przeprawy Erridana!

...

Ambasador mógł jedynie stać oniemiały kiedy Gustaff podawał mu górę dokumentów. W myślach przeklinał Ronina i Grassine.
-To chyba już wszystko, Lordzie Regen. Gdyby chciał Pan dać upust swoim emocjom, to nasi goście zajęli pokój numer 6.
-Dzięki Gustaff, jesteś wielki - Regen położył dłoń na ramieniu swego kamerdynera. - Nie wiem co bym bez ciebie zrobił, to miasto by mnie chyba doprowadziło do szaleństwa swoją biurokracją...
-Robię tylko to co uważam za swój obowiązek - kamerdyner wzruszył ramionami. - W końcu spełnił Pan moją prośbę, więc muszę się jakoś odwdzięczyć.
-Weź mi o tym nie przypominaj, bo Abaraia czeka jeszcze dłuższe suszenie głowy! Aaa, jak ja nienawidzę Listmoor i tej jego biurokracji! Już do Urgasha z opłatami, i tak za wszystko płaci Farkas, ale za każdym razem jak kogoś zapisuję na ten turniej, to Grassine wysyła mi coraz więcej dokumentów! Głupia bezłuska krowa... Szczęście, że ją oddelegowali z biblioteki na ten czas, bo pewnie wypełniałbym ten głupi Formularz A38 jakieś dwa albo trzy razy dłużej!
-No cóż, biblioteka Ambasady może i jest duża, ale nie posiada w swoich zbiorach sławetnych rycin - skwitował Gustaff. Starszy mężczyzna mimo wszystko wiedział co dobre.

Regen czym prędzej pośpieszył do pokoju numer 6 aby osuszyć głowę Roninowi. W Hashimie mogliby się wreszcie nauczyć, iż świat ruszył na przód! No po prostu jak tak można nie wziąć dowodu tożsamości kiedy się wyrusza do Wolnego Miasta o którego zamiłowaniu do biurokracji opowiada się anegdoty! Ach, ileż on miał problemów przy zapisywaniu Mukao. Tyle, że Czcigodny ze Wzgórza miał przynajmniej taką wymówkę, iż był pustelnikiem, więc miał pełne prawo nie mieć dowodu tożsamości. Na swoje nieszczęście jednak, Abarai takiej wymówki nie posiadał...
Ambasador wparował do pokoju bez pukania, ku swojemu zdumieniu i uciesze zarazem, nie znalazł Ronina. Miast tego jego oczy spoczęły pięknych krągłościach Hikume. Może i w Listmoor pełno było egzotyczny z punktu widzenia Regena dziewuszek, które nawet bardziej niż chętne skoczyć w pierzyny z przystojnym dyplomatą, ale jednak niema to jak naga naga! Laska Ambasadora aż stwardniała na widok tych świętych skarbów Shalassy (bo wbrew powszechnemu mniemaniu, nagi miały identyczne narządy płciowe jak ludzie, elfy i krasnoludy, ogon zaczynał się trochę poniżej). Dopiero teraz zrozumiał o co naprawdę chodziło jego kamerdynerowi z "daniem upustu emocjom". Ach, zaiste jesteś złotym człowiekiem, Escano Gustaffie du Emerle!
Niestety nie mógł się długo napawać widokiem tych pięknych krągłości, bo wyczulone zmysły ślepej kapłanki ostrzegły ją, iż ktoś wszedł do pokoju. Normalnie w takim wypadku Regen użyłby niewidzialności, ale to nie zadziała na kogoś nie opierającego się na wzroku. Zamiast tego krzyknął:
-Bubu! Nie wolno! Ten pokój należy do nas gości, nie możesz ot tak sobie tam włazić! - Regen zastukał energicznie kosturem w podłogę, udając, iż wydaje w ten sposób rozkaz Kappie by scaliła się znowu z artefaktem. Następnie wydał z siebie "okrzyk zaskoczenia", jakby dopiero teraz zauważył nagą kapłankę. A! Hikume, wybacz, nie wiedziałem, że się przebierasz! - Zamaszystym ruchem zakrył oczy (ale oczywiście wciąż spoglądał przez palce) i zmusił swoje wężowe włosy by oklapły wyrażając wstyd. - -Już nie patrzę! Naprawdę, wybacz mi, ale Bubu zaczął rozrabiać i wpadł do pokoju! Nie miałem pojęcia, że... Ach, Shalasso, wybacz mi, bo gdybym tylko nie działał z rozkazu Wiecznej Cesarzowej, to popełniłbym seppuku za zawstydzenie tak pięknej kobiet! I to w dodatku twojej kapłanki!
Z tego co Regen pamiętał z Hashimy, to właśnie tak najłatwiej było zdobyć kobietę, grać honorowego i komplementując ją zarazem. Heh, jak mu się jeszcze poszczęści, to nie tylko zdoła się wyłgać, ale może też namówi ją na małe co nieco. Tylko Hebi jakoś tak dziwnie się zachowywał, jakby szykował się do ataku... Widocznie nie lubił kiedy ktoś podglądał kapłankę będącą pod opieką Ronina. Ambasador cicho rzucił na oślizga zaklęcie Spowolnienie, mając nadzieję, iż to wystarczy aby gad stał się niegroźny.

Nicolai PW
19 listopada 2016, 20:33
NicolaiNicolaiKammer i dwóch takich co wysadza Księżyc



Rytuał okadzania wyglądał zaiste komicznie. Gruby mężczyzna z kruczoczarną brodą, zaczątkiem łysiny, ogromnym brzuchem i złotą sutanną robił rundki wokół Fineusa z kadzielnicą, a gęsiego za nim szły draby. Następnie rozeszli się, ale po chwili wrócili z szefem, ale bez inkwizytora.


===


- Kowalsk, stój w oparach kadzidła, bo Cię opęta... - Powiedział z przerażeniem Bossack. - Pamiętasz Kurska? On nie stał i go opętało… teraz liże tyłek Ylatha.
- Go żaden demon nie opanował tylko mamona. - Wyglądało na to, że chodziaż herszt wykazuje jakieś przejawy inteligencji. To była nadzieja dla Fineusa.
- To Mamun to nie demon? - Spytał zdziwiony Winnick.


Zaiste Kowalsk był jak na Gorliwca inteligentny. Poza Zakonem używał innego nazwiska, by nie być powiązanym z obecnymi działaniami Gorliwców. Wprawdzie jak nie chce być rozpoznany przedstawia się jako Kowal, ale to dlatego, że jest inteligentny, nie kreatywny. Acz to, że dodatkow się przebiera kiedy idzie na akcję jest nawet pomysłowe.


===


- E no panowie... - Zaczął Marych. - Przerwaliście mi poobiednią popituchę, bo niby jakiegoś demona złapaliście, a ja tu widzę pana eksperta. - Przywódca bandy wyciągnął rękę w kierunku Fineusa, ale zauważył, że był związany i nie miał jak się przywitać.
- Winnick, bałwanie… rozwiąż go. - Krzyknął. - Bossack, ośle... przynieś mu coś do picia. - Pachołki posłusznie wykonały polecenie swojego przełożonego. Fineus mógł już ruszać kończynami, a po chwili doszedł Bossack z kuflem pełnym wina. Było owocowe i słodkie, więc wróżbita zgadł, że pochodzi ono z Księstwa Kruka.
- Smrodyna. - Wytłumaczył Bossack.
- My tu nie przyszliśmy gadać o winach, tylko o demonach… z ekspertem. - Skarcił go przywódca.
- E… e… ekspert? - Spytał zdziwiony Winnick. - W sumie to racja, kapelan coś gadał na kazaniu, że te całe Zaćmienia to coś związanego z Księżycem.
- Kto by pomyślał? - Powiedział Bossack do siebie. - Swoją drogą chyba jest jakiś zakon, który je przewiduje, więc może nie każde wróżenie to diaboł?
- Z kim ja muszę pracować? - Marych pokiwał głową i przysunął się do Fineusa. - A tak między nami… ktoś z Twoich towarzyszy nie ma z nimi jakichś konszachtów? Nie wiem… cyrograf czy coś?
- Ej… - Przerwał Bossack. - A jakby tak wyegzorcyzmować ten cały Księżyc?
- Albo wysadzić? Wtedy Urgash nie miałby co zaćmiewać i nie byłoby najazdów, o! - Winnick miał jeszcze lepszy pomysł.


NicolaiNicolaiNitj w końcu zdobywa kamienie + cameo Bycha



Kamienie na polu może nie były tak ładne jak te z rzeczki, ale przynajmniej jego wydobycia nie kontrolowała mafia wędkarska. Jednak nikt nie powiedział, że tutaj obędzie się bez komplikacji.
- Kurna, moje pole! - Rozległ się krzyk rolnika. Elf mimowolnie przygotował się do uskoczenia, bo nie chciał dostać w klejnoty rodowe drugi raz z rzędu. - Jak już chcesz zbierać te kamienie to chociaż nie depcz po radlinie. - Jednak nie było trzeba, bo jak się okazuje rolnik był nad wyraz wyrozumiały. Mag zebrał co musiał, podziękował i poszedł do Zajazdu Mrauczurów.


===


W przybydku Qai’ma siedzieli już ornitolodzy, którzy musieli opić wielkie wydarzenie. Zaczęli już wczoraj, a dzisiaj leżeli pod stołami. Rakszasa nie miał sumienia ich budzić. Koboldów nie było, zapewne przygotowywali miejsce przyzwania. Za to w rogu sali siedział ochroniarz Ozjasza wraz z Diuckiem, modelem, który ma wystąpić w rytuale, ale Shadal nie miał prawa o tym wiedzieć.


Elf poprosił o energetyk i zabrał się do rycia symboli z księgi. Qai’m dał mu napój, sobie wziął tokaj i przysiadł się do długouchego.
- Qai’m też kiedyś wydłubywał napis w kamieniu, napis “miłość”. - Rakszasa wspomniał. -Tak było, nie zmyślam.


NicolaiNicolaiBelek i stary znajomy



Ronin miał szczęście, nie musiał wchodzić do środku burdelu, bo ten, którego szukał medytował na zewnątrz. Siedział z zamkniętymi oczyma w pozycji zwanej przez nagi kwiatem lotosu. Wojownik mógł mu się przyjrzeć. Był nagą głębinową z nietypowym, seledynowym kolorem łusek, białe kimono i stożkowe nakrycie głowy. U jego boku po lewej leżał Biały Wilk, a po prawej w w ziemię była wbita laska stylizowana na węża. Jednak co ciekawe w ogóle nie wyglądał na starego.
- Czekałem na Ciebie. - Powiedział nie otwierając oczu i zostają w pozycji medytacyjnej. - Mukao-sama. - Otworzył oczy, wstał i podszedł bliżej do Ronina wyciągając rękę, by się przywitać.

NicolaiNicolaiGarett i miłość od pierwszego podejrzenia


Hebi momentalnie zesztywniał niczym laska Regena i runął na ziemię. Kapłanka słysząc jak runął na nią ze strachu aż się odsunęła odkrywając na kolejną chwilkę swoje krągłości... ku ogromnej uciesze Ambasadora.
- Ach... to tylko Hebi. - Powiedziała po zrozumieniu sytuacji. Następnie pośpiesznie założyła na siebie kimono. - Saa... niech już się Regen-sama tak nie gorączkuję. Nic przecież się nie stało. To nie Twoja wina, że Bubu tu wszedł. Kappy potrafią być zaiste złośliwe. - Okazało się, że staronagijskie zgrywanie dżentelmena zadziałało na Hikume jak miętka na kota. - To może żeby rozpuścić atmosferę faux pas, herbata, saa? - Ambasador już nie myślał głową, a inną częścią swego gadziego ciała, więc zgodził się bez wahania. Czaj był bardzo ważny w kulturze nag czczących wodę. Mawiało się, że po jego smaku można wyczuć odczucia zaparzającej osoby, a Regen w swojej filiżance wyczuł, może jeszcze nie amory, ale to, że powoli dociera do kapłanki. - Regen-sama jest prawdziwym mężczyzną. Kiedy trzeba zachowa się jak dżentelmen i jak przeprosi to aż wstyd się gniewać, a jak trzeba to zabawi swoim towarzystwem. Regen-sama to kobieciarz? Prawda? - Powiedziała zalotnie. - Ech... ile dałabym za to, by Abarai-senpai był taki jak Regen-sama. Daję mu sygnały, a zdaje się ich nawet nie zauważać... powoli tracę nadzieję. Czasem mam wrażenie, że on po prostu jest bardziej zafrasowany własną dumą i honorem niż osobami wokół siebie, a może... - Dziewczę się zaczerwieniło. - Regen-sama widział mnie taką jaką mnie Shalassa stworzyła. Niech Regen-sama odpowie, ale szczerze, czy ja jestem brzydka?

Hebi powoli zaczął do chodzić do siebie. Cała ta sytuacja przerosła jego gadzi móżdżek, wiec wrócił do tego co potrafi najlepiej, czyli gonienia za własnym ogonem.

XelacientXelacientTurtle i wielka polityka

- Eee… ale do kogo miałbym teraz iść szefie? - spytał się kompletnie zdezorientowany Swan, który już od jakiegoś czasu nie nadążał za tokiem rozumowania Cervo, jednak zanim oszust zaczął mu wyjaśniać co i jak to do młyna wtoczył się podstarzały ork, łachmany na grzbiecie i butelka w dłoni wskazywały na to, że jest żulem, choć przy bliższym przyjrzeniu się można było zauważyć, że ma porządne podkute buty i cestusy nabijane ćwiekami.


- Fajnie, że pozbyliście się tej wiedźmy, szkoda tylko, że zabiliście przy tym Toroka, to był dobry chłopak, trzeba było go tylko ukształtować - zaczął od progu, po czym jak gdyby nigdy nic usiadł na stosie połamanych desek - mogę wziąć jego ciało? Chciałbym mu wyprawić porządny pogrzeb!
- Gork… nawet ja Ciebie na tyle dobrze znam, że chcesz go zeżreć! - odparł wyjątkowo zgryźliwie Swan
- A myślisz, że na czym polegają rytuały pogrzebowe na Raanarze! - odparł niezrażony ork popijając ze swojej butelki - zginął śmiercią wojownika to zasługuje na to!
- O to powinieneś się pytać naszego nowego herszta - wypalił jeden z oprychów wskazując na Cervo.
- A to jest ten wasz nowy? - stwierdził ork łypiąc na niego - jest już gotowy na negocjację z resztą gangów?
- Jakie negocjacje - wysapał Swan ze swojego miejsca - przecież już nasze gangi podzieliły Puszczę pomiedzy siebie!
- Nie gangi, tylko Twoja jędzowata matka z Grzybiarzem i Biczownikiem, była wiedźmą, ale dzięki temu gadała jak równy z równy, mimo, iż wasz gang jest dwa razy mniej liczny… chociaż nie… był dwa razy mniej liczny - rzucił ork licząc zgromadzonych w pomieszczeniu - teraz jesteście trzykrotnie mniej liczni od każdego z gangu osobna.
- To znaczy… - wysapał Swan
- Że oba gangi zaraz tu będą… muszą tylko skrzyknąć swoich zakapiorów, o waszym mordobiciu wie już cała Puszcza - odparł ork wzruszając ramionami.
- I co my teraz zrobimy - zakrzyknął jeden z oprychów
- A bo ja wiem? Zawsze możecie przyłączyć się do któregoś z nich - rzucił ork od niechcenia.

Oszust znowu poczuł na sobie spojrzenia całej swojej bandy, która czekała na jego decyzję.

XelacientXelacientFelag i nowe szaty lisza


Rozmówca Lisza przyjrzał mu się przenikliwie, oczywiście oblicze Garkh-Morphoma było pozbawione jakichkolwiek emocji toteż nic nie dało się z nich odczytać, za to sam mag śmierci domyślił się, że jego całkowite zignorowanie nieprzychylnych uwag zrobiło dobre wrażenie na rozmówcy.


- Sianosiej - odparł starzec odwzajemniając gest po chwili wahania - a tamten młodzian co tak energicznie dyskutuje z Twoim ghulem to mój giermek Blisk… zdolny, ale niezbyt inteligentny, pewnie dlatego tak świetnie dogaduje sie z Twoim “niewolnikiem - wtrącił cierpko wskazując na sąsiedni stolik.


Istotnie, Va'rus przed którym również stał do połowy opróżniony kufel własnie toczył zażartą dysputę, co prawda składała się ona z wywijania rękoma, wydawaniem gardłowych pomruków, a także toczeniem piany z pyska, ale niewątpliwie swoimi zdolnościami oratorskimi właśnie osaczał wyjątkowo przystojnego, niemal zniewieściałego młodzieńca.


- Jednak pragnę postawić jedna sprawę jasno - zaczął weteran po chwili - nie jestem ani najemnikiem Ylatha, ani tym bardziej Czarnym Strażnikiem tylko skromnym sługą Elratha, jeśli coś robię to dlatego, że uważam to za słuszne, a nie dlatego, że otrzymam za to zapłatę. Jeśli chcesz zrobić mi przyjemność to po prostu stosuj się do moich poleceń. Dziękuję za poczęstunek, ale lepiej zrobisz z pieniędzmi jeśli przebierzesz się za trędowatego, co prawda krążą słuchy, że zarządca przegonił całą biedotę z Listamoor, ale dwóch trędowatych łatwiej tam wejdzie niż lisz z ghulem. A w razie patrolu, żaden strażnik nie będzie miał ochoty szarpać się z trędowatym. Twoja szata jest w porządku, ale będziesz potrzebował drugiej dla Twojego ghula, ponadto dwie zasłony na twarz, dwie grzechotki, dwa kapelusze, rękawiczki… do tego jakieś chochle by się przydały - dodał zamyślony pociągając łyk piwa z kufla, pogładził się po swoje brodzie, po czym nagle czyms tknięty, ponownie zwrócił się lisza.


- A tak właściwie to jaki jest wasz cel w przybyciu do Listamoor? Mój nie jest żadną tajemnicą, planuje wystawić mojego giermka w turnieju, ale co was wygnało z Hereshu do jednego z Wolnych miast?

NicolaiNicolaiIrhacz i okazja do zemsty


Pół godziny zajęło poszukanie woźnego, a może raczej ogromnej kielni, którą zamierzał użyć do odklejenia Merrana ze sufitu. Co ciekawe tak samo jak sprzątaczka był Gnollem, ale to nie powinno dziwić nikogo kto się chociaż trochę zna na sprawach społecznych. Gnolle to tani i fachowi pracownicy.
- O cholipka... - Warknął Gnoll. - Trzyma się jak diabeł sołtysa... czym żeś Prefekta tak zbiesił? - Kiedy to powiedział Merran się odczepił i runął w dół... prosto w ręce sprzątaczki.
- I po krzyku... to teraz jakby Pan udał się do wyjścia, bo my musimy jeszcze ogarnąć budę na rano. - Powiedziała odkładając go na równe nogi. Mówiąc to momentalnie wyszli. Chyba rzeczywiście bardzo się śpieszyli. Nic dziwnego, bo odczepianie trochę trwało.

GarettGarettPercival, ubezpieczenie i spowiedź



-UBEZPIECZENIE?! - Spowiednik wypowiedział to słowo tak donośnym głosem, że Percival już zaczynał się bać, iż ten każe go spalić na stosie. Odziany w biel kapłan spojrzał w oczy koboldowi, zbliżając się do jego pyska na tyle, że Otto mógł dokładnie przyjrzeć się jego twarzy. A ta właściwie cała składała się z prostokątów. Prostokąt jako głowa, prostokąt jako usta, prostokąt jako nos i prostokąty jako oczy i uszy. Klecha sapała mu przez chwilę w pysk, aż nagle uśmiechnął się szeroko. TO ŚWIETNY POMYSŁ!!! Turboylathianie już tyle razy próbowali zbeszcześcić naszą katedrę, że wydaliśmy fortunę na naprawy zniszczeń! Elrath będzie z ciebie dumny, mały koboldzie! Idź do mojego gabinetu i przygotuj odpowiednie dokumenty! Tylko ten… Zrób to tak, aby skarbówka Listmoor nie miała się do czego przyczepić - ostatnie zdanie wypowiedział szeptem. A właściwie to “swoim szeptem”, bo dla każdego normalnego człowieka byłoby to natężenie dźwięku odpowiadające gorącej dyskusji.
-A-a-a-ale to jest kobold! Byt przeciwny naturze stworzony przez bezbożnych czarodziejów!
-ZAMILCZ!!! Ten mały kobold sprzeciwia się swojej bezbożnej naturze i robi rzeczy dobre dla rozwoju społeczeństwa, takie jak sprzedawanie ubezpieczeń! A czy wy kiedykolwiek zrobiliście coś dobrego dla społeczeństwa, aby Elrath był z was dumny?!
-My… My przecież jesteśmy Braćmi Gorliwymi!
-Tacy żeście gorliwi, że nawet nie chce wam się powiedzieć pełnej nazwy zakonu! A to przecież Błogosławiony Zakon Gorliwych Rycerzy Świętego Elratha Zbawiciela w Dniach Ostatnich!!!
-Pierwsze słyszę, aby w nazwie Zakonu było słowo “Błogosławiony”... - wtrącił Skip.
-TWIERDZICIE, ŻE ELRATH NIE POBŁOGOSŁAWIŁ WASZEGO ZAKONU?! Kolejne bluźnierstwo i kolejny grzech! A jeszcze nawet nie wyspowiadaliście się z poprzednich!!!
-Ale my… No dobra… Ja… Onanizowałem się do rycin Morgana.
-Hmm, to rzeczywiście grzechy, ale z drugiej strony ryciny Morgana przedstawiają jak powinno się obchodzić z kobietami, by móc się rozmnażać na chwałę Smoka Światłości!
-Tak… Ale ja powiedziałem, że onanizowałem się do rycin Morgana… Morgana...
-Nie wspominając już o tym, że to Ylath stworzył ludzi… - mruknął Skip tak cicho, że Spowiednik go nie usłyszał. Następnie poklepał Matta po plecach. - Nie martw się Matt, każdemu zdarza się ubijać śmietanę do rysunku gołej baby… Zaraz, co ty powiedziałeś? Że tak do faceta?!

NicolaiNicolaiOdpis dla wszystkich zainteresowanych Turniejem



Farkas cały poranek przygotowywał się do uroczystości losowania grup na Turnieju. Został starannie wykąpany, ogolony, uczesany i ubrany. Była to ważna chwila, więc jego wygląd musiał wyglądać nienagannie.
- Kim jest ten cały Morgan? - Zapytał służki piłującej mu paznokcie u nóg. - Wszyscy o nim gadają.
- Ekscelencja nie słyszała? - Zapytała zdziwiona?
- A powinienem? - Odparł niewzruszonym tonem. - Acz skoro Cesarzowa wcisnęła mi go do losowania to pewnie powinienem...

===


Na Placu Haarta, bo tak oficjalnie zwał się rynek, zebrali się chyba niemal wszyscy mieszkańcy Listmoor. Turniej był dla nich bardzo ważnym wydarzeniem i byli ciekawi wszystkiego co z nim związane. Na obsydianowej scenie zwanej Mównicą Prefektów stał Farkas wraz ze swoją nadobną żoną Merlinda Druias, Dio Morgan, Komisja Organizacyjna i jakieś dziecko mające robić za sierotkę, które rozlosuje grupy.


- Długo czekaliście na ten moment. - Zaczął Prefekt. Na jego twarzy malowała się duma z tego, że jego wielkie przedsięwzięcie zaczyna wchodzić w życie. - Może zacznijmy od spraw organizacyjnych. Panno Grassine? - Spojrzał na przewodniczącą komisji.

- Otóż mieliśmy łącznie 387 zgłoszeń... - Zaczęła. - To było stanowczo zbyt dużo, by urządzić turniej, więc zarządziliśmy preselekcje, na terenie miasta Listmoor ukryliśmy bliżej nieokreśloną liczbę kamieni słonecznych. Każdy kto chciał się dostać musiał taki znaleźć i przynieść... - Oczywiście to nie było do końca prawdą. Urzędniczka naginała reguły pod swoje dyktando. Jak przyszedł ktoś z plecami w Ambasadzie to nawet nie śmiała pytać o kamień. Dlatego niektórzy dostali się nawet nie wiedząc o tym wszystkim.

- Także ta liczba spadła do szesnastu. - Głos przejął Farkas. - Postanowiliśmy więc podzielić ich na cztery grupy… Wiosna, Lato, Jesień i Zima. Z nich wyjdzie najlepsza para i będzie walczyć w fazie pucharowej, a kto ją wygra zawalczy z samym Dio Morganem we walce finałowej. Jednak… żeby było ciekawiej w fazie grupowej nie będzie pojedynków, będą zupełnie inne konkurencje, bo czy nie wymagamy od rycerza czegoś więcej niż waleczności? - Farkas uśmiechnął się. - Teraz mój przyjaciel, Morgan wymieni konkurencje.
- Siema ludziska! - Dio był bezpośredni za co ludzie go kochali. Przywitanie wystarczyło, by przez tłum przeszła fala ekscytacji. Dał im czas na ochłonięcie, wyciągnął kartkę i zaczął czytać. - To tak… tańczenie na gazecie, gonitwa wokół krzeseł… a nie, to nie ta lista. - Tłum zaśmiał się. - Kolega się żeni i robię za wodzireja, wiecie… No dobra to faza grupowa. Co tam było? Ugh… konkurs jeździecki, strzelanie do tarczy i buhurt.
- Jako, że w zawodach będą brać dwie nagi, przygotowaliśmy dla nich jednokonne rydwany. - Dodał Farkas.


- Oho… Bart pojedzie na koniku. - Loksodon zaczął szturchać Karmazynowego Grafa.
- Nic z tego… zajedziesz biedną szkapę, pokonasz tę konkurencję pieszo. - Stwierdził Vanagar.
- Ale jak można jeździć konno na pieszo? - Spytał Bart.


- To teraz... - Dio zamarł. Wypatrzył w tłumie Salsę, która przyjechała za nim do Listmoor. Nie po to zwiał przed nią na Północ, by ta głupia cizia za nim pojechała. Stwierdził, że trzeba jej znaleźć kawalera, wtedy się odczepi. - … teraz sierotka Pythia rozlosuje grupy.


Wiosna: 14, 3, 6, 2 (Ulando - Mukao - Tao Pai - Ronin)
Lato: 13, 9, 12, 16 (Blisk - Liam - Erling - Kruk)
Jesień: 1, 4, 11, 8 (Diuck - Rzepich - Telsek - Escano)
Zima: 10, 5, 7, 15 (Bart - Bluto - Sailin - Yeshtar)



- Dodatkowo chciałbym przeprosić za urzędnicze niedopatrzenie... - Dodał Farkas. - Część zawodników nie została powiadomiona, że do ich użytku oddano Wioskę Olimpijską. Osoba odpowiedzialna za te faux pas już nie pracuje w Magistracie.

Xelacient PW
20 listopada 2016, 02:24
- Kalarepa! Ty głupia osiodłana tłusto kupo kłaków - huknęła Belbruga zrywając się z łoża i wybiegając z sypialni zupełnie się nie przejmując tym, że ma na sobie tylko lnianą koszulę nocną - miałaś pilnować powozu - dodała zgrzytając zębami z bólu - wczoraj postanowiła napić z obojgiem towarzyszy... równocześnie, toteż zamówiła sobie wódkę i ciemne piwo, które następnie zmieszała. W efekcie ekonomicznie się nawaliła i miała dwa razy większego kaca niż Brigida.

- Nasz powóz - zawyła gdy wybiegła przed karczmę, by zastać ten sam widok co Brimstone - nie ma go! - stwierdziła oczywisty fakt, po czym z gołymi stopami zaczęła biegać po miejscu gdzie był zaparkowany ich pojazd - razem z naszym ładunkiem... i moim kucykiem! - ciągnęła wygrażając rękoma ku niebu - Kalarepo, cóż Ci oni zrobili! - załkała, po czym zatrzymała się w miejscu i zaczęła głęboko oddychać.

- No dobra Belbruga - zaczęła gadać do siebie - ten pojazd, anie nie odleciał, ani nie zapadła się pod ziemię... musiał pojechać w jedną, albo w drugą stronę... wystarczy tylko poszukać śladów... wtedy znajdziemy tych parchów! - zakrzyknęła triumfalnie.

Po chwili zeszli do niej Bart i Brigid, widocznie jej towarzyszka postanowiła najpierw się ubrać, co samej Złotosrebrnej przypomniało o swoim stroju.

- Eee... no dobra... to poszukajcie jakichś śladów i spróbujcie ustalić w którą stronę odjechała nasza bryka, a ja zaraz wrócę, dobrze? - spytała na koniec po czym pognała do swojej komnaty przebrać się.

Nitj'sefni PW
20 listopada 2016, 08:43
Shadal, niosąc worek kamieni przerzucony przez ramię, wszedł do zajazdu Mrauczurów.
W środku nie było zbyt tłoczno, więc od razu wypatrzył trójkę krasnoludzkich ornitologów, którzy leżeli na podłodze upici do nieprzytomności. To typowe dla krasnoludów. W rogu sali siedziało dwoje barczystych mężczyzn, których elf wcześniej nie widział. Po krótkiej pogawędce z Qai'mem i wypiciu napoju energetycznego, zajął się ryciem symboli na kamieniach.

Kiedy Shadal skończył, zwrócił się w stronę Qai'ma.
- Kiedy ci ornitolodzy się obudzą, powiedz im, żeby przyszli na wzgórze, na północ od miasta. Ja w tym czasie idę tam przygotować rytuał. - powiedział elf i udał się do wyjścia.

Turtle PW
20 listopada 2016, 09:18
-Dajcie mi chwilę, muszę pomyśleć.- bycie hersztem przestaje być fajne. Wróć nawet nie zaczęło. Co on mógł zrobić? Spróbować się dogadać? Zastawić pułapki? Zginąć honorową śmiercią w walce? A może uciekać, niekoniecznie z nimi?
-Ech, dobra załatwie to.- Cuervo sam nie był do końca pewny.
-A niby jak to zrobisz?- krzyknął ktoś z końca pokoju.
-Wiecie, że słowa są najgroźniejszą bronią?-Powiedział Cuervo i poszedł przed młyn, odpocząć.

Felag PW
20 listopada 2016, 09:47
Garkh-Morphon słuchał wywodu Sianosieja, na temat przebrań, które powinien zorganizować sobie i swojemu Va'rusowi. Był lekko podpity, ale rozumiał wszystko co rycerz mówił.
Dlaczego wszędzie musi być prześladowany? Co złego zrobił? Nekromancja może nie była "najczystszą" magią, ale przecież nie była zła... każde bóstwo miało swoje złe strony i każda szkoła magii zdawała się posiadać swoją mroczną stronę. Pod tym względem czary matki Ashy były nawet najmniej zepsute. A jednak... nigdzie nie był mile przyjmowany. Elfy nie przepadały za nekromantami, mówiąc że za daleko odsunęli się od natury. Magowie nie cierpieli ich z oczywistych powodów, a krasnoludy nie przyjmowały raczej nikogo z zewnątrz. Zazwyczaj mógł się schronić w Hereshu, ale po dojściu do władzy Arantira nie czekało go tam nic dobrego. Wszędzie widział otaczających go Nihilomantów, nawet wśród tych, którzy nimi nie byli. I wiedział, że nie on jeden uciekł z Krainy Nieumarłych. Po dojściu do władzy Arantira, dla wielu wyznawców Ashy Heresh przestał być bezpiecznym schronieniem. Rozpoczął się nowy podział wśród wyznawców Pajęczej Bogini - na tych stojących przy Arantirze i na tych, którzy uciekli z Hereshu. Wielki Exodus nekromantów stawał się faktem. Po Ashanie tułało się wielu liszów i wampirów (i nie wszyscy z nich parali się magią Pustki)... i nie mogło znaleźć nowego domu. Cesarstwo, zazwyczaj otwarte na wszelkich przybyszów, wyklęło nekromantów z powodu czynów Markala, pomimo że żaden szanujący się lisz ani wampir, nie poparł tego szaleńca w jego krucjacie przeciw Siedmiu Miastom. Ale problem wielu tułających się po Ashanie nekromantów będzie problemem, który będzie trzeba rozwiązać.
Garkh-Morphon miał nadzieję, że chociaż w Wolnych Miastach go przyjmą, ale jak się okazało i tam nie ma dla niego miejsca...

- A tak właściwie to jaki jest wasz cel w przybyciu do Listmoor? Mój nie jest żadną tajemnicą, planuje wystawić mojego giermka w turnieju, ale co was wygnało z Hereshu do jednego z Wolnych miast?
- Heresh nie jest już domem dla nekromantów. Odkąd Arantir doszedł do władzy, wielu jego przeciwników musiało uciekać. Musimy gdzieś żyć, a chyba jedynie w Wolnych Miastach mamy szanse na przeżycie. A dlaczego Listmoor? No cóż... powiedzmy, że jest to miasto mi najbliższe. - nekromanta wypił swój kufel do dna. Znowu posmutniał trochę. - No nic, chyba już pójdę załatwić te swoje okrycia. - wstał, podziękował rycerzowi i powoli skierował się do wyjścia, - Va'rus, do mnie!

Belegor PW
20 listopada 2016, 13:13
Ronin był zaskoczony osobą pustelnika. Naga głębinowa emanowała swoistym mistycyzmem. Wyglądał jak ucieleśnienie doskonałości, do którego dąży każda honorowa naga. Ne spodziewał się przy nim Białego Psa (Ronin nie potrafił odróżnić wilka od lisa). Był zaskoczony kiedy pustelnik odrzekł, że czekał na Niego. Przypomniał sobie słowa lokaja, że wiedza i odpowiedzi wyprzedzają pytania. Kiedy się przedstawił i podał mu rękę Ronin otrząsnął się i podając rękę odpowiedział:
- Abarai kiedyś, dziś Ronin... Mistrzu.
Naga nie mogła już ukryć imienia. Czuł, że nie wypada przy nim. Samuraj nie wiedział czy zacząć, czy zapytać go. Nie spodziewał się tej rozmowy tak szybko:
- Mistrzu Mukao. Szukałem Cię od momentu, w którym o Tobie usłyszałem. Mam wątpliwości i chciałem Mistrza prosić o radę. Czy Mistrz poświęci mi chwilę czasu?
Samuraj nie wiedział, czy Mukao już znał jego historię i o co chciał spytać. Może on będzie wiedział jaki los spotkał nagi z Kakuregi i czy są w stanie mu pomóc? Z jednej strony chciał wiedzieć, lecz z drugiej strony bał się. Bał się, czy jego misja, jego cel...ma sens. Bał się konsekwencji...sam dobrze wiedział, dlaczego diaspora się rozpoczęła. Czekał na odpowiedź mędrca z Góry Valyn.

Garett PW
20 listopada 2016, 14:37
Spadający na ziemie Hebi przestraszył Hikume, dzięki czemu ta znowu odkryła swoje święte skarby. Tym razem Regen nie marnował czasu i chłonął każdy detal. Różowiutkie sutki kapłanki słodko sterczały, a krągłe piersi były wprost idealne, ani za małe ani za duże. Po prostu ucieleśnienie powiedzenia "co się w dłoni mieści, to się fajnie pieści".
Niestety kolejny pokaz tego jak pięknie Shalassa rzeźbi kobiece ciała szybko się skończył, gdyż Hikume założyła kimono. Na szczęście najwyraźniej zabieg Regena na nią podziała, bo zaprosiła go na herbatkę. Ponieważ założyła ona ubranie w pośpiechu, to Ambasador czekając aż kapłanka zaparzy napój, mógł podziwiać jej lekko odkryte pośladki. Ach, sama Wieczna Cesarzowa mogłaby pozazdrościć jej kształtów!
Kiedy herbata była już gotowa, Regen mógł w niej wyczuć, iż Hikume coś do niego zaczyna czuć. Może i nie była jeszcze wilgotna niczym Shalassa, ale Ambasador był na dobrej drodze by do tego doprowadzić. Sama kapłanka zaczęła komplementować, w dodatku nazwała go kobieciarzem, i choć zazwyczaj coś takiego oznaczałoby koniec amorów, to jej się to najwyraźniej podobało. Widocznie nikt nigdy nie próbował z dziewczyną flirtować. Nawet Abarai... Regen miał ochotę powiedzieć, że Ronin jest chyba gejem skoro nie zwraca uwagi na kapłankę, lecz w porę ugryzł się w język.
-Saaa, Hikume-san, troszeczkę jestem kobieciarzem, acz prawie każdy dżentelmen nim jest. I nie, nie jesteś brzydka, przecz myśli nieczysta! Powiedzenie, iż w całym Listmoor niema kobiety piękniejszej od ciebie byłoby dla ciebie zniewagą! Powiem ci, iż swą urodą zawstydziłabyś same Yuki Onny! Nie bez powodu wziąłem cię za gejszę przy pierwszym spotkaniu. Wszakże na dworze Wiecznej Cesarzowej gejsze to szanowane przez wszystkich kobiety, które nie mają zabawiać mężczyzn swoim ciałem jak jakieś tanie prostytutki, a dotrzymywać towarzystwa przy herbacie, zabawiając ciekawą rozmową tudzież poezją. Dlatego też tak bardzo się zdenerwowałem wtedy na twego strażnika, klienci Brekki nie potrafiliby odróżnić gejszy od puszczalskiego sukkuba! - Regen odetchnął głośna. - Saaa, wybacz, znowu się uniosłem... Wracając do twoich zmartwień, to myślę, iż problem tkwi w tym, że skoro świątynia w której się wychowywałaś należała do rodu Abarai, to Ronin po prostu traktuje cię bardziej jak młodszą siostrę i nie myśli o tobie w ten sposób... Ale proszę, już nie zamartwiaj się na zapas, więc porozmawiajmy może na jakiś przyjemniejszy temat. Opowiedz mi proszę trochę więcej o sobie.

Nicolai PW
20 listopada 2016, 20:19
NicolaiNicolaiWielkie przygotowania Nitja i Bycha



- Jakie wzgórze? - Spytał zdziwiony Qai’m. - Qai’m gadał z koboldami. Koboldy chcą wezwać Feniksa w Falais. Koboldy mówiły, że tamta mieścina ma odpowiednie walory estetyczne. Qai’m nie rozumie jak Puszcza może mieć jakiekolwiek walory estetyczne.
- Ej Diuck... - Minotaur szturchnął Kurta. - To jest chyba ten fraje… mag, który ma nam przywołać tego całego Feniksa. - Rogaty wstał, podszedł do elfa i rakszasy. - Ja wiem gdzie to ma się odbyć, chodź… zaprowadzę Cię.


Poszli we trójkę do Puszczy. Diuck jak na ignoranta przystało, kompletnie nie wiedział czego może się spodziewać, a Shadal jak to z elfami bywa, nigdy nie obcował z biedą i niedolą. Dlatego też nie byli gotowi na widok Puszczy. To co zastali to był obraz prawdziwej nędzy i rozpaczy. Ciężko to w ogóle opisać. Jakby ktoś powtykał prowizoryczne okna i drzwi w śmietnik i zaadaptował to co powstało na mieszkanie. Kurt myślał, że jak widział wychodek zapaskudzony przez nagę to wie jak wygląda syf, ale musiał zrewidować swoje poglądy.


Dodatkowo jakby trafili w sam środek potężnej sprzeczki między ochroniarzami koboldów, a lokalną ludnością.
- Nie możecie zabierać nam domów! - Słychać było głos.
- Jakie domy? Ja tu widzę jakieś lepianki... - Odpowiedział minotaur. - Poza tym szef obiecał odszkodowanie,
- Ale zmieniliśmy zdanie... chcemy więcej! - Słuchać było ryk z tłumu.
- Dobra, dostaniecie po dwa - Ozjasz, którego wcześniej nie zauważyli poszedł na kompromis.
- Trzy,,, - Odpowiedział głos z tłuszy.
- Nie przeginaj! - Warknął minotaur. - Bo guzik dostaniesz.
- No dobra... - Sytuacja się uspokoiła.


Teraz Diuck i Shadal mieli czas żeby rozejrzeć się po okolicy. Było to coś w rodzaju placu przy studni. Acz po konsystencji podłoża bardziej powiedzieliby, że to bagno. Od strony wschodniej stała balista, a przy niej Icek, a od zachodniej onager rzucający sieciami. Przy nim był Ozjasz i Mosiek. Zaiste koboldy w szyszakach i kolczugach wyglądały komicznie. Dodatkowo od strony północnej stał artysta, który chciał to wszystko uwiecznić.
- Na co czeka? Rozbiera się! - Krzyknął malarz. - A fra… mag przygotowuje ten cały rytuał.


NicolaiNicolaiGarett i smutna kobieta to chętna kobieta



Kapłanka zrobiła smutną minę. Nigdy tak nie pomyślała o tej sprawie i zaczęła się obawiać, że może być tak jak Ambasador mówi, a to znaczyłoby, że w ogóle nie ma dla niej szans u Ronina. To tak bardzo ją zasmuciło, że zaczęła płakać.
- Przepraszam Regen-sama... - Powiedziała przez łzy. - Ja po prostu taka uczuciowa jestem. - I jak nie zaczęła wyć. Aż Hebi się wystraszył i uciekł na balkon.


NicolaiNicolaiBelek i Wszyscy Święci



- Może udajmy się w jakieś ustronne miejsce? - Zaproponował. - Przecież nie będziemy rozmawiać o samurajskich sprawach na ganku burdelu. Kibe, chodźmy! - Lis wstał na równe nogi i szedł całą drogą przy ogonie Mukao, który zaprowadził ich do świątyni w centrum wioski olimpijskiej, która nosi dumną nazwę Chramu Wszystkich Smoków, acz wszyscy i tak zwą ją Panteonem. Dosłownie na dniach jej budowa została zakończona, ale jako, że nie było jeszcze oficjalnego otwarcia, nikt tam się nie kręcił, więc było to idealne miejsce na rozmowy tego typu. Bo kto będzie lepszym świadkiem niż wszystkie Smoki?


Chram był rotundą z białego marmuru z jednym wejściem. Do środka szło się schodami, które kończyły się na środku sali. Zabieg ten miał na celu sprawienie, by żaden ze smoków nie był pokrzywdzonym niekorzystnym umieszczeniem ołtarza. Na suficie był fresk przedstawiający Thallan, a na podłodze wyłożono panoramę z mozaiki, która przedstawiała historię Ashanu od początku do niechybnego końca przewidzianego przez Sar-Shazzara,


Wchodząc do środka stało się naprzeciw ołtarza z gwiaździstego ametystu w kształcie Księżyca, symbolizował on Ashę. Po lewej od niego znajdowały się mniejsze ołtarze Smoczyc w kolejności wyklucia. Najpierw ołtarz Malassy przyozdobiony sztyletem z ciemnej masy perłowej. Potem cyrkiel z błękitnego topazu reprezentująca Shalassę. Ostatnia była szmaragdowa gałązka oliwna Sylanny. Po prawej była waga z cytrynu oznaczająca Elratha, dalej rubinowe kowadło Arkatha i na końcu opalowa harfa Ylatha. Dodatkowo naprzeciwko ołtarza Ashy była księga z szarego diamentu reprezentująca Sar-Elama.


Mukao i Abarai, nie licząc Kibe i Smocze Bóstwa byli sami.
- Pytaj… Jaką tajemnicę mam Ci wyjawić? - Zaczął Czcigodny ze Wzgórza. - Kiedyś nas, Kustoszy Szeptów było wielu, teraz jesteśmy na skraju wyginięcia.


GarettGarettXelacient Jones i poszukiwania zaginionego powozu



-Bart, ty skończony idioto! - wydarła się Brygida. - Nie starczyła ci gadanie o grafenie, to musiałeś jeszcze wypaplać, że przewozimy cenną przesyłkę! Przecież w takiej zapomnianej przez Smoki wiosce jak Stombork ludzie się zabijają o miskę bigosu, a co dopiero o przesyłkę zabezpieczoną przez Kapłanów Run! Szczęście, że nam nie poderżnęli gardeł!
Brigid, jak to typowa kobieta, suszyła głowę Bartowi, lecz Brimstone nie zwracał właściwie na nią uwagi, gdyż był zajęty, jak to typowy mężczyzna, gapieniem się na prześwitujące przez koszulę nocną cycki Belbrugi.


Sama Belbruga, w drodze do swojego pokoju po ubrania, zauważyła, iż czegoś w tej karczmie brakuje. Kiedy się już przebrała i schodziła po schodach, to zaczęła sobie powoli przypominać krasnoludzkiego kelnera, który starał się jej przypodobać. Chyba nawet dopytywał się trochę o Kalarepę. Sęk w tym, że jak znowu weszła do karczmy, to ów kelner jej nie zaczepił, co było dziwne, zważywszy, iż powinien się tu krzątać od samego rana.
-Jeśli szukasz Jorgena, to chyba poszedł się gdzieś nawalić ze stajennym oraz wieśniakami - poinformowała Belbrugę barmanka, która najwyraźniej zauważyła jak krasnoludka rozglądała się po pomieszczeniu. -Pewnie leży w krzakach albo w sianie nawalony w trzy dupy. Chociaż w sumie to dziwne, bo większość to były krasnale z Kudłacina, a oni zazwyczaj w miesiąc zarabiają tyle, ile dzisiaj wydali…


Kiedy Belbruga wróciła do swych towarzyszy podróży by podzielić się z nimi nowościami od barmanki, zobaczyła Brigid obwąchującą ziemię za pomocą swego chomiczego nosa. Heh, Koboldka mogła narzekać, iż Dagar na niej eksperymentował, ale przynajmniej na coś się jej nowa postać przydawała.
-Hmm, zapach krasnoludów. Wali od nich wódą i bigosem… Czyli tak jak od nas. Do Urhasha z tym, Bart, jeśli będziesz pachniał jak gorzelnia, to nigdy ich nie znajdziemy. - Brigid znowu postanowiła zrzucić winę za wszystko na Brimstone’a.
-Uspokój się, przecież ślady są wciąż widoczne. Co prawda ledwo ledwo, ale je widać. Prowadzą na wschód.
-Ale mogli potem porzucić powóz i tyle ich widzieliśmy! Bart, weź się odsuń bo jak cię zaraz…
Belbruga przerwała kłótnię swoich towarzyszy i zaznajomiła ich z informacjami, którymi podzieliła się barmanka.
-Cóż, to wiele wyjaśnia… Kudłacin znajduje się na wschód, i to właśnie tam prowadzą ślady. W dodatku skoro wieśniacy się schlali, to znaczy, że to nie Barta czułam, więc raczej dam radę ich wyśledzić w wiosce… Chociaż to zbiorowisko 6 chat na krzyż zasługuje na to miano jeszcze mniej niż Stombork…


Znając już następny przystanek w swej podróży, krasnoludy (i koboldka sztuk jedna) ruszyły na wschód ku Kudłacinowi. Biorąc pod uwagę fakt, iż nie mieli koni, to podróż im się strasznie dłużyła. Przez większość drogi nie widzieli nawet niczego interesującego… Do czasu aż nie zauważyli jakieś czerwono-brązowej rzeczy na drzewo.
-Ki diabeł, przecież do Dnia Narodzin Smoka jeszcze daleko… - mruknął Brimstone.
Kiedy podeszli bliżej okazało się jednak, iż nie była to świąteczna dekoracja, a zwłoki rudobrodego krasnoluda. Chociaż nie było w najlepszym stanie, to Belbruga poznała zalecającego się do niej wczoraj wieczorem kelnera.


XelacientXelacientTurtle i ustalanie granic



Cuervo wyszedł na ganek przed młynem, gdzie wystawione były przyrządy niezbędne do prania, po czym usiadł na zydlu obok balii, by przemyśleć swoją sytuację. Jego podwładni zdążyli uprzątnąć trupy, ale krew na podłodze i błocie pozostała. Po chwili dołączyła do niego reszta ekipy z młyna, która w milczeniu czekałą na rozwój wydarzeń. W końcu z jednej strony nadszedł gang liczący kilkanaście istot.
- Idą Futrzaki - stwierdził Gork, który wczuł się w rolę narratora wydarzeń - ich przywódca ten gnoll co idzie z przodu to Biczownik. Składają się z różnej maści przybyszy, którzy szukając szczęścia w Listamoor znaleźli tylko pecha, jak widać wśród nich są zwierzoludzie, ale tamta zamaskowana babka jest półelfą - dodał wytykając jedną postać.


Grupa zatrzymała się przed młynem, a ich przywódca wystąpił na przód, ze cwanym uśmiechem na swej psiej mordzie.


- Cóż… widzę tylko jedną nieznaną mi twarz, więc pewnie to ty jesteś tym nowym, który przepędził wiedźmę i zabił połowę jej ludzi... muszę Ci pogratulować, nawet ja bym tego lepiej nie zrobił… więc tego właśnie…. wasza grupa jest teraz zbyt mało liczna, by utrzymać samodzielnie młyn, co powiecie na połączenie sił, na pewno lepiej na tym wyjdziecie niż


- Hola pchlarzu! ten młyn, podobnie jak całą Puszcza należy się prawowitym obywatelom Listamoor, a nie takim przybłędom jak wam! - głośny okrzyk niczym u przekupnia obwieścił przybycie drugiego gangu, był liczniejszy, liczył ponad dwudziestu ludzi, ale większość z nich wyglądała jakby ich właśnie oderwano od picia, albo kopulowania w błocie.


- Grzybiarz, niegdyś bogaty alchemik, który stracił cały majątek w pożarze - ciągnął niezrażony Gork - teraz zarabia na produkcji alkoholu, grzybków i proszków do wdychania, jego gang zajmuje się rozprowadzaniem jego wyrobów i zapewnieniu mu wyłączności w okolicy.


Gang Futrzaków natychmiast zmienił swoją formację, przez co obie grupy stały naprzeciwko siebie, mając młyn z boku Siebie.


- Dobrze słyszałem? - zakpił gnoll - prawowici obywatele? Wywalili was tak samo jak i nas, jesteście takimi samymi śmieciami jak my i dobrze o tym wiecie! Tutaj nie ma żadnego prawa, jest tylko siła!


- Wy imigranci żerujecie na dorobku naszych przodków! My zaś go pomnażamy, nie pozwolę, by kolejny obiekt wpadł w wasze łapska - odparł Grzybiarz wskazując na młyn.


- Oni mogą tak długo - wtrącił Gork - wiedźma atakowała bez mrugnięcia okiem to się jej bali…


- Gork, do których lepiej dołączyć? - wypalił nagle Swan.


- A bo ja wiem… Grzybiarz ma dochodowy interes i podobno wciąż ma kontakty w mieście, ale to straszny gbur i skąpiec, zaś z biczownikiem idzie się dogadać… nawet czasami jakiś ochłap rzuci - mruknął żulork na koniec.


XelacientXelacientLisz na łonie natury.


Sianosiej słuchał uważnie historii lisza, ale już nic nie mówił. Za ty gdy lisz gdy był gotowy do wyjścia to ten poprosił, by na nich poczekał. Szybko dopił swoje piwo, po czym od karczmarza wyciągnął jeszcze trochę prowiantu na wynos. Zresztą podpity ghul nagle okazał sie wyjątkowy krnąbrny, bo nie reagował na polecenia tylko dalej charkał na giermka, któremu już zabrakło pary w gębie. Dopiero gdy giermek salwował się sromotną ucieczką od stołu. Dopiero wtedy Va'rus dał sie wyciągnąć na zewnątrz. Po chwili dołączył do niego rycerz ze swoim przyzadowcem. Wyciągnęli zaparkowany za oberżą dwukołowy wózek z ich dobytkiem, żadnego zwierzęcia nie mieli toteż ciągnęli wózek na zmianę. Sianosiej zapakował do niego prowiant po czym zaproponował, że załatwi sprawunki za lisza, albowiem “na widok lisza handlarze z pewnością będą żądali wyższych cen”. Po chwili dyskusji mag zgodził się udać w towarzystwie Bliska za miasteczko, a nawet powierzył Sianosiejowi odrobinę gotówki. Wszystko poszło zgodnie z planem, Po krótkiej przechadzce zatrzymali się w przydrożnym zagajniku, gdzie po jakimś czasie dołączył do nich rycerz. Przyniósł obiecane rzeczy i rozliczył się co do grosza, liszowi zostało tylko dopasowanie zakupionych szat do siebie i do swojego ghula.


- Sianosiej -nie wytrzymał w końcu Blisk, widocznie mimo, iz był tylko giermkiem to był po imieniu z rycerzem - dlaczego my właściwie przystajemy z tym liszem.
- Blisk - odparł spokojnie weteran - żyje wystarczająco długo na tym świecie, by wiedzieć, że bezmyślne machanie mieczem przynosi więcej szkody niż pożytku, poza tym gdyby to wyleciałaby z Twojego pustego łba to jako członkowie Błogosławionego Zakonu Gorliwych Rycerzy Świętego Elratha Zbawiciela w Dniach Ostatnich jesteśmy w Listamoor równie niemile widziani co ten lisz, i tak samo jak on będziemy musieli ukrywac swoja tożsamość, toteż nie śpiesz sie z osądem co warto, a co nie warto czynić.


Giermek nie wyglądał na zbyt zadowolonego tym rozwiązaniem, ale przynajmniej się przymknął.


- Ach ta młodzież… taka niecierpliwa, prawda panie Garkh-Morphon? - rzekł zwracając się do lisza - no nieważne, pozostało mi tylko rzec, iż przebranie to tylko część przebrania, ważna jest też odpowiednia historia, chcecie być pokutującym bogaczem, który za swoje swawole został przeklęty wraz ze swoim wiernym sługą trądem, który może zostać tylko uleczony przez kapłanów Elratha w Listamoor czy macie jakiś lepszy pomysł? Ja bym może jeszcze… ktoś się zbliża - rzucił nagle idąc w stronę wozu. Jednak lisz szybko się zorientował, że to Kkhik prowadzi Narik-Thuster oraz jego konia. Widocznie duch wyczuł, że jego pan opuścił miasto i udał się za nim.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10 - 11 - 12 - 13 - 14 - 15 - 16 - 17 - 18 - 19
temat: [RPG] Pradawna Groza - Ancient Fear

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel