Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Po cmentarzu włóczą się:
   Andruids
   Kuririn
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Jarmark Cudówtemat: Fanowskie opowiadanie
komnata: Jarmark Cudów

CubxMajster PW
17 sierpnia 2015, 13:52
Witam! Postanowiłem pochwalić się swoim fanowskim opowiadaniem. Enjoy!

ZANIM PRZECZYTASZ!
Jest to moje własne uniwersum oparte o te uniwersa ze wszystkich części Herosów.



Wstęp :
O magach ze Srebrnych Miast


Królestwo magów miało klimat pustynny, już od 456 roku magowie zasiedlali te jałowe krainy. Kilka lat później zaczęli budować zamki zwane akademiami.
Magowie ci wyróżniali się wśród innych, byli lepiej wykształceni, mieli bardziej odpowiedzialne funkcję i znajdowali się na najwyższym szczeblu drabiny feudalnej. Pustynne królestwo zwane rownież Królestwem Srebrnych Miast. Dlaczego? Ponieważ miasta w tym królestwie mają piękne komnaty, wykonane ze srebra i piaskowca. Ich królestwo jest jednym z mniejszych. Liczy blisko dwustu pięćdziesięciu miast i wiosek, co nie jest znaczną liczbą, ale mimo to królestwo jest jednym z bogatszych.
Magowie od dawna zajmowali się pisaniem kroniki. Wcześniej spisywana była przez elfy z kraju Sylavanu, ale ze względu na to, iż prowadziły dużo wojen, została im odebrana i przekazana magom, którzy byli spokojnym i nie miłującym wojen narodem.
Armia tych czarodziejskich władców jest liczna i różnorodna, jej trzon stanowią takie stworzenia jak golemy, dżiny, gremliny, rakszase czy tytani.
Akademii,w której pracują kronikarze, Derag i Egnerer, strzegą w większości liczne zastępy golemów, wykonanych przez alchemików akademii ze srebra (materiał z którego stworzone są golemy, świadczy o zamożności właściciela miasta). Dodatkowo kronika jest otoczona specjalnym zaklęciem obronnym.
Nikt nie miał odwagi zaatakować akademii kronikarzy, nawet barbarzyńcy z kraju Grah, mimo antypatii do ów narodu nie zamierzali napadać kronikarzy. Jednak strażnicy kroniki muszą trzymać się na baczności, zawsze znajdzie się ktoś, kto pod wpływem żądzy zysku zechce posiąść więcej od innych.



Rozdział I
Kronikarze


- Wszystko zaczęło się w czasach... Nie to źle brzmi. Wszystko zaczęło się od roku 1564. Nie, nie mam dzisiaj weny na pisanie ! - powiedział Egener.
- Ty masz problem, że nie masz weny na pisanie, a żołnierze na wojnie mają problem bo nie wiedzą kiedy zginą. – powiedział Derag.
Masz racje, ale kronika sam się nie napisze.
- Została ci końcówka skoro opisujesz aktualny konflikt w Ahenorze.
- Tak. Już kończę ją pisać. - powiedział Egener po czym westchnął.
- Nie martw się Egenerze magowie pełnią teraz ważną funkcję w Ahenorze. Piszą kronikę i zachowują spokój w owej sytuacji.
- Dobrze prawisz. Najlepiej będzie jeśli to ty dokończysz tą kronikę, ja mam już dość tych literek, dat i pisania ! - powiedział stanowczo Egener.
Dobrze. Skoro tego chcesz niechaj tak się stanie.
Po tych słowach Dereg wziął się ostro za pisanie, a Egener poszedł w spokoju medytować.
Twierdza w której znajdowała się kronika, była wysoką pięknie zdobiona wieżą o spiczastym zakończeniu. Cała miała kolor piaskowy i stała na klifie. Dookoła były tylko ogromne ilości pustyń.
Dzień jak co dzień, cisza i spokój. Niespodziewanie rozległo się pukanie do bram wierzy.
- Kto tam? - spytał golemi strażnik.
- Nekromanta Sandro. – odpowiedziała postać.
- Faktyczne. Nekromantą jesteś, ale imię mi twe mi nie znane. Poinformuję Egenera o twym przybyciu !
- Niechaj tak będzie !
Po kilku minutach wrócił golem z Egenerem, a ten się spytał:
- Czego chcesz Sandorze? Znam ciebie i wiem, że nie przybyłeś tu bez powodu! - powiedział rozzłoszczony Egener. Wyraźnie było widać, że nie był zadowolony z przerwania mu odpoczynku.
- Masz rację! Nie przybyłem tu bez powodu. Jak wiesz kronika zawiera cenne informację o przywołaniu potężnej armii wiernej swej panu. Dzięki tej mocy mógł bym przerwać wojnę! Chyba rozumiesz mój cel Egenerze! Sam dobrze wiesz o tym co się w niej znajduję. Przecież ty ją pisałeś od początku.
- Od kiedy Sandor wielki Nekromanta z Dewau chce czynić dobro? Zawsze niosłeś zło. Ty i twoi uczniowie. Może i zakończysz woje, ale i sam rozpoczniesz drugą!
- Miałem cię za rozważniejszą osobę.
Po tych słowach wyciągnął Kostur Zaświatów i wystrzelił błyskawicą w Egenera. Ten upadł sparaliżowany. Golem który się temu przyglądał, pobiegł bić na alarm. Niestety nie zdarzył. Sandron zabił go zanim cokolwiek udało mu się zrobić.
Jak gdyby nigdy nic wszedł do wieży i dobił Egenera. Poszedł w stronę Deraga. Kiedy wszedł do sali w której Derag pisał, nie patrząc na cokolwiek rzucił zaklęcie implozji w jego kierunku .
- Nareszcie! Długo na to czekałem. Wystarczyło żeby Egenar zginął. Ha! Głupi magowie. Myśleli, że jeśli zaklęcie będzie powiązane z Egenerem to nikt się nie domyśli, że po jego śmierci zaklęcie zniknie. Teraz ja mam kronikę we władaniu. - kiedy skończył mówić, zaczął się bardzo ironicznie śmiać. Po jego twarzy było można zauważyć, iż gardzi magami ze Srebrnych Miast i, że przyszło mu to z łatwością.
Opuścił akademię i przeteleportował się do swojego domu. Tam wyrwał te strony które mu były potrzebne. Następnie spalił kronikę.
- Mając taką wiedzę mogę w spokoju wdrążyć swój plan w życie.



Zostawcie opinię i napiszcie czy chcecie więcej.
Pozdro!





pawllo PW
17 sierpnia 2015, 14:33
Nawet spoko :) Tylko ten nekromanta to w końcu: Sandro, Sandor, Sandron ?? ;)

CubxMajster PW
17 sierpnia 2015, 14:41
Sandro ale próbowałem odmienić to imię :D

Andruids PW
18 sierpnia 2015, 03:35
Witaj Majstrze. Przede wszystkim odniosłem mgliste wrażenie, że pierwszy rozdział jest początkiem długiej sagi. Dlatego chciałbym na wstępie spytać, czy wiesz już ile rozdziałów o długości pierwszego będzie liczył twój fanfic? Będą jeszcze zapewne inni, którzy Ci to powtórzą, ale powstrzymaj się z zamiarem pisania tasiemca, zwłaszcza że początek jest na razie nieciekawy i usłany błędami, ale o tym już za chwilę.

Napisałeś:
CubxMajster:
Jest to moje własne uniwersum oparte o te uniwersa ze wszystkich części Herosów.
ale pojawiają się Srebrne miasta, nazwy jednostek z Heroes 5 i Sandro w zestawie z Kosturem Zaświatów. Trudno to nazwać inspiracją, a co dopiero "własnym uniwersum".

Pawllo wytknął już niespójność imienia. Nie tylko z Sandrem jest problem, bez żadnego powodu różnią się też Dereg/Derag i Egnerer/Egener/Egenar. Wszystkie popełnione przez Ciebie formy to zupełnie inne imiona.
Odpisałeś:
CubxMajster:
próbowałem odmienić to imię
Jak niby chciałeś je inaczej odmieniać niż po polsku? Żeby tekst był atrakcyjny dla odbiorcy należy unikać powtórzeń, ale synonimami innych nazw dla postaci. Mogą to być różne określenia na wiek, płeć, nazwiska, przydomki, nazwy zawodów/klas i szczególne znamiona, chociażby rasa (jeśli jest szczególna, a nie "człowiek").

Chciałbym napisać coś pozytywnego, bo nie lubię zniechęcać początkujących twórców, ale jest mi niesamowicie trudno. Kończysz ten prolog śmiercią dwóch głównych bohaterów. Po co więc tak obszernie opisywałeś ich siedziby, krainy, rodzaje golemów, które ich strzegą (tak a propos ze srebrnymi to zły pomysł - to naprawdę słaby metal)? Ostatnia rzecz, Akademie nie są rodzajem zamków, a miast.

Ogólnie, jest źle. Ale nigdy nie jest za późno na poprawę. Najpierw zdecyduj się, czy to jest twoje własne uniwersum, czy jednak umieszczasz swoją opowieść w świecie o wydarzeniach i postaciach ustalonych przez innych twórców. Bo serio, nie wiem co w ogóle znaczy ten twój disclaimer na początku...

Po drugie korzystaj z edytorów tekstu. Są dostępne darmowe i to pewnie jeszcze online.

I w końcu uporządkuj jakoś tą fabułę. Najlepiej ustal sobie jak długą chcesz ją pisać, co w niej zawrzeć, jakich bohaterów i jaki główny wątek. I na litość, wymyśl jakieś lepsze imiona. Najlepiej żeby jeszcze się od siebie różniły, a nie wyglądały jak ciąg "e" przetykany losowymi spółgłoskami.

Dopiero jak zastosujesz się do tych wskazówek będę w stanie stwierdzić czy chcę więcej. Na razie jest to jedna, wielka niewiadoma.

Wolfheart PW
18 sierpnia 2015, 09:19
Całkiem ładnie to napisałeś. Gratuluje :P

CubxMajster PW
18 sierpnia 2015, 10:40
Rozdział pierwszy to były przed biegi. :D. Głównego bohatera nie uśmierciłem, a sama fabuła jest dość długa. Co do uniwersum Pojawiają się postacie takie jak Crag Hach, Irin, Gerhart, ale jest to z powodów braku książki z jakiej kolwiek części Herosów. Dlatego ja spróbowałem stworzyć pewną, własną alternatywę Herosowej żeczywistości.


Miłego czytanka :)


Rozdział II
Rycerz jak marzenie


Na nazajutrz całe królestwo wiedziało o zajściu jakie miało miejsce w akademiami kronikarzy. Na całe miejsce przybył archanioł Gabriel.
- Wygląda to na zaklęcia rzucone Kosturem Zaświatów - rozmyślał Gabriel
- Tylko jaki szaleniec mógł się czegoś takiego podjąć – orzekł na głos Gabriel
- Myślę, iż mógł być to Sandor. Chociaż on uspokoił się od czasu swej porażki – odpowiedział jeden z magów
- No nic kronika przepadła. Trzeba najwyraźniej to całe pisanie sobie odpuścić na jakiś czas. A sprawca wypadku odpowie przed Sądem Ośmiu Smoczych Bogów - powiedział ze stanowczością Gabriel
- Ja muszę wracać do stolicy. Życzę powodzenia – po tych słowach Gabriel odleciał
- Dziękuje! Przydadzą się – odpowiedział bezradny mag
Gabriel udał się do stolicy Henoh (krainy ludzi) na walne zebranie dotyczące spraw militarnych. Dotarł w samą porę. Wszyscy wchodzili do sali narad.
Pałac w którym miało dojść do zebrania był dużym budynkiem z białych kamiennych ścian. Zamiast dachu była niebieska kopuła. Dookoła znajdowały się niewielkie okna. W pobliżu budynku było można zauważyć liczne ogrody i posągi Elatha (smoczego boga światła). Drzwi był ogromne wykonane z brązu. Przed wejściem byli w lśniących pozłacanych zbrojach pretorianie. Mili długie białe płaszcze i hełmy z wyrzeźbionymi piórami po bokach. Wyposażeni zostali w włócznie i duże kwadratowe tarcze. Po wejściu do sali obrad było można zauważyć kilka wpadających promieni przez małe okienka przy suficie. Na środku pomieszczenia znajdował się okrągły drewniany stół.
Wszyscy zaproszeni zaczęli wchodzić do środka. Zajęli miejsca i czekali na orędzie króla.
- Drodzy goście, lordowie, baronowie i głowy wielkich rodów. Przybywacie tu by omówić sprawy jakie dotyczą naszego kraju w obliczu wojny. Moim zdaniem sytuacja gospodarcza naszego kraju jest dobra. Ludziom się żyje dobrze, pieniędzy w skarbcu nie brakuje, armia liczna, a poziom naszej kultury jest naprawdę wysoki. Czego chcieć więcej? Tak naprawdę tylko jest mały problem który jest do omówienia. Jest on powodem tego zebrania. Mianowicie mroczne elfy z kraju Miror dążą do wojny.
- A ja bym uznał, iż wy do niej przecie – odpowiedział na orędzie Archanioł Michał
- Głupi tyś! Sami dążą do wojny. Wyszli z jaskiń i zaczęli plądrować pobliskie wioski i wsie – odpowiedział jeden z lordów
- Moim zdaniem czas uderzyć póki nie wiedzą o tym, że my wiem o ich atakach – powiedział książę Gerhart z rodu Wilka
- Tak! Dobrze prawi! – odpowiedzieli zadowoleni z wypowiedzi członkowie obrady
- W ogóle Michale to gdzie jest Archanioł Uriel ? - spytał jeden z baronów
- Łagodzi konflikt elfów z piratami. A jeśli chodzi o te krucjatę przeciwko mrocznym elfom to zgadzam się, pod jednym warunkiem.
- Jakim? - spytali zaciekawieni lordowie
- Archanioł Gabriel poprowadzi tę wyprawę
- Zróbmy głosowanie – orzekł król
- Kto jest za tym aby Archanioł Gabriel poprowadził krucjatę? Chyba nie muszę robić głosowania, o nie zaakceptowaniu tego pomysłu. Tak więc Gabrielu jutro wyruszysz.
- Panie niech Lord Faren będzie jako nasz reprezentant. – rzekł Gerhart.
- No dobrze. Możemy już zakończyć te obrady. Jutro o ósmej rano wyruszycie do Kalareg. Tam zbudujecie fort obronny. Kiedy to zrobicie ruszajcie w stronę granicy z Miror. Gdy dotrzesz do granicy wyślij na wiadomość. Założycie tam obóz i będziecie odpierać ataki, aż nie przybędą posiłki. Gdy tylko się zjawią ruszycie na krucjatę.
Po tych słowach wszyscy się rozeszli. Gabriel wraz z Michałem i królem udali się z sali narad do pokoi gościnnych. Kiedy doszli na miejsce dostali swoje pokoje. Gabriel po otrzymaniu kluczy udał się do Michała by z nim porozmawiać.
- Michale czemu mnie wybrałeś ?
- Myślę, iż podołasz zadaniu. Pilnuj się, uważaj na tego Lorda, informuj mnie o wszystkim i nie pozwól by jedna ze stron przegrała. Staraj się tak długo prowadzić walkę aby zaprzestali wojny i doszło do rozejmu.
- Nie zawiodę cie.
Po rozmowie Gabriel poszedł do swojego pokoju. Jednak on jak i Michał nie zauważyli, iż Lord Faren podsłuchał ich rozmowę. Faren udał się do pałacowego ogrodu.
- Mistrzu Archanioły coś knują.
- Spokojnie. Na razie zachowaj spokój. Gdy tylko dowiesz się czegoś cennego najpierw poinformuj mnie. - odrzekła tajemnicza postać.
- Tak panie.
Po tej krótkiej rozmowie tajemnicza postać zniknęła. A Faren wrócił do pałacu.
Faren był średniego wzrostu. Miał długie blond włosy, które były kręcone. Posiadał lekki zarost i chytry uśmiech. Miał zielone oczy. Nosił skórzany pancerz i posługiwał się toporem. Uważał, iż dzięki tej kombinacji będzie szybki i zabójczy.
Z charakteru był rozmowny i miły. Złą cechą było niewiernośc.
Nazajutrz wszyscy szykowali się do wymarszu w stronę Kalareg. Po szybkim apelu pożegnaniu się z bliskimi Gabriel wydał rozkaz wymarszu. Szybko opuścili stolicę i zanim się spojrzeli byli w połowie drogi .
- Stać! Zrobimy niewielką przerwę! Odpocznijcie zjedzcie coś i za 30 minut ruszamy dalej! - powiedział Gabriel.
Gabriel był dość młody jak na archanioła. Liczył ledwo 145 lat. Chodził w pozłacanej zbroi. Miał krótkie, ciemne włosy. Jeśli chodzi o twarz to nic szczególnego: niebieskie oczy i brak jakiegokolwiek zarostu. Posługiwał się biegle włócznią.
Z charakteru był miły i miał dyplomatyczne cechy. Jest bardzo dobrym strategiem, jak na archanioła. Mimo, iż nie stroni do wojen, to lepiej sobie radzi w środowisku militarnym, niż dyplomatyczną (co zrozumiał po krucjacie).
Nic szczególnego się nie działo podczas tych 30 minut. Jeszcze tego samego dnia bez żadnych przeszkód dotarli do Kalareg. Była to dość szeroka dolina. Niewiele drzew trochę krzaków i mało zwierzyny tak prezentowała się ta przestrzeń. Gabriel się trochę zamartwił. Nie miał pomysłu jak można wykorzystać tą dolinę do wybudowania fortu obronnego mającego na celu obronę stolicy przed mrocznymi elfami.
- Lordzie Farenie przekazuje tobie zadanie zbudowania fortu obronnego.
- Dobrze wykonam to zadanie. Jednak zajmę się tym jutro. Jest już noc a nasi ludzie są zmęczeni. Niech odpoczną a z samego rana zajmiemy się budową.
- Dobrze nie mam nic przeciwko
Noc była spokojna. Wszyscy spali jak zabici. Kiedy Gabriel obudził się wszyscy pracowali. Wszystko mijało spokojnie. Pod wieczór Faren podszedł do Gabriela i zaczął z nim prowadzić rozmowę:
- Obóz jutro będzie skończony
- To dobrze. Jutro zaczniemy się zbroić. A wysłałeś zwiadowce ?
- Tak, ale jeszcze nie wrócił
- To nie dobrze.
- Jak nie wróci do jutra trzeba założyć, iż Morirczycy go zabili
- Dokładnie
Po ostatnich słowach Gabriela rozeszli się. Gabrielowi udało się szybko zasnąć, jednak krzyk żołnierza obudził go. Okazało się, że wrócił zwiadowca. Mówił, iż pojechał około 65 kilometrów od bazy a dolina się nie kończyła. Jednak Faren uświadomił wszystkim, że dolina ciągnie się aż do granicy z Miror.
- Wyślijcie posłańca do króla z wiadomością o naszym wymarszu aż do granicy z Miror. - mówił Gabriel
- Jak to!? Przecież to jest samobójstwo! - krzyczeli żołnierze
- Po to byliście szkoleni by zginąć za kraj! Wracając do tematu posłańca, niech król przyślę kogoś w zastępstwie za nas. Jutro wyruszamy! - po tej przemowie Gabriel wrócił do swojego namiotu.
Następnego dnia wszyscy czekali już u bram. Czekali tylko na komendę wymarszu. I owa komenda została wypowiedziana. Szli, szli aż nastał wieczór.
- Stójcie. Naszykujcie się do przenocowania tutaj. Jutro ruszamy dalej. - odrzekł Gabriel
- To nie będziemy szli nocą? -spytał głupio Faren
- I ty jesteś moim pomocnikiem podczas wojny z Mirorczykami? Nie no żartuje sobie. Nie, nie będziemy szli nocą, ponieważ mroczne elfy lepiej widzą w ciemnościach niż w świetle dziennym.
- Przeklęci wyznawcy Lesy (smocza bogini ciemności)! - powiedział z wyraźną pogardą Faren
- Zaczynam się domyślać czemu zostałeś wybrany na mego pomocnika. A tymczasem idź spać. Czeka nas jutro równie ciężki dzień co dziś. Mamy jeszcze do przejścia 178 kilometrów.
- Tak też uczynię.
I odszedł w stronę obozu.
Minęło kilka godzin od czasu ciszy nocnej. Wartownicy myśleli, że nic tej nocy się nie stanie. Nie wiedzieli jak bardzo się mylili.
- Słyszeliście to? - spytał się jeden z wartowników
- Nie. – odpowiedzieli chórem
- Ehh. Idę to sprawdzić. Jak nie wrócę przez 5 minut bijcie na alarm
- Dobrze
Ze strachem w oczach, ciarkami na plecach i świadomością, iż może umrzeć ruszył w stronę krzaków. Podszedł, rozejrzał się i powiedział z ulgą :
- To tylko moja wyo...
Nawet nie zdążył dokończyć zdania. Zatruta strzała przebiła mu gardło.
- Mirorczycy! Bijcie na alarm! - zaczął krzyczeć w niebo głosy jeden z żołnierzy.
Na szczęście dla ludzi, a nie szczęście dla Mrocznych Elfów alarm został wybity. I postawił na nogi cały obóz. Wszyscy szybko chwytali broń. Mroczne elfy strzelały do wszystkich z ukrycia. Niektórzy nie wiedzieli co ich zabiło. Jednak po kilku minutach tej nie wyrównanej przewagi szale się wyrównały - Gabriel wraz z kilkoma kapłanami Elatha wystrzelił z magicznych kosturów, ku niebu gwiazdy Elathyńskie (zaklęci rozjaśniające na kilka minut ciemność). Mrocznym elfom nie spodobała się ta zagrywka ze strony ludzi. Kiedy Mirorczycy kryli się przed światłem, wojsko zdołało się uzbroić i przygotować na atak nieprzyjaciela. Po chwili rozległo się brzmienie rogu.
- To nie jest nasz róg – powiedział Gabriel
I miał bardzo dużą racje. Ten dźwięk był znakiem dla mrocznych elfów. Wszystkie jak jeden mąż ruszyły szturmem na ludzi. Wydawało by się że jest to samobójstwo, jednak kiedy zaczęli dobiegać do ludzi niebo zostało przyćmione strzałami. Ludzie zakryli się tarczami. Kiedy tylko to zrobili mirońska piechota uderzyła w ludzi. Doszło do krwawego boju. Faeren dowodził podczas tej bitwy. Gabriel będąc doskonałym strategiem postanowił zaatakować mirońskich łuczników pociskami świetlnym. Kapłani zaczęli skupiać swój ogień na wrogich łucznikach. Szybko okazało się, iż Mirończycy nie mieli przewagi liczebnej (mieli tylko przewagę pory dnia).
Po krwawej bitwie wszyscy ranni mieli zostać opatrzeni, a zdrowi wyczyścić zbroje rannych kolegów jak zarówno swoje. Do końca nocy nikt nie mógł zmrużyć oka.
Ranem sprzątano obóz i regenerowano swoje siły.
- Farenie! Raport! - powiedział stanowczo Gabriel
- 264 nieżywych i 112 rannych.
- Ilu Mirorczyków przypuściło atak?
- Około 400.
-Wyślij posłańca do króla z poinformowaniem wszystkich o sytuacji. A tymczasem przekaż wszystkim, iż o 13:30 wyruszamy dalej na północny-wschód .
- Rozkaz.
Po tej rozmowie obydwoje się rozeszli w swoje strony. Do 13:30 każdy w obozie spał jak zabity. O godzinie wymarszu wszyscy zaczęli się zbierać i ruszyli. Kiedy przeszli 10 kilometrów natrafili na pułapkę. Zebrali szyki obronne i zaczęli odpowiadać ogniem z kusz. Po 15 minutach walki mroczne elfy zaczęły uciekać
- Uciekają niczym demony przed Kalahem (bohater który uratował Ahenor przed inwazją demonów z Arhibaldi) – powiedział z uśmiechem Faren
- Myślę, iż jeszcze raz się z nimi spotkamy – powiedział dość przekonywując Gabriel
Nie chcąc opóźniać swej wędrówki ruszyli dalej. Kolejne 10 kilometrów później natrafili na identyczną sytuację. Szybko Gabriel zrozumiał, iż co 10 kilometrów mogą liczyć na pułapkę.
- Zostało nam 158 kilometrów. Dojdziemy do 150 i założymy obóz. Bądźcie gotowi na pułapkę co 10 kilometrów. Ruszamy! - orzekł ze stanowczością Gabriel.
Dotarli, zabili i rozbili obóz. Tego wieczoru wszyscy się spodziewali ataku. Gdy tylko usłyszeli miroński róg ruszyli do boju. Mroczne elfy były bez szans. Gabriel przewidział, iż nie zmienią taktyki. Ranem podszedł do Farena i powiedział do niego :
- Faren. Mamy szpiega.
- Ja ja jak to? - spytał przestraszony Faren myśląc, że został wykryty
- Szpiegiem jest bezimienny. Przybrał postać jednego z naszych żołnierzy i dostarcza mirorczykom informacji.
- A któż to jest bezimienny ? - spytał ze spokojem Faren
- Bezimienni przyłączyli się do mrocznych elfów ze względów religijny. Mogą kontrolować słabe umysły, zmieniać postać, ale nie mogą przybrać postaci smoków czy znanych bohaterów itp. My anioły, serafini, archanioły i tym podobne bardzo nienawidzimy bezimiennych . Podobno jest artefakt zwany „maską tysiąca twarzy”. Owy artefakt sprawia, iż osoba go nosząca może zmienić swoją postać. Może być tobą, mną czy królem Jarawena.
- Odnajdę zdrajcę
- Marne szanse. Ja na dzisiejszym apelu wieczornym znajdę tego bezimiennego i nadzieje go na sową włócznie.
Dalsza część rozmowy polegała na bliższym poznaniu się. Jak zawsze ruszono o 13:30. Przeszli 20 kilometrów (oczywiście nie obyło się bez trudności zapewnionych przez mirorskich łuczników) i kiedy byli na 120 kilometrze, wszyscy naszykowani na prostą pułapkę. Jednak było trochę inaczej.
- Gabierlu nie ma pułapki. - odrzekł zdziwiony Faren
- Właśnie coś tu nie pasuje.
- Macie rację. Nie ma pułapki bo to ja jestem pułapką! Ha ha ha! - po tych słowach jeden z żołnierzy (który był bezimiennym władcom marionetek) przemienił się w czarnego smoka (w Ahenorze kolor i wygląd tej bestii wiele znaczy).
W mgnieniu oka przeistoczył się w tą potężną bestie. Miała wielkość dwu piętrowego domu, skrzydła były zakończone kolcami (podobnie jak jego pysk). Długi, niczym liana zwisające z sakowi (duże drzewa na terenach Sylavon – kraju elfów) ogon. I te czerwone gadzie oczy, wyrażające chęć mordu i rzeźni. Strach i przerażenie - te uczucia ogarnęły mężnych wojowników.
- Do boju! - wykrzyczał Faren
Jak kazał tak uczynili. Pierwsza linia piechoty biegnąc w kierunku smoka zaczęła ciskać włóczniami. Bestia kpiąc sobie z odniesionych obrażeni zamachnęła się ogonem i uderzyła nim żołnierzy. Padli jeszcze szybciej niż biegli. Oddziały kusznicze otworzyły ogień. Monstrum dostało w oko. Wściekł się. Ruszył w kierunku kuszników i spalił wszystko co było w jego obrębie.
- Jesteśmy zgubieni! - krzyczeli wojownicy
- Ratuj się komu życie miłe! - dokrzyczał dowódca oddziału
Gabriel nie miał zamiaru przyglądać się jak bestia sieje postrach pomiędzy jego ludźmi. Wziął włócznie, wymówił kilka słów w języku smoczych bogów, włócznia zaczęła jarzyć się świetlistym światłem. Smok najwyraźniej zaczął kpić sobie z archanioła.
- Co ty Gabrielu możesz zrobić mi bezimiennemu pod postacią czarnego smoka?! Chcesz mnie zabić tą świecącą wykałaczką?! - po wymówieniu tego zdania zaczął się ironicznie śmiać.
- Ta świecąca zapałka została obdarzona zaklęciem światłości. Więc twoje szanse jako wyznawcy Lesy są nikłe na przeżycie. - odpowiedział Gabriel, po czym rzucił włócznią w kierunku serca smoczej bestii.
Kiedy serce zostało przebite smok zmienił się w bezimiennego władce marionetek. Gabriel podszedł wyciągnął włócznie i go dobił.
Wszyscy żołnierze, dowódcy, a nawet Faren byli pod wielkim wrażeniem pokazu umiejętności Gabriela.
- Opatrzcie rannych i rozbijecie tu obóz. Dziś mirorczycy nie zaatakują. - odrzekł Gabriel.
- Skąd ta pewność? - spytał zaciekawiony Faren
- Po pierwsze stracili szpiega. Po drugie będą się bali zaatakować nas po tym jak zabiłem smoka. - odpowiedział zmęczony Gabriel
- Rozumiem. Gabrielu idź się prześpij i odpocznij ja wszystkiego dopilnuje.
- Masz rację. Udam się na spoczynek. - opowiedział ziewając
Nastał wieczór. Obóz był solidnie zrobiony i broniony. Faeren tylko czekał na ten moment. Udał się w kierunku zagajnika. Wszedł do niego i zauważył, iż mroczna postać którą wcześniej spotkał już na niego czekała.
- Spóźniłeś się! - powiedziała postać z pogardą
- Tak, ale za to mam dużo wieści. -odrzekł w obronie Faren
- Opowiadaj. - powiedziała zaciekawiona osoba
Faren mówił jak na spowiedzi. Po 15 – 20 minutach zdradzania mroczna postać odrzekła:
- Hmmm. Obawiam się tego Gabriela. Dobrze się spisałeś uczniu. Wracaj i szpieguj dalej.
- Tak mistrzu. - po tych słowach postać rozpłynęła się, a Faren wrócił do obozu.
Następny dzień był taki sam jak inny. Po przejściu 40 kilometrów, wszyscy mieli dość wędrówki. Rozbili obóz i posnęli. Gabriel wszedł do namiotu Farena i spytał się go:
- Farenie ile nam jeszcze zostało kilometrów?
- 80. Dziś jest niedziela, idziemy już tydzień, więc powinniśmy dojść w środę lub czwartek.
- Bardzo borze.
- Gabrielu. Codziennie tracimy około 10 ludzi. Jak dojdziemy do granicy, marne szanse na wygraną bitwie.
- Elath ma nas w opiece. Jeśli ludzi zabraknie to poślemy posłańca, który wezwie pomoc.
- Dobrze. Zaraz też słyszałeś krzyki i odgłosy walki?
- Tak! - obydwoje wybiegli i spostrzegli jak mirorczycy w afekcie zemsty plądrują i niszczą obóz.
Obydwoje rzucili się w sam wir walki. Starali opanować sytuacje, jednak nie było co opanowywać. Wydali rozkaz ucieczki w stronę granicy. Kiedy Faren wyprowadzał ludzi z pola walki, Gabriel pojmał jednego z mrocznych elfów. Miał wielką nadzieję, że dowie się jak to wszystko się stało.
Uciekali całą noc. Cały czas słysząc odgłosy ekipy poszukiwawczej. Gdzieś nad ranem wszystko ucichło i mogli w spokoju odpocząć.
- Jak do tego doszło? - spytał zmęczony i rozzłoszczony Gabriel.
- Widzieli gdzie mamy słabe punkty. Tak jakby ktoś im powiedział. - powiedział przestraszony żołnierz
- Dużo was przetrwało?
- Jeden legion, liczący około 650 żołnierzy z dowódcami.
- Na Elatha! A wyruszyły trzy legiony po tysiąca wiernych i oddanych kraju ludzi. - odrzekła przygnębiony Gabriel.
- Mroczny elfie z Miror! Kto wam udzielił tych inforamcji! - krzyczał wściekły Gabriel.
- Nie powiem ci!
- Albo powiesz po dobroci, albo dowiesz się jak to jest gdy dostaje się gwiazdom Elathyńską w brzuch! - groził Gabriel
- Już mówię! Tajemnicza mroczna postać mówiła o wszystkim co się u was dzieje! - mówił wystraszony, groźbami mirorczyk.
- Coś jeszcze!
- Tak! Kiedy się go spytali skąd ma takie informacje, powiedział, iż pewien człowiek mu to przekazał.
- Jaki!
- Mówił, że to Faher, Raher, Fareh czy jakoś tak. Kazał nam go nie zabijać. Mówił, że to cena za informacje
- Dzięki przyjacielu. Puśćcie tego mirorczyka wolno, i znajdźcie Farena!
- Tak jest! - odpowiedzieli żołnierze, po czym ruszyli na poszukiwanie zdrajcy.
Po kilku godzinach wrócili, niestety bez Farena. Rozbili obóz. Okazało się, że do granicy zostało tylko 30 kilometrów.
Z samego rana, ruszyli.
- Nie ma co zwlekać! Pójdziemy wyższą częścią doliny.
- Gabrielu, po co nam ten mirorczyk? - spytał Alag (nowy pomocnik Gabriela).
- Drogi Alagu. Mroczne elfy mają pewną zasadę, a brzmi ona: „ Wyznawce Lessowego traktuj jak brata swego”.
- A co ona znaczy? - nawinie spytał Alag.
- Znaczy to, iż nigdy nie zostawią swojego sojusznika w potrzasku. Ten mroczny elf to nasza przepustka do granicy i Farena.
- Już rozumiem. Gabrielu lepiej przyśpieszmy. Wydaje mi się, że ktoś nas śledzi.
- Też mam to wrażenie. Jak dotrzemy do granicy rozbijemy obóz i wyślemy posłańca do stolicy.
- Jak chcesz to zrobić? - spytał zdziwiony pomysłem Alag. - Przecież za nami mroczne elfy, przed nami mroczne elfy, gdzie nie spojrzeć są wrogowie!
- A gryfi posłaniec? - powiedział z radością Gabriel.
- Właśnie. Kompletnie o nim zapomniałem.
- Gabrielu. Dotarliśmy do granicy. - przerwał jeden z żołnierzy.
- Rozbijcie tu obóz i przygotujcie się na obronę tych ziem! A ty Alagu, idź napisz wiadomość do króla że dotarliśmy w miejsce przeznaczenia.
- Tak jest! - odpowiedzieli chórem wojownicy.
Alarag był dość niski miał 158 cm wzrostu. Krótkie włosy, ułożone na przysłowiowego jeża, "kozia bródka" i dobra postura. Zbroił się podobnie jak Faren: lekki pancerz i miech dwuręczny.
Był mądry, silny i dobroduszny. Minusem jego było to, że lubił uwodzić kobiety.

Dren PW
27 sierpnia 2015, 14:48
Sąd ośmiu? Ashe (czy jak tam to się pisze :P) zrozumiem ale Urgasha?
temat: Fanowskie opowiadanie

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel