Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Śladami Starożytnych!
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 40 - 41 - 42

Garett PW
9 stycznia 2016, 14:26
Nawet przy całej swojej antypatii do Mistrza, Seltkirk musiał przyznać, iż ta arena była wprost idealnym poligonem doświadczalnym. Obserwowaniem Mięsny Golem się regeneruje i wchodzi w swoistą fuzję z Demiliszem było bardzo ciekawe. Co prawda nekromanta utracił nad nim kontrolę, ale to szczegół... Niby marionetka mogła wybuchnąć lub oszaleć, lecz Seltkirk miał wystarczająco dużo czasu by przygotować się na taką ewentualność. W tej chwili wolał zająć Otto. Pół-elf mimo bycia na ewidentnie przegranej pozycji wciąż zaciekle walczył. Arcylisz wezwał duchy poległych na arenie, którym rozkazał pochwycić kajdany antymagiczne, wciąż leżące na ziemi po tym jak gobliny go rozkuły, i skuć nimi zmiennokształtnego. Tamten co prawda jeszcze nie czarował, ale Seltkirk już widział jego wyczyny w czasie bitwy, więc wolał dmuchać na zimne. Poza tym sama przemiana także była prawdopodobnie magiczna, więc mogły go one pozbawić tej umiejętności, a nawet jeśli tego nie zrobią, to przynajmniej utrudnią mu poruszanie się. Ażeby ułatwić duchom wykonanie zleconego im zadania, Seltkirk kilkukrotnie rzucił na Otto czar Uderzenia Umysłu, które to powinny go nieco oszołomić. Reszta miała pozostać w niematerialnym rękach widm, gdyż Arcylisz zaczął rysować na ziemi symbole ochronne, coby Mięsny Golem za bardzo go nie uszkodził w przypadku wybuchu.

Altair PW
9 stycznia 2016, 17:43
Ottu udało się wyrwać tylko kawałek mięsa z golema. Teraz miało cierpkawy posmak. Poczuł zastrzyk energii magicznej. Zanin jednak zdołał zrobić cokolwiek sługusy umarlaka zakuły go w antymagiczne kajdany. Mięsny golem nie potrafiąc pokonać przeciwnika błyskawiczne połknął w całości półelfa.
Ciało Ottołaka odruchowo całą resztką many przywołało zbroje Egidy aby odseparować go od soków trawiennych/jadu golema. Nie miał many, a nawet gdyby ją posiadał kajdany anymagiczne skutecznie by ją blokowały. Otto nie mógł się ruszyć ani użyć żadnego zaklęcia.
Przemiana cofnęła się go do humanoidalnej formy. Był bezpieczny dzięki ochronie "magicznej puszki" W której się znajdował. Przynajmniej na razie.

Seltik widział całe zdarzenie. Nie wyglądało to najlepiej. Golem zaczął puchnąć i zataczać się. Kajdany magiczne, które pożarł razem ze zmiennokształtnym zaczęły wysysać z niego energię. "Mięsny" próbował zrekompensować ubytek energii za wszelką cenę. Pierwszą ofiara padły sługusy Seltrika, które zostały zaabsorbowane przez stwora. Potem wszelkie flaki i kostki które pozostały na arenie. Następnie skierował się w stronę arcylisza.
Im bliżej znajdował się stwór tym Seltrik bardziej odczuwał utratę many.
Golem był teraz jak ogromna mięsna bomba, chwilę przez eksplozją.

Miiistrzu... - z trybun dało się słyszeć się żałosne łkanie stwora, który pogalopował w kierunku lisza i w ostatniej chwili uronił go od rozgniecenia i pożarcia przez golema.

Miiistrzu.... - zabrzmiały ostanie słowa homunkulusa Seltrika, który został pochłonięty przez golema.

Potem... nastąpiła potężna EKSPLOZJA. Otto poczuł że to jego koniec. Znajdował się w samym centrum wybuchu. Zbroja rozsypała się po arenie, a jego ciało uległo całkowitej dezintegracji rozerwane mroczną energią. Nad areną wniósł się tuman kurzu nad wielkim lejem powstałym w wyniku wybuchu. Dolne trybuny... Dolnych trybun już nie było.
Seltrik wstał chwiejąc się. Podniósł z ziemi szczękę. Brakowało mu kilku kości. Coś jednak było nie tak. Żadne runy nie ochroniłyby go od dezintegracji. Wtedy dostrzegł ślady pola siłowego którym był otoczony. energia emanowała z czegoś przypominającego kościany kostur zwieńczony cyrkonem.

Otto odzyskał świadomość. Wszystko spowijała jakaś dziwna różowa mgła.
Unosił się nad areną niczym duch. Nie mógł niczego dotknąć, przenikał przez ściany. Nikt chyba też nie był świadomy jego obecności. Dostrzegł lisza, który porządnie oberwał podczas eksplozji. Chciał opuścić krainę żywych, ale nie był w stanie. Coś niczym kotwica go tu trzymało. Usłyszał metaliczny brzdęk. Jego zbroja wciąż znajdowała na arenie. Ruch jego widmowej dłoni powodował ruch rękawicy egidy leżącej na dnie leja. Reszta uzbrojenia także reagowała na jego wolę. Poczuł gniew. Nim odejdzie powinien spróbował rozliczyć się z Seltrikiem i całym tym mistrzem.





OGARexs PW
9 stycznia 2016, 19:49
"Chcieliście rozrywki to będziecie ją mieli, kościosyny" powiedział(?) półelf. Różowawa mgła, zapewne na wskutek gniewu, wydawała mu się dziwnie czerwonawa co biorąc pod uwagę jego dość dziwną przypadłość okulistyczną (której, przez ewidentny brak oczu czy nawet oczodołów, teoretycznie nie posiadał, ale przyzwyczajenie też swoje robi) jeszcze bardziej go nakręcało. O nie, nie był zwyczajnie rozgniewany na poziomie przeciętnego berserka, przebił się przez ten poziom. Był teraz na tym rzadkim poziomie zimnej furii, w której gniew nie zaślepia a wyostrza.

Intuicyjnie "zanurkował" w dół by dotrzeć do swojej zbrojnej ręki. Gdy spotkała się z tą widmową czuł namiastkę materialności. Szybko odnalazł pozostałe co większe fragmenty. Zbroja może nie była kompletna ale wraz z pochłanianiem magicznej "energii promieniowania tła" areny, znacznie zwiększonej przez wybuch golema, ubytki samoistnie się wypełniały. A skoro miał już jako-takie ciało potrzebował tylko jednego - broni.

Początkowo wezwał dwa sztylety Egidy ale szybko je rozproszył. Potrzebował czegoś o większym zasięgu i większej "mocy rażenia". Dlatego wezwał miecz półtoraręczny, lekko zakrzywiony na końcu a w rękojeści przypominającej bardziej szable. Jak na pierwszą próbę wyszło mu całkiem dobrze, zresztą aż takie trudne to nie było, trochę jak wezwanie sztyletu ale w większym rozmiarze.

Tak uzbrojony krzyknął kilka vorijskich przekleństw i wyzwisk, niesłyszalnych, bo przecież nie miał, ani ust, ani strun głosowych, ani na dobrą sprawę płuc, ale morale mu się poprawiły przynajmniej. A gdy to zrobił, wykorzystując rzeźbę terenu postekspolyzjnego oraz wyuczone i wrodzone zdolności akrobatyczne, szybko znalazł się na trybunach. Trzymając nisko miecz zaczął biec w kierunku "Mistrza" przeskakując niedoszłych widzów. Gdy był odeń jakieś trzy jardy skoczył unosząc miecz do uderzenia z forhendu, wykorzystując przy tym pęd i masa ciała-zbroji. Że to ma małe szanse powodzenia to było pewne ale próbować zawsze warto, c'nie?

Garett PW
9 stycznia 2016, 20:30
Seltkirk nie spodziewał się takiej reakcji łańcuchowej. Siłę wybuchu Mięsnego Golema można było porównać do mocy zaklęcia Armagedonu. Prowizoryczne runy nie miały prawa go ochronić. Arcylisz nie składał się właśnie w pobliżu swojego filakterium tylko dlatego, że Limdark zrobił coś co go obroniło. W rezultacie nekromancie ubyło tylko kilka kosteczek. Nie żeby Seltkirka to jakoś szczególnie cieszyło, bo gdyby tutaj umarł, to mógłby osobiście się przekonać, czy jego laboratorium rzeczywiście zostało splądrowane przez jakiegoś samozwańczego Króla Deyjii, o którym mówiła Anxiety. Musiał jednak przyznać, że Homunculus rzeczywiście wyszedł mu prawie idealnie. Co prawda nie przypominał zwyczajnej istoty żywej, raczej coś pomiędzy śmiertelnikiem a nieumarłym, lecz nadrabiał wszystko siłą i lojalnością.

Arcylisz rozejrzał się wokół siebie. Arena właściwie już nie istniała, podobnie jak dolne trybuny. Mistrz pewnie teraz rwał sobie resztki włosów z czaszki (czy co on tam chowa pod swoim katurem), że chciał zmusić Seltkirka i Otto do walki z sobą. Nekromantę bardziej jednak zainteresował dziwny kostur zwieńczony cyrkonem... Tym samy cyrkonem, którego użył jako rdzenia dla Limdarka, i który jako jedyny ocalał po tym, jak Arcylisz dźgnął Homunculusa nożem. Seltkirk zastukał zębami imitując śmiech. Już wiedział jak wygląda prawdziwa postać jego tworu.

-Brawo, BRAAA-WO - zaklaskał Arcylisz. - Jestem pod wielkim wrażeniem twojej mocy i lojalności, Limdark. Co prawda moje nie-życie nie było w niebezpieczeństwie, bo po prostu odrodziłbym się przy swoim filakterium, ale dzięki tobie będę mógł nieco dłużej nacieszyć się obserwacją tych jakże fascynujących wydarzeń, które z pewnością przejdą niegdyś do historii. Może nawet nabiorę ochoty by wreszcie pozostawić po sobie jakiś ślad... To doprawdy irytujące, że tak niewielu nekromantów wie w ogóle kim jestem! No nic- Seltkirk chwycił kostur z cyrkonem, w którym, jak podejrzewał, zamknięta była istota Limdarka - chodźmy przejrzeć artefakty w skarbcu. Myślę, że weźmiemy sobie więcej niż tylko jeden. Nasz gospodarz i tak ma teraz na głowie mojego niedoszłego przeciwnika, który z nim walczyć za pomocą elementów swojego pancerza. Normalnie pewnie chciałbym go złapać i przebadać, ale mam już dość tej barbarzyńskiej rozrywki zwanej walką jak na jeden dzień. Poza tym mam nadzieje złapać po drodze Anxiety i pokazać jej kto tu jest wielkim nekromantą, a kto tylko byle młokosem. Aha, Limdark, jak już powrócisz do postaci humanoidalnej, to pokażę ci kilka sztuczek. Myślę, że zasłużyłeś sobie na miano mego Ucznia.

Altair PW
9 stycznia 2016, 20:37
Pusta zbroja zmiennokształtnego poskładała się do kupy. Ziała z niej pustka. Widać byłe tylko dwoje krwistoczerwonych oczu w miejscu gdzie powinna znajdować się twarz. Przeraźliwy ryk wytrząsnął areną. Zbroja rzuciła się w kierunku mistrza. Widzowie zaczęli pośpiesznie opuszczać trybuny.

Wracaj na arenę głupi stworze - krzyknął mistrz częstuj atakującego oddechem smoka. Zbroja uderzyła od arenę rozsypała i znów złożyła do kupy.
Otto-duch poczuł, że lewy naramiennik został uszkodzony.

Mam dość. Liszu masz go wykończyć, albo zabije was obu. - krzyknął mistrz do Seltrika, który korzystając z zamieszania próbował opuścić arenę.

Garett PW
9 stycznia 2016, 21:45
-Mam go wykończyć? A czemu niby miałbym to zrobić. Powiedziałeś, że wolność otrzyma ten, który zabije drugiego, a tak się składa, że już go zabiłem. Sama arena tak uznała, pozwalając mu wejść na trybuny by cię zaatakować. - Seltkirk pominął, iż zaklęcia na nią nałożone były prawdopodobnie do niczego po wybuchu Mięsnego Golema. Nie moja wina, iż ten likantrop ma dostatecznie dużą siłę woli, by powrócić jako duch. Poza tym twoja uczennica podczas objaśniania zasad powiedziała, że nie ponosicie odpowiedzialności za zajścia na będące wynikiem aktywności zawodników. Jak więc widzisz, z punktu widzenia prawa panującego na twojej arenie, nie mam obowiązku wykańczać widma w jakie zamienił się ten pół-elf... Aczkolwiek mógłbym to przemyśleć, jeśli do złota i artefaktów ze swojego skarbca dorzucisz filakterium Anxiety, żebym mógł pokazać twojej głupiej uczennicy, że lekceważenie mnie nie jest najlepszym pomysłem.

Seltkirk skupił swoją magię na kosturze, by znowu wydobyć z niego tę potężną energię która go ochroniła przed wybuchem na wypadek gdyby Mistrz, Otto albo Anxiety spróbowali go zaatakować.

Irhak PW
9 stycznia 2016, 22:04
Póki co minotaur nie odczuwał jeszcze mocy Koszmaru. Dlatego też się rozejrzał wokół. Nie poznawał miejsca, choć poznawał otoczenie. Pustkowia oświetlone blaskiem zachodzącego (a może wschodzącego?) słońca.

Westchnął i wyciągnął artefakt.

- Strażnicy już dawno się rozpadli - mruknął pod nosem. - No dobra, to gdzie my właściwie jesteśmy, co? - spytał ni to siebie, ni to artefakt, ni to Koszmar. Wiedział, że może tego pożałować, ale spróbował zrobić krok w kierunku Koszmaru. Najwyżej rąbnie czymś w niego lub ucieknie.

OGARexs PW
9 stycznia 2016, 22:45
"Krzyk, huh? I do tego wyzwiska. To podobno pierwsza oznaka strachu. I dobrze."

BÓJ SIĘ MNIE, MARNA ISTOTA!

I znowu areną wstrząsnął ryk. Ale intencje można było odczuć dość poważnie.

Zbroja chwyciła chwyciła jednego z vipów, którzy uciekali z areny. Zapewne jednego z uczniów, gości tudzież sług Mistrza. Zresztą nie było to już ważne ponieważ Otto właśnie wyrywał mu serce. Oprócz oczywistego wzbudzenia postrachu miał to też wymiar na tyle praktyczny, że każda istota żywa ma jakąś tam podstawową energię magiczną, którą półelf właśnie zeń ekstrahował, naprawiając swój naramiennik. Ba, many wystarczyło na tyle, że zdołał on wezwać tarczę Egidy. Trzymając ją przed siebie w jeden ręce, a w drugiej swój miecz począł szarżować na Mistrza. Ale nie uderzenie go było jego głównym celem (choć jakby udało mu się zrobić to, co chciał i odbić pewny atak nekromanty to to zrobi na sto procent). Jego głównym celem było uwolnienie jego syna. Liczył na to, że będzie on na tyle inteligenty by zwiać i posłać po swoją matkę albo chociaż zacząć odwracać uwagę lisza. Choć pewnie tego nie zrobi, głupi gówniarz.



Altair PW
10 stycznia 2016, 01:55
Przyzwanie tarczy spowodowało zniknięcie naramienników. Otto zrozumiał, że nie posiadał teraz własnej many ponad to co zostało w zbroi Egidy. Jej zniszczenie prawdopodobnie oznaczało jego ostateczną śmierć.

Nie będziesz mnie łapał za słowa marny liszu. On jest tak samo żywy jak i ty. - powiedział ze złością mistrz chwytając magiczną zbroje i ciskając ją ponownie o arenę na dno leja.
Hełm rozpadł się na dwie cześć. Mniejsza cześć natychmiast zniknęła. Mistrz zaczął ciskać w Otta-zbroje mrocznymi pociskami, szrapnelem i oddechem smoka. Na zbroi pojawiła się rysa, potem pęknięcie. Rozległ się trzask. Rozsypywał się w pył. Duch Otta poczuł, że tym razem to już naprawdę koniec. Był za słaby by pokonać mistrza.

Ojcze! - dobiegł z trybun głos jakiegoś młodzieńca. Potem rozległ się przeraźliwy metaliczny skrzek. Pojawiły się płomienie które momentalnie stopiły złotą klatkę i zaczęły trawić trybuny. Limlight najwyraźniej osiągnął wiek młodzieńczy i stał się ognistym ptakiem. Zaczął ze wściekłością atakować mistrza.
Jesteś za słaby homunkulusie - zaklął mistrz i użył lodowej eksplozji na zaskoczonym stworze. Płomienie natychmiast przygasły i Limlight upadł na dno leja niedaleko rozpadającej się zbroi ojca.
To jeszcze nie koniec - Otto usłyszał w myślach głos syna.
Ptak ostatnią siłą wygrzebał dziobem z areny amulet, zgubiony przez Otta i rozkruszył go. Pojawiło się oślepiające światło. Zniknął Ognisty ptak, zbroja i duch półelfa. Dno i ściany leja pokryły się szkłem wokół zapanował nieznośny żar. Buchnęły płomienie. Pojawił się feniks. Połączenie ognistego ptaka i ducha Otta.


Chłopcze jeśli chcesz wyjść z tego cało, szybko wypowiedź inkantacje wyrytą na cyrkonie. - Seltrik usłyszał głos dobiegający z kostura. Ktokolwiek to był musiał być bardzo stary.
Dopiero teraz dostrzegł, że klejnot przypominał małą czaszkę. Kurz z areny wniknął w szczeliny ujawniając dawno zapomniane słowa:

Przybądźcie szczątki pleśnią pokryte,
zbierzcie się kości w ziemi ukryte,
Zbudź się potęgo ukryta w totemie,
powstań natychmiast KOŚCIANY GOLEMIE!


________________________________________________________________________

Podaje aktualne położenie. Bracada - wertykalny Antagarich. - odpowiedziało pudełko.
Ostrzenie wykryto liczne kolonie Kreegan. Sugerowany kontakt z najbliższym strażnikiem... Zakończono analizę nieznanego stworzenia. Nazwa tymczasowa OMG. Sygnatura wskazuje na międzywymiarowe pochodzenie. Sugerowane środki miotacz typu C... jak przy walce z galaretkami. - zakończyło urządzenie. Koszmar natomiast wciąż trzymał dystans kilku metrów.


Garett PW
10 stycznia 2016, 17:55
-Kto tu jest marny?! To ty urządzałeś na tej wspaniale zaklętej arenie walki dzikusów ku uciesze barbarzyńskiej hołoty! Mogłeś jej używać w imię rozwoju nauki i magii, lecz wolałeś brzęk złotych monet! Na początku byłem nawet skłonny cię szanować, lecz teraz czuję jedynie pogardę! Nekromanci winni być oderwani od spraw doczesnych na rzecz tajemnych studiów, ale ty ze swoją żądzą złota przypominasz raczej jakiegoś głupiego krasnoluda!

Seltkirk nie zdołał powiedzieć Mistrzowi więcej o tym co o nim myśli, gdyż usłyszał głos dobiegający z cyrkonu. I o dziwo nie był to głos Limdarka. Czyżby coś jeszcze w nim siedziało prócz Homunculusa?
Arcylisz normalnie by się obruszył na nazwanie go chłopcem, lecz artefakt jakim niewątpliwie był cyrkon musiał być bardzo staro, o wiele starszy od niego. A to znaczyło, iż ten głos również musiał taki być. Na dobrą sprawę bycie nazwanym "chłopcem" przez tak starą istotę nie było aż takie złe. Tacy Otto albo Anxiety byliby pewnie dla niej zaledwie małymi dziećmi!
Nekromanta zaczął wypowiadać inkantację będąc już pewnym, że wreszcie zdoła stworzyć Kościanego Golema.

OGARexs PW
10 stycznia 2016, 23:45
Ottoniks zaskrzeczał, krążąc w powietrzu nad głową nekromanty, sypiąc iskrami gdy tylko machnął skrzydłem jednym lub drugim. Feniksy to stworzenia fascynujące w swej ognistej naturze. Potrafią na ten przykład stopić złoto w ułamku sekund. A co za tym idzie palić różne rzeczy. I to szybko.

Na przykład tkanki organiczne.

Płomienisty ptak zapikował w dół. Lecąc przy ziemi, znaczył ją ścieżką ognia. Dotarł w końcu pod nogi nekromanty i zaczął krążyć wokół niego. Trafić się nie dał, po pierwsze feniksy są szybkie jak mało które istoty, a po drugie szybko powstające tornado ognia zasłaniało widok dymem i płomieniami, a paleta ich kolorów zlewała się z ptakiem.

Gdy trąba ogniowa była już na tyle gorąca, wielka i wysoka by podtrzymać się sama, Ottoniks wyleciał z niej i począł krążyć szerokim okręgiem nad areną. Po dwóch-trzech okrążeniach wzniósł się wyżej i przebił przez tornado chwytając coś w dziób po czym odfrunął na drugi koniec pobojowiska. Jak dobrze poszło to trzymał w dziobie kość udową Mistrza. Jak źle jakiś zwęglony kawałek czegoś. Ale i tak był zadowolony z pożogi, która trawiła maga.

"Jeśli odżyje wykombinuje Młodemu pieczeń z metali rzadkich."

Altair PW
3 lutego 2016, 22:29
Nigress nie zdążył się dobrze przyrzeć koszmarowi, gdyż ten zaczął warczeć i piszczeć. Następnie błyskawicznie zniknął chowając się pod jakimś kamieniem czy jakieś norze. Coś wyraźnie go przestraszyło.
Ostrzeżenie wykryto w pobliżu potężna formę Kreegan - pudełko zaryczało aż minotaur podskoczył.

Potem usłyszał szelest skrzydeł. Pojawił się skrzydlaty Kreegan.
W końcu jesteś. Mamy nadzieje, że tym razem wypełniłeś misje i twój wertykalny sobowtór został zabity. Masz zdać raport Vindemiatrix. Oczekuje na ciebie w HIVE - powiedział obcy.

_____________________________________________________________________________

Po wypowiedzeniu inkantacji pod stopami Seltrika zaczęła wyrastać góra kości które uformowały potężny pagórek unosząc ze sobą lisza. Następnie uformowały się kończyny. Kościany golem był gigantyczny. Sięgał prawie sklepienia jaskini/areny.
Miiiistrzu - nisko zaryczał przyzwany stwór oczekując na polecenia przyzywającego.
Dopiero teraz zauważył, że mistrz ciągle szepce jakąś długą inkantacje.
Nagle zamilkł. Pojawiły się kłęby czarnego dymu który go spowił. Mistrz zniknął za to pojawił się Drakolicz.

Pomimo starań ataki Ottoniksa nie robiły na kreaturze specjalnego wrażenia.
Otto usłyszał szept Limlighta (a może tylko mu się wydawało):

Ogniu nigdy nie gasnący,
Żywiole świat spopielający,
Wspomóż syna waszej Pani
Otwórz wrota OGNISTEJ OTCHŁANI!


Na środku areny pojawił się na chwilę niewielki czerwony portal z którego wyleciały żywiołaki ognia i gogi. Natychmiast zaczęły atakować Drakolicza. Jednak tylko odwracały uwagę monstrum. Do jego pokonania trzeba było czegoś więcej.


OGARexs PW
4 lutego 2016, 17:58
Ottoniksowi wyczerpały się oficjalnie wszystkie inne pomysły z kategorii "Walcz". Pozostała więc mu tylko kategoria numero duo, co było mu nad wyraz nie w smak ale nie miał innego wyjścia. To był chędożony Drakolicz a on był tylko feniksem, w dodatku dość upośledzonym pod względem każdym z racji, że za jego ciało robił w całości jego synalek. Ottoniks w końcu zapikował w dół mając w myśli tylko ten pierwotny odzew natury. "Walcz albo uciekaj."
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9 - 10 - 11 - 12 - 13 - 14 - 15 - 16 - 17 - 18 - 19 - 20
21 - 22 - 23 - 24 - 25 - 26 - 27 - 28 - 29 - 30 - 31 - 32 - 33 - 34 - 35 - 36 - 37 - 38 - 39 - 40
41 - 42
temat: [RPG] Śladami Starożytnych!

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel