Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 13 - 14 - 15

Belegor PW
4 czerwca 2015, 11:22
Wbrew oczekiwaniom, relacja nekromantki brzmiała prawdopodobnie. Póki Sel i pozostali niczego nie powiedzieli musiał się oprzeć na słowach łysej kobiety. Spojrzał z lekkim niedowierzaniem na stateczek i zapytał:
- W atak orków mogę bez problemu uwierzyć, wszak ostrzegali przed nas. Ale gnolle? To plemię nas ciepło przyjęło, bądź chciało. Obecnie Styg i paru kompanów poszło z nimi do miasta, ja z resztą wróciłem po was, bo musiałem się upewnić, że dacie radę nas dogonić. Jak teraz mam im wyjaśnić, że stracili część członków i statek bo niby...was zaatakowali?

Trallar oczekiwał odpowiedzi. Ryzykował, z powodu nekromantki, ale do tej pory nie wykazywała się chęcią przejęcia przywództwa. Wydawało się, że jej obojętnie kto dowodzi i dokąd w ogóle idzie drużyna.

Selawiw PW
11 czerwca 2015, 19:31
Gnoll delikatnie mówiąc przesadził. W pierwszej kolejności z uderzeniem. Jego przeciwnik stracił przytomność, ale Selawiw nie miał się wiele lepiej. Zamroczyło go. Uderzenie głową nie było zbyt mądre. W myślach jak mantrę powtarzał tylko Nosołamacz! Po raz pierwszy postanowił samemu przyznać sobie przydomek za zasługi. Nawet nie zauważył, że gnolle atakują go, ale z pomocą przybyły marionetki Sezefienne. Serce zabiło mu mocniej. Gdyby nie one, to przeciwnicy roznieśliby go na strzępy. Bał się już, że straci drugie oko. Broń była przerażająco blisko twarzy. Na szczęście nic się nie stało, a Sebastian dokończył starcie, pozwalając Psiemu Zdrajcy zadumać się nad magią nekromantki. Zaczęła budzić w nim wyjątkowo skrajne emocje. Za uratowanie życie, zaniósłby ją na rękach ku wywalczonemu okrętowi. Z drugiej strony, widząc kątem oka jej krwawy rytuał, czuł niesmak. Pogarda mieszała się z fascynacją. Na moment zapomniał o zdobytym okręcie. Nie mógł się nacieszyć jego pięknem. Tak bardzo chciał teraz wejść na niego i delektować się każdym krokiem po pokładzie. Sebastian wiedział co robić. Gnoll mógł dostać się do zapasów, a potem odpłynąć. Oczywiście wtedy musiał pojawić się głos rozsądku pod postacią Trallara. Po raz pierwszy gnoll zareagował agresją na jaszczura, który mógł zakończyć jego marzenie o pływaniu i szybkiej ucieczce. Zawarczał na niego i wyszczerzył kły, ale w porę opamiętał się. Trochę mu się głupio zrobiło i wiedział, że kompan miał prawo go uderzyć. Choćby za sam fakt powierzenia mu dowództwa, a potem wypięciu się na niego. Spuścił głowę, westchnął, a potem ruszył do nekromantki. Widział, że jest zamroczona. Może nawet ranna, bo dłonie były pokryte krwią. Wziął ją na ręce i zaniósł ku okrętowi. Chciał rozmawiać z jaszczurem, gdy wszyscy będą już na okręcie. Wtedy łatwiejsze będzie stawianie warunków i kłamanie. Nigdzie gnoll nie czuł się tak pewnie jak jednostce morskiej. Kobieta nie protestowała, a przynajmniej nie wyczuł w niej oporu. Podświadomie chciał osobiście ją wprowadzić do jego świata marzeń.

Pierwsza.

Postawił kobietę, a potem spojrzał na Sebastiana. Zamroczenie powoli ustępowało. Bez niego nie odważył się tak stanowczo obejść z nekromantką. Szybko rozejrzał się po okręcie. Próbował ocenić dokładnie jak stoją z zapasami. Miło byłoby natknąć się na akcesoria kucharskie, prowizoryczne wędki, sieci i wino, za którym zatęsknił. Trzymał się jednak zasad i wciąż zamierzał nie pić. Instruował jednookiego, przyśpieszając odpłynięcie. Musiał jednak w końcu odnieść się do pytań jaszczura. Szanował go. Dlatego też kłamstwo przyszło mu z trudem.
- Grozili nam na wstępie. Chciałem im oporządzić kraba. Byli dziwnie stanowczy i agresywni. Pływałem po wszystkich morzach i wiem, że takim jak oni się nie ufa. Sytuacja w naturalny sposób się potoczyła. Było trzeba się bronić. Nie ukrywam jednak, że wypłynięcie jest wskazane. Nieznane wyspy to siedlisko wszystkiego co najgorsze dla pirata. Wiem, że możesz się obawiać przemierzać wody na jednostce tego typu, ale ryzyko to część pirackiego życia. Nawet jeśli ryzyko zaczynasz przeliterowywać jako s-a-m-o-b-ó-j-s-t-w-o. - gnoll spuścił głowę, by nie patrzeć kompanowi w oczy. Próbował przestawić się z Nosołamacza na Psiego Zdrajcę. - Nasi towarzysze są ważni, ale nie wiem czy bezpieczny i opłacalny będzie powrót po nich.

Na moment dziwnie ukłuło go w sercu. Potem jednak spojrzał na pierwszą i drugiego. Z Trallarem nie chciało mu się rozmawiać, ale z nekromantką jak nigdy wcześniej. W sposobie jaki łgała, manipulowała i epatowała piracką zdradliwością... tak, była idealna.

Sezefienne Vitali PW
11 czerwca 2015, 23:05
Jakże nadzwyczajnie miło ze strony gnolla, że ten chciał ponieść nekromantkę niczym wyobraźnia. Pozwoliła zwierzołakowi na takie zachowania, wygodnie było. Pomyśleć, że nigdy do tej pory nie wpadła na pomysł, by na przykład jej nieumarli służący ją nosili... Na przykład w lektyce! To wyśmienity pomysł!

Na pokładzie Selawiw wdał się w rozmowę z jaszczuroczłekiem. Zorientowała się w sytuacji, kiedy Labrador wyraził się niechętnie o wracaniu po towarzyszy, a także ustosunkowała się do słów Tallara odnośnie tego, że reszta się zabrała do miasta.
- A co jeżeli tamte psiogłowce tak zdradliwe jak te były? Do całego gniazda ich prowadzą. Czy nasi kompani jeszcze żywi, czy tylko jakoby nie wiedzą, że już martwi? - zadramatyzowała. Nie miała ochoty schodzić ze statku jak już ja nań wniesiono.
- Polać wina panu Selawiwowi, bo dobrze prawi! Honorowi giną w przez swe zapędy, ci co pierzchają pierwsi żyją najdłużej, wiem bo wiele razy widziałam. - przekonywała.
Po chwili jeszcze dodała - A jeżeli nic im nie grozi, to nic im nie grozi. Możemy więc wypływać! - zarządziła, odwracając się zamaszyście, a chrumkający nieumarli rozpierzchli się po pokładzie. I wtedy tak nieumarli, tak jak sama Vitali zamarli w bezruchu. Ot blada arystokratka nie umiała statku. Odwróciła się w stronę Psiego Zdrajcy.
- Panie Selawiw, instruujże mnie pan! Co moi służący mają poczynić? - wszak nie mogła przekazać kontroli nad łątkami gnollowi, to było magicznie niemożliwe. Będzie musiała pośredniczyć między jego rozkazami a wykonywaniem poleceń przez trupich orków.

Hobbicus PW
22 czerwca 2015, 17:56
Selawiw wraz z Sebastianem zaczęli instruować nekromantkę co do obsługi statku. Inteus, jakby przekonany do tego, co mówili mu towarzysze, wszedł na pokład razem z nimi i pomagał przy obsłudze żaglu. Tylko Trallar stał na brzegu jak wryty i się zastanawiał, co począć.

- Wchodź, nie mamy czasu! - krzyknął mag ognia do jaszczura. Trallar wszedł jakby od niechcenia i stanął przy burcie, gapiąc się na wyspę. Miał mieszane odczucia wobec wszystkiego. Miał problem z zaufaniem zarówno jednej, jak i drugiej stronie rzekomego konfliktu. Wierzył w dobre intencje Labradora i Sezefienne, ale jednocześnie wierzył w dobre intencje tych, którzy go przyjęli. W tym całym amoku myśli nawet już nie zastanawiał się nad tym, co dalej będzie ze Styg - wydawało się więc, że ich drogi się tutaj rozchodzą.

***

Lanya poczęstowała Styg winopodobnym napojem z manierki, która leżała obok. Sauria szybko wypiła trochę trunku, z trudem powstrzymując pragnienie. Choć alkohol nieco palił, ulżyło jej. Przełknęła ślinę i czuła, jak płyny rozmasowują jej gardło od wewnątrz.

Do pomieszczenia wszedł jakiś gnoll z opatrunkami. Zaczął nakładać maść leczniczą na oparzoną rękę jaszczurzycy i bandażować ją, coby rana szybciej się zagoiła. Styg poczuła się jak w domu, w swojej rodzinnej Tatalii, gdzie gnolle i jaszczury wzajemnie sobie pomagały w medycznych pracach, przekazując sobie różne specyfiki i wywary.

Nagle do pomieszczenia wpadł jeden z gnolli, wyraźnie spłoszony. Nie zauważając obecności saurii, mówił bez ogródek:

- Pani! Reszta uciekła, łącznie z jaszczurem i magiem!
- Co?! - krzyknęła Lanya, wyraźnie zdenerwowana. - Nie możemy na to pozwolić! Przygotujcie działo, ale już!

Zanim Styg zdążyła jakkolwiek zareagować na ten rwetes, nagle poczuła się dziwnie słabo. W głowie się jej zakręciło, a ona sama zaczęła powoli osuwać się na podłogę. Ostatnie co zdołała zobaczyć to manierka, która zdawała się być jednak czymś więcej niż zwykłym trunkiem...

***

Selawiw i spółka byli już spory kawałek od brzegu. Płynęli spokojnie, bez większych rewelacji. Grupa nieumarłych orków spisywała się świetnie jako załoga. Sezefienne była z siebie dumna - w mgnieniu oka nauczyła się obsługi statku, a to wszystko dzięki dwójce ledwo co poznanych towarzyszy.

Nagle wszyscy usłyszeli huk. Po chwili nieopodal statku nastąpił ogromny plusk wody. Wszyscy zamarli w przerażeniu. Usłyszeli drugi wybuch i tym razem już dostrzegli, co to było - kula armatnia zmierzała w stronę statku. Wylądowała tuż obok niego. Potem trzeci huk - i tym razem kula trafiła prosto w Sebastiana, urywając mu głowę i wbijając się kolejno w orka-truposza, kadłub i wodę.

Statek zaczął tonąć. Panna Vitali w przerażeniu rozkazała orkom naprawiać pokład, ale nic to nie dawało. Nastąpił kolejny huk i kolejna kula trafiła prosto w pokład. Statek zaczął się zapadać, a cała załoga wpadła do wody, rozbijając się po drodze o deski i skrzynki. Selawiw jako ostatni tracił przytomność, próbując wyciągnąć nekromantkę z morza...

***

ROZDZIAŁ IV

PLEMIENNE RYTMY

***

Styg otworzyła oczy. Jak przez mgłę ujrzała sylwetkę gnollicy rozmawiającej z jakimś orkiem. Powoli odzyskiwała pełną świadomość, i wtedy postrzegła, jak ork przekazuje Lanyi i innym gnollom jakieś owoce i diamenty. Lanya na pożegnanie spojrzała z chytrym uśmiechem na saurię, po czym odeszła ze swoją kompanią gdzieś w dal.

Jaszczurzyca zorientowała się, że siedzi w klatce. Do tej klatki podeszło paru orków, podniosło ją i zaczęła nosić gdzieś w głąb dżungli. Podróż nie trwała jakoś szczególnie długo, ale dla zmęczonej Styg dłużyła się niemiłosiernie. Próbowała jakoś zagadać do orków, ale okazało się, że wszyscy potrafią się porozumiewać tylko w jakimś prymitywnym narzeczu.

Po pewnym czasie orkowie wraz z saurią w klatce doszli do wioski. Tam już zdawała się szykować jakaś uczta plemienna. Ku swojemu zaskoczeniu zobaczyła, że przy ognisku siedzą związani Inteus, Selawiw, Sezefienne i Trallar. Zaczęli się akurat przebudzać, widać jednak było po nich, że mają obolałe ciała i głowy. Zupełnie tak, jakby obudzili się z jakichś ruin albo po potyczce z kimś.

Styg została ustawiona w pobliżu rozpalanego właśnie ogniska. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć do towarzyszy, do których ponownie wróciła, orkowie zaczęli wybijać plemienne rytmy. Część dzikusów rozpoczęła dość prymitywny, ale wesoły taniec wokół ogniska. Wydawać się mogło, że całą wioskę opanował imprezowy chaos, ale wszystko zdawało się być pod kontrolą, a żaden ork się nie uśmiechał.

Do ogniska podszedł jakiś starszy ork, ubrany w szatę uszytą z liści i trzymający w lewym ręku kij. Wyciągnął spod szaty jakąś sakiewkę, z której wysypał proszek prosto do ogniska. Nie minęła sekunda, a z ognia zaczęła ulatywać magiczna aura. Formowała się w kształt pionowego okręgu ponad ogniem. Gdy okrąg już stał się całkiem wyraźny, zaczął błyszczeć. Sezefienne szybko zrozumiała, co to jest. Orkowie w jakiś sposób otworzyli portal do wymiaru powietrza, z którego zaczęła ulatywać energia powietrznych istot. Po chwili można było dostrzec, jak z portalu wychodzi powoli jakaś chmurna istota, o kształtach przypominających ludzkie...

Belegor PW
28 czerwca 2015, 12:05
Trallar po raz ostatni dał stery gnollowi. Wiedział, że to źle się skończy. Kradzież łódki, porzucanie swoich, trzeba było ich zaatakować z zaskoczenia. trzeba było wprowadzić ich w pułapkę, ale nie...musieli wiać, musieli wiać i to prosto pod armatę....skąd u licha wzięli armatę?! Reptilion nie zdążył nawet przeklnąć, gdy wszyscy wylądowali w wodzie. Gdy się ocknął był przywiązany do jakiegoś pala i na dodatek wśród orków w liściach, którzy mają w głowie tylko jedno.
Gdy reszta się budziła Trallar syknął do Selawiwa:
- Ostatni raz pozwoliłem ci wziąć stery tej misji. Jeśli przeżyjemy ukręcę ci twój zaśliniony łeb psi zdrajco.
Zauważył, że również Styg tu była, widać miał racje nie ufając również gnollom. Zakpił sytuację:
- Znowu razem, to chyba kurwa jakieś przeznaczenie. Miło, ciepło się zrobiło, ale trzeba wiać.
Trallar spojrzał na Inteusa i widząc jak się budzi zapytał:
- Inteus, jesteś magiem ognia dasz radę wykorzystać t ognisko na naszą korzyść. Nie mam zamiaru byśmy skończyli jako czyjeś jedzenie.

Styg Sneersnare PW
14 lipca 2015, 00:31
Sprzedali ją.

Czy mogła mieć im to za złe?

Dlaczego reszta uciekła? Podobno zostali zaatakowani przez orków, nawet Trallar pobiegł im pomóc, dlaczego ją porzucili?

A może zostali zaatakowani przez te miejscowe gnolle? Może od początku chcieli ich sprzedać? Wszak Lanya miała zawczasu przygotowany jakąś oszałamiającą miksturę.

Równie dobrze mógł to być zwykły napój znieczulający, którego "ubocznymi" skutkami była senność, zaburzenie równowagi, a także zmęczenie. Każdy szanujący się znachor i każda szanująca się wiedźma miała specyfik tego rodzaju na składzie. Powody były oczywiste, naćpany pacjent nie zadaje męczących pytań, bezwolnie poddaje się kolejnym zabiegom no i przede wszystkim łatwiej go naciągnąć. Tak, przy jej masie ciała i po tym co przeszła to jeden łyk czegoś takiego mógł ją obalić.

Co można powiedzieć o kraju w którym nawet "inteligencja" i "medycy" nie mają żadnego kodeksu etycznego, ani chociaż jego fasady?

Tymi i podobnymi przemyśleniami zadręczała się przez całą drogę, ciężkie myśli krążyły wokół jej głowy niczym natrętne insekty, które mimo prób odganiania wracały dalej ją męczyć. Nawet desperackie próby zagadania "świniarzy" spełzły na niczym.

Żeby dwie różne rasy nazywać orkami? To prawie tak samo beznadziejny przypadek jak z tymi syrenami. Jedne były powiązane z harpiami, drugie z nagami, których alabastrowa skóra budziła uzasadnioną zazdrość czarodziejek w Bracadzie.

Chyba jednak jej "towarzysze" coś odwalili, z jednej strony przypadkowa zbieranina istot z nekromantką na czele, a z drugiej strony zwykła grupa gnolli próbujących przeżyć kolejny dzień. Kto był bardziej zdradliwy?

Odgadywanie motywów przelotnie widzianych istot przerwało jej dotarcie do celu. Wiocha jak wiocha, w lepszym nastroju Styg może nawet oddałaby się jakiejś naukowej obserwacji. Jednak obecnym stanie nawet zaskoczenie po ujrzeniu znajomych twarzy wzbudziło u niej tylko ironiczny uśmiech.

Rozpoczęcie rytuału skłoniło ją do podjęcia jakiegoś działania, może to te rytmy ją rozbudziły? Z początku naszła ją myśl, żeby "zdestabilizować" ten zagadkowy dla nie przepływ magii wywołany przez starszego orka. Problem był w tym, że nawet gdyby "zrobiłaby" ładną eksplozję to wciąż byłaby w klatce, gdzie mógł ją zadźgać byle świniarz z naostrzonym patykiem.

Dlatego też korzystając z tego, że uwaga wszystkich chwilowo jest zajęta ogniem z magiczną aurą, postanowiła zapoznać się z "częścią zamykającą" jej klatkę. Przy "dyskretnym otwarciu" będzie mogła wydostać się w "odpowiednim momencie".

Hobbicus PW
15 lipca 2015, 19:28
- Co ja mam niby zrobić? - wycedził przez zęby Inteus. - Nie zmanipuluję ognia tak, by nas nie poparzył. Nie jestem jakimś pieprzonym chirurgiem, by podpalić tylko związujące nas liny, a narażać się na spłonięcie nie zamierzam. Zresztą - wyszeptał jeszcze ciszej - wygląda na to, że towarzyszy nam również ta wiedźma i coś kombinuje z zamkiem. Może ona wywoła jakieś zamieszanie i nam się uda stąd uciec...

Rzeczywiście, Styg rozpracowała szybko mechanizm klatki i otworzyła delikatnie jej wejście. Szybko jednak zorientowała się, że jej plan ma jedną znaczącą wadę - tuż przy drzwiczkach stał jeden z orków i blokował możliwość wyjścia. Sytuacja znowu zrobiła się patowa, ale przynajmniej Styg nie utkwiła w klatce na zawsze. Taką miała nadzieję.

Tymczasem z portalu i chmury dymu uformowała się postać. Magowie w postaci Inteusa, Styg i Sezefienne szybko rozpoznali w tym stworzeniu żywiołaka powietrza - istotę przywoływaną często przez tych bardziej wprawionych magów i elementalistów z wymiaru powietrza. Przywołanie takiego żywiołaka było czarem naprawdę wysokiej klasy i aż dziwne było, że udało się to tak prymitywnym szamanom z wioski orków. To jednak nie było w tym momencie ważne - uformowana istota zaczęła rozglądać się nerwowo dookoła, wzbudzając trwogę wśród tubylców. W końcu skupiła swoją uwagę na związanej czwórce bohaterów.

- PROSZĘ, PROSZĘ, KOGO MY TU MAMY - odezwała się przeraźliwie zniekształconym głosem. - OD LAT OTRZYMUJĘ TYLKO JAKIEŚ OFIARY ZE ZWIERZĄT I PTACTWA, A TYM RAZEM TA GŁUPIA WIOSKA ZNALAZŁA JAKICHŚ HUMANOIDÓW! WYBORNIE, JUŻ WYCZUWAM OD WAS, JAK JESTEŚCIE PRZEPEŁNIENI ESENCJĄ MAGICZNĄ! NADACIE SIĘ IDEALNIE, ŻEBY ZASILIĆ NIEPOHAMOWANE ŻĄDZE LORDA TAMARA!

Orkowie zaczęli skandować jakieś słowo, które brzmiało jak "G-huran". Cokolwiek ono znaczyło, wywołało to w żywiołaku napad maniakalnego śmiechu. Istota zaczęła krążyć wokół ogniska, wywołując silne podmuchy wiatru. Wszyscy zgromadzeni towarzysze niedoli poczuli, jak powoli zdaje się zbliżać ich koniec...

***

Doether biegła przed siebie w swojej jeleniej formie. Wydawało się, że już zgubiła swoich potencjalnych oprawców, lecz czuła, że mogą za nią dalej biec. Nie oglądała się za siebie w strachu przed włóczniami i czarami szamanów. O mały włos nie dostałaby kulą ognia w swój zadek. Całe szczęście refleks jej nie zawiódł - szybko dokonała morfizacji i w swoim rogatym ego ruszyła w dżunglę.

Po kiego diabła kreegańskiego królowa Lamanda wysyłała ją na taką wyprawę? Nic dobrego z niej nie mogło wyniknąć. Jej statek był ledwo co zdolny do wypłynięcia i nawet z dobrymi umiejętnościami nawigacyjnymi czarodziejek szanse na przeżycie były niewielkie. Ale rozkaz to rozkaz. Teraz siedziała sama na jakiejś zaludnionej przez orki wyspie i uciekała przed niebezpieczeństwem.

Elfka zatrzymała się przy jednym drzewie. Usłyszała hałasy. Brzmiały one jak rytmy bębnów przeplatające się z niskim, chrypiącym skandowaniem jakiegoś słowa oraz dziwnie brzmiącym śmiechem. Podeszła bliżej do krzaków i próbowała przez nie dojrzeć, co takiego jest źródłem tych dźwięków. Nic jednak nie widziała przez gęste zarośla. Wchodziła w gąszcz coraz bardziej i bardziej, nie mogąc zaspokoić swojej ciekawości. Gdy już prawie wystawiła pysk przez rośliny, gałązka się załamała pod jej kopytem. Próbowała utrzymać równowagę, ale pnącza były nieubłagane - wytoczyła się z krzaków prosto w środek zamieszania.

***

Cała piątka razem z orkami nagle ujrzała, jak z krzaków wypada jeleń. Jeleń na takiej wyspie to był raczej nietypowy widok, pośród tych wszystkich egzotycznych stworzeń to raczej ostatnie zwierzę, jakiego można było się spodziewać. Zwłaszcza że to był jeleń leśny, typowy dla Lasów Tulareańskich czy Kriegspire. Orkowie wszyscy naraz zareagowali na ten widok w jeden, ten sam sposób - zaczęli uciekać w panice.

- STÓJCIE! TO ZWYKŁY JELEŃ! CZEGO SIĘ BOICIE, TĘPAKI?! ECH, POWINIENEM SIĘ NAUCZYĆ ICH JĘZYKA, BY PRZEMÓWIĆ IM DO ROZUMU... - westchnął żywiołak powietrza, krążąc dalej niespokojnie wokół ognia. Na nic się zdały jego prośby - po chwili wszyscy orkowie uciekli z wioski. Została piątka towarzyszy, Doether i żywiołak.

Styg wyszła z klatki i spojrzała na jelenia. Doether spojrzała na jaszczurzycę. Zaczęły tak się wzajemnie sobie przyglądać. Styg szybko wyczuła, że to morf, a nie prawdziwe zwierzę. Żadna z nich jednak nie wiedziała, kto ma się odezwać pierwszy.

Doether PW
15 lipca 2015, 19:51
Wmawiała sobie że to taktyczny odwrót ale prawda była inna... uciekała, najnormalniej w świecie uciekała i dziękowała że wybrała tą postać. Jeleń da radę uciekać, puma już nie.
Jakoś zgubiła swój pościg a przynajmniej miała taką nadzieję, gdy usłyszała te dziwne dźwięki, bębnów? Taaa chyba tak. Cały czas w postaci jelenia, coraz bardziej ostrożna ruszyła w stronę dochodzącej muzyki (?)
Chwila.. klatki? Orkowie? Żywiołak? To były pierwsze rzeczy jakie zauważyła zanim stanęła jak wryta przypatrując się temu. Najpierw ją gonili a teraz uciekają? To miłe ale co tu do cholery się dzieje? Takie miała myśli zanim z więzienia wyszła chyba jaszczurzyca? Tak przynajmniej oceniały ją zmysły człowieka, jeleń wolał uciekać. Na żywiołaka uwagi na razie nie zwracała, nie wiedziała czy ma się zmienić i odezwać czy dać pierwszeństwo temu zwierzęciu..?
, potrząsnęła łbem jakby ze zniecierpliwieniem.

Styg Sneersnare PW
15 lipca 2015, 21:57
Styg podrapała się po pysku. Wedle jej ogólnej wiedzy całkowita "polimorfia" (czy jak tam to się zwało) ciała to magia o porównywalnym stopniu trudności co właśnie przywoływanie żywiołaków. Owszem, taka "kamienna skóra", "poroże bojowe" czy "mleczne cycki" były stosunkowo prostymi "zmianami" i nawet ona mogłaby się pokusić o wytworzenie odpowiedniej mikstury. W razie problemów, powrót do "normalnego" stanu byłby dosyć prosty.

Jednak takie powierzchowne modyfikacje były niczym wobec zmiany całego swojego ciała! No chyba, że obecny stan istoty przed nią był spowodowany "cudzą klątwą", to co innego. Niemniej wbrew komentarzom żywiołaka reakcja "świniarzy" zdawała się całkiem rozsądna, a przynajmniej zachowawcza.

Zwierzę potrząsnęło łbem.

Chciało jej coś przekazać? Wiedźma rozejrzała się wokół i... przypomniała sobie o żywiołaku i swoich "towarzyszach".

- Eee... dziękuje? - zwróciła się do jelenia. Czy on w ogóle znał jakąkolwiek odmianę "wspólnego"? - ale ta gadająca chmura być groźna i ja musieć uwolnić moich towarzyszy! - dodała bezwiednie.

Chyba zbyt długo przebywała z tymi orkami.

Ponownie spojrzała się na żywiołaka, niby tylko krążył, ale w każdym momencie mógł strzelić jakąś błyskawicą... albo czymkolwiek innym. Dlatego też Styg nie spuszczając "chmurniaka" z oka zaczęła go okrążać po szerokim łuku. Byleby dotrzeć do swoich towarzyszy i przeciąć ich więzy. Oczywiście zacznie od Trallara, ale spróbuje także uwolnić resztę. Nawet jeśli im niespecjalnie ufała.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10 - 11 - 12 - 13 - 14 - 15
temat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel