Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Wojna Żywiołow: Dzień Pioniera
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 8 - 9 - 10

Bacus PW
18 maja 2015, 20:56
Jak z persony wręcz wielbionej i bardzo szanowanej upaść tak nisko? Sposobów znalazłoby się pewnie wiele, ale ten przypadek był szczególny, ponieważ Leeroy, ani żaden z jego byłym współpracowników, podwładnych czy przełożonych nie popełnił błędu, który mógłby się przyczynić do takiego obrotu spraw. Ex-gubernator wciąż zastanawiał się nad tym czy słusznie postąpił nie wypełniając ostatniego rozkazu Reptitlera. Z jednej strony żył i miał się całkiem dobrze, ale z drugiej musiał znosić towarzystwo ras tak paskudnych, zacofanych i niedopracowanych, że brało go pewnego rodzaju obrzydzenie.
Leeroy wciąż nie pojmował jak tutaj się znalazł i jaka miała być jego rola w tym wszystkim. Nie był wielkim wojownikiem, wybitnym taktykiem czy szalonym, genialnym naukowcem. Jego talenty jakże pomocne w jego karierze na rodzimej Reptilii tutaj wydawały mu się całkowicie zbyteczne i nieprzydatne. Nawet Ergon, który wcześniej był jego podwładnym i wykonywał każdy jego rozkaz teraz wydawał się być przydatniejszy.

Leeroy nie znosił towarzystwa innych gatunków, a ryboludzie budzili w nim pożałowanie i wstręt, ale musieli ścierpieć ich towarzystwo, a Ergon nawet radził sobie z tym nieźle. Leeroy nie bardzo wiedział co o tym sądzić. Spoufalanie się z tak niską ewolucyjnie rasą było zbrodnią wobec reptilian, ale z drugiej te zabiegi pozwalały im funkcjonować na przyzwoitym poziomie w tej kolonii.

Dzień był wyjątkowo ciekawy dzięki wizycie gnolli, ale to jednak przybycie minotaurzycy był kulminacją tego dnia. Reptilianin rozpoznał kobietę. Miał wobec niej bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony pogarda, wstręt i niechęć, ale z drugiej respekt, szacunek i coś na wzór lęku. Leeroy przełknął ślinę kiedy do niego podeszła i spojrzał na nią spod przymrużonych powiek. Wielki kawał wołowiny, który ten najchętniej wrzuciłby na ruszt i upiekł. Ta rozpoczęła rozmowę bez ogródek. Grinzer przyjął to z aprobatą, bo nie chciał marnować swojego cennego gadziego czasu na kontakt z ssakiem. Wysłuchał uważnie co ma do powiedzenia. Pierwotnie chciał odpowiedzieć kilkoma obelgami na temat jej paskudnej rasy i niej samej, ale ugryzł się w jęzor. Złączył dłonie i oparł o nie swój łeb. Analizował swoją sytuację, szukał dobrej odpowiedzi i jakichś powodów, aby wykręcić się ze służby. Współpracę z ssakiem jeszcze byłby w stanie ścierpieć od biedy, ale być jego podwładnym było dla niego policzkiem. Jednak rozumiał, że walka w jego położeniu byłaby głupstwem, a chowając godność i dumę w kieszeń może powrócić na szczyt i kontynuować cel swojego życia, czyli przywróceniu gadom ich miejsca w świecie. Na samym szczycie jako rasa rządząca niepodzielnie.
- Tak. Musimy sobie coś omówić. Ta sytuacja nie podoba się nam obu i oboje wolelibyśmy jej uniknąć, ale chyba jesteśmy na siebie skazani. Mnie nie uśmiecha się odpowiadać przed kimś z tak prostej i niskiej rasy jak twoja, a tobie zapewne nie podoba się żyć mając na pokładzie takie arcydzieło ewolucyjne jak ja. Wiesz, że ja nigdy nie porzucę swoich ideałów, a Ty raczej nie porzucisz swoich, acz może zmądrzejesz i kiedyś pojmiesz, że to co mówiłem o różnicach między reptilianami, a innymi gatunkami w tym minotaurami to najprawdziwsza prawda. To byłby wręcz przełom, pierwszy ssak, który pojął hierarchię i drabinę rozwoju. Jednak nie nastąpi to dzisiaj i nie nastąpi to też jutro. Jednak dla dobra sprawy jestem w stanie nie obnosić się z moją... wyższością gatunkową, więc może przejdź do sedna i mów co masz powiedzieć droga Mureino.

Nicolai PW
19 maja 2015, 18:20
- Potwór, nie potwór... byleby był otwór. - Ragnar zarżał parszywie i upił trunku. - Ale w sumie... zawsze zastanawiało mnie gdzie mają swoje klejnoty. Jak ludzie z przodu czy jak konie w podwoziu? Młody, a Ty jak myślisz? - Giermek wzruszył tylko ramionami. - Ty się tak nie płosz, bo niedługo tak wiedza Ci się przyda.. Ja nie wiem, przekazuję mu swoją mądrość życiową, chcę z niego zrobić prawdziwego mężczyznę i co? I gówno, kurwa. Maminsynek, ja nie wiem... - Odyniec znowu zaczął narzekać na swojego giermka, jak miał to w zwyczaju, kiedy się upije. - Co ja źle robię? Kurwa, wytłumaczcie mi, bo, kurwa, nie wiem. Może jest pedałem? - Oczy Odyńca powiększyły się - A fuj, blech... to ohydne, niemal tak bardzo jak Jaszczuroludzie. Brr... nie wiem jak oni się rozmnażają. Wsuwać łuskowatą kuśkę w łuskowatą piczę, ja bym się orzygał. A jak ja tak mówię to coś jest na rzeczy. Minotaurzycę przeleciałem, ale Reptiliankę patykiem przez szmatkę bym nie ruszył... - Ragnar nagle przerwał i spoważniał. - Mi się wydaje czy docieramy do naszego nowego domciu? Młody, zbieraj nasze rzeczy!

Xelacient PW
20 maja 2015, 22:32
Leeroy Grinzer - zajazd "Rybia Łuska"

- No proszę... jednak się przemogłeś - odparła mu rogata z krzywym uśmiechem - jednak powiem ci coś, co może uczyni twoją dolę znośną. Możesz się obnosić się ze swoją wyższością do woli, oczywiście jeśli pomoże ci to w zaprowadzeniu dyscypliny. Bo właśnie z tego powodu tutaj jesteś, na moim statku będzie taki konglomerat osobowy, że do zaprowadzenia względnego porządku potrzebujemy zawodowca... twoja sprawa jak to osiągniesz. Mają być żywi i posłuszni... ja sama przez większość czasu będę zajęta nawigacją... więc będziesz się mógł czuć niczym dowódca... zresztą... ja i tak tylko realizuje wytyczne płynące z góry.

Zapadła chwila ciszy, rzadko się taka zdarzała, ale Ergon aktualnie wznosił się na wyżyny swojego aktorstwa absorbując absolutnie uwagę narybku wspomnieniami swoich walk.

Wtedy wołowina wyciągnęła butelkę mocnego alkoholu, a także (ku uldze jaszczura) dwa kieliszki. Leeroy coś miał jej odpowiedzieć, ale chwilowo się zaciął, bo jeden szczegół zwrócił jego uwagę.

Coś było nie tak z... uszami Mureiny. Dotąd zdążył zobaczyć kilkanaście minotaurów i wszytkie miały podłużne uszy, zaś te należące do jego rozmówczyni były okrągłe, a także... cętkowane.

Jak u gnolli.

- Co do ewolucji i poziomów rozwoju - ciągnęła nalewając obojgu alkoholu, była tym tak zajęta, że nawet nie zauważyła badawczego wzroku Griznera - wiedza kształtuje opinie - rzuciła ogólnikiem - toteż po naszej ostatniej rozmowie trochę poczytałam o twojej rodzinnej planecie i... częściowo zrozumiałam twoje poglądy. Jednak zacznijmy od tego, że miałeś farta urodzić się i żyć na planecie z minimalną aktywnością żywiołaków. Wasza cywilizacja nie była niewiedzana przez kataklizmy, więc mogliście się jako tako rozwinąć i nawet opracować sensowną technologię. Ja zaś w swoim życiu widziałam całe miasta obracane w gruzy przez Elementarnych... nawet na tej planecie, jakiś miesiąc temu... całe miasto stołeczne się zjarało, bo nagle otworzył się tam portal do Wymiaru Ognia. Minotaury mają wiele wad, ale w sytuacjach zagrożenia żywiołem radzą sobie najlepiej ze wszystkich ras... czy to oznacza, że stoją na wysokim szczeblu ewolucji? Nie wiem, ktoś mi kiedyś powiedział, że ci żałośni ryboludzie są doskonałym wytworem ewolucjii, bo świetnie radzą sobie na światach zdominowanych przez Suzerenów Wody - dodała cierpko - pijemy? - wtrąciła nagle unosząc swój kieliszek. Alkohol choć mocny to miał przyjemną owocową woń.

Ragnar Genegady - Brzeg Wyspy "Stracona Nadzieja"

- Co prawda przez długie lata nazywałam to miejsce swoim "domciem" - odparła mu Szczecina (bo tak była zwana ta świńska podróbka gargulca) - ale nie polecam się przyzwyczajać, jak dobrze pójdzie to nad ranem już nas tutaj nie będzie... ej Ziewak - rzuciła do towarzysza gdy Młody poszedł po bagaże - kapitan znów się spił, robimy to co zawsze?

Jej towarzysz tylko kiwnął łbem z wrednym uśmiechem i położyli kapitana z powrotem na jego leżance, którą następnie ułożyli przodem do dzioba.

- Trzymajcie się mocno, bo teraz będzie... pożegnalny lot! - zakrzyknęła idąc na mostek.

Po chwili łajba zasuwała jak nigdy dotąd prując fale niczym pług.

Zbliżali się do brzegu, Ragnar ujrzał jakieś pokraczne rybopodobne stworzenia na jakichś plastikowych szalupach. Dwójka z nich nawet skoczyła do wody tuż przed tym jak ich łajba została staranowana przez metalową burtę.

Tarbelanin dostrzegł nawet jakiś dok z paroma budami, ale zamiast płynąć w jego stronę to gnali wprost na plażę. Gdy zrozumiał co się dzieje to było już za późno.

Statek ze zgrzytem wbił się w brzeg. Siła uderzenia poderwała kapitana oraz Odyńca do góry tak, że przelecieli przez barierkę statku. Gdy lecieli bezwładnie w powietrzu to gargulec odruchowo rozłożył skrzydła, dzięki czemu zaczął szybować. Za to Genegady popędził na spotkanie z gruntem.

Zapadła ciemność.

Następnie ujrzał światełko w tunelu, które rosło i rosło.

Nagle źródłem niezwykłego światła okazała się kobieca dłoń przyłożona do jego głowy. Gdy się cofnęła, Ragnar zamrugał oczami. Leżał na ziemi z głową opartą o miękką poduszkę, zaś przy nim klęczała kobieta o spiczastych rysach twarzy, ognistoczerwonych włosach, a także... parze różków wyrastających z głowy.

- Chyba powoli odzyskuje przytomność - odparła uważnie mu się przyglądając - na szczęście zarył w zwykły piasek, więc obyło się bez powikłań.

- Już nie bądź taka skromna - odparła jej towarzyszka - miał farta być cuconym przez najlepszą uzdrowicielkę na tej planecie!

Genegady wtedy zrozumiał, że jest podtrzymywany przez tą drugą kobietę, zaś on sam nie leżał na poduszce. Lecz na jej obfitych piersiach.

Nicolai PW
21 maja 2015, 21:35
Ragnar uśmiechnął się, bo całkiem pomyślnie się zakończył ten karambol. - Dziękuję moje miłe za opiekę medyczną. - Odyniec nawet nie próbował wstawać tak było mu dobrze. - Mogę się dowiedzieć jak wygląda mój stan? Wszystko całe? Wszystko na swoim miejscu? - Ragnar zmrużył oczy, wydawało mu się, że o czymś zapomniał? Ale o czym? Podziękował losowi za cycatą opiekę medyczną? Podziękował? Wyleguje się na kobiecych piersiach? Wyleguje? Pofantazjował w myślach? Pofantazjował. Spytał czy wszystko jest na swoim miejscu? Spytał. Więc o co chodzi? Zaraz... Młody. - A ten... gdzie Młody? Wygląda tak jak ja tylko brzydszy.

Bacus PW
22 maja 2015, 17:47
Leeroy słuchał wypowiedzi minotaurzycy z udawaną ciekawością do czasu, aż weszła na temat jego gatunku i planety. Wytrzeszczył swoje oczyska i przyglądał się z niemałym podziwem na rogatą kobietę.
- Oh, nigdy nie posądziłbym ciebie, ani nikogo z twojej rasy o tak cenną i przydatną umiejętność jak czytanie ze zrozumieniem. Za to wznoszę toast. - Jaszczur podniósł kieliszek z trunkiem do góry i wypił całość na jego haust. Słodki smak świetnie współgrał z silnym alkoholem przez co nie wykręcił pyska Grinzera. - Zaczynasz mi imponować i może nie wszystko o co waszą rasę posądzałem jest prawdą - uśmiechnął się fałszywie. Kłamstwo, sztuczne komplementy i kultura były niezbędne podczas jego służby jako gubernator, a starych nawyków i umiejętności nie łatwo się pozbyć. - Przejdę do konkretu. Kiedy zaczynam służbę jako "twój" oficer?

Xelacient PW
25 maja 2015, 09:48
Doki Ryboludzi
Leeroy Grinzer Ragnar Genegady


- Jaki troskliwy, sam ledwie się obudził, a już się pyta o podopiecznego! - zażartowała "dwuroga" - trochę się poobijał podczas upadku, ale pomimo tego nie chciał nikomu oddać swoich bagaży! Jednak co ci będę gadać. Kremówka, dasz radę go dźwignąć?

- Ja sobie nie dam rady? - odparła prowokacyjnie.

No i niestety (dla Ragnara) skończyło się wygodne leżenie, przynajmniej tyle dobrego, że jego "podpórka" oprócz sporych piersi miała również wielką krzepę, tak iż bez bez problemu go dźwignęła do pionu. Wtedy Genegady przekonał się iż ma do czynienia z jakiegoś rodzaju minotaurem... tyle, że z łbem jednorożca. Ujrzał również swój dotychczasowy środek transportu, przy którym kręciło się parę gargulców.

- To co Świeczka? Bierzemy go do portu? - rzuciła "jednoroga".
- Szczecina powiedziała, że tam będzie czekać z resztą, więc myślę, że nie ma co zwlekać, prawda Ragnar - dodała z uśmiechem.

Do wspomnianego miejsca na szczęście nie było zbyt daleko, krótki spacer sprawił nawet, że Tarbelanin poczuł się lepiej. Na drodze do celu natykali się na ryboludzi, ale ci schodzili im z drogi.

W końcu dotarli do terenu zabudowanego (bo stało tutaj mnóstwo bud), tam też ujrzał Młodego, który gadał z jakimś... otyłym wielkoludem? Sądząc po barach poskładałby Ragnara jedną ręką, ale sądząc po mordzie to nawet jego giermek spuściłby mu łomot.

- Teddy! Gdzie jest przywódczyni naszej wyprawy? - spytała "dwuroga" Świeczka
- Poszła do zajazdu - stwierdził wielkolud pokazując łapą wielką jak bochen chleba na budynek przed którym stali - Szczecina już po nią poleciała - jego głos był dziwnie piskliwy jak na kogoś tak wielkiego.
- No to sobie na nią poczekamy, Ragnar poznaj naszego znajomego półolbrzyma Teddiego!
- Wsadzili go za pedofilię - rzucił nagle Młody, tonem sugerującym, że nie wie co z tym faktem zrobić.

***

Minotaurzyca uśmiechnęła się z wyższością, widocznie komplementy podziałały.

- Możesz nawet zacząć od teraz, pokażę ci członków mojej... naszej załogi to od razu się dowiesz z kim będziesz musiał się użerać. Potem w moim kącie spiszemy stosowną umowę.

Drzwi otworzyły się z hukiem.

- Jest tu Mureina?! - zakrzyknęła... świnia wyglądająca jak gargulec - Teddy się ciebie bał! więc mi kazał samej przyjść! - dodała wchodząc do środka, ale zaraz się cofnęła na widok obgryzionych szkieletów.

- Tak, to ja! - odparła odwracając się na swoim miejscu - a ty musisz być Szczeciną, twoje siostry opowiadały mi o tobie. Czekałam tylko na wasze przypłynięcie.

- Nie sposób mnie pomylić prawda? - dodała ze swoim świńskim śmiechem - reszta ekipy czeka przed budynkiem.

- Powiedz im, że zaraz dołączymy - dodała strzelając karkiem, po czym zwróciła się do Leeroya.

- No to czas na nas, proponuje jeszcze raz sobie strzelić i wychodzimy do tych pokrak - dodała rozlewając alkohol do kieliszków - no i możesz kazać swojemu podwładnemu zebrać wasze rzeczy.

Bacus PW
31 maja 2015, 19:04
Jaszczur przyglądał się całemu przedstawieniu i na propozycję kolejnego kieliszka zareagował uśmieszkiem.
- Tja, chluśniem, aby nie usnąć - rzucił i wychylił kieliszek. Po tej czynności rzucił tylko - Jasne, rozumiem. - Spojrzał w kierunku swojego towarzysza i rozpoczął rozkazującym tonem, czyli takim jakim przeważnie zwracał się do swoich podwładnych - Ergon, zbieramy się. Weź wszystko co moje, bo twoje klamoty są nam zbędne. Rozpoczynamy naszą "służbę".
Powstał od stołu i rzucił do Mureiny.
- To nie ma co zwlekać prawda?
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10
temat: [RPG] Wojna Żywiołow: Dzień Pioniera

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel