Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Po cmentarzu włóczy się:
   Andruids
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Wielkie Łowy
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3

Belegor PW
8 sierpnia 2014, 22:10
To o czym właśnie piszę jest jedynie jedną z wielu historii, która jedynie częściowo odpowiada na pytanie jak nasze państwo powstało. Było to w okrutnych czasach, gdzie chciwość i zazdrość zapędziły niewinnych w kajdany niemocy, a ich okrutników- w okowy opętania. Ile mogą uczynić kilka słów z ust zdrajcy i bogactwo zebrane krwawą ręką. Cóż… nasze pokolenie nie musi już o tym wiedzieć, lecz bohaterowie tej kroniki odczuli na sobie. W owych czasach kiedy Rumenor miał być zapomnieniem, a jego mieszkańcy jedynie mitem lub bajką wielu rasom miał czekać jeszcze gorszy los. Niegdyś ich dawna ojczyzna, stała się więzieniem stworzonym przez elfy, które nic poza swoją chciwością i żądzą krwi nie widziały. Dla żartu nazwano to getto „Nową Tatalonią”, a do niego co dzień szły karawany z pojmanymi jeńcami, zbrodniarzami, buntownikami. Choć byli ze wszystkich stron, z różnych, całkiem odmiennych ras i choć mieli różne przyczyny to jednak ich coś łączyło. Miał ich czekać ten sam los- śmierć w dusznych, bagnistych dżunglach pełnych chorób i bestii. Tylko najsilniejsi mogli tam przetrwać, a jeśli zebrali dość złota mogli odejść jako wyzwoleńcy. Trudno się zdziwić że to już tutaj niezależnie od ziem Rumenoru i krajów Północy narodził się zalążek naszej złotej ery. To jak ono powstało i dlaczego postaram się wam przedstawić. Historia zaczęła się najmniej adekwatnym do tego miejscu, a było to całkiem na pozór zwyczajnego dnia….

Wioska Osgiris. Rok 768 dnia i miesiąca nieznanego
Miasto łowców, to w nim handlowano schwytanymi bestiami. Każdy kto chciał się przypodobać elfom im je sprzedawał. Ostatnio pobyt na nie wzrósł. Być może spowodowane zostało tym, że Imperator jak i jego Rada nie cieszą się wielkim entuzjazmem swego ludu, który zmęczony jest wojną z Zielonymi Smokami jak i buntownikami z Rumenoru. By go zaskarbić i wyciągnąć więcej pieniędzy oraz ochotników do armii organizował coraz więcej krwawych igrzysk. Nie dziwota zatem, że „Nowa Tatalonia” stała się centrum jego uwagi i często wykupywał towary z tego więziennego „państewka”. Łowcy bestii dzięki temu mogli zebrać więcej złota do ich wolności, choć niestety, ostatnio drastyczne wzrosły podatki za handel. Samo miasto na tym nic nie zyskało. Zbudowane z lokalnego drewna i smoły bagiennej wyglądało jak zapadła wioska. Nikt nie silił się na jakieś dekoracje czy solidniejszy budulec, gdyż elfi strażnicy bezkarnie okradali mieszkańców ze wszelkich dóbr. Jedyne miejsce które było rzadziej przez nie odwiedzane była karczma w centrum miasta. „Pod jaszczurzym ogonem”- tak się zwała. Ot zwyczajna karczma, na której szyldzie był namalowany ogon, a pod nim napis w miejscowym narzeczu. Wnętrze było równie niechlujne co na zewnątrz. Niemal wszędzie na podłodze były plamy zeschniętej krwi i wymiotów, wymieszanych z kurzem. Stoliki niczym nie przykryte były równie poplamione. Jedynie lada i półki za nią wyglądały czysto. Za nimi stał średniej wielkości reptilion, który czyścił kufle i patrzył na schody obok, które prowadziły na pierwsze piętro, gdzie były pokoje do spania. Tego wieczoru było pełno gości. Głównie gnolle i jaszczuroludzi pracujący przy miejscowych tartakach i kopalniach siarki. Poza nimi kilka zbirów z ludzkiego plemienia również przysiadło do reszty i przy piwie rozmawiali i śmiali się. Odgłosom tłuczonych kufli i śmiechów wtórowały małe bębenki i flety miejscowych grajków. Między stolikami krążyły młode reptilionki i gnolki z tacami na których były miski z zupą, albo kawały pieczonego mięsa. Najwięcej było jednak kelnerek z kuflami piwa, które zgodnie szły w kierunku stolika zajętego przez grupę łowców: gnolli, likantropów i jaszczuroludzi. Tylko dwa miejsca były przez nie nieodwiedzane. Był to kąt karczmy, do którego nie docierało światło i pusty stolik przy lewym boku karczmy. Tam właśnie skierowała się grupa osób, od których ta historia się rozpoczyna.


Garett
Miesiące spędzone w Osgirith wpłynęły poważnie na twoje samopoczucie. Czasy, w których uczyły cię duchy wydawały się snem. Gotowałeś od dawna nie miałeś z czego, bo co można zrobić z kilku korzeni i na wpółzgniłego chleba, wyciągniętego z błota. Dzisiaj dopiero los się uśmiechnął, gdy jednemu ze świeżych jeńców wypadł malutki mieszek złota. Natychmiast go zabrałeś zaanim ktokolwiek się zorientował. Teraz miałeś okazję zjeść i wypić coś normalnego.

Quart
To był naprawdę nietypowy dzień w całym twoim życiu. Najpierw z rana zostałeś zabrany przez straż do ich kwatery, potem myśląc, że Cię skażą za leczenie więźniów zaskoczyło cię że dali ci jeść i pić. Następnie kazali ci iść z nimi do kwater oficerskich. Tam się okazało iż jeden z żołnierzy nabawił się... wstydliwej choroby. Po cichu uśmiechnąłeś się, cóż taki popędliwy i niecierpliwy elf, wiedziałeś że kiedyś czy później, któryś tak skończy. Całe południe zabierało cię za leczenie objawów. Gdy myślałeś, że to koniec przyszło paru świeżaków, które pobiło się z jakąś rakszasą. Resztę dnia zajęło ci obandażowanie ich. Jak się potem okazało to oni sprowokowali do walki, ale miałeś tego nikomu nie mówić- jakby miało to jakiś sens. Gdy elfy cię wypuścili nieoczekiwanie rzucili garść miedziaków. Cóż na obiad nie starczy, ale chociaż na piwo starczy.

Jacyn
Ledwo doczłapałeś się do wolnego stolika. Cud że Cię jeszcze raz nie wyrzucili. Cóż, masz na co zapracowałeś. Rany ledwo się goiły, a choroba nie ułatwiała zdrowienia. Na dodatek moce magiczne, których do tej pory ci brakowało zaczęły ci sprawiać problemy. Co chwila ktoś spadał z krzesła, albo pękł kufel. Czułeś że to twoja wina, gdyż wyczuwałeś wątłą moc przy każdym takim wypadku. Potrzebowałeś pomocy, kogoś kto by ci wyjaśnił na czym polegają magiczne moce i jak je okiełznać, zanim narobisz sobie więcej problemów.

Arion Org i Orekash
Prawdziwego wojownika poznaje się po pięści. Tak można byłoby zacząć waszą znajomość. Zaczęło się od dnia w którym przybył Orekash do Osgiris. Chciał załatwić tylko kilka najważniejszych potrzeb, ale nie... musiał wpaść akurat na patrol straży miejskiej. Doświadczone elfy od razu rozpoznały w nim rakszasę, ale młodziki- cóż, dla nich każdy dwunożny futrzak to likantrop. Zaczepili cię, zaczęli przedrzeźniać ubliżać. Rakszasa ich zignorował, nie byli oni godnym przecwnikiem. Zaskoczeni jego brakiem reakcji, chwycili za broń i zaatakowali rakszasę od tyłu. Tego łowca bestii nie mógł darować. W tym czasie Arion szukając kolejnej zaczepki z władzami, by pokazać mieszkańcom, że można z nimi walczyć szedł zaułkami, aż usłyszał odgłosy walki. Gdy dobiegłeś na miejsce rozróby Orekash właśnie niemal znokautował jednego z młodzików. Drugi próbował wbić swój miecz w jego plecy. Honor wojownika nie mógł tego znieść. Rzucił się na niego i odebrał mu broń z ręki. Starsza straż otoczyła was i zabrała młodzików. Co ciekawe zamiast was aresztować, postanowiła was puścić i wziąć rannych młokosów do kwatery. Zadowoleni z takiego obrotu spraw postanowiliście razem pójść do karczmy i świętować to małe zwycięstwo ze strażą dalarańską.

Rufus "Salvadorien"
Cały dzień minął na głoszeniu dobrej nowiny, ale mało kto cię słuchał. Reptilioni widząc ciebie tylko ze zgorszeniem odchodzili. Gnolle śmiały się do rozpuku, myśląc że to jakiś kawał. Elfy na szczęście nie ingerowały w twoje przemowy, po prostu zignorowały wieszcza. Mimo to zebrałeś trochę pieniędzy. Mimo iż to nie było twoim celem to było ich na tyle, że mogłeś coś porządnego zjeść.

Sayed
Bycie nagiem ma swoje plusy. Mało kto cię zaczepia, budzisz szacunek- a raczej chciałbyś. O ile w innych miastach na zachodzie byli do ciebie przyzwyczajeni, o tyle tu budziłeś grozę. Nagi w takich miejscach były rzadkością. Nawet straż widząc cie odwracała się i szła w przeciwną stronę. Raz nawet napotkałeś na samotnego oficera, który na twój widok trząsł się cały i pocił się bardzo. Poczułeś od niego nawet smród uryny i czegoś jeszcze, gdy w końcu rzucił ci mieszkiem złota z krzykiem: Weź to potworze! i zaczął uciekać prosto do kwatery. Wziąłeś pieniądze i postanowiłeś ruszyć do karczmy- tam mogłeś się dowiedzieć cokolwiek o mieście i jego mieszkańcach.

Wszyscy
Gdy weszliście do karczmy było głośno i gwarno. Prawie miejsc brakowało, poza jednym, przy którym siedział biały, obolały zacharkanin (Jacyn). Podeszliście do stolika i zanim zdołaliście porządnie usiąść od razu zjawiła się sympatyczna gnollka pytając się co będziecie chcieli zamówić.

Wiwern PW
8 sierpnia 2014, 22:44
Doprawdy? Nie było żadnej innej karczmy i musieli usiąść akurat obok mnie?

Zacharkanin przewrócił oczami. Nie miał żadnej ochoty na nawiązywanie relacji z kolejnymi osobami i jedyną rzecz o jakiej marzył stanowił święty spokój z dala od tutejszych prostaków. Początkowo wziął typków za kolejne rewolucyjne gnidy, które chciały go po prostu skopać. Złapał niezręcznie za sztylet z starannie wyrzeźbioną różą u rękojeści, ale gdy zauważył, że nikt jeszcze nie ma wobec niego złych intencji postanowił poczekać z reakcją. W aktualnym stanie pewnie dałby radę szybko wstać i zamachnąć się kilka razy. Jednego może by się dało odpędzić, ale reszta skopała by jaszczura bez najmniejszego problemu i ten resztę dnia spędziłby leżąc na zaschniętej krwi, której tak wiele było w tej nieszczęsnej karczmie. Jacynowi przeszło nawet przez myśl, że lokal nazwano na jego cześć, a cała krew pochodziła od niego. Zazwyczaj nie oszczędzano go w tawernach i oberżach, a jak miał chwilę spokoju to i tak pluł krwią. Nie był jednak pewny, bo pamięć szwankowała mu od powikłań... wypadku, a żadnego słowa z karczmarzem zamieniać nie zamierzał.

Sunlight spojrzał na nietypową zgraję, która odwiedziła lokal. Szybko zmierzył wszystkich swoim znudzonym i pełnym wyższości wzrokiem, ale mało kto zrobił na nim wrażenie. Za młodu pewnie uznałby wszystkich za wspaniałą drużynę, z którą można wyruszyć na koniec świata przeżywać rycerskie przygody. Teraz jednak na każdego patrzył z politowaniem, a kontakty międzyludzkie ograniczał do minimum. Z czystego wyrachowania postanowił jednak zachować resztki tej społecznej zabawy. Smutne i pełne żalu oblicze natychmiastowo zmienił na fałszywy uśmiech i zatrute słowa wydobywające się z jego gadziego pysku.

- Eh, możecie się dosiąść. POZWALAM WAM! - wycedził z lekką pogardą, której nawet nie miał siły ukrywać, a następnie zwrócił się do kelnerki. - Kromkę chleba i wino, proszę.

Jacyn z pewnością poprosiłby o więcej, ale wolał oszczędzać fundusze. Zdarzało mu się co prawda przetrwonić wszystko, bo i tak śmierć z każdym dniem była coraz bliżej, ale z drugiej strony potrafił czasami nawet delektować się szklanką wody. Życie nabiera wartości, gdy wymyka się z rąk.

- Panowie, handlujecie czymś? - rzucił cicho jakby do samego siebie. - Mam trochę alchemicznych specyfików na zbyciu i z chęcią pozbędę się ich ciężaru. Za odpowiednią opłatą oczywiście.

Jacyn rozejrzał się nerwowo po sali. Zdawało mu się, że słyszy swoje imię. Przeszedł go dreszcz, zaczął oddychać szybciej, ale zdołał się uspokoić.

To tylko paranoja. Nie powinienem się zadręczać ciągłymi obawami.

Bychu PW
8 sierpnia 2014, 23:34
Orekash widząc, że "nowy kolega" nie jest zbyt chętny do nawiązywania nowych kontaktów, a jedynie chce zwiększyć ilość złota w swoim mieszku postanowił pociągnąć temat handlu, mimo, iż był pewien, że nic nie kupi.
- Jak jest okazja to można i pohandlować - rzucił chłodno nie okazując żadnych emocji. Władca bestii obrócił za małe dla niego krzesło i usiadł podpierając się o oparcie swojego siedziska. Po chwili przypomniał sobie, że wciąż nic nie zamówił. Wiedział, że kufel tutejszego sikacza nie jest dobry, ale jego cena nie odstaje od jakości.
- Kufel najtańszego piwa jakie macie - rzucił do kelnerki mierząc ją wzrokiem i oceniając jej urodę - tylko niezbyt rozcieńczone z wodą.
Mimo swojej prośby wiedział, że trunek, który otrzyma będzie raczej wodą po płukaniu beczki po piwie niż browarem, jednak nie miał zamiaru trwonić pieniędzy na coś, co i tak nie da mu żadnej przyjemności.

Po chwili jednak przypomniał sobie, że ma jeszcze do wyrównania pewnego rodzaju rachunek z nieznanym jegomościem, który pomógł mu rozprawić się ze strażnikami.
Popatrzył w kierunku człowieka z którym spotkał się na ulicy. Machnął do niego łapą, jakby chciał mu zakomunikować, że zaprasza go do stolika przy którym siedział.
- Jednak dwa kufle "tego piwa" - powiedział do kelnerki z nadzieją, że w miarę szybko otrzyma swoje zamówienie.
Po korekcie swojej prośby wrócił wzrokiem do oglądania wyraźnie poranionego gościa karczmy. Przez chwilę zastanawiał się, kto mógł go tak poharatać, lecz przypomniał sobie gdzie się znajduje. Tutaj mógł to zrobić prawie każdy.



Xelacient PW
9 sierpnia 2014, 01:00
Quart w pierwszym momencie zwyczajnie oparł się o ścianę, to był całkiem niezły dzień i nie zamierzał go sobie psuć na koniec jakąś marną sprzeczką o miejsca przy stoliku.

Przez chwilę nieruchomo lustrował towarzystwo spod kaptura próbując zapamiętać ich charakterystyczne cechy, dopiero gdy przybyła kelnerka zdecydował się uchylić kaptura ukazując swoje zarośnięte siwymi włosami oblicze na którym zagościł kojący uśmiech.

- Jeszcze jedno piwo poproszę, miła pani - rzekł podchodząc gnolki - może być takie samo, co dla naszego pasiastego towarzysza - dodał wymownie wskazując na tygrysopodobną istotę, gdy ta zajęła się zbieraniem reszty zamówień zainteresował się "wężoelfem", który chyba czuł się w tej karczmie nieswojo.

- Witaj przedstawicielu dumnej rasy magów i wojowników - zagaił rozmowę skłoniwszy głowę z szacunkiem - w tych stronach rzadko się zdarza ktoś z twojego rodzaju i tuszę, że przybyłeś tutaj niedawno... a i wybacz mój brak manier, nazywam Quart... często jestem również zwany Zszywaczem.

Crystal Dragon PW
9 sierpnia 2014, 13:11
Lekko zdyszany po walce Arion usłyszał, że ktoś go wołał.
Kiedy skierował swój wzrok w stronę źródła głosu, przed jego oczami ukazała się rakszas. Był wysoki, zapewne co najmniej dwa metry oraz barczysty. Jego pokryte cienkim futrem mięśnie podkreślały żyły o różnych rozmiarach. Mimo że nie znał tego rakszasa, czuł, że ich los zostanie spleciony.
Wojownik dostrzegł, że człekokształtny coś od niego chciał. Jak się okazało, postanowił odwdzięczyć się za pomoc w walce z dalaerańską strażą.
Karczma "Pod jaszczurzym ogonem" Była taka jak zawsze. Każdy stolik był pokryty sporą warstwą wymiocin, krwi oraz kurzu. Zresztą kto by tu nie zwymiotował? Trunki były tu niesamowicie ohydne, jednak w całej nowej Tatalonii nie było żadnej lepszej karczmy. Arion nigdy nie cierpiał tego miejsca. Zawsze, kiedy tu wchodził, spotykał się z krzywymi spojrzeniami gości. Dzisiejszy dzięń nie był wyjątkiem. W dodatku karczmę wypełniał odpychający odór, który zwykle wywoływał w wojowniku agresję. W połączeniu z nielubiącymi go mieszkańcami getta robiła się niezła burda. Lecz Arion dziś nie zwracał na to uwagi. Rozpierała go duma z powodu jednego z nielicznych zwycięstw nad dalaerańską strażą.
Lecz dziś to niejedyna rzecz, która zaskoczyła Ariona. Wśród patrzących na niego krzywo postaci przy stoliku w rogu, który skrywał się w mrokach cienia siedziało parę innych, które nic do niego nie miały. Mimo że wyglądali jak inni goście karczmy czuł, że znacząco wyróżniają się z klienteli budynki. Wyjątkowo nie chcąc wzniecać bójki zawołał Orekasha, po czym dosiedli się tam. Oczekując podania jemu i Orekashowi przez gnolkę ich "trunku" chwycił przywiązaną do pasa butelkę dalaerańskiego wina, i pociągnął porządny łyk.
- Niestety, niewiele go zostało.
Wyciągnął rękę z butelką w kierunku Orekasha i rzekł:
- Napij się. Za zwycięstwo.

Garett PW
9 sierpnia 2014, 13:27
Garett spoglądając na znalezioną sakiewkę pomyślał, iż może fatum które męczyło go od dzieciństwa wreszcie dało sobie spokój i poszło męczyć kogoś innego. Co prawda złota było mało, więcej zarobiłby sprzedając bomby i mikstury które miał przy sobie, no ale przynajmniej zachowa je jeszcze przez jakiś czas.
-Dwie kromki chleba, szklanka mleka i butelka jakiegoś cienkiego wina - powiedział do kelnerki. Przeczuwając konsternację jego towarzyszy przy stole nad dziwnym zamówieniem szybko wyjaśnił - Chleb tutaj jest strasznie czerstwy, ale mleko powinno go trochę zmiękczyć, co do wina, no cóż, nie chcielibyście widzieć pijanego maga, więc na popitkę wystarczy mi taki soczek. - Spojrzał na jaszczura - zgaduję, iż zioła które posiadasz nie należą do tych leczniczych, inaczej już byś je pewnie sam zażył Panie-Na-Wpół-Martwy-Jaszczure-Albinosie - gdyby ktoś teraz spoglądał Sylanowi prosto w oczy, mógłby zauważyć aurę nekromantycznej magii.

Hayven PW
9 sierpnia 2014, 15:10
Zbliżyłem się, odsunąłem jedno z krzeseł i, co zapewne zdziwiło pozostałych, zamiast usiąść na nim, zwinąłem ogon i przysiadłem na nim.
"Co za tchórz". Tyle tylko przychodziło mi na myśl, kiedy wspominałem strażnika, który zlał się w gacie na mój widok.

Trudno powiedzieć, co biedaka tak przeraziło - wroga mina, a może stal, zwisająca luźno u mego pasa? A może szelest łusek ocierających się o nawierzchnię drogi, rozbrzmiewający przy każdym moim ruchu?

Mniejsza o to. Imbecyl rzucił mi mieszek pieniędzy. Niezbyt dużo, ale nie powinienem ich zatrzymać. Przecież tak czy siak nie są moją własnością. Akurat nadarzyła się okazja. Nienawidzę tutejszego piwa, ale od paru minut czułem suchość w gardle. Zdecydowałem się zamówić szklankę wody.

Zmierzyłem wzrokiem kelnerkę. Ciekawe, jakie okoliczności zmusiły ją do pracy w tej dziurze. Pewnie nie miała łatwo. Być może miała na utrzymaniu całą rodzinę.

- Poproszę szklankę wody... tylko w miarę czystą szklankę, jeśli łaska - zaznaczyłem.

Otworzyłem mieszek i wyjąłem monetę - należność dla karczmarza. Ukradkiem wydobyłem też drugą i wsunąłem do kieszeni fartucha gnollki. Może nie było to dużo, ale fakt faktem, że potrzebowałem tych kilku miedziaków. Nie miałem przy sobie żadnych innych funduszy, zatem te, które przeszły w moje posiadanie, musiały mi wystarczyć - przynajmniej do czasu kiedy nie będą mi potrzebne.
Obiecałem sobie, że jeśli kiedyś wzbogacę się dzięki zawartości worka, rozdam jej równowartość tym, którzy będą tego potrzebowali - poniekąd tak, jak ja teraz.

Rozejrzałem się po brudnym i śmierdzącym pomieszczeniu. Nie chciałbym mieć do czynienia z całym tym plugastwem, bekającym i wydzielającym odór na kilometr. Z pewnością niejeden z nich miał ochotę do bitki. A nawet jeśli nie, to alkohol krążący w żyłach tych prostaków zrobiłby swoje. Wystarczyłaby zwykła, mała prowokacja...

Potrząsnąłem głową odrzucając ten pomysł. Po co mi to? Oni przecież mają naturalne prawo do bycia plugastwem. Podejrzewam, że mało któremu zostały jakiekolwiek pieniądze, a nawet jeśli to nie miałbym czelności napaść bezbronnych ludzi w celu odebrania ich własności.

Z drugiej strony żaden z nich zapewne nie miałby podobnych problemów. Po raz pierwszy uważnie omiotłem wzrokiem siedzących w kącie przy stoliku. Ta banda wyglądała inaczej niż wszyscy pozostali. Jeden z nich, jakiś blady jaszczur, wyglądał na żywy dowód moich wcześniejszych przypuszczeń. Najpewniej ktoś sprawił mu całkiem niedawno solidne manto.

Zresztą, coś w jego wyglądzie... może to rozbiegane spojrzenie, ukradkowe łypnięcia rzucane w stronę zarówno bywalców oberży, a może niezbyt przyjazny wyraz pyska...? W każdym razie coś sprawiło, że odniosłem wrażenie, iż skracając go o głowę, sprawiłbym reszcie świata wielką ulgę. Nie podobał mi się sposób, w jaki ten obdartus szczerzył kły i odnosił się do wszystkich.

Zaraz potem moją uwagę zwrócił rakszasański wojownik - na co dobitnie wskazywał potężny wystający zza jego pleców, a także rozbudowana muskulatora. Moje domysły potwierdziła obecność najwyraźniej skumplowanego z nim wojownika, wyglądający na jednego z takich, co to najpierw zabijają, a potem zastanawiają się, czyją śmierć spowodowali.

Kolejnym osobnikiem, któremu się przyjrzałem, był zapewne człowiekiem. Było w nim jednakże coś niepokojącego, dzikiego, coś, czego nie da się wyrazić słowami. Ponadto, sprawiał wrażenie, jakby wchodził niegdyś w konszachty ze śmiercią - i nie widział w tym nic zdrożnego. Może i jestem przeczulony, ale w jego obecności wolę mieć się na baczności.

Nieco zaskoczyło mnie przyjazne i uprzejme powitanie pewnego staruszka, który wyglądał, jakby wiele widział i mógł nie mniej opowiedzieć o życiu, o ludziach i o świecie w ogólności.
- Miło mi cię poznać, Zszywaczu - powiedziałem, starając się, aby w jak najmniejszym stopniu przypominało to syk.

Niektórzy odbierają wymowę nag jako wrogą, ale dla nas wymawianie słów przez zaciśnięcie zęby, opierające się w znakomitej większości na operowaniu językiem, jest naturalne, niemniej rzadko kiedy ktoś z naszego plemienia już na etapie przedstawiania się okazuje jawną wrogość - wówczas rozmówca zwykle nie dożywa końca zdania.

- Możecie mi mówić Cięty. Nie widzę powodu, aby od razu wymieniać się imionami. Niektórym nie można ufać - popatrzyłem wymownie w stronę jaszczura-albinosa - a póki się nie znamy, nie można powiedzieć, czy pośród nas nie kryje się nekromanta, albo inny nikczemnik. Są ludzie, którzy znajomość Prawdziwego Imienia mogą wykorzystać do różnych... ekhm... nieprzyjemnych celów, zatem póki co, wolę się wstrzymać. Nie żebym Wam nie ufał, ale to zwykły środek ostrożności; mam nadzieję, że nikt nie ma mi tego za złe.

Dopiero teraz zauważyłem hienowatego gnolla. Ten to dopiero wyglądał podejrzanie. Kojarzył mi się z szarlatanami, obiecujących zbawienie tym, którzy wystarczająco sypną grosiwem. Wydało mi się, że kiedyś już go widziałem na ulicy, skandującego, że jest wybrańcem, zdolnym do ocalenia wszystkich wygnańców. Jaaasne. O ile dobrze się orientuję, to większość mieszkańców getta podziela mój pogląd na te sprawy i jeśli nie śmieje się z niego, to omija szaleńca szerokim łukiem. Od czasu do czasu ktoś się jednak litować i rzucił jedną albo dwie monety. Cóż, zawsze lepsze to niż żebranie... czyż nie?

Xelacient PW
10 sierpnia 2014, 16:24
- Rozumiem "Cięty" - odparł mnich mimowolnie się uśmiechając, nieźle się dobrali z przydomkami - w tym miejscu trzeba być ostrożnym, jednak też nie można nadmiernie ulegać pozorom, co prawda ten biały jaszczur nie wydaje się zbyt miły, ale jeśli tak bardzo obawiasz się nekromantów to na twoim miejscu baczną uwagę zwróciłbym raczej na tego chłopaka o elfich rysach twarzy, jeśli wzrok mnie nie myli to jego drewniany kostur jest zakończony czaszką, czyż nie? - dodał wskazując głową na Sylana.

Hobbit PW
10 sierpnia 2014, 17:58
Salvadorien rozejrzał się po swoim nowym towarzystwie, a na jego pysku pojawił się wyraz goryczy. Jakże błądzili jego Bracia, jakże daleko im było od miłości i prawdy! Gniew przepełniał ich serca, i nie widzieli jak belki w ich oczach są większe od drzazg u innych. Horror wypełnił duszę Wybawcy. To jest jak fatum tego świata - hipokryzja i zgorszenie.

Nie za bardzo przejmując się reakcją swojego towarzystwa gnoll wstał i oparł łapy o stół, po czym zaczął się wpatrywać w podłogę. Przez chwilę stał tak milcząc, po czym odezwał się do gnollki-kelnerki najbardziej dobrotliwym tonem na jaki mógł sobie w tej chwili pozwolić:

- Przynieście mi rybę. Niech będzie to ryba duża i z wielkimi ostrymi ośćmi. I niech pachnie morzami ze wszystkich stron Nowej Tatalonii, niczym wszystkie tysiąc ryb które żyją w tych morzach.

Następnie podniósł łeb i zaczął rozglądać się po sali, próbując wzbudzić zainteresowanie wszystkich tutejszych. Wiedział że do tego, co chce pokazać, potrzebuje przede wszystkim odbiorców. Tym rozgoryczonym awanturnikom przyda się lekcja wiary. Bez niej ich dusze pójdą na stracenie, a cały jego wysiłek zostanie zmarnowany. Albowiem mógłby i tysiąc istnień uratować, ale wystarczy jedno stracić i już będzie to porażka na całe życie.

Niech Smocze Olbrzymy mają to miejsce w opiece.

Belegor PW
10 sierpnia 2014, 20:37
Wszyscy
Kelnerka zapisała wasze zamówienia rysikiem i podziękowała uśmiechem w stronę Sayeda, po czym udała się dalej. Muzycy zaczęli grać, a co bardziej podpici ucztujący podśpiewywać różne piosenki, głównie te zbereźne. Salvadorien jako jedyny zauważył, że gnollka, która was obsługiwała skierowała się w stronę ciemnego zakątka. Ledwo zdołała uciec bandzie rozpijaczonych łowców, którzy świętowali swój ostatni łów. Wydawało się, że ktoś tam jest bo dziewczyna przystanęła i jakby słuchała. Gnoll zauważył tam jakiś ruch, gdy nagle drzwi otworzyły się hukiem. Przez nie wbiegł zdyszany jaszczuroczłek i zawołał:
-Nagroda!! Dalaraan wyznaczył nagrodę za cesarską wiwernę z północy. Wielka fortuna i ziemia dla łowcy, którą bestię przyniesie. Wolność za jedną bestię!!
W tej chwili wzrok wszystkich obecnych w karczmie zabłysnął, można było odnieść wrażenie że coś się w nich budzi. Marzenie o wolności, bezpieczeństwie i ziemii z daleka od tej bagnistej, zdradzieckiej dżungli krążyło wszędzie wokół, lecz jak równie szybko pojawił się błysk, tak również i znikł. Po chwili każdy zrozumiał, że co z tego, że za jedną bestię można było się uwolnić z tego piekła, jak nie mieli nawet czym go nawet uwiązać. Jedynie łowcy się ucieszyli i zamówili dodatkowe piwa, chwaląc się jak złapią tą gadzinę. Reszta smutnie zaczęła żłopić tanią uwodnioną podróbkę piwa. Wkrótce i do was dotarło zamówienie, gdy Orekash i Org wzięli spróbowali piwa zaskoczył ich jego smak. o ile ryba i szklanka wody była taka jak Salvadien i Sayed chcieli (co w przypadku ryby było wielkim zaskoczeniem)to Garett zamiast cienkiego piwa dostał o niebo lepsze, a ci co zamówili tanie piwo pili coś, co było o wiele lepsze od uwodnionej podróbki. Ktoś mógłby się zastanawiać, że to jakaś pomyłka, ale czy taką okazję należało zmarnować?

Wiwern PW
10 sierpnia 2014, 21:59
- Oh, moje produkty są jak najbardziej lecznicze. Po prostu pewnych rzeczy nie da się odwrócić i żaden specyfik w tym nie pomoże. - odparł z nieznośnym i wymuszonym uśmiechem. Jeśli choć przez moment zabolało go serce, to jednak nie dał tego po sobie poznać. - Towar mam dobrej jakości, szeroki zakres zastosowania i przystępna cena. Wonne olejki, lecznice maści, wywary do wywoływania wizji, miksturki wzmacniające metabolizm, a nawet jak dobrze poszukam to i jakaś trucizna się znajdzie. Kilka sztuk złota i się dogadamy. Chętny?

Oczywistością było, że mikstury Jacyna były jeszcze wprawką, do której dobry alchemik powstydziłby się przyznać, a z ich zażywania mogło być więcej szkód niż pożytku. Parę złotych zawsze się jednak przyda, a rozmówca Jacyna może dałby się nabrać na jego propozycję.

Wzmiankę o wiwernie zbył początkowo swoim charakterystycznym uśmiechem. Po chwili zastanowienia postanowił jednak głośno skomentować całą sytuację.

- Wiwerny to najpotężniejsze stworzenia jakie istnieją, a w walce z nimi nikt naszego pokroju nie ma szans, więc od razu odpuśćmy sobie fantazje o wolności. Tego miejsca nie da się opuścić. - stwierdził złośliwie. - Równie dobrze można porwać się na elfią władzę i wylądować w Tatalonii. Szansa sukcesu będzie taka sama. O, przepraszam! Pomyłka, my już tu jesteśmy. Czy osoby, które odpadły w bezsensownym i prowadzącym tylko przemocy buncie przeciw elfom poradzą sobie z groźnym, olbrzymim gadem? Nie sądzę, ale co ja mogę wiedzieć? Jestem tylko Na-Wpół-Martwym-Jaszczurem, a w dodatku chyba nie zbyt miłym jak wyrokują niektórzy.

Garett PW
11 sierpnia 2014, 08:26
-Przykro mi, aczkolwiek z zasady nie ufam specyfikom wychodzącym z innej ręki niż moja. Założę się jednak, iż prędzej dostanę wizji z od tego piwa, niż twojego wywaru do ich wywoływania - Sylan pociągnął łyk wspomnianego napoju. - Tiaa, wygląda na to, że nasza kelnereczka postanowiła zrobić na złość tym stupid hunters... oj, przepraszam, zapomniałem, iż to bardzo mało znany język - mimo tego Garett zauważył, iż Cięty i Zszywacz prawdopodobnie zrozumieli wyrażenie w obcym języku. - Jak już mówiłem, gnollka podmieniła nasze zamówienia i piwo wyższej jakości dostało się nam, natomiast ci idioci pewnie piją teraz jakiegoś sikacza.
Garett zdjął kaptur dzięki czemu ukazały się jego kocie uszy i wyjął z plecaka dwie bomby dymne.
-Nazywam sobie te maleństwa Wieszczami Niepokoju, ich głównym składnikiem jest popiół z ziela zwanego Kościanym Ohirbymem, niestety skończyło mi się, więc jeśli naprawdę tak baaaardzo chcesz zarobić to mogę je kupić, niech stracę. Co do naszej wiwerny, to co prawda jest to stwór potężny, aczkolwiek gdybyśmy poszli nawet taką grupą jak teraz, to nie powinniśmy mieć z nią aż tak dużych problemów, nawet żywcem dałoby się ją złapać. Ale, ale, w takim zadaniu nie byłoby najtrudniejszy usidlić potwora, a dostarczyć go do miasta, na pewno mnóstwo wszelakiego bandyctwa próbowałoby zabrać nasz łup - zamoczył chleb w mleku i odgryzł kawałek odwracając się do Ciętego i Zszywacza. - Kostur to jedynie łup po pewnym szamanie który za bardzo zbliżył się do wrót zaświatów. Co do mnie natomiast... możecie mnie nazywać Mrocznym Bękartem i tym właśnie jestem, Mrocznym Bękartem.

Xelacient PW
12 sierpnia 2014, 18:28
Kapłan swojego-czasu-jakiegoś-tam-boga uniósł ze zdziwienia brew, próbując przekrzyczeć tłum, mówił dość głośno do naga, ale sądził, że jego głos utonie w ogólnym harmiderze, a tu proszę młodzieniec doskonale usłyszał jego słowa, co w połączeniu z jego kocimy uszami nie zostawiało wątpliwości, Sylan. Quart zerknął z ukosa na naga. Tu wężoelf, tam kotoelf, zaprawdę jego dzisiejszy pacjent nie był jedynym "popędliwym" przedstawicielem swojej rasy, skoro ten świat zrodził tyle hybryd.

- Miło cię poznać Mroczny - odparł odrywając się od swojego kufla - ale dam ci jedną radę, z takim kosturem łatwo guza, dlatego ja noszę taki bez ozdób - dodał wskazując na swój drewniany kij przewieszony przez plecy - jednak głośne chwalenie się nieodpowiednimi rzeczami - dodał wskazując w stronę łowców - może się skończyć jeszcze gorzej, ale skoro już poruszyłeś ten temat to... jak wam smakuje wasze piwo panowie przy stoliku? Mam nadzieję, że jest takie samo jak moje! - rzucił weselejąc, picie tego trunku sprawiało mu większą radość niż powinno.

Bychu PW
19 sierpnia 2014, 01:49
Orekash wiedział, że tutaj podanie imienia nie jest do końca najlepszym pomysłem.
Postanowił nie podawać swojego. Na dobrą sprawę to dał mówić innym, chcąc lepiej rozeznać się w zaistniałej sytuacji. Na wieść o wiwernie do ubicia lekko się uśmiechnął, trochę jakby z politowaniem, trochę z zadowoleniem i nutką nadziei.
- Cóż, Twoje towary wyglądają nieźle, ale nie zaryzykuję ich użycia na sobie - wojownik o wyglądzie tygrysa skończył w ten sposób temat handlu.
Nie miał również zamiaru pić wina od kogoś, kogo ledwo co spotkał, więc ruchem ręki pokazał, że wina także nie chce. Orekash pociągnął solidny łyk piwa po czym westchnął.

Crystal Dragon PW
26 sierpnia 2014, 10:09
Arion widząc odmowę rakszasa, z powrotem przywiązał butelkę z winem do pasa.
- No cóż, nie wiesz, co tracisz.
Kiedy przypomniał sobie smak "piwa", kiedy był tu wcześniej, zebrało mu się na wymioty. Odczucie było większe, kiedy gnolka przyniosła zamówienia. Ale jednak dał się zaskoczyć. Dmak niechętnie pitego piwa był niesamowity, Org zaczął żałować tego, że podpił swoje wino. Zmarnował swój trunek, który mógł wykorzystać podczas innych sytuacji. Arion przysiadł prsy obrzyganym stoliku. Po chwili cichego zamyślenia wypalił bez zastanowienia na głos:
- A może schwytalibyśmy wiwernę wspólnymi siłami?

Belegor PW
26 sierpnia 2014, 22:11
Wszyscy
-Wy?! Ha hahaha!!
Waszą rozmowę przerwał kpiący śmiech mocno umięśnionego gnolla, który pił razem z innymi łowcami parę stolików dalej. Składali się z 3 reptilionów i 4 gnolli. Wszyscy śmiali się razem z przedmówcą, a potem cała karczma. Gnoll zachęcony dalej się z was nabijał:
-Co to w ogóle jest?! Staruch, jakaś płaska paskuda (do sylana), robalowaty i parę chłystków?! Wy nawet ślepego bazyliszka nie zdołacie złapać! Hahaha!!
Spójrzcie na siebie, może ten mięśniak i raksza jeszcze może przeżyją w dżungli, ale reszta? To mięso armatnie! Na smoczą rzyć, toż to parodia, nie drużyna! Nawet ten biały....
Wtedy gnoll zamilkł na chwilę. Karczma zaskoczona również. Na pysku bobołaka pojawił się wrogi grymas, po czym rzucił się w wasza stronę. Odtrącił każdego, kto stanął na drodze, nawet kelnerka dostała. Gdy doskoczył do waszego stolika złapał Jalcyna za gardło i syknął:
-To tty!!
-Hej, Wolfback uspokój się!-odezwał się jeden z jego ludzi, którzy dobiegli za nim. Gnoll warknął:
-Ty wiesz kto to jest?! Kto to jest?! To Jalcyn z Róży!! Zdrajca łuski!! Pies elfów!!! To on wydał moich braci i przyjaciół, którzy walczyli za wolność! To on wydał tym psom wioski, w których żyli!! To on spowodował ich śmierć!! To przez niego jesteśmy w tym bagnie!!!
Z każdym rykiem coraz mocniej zaciskał szyję Jalcyna. Ryknął do reszty:
-Spadać!! Tym razem zgładzi się zdrajcę tak jak powinien zdechnąć!!

Zamierzacie mu przeszkodzić, czy odsunąć się?

Bychu PW
26 sierpnia 2014, 22:30
Mimo swojej niezbyt honorowej i czystej przeszłości Orekash nie lubił gdy ktoś bił słabszych w jego obecności.
Raksza momentalnie wstał od stolika.
Nie dobył jeszcze swojej klingi, gdyż krwi również nie był skory przelewać w zbyt dużych ilościach. Wiedział, że pięściarstwo jest jedną z jego mocnych stron, dlatego pewien siebie próbował odciągnąć agresywnego Gnolla od jaszczura-albinosa, jednocześnie mówiąc głośno, ale spokojnie.
- Zostaw go. Będziesz bić kogoś kto nie jest w stanie się bronić?
Humanoidalny tygrys wiedział, że słowa wiele pewnie tu nie pomogą, lecz wolał spróbować, niż później żałować, że tego nie zrobił.

[Serio, proszę, niech mi ktoś zmieni w końcu ten nick xD]

Wiwern PW
26 sierpnia 2014, 23:07
- Poradzę sobie. Skazańcy nie będą mnie ratować.

Jacyn odruchowo przestraszył się gnolla, a gdy ten złapał za gardło był już bliski rozpaczy. Szybko jednak uspokoił się, choć jego oczy nie były już tak kpiąco zmrużone jak zazwyczaj.

Każda próba uwolnienia była bezcelowa. Gardło bolało go przeraźliwie, a mięśnie odmawiały mu posłuszeństwa. Z jednej strony liczył, że łowca zakończy jego bezsensowny żywot, ale z drugiej wciąż instynktownie próbował trzymać się życia. Do Orekasha poczuł pewną formę wdzięczności, ale jednak wolał samemu poradzić sobie ze swoim problemem. Każdy słowo było dla niego teraz męczarnią, ale jego cięty język był jedyną bronią, która mu teraz pozostała. Oczy zaszkliły mu się, a źrenice rozszerzyły się jeszcze bardziej. Wyglądał jakby płakał krwią, choć w rzeczywistości i tak byłoby to dla niego błogosławieństwo.

- Tak, to mnie zwą Jacynem Różą i jestem z tego powodu dumny, khy-khy. - zacharczał z trudem i zacisnął swoje słabe dłonie nerwowo. - Nie wiem o kim mówisz, ale nie żałuję, khy, ani jednego robaka rozgniecionego w celu zachowania pokoju. Ekh, ekh, gdybym mógł... khy-khy... wydawałbym rewolucyjne śmieci ponownie.

Sunlight splunął krwią. Dołożył kolejną cegiełkę do zachowania klimatu lokalu. Przez chwilę pomyślał nawet, że brakuje tylko wymiotów. Te pojawiły się już po chwili. Strużka rzygów wystrzeliła na podłogę, a mały ich ślad pozostał na policzku Jacyna. Ten z każdą chwilą zaczął wyglądać coraz żałośniej i kurczyć się w oczach. Jego wnętrzności jakby zagotowały się, wróciło wspomnienie wypadku, a magii nie miał siły już tłumić. Jego kpiący uśmieszek wyrażający pogardę i wyższość nie miał jednak zamiaru zniknąć z jego oblicza.

Możecie mnie upokarzać i miażdżyć. Nie dbam o to co zrobią mi rewolucyjne bestie i bezmyślni buntownicy. Zrobiłem za dużo dla pokoju, by przejmować się bezimiennymi śmieciami.

Belegor PW
27 sierpnia 2014, 11:31
Orekash i Jacyn
-Pokoju? Pokoju?! Tępienie własnego gatunku, własnych braci nazywasz pokojem?! Dacie się poniżyć elfom nazywasz pokojem?! Jesteś gorszy od nich?!
Gdy Jacyn zwymiotował krwią i treścią na rękę gnolla ten mocno rzucił nim w stronę ściany. Do ran jaszczura doszło nowe złamanie kilku żeber i pękniecie kości czaszki po zderzeniu z podłogą. Bez medycznej pomocy długo nie pociągnie. Gnoll od razu z łapami rzucił się na rakszasę sycząc:
-Ta łajza zasługuje na śmierć! Amoże ty też jesteś zdrajcą, co?! Też kapujesz elfom?! Heh?!
W tym momencie alkohol uderzył bobołakowi do głowy i uderzył pięścią w pysk Orekasha, po czym szykował się do zadania lewego sierpowego.

Crystal Dragon PW
27 sierpnia 2014, 11:58
W widzącym całą sytuację Arionie zaczął gromadzić się gniew. Fakt, był gburem i osiłkem, ale nie lubił bicia słabszych. Jego zdaniem to było niehonorowe. W końcu, spragniony bitki i nieco podpity Arion zadał gnollowi atakującego Orekasha potężnego lewego sierpowego, prosto w jego smordliwy pysk.
- Słuchaj no, śmierdzimordo, niezbyt lubię wyżywanie się na słabszych, a chętnie się dziś rozerwę małą walką pięściarską z tobą, a potem z twoimi koleżkami
Widać to był jeden z najlepszych dni Ariona w jego nędznym, marnym życiu. Zwyciężył nad strażą dalaerańską, a teraz z przyjemnością obije mordę jakiemuś głupawemu gnollowi.
- Będę wspaniale wspominał ten dzień z twoją krwią na moich pięściach. - Arion uśmiechnął się złowieszczo.
strona: 1 - 2 - 3
temat: [RPG] Wielkie Łowy

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel