Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 ... 13 - 14 - 15

Styg Sneersnare PW
14 marca 2012, 16:43
-Dobre pytanie - zawtórowała Styg jaszczurowi - co prawda w sztabach podczas wojny z Erathią nie krążyły o tobie Voy zbyt pochlebne opinie, ale na pełnym morzu będziesz naszą wyrocznią, ja tam słyszałam, że morskie bestie dobrze jest atakować zaklęciami na bazie błyskawic, chociaż nigdy nie miałam okazji tego sprawdzić.

Selawiw PW
15 marca 2012, 20:17
Voy ma teraz niezłą posadę, ale coś mi tu nie gra. Spytałem się co z naszymi i mi nie odpowiedziała...

- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie. Wiesz co z resztą naszej załogi?

No i jeszcze trzeba załatwić te wszelkie formalności...

- Tallar, mam do Ciebie prośbę. Możesz udać się do tego całego Maximusa i powiedzieć, że nasza trójka ma już przydzielony statek? - poprosił gnoll klepiąc po ramieniu jaszczura - Chcę zyskać na czasie, by zamienić z moją przyjaciółką jeszcze kilka słów.

Belegor PW
15 marca 2012, 21:04
Trallar klepnął gnolla po ramieniu i powiedział:
-Jasne, nie ma sprawy Sel. Zobaczymy się na okręcie.
Poszedł w stronę zebranego wokół zielonego olbrzyma tłumu. Nie śpieszył się, skoro ta wyprawa ma potrwać dłużej niż miesiąc, to raczej nie wrzucą nienawidzących się ras do jednego statku. Jest tylko jedna rzecz gorsza od piratów, czy nawet potworów morskich- bunt. Jedna iskierka wystarczy, by go wywołać, a różnice rasowe, w zupełności by wystarczyły.
~Niech futrzak nagada się z tą starą żmiją. Jeśli już masz sojusz, to należy dbać o morale sojusznika, by nie zawiódł w odpowiednim momencie. Mimo to nie mogę ufać temu szczeniakowi. Zbyt dobrze znam bobołaki, porzucą gdy będziesz w potrzebie, a same znajdą korzyść z twojej biedy. Z drugiej strony jest jednak silny, może walczyć w bezpośrednim starciu, nie to co ja, czy Styg. Ona jest... wydaje się wierną i lojalną. Z nią można coś planować, jej można powierzyć pewne rzeczy, plany. Eh... jak to mówią, "Futro to odzienie tchórzy, więc lepiej się trzymaj łusek". Mimo to będę potrzebował ich obu. ~

Hobbicus PW
22 marca 2012, 16:46
Przybysz spojrzał na Bane'a niepewnie. Po krótkiej chwili namysłu ustawił się w kolejce, nie zadając już więcej pytań. Srebrnowłosy zaś zamknął się w sobie, wyobrażając sobie nadchodzące starcia...

Maximus patrzył raz na Sezefienne, raz na Malatheza'ara, a w jego oczach kumulowało się coraz większe, zadziwiające jak na osobnika tego typu zamyślenie. W końcu zdecydował, kogo pierwszego obsłużyć, i zwrócił się do nekromantki, siląc się na uprzejmość:

- Panienka wybaczy, najpierw wyczyszczę brudy.

Nim kowal zdążył zareagować masywne łapska złapały go za ubranie i uniosły, odrywając jego stopy od ziemi.
- Znowu ty? - warknął ogr. - Maximus ma dość takich matkojebców. Nie będę kwestionował decyzji Kastore'a, ty jednak masz się mieć na baczności. Inaczej znowu zetkniesz się z moimi pięściami... a może nawet moją stalą.

To mówiąc Maximus wziął szeroki zamach. Tłumiący się gapie szybko się rozsunęli i tak mag przeleciał między tak sformowaną grupką, lądując niedaleko Trallara. Ten spojrzał tylko na niego i zrozumiał, że również i sami organizatorzy wyprawy nie są pierwszymi lepszymi zjadaczami chleba, nawet jeśli akurat nie używają żadnych pirackopodobnych zabawek.

- A ty - zielonoskóry obejrzał się na pannę - masz tupet, ale kobiet bez powodu się nie bije. Przedstaw się i właź czym prędzej, zanim inni cię nie rozszarpią. I uważaj na te swoje pieprzone trupy - wskazał na większy statek Kastore'a, na który podążało już dwóch innych magów. Sezefienne otwarła usta z oburzenia, lecz szybko je zamknęła i z nosem zadartym ku górze odpowiedziała na pytanie, ruszyła prędko na pokład, zaś jej służący - prędko za nią. Ogropodobny zanotował co trzeba, warcząc pod nosem w stronę nieumarłych.

- Ską' mam wiedzie', co z nimi? 'Yżbym była jasnowidzem, haha! Wiem tyle co Ty, Sel, ni' mam żadny' wieści. Też miałam nadzieję'ż kogo tu potkam, no i 'esteś jedyny, kogo widzę - Voy momentalnie zmarkotniała, by w mgnieniu oka wrócić do swej dziewczęcej, wesołej postawy. - A bestyje to magią si' bije! Armat brak, z'esztą niewiele by dały. Najlepiej to pieruny'lbo gromy, po falach gładko idą. A ż'magów tu sporo - ni'est źle!

Po chwili Clawstrong wrócił do swoich towarzyszy. Nie był co prawda pewien, czy przypadkiem nie przekręcił nazwiska Styg ani jak miał tytułować gnolla, lecz Maximus w przypływie niecierpliwości odpuścił jaszczurowi i zapisał całą trójkę na statek Voy. Rozpoczęły się przygotowania do podróży...

***

ROZDZIAŁ II

TURKUSOWE PUSTYNIE

***

- Rusz dupę, pokład sam się nie posprząta.

4 dzień rejsu. Sebastian wyrwał się z zamyślenia i zorientował się, że uczta na górze prawdopodobnie się już skończyła, a przed nim jeszcze leżał ledwo co nadgryziony kawałek chleba i prawie pusta manierka. Z góry czuć było ciepły zapach ryb i cytrynowego grogu rozlanego po deskach.

To cud, że Walkerowi udało się dostać w ostatniej chwili na ten statek bez zapisywania się na listę. Może i posada pierwszego lepszego sprzątacza nie była zbyt satysfakcjonująca, ale jednak w taki sposób łatwiej mu będzie dorwać się do Kastore'a i jego starożytnych cudeniek niż gdyby miał być pierwszym lepszym awanturnikiem - szczególnie że zdecydowanie by się wyróżniał swoją mierną kondycją oraz ubiorem wśród tych wszystkich wojowników czy nawet magów. To byłoby zbyt duże ryzyko, lepiej więc stać się kimś szarym, z boku, po którym nie można się spodziewać niczego wielkiego.

Majtek włożył na siebie płaszcz i podążył za swoim towarzyszem pracy na zewnątrz. Chłód przeniknął jego wątłe mięśnie i usadowił się w nich, prowokując delikatnie drżenie ramion. Rozejrzał się nieco nieprzytomnie. Niektórzy już wrócili do swoich kubryk, paru jednak dopiero się zbierało. Jakiś mięśniak ubrany w futro młodego behemota obserwował uważnie krę dryfującą tuż obok lewej burty. W oddali widać było małe, spiczaste góry lodowe, wystające z powierzchni morza niczym włosy na przedramieniu żeglarza.

- Rusz się!

Malatheza'ar obejrzał się. W normalnej sytuacji już by dawno łaził po statku w nadziei, iż tym razem uda mu się dorwać Kastore'a bez spotkania z jego ogrzym ochroniarzem - w końcu szczęście się do niego uśmiechnęło, skoro mimo wszystko dostał się właśnie na Łunę Północy tak jak chciał... Poza tym okolice Vori są zbyt zimne, żeby wystawiać się na wiejący boleśnie wiatr bez większego celu, jak to niektórzy mają w zwyczaju. Teraz jednak poczuł coś zbyt niepokojącego, by mógł przejść obok tego obojętnie.

Jakiś chudy mężczyzna właśnie brał szmatę i szykował się do wytarcia pokładu z brudów. Nie byłoby w nim nic niepokojącego, gdyby nie energia, którą można było wyczuć z jego otoczenia. Kowal czuł, że coś jest nie tak z jakimś przedmiotem znajdującym się obok niego. Tylko którym?


Sezefienne siedziała właśnie na swoim łóżku, dopijając swoją herbatę. Warunki były okropne, lecz na brak towarzystwa prócz swojej służby nie narzekała. Do tego pomieszczenia bowiem przydzielono wszystkie kobiety, które znajdowały się na tym statku - czyli, łącznie z nekromantką, dokładnie cztery.

Na sąsiednim leżaku umieściły się zdegustowane bądź wystraszone truposzami dwie elfki. Jedna z nich, ciemnowłosa łowczyni, była w dowolnej chwili skłonna sięgnąć po swój miecz i skończyć z nieumarłymi na tym statku raz na zawsze. Druga, blondynka o niebieskich oczach, miała bardziej pokojowe zamiary, lecz zapewne w razie potrzeby użyłaby swoich czarodziejskich zdolności. Naprzeciw przebierała się akurat ruda bladolica kobieta, prawdopodobnie córka jakiegoś czarnoksiężnika, również obdarzona magicznymi mocami.

Do pokoju z impetem niespodziewanie wparował białowłosy elf i poprawiając włosy szybko usiadł na wolnym miejscu. Zaczął z siebie ściągać poszczególne fragmenty zbroi... by nagle się zorientować, dokąd wszedł.

- W czym mogę pomóc? - syknęła z gniewem w oczach czarnoksiężniczka, zakrywając swoje piersi.

Bane patrzył to na nią, to na nekromantkę, potem na elfki, znów na półnagą pannę. Jedną co prawda znał, druga zaś wyglądała dość interesująco, lecz czemu podświadomie akurat tutaj się znalazł, a nie w swojej kajucie?

***

Voy dopiła do końca zawartość kufla, po czym uśmiechnęła się szeroko.

- Przepię'na opowieś', Sz'eniaku! Jak zawsze 'resztą, zawsze gadałe'z prz'jęciem o wszys'kich swych przygodach! Ni'dy pewno si' ni' dowiemy, ile je'nak w nich prawdy - zaśmiała się energicznie. Cała czwórka siedziała właśnie w dość niewielkiej kajucie kapitańskiej, raz kolejny upijając się piwem i rumem. Clawstrong miał już dość wszystkich trunków oraz biadolenia jaszczurzycy i futrzaka i sam nie był pewien, co go tu jeszcze trzyma.

Styg zachichotała, trzymając mocno w garści swoją porcję alkoholu. Rzadko kiedy piła tyle cztery dni pod rząd i rzadko kiedy mieszała się w takie właśnie towarzystwo. Morska wiedźma przyjrzała się jej uważnie, jak gdyby rozumiejąc, że była to wyjątkowa sytuacja. Następnie, ku przerażeniu Labradora, sięgnęła po kolejną stojącą w kącie butelkę.

- Sneersnare, Ty si' coś ni' o'zywasz - mruknęła, mierząc szyjką w swój kufel. - 'Yżbyś zawsze taka była? Może 'powiedz co nieco o sobie 'miast wciąż milczeć? Ci'kawi mnie, jak to jest być c'rką króla, hihi!

Statek zakołysał lekko. Z pokładu dobiegło typowe głośne gnollowe chrapanie...

Sebastian Walker PW
22 marca 2012, 17:31
Sebastian rzucił mokrą szmatę na deski, odpiął od pasa miecz razem z pochwą i docisnął nim ścierę do pokładu, po czym zaczął szorować. Nie był to najwygodniejszy sposób czyszczenia, po jakimś czasie zaczynały go boleć plecy, jednak zdecydowanie lepszy niż pucowanie statku na kolanach. Kolejny dzień pracy zaczynał go solidnie męczyć, ale przynajmniej dzięki temu mógł się zagrzać - jego stary, znoszony płaszcz nie chronił specjalnie przed lodowato zimnym wiatrem. Ech, gdybył miał chociaż kilka godzin na przygotowanie się do wyjazdu, pomyślał z irytacją.

Wtem poczuł na sobie czyjś wzrok. Rozejrzał się dyskretnie po pokładzie i dostrzegł tajemniczą postać zerkającą na nią spod kaptura. Sebastian z dużą dozą pewności mógł stwierdzić, że to członek wyprawy, a tych niestety, ze względu na swoją pracę na statku, nie miał okazji zbyt często oglądać, a już rozmowa była całkowicie uniemożliwiona.

- Najwyższy czas zasięgnąć trochę języka - mruknął cicho pod nosem i, niby to przypadkiem, zaczął poruszać się w stronę tego dziwnego człowieka. Walker miałjednak pewne obawy przed rozmową - gość wyglądał mu na typ "Tajemniczego Poszukiwacza Przygód", jednego z tych, którzy czują się zdecydowanie lepszymi od innych a informacje, które posiadają są conajmniej równie ważne co te od szpiegów króla. Mam nadzieję że nie będzie problemów, pomyślał i po chwili wahania kontynuował powolny "marsz" w kierunku nieznajomego. Może ze względu na przeraźliwe zimno a może przez zbytnie zainteresowanie swoim zadaniem, nie zwrócił szczególnej uwagi na narastające acz delikatne mrowienie w dłoniach ciągle mocno trzymających broń.

Malathezar PW
22 marca 2012, 18:48
Malatheza'ar przybliżył się do Sebastiana i jeszcze baczniej go obserwował, próbując odkryć co go tak ciągnęła za nos (czyt. który to przedmiot). W końcu nie wytrzymał.
- Normalnie bym tego nie robił, ale coś wyczuwam od ciebie. Nie posiadasz czasem jakiejś bardzo starej rzeczy, której właściwości nie do końca znasz? - spytał się i widząc, że "rozmówca" próbuje przestać szorować pokład, aby odpowiedzieć, dodał - I szoruj! Można mówić i pracować.

Sebastian Walker PW
22 marca 2012, 19:38
Przypuszczenia Sebastiana odnośnie nieznajomego sprawdziły się. Faktycznie był arogancki i zapatrzony w siebie. Oby tylko nie okazał się kretynem, pomyślał. Teraz już jednak za późno było na wycofanie się.

Co gorsza, zauważył, że coś jest nie tak z jego bronią. Dziwne, nienaturalne wibracje, zdecydowanie nie powinno tak być. Sebastian był mocno zaniepokojony - coś takiego nigdy nie miało miejsca. Miecz był całkowicie niemagiczny, sprawdzał to wielokrotnie, badał go pod każdym możliwym kątem. Cóż, zajmę się tym później, pomyślał.

- Witaj szlachetny panie, to zaszczyt móc poznać członka wyprawy. - Sebastian ukłonił się nieznacznie, jednocześnie przerywając pracę i zarzucając sobie miecz na ramię - Pragnę jednak zauważyć, z całym szacunkiem, że nie jestem sługą ani też niewolnikiem a opłacanym pracownikiem tego okrętu, także mogę zaprzestać pracy w dowolnym momencie, zdając sobie sprawę z konsekwencji finansowych. Dlatego proponuję, abyśmy rozmawiali jako równi partnerzy w rozmowie, tak będzie zdecydowanie wygodniej. - Walker brzmiał inteligentniej i bardziej elokwentnie niż można było wnioskować po jego obskurnym wyglądzie, co z pewnością mogło być zaskoczeniem dla rozmówcy.
- Pytasz mnie o pradawne artefakty, cóż może posiadam coś takiego, może nie. Proponuję wymianę informacji - jako członek wyprawy zapewne wiesz co nieco o waszym przywódcy jak również o celu waszej wyprawy a ja z chęcią przybliżę ci informacje o przedmiotach, jakie posiadam. Wierzę, że jako rozsądni ludzie dojdziemy do porozumienia w tej kwestii bez najmniejszych problemów.

Sebastian miał nadzieję, że to drobne połechtanie dumny jego rozmówcy pozwoli mu wyciągnąć co ciekawsze wieści na temat zbliżającej się przygody. Oby przyjęcie postawy "w miarę inteligentnego i rozgadanego człowieka" okazało się trafnym wyborem w tej konwersacji.

Malathezar PW
22 marca 2012, 19:58
- Wybacz, mój drogi, ale mówiłem o szorowaniu z uwagi na tego wielkiego zielonego wariata. Chyba ma na imię Maximus - rzekł, ściszając głos na drugie zdanie. - Coś mi się wydaje, że jest tak samo tępy jak grubiański. Mnie możesz zwać Malatheza'arem - wyciągnął rękę na przywitanie. - Z twojej reakcji wnoszę, że wziąłeś mnie za kogoś w rodzaju tego zielonego. Przyznam szczerze, że sam niewiele wiem w sprawie, o którą pytasz. O samym Kastorze, czy tam Kastratorze jak niektórzy go potajemnie przezywają, wiem tylko tyle ile ludzie mówili. Nie miałem przyjemności z nim porozmawiać czy choćby go spotkać. A jest kilka spraw, które chciałbym z nim omówić. Co do celu podróży to... wiem raczej tyle, że płyniemy do jakiejś wioski Vori. Niewiele w tej sprawie mogę pomóc. Przykro mi. Naprawdę.

Sezefienne Vitali PW
22 marca 2012, 21:01
Nekromantka pociągnęła ostatni łyk naparu, po czym odstawiła filiżankę na jeden z kufrów, który aktualnie robił za stolik. Niespodziewany gość postanowił przyjść właśnie wtedy, kiedy Sezefienne wpadła na pomysł zaproponowania swoim... współlokatorkom?... poczęstunku w postaci herbaty oraz ciastek. Jednak pojawił się ten elf, więc propozycja tea-party musiała zaczekać, aż sytuacja się wyklaruje.

Sam elf wydał się dziwnie znajomy, po chwili dama przypomniała sobie, skąd go pamięta. To jednak nie zmieniło jej częściowo pogardliwego tonu (nie tylko wobec elfa, ale również w pewnym stopniu względem rudej dziewczyny) usprawiedliwionego przykrywką uprzejmego żartu na rozluźnienie sytuacji
- Ja bym osobiście nie oferowała niczego osobie, która na wstępie wykonuje tak spektakularny parodos bez zapowiedzi w postaci choćby zwykłego pukania do drzwi. - stwierdziła z wyraźnie sztuczną powagą. Następnie kobieta pstryknęła palcami i wydała polecenie jednemu z zombi:
- Zasłoń panią... - zrobiła chwilę przerwy, jakby oczekując imienia czarnoksiężniczki, jednak po chwili dokończyła - w tym miejscu dosyć trudno o prywatność, nieprawdaż? Żeby podczas przebierania się mogło dochodzić do takich incydentów... A jak już o przebieraniu mowa, to może pożyczyć pani... - znowu chwila ciszy na imię - dodatkowe dłonie do pomocy? Ja do założenia samego gorsetu potrzebuję przynajmniej dwuosobowego wsparcia... - nekromantka nieco podniosła się ze swojego posłania na chwilę, żeby trup mógł wziąć koc i rozpostrzeć go niczym parawan, zasłaniający rudowłosą od szyi w dół przed spojrzeniami elfa, co powinno dać wystarczająco komfortowe warunki do przebierania się...

Wtedy Sezefienne spojrzała na tajemniczego elfa równie tajemniczo i zaczęła do niego mówić w sposób dosyć kpiący, acz jednocześnie luźny i żartobliwy
- Zastanawia mnie tylko, mój drogi, czy całe to zajście to pomyłka, czy... - kobieta uśmiechnęła się wręcz absurdalnie - Czy może jesteś kobietą o mylnej fizjonomii, wszak to jest kwatera dla płci pięknej przydzielona. -

Sebastian Walker PW
22 marca 2012, 21:20
Cholera, musiałem akurat trafić na takiego, który nic nie wie. A może Kastore celowo ukrywa wszystkie szczegóły wyprawy? Tylko jak w takim razie nakłonił tak dużą liczbę osób do wzięcia udziału w tej, jak by nie patrzeć, dość szalonej i niebezpiecznej wyprawie? Ta postać coraz bardziej mnie intryguje... Jednak w przeciwieństwie do mojego nowego towarzysza, nie będę na razie probował się spotkać z Kastorem. Tym razem muszę być bardziej przygotowany.

Sebastian zatopił się przez chwilę w rozmyślaniach. Na szczęście, myślał dość szybko, a i dzięki sparaliżowanej połowie twarzy, udało mu się ukryć nieobecny jej wyraz.

- Cóż, dziękuję za informacje. - odparł po krótkiej chwili Sebastian - Kastore wydaje się być dość intrygującym i niebezpiecznym osobnikiem, z tego co udało mi się dowiedzieć. A co do przedmiotu, to muszę przyznać, że jesteś doskonałym obserwatorem. Faktycznie, posiadam pewien artefakt pamiętający jeszcze Czasy Cudów. Zdaje się, że nie tylko ja interesuję się dokonaniami Starożytnych, a i powód naszej obecności na tym statku może być podobny. W istotcie, znalazłem się tutaj nieprzypadkowo, planuję bowiem dołączyć do waszej wyprawy. Dlatego też proponuję ci współpracę. Z pewnością jesteś lepszym wojownikiem ode mnie, jak również masz więcej doświadczenia, toteż twoja pomoc będzie nieoceniona. Ja tymczasem, jako członek załogi mogę spróbować się po cichu zebrać jak największą ilość danych, które moglibyśmy wspólnie wykorzystać. Co o tym sądzisz?

Sebastian co prawda nie był zachwycony pomysłem sojusznika, ale w tym momencie wydawało mu się to sensownym wyjściem. W końcu, podczas wyprawy w nieznane i z obecnym jej przywódcą lepiej mieć jak najwięcej "przyjaciół" chętnych ryzykować życie. W takich sytuacjach zdecydowanie łatwiej wykonać taktyczny odwrót czy zatopić szylet w plecach odpowiednich osób.

Bane PW
22 marca 2012, 22:00
- Ahhh, proszę o wybaczenie urodziwe panie - wypowiadając to skłonił się dość nisko, a jego płaszcz zafalował niczym na wielkim wietrze.
- Musiałem przez pomyłkę pomylić kajuty, ręczę iż nie miałem złych zamiarów - przy tych słowach uśmiechnął się zawadiacko, a jego oczy błysnęły niczym dzikiej bestii gotowej do ataku. Czy to przypadek, że tu trafił? Coś go tu przywiodło, tyle kobiet... W głowie w pierwszej chwili zastanawiał się jak wyjść z tego obronną ręką, jednak widok tylu pięknych kobiet dość szybko zmienił jego sposób myślenia. Jak obrócić ową sytuację na swoją korzyść? ;>

Belegor PW
23 marca 2012, 00:38
Trallar w myślach przeklnął:
~Jak Tatalię kocham, jeszcze raz powiesz coś w swoim bełkoczącym, pseudo-żeglarskim językiem, a osobiście cię wyrzucę za burtę, by rekiny cię wybebeszyły. Spokojnie, nie należy ponieść się emocjom. Voy jest nam potrzebna, bez niej nie wypłyniemy z tego mroźnego morza. Wytrzymam jeszcze kilka kolejek jej trunków, mam nadzieję, że po tym padnie urżnięta jak gnoll w karczmie i przez resztę nocy będzie cisza. Po jaką cholerę dołączyłem do tego okrętu, no po jaką?~

Malathezar PW
23 marca 2012, 02:19
- Drogi Sebastianie - zaczął w odpowiedzi Malatheza'ar. - Słyszałeś może o Kreeganach? Tych demono podobnych stworach? Zdradzę Ci czego się dowiedziałem podczas walk z tymi... wrogami Starożytnych. Szukają jakiejś starożytnej techniki. Zapewne tej samej techniki, którą mogę wyczuć. Podobno ma im zapewnić to zwycięstwo. Podejrzewam, że Kastore prowadzi nas dokładnie tam, gdzie jest ta technika. Przyznam się, że odkąd poczułem obecność tej dziwnej technologii sam chciałbym ją zobaczyć. I tutaj wracamy do twojego artefaktu. Czy mógłbyś mi pokazać swój pradawny przedmiot?

HobbitHobbitNa przyszłość radzę czytać dokładnie posty... i sprawdzać, czy rozmówca rzeczywiście się przedstawił. :P

Sezefienne Vitali PW
23 marca 2012, 19:45
- Oh, zapewniam że nie ma się czym zamartwiać... Jeśli moja szanowna współlokatorka nie ma tego panu za złe. - Powiedziała, po czym dodała, niby żartobliwym tonem - A pewnie ma. Więc uciekaj, póki jeszcze możesz! - w tym momencie nekromantka się zaśmiała subtelnie.

- No, drogie panie... - zaczęła, jednocześnie zastanawiając się, czy nie pokusić się o kolejną filiżankę herbaty - Chyba nie ma powodu nadmiernie się przejmować sprawami, które nie mają aż tak dramatycznej wagi, czyż nie mam racji? Proponuję przyjąć przeprosiny i przebaczyć temu zbłąkanemu wędrowcy. Wszak niektórzy czasem popełniają błędy... Niektórzy nawet wychodzą z nich żywi!... Czasami. - zakończyła optymistycznym akcentem z adekwatnym optymizmem w głosie.

Sezefienne uśmiechając się niewinnie, spojrzała na elfa, następnie na drzwi, którymi ten elf wparował, po chwili znowu zawiesiła spojrzenie na srebrnowłosym i wypaliła nagle z entuzjazmem - Tam są drzwi. - Brzmiała wręcz na zachwyconą...

Bane PW
23 marca 2012, 20:10
Bane spojrzał na kobietę wypowiadającą tą "paplaninę". Zapamiętał ją z potyczki z rybakiem. Gorący temperament, wybuchowa, "wielka dama"... ciekawa osoba, nie warto robić sobie tu wrogów bez potrzeby...
- Taaaaaak, wszyscy popełniają błędy - mówiąc to zakładał z powrotem dane fragmenty swej zbroi.
- Jeszcze raz przepraszam i bywajcie... - przy każdym słowie jego ciało podkreślało każdy gest, niczym u doświadczonego polityka. Obdarzył wszystkie zgromadzone kobiety swym poniekąd słynnym uśmiechem i skierował się do wyjścia...

Hobbicus PW
24 marca 2012, 12:08
Sebastian zawahał się. Trudno było powiedzieć, żeby ten mag wyglądał rzeczywiście przyjaźnie. A jego słowa zionęły wręcz podstępem. Zapewne to jeden ze sługów Kastore'a. Lecz czy on mógł ufać komukolwiek na tym statku? Właściwie to awanturnik jak każdy inny, jedynie bardziej zakapturzony... no i co nieco wie o czasie sprzed Ciszy, co już budzi respekt. Albo obawę. Albo jedno i drugie, co gorsza.

Walker uniósł ostrożnie swój miecz... i ku swojemu zaskoczeniu poczuł, jak wibracje, dotychczas zdające się być efektem panującego wokół zimna, gwałtownie się nasiliły. Malatheza'ar zaś, który akurat się zastanawiał, skąd mu przyszło do głowy imię Sebastian, jęknął i odruchowo cofnął się od majtka, czując wyraźne dreszcze przechodzące przez ciało na widok przedmiotu. Choć może to był inny zmysł, który go ostrzegł? W każdym razie - na pewno to coś było dla kowala mniej lub bardziej niebezpieczne.

Opatulony czerwonym płaszczem wędrowiec, dotychczas obserwujący płynącego ospale z tyłu okrętu Wąsonoga, odwrócił się do tej nietypowej w zachowaniu dwójki. Podobnym zainteresowaniem wykazał się wciąż stojący przy lewej burcie barbarzyńca. Ten drugi jednak wyglądał na bardziej skorego do przyłączenia się do bójki niż do zażegnania ewentualnego konfliktu...


Rudowłosa westchnęła głęboko i wróciła do przebierania się. Elfki momentalnie odwróciły wzrok, wyraźnie zniesmaczone trupoparawanem. Ciemnowłosa poczęła obserwować Bane'a uważnie.

- Nie wyglądasz na typowego elfa - powiedziała nagle, gdy zabójca szykował się do wyjścia - nawet jeśli jesteś z tej mrocznej lub też nocnej rasy. Nigdy nie widziałam nikogo twojego typu w obrębie Antagarichu, a wiele w swoim życiu już zobaczyłam. Zostań tu może i opowiedz nam co nieco o swoim pochodzeniu, dobrze?

Druga szybko potakiwała, zerkając niepewnie na pozostałe towarzyszki i "towarzyszy". Wygląda na to, że pilnie potrzebowała ochroniarza w tym wyjątkowym otoczeniu.

HobbitHobbitZ racji małej ilości odpowiedzi odpis dotyczący reszty graczy nastąpi później.

Sebastian Walker PW
24 marca 2012, 12:57
Sebastian był mocno zaskoczony na widok reakcji Malatheza'ara, jednak skonfudowany wyraz jego podniszczonej twarzy znikł równie szybko jak się pojawił i ustąpił miejsca spokojnemu tryumfowi. Chociaż dalej odczuwał lęk i zdenerwowanie zaistniałą sytuacją, wiedział, że nie może sobie pozwolić na chwilę słabości. Musiał w tym momencie ugrać jak najwięcej nie dopuszczając do starcia, przynajmniej w tym momencie.

Zaczynało się już robić późno, Sebastian mógł zauważyć, że ich małe przedstawienia zaczęło przyciągać publiczność. Trzeba było je jak najszybciej skończyć.

Chwycił miecz w obie ręce - lewa dłoń na rękojeści, prawa na pochwie - i trzymał przed sobą, gotów zadać błyskawiczny cios. Koncentrował się mocno aby jego mięśnie nie okazywały żadnych oznak zdenerwowania, i przemówił spokojnym, dość cichym głosem:
- Są na tym świecie przedmioty wielce niebezpieczne i nie powinno się do nich zbliżać, jeśli ceni się swoje życie. Zdaje się, że właśnie napotkałeś na swojej drodze jeden z nich, na twoje nieszczęście, dodatkowo jest to broń. I wierz mi, zacny to oręż, wiele istot odprawił już do zaświatów. Tym razem jednak sądzę, że lepiej będzie, jeśli rozejdziemy się w swoje strony i nie będziemy wchodzili sobie w drogę. Przynajmniej na razie, bo mam przeczucie, że jeszcze zdarzy nam się nawiązać bliższe kontakty, niekoniecznie przyjazne.

Stał spokojnie, obserwując reakcje Malatheza'ara, jak również kątem oka czujnie zerkał na widownię, żałując jednocześnie, że nie zdjął wcześniej swojej opaski - nigdy nie można być pewnym jak zareagują, a Sebastian już zbyt wiele pozostawił przypadkowi.

Malathezar PW
24 marca 2012, 13:40
- Powiedz mi tylko jedną rzecz w związku z tą bronią. Gdzie znalazłeś ten przedmiot, który emanuje taką mocą pradawną? Mówiąc szczerze, ta moc mogłaby być choćby i w broszce i nie byłaby mniej niebezpiecznym przedmiotem. Nie byłbym zdziwiony, gdyby to o ten artefakt chodziło tym Kreeganom.

Sezefienne Vitali PW
24 marca 2012, 20:48
- Bah, może to i nawet lepiej. - rzuciła niespodziewanie nekromantka - W sumie nie pamiętam, kiedy ostatnio zaangażowałam się w konwersację z kimś może nawet tak unikatowym jak JA. - powiedziała do elfa w sposób nie zdradzający, czy wypowiedź ta była komplementem w stronę srebrnowłosego, czy przechwałką na temat własnej wyjątkowości.

- A skoro już się sprowadzamy do spotkania towarzyskiego, to zapewniam, nic tak nie pasuje do rozmowy jak ciastka i filiżanka dobrej herbaty! - rzekła z ekscytacją, żeby następnie wydać szkieletowi polecenie wyciągnięcia z kufra ciastek oraz odpowiedniej ilości filiżanek, przy czym sama zajęła się magią swojego czajnika, by przyrządzić odpowiednią ilość herbaty.

- Oh, gdzież ja ostatnio błądzę myślami, że do tej pory nie zaproponowałam rozmowy przy herbacie! Chyba lokalne powietrze źle robi ludziom na maniery... Przynajmniej nie ja jedna przez tę aurę mam głowę nie na karku. - uśmiechnęła się przyjaźnie do elfa.

Bane PW
24 marca 2012, 20:53
- Cóż jeśli nikt nie ma czegoś przeciw... - utkwił na chwilę wzrok w "wielkiej damie". Było to spojrzenie z gatunku tych dobrodusznych.
- To może na początek się przedstawię, zwą mnie Bane - przedstawiając się znów wykonał swoisty skłon w kierunku kobiet. Sytuacja wydaje się robić ciekawa. Mogą wyniknąć z tego korzyści... uśmiechnął się do siebie w duchu i kontynuował.
- Czy nie będzie nietaktem jeśli z wami zasiądę? Może również zdradzicie mi swoje imiona?
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10 - 11 - 12 - 13 - 14 - 15
temat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel