Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
Witaj Nieznajomy!
zaloguj się    załóż konto
Podziemna Tawernatemat: Marvel - komiksy, filmy itp.
komnata: Podziemna Tawerna
strona: 1 - 2 - 3 ... 25 - 26 - 27

avatar PW
29 października 2019, 16:52
Dzisiejsza twoja wypowiedz jest już inna niż te z 21 lipca ;)

Matheo PW
29 października 2019, 19:42
Tak, przyznaje Ci rację. Niemniej od tamtego czasu ogłoszono sporo nowych rzeczy i nadal nie ma żadnego spoiwa.

Alistair PW
29 października 2019, 21:25
Nie ma spoiwa, bo nie ma związku pomiędzy tymi postaciami. Moon Knight nie ma związku z Kamalą Khan, Blade'em czy Ghost Riderem. Przynajmniej tak wynika z tego, co można znaleźć w internecie. A czy ktoś wymyśli taki związek? Nigdy nic nie wiadomo.

Matheo PW
3 listopada 2019, 14:05
Ale Black Panter ma już związek z Czarną Wdową, Strażnikami, Hawkeyem i Thorem i między nimi różnież nie ma spoiwa.

Alistair PW
3 listopada 2019, 14:56
Akurat z Czarną Wdową czy Hawkeye'm miał sporą styczność jako z Avengerami, wystąpił w paru komiksach z nimi. Na https://marvelcomics.pl jest nawet wspomniane, że spotkał na swej drodze Moon Knighta. Musiałbym wnikliwiej poczytać, zwłaszcza anglojęzyczne źródła, to możliwe, że związek między różnymi postaciami istnieje. Poza tym oczywiście taki związek można wymyślić, nawet jeśli nie ma go w komiksach. Mam jednak do przeczytania blisko tysiąc stronicową księgę, więc nie zagłębiałem się bardziej w temat.

Matheo PW
3 listopada 2019, 16:26
To chyba nie zrozumiałem. Mówiliśmy o MCU i o tym, że pomiędzy poszczególnymi filmami nie ma spoiwa. Potem wspomniałeś, że pomiedzy konkretnymi postaciami nie ma związku i to tłumaczy brak spoiwa. Ja napisałem, że pomiędzy niektórymi postaciami MCU jest związek, a spoiwa i tak nie ma.

Co do komiksów, to w wojnie bohaterów brała udział praktycznie każda postać. W dodatku była masa crossoverów łączących różnych bohaterów jak chociażby akcja z Phoenix, czy działania Scarlet Witch.

Alistair PW
3 listopada 2019, 16:36
OK, po prostu stale zapominam o tym, że to MCU. Powinienem to traktować jako coś osobnego, a nadal traktuję to jak filmy oparte na komiksach, stąd to szukanie związku pomiędzy postaciami w sieci. W każdym razie spoiwo zawsze się znajdzie. Nawet jeśli na razie nie ma związku, to może taki zaistnieć w przyszłości. Wystarczy doprowadzić do ważniejszego spotkania tych postaci, zmusić do walki wspólnie lub przeciwko sobie. W tej sytuacji nie wiem czy jest sens szukać związków w istniejących źródłach. Choć jestem pewien, że ludzie będą tego szukać.

Matheo PW
3 listopada 2019, 16:41
Na pewno komiksy i ich adaptacje to dwie różne rzeczy. Niemniej patrząc chociażby na czwartego Thora inspiracja komiksami jest bardzo silna.

Bajan PW
24 kwietnia 2021, 21:32
Jesteśmy już po dwóch miniserialach Marvela. Jak oceniacie? Moim zdaniem profesjonalna produkcja i duże budżety oraz ciekawe koncepty. "Falcon..." często zbyt łopatologiczny i pretensjonalny, ale lubię Sama, jedyne rozsądne zastępstwo dla Steva. To co jednak błyszczy to John Walker oraz Zemo, nawet jeśli Zemo jest bardzo niekonsekwentny wizerunkowo z tym z "Civil War". "WandaVision" o wiele, wiele ambitniejsze, lepiej przemyślane, obfitujące w smaczki i lepsze aktorstwo. Odcinek 5 to mała perełka. Im dalej, tym bardziej mieszane emocje. Ostatecznie w obu serialach samozachowawczość jest dalej bolączką uniwersum, zresztą nie do końca tak dobrze rozwijanego przez seriale - oba na dobrą sprawę będzie można pewnie pominąć w ogólnym rozrachunku marki i pełną funkcję raczej rozbudowania bohaterów.

Bajan PW
4 września 2021, 15:21
MOCNE SPOILERY Z AKTUALNYCH NOWOŚCI OD MCU

Loki - najbardziej nierówny projekt w całej historii franczyzy. Dwa pierwsze odcinki obiecywały arcydzieło: fenomenalna muzyka Holt, klimaty dystopii i problematyka wolnej woli, świetna scenografia, dziwny humor, trochę buddy movie oraz ogromny wpływ na całą markę. Jeśli o te wymienione elementy chodzi, to faktycznie była to fenomenalna robota, ale niestety za dużo w tym mankamentów. Nielogiczności związane z TVA, fatalne sceny akcji (ta gruba murzynka nawet nie potrafi biegać!), Sylvie jako świetna postać i jednocześnie słaba iteracja Lokiego, pajacujący i na siłę śmieszny "antagonista" z końcowego odcinka, ogrom zmarnowanego potencjału. Myślę, że zmiana reżysera odświeży formułę, która zachwiała się tak bardzo szybko.

Czarna Wdowa - stylem inspirowana Zimowym Żołnierzem, a jednocześnie jak pierwszy Spider-Man nie będąc originem świetnie kreśli postać i rozwija ją. Jako część MCU film spóźniony, ale niekoniecznie niepotrzebny, bo to zręczny blockbuster rozwijający postać jednego z wyjętych spod prawa Avengersów. Yelena i Red Guardian to dobre comic reliefy. Ot, przyjemny, typowy akcyjniak.

Shang-Chi - czyli Doctor Strange tej Fazy MCU. Magia, sztuki walki, filozofia wschodu i kilka wizualnych perełek. Sceny akcji i humor robią dobrą robotę, a wszystko wnosi powiew świeżości do uniwersum. Druga część filmu to nagła zmiana konwencji w fantastykę i właściwie na tym polu to działa, ale niestety film ugina się coraz mocniej i mocniej pod ciężarem ekspozycji i tak archetypicznej historii, że aż bolą zęby. Rozłożony na części pierwsze Shang-Chi to porażka, na szczęście broni się jako film sam w sobie, przynajmniej jeśli chodzi o kopane kino rozrywkowe. Jako część MCU - albo słabe nawiązania (Wong, Abominacja), albo dobre (fałszywy Mandaryn) tylko bardzo na siłę i bez których fabuła obędzie się. Tytułowy bohater też jest trochę problematyczny, bo i sympatyczny, z unikatowym stylem walki oraz stylistyką wokół niego, ale co o nim można powiedzieć? "Wielka trójka" z pierwszej fazy działała nawet lepiej, a to były tak proste archetypy!

What if... (pierwsza połowa] - tematyka oraz obranie stylu animacji pozwoliło na stworzenie historii ograniczonych tylko wyobraźnią. Z tą niestety jest różnie. Captain Carter to wprowadzenie do konwencji serialu, więc tutaj brak większych zabaw wybaczę, ale ten czarny Star-Lord to jakaś parodia i bardzo słaby hołd dla aktora. Robienie z niego pseudo zbawcy, Thanos jako dobry (samo to w sobie nie jest złe) bez żadnego zadania sobie trudu wyjaśnienia nawrócenia go, słabe i zbędne nawiązania, kreskówkowy ciężar historii i ten wkurzający przydupas, oczywiście czarny, który drze japę cały film - no, prawie dałem sobie z tym spokój. Tylko Nebula się broniła, cudowna.

Na szczęście teraz mamy tendencję zwyżkową. Trzeci odcinek doskonale ilustruje potencjał "What if...". Oglądanie złego Hanka Pyma walczącego z Lokim podszywającym się po Furriego, do którego wystarczyło podmienienie w Europie Wschodniej Czarnej Wdowy na córkę Pymów, cóż, to jest przewrotne i świetne. Odcinek o "złym" Strangu zaś działa jeszcze fenomenalnie wizualnie, jako animacja. Zaufanie do projektu odzyskałem i czekam na alternatywnych Avengers.

Bajan PW
2 kwietnia, 12:55
What If... (druga połowa) - niewykorzystany potencjał, co szczególnie boli, bo są niezłe pomysły, ale wszystko rekompensuje crossoverowy finał, zostawiający przyjemne niedosyt, fenomenalną animacje i zabójcze tempo. W odcinku z zombie za dużo bohaterów i rozwodniony ton przez obecność Spidermana. Szkoda, bo pomysł na samo źródło apokalipsy zombie jest wymyślny i dobrze koresponduje z uniwersum. Ukróciłbym drużynę do Bannera, Zimowego Żołnierza, Sharon i lekko poważniejszego Spidera. Odcinek z Killmongerem i Tonym - ciekawy z początku, ale im dalej, tym widać coraz mniej pomysłu na Killmongera. Odcinek z Thorem - takie sobie to było, choć sam pomysł na wariant Thora dobry. Seria niespełniona, ale wciąż z potencjałem, nikt nie spodziewał się chyba kiedykolwiek ujrzeć walkę Zolli i Killmongera o kamienie nieskończoności.

Ethernals - fenomenalny pomysł na dylemat moralny protagonistów i trochę świeżości wizualnej, ale to trochę za mało, a całość ginie pod naporem bohaterów, dla których ratunkiem jest ich odświeżające pozbycie się. Czasem trochę nudno, ale doceniam mocno koncepcje stojąca za filmem. Finałowa scena - intrygująca, niepokojąca. Najbardziej odpowiadał mi Ikarus, ale doceniam też Makkari (ogromna energia w tej postaci, odświeżająco standardowe ujęcie jej mocy) i Druiga (potencjał aktorski i fabularny). Ci co zostali na ziemi mnie nie grzeją, ale w kosmosie... Czekam co będzie dalej.

Hawkeye - przewidywalny (postać ojczyma i matki, dynamika relacji), infantylny (dresi, nawet jeśli Adamczyk daje z siebie 100 procent, to nie są to dobrze napisani bohaterowie) i nieudolny w rozwijaniu uniwersum. Echo jest fatalna. To człowiek bez żadnych mocy, a w dodatku kobieta z dwoma niepełnosprawnościami. Sam serial obnaża brutalnie jak jest nieporadna. Położono ten koncept. Yelena ma świetną dynamikę z protagonistką, ale jej motywacja to nieudolny retcon sceny po napisanej w "Wdowie". Plus dla świątecznej otoczki. Najgorszy serial MCU, tylko dla fanów.

Spider-Man 3 - fabuła na ślinę, nie klei się za chuja, ale pomysł na film jest rewelacyjny. Nie tylko to film-event wypełniony fanservicem, humorem i świetnymi scenami, ale doskonale rozumiejący czym jest Spiderman, którego wersję z MCU - i to wszystkie filmy - wpłata w zupełnie nową interpretację, nadaje jej sens. Logika się tego filmu nie ima, ale emocji jest w tym ogrom. Dla mnie rewelacja i najlepszy film IV fazy.

Kastore PW
2 kwietnia, 15:10
Bajan:
doskonale rozumiejący czym jest Spiderman
ACTUALLY, Peter Tobiego nigdy nie był wynalazcą, tylko miał dobre oceny, więc nie wiem, skąd twórcy wzięli wątek, że on już od dawna myślał nad lekarstwem dla Zielonego Goblina. Dosłownie to był powód, dlaczego miał organiczne sieci, żeby nie musiał być wynalazcą. Toby w ogóle się nie zachowywał tak, jak w filmach Raimiego.
Bajan:
Logika się tego filmu nie ima
Poza tymi najpopularniejszymi motywami, np. jakim cudem Electro, który nie znał tożsamości Spidermana się przedostał do MCU, to mam kilka innych ulubionych wątków. Np. dlaczego Octopus jak zobaczył Tobiego Maguire'a starszego o 15 lat, to się zachowywał, jakby go rzeczywiście nie widział 15 lat, skoro literalnie widział go wczoraj, jak mu łoi dupę zapewne, zanim go przeteleportowało do uniwersum MCU. Tudzież zaciekawiło mnie dlaczego Tom Holland wytłumaczył akurat Maguire'owi, a nie Garfieldowi kim jest Dr. Strange, bo w tej starej serii Dr. Strange był wspomniany, za to nie był w The Amazing Spiderman, plus to by nic nie zmieniło w scenie poza spójnością.

Ogólnie najbardziej mnie boli, że mieli tych wszystkich villainów z poprzednich części oraz Garfielda i Maguire'a, ale absolutnie nic ciekawego z nimi nie zrobili (może wątek Garfielda był UwU), tylko zamiast tego np. poświęcili jakieś pół godziny filmy, że Tomowi Hollandowi jest smutno i że przeprasza Zendayę.

PS W trailerze były inne sceny, niż w filmie, bo np. Wong w trailerze powiedział co innego do Strange'a, niż w filmie oraz w filmie było "Scooby-Doo this shit", a w trailerze "Scooby-Doo this crap", cokolwiek to znaczy.

Bajan PW
2 kwietnia, 20:36
Z częścią uwag to bym polemizował, ale ten motyw z Electro to absolutne złoto. Ten trik z ściąganiem złoczyńców miał kreatywne uzasadnienie, więc jak juź kosztem logiki wciskali Electro, to mogli przemilczeć jego uwagę do Garfielda, no ale niggatalk był waźniejszy dla hollywod i korporacji. :D

Bajan PW
26 czerwca, 11:27
Moon Knight - właściwie to całkiem udany miniserial, na który cieniem kładzie się dopiero finałowy odcinek. Bujdą były zapewnienia o brutalności, mroku i ciężarze problematyki - z zaburzeń osobowości protagonisty zbyt często robi się tutaj jaja. Wad jest sporo: słabe CGI, poważne fabularne dziury ("zabawa z niebem", brak trzeciej osobowości w trakcie osądu dusz), bardzo powierzchniowe prześlizgniecie się po mitologii egipskiej, ogólnie pojmowany niewykorzystany potencjał i zakończenie, które sprowadza się do kolorowego CGI i napieprzania się. Szczęśliwie jednak całość ratują dwa elementy.

Po pierwsze, jest w tym angażująca intryga i trochę tajemnic, co kupuje uwagę widza w odcinku pierwszym, a wciąga go w całości po drugim. Po drugim zresztą miałem spore obawy, bo znając koncept postaci i trochę plotek właściwie wszystko było już jasne, ale kolejne epizody cały czas coś wnosiły świeżość w formułę serialu - egipską scenerię, awatary innych bogów oraz paliwo do snucia teorii co do kolejnej osobowości (odcinek trzeci); grobowcowo-horrorowe klimaty zwieńczone absurdalną wywrotką fabularną (odcinek czwarty); dramatyczną retrospekcję w klimacie egipskich zaświatów (Odcinek piąty).

Po drugie, świetne aktorstwo głównego protagonisty i antagonisty, których to postacie łączy stosunek do Konshu i dylemat moralny a'la Raport Mniejszości, a na deser bardzo sympatyczną żonę Marca Spectora.

Doctor Strange 2 - jeden z najlepszych filmów MCU i ogromny powiew świeżości, który bawi się oczekiwaniem widza. Ci, którzy oczekiwali kinowego otwarcia multiwersum i cameofestu dostają w twarz nie tylko bardzo strange-centrycznym filmem, w którym jego warianty są tylko pretekstem do szerszego nakreślenia tego kim jest i może się stać, ale przede wszystkim horrorowym piętnem. Sam Raimi nie tylko dał tropy kina grozy w sporej ilości, ale zaskakującą, sugestywną brutalność, która w kontraście do bezpiecznego, disneyowskiego kina jest niezwykle odświeżająca. Wizualnie ogląda się to znakomicie, a to jedno zbiorcze cameo wykorzystane jest w punkt. Tam gdzie niedomaga scenariusz tam ratuje film aktorstwo (świetny Strange, fenomenalna Scarlet Witch), pomysłowa realizacja, muzyka oraz groteskowość, która obraca oczywisto-ckliwy finał w coś więcej niż akceptowalnego. Jest w tym bardzo ludzka słodko-gorzkość i wydźwięk, a już ostatnia scena zachwyca horrorowym tropem.

Po tylu serialach widać już, że WandaVision było najlepszym serialem MCU i jego jedynym faktycznym artystycznym sukcesem. Dlatego trochę boli, że prześlizgnięto się po jego wątkach. Bez serialu przemiana jednej postaci jest niejasna (choć mimo wszystko zrozumiała dla niewidzących oryginału), ale sama jego znajomość nie wnosi tak wiele jak możnaby oczekiwać. Brak też odniesień do Lokiego, które jest akceptowalne, choć dziwi, bo scenarzysta przecież pracował również nad nim. Niewykorzystano również dwóch bardzo oczywistych możliwości do nawiązania do What If... co jasno daje do zrozumienia, że jest ono połowicznym fillerem. Rozumiem jednak zamysł tych decyzji kreatorskich.

Ms. Marvel (pierwsza połowa) - koncept fabularny to zrzynka problematyki Petera Parkera i oceniając tylko pod kątem scenariusza, jego oczywistości aż bijącej po oczach oraz archetypowych postaciach i zużytych tropach byłaby to absolutna porażka, przy której Hawkeye byłby arcydziełem. Całość ratuje fenomenalna realizacja. Nie tylko dobry montaż, ale kreatywne przedstawianie treści. Ms. Marvel ma swój własny koloryt (dosłownie) oraz angażującą świeżość dzięki wątkowi imigrantów, mniejszości religijnej i jej kultury. To właśnie jeden z tych projektów gdzie lewicowa wrażliwość nie tylko coś faktycznie wnosi, ale dosłownie ratuje projekt.

Obstawiam, że dalej będzie bardzo udanie, ciepło, kolorowo i miło, z akcyjnymi przebłyskami oraz jakimś udanym cameo, ale całość tradycyjnie położy ostatni odcinek, który będzie na szybko sklejał wszystkie fabularne dziury i zużyte fabularne schematy.
strona: 1 - 2 - 3 ... 25 - 26 - 27
temat: Marvel - komiksy, filmy itp.

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel