Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 6 - 7 - 8 ... 13 - 14 - 15

Styg Sneersnare PW
7 maja 2012, 18:20
Styg zamrugała oczyma i powolnym ruchem ręki chwyciła amulet, który wbił się jej pierś, lekko syknęła z bólu podczas jego wyciągania po czym spróbowała na nim skoncentrować wzrok, nie udało jej się, więc tylko mocno chwyciła go w garść.
-Racja - odparła powoli, jakby z namysłem w kierunku Trallara - chyba na razie starczy nam tych... uciech cielesnych.

Belegor PW
12 maja 2012, 22:22
Trallar rzekł:
-Zabiorę cię do twej kajuty. Tam poleżysz, odpoczniesz. Reptilion zwrócił się do karła:
-Później jeszcze porozmawiamy, teraz mam ważniejsze sprawy.

Hobbicus PW
9 czerwca 2012, 13:53
Nastała cisza. Kastore stał w milczeniu, uśmiechając się jedynie niczym Agar podczas swoich eksperymentów. Coś w Malatheza'arze go uradowało - na swój dziwny, psychiczny wręcz sposób. Mag patrzył na niego, a z każdą sekundą był coraz mniej pewien, czy można go nazwać czarodziejem, czarnoksiężnikiem czy też nekromantą...

Energia ze skrzyni zanikła, światło spod pokrywy zgasło. Rozległ się głuchy, mechaniczny odgłos.
- Jak już było to omawiane - odezwał się nagle rozmówca - nie płyniemy do samego Vori. Naszym celem są wyspy otaczające Śnieżny Ląd od północy. Nie sądzę, by były zamieszkiwane przez kogoś więcej niż prymitywne bestie - nawet Regnanie tam się nie zapuszczają.

- A teraz odpoczywaj, jeszcze będziesz potrzebny. Zapewne obaj nie chcemy, ażeby ci się coś złego stało... Malatheza'arze...

Po tych słowach Kastore oddalił się i zniknął między ścianami złożonymi z przeróżnego ładunku. Nawet jeśli mag chciałby coś mu jeszcze powiedzieć, nie dałby rady go odszukać wśród tych drewnianych korytarzy. To nie był jego teren - kapitan musi znać swój statek lepiej od kogokolwiek innego.

***

Chłód nie zszedł z urokliwej, acz srogiej twarzy elfki. Widać było, że próbuje się zdystansować od nowo zapoznanego przybysza. Jednocześnie jednak w jej oczach można było ujrzeć swoistą sympatię, zapewne spowodowaną podobnym usposobieniem obu rozmówców.

- Czyżby nikt z załogi nie podążył za Kastorem w ramach jakiejkolwiek idei? - zapytała, a na jej ustach pojawił się przez chwilę krzywy uśmiech. - Wszyscy to robią albo dla zarobku, albo w ramach rozrywki... Niezbyt mi się to widzi, jeśli po tej wyprawie ma powstać jakieś nowe państwo...

Ciele patrzyła na Sebastiana z radością, choć niepewnie. Walker miał wrażenie, że rozmowa z nim nie tyle wynika z samej chęci rozmowy, co pewnego rodzaju... zazdrości?...

***

Cień nic już nie powiedział. Obserwował jedynie taflę wody otaczającą statek w głębokim zamyśleniu. Wyglądało to poniekąd komicznie - mało kto mógłby się po takiej osobie spodziewać skomplikowanych procesów myślowych.

Sneersnare powoli wracała do siebie, będąc już w stanie sama utrzymać się na nogach zamiast szurać nimi ciągnięta przez swojego towarzysza. Clawstrong tymczasem napotkał inne niebezpieczeństwo - po zejściu po schodach ujrzał Selawiwa obejmującego panią kapitan. Ta zaś trzymała w swoich łapach pistolet.

Voyage ujrzała nadchodzącą parę i wyszczerzyła kły w pijanym uśmiechu.
- S'luśśś! Zakł'd, 'ż tr'fi' ffto śświ'ć'd'łko! - krzyknęła radośnie, celując w trzymany w rękach Styg amulet.

Belegor PW
9 czerwca 2012, 14:10
Clawstrong rozumiejąc co wybełkotała Voy ryknął do gnolla:
-Co tak stoisz durniu!? Zabierz tej pijaczynie pistolet, zanim ktoś zginie!

~Cholera, teraz by tylko tego brakowało! Pijana jaszczurzyca i gnoll maminsynek! Jeśli zrani towarzysza nie będę miał wyboru, ale jak ja zaatakuję lub zabiję reszta załogi rzuci się na mnie. Historia kołem się toczy. Raczej na Selawiwa nie ma co liczyć, Styg nie jest w najlepszej formie. Co do cholery mam zrobić? To pijackie nasienie nie posłucha, nie mam czasu użyć łuku. Krisy! No tak, mam je jeszcze przy sobie. Powinienem mieć dość czasu, by rzucić. No cóż gnoll chyba się nie obrazi, jeśli po tym spotkaniu gadzina nie będzie w jednym kawałku.~
Reptilion sięgnął drugą ręką po sztylet. Oceniał sytuację, jeśli gnoll na czas nie odbierze broni, wyceluje w nadgarstek. Celny i silny rzut powinien odciąć dłoń od reszty ciała, nim gadzina pociągnie za spust.

Bane PW
9 czerwca 2012, 14:24
- Nic mnie nie obchodzi żadne państwo, ani polityka. Doskonale poradziłbym sobie też bez niczyjej pomocy... A ta Elfka powoli przestaje mnie interesować... Jak tak dalej pójdzie to trza się będzie stąd ulotnić. - Takie myśli przebiegały po jego głowie. Gładził się tylko po podbródku i zastanawiał ile zniesie jeszcze tej bezcelowej paplaniny...

Malathezar PW
9 czerwca 2012, 15:01
- Skoro sobie poszedł i nikt inny nie wie, ze tu jestem to równie dobrze mogę się chwilkę zdrzemnąć zanim pójdę na rekonesans - powiedział do siebie Malatheza'ar. Znalazł sobie dość dobrze ukryte miejsce we wnęce w okolicznych ścianach skrzyń. Zasnął na chwilę, ale nie przestał zastanawiać się nad tym co tu się dzieje. Coś mu mówiło, że nie wszystko jest takie jak powinno być. I będzie gorzej. O wiele.

Styg Sneersnare PW
14 czerwca 2012, 16:34
Jaszczurzyca wbiła wzrok w lufę, próbując zidentyfikować przedmiot, gdy sobie przypomniała do czego to służy i że jest wycelowane w jej stronę, odruchowo cofnęła się w tył... to znaczy chciała, ale silne ramię towarzysza skutecznie przytrzymało ją w miejscu... co najwyżej lekko nim zachwiała.

Sezefienne Vitali PW
14 czerwca 2012, 18:57
- Oh, właśnie! Ten cały pan Kastor, w rzeczy samej, ma co niektóre idee ciekawe... Tylko niech sobie przypomnę, które to były. - na twarzy nekromantki widać było nieco groteskowy wyraz skupienia, kiedy upijała kolejny łyk ziołowego napoju. Kiedy przełknęła, kontynuowała z przejęciem - Ah! Już pamiętam! Nowe państwo dla każdego, wolność wolnej wolności. Mi to odpowiada, na przykład w tej całej konserwatywnej Erathii lub Bracadzie to strasznie osobistym ludziom państwo w kaszę dmucha. I nawet indoktrynację stosuje, utwierdzając lud prosty w złych przekonaniach i nawykach, czyniąc go ograniczonym tak w sferze społecznej, jak i magicznej. Dziękuję, że szanowna mi o tym przypomniała! Przecież nowe państwo potrzebuje mnóstwo wszystkiego! Już wcześniej powinnam była pomyśleć nad odpowiednimi szkicami i projektami ustaw... Bo przecież sam przewodniczący się tym nie będzie osobiście zajmował, od do tego wynajmie odpowiednich ludzi, a JA będę mieć najlepsze portfolio! Ot tak! - dama zrobiła dłuższą pauzę, żeby się nieco uspokoić... Po czym znowu zaczęła z przejęciem - Ale to nie jest jedyny mój powód! Gdyby był tylko jeden, to bym się wahała co do takiej wyprawy, oczywiście! Ale jest jeszcze drugi powód, którym jest niezwykła magia, którą miałam okazję ujrzeć podczas prezentacji projektu pana Kastora! Jak może część już zauważyła, mam duszę naukową i po prostu muszę dogłębnie poznać tajemnice, na których ślad mnie te wydarzenia kierują! - rozejrzała się po obecnych, nie oczekując jednak wiele entuzjazmu. Chyba nigdy nie trafiła do tej pory na porządnego rozmówcę.

Sezefienne zauważyła, że czarnoksiężniczka dalej nie napiła się swojej herbaty. Domyślała się, że rudowłosa podejrzewa ją o nadprogramowe składniki naparu, więc dama postanowiła w dosyć "enigmatyczny" sposób przekazać "koleżance" wieść, że ta herbata nie jest trująca... Przynajmniej nie powinna być...
- Moja droga, czyżby Ci ta herbata nie odpowiadała? Oh, wybacz, ale ostatnio ceny co niektórych specjalnych ziół są strasznie wygórowane, więc siłą rzeczy nie mogę takich dodatków stosować na każdą okazję. Obawiam się, że jedyne co mogę zapewnić żadnych niespodzianek w kwestii herbaty i ciastek... - Ostatnie słowo także wyraźnie podkreśliła, żeby rozwiać ewentualne podejrzenia związane z dodatkiem do naparu, który oczywiście ciastka stanowią.

- Może ktoś jeszcze się poczęstuje? - Nekromantka wskazała na "stolik" ze swojego rodzaju nadzieją.

Selawiw PW
29 lipca 2012, 21:38
Gnoll nie zbyt przejął się zaistniałą sytuacją i jak zazwyczaj udało mu się utrzymać nerwy na wodzy.

- Ten amulet należy do mnie, moja droga. - zwrócił się do przyjaciółki sprzed lat i spokojnie zaczął zbliżać się do drugiej jaszczurzycy. - Pozwól ze wezmę ten amulet i pozwolę Ci strzelić. Stawiam tylko jeden warunek - odpowiesz po tym na wszystkie moje pytania.

Istniała spora szansa, że Voy odrzuci propozycje widząc w Gnollu kogoś więcej niż żywą tarczę. W przeciwnym wypadku jedynym wyjściem będzie zdanie się na jej umiejętności strzeleckie. Pocieszające było, że Jednoooki pamiętał dosyć dokładnie jej precyzje i dokładność, którą miała najlepszą na statku. Podnosiło go to na duchu. Pamiętał też jej mocną głową i wierzył, że jest w lepszym stanie niż wydaje się być.

Poza tym zawsze można było spróbować uniku, zniknąć przy pomocy trzymanego amuletu, liczyć na pomoc Clawstronga oraz... pomocy medycznej. Śmierci w tak głupi sposób nie przewidywał, przynajmniej nie teraz. Rany też dałoby się jakoś wyleczyć, gorzej jakby odleciała mu łapa.

Dla informacji warto było ryzykować. A jak coś nie pójdzie - gnoll zrezygnuje na zawsze za alkoholu...

- To jak?

Hobbicus PW
31 października 2012, 18:24
***

Nastała cisza i bezruch. Trwało to jakby godziny, choć wszyscy wiedzieli, że to są ledwo sekundy, może minuty. Mimo to niezręczność ta wydłużała się i wydłużała, a nikt nie wiedział, dlaczego właściwie. Może to przez potok słów, jaki wydostał się z ust - trzeba to jednak przyznać - ekscentrycznej nekromantki? A może zimno przedostające się przez szczeliny między deskami do kajut nieco zmroziło myśli i czyny tej specyficznej gromadki? Cokolwiek to było - pękło niczym bańka, kiedy w końcu Ciele spojrzała na stolik wskazany przez pannę Vitali.

- Em... D-dobrze, ja się poczęstuję - wydusiła z siebie elfka i nim Avanine zdążyła skutecznie zareagować - ugryzła ciasteczko i rozpoczęła przeżuwać. Z jej ust wydobywał się charakterystyczny, kuszący trzask, a wszyscy obecni w pomieszczeniu poczuli intensywny zapach herbaty.

- Całkiem dobre! - blondwłosa Ciele wyraźnie nie zdawała sobie sprawy z potencjalnego niebezpieczeństwa, jakie może się kryć w pokarmie truposzy. Jej koleżanka jedynie ciężko westchnęła i wzrokiem podziękowała Sezefienne za poczęstunek. Zaczęła się jedynie przyglądać niby od niechcenia Bane'owi, czuć jednak było, że tak naprawdę analizuje obcego jegomościa, ni to z sympatią, ni z wrogą ostrożnością.

A czarnoksiężniczka spróbowała w tym czasie herbaty i nikt by pewnie tego nie zauważył, gdyby nie nieco wstydliwe siorbnięcie, którego się dopuściła. Vitali mogłaby być z tego zadowolona, w końcu udało się jej zmusić swoją towarzyszkę podróży do wypicia potencjalnej trucizny, szybko jednak zdała sobie sprawę z tego, że ciało rudowłosej było otoczone jakimiś zaklęciami ochronnymi. No cóż, przynajmniej nie jest głupia.

Cała ta sympatyczna atmosfera została przerwana nagłym wejściem dziwnego, wąsatego jegomościa w czerwonym płaszczu. W jego rękach iskrzyła mała ognista kula, której ciepło szybko się rozprzestrzeniło na cały kubryk. Z podartej lewej nogawki zaś kapała woda zmieszana z krwią, zupełnie jak topniejący lód w Krewlod.

Człowiek spojrzał zdziwiony na każdego członka grupy osobno, po czym wybełkotał:
- Przepraszam, myślałem, że to inny kubryk, ale jeśli tutaj już jestem, to czy macie może jakieś specyfiki lecznicze czy inne bandaże? Jakiś głupkowaty majtek rozlał za dużo wody na pokładzie i zaczęła się zmieniać w lód. Poślizgnąłem się i nadziałem na odłupujące się kawałki drewna na pokładzie... i myślę, że jednak potrzebuję jakiejś pomocy medycznej.

Bane i Sebastian szybko rozpoznali faceta. Srebrnowłosy spotkał go na ulicy, kiedy to ten próbował się go dopytywać o bogowie wiedzą co. Walker zaś widział go jakiś czas temu, kiedy się kłócił z tamtym dziwnym magiem. Coś im mówiło, że ten ktoś będzie miał jeszcze swoją rolę w tej całej przygodzie...

***

Co prawda taktyka wybrana przez Selawiwa odniosła sukces, ale w nieco niespodziewany sposób. Gnoll puszczając Voy zabrał jej również jedyny punkt podparcia. W chwili zadania ostatniego pytania ta runęła niczym kłoda i z hukiem uderzyła o posadzkę, przy uderzeniu tracąc przytomność.

Trallar, widząc niebezpiecznie się wychylającą jaszczurzycę, odruchowo rzucił nożem w jej stronę - całe szczęście jednak trafił za nią w podłogę, a cel upadł obok wbitej broni. Styg westchnęła z ulgą - niebezpieczeństwo minęło.

Przynajmniej dla niej, bo nie do końca wiadomo, co z kapitanem. Jakby tego było mało - Selawiw usłyszał nieregularne kroki nadchodzące z zewnątrz.

Bane PW
31 października 2012, 18:43
Bane co prawda znał podstawy udzielania pierwszej pomocy, której to niejednokrotnie już udzielał... sobie rzecz jasna... nie miał jednak najmniejszego zamiaru udzielać jej komukolwiek bez jakieś wyraźnej konieczności lub profitu. Postanowił tylko uważnie obserwować, gotów w każdej chwili zlikwidować zagrożenie bez najmniejszego wahania. Udawał absolutnie rozluźnionego, zupełnie jakby cała sytuacja nie robiła na nim żadnego wrażenia. W głębi siebie był cały czas czujny.

Belegor PW
31 października 2012, 20:03
Reptilion odetchnął z ulgą, że nie doszło do tragedii. Rozejrzał się wokół, czy nie było nikogo nie powołanego i powiedział do gnolla:
-Sel, zabierz panią kapitan do jej kajuty. Jak ktoś nas znajdzie pomyśli, że coś niby zrobiliśmy i zostaniemy powieszeni nad ranem.

Sezefienne Vitali PW
1 listopada 2012, 00:04
Nekromantka cieszyła się, że udało się jej przełamać pierwsze lody i nakłonić przynajmniej część obecnych do skorzystania z wiktuałów. Oczywiście zauważyła magie ochronną rudzielca, ale nie wygłosiła tyrady na temat, że to nie przystoi damie, by chronić się przed poczęstunkiem.

W tym momencie wpadł tajemniczy jegomość z krwawiącą nogą.

- Ależ oczywiście! - wypaliła dama bez zastanowienia, podchodząc nieco bliżej, by mieć lepszy widok na ranę. - Co prawda nie jestem ekspertką w dziedzinie desmurgii, jednak cóż to za problem, od sztuki medycznej do balsamistycznej krótka droga. - Wyszczerzyła się niewinnie, nie zdając sobie do końca sprawy z tego, że to brzmi raczej jak sugestia uśmiercenia pacjenta przed zajęciem się nim zamiast zaznaczenie podobieństwa między "naprawianiem" żywych i umarłych.

Jednak dama rozejrzawszy się po kołyszącym się pomieszczeniu, zdała sobie sprawę, iż jej "zestaw małego balsamisty" został zapakowany do statkowego magazynu. - Oh, że też zapomniałam. Moje narzędzia zostały zaniesione do magazynu... Któż mógłby przypuszczać, że będą one potrzebne na środku morza! - Usprawiedliwiła się kobieta, po czym zaproponowała - Może się pan poczęstuje herbatą lub ciastkami? Zaraz poślę któregoś ze służących po moją skrzynię. Wtedy będę mogła panu... Pomóc. - Z uprzejmości czekała na zgodę jegomościa, która z pewnością nastąpi niebawem, wszak nie ma powodu, by nie skorzystać z pomocy o którą się prosiło.

Styg Sneersnare PW
10 listopada 2012, 00:32
-Pomóż mu Trallar... -odparła powoli Styg wyswabadzając się z jego uścisku i opierając o ścianę w próbie znalezienia porządnego oparcia -... tak będzie szybciej... ja już sobie dam radę - dodała ze słabym uśmiechem i na dowód tych słów zaczęła stawiać pierwsze kroki w stronę swojej kajuty.

Sebastian Walker PW
21 listopada 2012, 21:30
Sebastian, w przeciwieństwie do części swoich nowych towarzyszy, postanowił nie wtrącać się w to zamieszanie. Po pierwsze dlatego, że rany wąsatego czarodzieja były spowodowane nieodpowiedzialnym pozostawieniem pracy na pokładzie w połowie, po drugie - Walker niespecjalnie był przygotowany na udzielanie pierwszej pomocy, a wszelkie zaopatrzenie medyczne wolał zatrzymać dla siebie.

Przyglądał się więc dokładnie i próbował zwracać na siebie jak najmniej uwagi, co dzięki długoletniej praktyce wychodziło mu całkiem przyzwoicie.

Hobbicus PW
24 listopada 2012, 14:17
***

- Bardzo dziękuję, faktycznie przyda mi się jakaś przekąska - odparł zadowolony jegomość, jak gdyby nie zdawał sobie sprawy z nadchodzącego niebezpieczeństwa, po czym usiadł obok Sezefienne. - Jeśli pani pozwoli... Trochę ciężko mi jest utrzymać się na nogach, kiedy jedna jest nie do końca sprawna. A tak w ogóle co panią tutaj sprowadza? Nie tylko zresztą panią, ale również pani towarzyszy... - tu skinął głową do reszty zgromadzonych w kajucie. - Wiem, że ta cała wyprawa ma pewien konkretny cel, nie do końca jednak zdaję sobie sprawę jaki - przybyłem tutaj nieco zbyt późno i fartem udało mi się dostać na statek. Jest jednak o tyle dobrze, że mam pewne przeczucie, że płynę w dobrym kierunku - właśnie tym, w jakim chciałem przed tą całą podróżą. Czy pani ma też podobne uczucie? Albo inni? Mam nadzieję, że tak, bo jeszcze mogłoby się okazać, że płynę tutaj na marne. Myśli pani, że wypalenie tej rany to dobry pomysł? - w końcu cały ten potok słów się zatrzymał, zaś gadatliwy osobnik podniósł rękę, zaś płomień dzierżony w jego dłoni się rozjaśnił.

Widać było, że czarnoksiężniczka oraz Avanine mają już dość tego osobnika. Jedynie Ciele zdawała się być zainteresowana jego słowami. Zamiast jednak kontynuować rozmowę, zaczęła się zastanawiać nad czymś intensywnie, jak gdyby ten cały bełkot jej coś uświadomił...

***

Selawiw nie zdążył nic zrobić, jak ręka Styg ześliznęła się ze ściany. Zdezorientowany Trallar ledwo co zauważył, jak sauria upadła nieprzytomnie tuż obok Voy, amulet zaś potoczył się w stronę gnolla.

Clawstrong ujrzał schodzącego z pokładu bobołaka. Również wyglądał na nieźle wstawionego - zdawał się nie do końca rozumieć tego, dlaczego przed jego oczyma stoi dwóch bagniaków, a pod nimi leżą dwie bagniaczki. Jedyne, do czego był zdolny, to do tępego wbijania wzroku w to dość specyficzne towarzystwo.

Belegor PW
24 listopada 2012, 18:16
Trallar Clawstrong
Trallar podniósł szybko, choć delikatnie Styg i rozkazał gnollowi:
-Weź Voy i amulet. Zabierz ją do kajuty, a potem wróć z amuletem. Musimy poważnie porozmawiać.
Reptilion zignorował spitego bobołaka i zaniósł wiedźmę do jej kajuty.

Sebastian Walker PW
25 listopada 2012, 14:25
Sebastian zaczynał być, trochę wbrew sobie, poriytowany zachowaniem nowego towarzysza, który sprawiał wrażenie wioskowego kretyna znającego magiczne sztuczki. Podziwiał go jednocześnie za odwagę, a może raczej głupotę, że ośmielił się usiąść obok nekromantki. Zdawało mu się jednak, a może to tylko durne przeczucie, że nowy gość nie jest do końca tym, kogo właśnie zaprezentował.

- Wypadałoby się najpierw przedstawić, szanowny panie, zanim zacznie się przepytywać ludzi, którym przeszkodziło się w wypoczynku. Poza tym to dość nierozważne wskakiwać na statek nie upewniając się przedtem, gdzie zamierza płynąć. Wydaje mi się, że albo jesteś mocno nierozważny, albo doskonale wiesz, gdzie się wybieramy, a chcesz raczej zbadać jakie przydatne informacje uda ci się z nas wycisnąć. Chciałbym wierzyć, że to tylko głupota, ale wrodzona ostrożność i podejrzliwość każe mi przypuszczać, że raczej chodzi o to drugie.

Sebastian spojrzał na towarzysza z ukosa i patrzył jak zareaguje na te dość ostre, w jego mniemaniu, słowa.

Sezefienne Vitali PW
30 listopada 2012, 21:53
Nekromantka w tym czasie ignorując próby wywołania zamieszania przez Walkera, postanowiła polecić jednemu ze swoich szkieletów przejść się po skrzynię z narzędziami balsamistycznymi, a kolejnemu podejść bliżej do niej jak i do rannego - Pozwoli pan, że najpierw obejrzę te przerwania ciągłości tkanek... - wtedy szkielet chwycił ranną nogę i wyciągnął ją do góry, w sposób, który ułatwi damie obejrzenie rany (gdyż ona w takim stroju się schylić nie może, oczywiscie) i jednocześnie nie powinien sprawić badanemu więcej bólu... Chociaż pozycja nie jest komfortowa.

Kobieta mając dobry widok na ranę, przygląda się jej dokładnie, żeby określić jak wielkie i jakiego typu są uszkodzenia oraz jak należy je naprawić. Oczywiście znowu zaczęła nawijać. - Ah, przypominają się te stare dobre czasy, kiedy trafiłam na pewnego nieszczęśnika, który postanowił odwiedzić pewien grobowiec, wpadł na jakąś pułapkę, chyba oberwał wirującym ostrzem albo szrapnelem, i to takim mocniejszym, wnętrzności na dwa metry wyciągnęło mu z brzucha... Ale poskładałam go, i to porządnie. To chyba jeden z moich najlepiej wyglądających służących. Gdybym wzięła go ze sobą, to sami moglibyście zobaczyć, mimo kilku większych szwów oraz wysuszonej skóry wygląda niemal jak żywy!... - Mówiła. A jak skończyła jedną taką historię, to zaczynała kolejną, umilając (sobie) oczekiwanie na narzędzia.

Hobbicus PW
2 grudnia 2012, 22:35
Dotychczas gadatliwy osobnik tym razem zamilkł, spoglądając to na podejrzliwego Sebastiana, to na swoją trupią pielęgniarkę, to na zombiaka lekko się uginającego w kolanach w kącie. Widać było, że zaczyna żałować swojego przybycia do tej kajuty...

Po chwili odezwał się znowu, tym razem nieco mniej energicznie:
- Zechciejcie wybaczyć ten mój brak wychowania, byłem przekonany, że moje imię już padło między wami... Zwą mnie Inteus, jestem zwykłym cyrkowcem. No, może nie do końca zwykłym - w tym momencie zgasił płomień w dłoniach - lecz poza moimi magicznymi zdolnościami nie można mnie nazwać nikim więcej jak tylko kuglarzem. Zresztą gdybym takowym był, to bym sam wyleczył tę ranę, a chyba nie powiesz, że sam sobie wyrządziłem tę szkodę?

- Poza tym ja też mam takie odczucie - wtrąciła się nagle Ciele trochę zadumanym głosem. - Też czuję, że coś mnie wzywa za morze... tylko nie wiem co... Wiem jedynie, że to coś ważnego i że właśnie dlatego jestem na tym statku...

Avanine przekręciła oczami. Co prawda zdawała się być poirytowana sytuacją, widać było jednak po niej, że zna blondynkę na tyle dobrze, by już się zdążyła przyzwyczaić do takich gadek. Za to czarnoksiężniczka nagle się ożywiła, odstawiając herbatę z łomotem talerzyka.

- O tak, bo niby mamy uwierzyć, że was kieruje jakaś intuicja? Przeznaczenie? Może od razu powiecie, że Baa was wzywa za morze? Dobrze wiemy, o co tu chodzi - przyłazicie na takie statki jak ten, niby łowcy przygód, ale tak naprawdę niewiele potraficie i tłumaczycie, że nie jesteście tu dla niczego więcej jak spraw duchowych... a potem kradniecie co popadnie. O nie, nie ma tak łatwo, psubraty. Jeśli zwykły majtek się domyślił, co jest grane, to chyba nie myślicie, że reszta będzie od niego głupsza? Po moim tru-

- TRUUPYYYY! - wciął się w słowa rudowłosej wrzask z pokładu. Sezefienne wzdrygnęła się odruchowo, ale wrzask znowu się podniósł. - STATEK PEŁEN TRUPÓW!!! - słychać było, że to na pewno nie był jeden z poszukiwaczy przygód. A jeżeli tak, to wyjątkowo tchórzliwy.

Na korytarzu rozległ się harmider. Wielu wylazło, by sprawdzić, o co się rozchodzi cały ten wrzask. Mimo że słowa te nie brzmiały zachęcająco.

Malatheza'ara obudziły hałasy z zewnątrz. To byłby mniejszy problem. Większy jednak miał przed własnymi oczyma - ciemność. Widocznie zrobiło się już na tyle ciemno na zewnątrz, że w magazynie nie można było już niczego dostrzec. Chociaż czy na pewno aż tak długo medytował?

***

Jak się rozległ wrzask z drugiego statku, tak w Wąsonoga uderzył trzeci. Z hukiem. Niespodziewanie. Na tyle niespodziewanie, że Trallar ledwo co się oparł o ścianę, trzymając w rękach Styg. Selawiw zaś poleciał na podłogę, wypuszczając amulet z rąk. Potoczył się gdzieś w stronę kajuty kapitana.

Nie do końca jest pewne, jak to możliwe, że nikt go dotychczas nie widział, ale przynajmniej wszyscy śpiący na pokładzie po łomocie zerwali się i próbowali w pijackim amoku opanować statek. W tym czasie z kajut wybiegła pozostała część załogi, o mało co nie wpadając na bagniaków stojących i leżących na korytarzu. Nikt nie zwrócił uwagi na Selawiwa, który akurat dostał ogonem jakiegoś jaszczura, ani na leżącą panią kapitan.

Część tłumu wybiegła na zewnątrz, lecz druga część momentalnie się wycofała na schody. Zza desek rozległy się agonalne krzyki, odgłosy walki i przecinanej skóry.
- Nekromanci! - zawołał rozpaczliwie ktoś przy drzwiach, które szybko zostały zamknięte od środka. - Żywe trupy, szkielety na pokładzie! Mroczna mgła, prawdziwy całun ciemności... NEKROMANCI TU PRZYPŁYNĘLI!!!
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10 - 11 - 12 - 13 - 14 - 15
temat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel