Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG/CHAT] New York TV: Fantastyczna Szkoła Delikwentów
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2

Wiwern PW
23 lipca 2014, 11:24
Do kolejnych aktów jeszcze trochę czasu. Na ten moment musicie się zadowolić fabularnymi opowiadaniami traktującymi o szkolnych imperatorach.

WiwernWiwernEla


- Jako Królowa Fantastycznej Szkoły Delikwentów nr 9 postanawiam w swej łaskawości powtórzyć moje zapytanie. Czy zgodzisz się przyznać do zarzucanego czynu, wyzbyć swojego majątku z szafki, zlikwidować twój gang oraz złożyć mi hołd lenny, w którym przyrzekniesz strzec szkolnego pokoju i wiernie mi służyć?- spytała imperatorka ponownie i z surową miną spojrzała na szefa gangu krasnoludów oraz cały tłum, który zebrał się podczas ogłaszania wyroku. - Twoi towarzysze przyznali się do winy i ułaskawiłam ich. Ty także możesz zostać oszczędzony.
- Po moim trupie. Nie klęknę przed kobietą tym bardziej w płytowej zbroi. - odparł brodacz. - Twoje miejsce jest przy szorowaniu kibla u boku woźnego. Kobieta nie prawa tutaj dyktować warunków.
- Mogę go uspokoić? - spytała impulsywna Priscilla.
- Teraz to chyba przesadził. - skrzywiła się słodko Sue.
- Wybaczę mu te przewinienia, jeśli tylko przeprosi i obieca poprawę. - królowa Ela wciąż była nadzwyczaj cierpliwa.
- Nie zrobię tego, ściero w zbroi. - splunął krasnolud. - To co robisz jest bezprawiem.
- Nie robi to na mnie wrażenia. - królowa nie dała się sprowokować.
- A powinno, babochłopie.
- Czy to twoje ostatnie słowa?
- Caol Pipes jest głupi.
Zapanowała nagle grobowa cisza. Wszyscy zatrzymali się w bezruchu jakby potraktowani jakimś złowrogim zaklęciem, którego źródłem mocy i inkantacją miało być publiczne obrażenie Pipesa przy Tajemniczym Rycerzu. Blondwłosa kobieta skrzywiła się koszmarnie, złapała swój dwuręczny miecz w rękę i zaczęła zbliżać się powoli do krasnoluda, który najwyraźniej zrozumiał co na siebie ściągnął. Brodacz zaczął się wić i błagać o łaskę, próbował zdjąć z siebie kajdany, a na końcu w akcie desperacji zaczął odwoływać swoje słowa o Caolu. Chwalił jego inteligencje, komplementował jego receptury i jakość towaru, a nawet zapierał się, że od dawna jest jego kryptofanem i kibicuje mu w wyścigu o szkolną koronę. Było jednak za późno, a kobieta jednym szybkim cięciem przepołowiła brodacza na oczach całego tłumu. Jego dwie połówki opadły na ziemie, która zabarwiły na intensywny czerwony kolor.

***

Sue zdjęła płytową zbroję z Eli, która postanowiła zmienić ciuchy na skąpy i wyzywający szkolny mundurek. Blondwłosa piękność prezentowała się w nim nadzwyczaj uroczo i od zawsze miała wielu adoratorów. Mało kto jednak traktował ją jako poważnego kandydata na stanowisko naczelnego szefa szkoły. Jej szkolny Girls Club co prawda regularnie spuszczał łomot okolicznym dresom i miał w swoim składzie najgroźniejsze dziewczyny w Szkole Delikwentów, to jednak nikt nie chciał poprzeć kogoś kto walczył z powszechną agresją i przewodniczył w szkolnym samorządzie. Ela często nosiła wielkie okulary z grubymi oprawkami, uczyła się najlepiej ze wszystkich, miała wsparcie nauczycieli i choć z trudem panowała nad swoimi dziewczynami, które były nawet gorsze od szkolnych dresów, to jednak ciążyło nad nią piętno słabej kobiety dążącej do pokoju i zawsze o krok za mężczyznami. Elia postanowiła w końcu temu zaradzić i stworzyła swoje alter ego - Tajemniczego Rycerza. Wielkie bydle w stalowej zbroi płytowej, tarczą w jednej ręce i dwuręcznym mieczu w drugiej siało za równo strach, jak i wzbudzało szacunek w każdym zakamarku szkoły. Dzielni Rycerze z Zakonu Tajemniczego Rycerza pomagali słabszym i nie odstępowali siłą nikomu. Tym większe zdziwienie było, że pod hełmami cały czas skrywały się drobne kobiety z Girls Clubu. Od tego momentu Ela wysunęła się na czołówkę szkolnego wyścigu o tron, a jej dzielne dziewczyny oraz nawet faceci tłumnie napierający do jej zakonu zaczęli być coraz pospolitszym widokiem. Krokiem milowym jednak miało być dla Eli małżeństwo z Caolem Pipesem, w którym od dawna się podkochiwała. Najpierw miała mieć z nim kontakt przez współpracę w laboratorium, o którą poprosiła przez wstawiennictwo Hau Tsunga. Ten nawet zaproponował małżeństwo nie przypuszczając kim jest zdolna kujonka oraz szefowa kobiecego gangu. Gdy jednak okazało się, że jest ona imperatorem, a Caol został niemal zmuszony do ożenku, to nikomu nie było do śmiechu, a odwieczna równowaga sił została zachwiana.
Ela wraz z kobietami wbiła do swojej siedziby jaką były żeńskie toalety na górnym piętrze. U jej lewego boku zawsze towarzyszyła jej temperamentna i gorącokrwista Priscilla, o kręconych czarnych włosach i wyraźnie zarysowanych mięśniach. Była ona mistrzynią włóczni, ekspertką od trucizn, jej osobistym ochroniarzem i bezwzględną prawą ręką, choć ukrywała także swoje wrażliwe oblicze. Najbliższa sercu Eli była jednak malutka i drobna Sue. Ruda pół-elfka przypominała raczej kręcące się wszędzie, zabawne i nieśmiałe dziecko. Była czuła i przyjacielska, choć w trakcie walki potrafiła poćwiartować orka scyzorykiem.
- Przygotowania do ślubu idą pełną gęba. - oparła się o parapet Priscilla i odpaliła szluga. - To największe wydarzenie w tym sezonie programu TV. Władza w szkole jest na wyciągniecie ręki.
- Tak, jesteśmy już o krok od zwycięstwa. - uśmiechnęła się Ela. - Ciekawe czy Caol też wyczekuje tego dnia. Mało czasu się widzimy przez pracę i regularne wojny, które próbuję w końcu załagodzić. Mam nadzieje, że Pipes wie o moim uczuciu. Staram się wystarczająco?
- Głupia, wczoraj przejęłaś radiowęzeł i ogłosiłaś swą miłość do gadziny, przedwczoraj ozdobiłaś całą szkołę jego wizerunkami, a tydzień temu wrzuciłaś do internetu i na stronę New York TV wszystkie zdjęcia jakie wystalkowałaś w wolnym czasie od początku szkoły. - westchnęła Priscilla.
- Hihi, tak zrobiłam. - zarumieniła się Ela. - To z miłości. On też mnie musi kochać. Na pewno! Przecież specjalnie dla mnie odmówił tej głupiej Nightscale!
- Już wysłaliśmy po nią płatnych zabójców. - uśmiechnęła się słodko Sue i zamknęła w jednej z kabin. - Finn na pewno się zgodzi mi towarzyszyć? Jest w końcu legendą szkoły, a ja tylko małą i śmieszną dziewczynką. Mógłby pójść z każdą.
- Na pewno się zgodzi. - odparła Ela.
- Trochę się go boję ostatnio. Podobno otruł dyrektora, pokonał Baala na hita, wymusił oddanie anteny przez smoka i jako jedyny wytrzymał najdłużej z Borry, która udawała staruszkę podczas tamtej próby. Wcześniej pracował w innej szkole fantasy i połamał tam ucznia. Chodzą plotki, że wyrzucili go bo zajadał się niemowlętami, spółkował z zwierzętami i oddawał nieznanym bogom dziewice w ofierze.
- Pewnie to prawda. - odparła Priscilla. - Inaczej nie byłby gwiazdą telewizji.
- Czy jego mroczna strona odstrasza cię przed zrobieniem... tego? - spytała Priscilla.
Sue wyszła z kabiny. Jej dziecięce oblicze pokryło się wielkim rumieńcem, a rączki lekko drżały. Oczy były jeszcze większe niż zazwyczaj i szklane, ale nie z przerażenia, lecz autentycznego wzruszenia. Sięgnęła do kieszeni w spódniczce, wyjęła małe pudełeczko i otworzyła je delikatnie, a oczom dziewczyn okazał się pierścień z czystego złota.
- Nie odstrasza mnie. Ba, mroczna strona wilczka fascynuje mnie. - westchnęła Sue. - Wciąż zamierzam oświadczyć się Finnowi podczas waszego wesela.
______________________________________________

WiwernWiwern$imon Cash


- Jeszcze szampana, poruczniku? Najlepszy, francuski, dobry rocznik, butelka pokryta bursztynem, a napis na niej wyryty jest z mithrilu. Jedna sztuka tego cudeńka jest tyle warta ile dom w Nowym Yorku.
- W takim razie z przyjemnością się skusze, Cash.
$imon Cash był dziedzicem rodzinnej fortuny, telewizyjnym celebrytom znanym z wszystkich programów NY TV, playboyem i najbardziej rozrywkowym uczniem w całej Szkole Delikwentów. Swoje szkolne imperium nie budował na armii dresów, ale na pieniądzach, które wykorzystywał do wynajmowania firm ochroniarskich, kupowaniu szkolnych sklepików oraz przyszkolnych clubów takich jak hipsterkie "Masy", gangsterskie "Criminal Smooth", erotyczne "Dwa Baty Club", homoseksualny "Herakles" i stylizowany na lata osiemdziesiąte "Miami Vice". Lokale te generowały spore zyski przez wejściówki, ale więcej przychodu uzyskiwało się przez przechodzący przez nie handel bronią i narkotykami, a najwięcej przez handel ludźmi. Rozrywkowy satyr nie spoczywał jednak tylko na jednej formie zarobku. Prowadził Szkolną Kasą Oszczędnościową, przez którą udzielał lichwiarskich pożyczek ze 100% ściągalnością, za pieniądze pomagał wyjść z kłopotów z policją, z którą zawsze miał dobry kontakt i zawsze starał się utrzymać dobry kontakt z innymi szkołami, co także przynosiło zyski. Fantasy Highshool nr 11 "Conan" był od dawna stracone. Uczniowie dziewiątki tłukli nerdów z tej szkoły od zarania dziejów, a tamtejsi członkowie kółka sportowe od zawsze planowali zemstę. Jednak zawsze udawało się utrzymać dobry kontakt z siódemką, która uczyła wszelkiej maści demony z otchłani i istoty z innych wymiarów oraz trójką, która była typową szkołą fantasy dla bogaczy - gdzie automaty wydawały kawior, nauczyciele byli noblistami, a uczniowie byli synami prezydentów, króli i miliarderów. Do tej szkoły w młodości chodził Cash, ale nauczył się, że tylko 9 może czegoś nauczyć. Stare porzekadło mówiło, że jeśli ktoś poradził sobie w Nowym Yorku, to da radę sobie wszędzie. $imon dodawał zawsze "a ten kto poradzi sobie w dziewiątce, ten będzie panem świata i osiągnie co tylko ze chce".
Satyr pił właśnie szampana z zaprzyjaźnionym szefem policji. Ork nie był zadowolony z strzelanin wywołanych przez satyra oraz szkód wyrządzonych przez polującego na niego Tomka. Gdy jednak otrzymał walizkę z dolarami i rozgościł się na dobre w dzakużi wypełnionym bąbelkami i rozebranymi kobietami szybko zmienił stosunek do kozłoluda.
- Wyciszę sprawę, nie ma problemu. - zapewnił porucznik i objął pobliską szkolną sucz. - Następnym razem jednak nie rób takiego zamieszania i pamiętaj, że na patrole w południowej części piwnicy nie mam wpływu.
- Z tym już sobie poradzę. - uśmiechnął się szeroko satyr. - W ramach podziękowania poczęstuje cię jeszcze kubańskimi cygarami oraz dam tobie i najlepszym z twoich ludzi zaproszenia na ślub Caola. Nie powinno być z tym problemu. Ela rozdaje je wszystkim. Pewnie dla moich bogatych przyjaciół z trójki też coś się znajdzie.
- Z przyjemnością! - ork był wyraźnie zadowolony. - Imprezy z twojej szkoły są niemal legendarne. Jak będzie przebiegała uroczystość?
- Goście zbierają się w szkolnej kapliczce, a raczej stodole ją imitująca. Podwiozę moją limuzyną pana młodego, który będzie trzeźwiał po wieczorze kawalerskim. Nabożeństwo poprowadzi nasz nieumarły katecheta. Potem wszyscy pojadą do Miami Vice, gdzie rozpocznie się dobrze zakrapiana biba z muzyką szkolnego zespołu i najlepszych dj'ów z całego święta. Całość będzie trwała 3 dni, alkohol będzie lał się strumieniami, a wszędzie wokół będzie pełno prostytutek i telewizyjnych kamer. Stara szkolna tradycja zakłada, że na weselu ktoś musi zginąć. To przynosi szczęście. Super Star chce transmitować noc poślubną na żywo. Tak czy inaczej - będzie się działo.
- No to faktycznie obecność jest tam obowiązkowa. - ork łyknął szampana i rozejrzał się po posiadłości fauna ozdobionej złotymi posągami, drogimi obrazami i wielkimi żyrandolami. - Chociaż dla ciebie taka impreza to pewnie żaden rarytas. Nie żal ci ładować w to pieniędzy?
- Nie żałuję pieniędzy za częściowe finansowanie wesela. Niech Janusze widzą, że mnie stać. - uśmiechnął się szyderczo. - Zresztą nie jestem na tyle głupi, by finansować całość. Opłacam muzyków i najlepszych kucharzy z całego świata oraz udostępniam mój lokal po dobrej cenie. Resztę pieniędzy pożyczam Eli i oczekuję, że spłaci to gigantyczne zadłużenie. Mam nadzieje, że Caol o nim wie.
- Co kupujesz parze młodej na prezent?
- Caol dostanie klapki z diamentami, a panna młoda nową zbroję.
- W co się ubierzesz?
- Miałem dylemat czy postawić na moje ulubione białe garnitury czy wystroić się w futro jednorożca. Postanowiłem jednak ubrać się zgodnie z szkolną tradycją i założę wyjściowy dres. Oczywiście w moim bogatym stylu. Będzie pozłacany, a paski wyłożę rubinami i szmaragdami.
- Witam panów, witam!
Super Star dołączył się do towarzystwa. Telewizyjny prezenter wskoczył do wody z gracją pantery. Przywitał się najpierw z gospodarzem, potem policjantem, a na końcu z dziewczynami.
- Cash, właściwie z kim ty się wybierasz na to całe wesele? - spróbował wyciągnąć trochę informacji Super Star dla swoich telewidzów. - Podobno Tyria bezskutecznie próbowała wrócić do Caola.
- Tak, chciała to zrobić, bo ją niby uratował przed tymi szczurami. Powiedziałem by wy-pie-rda-la-ła. - satyr doskonale wiedział, że prezenter wniósł gdzieś sprzęt nagrywający, a wszystko co powie nagra się. Taka okazja na zyskanie popularności wśród oglądających nie mogła się zmarnować. - Pójdę na uroczystość z czterema moimi najlepszymi sukami, a to z kim pójdzie Tyria mnie nie obchodzi. To była przelotna loszka do przygód. Nawet do Caola nie mam o nią pretensji, bo w końcu wspomagał moich ludzi podczas ustawki z Tomkiem, a teraz dołączyłem do jego narkotykowego projektu.
- To z kim w takim razie na ślub pójdzie Tyria? - spytał dociekliwie Super Star. - Nasze źródła mówią nam, że zamierza się zjawić na uroczystości.
- Otóż nasza Tyrcia postanowiła zemścić się na Caolu i desperacko szukała kogoś kto weźmie ją na uroczystość. - zaczął Cash. - Jest tylko jedna osoba w całej szkole, która dla majątkowych korzyści była gotowa zgodzić się na układ z tą jędzą i na tyle inteligentna, by owinąć sobie tą gadzinę wokół palca. Nightscale na ślubie pojawi się z naszym kochanym woźnym pracującym pod przykrywką ucznia - Basilem Hiacyntem Anagnosem.
________________

WiwernWiwernHau Tsung


Pan Gnoll wszedł do domu Hau Tsunga powolnym krokiem. Po siedzibie jednego z imperatorów spodziewał się czegoś więcej niż mały domek w dobrej dzielnicy Nowego Yorku. Ogród był niesamowicie zadbany, a poszczególne pokoje zaś lśniły czystością i były gustownie urządzone w nowoczesnym stylu. Hau Tsung mieszkał w samotności. W tym momencie akurat przyrządzał obiad dla Pana Gnolla. Ubrany był w elegancką marynarkę, zresztą bardzo podobną do tej jaką założył nauczyciel.
- Niech się pan rozgości. - ukłonił się nisko Tsung. - Drugie danie jeszcze w przygotowaniu. Nalać teraz trochę ramenu?
- Nie, dziękuje. - odparł najcieplej jak potrafił Pan Gnoll. - Jestem tu tylko na chwilkę.
- Rozumiem. - biały gnoll uśmiechnął się. - Co pana tu sprowadza? Na pewno nie interesy uczniowskie. Stara się pan być zawsze bezstronny i nie ingerować w konflikty, a sala od artefaktoznastwa jest schronieniem dla każdego, kto przekroczy jej próg.
- Dzisiaj zamierzam zrobić wyjątek. - nauczyciel rzucił na stół dwa zdjęcia. Jedno prezentowało Pipesa, a drugie Wilczka w groźnej pozie. - Sprawy zaszły za daleko. Nie można nikogo zmusić do ślubu.
- Oczywiście, że można. Mój "kucharz" zresztą zaciska zęby i godzi się na tą farsę, by otrzymać odpowiednie korzyści wynikające z współpracy z Imperatorką. Ślub stworzy najsilniejszy sojusz w historii szkoły. Caol jako doskonały producent narkotyków, ja jako dystrybutor, osoba udostępniająca laboratorium i likwidująca konkurencje, Pan Weed załatwiający nam produkty i wyciszający sprawę w szkole, od niedawna Cash finansujący to wszystko, przekupujący policję i przygotowujący nam nowe rynki zbytu w innych szkołach, a teraz dojdzie do nas Ela z samorządem w garści i najlepszymi jednostkami bojowymi w szkole. Będziemy nie do ruszenia do końca do końca sezonu programu, a na końcu każdy ze wspólników spróbuje wykiwać resztę i przejąć władzę samemu. Jeśli Pipes ma trochę oleju w głowie, to już szykuje się do przewrotu.
- Zapłacę ci. - nie dawał za wygraną nauczyciel. - Wiem, że szukasz informacji o...
-... kosmicznej cywilizacji, fatum dresu, przepowiedniach o dresowym wybrańcu, upadku antycznych cywilizacji. - przerwał mu Tsung. - Ja już wiem wszystko. W tym roku zjawi się szkolny wybraniec, który albo wyniesie nasza szkołę na szczyt, albo obróci miasto w pył. Od zawsze ceniłem wiedzę na równi z siłą. Analizowałem książki z naszej biblioteki, uważnie słuchałem twoich wykładów, podkradałem ci sekretne książki z twojego zaplecza, czytałem historię szkoły, dokumentacje którą próbujecie zataić... W tym roku coś się zdarzy, a ja zamierzam być przy tym jako aktywny uczestnik. Mogę być nawet szarą eminencją wybrańca. To będzie nawet lepsza forma władzy, niż samodzielne rządzenie i próba utrzymania na tronie.
- czyli...
- Nie, wiem wszystko co chciałem się dowiedzieć. Nie przekupisz mnie informacjami, bo ich nie masz.
- Trudno. Pipes zadowoli się moim niesamowitym prezentem ślubnym. Choć tyle mogłem zrobić. - westchnął Pan Gnoll i sięgnął po ramen. - Co z Wilczkiem? On tak naprawdę jest...
-... pielęgniarzem. - uśmiechnął się kpiąco Tsung. - Wiem, on nie pasuje tutaj. Wszyscy myślą, że jest wymiataczem i ideałem męskości, a to zwykły grubas. Na razie wiemy o tym tylko my, ale Weed już coś węszy, a Chomikołak, choć słaby, to jednak jest na tyle bystry, by dodać dwa do dwóch. Do czasu aż wszystko się wyda wolę mieć jednak wilczka jako pracownika. Wzbudza respekt, jest silny i posłuszny. Dobra marionetka zawsze się przyda nawet jeśli służy ci w wyniku szantażu.
- Finn to miły i dobroduszny człowiek. Ma trochę ciapowaty charakter, ale nie zasługuje na takie wykorzystanie. Nie pozwolę mu być pionkiem w waszych gierkach. Żegnam!
Nauczyciel opuścił mieszkanie Hau Tsunga. Ten jednak nie czuł się w żadnym stopniu przestraszony postawą nauczyciela. Kiedyś był on co prawda także uczniem szkoły. Krwią i intrygami zdobył szkolną koronę, pokonał inne fantastyczne szkoły, ratował księżniczki, zabijał czarnoksiężników i brał udział w fantastycznych przygodach. Teraz jednak był nauczycielem od historii, który zajmował się pomocą dla uczniów i organizacją wycieczek. Tsung kiedyś był fanem Pana Gnolla, ale teraz był już zbyt sprytny, by nie przewidzieć wszystkich jego ruchów. Za pewne nauczyciel zadłuży się u Casha, by przekupić swojego ulubionego woźnego i szkolnego elektryka do wywiezienia Finna i zapewnienia mu drugiej tożsamości. Na to Tsung nie mógł się zgodzić.
- Szefie, mamy to o co prosiłeś! - do domu wszedł zaufany członek gangu Tsunga. Gnoll stylizował swoją organizację na Yakuzę, choć nie brakło wśród jego ludzi także samurajow i shinobi.
- Po tonie głosu wnoszę, że nie są to nowe filmy z Gnollem Lee.
- Mamy odszyfrowane inicjały i pseudonimy generałów z Time Squire TV, którzy ostatnio cichaczem eliminują uczniów. Ludzie Tomka, Eli, Casha i nasi regularnie giną od ich ataków. Nikt nie nagłośnił sprawy. W szkole obarcza się winą inne szkoły lub policje.
- Pokaż dokumentacje.
Elf rzucił na stół dokumenty. Jego przypuszczenia się potwierdziły. S.P "Daddy" był łatwy do przewidzenia. M.A "Revenge" trochę trudniejsza, ale gnoll nie był zaskoczony. K.L "Hentai" za to był tak łatwy do przewidzenia, że Tsung nie brał nawet demona pod uwagę, a o dziwo pierwsza myśl była prawdziwa.
- Keitaro wrócił i stał się prawdziwym badassem.
__________

WiwernWiwernTomek Imigrant


- O żesz, kurwa!

Tomek Imigrant był wkurwiony. Jak zwykle zresztą, bo wkurwić było go łatwo, a raczej zbyt szybko negatywne emocje go nie opuszczały. Dziś jednak był wyjątkowo zdenerwowany, bo ten durny prezenter znów go podpuścił. "Dyrektor mówił, że twoja matka miesza bigos łokciem" zapewniał prezenter, a Tomek za nim zdał sobie sprawę, że Super Star robi mu piątą wkręte w tym tygodniu postanowił zaatakować dyrektora. Ten zabarykadował się w swoim gabinecie, ale Tom wyważył drzwi kopnięciem z laczka i połamał dyrektorowi kilka żeber. Teraz pewnie znowu zostanie udupiony z magicznej administracji i będzie powtarzał pierwszy rok kolejny raz z rzędu. Nie przejął się tym jednak zbyt mocno, bo jak każdy wie "wiedza w nadmiarze szkodzi", a "zbyt mądry na pewno ma coś na sumieniu". Jego ród znał setki takich powiedzeń.

Tomek kiblował w szkole od wielu lat. Jego liczne rodzeństwo i mnoga ilość kuzynów od zawsze byli stałym elementem szkolnego krajobrazu. Jak dotąd żaden członek jego familii nie zakończył edukacji z sukcesem, a członkowie rodzinnego gangu na tym polu także się nie wyróżniali. Polscy imigranci cieszyli się jednak zawsze szacunkiem, bo mieli parę w łapie i ukręcić łeb hydrze było dla nich drobnostką. Zawsze słuchali rapu ulicy, chodzili na ustawki i kibicowali regionalnym drużyną. Tomek i jego młodszy brat Marcin byli najwierniejszymi sojusznikami Marcusa Younga, którzy wspierali go od początku. Tomek burzył szkolne mury pięściami w imię Younga, a jego brat oblężony w męskiej toalecie nie opuszczał jej przez pół roku jedząc tylko papier, a tymczasem wrogowie osłabieni brakiem toalety nie byli zdolni prowadzić żadnych działań wojennych. Potem jednak Young odszedł do telewizji, a Tomek został jego duchowym spadkobiercom. Na początku prowadził, ale Pipes sklepał jego czwórkę najlepszych ludzi, na Tomka spadł meteoryt, a sojusz między wrogimi imperatorami znacznie zmniejszył ilość przyjaciół Imigranta. Obecnie wrócił ze szpitala i towarzyszyli mu najwierniejsi ludzie - wierni, silni, niezniszczalni jak dres od adidasa i zawsze jp na 100%. W większości byli to orkowie, krasnoludy i ogry, z którymi Tomek zawsze miał dobry kontakt. Elfów, Satyrów i Rusałek nie tolerował, bo nie znosił wymoczków.
Tomek spotkał się ze swoimi ludźmi w jego mieszkaniu, które było czymś na graniczy pokrytej warstwą much kawalerki, a rozpadającej się rudery. Mieszkał tam wraz z bratem, krasnoludem z kastetami i od niedawna z Margo Mab Baalem, hrabią szkolnego sklepiki, baronem szatni i protektorem męskich toalet. Szkolne sklepiki należały jednak (jeszcze) do innego Imperatora, szatnie były zniszczone, to i w praktyce Baal był tylko protektorem kibla. Tomek lubił Margo i szanował jego rady. Wielu mówiło, że Baal oplutł go sobie wokół palca, ale Tomek zawsze prał ludzi za takie opinie. Niby ja pionkiem kogoś? He he, no co wy...
- Zgodnie z zaleceniami, kurwa, nie przyjęliśmy zaproszeń na ślub.
- Mamy całą ciężarówkę broni. Karabiny szturmowe, shotguny, bazooki, miniguny, granaty, kusze, topory, berdysze, halabardy i wszelkiej maści magiczne artefakty. Z weselników nie zostanie nic, a Basil będzie miał co sprzątać.
- Panowie, kurwa... - Tomek spojrzał na swoich ziomków. - Wiem, że niszczenie wrogów jest ważne, ale trzeba bronić honoru szkoły w inny sposób. W ten sam dzień jest ważny mecz między NY, a Los Angeles. Szykujcie się do wyjazdu, bo będzie najważniejsza ustawka w historii.
- Ale wesele...
- Poczeka!
______________

WiwernWiwernChomikołak


Doktor Normann jeszcze raz spojrzał na dowód osobisty. Można było przypuszczać, że się zastanawia nad czymś bardzo intensywnie. Zapisał coś w swoich notatkach, po czym zwrócił się do pacjenta:

- JAK TYM RAZEM? JAKIEŚ POSTĘPY?
- Niewielkie, ale robię co mogę. Przyjmuję leki zgodnie z zaleceniami i staram się być aktywny społecznie, lecz magiczna klątwa i moje antyspołeczne ciągoty nie zanikają, a nawet zdają się pogłębiać.
- PRZEPISAĆ PANU WIĘCEJ ŚRODKÓW CZY WRACAMY DO TERAPII GRUPOWEJ?
- Więcej środków. Sam widok tych idiotów doprowadzał mnie do fiksacji, a co dopiero ich chore gadki. Nie pasuję do tego środowiska. Jestem Chomikołakiem, a w dodatku fioletowym. Zlecam zabójstwa, szpieguję ludzi, podtruwam ich, a wszyscy wokół mną gardzą. Nie przyjęto mnie do sojuszu, a woźny nie chciał dołączyć do mojego projektu i nawet nie przyjał darmowych środków czystości, choć był to środek trujący, od którego wdychania miała zdechnąć cała szkoła. Co ludzie z kółka wzajemnej adoracji mogą wiedzieć o moich problemach?!
- "ZABÓJSTWA", "SOJUSZ", "WOŹNY", "PROJEKT", "SZKOŁA"... PROSIŁBYM UNIKAĆ STOSOWANIA WŁASNYCH OKREŚLEŃ NA PEWNE ZAGADNIENIE, GDYŻ DOMYŚLANIE SIĘ O CO PANU CHODZI JEST DLA MNIE WYJĄTKOWYM UTRUDNIENIEM. ZAPISZĘ PANU TE LEKI. PROSZĘ POCZEKAĆ PÓJDĘ PO FORMULARZE.
Jako stworzenie mroku Chomikołak niespecjalnie był zadowolony z przydzielonego terapeuty i jego trupiego oblicza. Metody nieumarłego Normanna na ten moment nie były zbyt skuteczne, ale dopiero zaczynał on terapię i Chomikołak liczył na poprawę. Próbował pozbyć się tej nieszczęsnej klątwy, która miała zniknąć po odzyskaniu poczucia własnej wartości przez Imperatora, ale było to niezwykle trudne zadanie dla osoby, która w poprzednim sezonie niemal nie wygrała korony, a niefortunne zaklęcie Younga zmieniło go w pokraczne, futrzaste stworzenie. Nikt nawet nie domyślał się, że ten śliczny elf o niebywałych zdolnościach magicznych i szermierczych zmienił się w tłustego szczura. Jego dawni ludzie nie wierzyli mu, że stał się on tym czymś. Nawet Hau Tsung, który był wtedy jeszcze jego przyjacielem nie wierzył zapewnieniom chomikołaka i szybko zmienił strony przyłączając się do zwycięzcy. Chomikołak nigdy sobie tego nie wybaczył i popadł w depresje.
Korzystając z nieobecności Normanna Imperator sięgnął po trochę towaru Caola. Jakości jego produktu nie można było odmówić.

NAZWISKO I IMIĘ: Alfie Swann
NUMER DOWODU: 55YY6576ZZZ
DATA URODZENIA: 5.11.199X
WIEK OBECNY*: 17
WYKSZTAŁCENIE: brak, uczy się
ZAWÓD: -

POCHODZENIE GATUNKU RASOWEGO*:
Chomikołak (Hominis Chomikolacus) /aktualnie
Elf (Hominis Elfus) /dawniej

WZROST: 183 cm
WAGA: 95 kg (nadwaga)
KOLOR SKÓRY: -
KOLOR WŁOSÓW: fioletowy
KOLOR OCZU: czerwony
CECHY SZCZEGÓLNE: nienaturalnie powykręcane rączki, duże zęby, charakterystyczna grzywka

PALĄCY: tak
NARKOTYKI: tak
PRZEBYTE CHOROBY: Magiczna przemiana
SKÓRA/PAZURY: w normie
PŁCIOWOŚĆ: w normie
ORIENTACJA: heteroseksualna
ROZPOZNANIE: nerwica depresyjna (F43), zagrożenie otyłością (E66), występują również objawy zaburzenia afektywnego dwubiegunowego (F31), skłonności sadomasochistyczne
WSKAZANE: dalsza diagnoza oraz terapia grupowa

PODPIS I PIECZĄTKA LEKARZA:
Ignatio Normann, M.D.

***

- Bardzo panu dziękuje!
- PROSZĘ BRAĆ LEKI ZGODNIE Z ZALECENIAMI I STARAĆ SIĘ PROWADZIĆ AKTYWNE ŻYCIE SPOŁECZNE. TO O CZYM PAN MÓWIŁ DZISIAJ TO CIEKAWY POMYSŁ, CHOĆ NIE JESTEM PEWNY CO WŁAŚCIWIE OZNACZA "ROZKRĘCENIE WESELA".
- Usłyszy pan o tym w telewizji. Do widzenia.

Alfie wyszedł z gabinetu i wpadł na Finna. Serce stanęło mu w gardle, bo od zawsze bał się wilczka. Ten podobno zabijał wrogów bez litości, a przed każda walką zajadal się tabletkami z śmiertelnymi środkami chemicznymi, które miały wyrównać szanse podczas walki. Nikomu to jednak nie pomagało.

- Oh, Finn. - chomikołak odsunął się. - Co za miłe spotkanie. Właśnie wychodziłem. Nie będę ci wchodził w drogę. Cze-cześć!

Chomikołak pobiegł ile sił w nogach, ale nagle wpadł na typka z logiem stacji TV. Był to jaszczuroczłek, starszy i o surowym obliczu.
- Chomikołaku, wszystko jest gotowe.
- Do-doskonale.
- Kentucky zgodnie z zaleceniami leczy się w Yorku. Wróci za jakiś czas. Silniejszy niż kiedykolwiek.
- Poradzimy sobie bez niego. Jak tam nerdy?
- Zwerbowane.
- Wyśmienicie. - uśmiechnął się Chomikołak. Zemsta coraz bliżej. - Swoją drogą natknąłem się tutaj na Finna zwanego Wilczkiem.
- Tą legendę?!
- Zaczynam odnosić wrażenie, że on wcale nie jest taką legendą.

Wiwern PW
3 sierpnia 2014, 09:15
Niestety nie udało się ustalić przez ten weekend terminu, który pasowałby wszystkim. Niedziela była najbliżej sukcesu, ale jednak dziś nie damy jednak pograć. Propozycje następnego terminu zgłaszać poprzez gg/hermesa. Może coś się uda wybrać.

Pozdrawiam

Wiwern PW
5 września 2014, 14:05
Proszę przez hermesa podawać wolne terminy we wrześniu. Zrobiłbym kolejny akt przygody. Z waszych propozycji wybiorę jakiś najlepszy dla wszystkich dzień.

Pozdrawiam

Wiwern PW
4 października 2014, 10:42
Mam przyjemność ogłosić, że prawdopodobnie dzisiaj odbędzie się kolejna przygoda w świecie Delikwentów. Planowy start -> 20:00!

Wiwern PW
16 stycznia 2015, 12:45
Aż ciężko mi uwierzyć, że mieliśmy tak długą przerwę. :O

Powoli przymierzałbym się do powrotu naszej przygody w świecie delikwentów. Nie pomaga nam oczywiście sesja (nie ta rpg jeśli chodzi o ścisłość), ale powoli zbierałbym wolne terminy. Prosiłbym wpisać wszystkie luźne weekendy (pt-n) od lutego do marca. Pomoże nam ustalić jakiś sensowny dzień. Dziś poszukam czy mam zapis poprzednich przygód.

Pozdrawiam :>

Kammer PW
28 lutego 2015, 01:21
Pomijając fakt, iż przydałby się zapis ostatniej sesji (przelecenie okna FTW), mam dużo czasu. Poza czwartkiem/piątkiem wczesnym wieczorem. Zasadniczo, to tak po 22 mogę przez cały tydzień.

Hobbicus PW
28 lutego 2015, 13:27
Ja w sumie ostatnio jestem dostępny cały czas. Jeśli to się zmieni, to dam znać.

Belegor PW
28 lutego 2015, 19:09
To samo tu, ale to już Wiwowi mówiłem.

Garett PW
28 lutego 2015, 19:18
Ja jestem wolny praktycznie cały czas, ale o tym chyba już wspominałem kilka razy. :P

Belegor PW
28 lutego 2015, 19:24
Przydałoby się jednak streszczenie, albo zapis z tamtej sesji byśmy, chętnie bym sobie poczytał o naszych wygibasach w klasie.

Xelacient PW
1 marca 2015, 19:06
Ja przede wszystkim preferowałbym wekendowe wieczory (z naciskiem na soboty), choć dowolny dzień roboczy również może być (zza wyjątkiem piątku).
strona: 1 - 2
temat: [RPG/CHAT] New York TV: Fantastyczna Szkoła Delikwentów

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel