Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 13 - 14 - 15

Hobbicus PW
2 marca 2012, 17:56
HobbitHobbitDark Dragon i Trith


Orchidea uśmiechnęła się niewinnie.
- Och, pomagam mojemu ojcu w pracy... Jest rybakiem. Jednym z lepszych tutaj, mimo że ma stosunkowo mały statek i niewielką załogę. O, właśnie idzie - radośnie zamachała wgłąb ulicy.

Bane odwrócił się. Takiego człowieka normalnie można by było nazwać dziadem, gdyby nie fakt, że ten egzemplarz był zdecydowanie bardziej umięśniony niż typowy staruch. Reszta jak najbardziej się zgadzała - długa siwa broda, słomiany kapelusz, szary brudny płaszcz i mokre spodnie poniżej kolan. Do tego bardzo wrogie spojrzenie skierowane właśnie w stronę srebrnowłosego.

- ORCHIDEA!!! - wrzasnął dziadyga chrapliwie, po czym splunął w chodnik i przyśpieszył. Dziewczyna zaniemówiła, chwilę później zaś zachichotała nerwowo. Wygląda na to, że właśnie zdała sobie sprawę z tego, jakie głupstwo popełniła.

- Cóż to, z takimi szelmami się zadajesz?! Nawet nie wiesz, kto to naprawdę jest! Widzisz ten płaszcz? Widzisz to trupie spojrzenie? Pewnie to jakiś najemnik albo jeden z tych pieprzonych truposzy! Do czorta z wami - ojciec Orchidei zbliżył się do Bane'a, patrząc mu prosto w oczy. - Ledwo co przybywasz do naszego miasta i już przyciągasz do siebie pierwsze lepsze dziewczyny?! Rób co chcesz, ty i cała ta banda, lecz od mojej Orchidei - WARA!!!

Jakby na dowód swoich słów wyciągnął spod płaszcza maczetę i pokazał zabójcy. Niewiasta jęknęła.

- Ojcze!
- Z tobą jeszcze pogadam, moja droga... ale niech teraz ten ptaszek się tłumaczy. Ech, ty i cała ta banda durniów... Zupełnie tak, jakby już mało było na tym diabelskim świecie nieumarłych... Mów, co tu robisz! Czego od niej chcesz?! GADAJ, KURWA!!!


Słowo nieumarłych wpadło do uszu Sezefienne wręcz idealnie. Widocznie nie tylko ona jest tutaj... nieco bardziej trupia niż mieszkańcy tego całego miasteczka. Cóż się jednak dziwić, rzadko kiedy pojawia się taka okazja, żeby wręcz za darmo popłynąć sobie za morze.

Nekromantka pewnie by zignorowała kompletnie tę wypowiedź, gdyby nie fakt, że akurat na tej ulicy, która prowadzi do portu, musiało się zgromadzić paru gapiów, by blokować drogę. Wszystko to przez jakiegoś zgrzybiałego marynarza wydzierającego się na coś elfowatego. I na płaczącą dziewkę. Przy okazji wymachiwał jakąś ostrą bronią tuż przed nosem swoich rozmówców.

Jeszcze bardziej tego przybycia się spieprzyć nie dało!

***

HobbitHobbitIrhak i Wiwern


- Spokojnie, panie! - mężczyzna cofnął się w strachu, trąc dupą o deski. - Przecież mówimy, że Kastore'a tu nikt nie widział! A przynajmniej nikt z nas, bo wiecie, my tu jesteśmy z tego drugiego statku.

Jaszczur przytaknął i wskazał prędko stosunkowo małą łajbę obok wielkiego, czarnego okrętu. Szybko dało się rozpoznać, że prawdziwy czarnoksiężnik woli pływać ciężką i stabilną fregatą niźli zwykłym slupem, po którego pokładzie kręciło się paru bagniaków. Poza tym ta nazwa - Wąsonóg... To zdecydowanie nie pasuje do kogoś, kto ma w zasięgu rąk technologię Starożytnych.

Malatheza'ar nagle zdał sobie sprawę z tego, że załoga dwóch pirackich galeonów stojących nieopodal trzymała się z daleka od tych wszystkich awanturników, którzy się tutaj zebrali. W przeciwieństwie do marynarzy z Wąsonoga. Co prawda już sam czarny okręt zdawał się być wystarczająco duży, by wszyscy dali radę się zmieścić, lecz jest to dosyć dziwne jak na osobę, jaką zdaje się być Kastore, by wziąć na wyprawę jakichś zgniłozielonych, pstrokatych śmierdzieli, a nie porządnych Regnan.

- A co do tej broni - zaskrzeczał gad - to jak mówimy, taki półhak jakby... ale cały srebrny jakby, i czegoś więcej jak lont czy krzesiwo miał. I w ogóle, trochę większy, może i cięższy. Ale wyglądał jak półhak!


Labrador akurat wbiegał już nieco zbyt gwałtownie w tłum. Niestety, już po wyjściu z karczmy nie udało mu się całkowicie niezauważalnie wyjść. Czujny pirat musiał dostrzec, jak futrzaste łapy stawiają kroki na podgniłym progu karczmy i jak sierść spadająca z ogona materializuje się w powietrzu. Inna sprawa, dlaczego ten pirat zaczął go w ogóle gonić.

Teraz jednak jedyne co mógł zrobić to wmieszać się w tłum. Akurat amulet przestawał działać, wystarczyło, żeby wbiegł między ludzi, skoczył tuż obok jakiegoś gadającego zamorskiego jaszczura...

Niestety, Selawiw nie zauważył jeszcze siedzącego na podeście członka załogi. Potknął się o jego kark i wpadł prosto na kowala, przewracając go. Szczęście, że nikt za nimi nie stał. Szczęście, że pirat ruszył w innym kierunku.

Malatheza'ar tuż po upadku otworzył oczy. Na jego ciele leżał czarny gnoll z przepaską na oku, szczerzący głupawo swoje śmierdzące zęby prosto w twarz maga.

***

HobbitHobbitxelacient i syrious


Styg z trudem opanowała równowagę, gdy zahaczyła łapą i ogonem o konar drzewa leżący przy morzu. Zajęta rozmową para nawet się nie zorientowała, kiedy zaczęła się plaża. Nieopodal znajdowała się przystań, z której dobiegał rozpijaczony, awanturniczy gwar.

Nie słychać jednak było nikogo przemawiającego. Może i się jeszcze nie spóźnili? Albo ten cały Kastore również się nie śpieszy?

Trallar ruszył żwawiej, wiedźma szybko się obróciła i ruszyła za nim. Piasek zasypywał im pazury i stawianie kroków przychodziło im z dużą trudnością, lecz mimo to niezrażeni kontynuowali swoją wyprawę właśnie tą, a nie inną drogą.

Kiedy doszli do pomostu i Clawstrong postawił swoją stopę na desce, Tatalijczycy ujrzeli jakiegoś grubawego faceta miotającego się między przechodzącymi osobnikami. Sneersnare domyśliła się, że ten człowiek za chwilę podejdzie i do nich. I miała rację.

- Wy tam! - wrzasnął, podbiegając. - Widzieliście czarnego gnolla z jednym okiem? Skubaniec wziął nocleg w mojej gospodzie i nie zapłacił ani grosza! Jebane bobołaki!

Jaszczurzyca spostrzegła, że w stronę gospodarza biegnie jakiś pirat, najwyraźniej szukający tej samej istoty. W międzyczasie saur, otrzepując łapy z piasku, obserwował, jak dwóch marynarzy prędko wynosi jakąś beczkę z pobliskiej karczmy, oglądając się niepewnie wokół...

Malathezar PW
2 marca 2012, 18:25
Niedobrze, bardzo niedobrze.

Malatheza'ar naprawdę nie chciał, aby ktokolwiek wiedział jak wygląda. Można wręcz powiedzieć, że wściekł się widząc, że ktoś gapi się na jego twarz. Jego oczy zabłysły mieszanką błękitu opanowania i czerwieni wściekłości. Przynajmniej kaptur mu nie spadł, więc jedynie gnoll mógł widzieć twarz kowala. Malatheza'ar zrzucił z siebie gnolla i przycisnął go do pokładu.

- Normalnie bym cię już zabił, ale to chyba twój szczęśliwy dzień - szepnął gnollowi do ucha. - Pomożesz mi w czymś. Szukam Kastora lub kogoś kto wie, gdzie jest. I nie wspomnisz nikomu o mojej twarzy.

Po chwili oboje stali na własnych nogach, a Malatheza'ar poprawił swój kaptur. W ręku trzymał kulę ognia.

- A więc pomożesz, racja? Nie chcesz chyba poczuć tego na sobie - gnoll widział uśmiech kowala, na który rzucała blask kula ognista. Przerażający uśmiech.

Belegor PW
2 marca 2012, 18:45
Trallar słuchając grubasa opisującego gnolla coś sobie przypomniał:
~Czarny gnoll, znikający i z jedna opaską, hm...~
Jego rozważania przerwała para marynarzy z beczką. Zachowywali się podejrzanie, lecz cóż go mógł obchodzić czarny handel. Im mniej pieniędzy dla Tralosska tym lepiej dla niego. Powoli miał dość ujadania karczmarza, przerwał mu szybkim wtrąceniem:
-Nie widzieliśmy, żadnego, czarnego śmierdziela. Lepiej nam powiedz gdzie Kastor zbiera tą hołotę na wyprawę.

Sezefienne Vitali PW
2 marca 2012, 19:06
Nekromantka westchnęła. Nikt jej nie poinformował, że na miejscu będzie trzeba przejść przez taki tor przeszkód. Gdyby wiedziała, wzięłaby ze sobą gorset nieco mniej krępujący ruchy (gdyby taki miała)... Lub bardziej pancerny.

Te wszystkie sytuacje wprowadziły Sezefienne w skrajnie podły nastrój. Wystarczająco podły, by porzuciła swoją etykietę na moment i stała się po prostu nieuprzejma. Co prawda przez takie nastawienie wmiesza się w nieswoje problemy i z pewnością opóźni to jej wędrówkę do portu, jednak jej charakter nie pozwoliłby jej postąpić inaczej...

Skinienie dłoni, sygnał na który wszystkie trupy uformowały się w okrąg wokół swej pani. Sama kobieta otoczona tym pierścieniem postąpiła w stronę zamieszania.
Część gapiów sama się odsuwała od tego trupiego kręgu z niemałym przerażeniem w oczach, część ustąpiła miejsca pod bezmózgim naporem nieumarłych służących.

Kiedy służba doprowadziła swoją władczynię do centrum zamieszania, trupy się rozstąpiły, by dama mogła przyjrzeć się sytuacji i wziąć udział w dyskusji.

Nie wiedzieć czemu, obraz starego rybaka, płaczącej dziewczyny oraz... Chyba elfa, ale jakiegoś nietypowego, przypomniał jej pewną tragikomedię, którą ostatnio czytała, samo dzieło nosiło tytuł "O tym, co bardzo chciałby, a nie może...", jednak Sezefienne nie mogła w żaden jasny sposób określić podobieństwa między tamtą sztuką, a tą sytuacją.

Nie żeby miała to w planach lub miała na to ochotę teraz...
Nekromantka dalej z zadartym nosem, silną postawą oraz złowieszczo połyskującymi symbolami na odzieniu przemówiła pretensjonalnym tonem:
- Nie żebym czerpała przyjemność z wtrącania się w cudzy parlor, jednak jednak to miejsce jest albo niezbyt udanym przedstawieniem dla nie wiem nawet czyjej rozrywki, albo po prostu tutaj nikt się nie zna na rzeczy... - mówiła kobieta z oburzeniem. Zrobiła jednak krótką przerwę, by spojrzeć pouczająco na dziwnego elfa, rozpłakaną dziewczynę oraz tego rybaka, co wymachiwał jakąś bronią...
- Pomijając fakt, iż raczej nie spodziewam się tu znaleźć rozmówcy na poziomie, prosiłabym o wyjaśnienie mi kilku nurtujących mnie kwestii:
Czemu komitet powitalny przed bramą był niekompetentny w sprawach przyjmowania gości?
Czy normalne w tych stronach jest odgrywanie sztuk teatralnych na świeżym powietrzu oraz co to za sztuka? Kojarzę chyba co nieco, ale wypadałoby mieć pewność...
I ostatnia rzecz... Ktoś wspomniał przed chwilą słowo "nieumarli"?
- Mówiła udając obojętność, przyglądając się swojemu wachlarzowi podczas zadawania ostatniego pytania. Tak naprawdę przygotowywała się na ewentualną dyskusję. Wystarczy uaktywnić odpowiedni symbol na wachlarzu i jedno nim machnięcie spowodowałoby wystarczająco silną falę powietrza, by wytrącić z dłoni przeciwnika argument w postaci broni białej o ostrej krawędzi... Albo nawet całkowicie zwalić przeciwnika z nóg tak wyśmienitą taktyką.

Tak czy inaczej, nekromantka w zastraszającym tempie traciła cierpliwość. Przyzwyczaiła się przecież do przebywania w towarzystwie na jakimś poziomie.

Selawiw PW
3 marca 2012, 09:40
Amulet zawiódł. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej i zaczęło to przerażać gnolla. Całe szczęście, że w momencie dezaktywacji po całym ciele przechodziło coś jak chłodny powiew wiatru, od którego aż sierść stawała dęba. Jednooki był dzięki temu świadomy zmiany sytuacji i mógł się dostosować do nowych warunków.

Obecna sytuacja była w sumie nie najgorsza. Prawdopodobnie zgubił pościg i jedynym problemem na tą chwilę okazał się jakiś dziwny typek szukający guza. Z początku chciał go po prostu przeprosić. Bez wylewności, ale szczerze i po przyjacielsku. Teraz nie miał ochoty nawet patrzeć na jego dziwną mordę.

- Mocnyś w gębie, ale tylko w tym. Chojrak, walnij tym, a nie się popisujesz.

Gnoll także uśmiechnął się przeraźliwie. Wyszczerzył swoje okazałe zęby zdolne wyrywać z takich chojraków całe kawały mięsa, po czym spojrzał na niego swoim okiem jakby był jego zwierzyną i czekał na reakcje. Zazwyczaj tacy jak on zamykają się szybko, ten powinien zrobić dokładnie to samo reszta - w końcu kto normalny wda się w niepotrzebne bitki z przyszłymi towarzyszami?

Malathezar PW
3 marca 2012, 15:36
- Myślisz pewnie, że jestem zwykłym magiem - zaczął Malatheza'ar. - Może więc powinienem wydać cię władzom. Najwyraźniej przed nimi uciekałeś - kowal zgasił ogień, ale nie przestawał się uśmiechać. Chwycił mocniej swoją laskę i wykonał ruch koszący (doskonale widoczny przed uderzeniem) na wysokości kolan gnolla. Każdy normalny próbowałby podskoczyć lub paść, więc na tej wysokości było najwięcej szans na trafienie. - Nie chcę jeszcze niczego podpalać. Jeszcze.

Selawiw PW
3 marca 2012, 18:07
Jednooki po zgaszeniu ognia przestał słuchać przechwałek mądrali. Był to błąd i w dodatku bardzo głupi, ale błędy nie biorą się bez powodu. Stwierdził po prostu, że natręt na którego wpadł był typkiem wsiowego cwaniaka. Okazało się, że na pewno nie był to pierwszy lepszy prostaczek. Na szczęście wyszło przy okazji, że myślenia w walce nie wykorzystuje. Atakowanie kijem (!) osoby, która w walce na broń jest o wiele lepsza, zmniejszenie dystansu, próba wywrócenia osoby w pełnym rynsztunku (i to pokaźnym) były tylko wierzchołkiem góry lodowej.

Inna sprawa że cios był dosyć silny i gnoll stracił równowagę przez co mógł nawet upaść. Nie zamierzał zabijać wroga, ale spróbował go obić jak najszybciej, aby nie zwracać na siebie jeszcze większej uwagi. Labrador przechylił się lekko próbując złapać równowagę, spróbował postawić krok i będąc już w ustabilizowanej pozycji uderzyć wroga pięścią prosto w jego brzydką mordę...

Malathezar PW
3 marca 2012, 18:13
Malatheza'ar ledwo zdążył się uchylić. Nie miał czasu na wymyślne działania. Musiał działać szybko. Użył laski, aby uderzyć w krocze przeciwnika, a potem, używając telekinezy, posłać go na reling.
- Masz dosyć? - sapnął.

Bane PW
4 marca 2012, 02:11
Bane od razu rozpoznał w nowo-przybyłej kobiecie nekromantkę. Postanowił nie dać tego po sobie poznać, a także nie ujawniać pełni swych umiejętności.
Ustawił się w pozycji zasłaniającej Orchideę przed ewentualnym atakiem.
- Odłóż to, bo komuś może stać się krzywda, a tego przecież nikt z nas nie chce - powiedział na tyle dyplomatycznie na ile mógł.
- Uspokój się, jestem zwykłym wędrowcem, nie żadnym sługą Śmierci. Zbyt pochopnie mnie oceniasz, a ten wybuch złości był zupełnie niepotrzebny - dodał jakby z nutą wyrzutu w głosie. Oby tylko nekromantka się nie wydała, a wszystko dobrze się skończy... przynajmniej tak myślał.

Hobbicus PW
4 marca 2012, 13:49
Dziadyga wpatrywał się na przemawiającą nekromantkę ze zdumieniem. Podobny wyraz twarzy miała reszta zgromadzonych. Nawet Orchidea przestała płakać i tylko oszołomiona słuchała tępo głosu przybyłej arystokratki.

Kiedy jednak skończyła a do głosu doszedł Bane, rybak zacisnął wściekle zęby.
- Sługą Śmierci? Ach tak?! Bądź sobie nim lub nie, lecz nie daruję ci tego, w jaki sposób traktujesz moją ukochaną córkę! Ty, kobieto - tu wskazał na Sezefienne - z tobą się jeszcze policzę, trupia dziwko. Teraz czas na tego skurwiela!

Dziad zamachnął się. Bane odruchowo odepchnął dziewczynę za siebie i próbował odskoczyć. Widocznie jednak nie docenił swojego wroga, gdyż maczeta prędko wylądowała na jego głowie, rozcinając krawędź kaptura. Niewiasta ruszyła w pierwszą lepszą uliczkę z wrzaskiem.

Srebrnowłosy przechylił się, tracąc równowagę. Co prawda ostrze było stępione i zdołało jedynie obić jego skroń, mimo to jednak cios był dość mocny, sam zaś moment uderzenia - bolesny. Przynajmniej nie stracił głowy - ani dosłownie, ani w przenośni - i był wciąż zdolny do szybkiej reakcji. Jakakolwiek by ona nie była.

***

Magia w przypływie wściekłości maga potrafi płatać różne figle. Czar zadziałał na tyle poprawnie, że gnoll przekoziołkował w stronę znajdującego się obok Dryfującego Dziobaka, lecz zamiast wpaść przez barierkę na pokład, potrącił Lemmy'ego, przeleciał między piratami, uderzył w kadłub i upadł na krawędź pomostu.

Gorzej było z magiem. Nikt się nie spodziewał, że telekineza może działać również w drugą stronę i odesłać rzucającego zaklęcie z takim samym impetem. Kowal uderzył w tłum, odbił się od podłoża i wylądował tuż pod nogami stojącego niedaleko największego statku ogropodobnego stwora.

Nastąpiła cisza. Wszyscy rozeszli się w strachu, zostawiając Malatheza'ara i zielonoskórego samym sobie, jednocześnie jednak obserwując ich uważnie. Pechowiec spojrzał w górę i spostrzegł, że istota skrywająca się pod tą ciężką, acz nietypową zbroją wyglądała bardzo obco w porównaniu z innymi mieszkańcami tego świata.

Stwór gapił się przez chwilę na kowala, po czym złapał go za ramię, podniósł i warknął prosto w twarz:
- Radzę nie zadzierać z Maximusem już nigdy więcej. W przeciwnym razie staniesz się pokarmem dla morskich bestii. I nie mam na myśli zwykłych ryb czy nawet rekinów... Rozumiemy się?

Nie czekając na odpowiedź puścił Malatheza'ara i ruszył w stronę trapu. Tłum po chwili wrócił do normalnych rozmów. Większość jednak dotyczyła tym razem Maximusa i mającego przed chwilą miejsce zdarzenia.

W międzyczasie Selawiw z obolałymi plecami wysłuchiwał narzekań załogi statku, w który właśnie uderzył. Zupełnie tak, jakby cokolwiek uszkodził... Gorzej, że niedaleko statku miotał się jak opętany Karl, najwyraźniej bardzo niezadowolony z tego, że właśnie w wodzie znalazła się beczka z piwem z jego karczmy.

***

- Kastore? Kastore, ta cała hołota? Wszyscy są gdzieś tutaj, chyba się jeszcze nic nie zaczęło - gospodarz wskazał ręką cały tłum gromadzący się na pomoście.

- Ta, ten cały kundel zniknął wśród bagniaków - pirat splunął tuż obok Styg. - Pieprzony Jednooki... Dlaczego te pieprzone gnolle muszą pchać wszędzie swoje zasrane nosy?! Niech by ich to szlag, jebane hieny!

- He- HEJ! Co to ma znaczyć?! WRACAĆ MI TU!!! - karczmarz ruszył wściekle na marynarzy wynoszących beczkę. Ci przyśpieszyli kroku, lecz po krótkiej chwili wyrzucili ją do wody i rozeszli się w różne strony. Grubas zaczął skakać przy brzegu, przeklinając wszystko i wszystkich. Styg spostrzegła, że tuż obok toczyła się jakaś awantura wokół czarnego, labradorowatego gnolla...

Pirat machnął ręką i odszedł, klnąc pod nosem to na bagniaki, to na karczmarzy, a to, nie wiedzieć czemu, na nighońskie kobiety.

Malathezar PW
4 marca 2012, 14:03
Malatheza'ar otrzepał się i poprawił kaptur. Powinien kiedyś coś z nim zrobić. Jakoś skleić z głową czy jak, bo powoli zaczyna mieć dość tego poprawiania. Wiedział, że jego twarz odciśnie zbyt wielkie piętno na tym świecie, a na to nie mógł pozwolić. Jeszcze nie.
- Mam dość tego czarnego gnolla - kowal mówił tak głośno do siebie, ze chyba wszyscy od miejsca lądowania do karczmy słyszeli go. - Jest tak samo wkurzający jak ci Kreeganie! Za morduję go kiedyś chyba!
Mag wrócił po gnolla i zabrał go na brzeg. Chwycił jego kark i przycisnął głowę tak mocno do tafli wody, że zanurzyła się pod nią. Malatheza'ar przytrzymał jakiś czas przeciwnika w takim stanie, a potem rzucił go do tyłu i rąbnął podstawą laski w jego czaszkę. Po całej tej awanturze postanowił pójść do karczmy po jakieś plotki w sprawie Kastora. Pytał się o to każdego, kogo uznał za miarodajne źródło informacji - pijaczka, marynarzy, a nawet karczmarza.

Sezefienne Vitali PW
4 marca 2012, 14:03
- Bacz na słowa! Nie takim tonem rozmawia się z damą, stary kacu! - wrzasnęła Sezefienne wykonując wykonując zamach wachlarzem, by uaktywnić zaklęcie. Poniosło ją. Podmuch wiatru wywołany przez czar powinien wytrącić przeciwnika z równowagi tak samo, jak wytrącona z niej była dama. Może to impulsywne, ale miała nadzieję, że rybak boleśnie trzaśnie o ścianę pobliskiego budynku i może nawet straci przytomność... Co prawda elf też będzie w polu rażenia czaru, ale nekromantka była zbyt zbulwersowana tak tragicznym poziomem kultury tutaj, by rozważać teraz metody negocjacji, w których elf by nie ucierpiał jako osoba, która była zbyt blisko celu rozmów.

Bane PW
4 marca 2012, 14:08
Wszystko działo się ułamkach sekund. Jego koncentracja ani na moment nie zmalała. Wykorzystał chwilę, w której przeciwnik odzyskiwał równowagę po zamachy, aby wykonać efektownego wallflipa od "żywej ściany". Pierwszą stopę postawił na wysokości mostka, następnie potężne kopnięcie w szczękę przeciwnika i efektowne lądowanie saltem do tyłu. Nadal jednak nie wyciągnął żadnego ze sztyletów, jednak ostrze przytwierdzone do lewego przedramienia wciąż było gotowe do ewentualnego starcia.

Hobbicus PW
4 marca 2012, 14:19
HobbitHobbitFragment dotyczy tylko Irhaka i Wiwerna - pełnoprawny odpis będzie później!


- Ej, knurze! To my mieliśmy załatwić tego pchlarza! My bardzo nie lubimy, gdy za nas się wykonuje robotę! A nikt nie pytał się o zdanie takiego szczura lądowego jak ty, więc ktoś tutaj musi ponieść karę!

Malatheza'ar zdążył się jedynie odwrócić i zobaczyć, jak spocone ręce piratów unoszą go nad ziemią. Nim połapał się, co się dzieje, z głośnym pluskiem wpadł do wody, oddalony kilka metrów od brzegu. Przez chwilę szamotał się między szatami, próbując złapać oddech, po czym wypadł zmęczony na pomost, a tuż za nim jego laska. Kaptur tym razem otaczał całą jego głowę, zagłuszając śmiech odchodzących marynarzy.

Selawiw złapał się za głowę i rozejrzał się niemrawo. Jakimś cudem był w stanie spośród zaciemnionego, niewyraźnego obrazu przed jego oczami wyodrębnić sylwetkę rozemocjonowanego Karla oddalającego się w stronę karczmy...

Malathezar PW
4 marca 2012, 14:31
Odpoczynek.
Tylko tego teraz chciał Malatheza'ar. Rozejrzał się i poczłapał do najbliższego drzewa, gdzie mógłby odsapnąć i jednocześnie słyszeć gdyby coś się działo. Jak tak siedział i oddychał spokojnie, medytując przy tym, coś go tknęło.

Maximus... Maximus... gdzieś już to imię słyszałem, tylko gdzie? Zapewne jak wszyscy są tu do tego Kastratora. Ciekawe co ta dwójka kombinuje... Wiem już, że tamten ma dostęp do technologii Starożytnych, ale co z tym... ogrem? Trzeba się mu przyjrzeć.

I choć kowal nie przepadał za magia ognia (w końcu on był wrażliwy na nią) przygotował się do rzucenia tarczy ognia. Być może się przyda albo i nie, ale jednak wolał być przygotowanym.

Belegor PW
4 marca 2012, 15:05
Trallar zastanowił się chwilę:
~Jednooki?! To tego czarny, niewiele jest takich gnolli. Pewnie tez przybył dołączyć do wyprawy Kastore'a.~
Gdy zobaczył w oddali czarnego gnolla w grupie jakiś ludzi i innych im podobnych stworzeń pobiegł w tą stronę i zawołał do Styg:
-Chodź! Tam jest miejsce zbiórki!

Styg Sneersnare PW
4 marca 2012, 18:59
-Eee... już idę - odparła odruchowo wiedźma, przez dłuższą chwilę była nieobecna duchem, poczuła w pobliżu jakieś zafalowania strumieni magii, ale były one to tu, to tam i nie mogła jasno określić ich natury, zresztą cały ten tumult tego nie ułatwiał, bo każda żywa istota ma w sobie iskierkę magii, mniejszą lub większą, ale zawsze w jakiś sposób się manifestującą, w końcu zniechęcona pokręciła głową i ruszyła za towarzyszem.

Selawiw PW
6 marca 2012, 22:23
Au... Ten debil nie był magiem, to jakiś wojownik!

Gnoll wstał z trudem.

Zdał sobie sprawę, że jego intuicja zawiodła go. Brzydal był raczej typem posługującym się mocą, a nie magią. Teraz wiadomo było dlaczego podszedł z tą swoją laską tak pewnie i czemu nie radził sobie z prostym czarem. Myślisz pewnie, że jestem zwykłym magiem... Tak, to teraz miało sens.

To żaden mag, a wsiowy cwaniaczek znający kilka patentów swoją "bronią" oraz potrafiący dokopać osłabionemu wrogowi...

Jednooki odłożył zemstę na potem, aż do momentu zobaczenia pewnej znajomej osoby. Sytuacja lekko się zmieniła.

Nagle wróciły wspomnienia o tym jak polował na bagniaki za splamione krwią złoto barbarzyńców z Krewlod i jak postanowił połączyć siły z swoim wrogiem przeciwko swojemu pracodawcy. Poznał wtedy Tazara i przez 8 dni aż do przybycia posiłków razem z swoim nowym przyjacielem utrzymywał posterunek przed siłami pięciokrotnie liczniejszej armii zielonoskórych. Dopiero przybycie Wystana i jego sojuszników zakończyło najcięższe starcie w jego życiu. Wraz z nim był także on.

- Witam, kupę lat! Jak tam Wystan? - przywitał się gnoll. - Po waszym przybyciu od razu z Tazarem daliśmy sobie spokój z wojnami granicznymi i nie wiemy za bardzo co w świecie.

Labrador nie wiedział o zamachu na życie jaszczuroczłeka...

Belegor PW
6 marca 2012, 22:36
Trallar nie mógł uwierzyć własnym oczom. Mimo iż wiele wskazywało na niego, to jednak nie mógł w to uwierzyć. Ten czarny gnoll, szczeniak w porównaniu z Alkinem, czy Draconem, który pomagał Tazarowi w obronie przygranicznej placówki. W pierwszej chwili po tym jak się odezwał chciał mu przywalić w pysk za wspomnieni Wystana, ale postanowił tego nie robić. W zamian za to rzekł do niego:
-Szczeniak! Dawno Cię nie widziałem, Teraz Cię wypuścił byś się usamodzielnił, czy sam zwiałeś? Po za tym, nie mam od dawna nic wspólnego z tym ps...wężym synem. Jak mniemam znowu wpadłeś w kłopoty co?

Selawiw PW
7 marca 2012, 08:27
No i znowu razem...

- Płazie, mówiłem byś tak mnie nie nazywał. Tazar wspominał, że urodziłeś się 25-26 lat temu, więc to ja jestem tutaj starszy. - zdenerwował się jednooki po usłyszeniu znienawidzonego pseudonimu, który nadał mu Clawstrong. Ze wszystkich jakie słyszał w swoich życiu (a było ich wiele) ten był najbardziej denerwujący. Całe szczęście, że nie krążył w powszechnym obiegu.

Jaka ona jest podobna do...

Gnoll przyuważył dopiero towarzyszkę Tallara. Postanowił spytać się o nią po skończeniu obecnego tematu. Zazwyczaj nigdy nie pytał o jakiś bezwartościowych towarzyszy swoich "znajomych", ale ona przypominała mu z sylwetki Voy. Oczy były co prawda ciemniejsze, a kolor łusek czasami przechodził w zieleń, ale podobieństwo do towarzyszki sprzed lat było olbrzymie. Labrador polubił więc ją z miejsca.

- Podróżowaliśmy sobie z Tazarem, aż w przerwie od wpadania w kłopoty i wzajemnego ratowania sobie życia założyliśmy interes. Karczma i sklep płatnerski najwyższej jakości dla strudzonych trudami życia - takich jak ty, nieprawdaż? Potem wolałem odpocząć od tego spokoju i ruszyłem ponownie w świat, by odnaleźć przyjaciół sprzed lat i... trafiłem jakoś tutaj. - opowiedział w skrócie swoją historię. - A co zrobił Wystan? Walczyliśmy razem ramię w ramię, mógłbyś powiedzieć.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10 - 11 - 12 - 13 - 14 - 15
temat: [RPG] Might and Magic: Echo porażki

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel