Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Po cmentarzu włóczy się:
   Andruids
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Statek Widmo
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2

MG (Mhrokus Gigantus) PW
30 września 2012, 22:11
Dark DragonDark DragonAntares & Hobbit


Nagle ktoś zawył nieludzkim głosem w czeluściach jednego z pokładów. Markab
podniósł się, wstrzymał oddech i poczuł, jak dreszcz strachu napina skórę na jego ramionach, rękach i plecach, pełznie po ciele milimetr po milimetrze, stawiając włoski na karku. Na drugiej pryczy śpiący już Gentti przewrócił się na drugi bok i wymamrotał coś niezrozumiale.Rozległ się jeszcze jeden krzyk, tym razem cichszy. Markab tłumaczył sobie, że to po prostu jeden ze skazańców, kolejny koszmar zjeżdżający z taśmy na nocnej zmianie w fabryce koszmarów. Ale to nie brzmiało jak koszmar. To brzmiało, jakby więzień, takiej czy innej rasy, został zaatakowany.
Albo jakby zwariował.
Markab siedział w zupełnym bezruchu, mrużąc oczy i czekał, aż serce mu się uspokoi, proszę, niech się uspokoi. Ale nie chciało. Przypomniał sobie stworzenie z kantyny, zaginionego później więźnia, którego imienia nie znał, obserwującego go wyłupiastym czerwonym okiem. Ile jeszcze oczu było na niego skierowanych, a on nawet ich nie widział?
Prześpij się z tym.
Ale wiedział, że tej nocy już nie uśnie.

Tutaj na „Czystce” śniadanie rzadko kiedy było jadalne a czasami, pod wpływem miarowych wibracji, zdawało się wręcz poruszać, jakby wciąż jeszcze żyło. Tego poranka Markab wpatrywał się w ciastowatą, bezbarwna breję i w zanurzoną w niej oskrobaną chrząstkę, uformowaną w lepkie grudki jak mięsne gniazdo zbudowane przez mięsożerne owady. Grzebał obojętnie w swoim talerzu, aż wreszcie Gentti spojrzał na niego ciekawskim wzrokiem. Coś go widocznie trapiło. Byli kolegami z celi już od... a kto tutaj w ogóle liczy czas? Mimo swej wrodzonej nieśmiałości czuł, że musi pogadać ze swoim współwięźniem.

Dark DragonDark DragonDartanion (TopFunny525 wyjątkowo wciela się w rolę Alberto)


Alberto trafił do celi razem z Weedsterem. Strażnicy uznali, że ślepiec i starzec w jednej celi w ogóle nie będą sprawiać problemów. Przez bardzo długi czas musieli tam razem "mieszkać". Zdążyli się całkiem dobrze poznać, jako, że obaj wykazywali się sporą inteligencją toteż wymienili sporo doświadczeń. Alberto opowiedział mu swą historię, jak go pojmano i za co. Z czasem dowiedzieli się też co stało się z Orianną. Z różnorakich plotek i podsłuchanych rozmów dowiedzieli się, że jest ona przetrzymywana w magazynie 2D. A znali też kogoś kto mógł im załatwić wejście do tegoż pomieszczenia.

Podczas śniadania, jak to zwykle, siedli w samym rogu messy.

Dark DragonDark DragonTopFunny525


Orianna została natychmiast rozdzielona od Alberto i trafiła do głównodowodzącego na sprawdzenie jej systemów i funkcji. Konstrukcja jednak okazała się zbyt skomplikowana. W swej wściekłości rozkazano odesłać ją do jednego z magazynów. Tam też została całkowicie wyłączona.

Dark DragonDark DragonThe Doom


Zendaar przez większość czasu był przetrzymywany w oddzielnej, specjalnie dla niego przeznaczonej celi. W teorii trafił też do karceru, a tak naprawdę udało mu się przekupić kilku strażników i zacząć ich wykorzystywać do swych niecnych celów. Tak był już od tygodnia, kosztowało go to sporo pracy jednak było opłacalne. W końcu słynął z takich zagrywek.
Obecnie w pomieszczeniu razem z Huttem przebywał Shar Shazar, kapitan straży więziennej i podejmował rozmowę opowiadając o najbliższym celu podróży - jeden z karnych księżyców - Gradient Siedem, powinni tam dotrzeć za kilka standardowych dni, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem...
- Czy to wszystko co chciałbyś wiedzieć?

Bychu PW
30 września 2012, 22:25
Weedster siedział na śniadaniem i próbował spożyć je bez większych wymiotów.
Grzebał w nim łyżką jakby próbował przebić nią naczynie.
-_Twoja córka, sądzisz, że wciąż tutaj jest- zapytał Weedster ciekaw, czy Alberto wciąż wierzy- jeśli tak, musimy ją wydostać, jeśli chcemy jakoś przeżyć i stąd uciec_- ciągnął dalej szeptem.

Orianna PW
30 września 2012, 22:35
Tak - odpowiedział Alberto - ona wciąż tutaj jest, jestem tego pewien i jestem pewien, że potrzebuje naszej pomocy...

Alberto przez chwilę pogrąża się w swoich myślach, zastanawiając się, jak może uwolnić swoją najukochańszą córkę, jednocześnie, zadaje sobie to samo pytanie, kim jest tajemniczy osobnik i dlaczego chce pomóc jemu i Weedsterowi?...

Hobbicus PW
1 października 2012, 13:22
Warunki panujące na Czystce może nie były zbyt przyjemne, Gentti jednak zdawał się być zupełnie zobojętniały na to, co się wokół niego dzieje. Kiedy miał spać - spał i nie obchodziły go żadne hałasy, czy to wewnątrz, czy też poza celą. Kiedy miał jeść - jadł i nie obchodziła go jakość jedzenia ani nawet to, czy ta breja jest w ogóle jadalna. Kiedy miał nie zwracać uwagi na swojego towarzysza... ale takiego rozkazu, może na szczęście, nie dostał.

Od zawsze coś go hamowało w kontaktach społecznych. Nie potrafił się dogadać z własną rasą, a co dopiero z przedstawicielem ludzi. Na pewno było to związane z pewnego rodzaju odmiennością oraz niemożnością dopasowania się do danych układów - czy to panujących w świńskich wioskach, czy też wśród przemytników. Ciekawiej jednak te relacje się układały z innymi odmieńcami, nieobjętych ograniczeniami w postaci typowych schematów ukształtowanych przez cywilizację. Na pewno był wobec takowych nieco bardziej otwarty. Może właśnie dlatego Markab wzbudzał w nim zainteresowanie podobne do tego, jakie odczuwał w obecności bestii w pałacu Jabby? A może chodziło tu o podobne, powiedzmy, predyspozycje?

Gamorreanin dokończył szybko swój posiłek, po czym począł obserwować uważnie swojego współwięźnia. Zaczął się zastanawiać nad swoimi słowami, wymyślał, jak tu rozpocząć konwersację. Sytuacji nie poprawiał fakt, że Basic nie był mocną stroną jego rasy. Niestety, Markab nie wyglądał na takiego człowieka, co mógłby znać Gamorrese. Musiał więc zmusić się w sobie, by wyrazić swoje myśli w jak najprostszy i najbardziej zrozumiały sposób...

- C-ho Tobje y-est? - wydukał z siebie, wydychając z płuc przy tym ogromne ilości powietrza wymieszanego z zapachem padliny osadzonej na kłach. Tuż po tych słowach skulił się nieco, jak gdyby zawstydzony swoją nieznajomością najbardziej standardowego języka na terenie Rubieży. Mimo to postanowił ciągnąć dalej swoją myśl, coby ułatwić kontakt.

- Czy tho ph-taki w cie-le tańczo-ą? - wymamrotał wreszcie. Nie do końca wiedział, czy ten człowiek zrozumie użyte przez niego porównanie - przecież nie musi znać tego uczucia, a w Basicu takie określenie może być oznaką głupoty. Albo - co gorsza - obelgą. Gentti postanowił więc już być cicho i oczekiwać reakcji. Lub też, co by było dla niego najlepszym wyjściem, jej braku.

Markab PW
1 października 2012, 16:59
Markab wpatrywał się w ten talerz tak zwanych „smakołyków”. Po słowach Genttiego spojrzał życzliwie na towarzysza i odpowiedział: Nie wiem ile tu siedzimy, ale to miejsce, towarzyszu niedoli, potrafi przygnębić.

Bychu PW
1 października 2012, 17:05
Weddster przełknął breje którą strażnicy nazywali jedzeniem. Wiedział, że musi jeść, jeśli chce żyć.
- Słuchaj, siedzimy w tej celi razem już kilka ładnych chwil, a ja wciąż nie wiem kim jest osobnik, który może pomóc nam w odnalezieniu Twojej córki -_mówił Weedster -_Powiedz, skąd go znasz?
Mirakula był ciekaw, czy wynalazca wyznał mu wszystko.

Orianna PW
1 października 2012, 17:20
Alberto kończąc swoje zdanie, odpowiedział Weedsterowi :

- Nie do końca wiem, kim on jest. Ale musi to być jakaś szycha, skoro ma dostęp do magazynu, w którym jest przetrzymywana Orianna, podejrzewam, że będzie chciał się z nami spotkać, tylko nie wiem kiedy, gdzie i o jakiej porze...

MG (Mhrokus Gigantus) PW
1 października 2012, 18:05
Kiedy przenikliwy dźwięk obwieścił koniec posiłku, nasi bohaterowie wstali i przebrnęli przez mesę w tłumie innych więźniów. Z umieszczonych wysoko pomostów obserwacyjnych pilnował ich orszak umundurowanych imperialnych strażników więziennych i uzbrojonych szturmowców, którzy bezdusznymi czarnymi oczami śledzili, jak przechodzą do strefy wspólnej. Na dole więźniowie szli grupkami, wolnym krokiem, rozmawiając i śmiejąc się. Celowo przeciągali przejście do granic możliwości, wykorzystując każdy najmniejszy przejaw pobłażliwości ze strony strażników.


Dark DragonDark DragonAntares & Hobbit

Markab czuł lepką, cuchnącą bliskość wielu niemytych ciał i do głowy przyszło mu znowu określenie „mięsne gniazdo”, przyprawiając go o mdłości. Natomiast jedyną rzeczą, która wydawała się niepokoić Genttiego, było to, że mógł nie dostać kolejnej porcji tego, co COO-2180 za ladą nakładają na tace więźniów. Z takimi też myślami udali się na spacerniak aby dokończyć swą konwersajację...

Dark DragonDark DragonDartanion (TopFunny525 wyjątkowo wciela się w rolę Alberto)

To miejsce było jak jedno wielkie mięsne gniazdo. Krok po kroku, poruszając się z wystudiowaną niedbałością, zwalniali, coraz bardziej oddalając się od tłumu.
Alberto rozglądał się na prawo i lewo, nie zatrzymując nigdzie spojrzenia dłużej niż na chwilę lub dwie.
Wcześniej dostali odpowiednie koordynaty na spotkanie z tajemniczym informatorem. A odkąd znalazł się na pokładzie, Alberto starał się poznać rozkład „Czystki” tak dobrze, jak tylko było to możliwe. Podsłuchując rozmowy między strażnikami a androidami konserwacyjnymi, szybko się zorientował, że jest sześć głównych poziomów więziennych, których każdy mieści jakieś dwadzieścia do trzydziestu cel. Ponad nimi znajdowała się mesa, a za nią pomieszczenia administracyjne, kwatery personelu więziennego i ambulatorium. Nikt raczej nie wspomniał o izolatkach na samym dole barki. Niewiele też się mówiło o setkach metrów wąskich korytarzy, podpoziomów i mrocznych hal, które tworzyły heksagonalną strukturę każdego z poziomów.
Tak więc doskonale wiedzieli gdzie mają się udać. Jeden za drugim prześlizgnęli się przez otwarte wejście, przeszli raźnym krokiem wzdłuż wilgotnych prefabrykowanych ścian, a potem ruszyli w dół po schodach, w głąb przeżartych żółcią wnętrzności bloku głównego. Powietrze tutaj było dziwnie gęste i trudno się nim oddychało. Spływał do odnowionych filtrów powietrza, by powrócić znów do cyrkulacji wokół barki.
- No proszę – powiedział czyjś głos. – Jednak się zjawiliście... - Alberto znieruchomiał, instynktownie wyciągając rękę za siebie i spojrzał w otwartą przestrzeń przed nimi, która definiowała ich najbliższą przyszłość. Gdy jego oczy przywykły już do ciemności. Potrafił już rozpoznać sylwetki kilkunastu więźniów należących do dalphaniańskiego Gangu Facjat i stojącego przed nimi Aura Myssa. Weedster tego nie potrzebował, od razu wyczuł co znajduje się przed nimi. Wyczuł też coś niepokojącego, ale nie mógł zdefiniować do końca co.
To, czy dziwnie skrzywiony uśmieszek Myssa był przypadkiem genetycznym,czy też efektem jednego z jego legendarnych pojedynków na noże, stanowiło przedmiot nieustannych sporów pomiędzy więźniami. W obwisłej dolnej wardze, poniżej harmonijki spłaszczonego nosa, tkwiły plemienne kolczyki, które zbierał od przywódców pozostałych grup, w miarę jak razem ze swoim szefem Sixtusem Cleftem umacniali pozycje Gangu Facjat jako dominującej ekipy więziennej na „Czystce”.
- Jesteście w samą porę – stwierdził Myss, dzwoniąc przy tym kolczykami.

Bychu PW
1 października 2012, 18:23
Od pierwszej chwili wiedział, że będą z tego kłopoty, wyczuł obecność grupy istot bez problemu, po specyficznym odorze domyślił się, że jest to gang z którym lepiej nie zadzierać. Odsunął się do konta i subtelnie chwycił rękojeść swojego sztyletu, nie wyciągał go jeszcze, ale wolał być przygotowany.
- Czemu nas tu sprowadziłeś? Nie mamy nic na czym mogłoby Ci zależeć - rzekł poddenerwowany lekko Weedster z nadzieją, że nie dojdzie do rękoczynów.

Orianna PW
1 października 2012, 18:30
Alberto wiedział, że z tego spotkania mogą wyjść same kłopoty, wyczuł to, po uśmieszku Myssa i po tajemniczym stylu wymawiania się, tak czy inaczej, Alberto idąc w ślady Weedstera, zaczął mówić :

- Witaj, panie Myss. Słyszałem, że chciałeś nam pomóc w odnalezieniu mojej córki Orianny, która jest przetrzymywana w magazynie 2D, że tak się spytam, skąd u pana taka dobroć w pomaganiu nam? Dlaczego? Jaki w tym pana interes? I przede wszystkim, kim pan jest, że może pan nam załatwić wejściówki do magazynu? - Z lekkim podenerwowaniem pyta Alberto...

Markab PW
3 października 2012, 18:17
Na spacerniaku Markab zaczął do Genttiego:- Stary przyjacielu nie wiem, ile my tu już siedzimy. Straciłem rachubę czasu. Ale czas stąd jakoś wyjść, nie wiem jeszcze jak. Może masz jakiś pomysł?

Zendaar PW
3 października 2012, 23:21
Konwersacja w celi Zendaara przeciągała się niemiłosiernie. W końcu dało się słyszeć tupot stóp - to więźniowie zakończyli swój posiłek. Hutt tego dnia nie jadł razem z nimi. Od jakiegoś czasu robił to w swoim pokoiku. Jego zaopatrzeniem zajmowali się dwaj przekupieni strażnicy. Jeden z nich wykradał dodatkową rację żywności z kuchni, drugi dostarczał ją do 'klienta'. Sprytny rzezimieszek nie jadał tego, co inni pojmani. Posiłki mu dostarczane przeznaczone były dla żołnierzy - szturmowców, strażników, kapitana i reszty załogi, toteż smakowały i wyglądały nieporównywalnie lepiej od szarej brei.

- Biedni głupcy - pomyślał - Muszą jeść to ścierwo, które gotuje im ten tłusty, paskudny kucharz. Aż strach pomyśleć, czego mógł im tam nawrzucać!

Nagle rozmyślania antagonisty zostały przerwane przez Shar Shazara...

- Czy pan mnie w ogóle słucha? Zapytałem, czy to wszystko, co chciałby pan wiedzieć? - ponowił pytanie kapitan.

- Ach tak, bardzo przepraszam, zamyśliłem się - rzucił oschle Hutt - Hmm... Jeżeli pomógłbyś mi się stąd jakoś wydostać, Shazar, to wiedz - z pewnością bym ci się odwdzięczył. Domyślam się, że niezbyt wiele wam płacą w tej budzie. Mam spore oszczędności na Nal Hutta. Może masz ochotę napełnić kieszenie złotem?

Zapadło milczenie...

MG (Mhrokus Gigantus) PW
4 października 2012, 17:11
Dark DragonDark DragonThe Doom

- Bona nai kaczu - skomentował sytuację w huttańskim i to z całkiem niezłym akcentem. Po czym znów przeszedł na basic.
- Ile jesteś w stanie mi zaoferować i jaką mogę mieć pewność, że dotrzymasz umowy ? - zapytał oschle, ale widać było po nim, że zaczął powoli łapać przynętę.

Dark DragonDark DragonDartanion & TopFunny525 (wyjątkowo wciela się w rolę Alberto)

- To wszystko jest nieistotne. Ważne, że mogę wam pomóc - Myss wydał z siebie syczący bulgot, który mógł być śmiechem. Weedster wyczuł, dzięki swoim zmysłom, że to nie ten sam człowiek, który pierwotnie miał im pomóc. Alberto natomiast niczego nie podejrzewał.

Bychu PW
5 października 2012, 15:05
Weedster trącił wynalazcę chcąc zakomunikować mu, że coś tu jest nie tak.
Oby zrozumiał pomyślał.
- Dlaczego ktoś taki jak Ty chciałby nam pomóc, na dodatek bezinteresownie? Ale powiedzmy, że ja Ci wierzę, ale jak możesz nam pomóc. Weedster cały czas trzymał rękę na swym sztylecie - mogłem go jednak bardziej naostrzyć - myślał z nadzieją, że jego i Alberto nie czeka nic złego.

Zendaar PW
5 października 2012, 23:13
Hutt wybuchnął śmiechem.

- Pytasz mnie, ile mogę ci zapłacić? Ile JA mogę ci zapłacić? Dobre sobie... Co powiesz na osiemdziesiąt tysięcy kredytów.

(...)

- Jeżeli tylko ośmielę się cię oszukać, zabij mnie - zarechotał ponownie Zendaar - Nigdy nie zawiodłem żadnego ze swoich klientów!

Dark DragonDark DragonPamiętaj, że odgrywasz jedynie swoją postać. Nie opowiadasz losów innych postaci (kapitan), którymi to zajmuje się GM.


@EDIT (Pamiętam, pamiętam. Myślałem, że jeżeli ponowię pytanie kapitana, nic się nie stanie, a dialog będzie po prostu wyglądał ciekawiej i bardziej 'naturalnie' :P )

Dark DragonDark DragonPowtórzenie dialogu to jedno... ale dopisałeś nie tylko to, a o wiele więcej. W tym problem był :)

Orianna PW
6 października 2012, 22:59
Alberto zauważył, że Weedster jest nieco podenerwowany, i że już zaczynają mu puszczać nerwy, widać, że czegoś się obawiał ze strony Myssa, tylko nie wiedział czego...

- Spokojnie przyjacielu - Powiedział starzec - Złość, nie pomaga, wręcz przeciwnie, szkodzi nie tylko tobie, ale też wszystkim dookoła. Uspokój się Weedster... Wracając do tematu, skoro pan chce nam pomóc, to dlaczego pan nas od razu nie zaprowadzi do Magazynu, gdzie przebywa Orianna? Od dłuższej chwili tutaj przesiadujemy z niewiadomych powodów, a moglibyśmy od razu działać... Prawda? - Zapytał się Alberto

Hobbicus PW
7 października 2012, 20:00
Prosiak milczał. Tak przynajmniej wyglądało to z perspektywy Markaba.

Z perspektywy samego prosiaka zaś sytuacja była... niekomfortowa. W okolicy nie było nikogo, kto mógłby mu coś poradzić, wydać jasny rozkaz, posłać do roboty. Zamiast tego miał człowieka, który chciał od niego rady. Człowieka, który sam był w tarapatach i potrzebował pomocy. Ale dlaczego akurat od Genttiego? Czy Little naprawdę wygląda na kogoś, kto mógłby komukolwiek pomóc?

Sam Gamorreanin w to wątpił. Wolał nie decydować o własnym życiu, a co dopiero o cudzym. Gorzej z tym, że odmowa nie przejdzie mu przez gardło. I tak źle, i tak niedobrze - a Markab wcale nie musi być pokojowo nastawiony wobec swoich współwięźniów.

- N-nie whiem - chrząknął. Przełknął szybko ślinę, po czym kontynuował - Moe rhęce nie są... gnazdo... uhm... Ale... może inni wiedzhą? Tam? - wskazał nieśmiało na pierwszą lepszą grupkę więźniów spacerujących po okolicy z nadzieją, że wskaże ją w miarę poprawnie... albo że Markab nie zrozumie jego słów i będzie miał więcej czasu do namysłu.

Markab PW
7 października 2012, 21:57
Markab zamyślił się nad słowami Genttiego po czym odrzekł.- Nie wiem czy mi zaufasz ale masz moje słowo że nie zdradzę cię. Potem jeszcze dodał.- Ale nie możemy ufać nikomu kto tu przebywa...

MG (Mhrokus Gigantus) PW
9 października 2012, 21:30
Dark DragonDark DragonDartanion & TopFunny525 (wyjątkowo wciela się w rolę Alberto)

- Oczywiście, jednak jest jeden mały problem. - Myss spojrzał na delphaniańskich więźniów stłoczonych wokół niego.
- Otóż obiecałem już moim ludziom, że będą mogli was zabić.
Na razie nikt się nie ruszał, a Alberto nie miał pojęcia, co się szykuje.

Dark DragonDark DragonThe Doom

- Taki układ wydaje się być w miarę rozsądny, jednak naraża mnie na konsekwencje ze strony Imperium. Proponuję pół miliona kredytów! - rzekł to w tonie wprawionego negocjatora. Jednocześnie dało się wyczuć jego niepohamowaną rządzę pieniądza.

Dark DragonDark DragonAntares & Hobbit

Nagle jeden z więźniów przewrócił Markaba ciosem wyprowadzonym z barku. Typowa więzienna zagrywka. Markab nie był w stanie opisać jego rasy, lecz zdecydowanie był to jeden z większych osobników jakie dane mu było widzieć za żywota. Do tego ta zgniła barwa ciała.
- uważaj jak łazisz, łachudro - rzekł oprych z poczuciem wyższości. Nikt nie zwrócił zbytniej uwagi na jego występek.

Orianna PW
9 października 2012, 21:43
Alberto, usłyszawszy odpowiedź Myssa, domyślił się, dlaczego Weedster był tak zdenerwowany, widząc przed sobą bandę ludzi Myssa, domyślił się, że mają nikłe szanse w starciu z nimi, dlatego Alberto powiedział...

- Mamy marne szanse Weedster! Widzisz, ilu ich jest, i jak silni mogą być, musimy się stąd wynosić! Szybko! Uciekaj póki to możliwe!

To mówiąc, bierze pod rękę Weedstera i zaczyna jak najszybciej uciekać, nim ludzie wroga, się zorientują w sytuacji...
strona: 1 - 2
temat: [RPG] Statek Widmo

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel