Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [OGÓLNY] Tańcząc z korzeniami cierni
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2

Mitabrin PW
16 maja 2010, 22:56

Od razu chciałbym zaznaczyć, że świat, który występuje w sesji jest w stu procentach mojego autorstwa i z początku może wydawać się dziwny. Ogłaszam jednocześnie, że jest to pierwsza sesja, którą mam zamiar prowadzić i chciałbym, by uczestnicy zgłaszali wszystkie zastrzeżenia odnośnie sesji…
Doszedłem do wniosku, że dokładne wyobrażenie sobie tego świata może być niezbyt łatwe, więc cały jego opis jest pełen linków do zdjęć dokładnie pokazujących poszczególne cechy/istoty/miejsca należące do świata...

________________________________________________________

Witaj w świecie znanym jako ”Leprosus”. Jednak nawet nie licz na to, że poznasz odpowiedź na pytanie czym on jest, po mimo istnienia wielu jego opisów tak naprawdę nawet jego rodowici mieszkańcy nie znają odpowiedzi na to pytanie. Jednak brak wiedzy na ten temat raczej wiąże się z tym, że nie szukają oni odpowiedzi, niż z braku możliwości jej zdobycia. Aczkolwiek gdyby spytać przeciętnego somnambulika (tak nazywani są rodowici mieszkańcy tego świata) o to czym jest Leprosus, to odpowiedziałby, że wiedza zebrana przez przybyłych do tego świata wystarczy, by go dostatecznie zrozumieć.

Ludzcy mieszkańcy tego miejsca opisują to miejsce tak:
Leprosus to bezkresne miasto znajdujące się na pustyni, której piasek przypomina kamienie nerkowe. Samo miasto wygląda dość niepokojąco, ale po pewnym czasie uczucie niepokoju znika. Jest ono pełne powykręcanych kamienic i nie licząc kilku charakterystycznych miejsc wszędzie wygląda ono bardzo podobnie.Przeciętna ulica Leprosusa

W Leprosusie ludzie otrzymują zupełnie inne zmysły niż normalnie, niektórych w ogóle nie ma inne zaś mają inne właściwości. Trzeba pamiętać o tym, że:
• Ludzkie oko rozróżnia tu tylko czerń i biel.
• Nie ma czegoś takiego jak zmysł węchu.
• Zmysł dotyku jest osłabiony (przykładowo jak trzymamy jakiś przedmiot, to możemy określić jego wagę i kształt, ale nie odczuwamy czy jest np. szorstki lub gładki).
• Zmysł słuchu też występuje lekko zniekształcony, ale przeszkadza to tylko nowoprzybyłym.

Trzeba też dodać, że pomimo tego, iż Leprosus jest swoistymi zaświatami nie oznacza to, iż uwięzieni są nieśmiertelni... No... w zasadzie są nieśmiertelni, ale to troszkę tak jak nazywanie osoby w śpiączce żywą. Kiedy ktoś zabije uwięzionego, to zaczynają dziać się z nim dziwne rzeczy. Najpierw zaczynają po nim strasznie szybko przechodzić dreszcze aż w końcu cały zostaje unieruchomiony. Po straceniu panowania nad ciałem nagle z uwięzionego zaczyna wyrastać drzewo, które zadając straszny ból rozrywa ciało nieszczęśnika aż w końcu zostaną z niego bardzo małe kawałki... Najmniejszy odnotowany kawałek uwięzione był wielkości pudełka zapałek. Nie muszę chyba dodawać, że po rozpadzie uwięziony wciąż zachowuje świadomość.
Potrzeba jedzenia i picia też występuje i większość żywności (jak i wiele innych przedmiotów) jest kradziona z różnych domów w Leprosusie. Uwięziony, którego będzie dręczył zbyt silny głód wpadnie w obłęd i zacznie polować i zjadać innych uwięzionych.

W całym mieście wyróżnić można kilka specjalnych miejsc, są to:
• Biblioteka wspomnień – Jest to jeden z największych budynków w całym Leprosusie, znajduje się tutaj wiele ksiąg napisanych przez ludzkich przybyszy do Leprosusa a także wiele ksiąg, których nikt nie potrafi odczytać (przykładowa strona takiej książki). Najdziwniejsze jest to, że te książki pojawiają się na regałach same. Biblioteka jest także miejscem, w którym swoje kwatery mają różne ludzkie zgromadzenia jak np. uciekinierzy (grupa ludzi, którzy za wszelką cenę próbują się wydostać z tego miejsca uważając, że jest ono przeklęte) czy kreatorzy (grupa ludzi, którzy wierzą, że świat, który ich otacza jest tak naprawdę kreacją ludzkich umysłów i możliwe jest kreowanie wyglądu Leprosusa własnym umysłem). Biblioteka jest utrzymywana przez somnambulików.
• Dach informacji – Co prawda to miejsce należy do Biblioteki wspomnień, ale z racji tego, że ma ono zgoła odmienny charakter to jest ono uznawane za odrębne miejsce. Można tu przeczytać wszelakie ogłoszenia, prowadzona jest działalność handlowa, istnieje tu kilka kawiarni a także przy odrobinie szczęścia znaleźć pracę. Zwykle znajdują się tu członkowie większości zgromadzeń ludzkich i próbują rekrutować nowych przybyszy do Leprosusa. Jest to miejsce bardzo rzadko odwiedzane przez somnambulików.
• Biblioteka Ludzkości - W odróżnieniu od większości specyficznych miejsc, to jako jedyne zostało w 100% zrobione przez człowieka. Dawno temu w Leprosusie rozwinął się wielki ruch, którego celem było nadanie Leprosusowi ludzkości. Setki jak nie miliony uwięzionych przewodzonych przez osobę, której imienia nikt już nie pamięta zaczęły rozbierać budynki Leprosusa i w ich miejsce tworzyć "miasto" w stylu europejskim. Pierwszym zbudowanym budynkiem był właśnie ten wielki gmach, który wielu porównywało z Biblioteką wspomnień (stąd zresztą nazwa). Kiedy ruch rewolucyjny urósł do znacznych rozmiarów a sami rewolucjoniści zaczęli mordować somnambulików (a także źródła i niewolników) nastąpiło najbardziej tajemnicze zdarzenie w dziejach Leprosusa. Pewnego dnia całe "miasto" rewolucjonistów znalazło się w gruzach a każdy rewolucjonista został zamieniony w kamień, który szybko rozpadał się na piasek. Jedynym budynkiem, który przetrwał był właśnie wielki gmach na środku, który po mimo tego, że był obdrapany i też w kilku miejscach zniszczony, to jako jedyny przetrwał. Dziś jest to drugie po Dachu "żywe" miejsce Leprosusa.
• Pałac – Nie zbyt wiele wiadomo o tym miejscu, znaczna jego część jest niedostępna dla ludzi czy nawet somnambulików. Wiadomo jedynie, że rezyduje tu Morfeusz, istota, która jest połączeniem człowieka i somnambulika. Morfeusz nie jest władcą Leprosusa, jest bardziej kimś w rodzaju strażnika, który go ochrania. W każdym razie raz na jakiś czas wybrani ludzie zostają wezwani do Pałacu, niewiadomo w jakim celu.
• Obrzeża miasta – Jest to najbardziej specyficzne miejsce w całym mieście, gigantyczna przestrzeń, na której nie znajduje się ani jeden budynek. Bardziej przypomina to miejsce labirynt, gdyż znajduje się tutaj gigantyczna ilość kamiennych korytarzy. Raz na jakiś czas można natknąć się na pewien świecący i przezroczysty przedmiot (np. fortepian, gitarę, szklaną butelkę wody i praktycznie każdy inny przedmiot), cel występowania tych przedmiotów opiszę później. Z niewiadomego powodu jest to miejsce pełne somnambulików.

Miejsc jest znacznie więcej, ale wymieniłem tylko te najbardziej istotne. Istnieje też duża liczba targowisk, placów i innych miejsc. Warto dodać jeszcze, iż by dotrzeć do któregokolwiek ze specyficznych miejsc trzeba co najmniej raz się tam dostać i potem by dotrzeć do np. Biblioteki wspomnień wystarczy myśleć o tym miejscu i iść którąkolwiek ścieżką. Stąd wielu mieszkańców Leprosusa pracuje jako przewodnicy, którzy pomagają nowo przybyłym za opłatą dotrzeć do poszczególnych miejsc. Zjawisko to jednak nie występuje zawsze i zdarza się (czasem częściej, czasem rzadziej), że występowanie miejsc się miesza i trzeba je odkrywać na nowo.


W Leprosusie w każdej chwili znajduje się kilka rodzajów ludzkich przybyszy, są to:
• Źródła – Tak nazwani są ludzie, którzy śnią. Otóż kiedy człowiek zasypia to jego ciemny kontur pojawia się na obrzeżach miasta i czasem zdarza się, że zmieni się w świecący przedmiot (rodzaj przedmiotu zależy od rodzaju snu). Tacy przybysze pojawiają (i znikają na chwilę przed pobudką) w Leprosusie cały czas. Nie są oni świadomi tego, gdzie są. Jeśli umrą w czasie snu zmieniają się w uwięzionych.Wygląd Źródła
• Niewolnicy – Są to ludzie, którzy znajdują się w śpiączce. W odróżnieniu od źródeł bardziej przypominają oni normalnych ludzi, pojawiają się także tylko na obrzeżach miasta. Nie są świadomi tego, gdzie są. Ich zadaniem jest ingerowanie w sny źródeł, gdyż jeśli doprowadzą określoną ilość snów do szczęśliwego zakończenia (tzn. nie zmienią ich w koszmar), to będą mogli się obudzić. W przypadku gdy sen stanie się koszmarem, będą musieli swoją pracę zaczynać od nowa. Jeśli umrą w czasie snu zmieniają się w uwięzionych.Wygląd niewolnika
• Uwięzieni – Są to ludzie, którzy umarli w czasie snu. W odróżnieniu od źródeł i niewolników nie mogą się oni wydostać poza Leprosus. Ich wygląd naturalnie nie różni się specjalnie od wyglądu zwykłych ludzi. Są świadomi tego gdzie są i jako jedyni potrafią opuścić obrzeża miasta (zresztą każdy nowy uwięziony swój żywot w Leprosusie rozpoczyna właśnie na obrzeżach miasta). Także i oni potrafią ingerować w sny źródeł, jednakże posiadają oni inne nagrody i kary. W wypadku doprowadzenia snu do szczęśliwego zakończenia dostają oni pewien magiczny dar związany z przedmiotem związanym ze snem (np. gdy przedmiotem była pochodnia uwięziony może się nauczyć rzucać ogniem, przywoływać pojedynczą pochodnię itp.). W wypadku niepowodzenia na ciele uwięzionego pojawia się jakaś deformacja (np. wyrastanie rogów, podkrążenie oczu i przeróżne inne mutacje).Uwięziony, który nie jeden sen zmienił w koszmar, Nowopowstały uwięziony, Kolejny przykład uwięzionego, który kilka razy zmienił sen w koszmar


Somnambulicy – Są to rodowici mieszkańcy Leprosusa. Wyglądają jak cali obrośnięci cierniami i plasteliną ludzie, aczkolwiek prawie wszyscy wyglądają zupełnie inaczej. Powód ich istnienia nie jest do końca znany, większość ludzi uważa, że są oni sługami Morfeusza, ale tak naprawdę wypełniają rozkazy kogoś innego. Otóż każdy somnambulik posiada swojego własnego pana. Są to małe jasne duszki, które latają wokół somnambulików (nazywane są one esencjami). Każdy somnambulik oprócz posiadania własnej woli musi jeszcze słuchać własnej esencji. Kiedy somnambulik umiera (w celu zregenerowania swoich sił, by móc znów służyć miastu) zamienia się on drzewo, które pod wpływem esencji zmienia się w nowego somnambulika. Koniec końców esencja staje się nowym somnambulikiem i powstaje nowa esencja (niektórzy twierdzą, że ona była poprzednim somnambulikiem). Somnambulicy nie są nastawieni złowrogo do niczego, dopóty dopóki to coś nie narusza harmonii panującej na Leprosusie.Przykładowy somnambulik

Tyle względem opisu świata, teraz pora na fabułę...
Jesteście grupą kilku uwięzionych, którzy pojawili się w Leprosusie jakiś czas temu (około pół roku). Chcąc ułożyć sobie życie w nowym społeczeństwie (które przestało się wam wydawać dziwne dopiero niedawno) <plama po kwasie>
adnotacja: w związku z przypływem natchnienia fabuła ulegnie zmianie.

____________________________________________________________

Ok. Przejdźmy, do karty postaci. Od razu mówię, że będą one nietypowe. Schemat karty wygląda tak:

Imię:
Historia: <powinny znaleźć się tu informacje o życiu przed śmiercią (jakby co - Tak, uwięzieni kiedyś żyli w zwykłym świecie) oraz kilka informacji o losach postaci po dotarciu na Leprosusa>
ekwipunek: <powinna znaleźć się tu informacja o aktualnym stroju waszej postaci, opcjonalnie broń jaką posiada (do wyboru tylko broń biała) oraz ew. inne przedmioty>
cechy: <uwaga, tu zamiast zrobienia listy opisującej każdy atrybut, po prostu napiszcie w czym wasza postać się specjalizuje a z czym ma kłopoty>
umiejętność magiczna: O, tutaj będzie coś bardzo nietypowego. Otóż każda z waszych postaci doprowadziła do szczęśliwego zakończenia 1 lub 2 sny. W przypadku 1 wasza postać powinna mieć co najmniej 1 deformacje, jednak przy dwóch muszą wystąpić przynajmniej 3. W każdym razie - Nie piszecie jaką zdolność zyskała wasza postać, zamiast tego napiszcie przedmiot, którego dotyczył sen, w który wasza postać ingerowała. Może to być przedmiot wszelaki od paczki zapałek po karabin maszynowy. Potem ja wybiorę moc jaką wasza postać zdobyła. Aczkolwiek uprzedzam, że zdolność magiczną najpewniej przypiszę nietypową.

_____________________________________________________

Ok. To by było na tyle. Chciałbym też oświadczyć, że sesja będzie najpewniej prowadzona w klimacie lekkiego czarnego humoru z odrobiną surrealizmu, jednak nie po to, by zrobić z tego komedię a by utworzyć specyficzny klimat tego świata.

_____
Dzięki Dla Hobbita za logo. ;3

Hobbicus PW
17 maja 2010, 10:41
Jako, że teraz nie mam czasu, to zgłaszam swój udział w sesji. Najprawdopodobniej w środę, ewentualnie w czwartek pojawi się karta postaci.

(tak, wiem, że mam już dwie postaci w innych sesjach i sam prowadzę sesję, ale nie powinno to stanowić większego problemu, gdyż po pierwsze wręcz doskonale czuję klimat tego świata, a po drugie w jednej sesji na razie nic nie robię, podobnie zresztą jak reszta graczy :P)

Field PW
17 maja 2010, 17:16
Ja, jako Strażnik tej komnaty z przyjemnością będę czuwał osobiście nad przebiegiem sesji ;)

A i przy okazji sam Mit wie, jakie wrażenie na mnie wywarł pomysł ;)

Mitabrin PW
17 maja 2010, 17:35
Heh... Aż zaczynam się lekko bać, o to czy będę w stanie utrzymać zarówno klimat świata (jednakże mam pomysł na wprowadzenie specyficznych opisów...) jak i dobrej fabuły (szczerze mówiąc to po mimo kilku pomysłów na jej poprowadzenie o nią najbardziej się obawiam)... Cóż w najgorszym wypadku będę szukał pomysłów w kapeluszu...

I tak poza tym - Rekrutacja będzie trwała dosyć długo, gdyż w następnym tygodniu jeśli mój dostęp do internetu nie będzie zerowy, to na pewno strasznie ograniczony (a nie chciałbym rozpoczynać sesji i od razu na dzień dobry robić dłuższą przerwę).

Hobbicus PW
17 maja 2010, 19:27
Jako, że mam okazję jeszcze zapytać (a ta informacja przyda się nie tylko mnie) - jaki jest sugerowany rok trafienia naszych postaci do Leprosusa?

Mitabrin PW
17 maja 2010, 19:40
Damn, wiedziałem, że o czymś istotnym zapomniałem... -_-

Nevermind... Okres dwudziestolecia międzywojennego - około roku 1920.

Hobbicus PW
18 maja 2010, 15:49
A jednak się udało...

***



Imię:
Arthur Spencer

Historia:
Sir Arthur Mortimer Earl Vernon Reginald Spencer Baronet urodził się w 1881 roku w Great Yarmouth w hrabstwie Norfolk. W wieku 13 lat przeniósł się do Oksfordu z racji jego wybitnych zdolności, które miały zostać rozwinięte w tamtejszym uniwersytecie. Na skutek jednak "dziwnych zbiegów okoliczności" po dwóch latach musiał się przenieść do Londynu, gdzie - mimo tak młodego wieku - przejął tamtejszą fabrykę czekolady. W taki sposób dorobił się jeszcze większego majątku i po 20 latach przeszedł na emeryturę, by zając się swoją pasją - podróżami w poszukiwaniu natchnienia (trzeba bowiem wspomnieć, że był poza tym poetą). W 1920 roku wyjechał specjalnie dla niego wynajętym pociągiem do Portsmouth, żeby potem popłynąć do Indii. W połowie drogi pociąg z nieznanych przyczyn wypadł z torów. Nikt nie przeżył.

Zapewne gdyby Arthur mógł, to tak by przedstawił swój życiorys. Całej prawdy nikt nie zna - nikt z rodu Spencerów nie przyznaje się do niego, co jednak nie przeszkodziło mu uzyskać tak wysoki tytuł szlachecki. Statystyki są sprzeczne - według jednych dokumentów data i miejsce urodzenia są zgodne, z innych jednak wynika, że Arthur urodził się w roku 1874 w jakiejś dziurze w King's Lynn and West Norfolk. W spisach the University of Oxford nie ma jego nazwiska, żadna londyńska fabryka czekolady go sobie nie przypomina. Prawdą jest, że był dosyć majętny i że pociąg do Portsmouth był wysokiej klasy, lecz oprócz niego było tam mnóstwo innych ludzi nie tylko z wyższych sfer.

Arthur, najprawdopodobniej znużony pisaniem kolejnego wierszyka reklamującego pasty do butów, zasnął. Gdy się obudził, zobaczył, że nie jest ani w pociągu, ani w znanej mu części Portsmouth. Co więcej - brakowało jakiejkolwiek roślinności, a architektura miasta zdawała się dezorientować turystów. Nie zraził się tym jednak, był wręcz zachwycony wszechobecną awangardą, i postanowił zapytać miejscowych o port. Wielu było przerażonych faktem, iż nowopowstały uwięziony nie jest nawet zaniepokojony deformacją zarówno mieszkańców, jak i ich miejsca zamieszkania, więc postanowiło do domniemanego wariata się nie odzywać. Dopiero po nastej próbie wyciągnięcia z kogoś jakichkolwiek informacji Arthur usłyszał od pewnego Somnambulika wyjaśnienia, że tutaj żadnego portu nie ma, te śmieszne przebrania karnawałowe są prawdziwe, to nie jest choroba, on właśnie umarł, może od teraz ingerować w sny innych i że jeszcze nie minął teatime (trzeba bowiem wspomnieć, że baronet, jak każdy szanujący się Anglik, był miłośnikiem herbatki o 17:00).

Minęło sporo czasu, zanim Arthur zaczął pojmować, gdzie jest (nie myślcie jednak, że teraz jest w pełni świadom swojego nieszczęścia - wręcz przeciwnie, dla niego "śmierć" to idealna metafora nowego życia, jakie zastanie w tej przecudnej metropolii). W międzyczasie zdążył wielu osobom opowiedzieć o sobie, przez co po Leprosusie rozeszła się plotka o "brytyjskim świrze w cylindrze".

Pewnego razu zupełnie przypadkiem zaingerował w sen pewnego źródła. Niestety jego wiersze, które zaczął recytować, żeby "rozkręcić atmosferę", zupełnie nie spodobały się słuchaczowi i po pewnym czasie przerodziły się w jego koszmar (do dziś człowiek ten boi się wszystkich, którzy mają głos przynajmniej trochę podobny do głosu Arthura). Za karę baronet stracił lewe oko, a w jego miejscu pojawiła się dziwna, mięsista dziura. Arthur się ucieszył, gdyż od dawna twierdził, że z monoklem było mu zupełnie nie do twarzy.

Drugi raz zaingerował w sen innego źródła znowu przypadkiem. Tym razem jednak miał szczęście - śpiący był bezdomnym żebrakiem, który nie wiedzieć czemu w swym śnie trzymał w ręku zardzewiały zegarek kieszonkowy, którego nikt nie chciał kupić. Baronetowi ten zegarek bardzo się spodobał, więc postanowił dać za niego "godziwą sumę", która starczyłaby na wynajęcie jakiegoś małego lokalu wraz z wyżywieniem na jakiś rok. Przykre, że to się nie zdarzyło naprawdę, mimo to jednak żebrak był uradowany niesłychaną hojnością Arthura. W taki oto sposób nasz szlachcic otrzymał ten nietypowy zegarek.

Minęło parę miesięcy...


Ekwipunek:
Biała koszula z kołnierzem, na to szara kamizelka, a na to stylowy czarny garnitur i biały szal. Na głowie czarny cylinder, na twarzy gustowny wąs, na stopach długie białe skarpetki i skórzane półbuty. Zawsze nosi przy sobie mahoniową laskę, czternaście portfeli (w każdym suma pozwalająca na zakup średniego domku jednorodzinnego), trzydzieści jeden portmonetek (w każdym suma pozwalająca na zakup wszystkich produktów z półek w sklepie spożywczym) i fajkę wraz z zapasem wysokiej jakości tytoniu.

Cechy:
+ zawsze uśmiechnięty, towarzyski, przyjaźnie nastawiony do wszystkiego, co go otacza, szczęśliwy nawet w najgorszych chwilach, niesamowity optymista; talent krasomówczy, znajomość sztuki pisanej, malarstwa, historii; zakochany w poezji, podróżach i egzotycznych zwierzętach, których na oczy nie widział
- zbyt pewny siebie, narcyz; bardzo przyzwyczajony do normalnego trybu życia (śniadanie o 9:00, o 11:00 brunch, 12:00 lunch, 12:30 zajęcia fizyczne, 14:00-17:00 czas wolny na poezję czy zabawy, 17:00 teatime, 18:00 kolacja, 21:00 podkurek, potem czas na sen); brak doświadczenia w pracy fizycznej (prócz jazdy na rowerze, bieganiu czy polowaniu); naiwny, momentami nierozgarnięty

Deformacje i nagrody:
- brak lewego oka
+ stary zegarek

***

Mam nadzieję, że wszystko dobrze zrozumiałem...


EDIT: Karta postaci uaktualniona ze względu na drobne zmiany od strony MG.

Mitabrin PW
18 maja 2010, 21:24
Jakby co, powyższy przypadek jest jedynym, w którym przedmiot ze snu wpada w ręce uwięzionego i zostaje z nim na później. O szczegóły pytać Hobbita.

Irhak PW
7 czerwca 2010, 16:20
Zgodnie z tym co pisałem na chacie (podziękuj Hobbitowi)...



Imię: Serafin

Historia: Nikt nie wie skąd się wziął w Leprosusie, nawet on sam... Jedyne co pamięta z czasów przed "uwięzieniem" to tylko skrawki, cienie wydarzeń... Treningi, zawody, wypadek... Właśnie, wypadek! To przez niego musiał się tu znaleźć, ale jak? Świat, w którym teraz mieszka, tak bardzo się różni od realnego... nic nie jest takie jak powinno... od czasu wypadku coraz częściej i coraz dłużej przebywał w tej krainie... Aż pewnego dnia zauważył, że już nie może powrócić... Zorientował się co to oznacza... albo jest w śpiączce (co mało prawdopodobne, bo już ingerował w inne sny i nic), albo już nie żyje... Pomimo, iż już się zaaklimatyzował w tej krainie, to nadal nie czuje się swojsko... jakby czegoś mu brakowało, jakby czuł, że to nie jego miejsce...
Żyjąc w Leprosusie ingerował w sny różnych ludzi... królów, błaznów, chłopców, kobiet, kulturystów, prostaków... jednakże zawsze wyrównywały się jego nagrody i kary... ostatnio, w 99 śnie w jaki ingerował, mógł się przyjrzeć zmianom jakie świat zewnętrzny poczynił na przestrzeni ostatniej dekady... komputery, gry... w końcu jego siła się przydała (a jakoś udało mu się ćwiczyć w Leprosusie na uboczu)...
Sen 11-letniego chłopca był trochę dziwaczny, nawet jak dla Artura... Mark śnił o pewnej grze komputerowej. Nagle z ekranu monitora wyszły potwory z gry i zaatakowały bezbronne dziecko... Artur natychmiast pospieszył z pomocą i uratował dzieciaka... w zmian dostał od niego płytkę z tą grą... chłopiec zniknął z uśmiechem na twarzy, a płytka, no cóż, znikła po godzinie...
Deformacje? No cóż nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka... dzięki wielogodzinnym treningom, jego deformacje są prawie nie widoczne... jedna warga większa od drugiej czy kwadratowe oko albo jakieś skrzydło-podobne twory na plecach... nic czym by się miał przejmować...
ekwipunek: jeansowe spodnie, sandały, scyzoryk w kieszeni spodni, miecz w pochwie przytwierdzonej do ciała rzemykami(lepiej nie pytać skąd je ma)...

Cechy:
+ uczynny, gdy poproszą go o pomoc; w miarę towarzyski, potrafi rozpoznać kilka znaków w tajemniczych księgach Leprosusa (za mało, by móc chociaż sklecić jeden wyraz...), wysportowany
- lekko egoistyczny, poświęci wszystko, by móc ćwiczyć w spokoju...

Xelacient PW
7 września 2011, 23:13
Imię:Urgen Dorjee

Historia:

Urgen Dorjee(w wolnym tłumaczeniu Źródło Pioruna) urodził się w 1896 w jakieś wiosce zagubionej wśród himalajskich gór, jako 3 syn został wysłany na nauki do buddyjskiego klasztoru, gdzie bardzo dobrze się sprawował przy wykonywaniu podstawowych prac dla świątyni. Niestety o ile, praca fizyczna nie stanowiła dla niego problemu, nawet czerpał z niej sporo przyjemności, to brakowało mu cierpliwości przy pobieraniu nauk.
Podobnie było treningami, łatwiej było mu wspinać się po pagodzie, niż w spokoju medytować.

Może starsi mnisi jakoś by utemperowali niepokornego młodzieńca, gdyby Tybet nie byłby targany rozmaitymi konfliktami między: Chińczykami, Rosjanami czy nawet Brytyjczykami. Został wysłany w teren by pomagać i wspierać wiarę zwykłych ludzi (Może nie rozumiał zbyt wiele, ale jego wiedza była wystarczającą dla wieśniaków).
I tak szedł od wioski do wioski, pracował i trenował, bo czuł powołanie, powołanie do walki z wszelkim możliwym okupantem, dlatego gdy jak spotkał jakiegoś osamotnionego „najeźdźcę” to nie wahał się go stłuc, nieraz wpędzało go w to niezłe tarapaty, ale w końcu po coś nogi miał.

W międzyczasie odkrył, że różnorakie trunki oferowanych w karczmach nie tylko pozwoliły mu wpadać w „trans bitewny” podczas którego niemal nie odczuwał się bólu, ale dzięki nim był zdolny do medytacji, bardzo głębokiej medytacji, co ciekawe najlepsze okazywały się importowane trunki.

Niestety podczas jednej z głębokich medytacji (pod stołem ) karczma w której przebywał została podpalona.

I w ten sposób znalazł się w Leprosus, z początku był przekonany, że to któryś ze światów w buddyjskiej kosmologii, ale za cholerę nie wiedział który, dlatego postanowił trochę pozwiedzać okolicę, trzymając się z dala od murów miejskich, nie żeby się bał, po prostu wolał otwarte przestrzenie.


Pierwszy sen w jaki zaingerował należał do pewnej chińskiej damy, był całkiem przyjemny, słońce świeciło, ona siedziała na wygodnym fotelu w pięknym ogrodzie, a przed nią stał stół na którym piętrzyło się mnóstwo jedzenia.
-Co to ma być? Ryż? Warzywa? Mam jeść jak jakaś wieśniaczka? – krzyknęła do sługi, który to wszystko przyniósł.
-Wiele rodzin marzy o czymś takim, a ty grymasisz?! Ja ci pokaże! –odparł jej podwładny, który okazał się Urgenem.
Zanim się obejrzała została powalona na ziemię, gdy w końcu się obudziła z krzykiem wciąż miała obraz wygolonej głowy która mknęła w jej stronę. Od tamtej pory bała się wszystkich wygolonych na łyso facetów.
Po tym wydarzeniu Urgenowi na głowie zamiast włosów zaczęły rosnąć łuski. Nie żeby mu to przeszkadzało, nie musiał się już golić na łyso.

Następną osobą był brytyjski żołnierz kolonialny, który zasnął na warcie i śniło mu się, że… stoi na warcie i nagle usłyszał jakieś dźwięki dobiegające ze spiżarki, gdy poszedł zobaczyć co się stało ujrzał w świetle księżyca jakąś przykurczoną postać, która właśnie oblała butelkę whisky, chciał w nią wycelować karabinem, ale w mgnieniu oka postać doskoczyła do niego wbijając mu dwa palce w splot słoneczny skutecznie pozbawiając go tchu, odzyskał go dopiero gdy po porządnym laniu postać wyrzuciła go za balkon, przez sen tak krzyknął, że cały garnizon na nogi postawił, później ów żołnierz już nigdy nie zasnął na warcie, ze strachu.

Po tym wydarzeniu Urgenowi palce u dłoni zrosły się i pokryły łuską, w efekcie dając po trzy grube szpony u każdej rąk, obniżyło to jego i tak niezbyt imponujące zdolności manualne, choć z drugiej strony i tak od różnych ciężkich prac były pokryte twardymi odciskami.

Wtedy Urgen zaczął się zastanawiać czy nie warto rozmówić się z kimś, aby się dowiedzieć o co w tym wszytki w ogóle chodzi, ale tal się złożyło, że po drodze miał okazję zaingerować w sen pewnego japońskiego możnowładcy.
Ów wojownik swoim śnie przez okno swojej komnaty wypełnionej drogimi jedwabiami ujrzał swój wynędzniały lud, widząc ich biedę chciał wstać i im pomóc, ale nagle wszystkie jedwabie ożyły i zaczęły go oplatać, a w końcu dusić, na nic zdały się jego próby rozerwania mocnego materiału, nawet chwycenie ostrego waikashi niewiele pomogło.
I wtedy pojawił się Urgen wyrzucił Japońca za okno, zatrzymał się na chwilę, żeby wypić jego sake, po tym wyskoczył zanim i zaczął kopać oplątanego, jednak podczas spadania wojownik zahaczył o coś, przez część jedwabi uległa rozerwaniu, dzięki czemu zyskał tyle swobody, że wbił Urgenowi ostrze w serce, gdy ten się nad nim pochylił.

Później ów człowiek obudził się z dobrym samopoczuciem i jednego był pewien: „Jeśli okaże słabość, wszyscy zwrócą się przeciwko niemu” potem stał się jeszcze bardziej bezwzględny niż wcześniej.

A Urgen zyskał magię jedwabiu.

Ucieszony z tego sukcesu (ale zarazem wkurzony, że dał się załatwić) niedługo potem dorwał rosyjskiego żołnierza, któremu się śniło, że długo się błąkał po tajdze, wszędzie leżał śnieg, powoli zaczynał tracić siły, gdy znalazła go pewna kobieta zbierająca chrust (oczywiście bardzo piękna) i zaczęła go prowadzić w stronę swojej chaty, gdy się zbliżali, w jego nozdrza uderzył zapach wódki, ale gdy jego wybawczyni otworzyła drzwi, w środku ujrzał Urgena, który właśnie kończył opróżniać butelkę wódki! No to Rosjanin ryknął gniewnie, ale mnich się tylko sprężył i zaczął go tłuc, ostatnia rzecz jaką pamiętał to noga zmierzająca w jego stronę.

Po tym śnie Urgenowi wyrósł ogon, typowo gadzi, który sięgał ziemi i wlókł się za nim, to już nie było zbyt komfortowe, bo przez to było mu ciężej utrzymać równowagę gdy podnosił wysoko któraś z nóg.
Już miał w końcu pójść zwiedzać miasto, ale napotkał kogoś komu nie mógł przepuścić: brytyjskiemu oficerowi.
Śnił mu się koszmar który wracał raz za razem, o tym jak pacyfikował wioskę w Indiach, pamiętał, że gdy już ją zdobyli wszędzie była krew, mnóstwo krwi, ale to był dopiero początek, bo jego żołnierze kończyli spędzać kobiety i dzieci do kupy.
Wahał się ale rozkazy były wyraźnie, zamknął oczy tak jak wtedy, wiedział co miało się stać, chciał to powtrzymać, zmienić bieg wydarzeń, ale nie był w stanie, nagle między jego ludzi wpadła bestia o łuskowym łbie, ze szponami i ogonem, sama może nie dałaby rady jego podwładnym, ale kobiety w desperacji rzuciły się niczym tygrysice broniące swoich młodych.

Rozpętał się chaos, sytuacja wymykała się spod kontroli, a to coś zaczęło zmierzać w jego kierunku, już potwór miał się sprężyć się do skoku na niego gdy nagle… potknął się o własny ogon, wtedy oficer otrząsł sie z letargu i po wyszarpaniu swojego rewolweru uśmiercił bestię pakując w nią cały swój magazynek.
Po przebudzeniu się oficer zrozumiał „Albo my, albo oni”, koszmar już więcej razy nie wrócił.

Zaś Urgen zyskał moc krwi.

Ale jakoś to nie ucieszyło mnicha, miał już dosyć tych wszystkich rozrób, mutacji i umierania, więc w końcu postanowił skierować swe kroki do miasta, by znaleźć jakąś „normalną” robotę. Niedługo potem dowiedział się, że „Sny należy doprowadzać do szczęśliwego końca, a nie zamieniać w koszmary, bo wtedy ciało się deformuje” i tym podobne „oczywiste oczywistości”, następne tygodnie spędził w mieście.

Cechy: lubi wszelki prace fizyczne, dzięki regularnemu treningowi jest bardzo ruchliwy(dobrze skacze, biega i się wspina), lata spędzone na bezdrożach nauczyły go sztuki przetrwania oraz opatrywania ran, na tyle dobrze, by można było dotrzeć do najbliższego uzdrowiciela.
Jednak jest niecierpliwy przez co kiepsko wychodzą mu czynności wymagające skupienia (czyli prace umysłowe), jest impulsywny i nie może dłużej usiedzieć dłużej na jednym miejscu.

Nie lubi: Japońców, Chinoli, Rusków oraz Brytyjczyków.

Lubi: Sake, wódkę, maotai, whisky.

Ekwipunek: Znoszona odzież górskiego wędrowca, której główną część stanowi wyblakła czerwona tunika.

Deformacje: łuski na głowie zamiast włosów, 3 szpony u dłoni zamiast palców, gadzi ogon ciągnący się za nim po ziemi.
Dary: jedwab, krew.

Dopisek:
Mitabrin, ale wciąż masz jeszcze szansę to wszytko odkręcić i zrobić sesję w uniwersum: My Little Pony: Frienship is Magic. Na pewno będzie "20% cooler"
Yay!

OGARexs PW
8 września 2011, 15:02


Imię:Damian "assassino incubi" Nowak

Historia: Urodził się w 1790 roku w "Polsce". A właściwie tam gdzie graniczą Prusy, Austria i Rosja.W wieku 16 lat był zmuszony uciekać. Na jego oczach rozstrzelano jego rodziców. Ostatnie co usłyszał - Nic tam nie jest prawdziwe, wszystko jest tam dozwolone. Ucieknij tam.

Długo szukał tego miejsca walcząc, i zabijając u boku Napoleona. Podczas wyprawy pod Moskwę, 24 letni Damian spał w swym namiocie.Gdy rosyjski żołnierz wszedł do niego Damian się budził. Wtedy właśnie umarł, bo żołnierz podciął mu gardło.

-Tak nareszcie jestem tam gdzie przez 6 lat chciałem. Dom.-Te słowa wypowiedział gdy się tu znalazł. Znalazł jakąś opustoszałą rudere i raczej się nie wychylał.No może poza przypadkami gdzie pomagał ludziom z koszmarami.Właśnie dlatego nazwali go "assassino incubi".

Pierwszym jego koszmarem któremu pomógł był dość ...specyficzny.Mały chłopiec został skazany na śmierć za ukradnięcie jabłka z sadu króla. Gdy Damian to zobaczył natychmiast pośpieszył mu z pomocą. Jabłko.

Innym razem musiał znaleźć mała dziewczynkę zanim znajdą ją potwory. Dziewczynka w zamian dała mu to za co ścigały ją potwory - Miecz
Jedyne czego mu brakuje to sen. Jeden, jedyny sen. Sen jego śmierci.

ekwipunek: Biała szata.Czarne spodnie.Ostrze podarowane mu prze ojca jeszcze za życia.Rodowy miecz. Złota zbroja.

cechy: Jest doskonałym akrobatą, dobrze walczy swym ostrzem i mieczem.Ma lekkie problemy z poczuciem własnej wartości.Lekko egocentryczny.

Deformacje...
Orle oczy
Szpony
Skrzydła(Tylko ozdobne)

... i nagrody
Jabłko
Miecz
Widzenie (Jak przez mgłę) czerwieni

Dopisek:
Pomysł z kucykami mi się podoba :D


Poprawione(chyba).
Niech będzie ;)

Mitabrin PW
8 września 2011, 20:26
Cytat:
Mitabrin, ale wciąż masz jeszcze szansę to wszytko odkręcić i zrobić sesję w uniwersum: My Little Pony: Frienship is Magic. Na pewno będzie "20% cooler"

Zawsze można stąd wziąć jakikolwiek fanfik o kucykach (a jest tego baaardzo dużo) i zrobić z niego sesję. Osobiście bym nawet był za sesją o kucykach w świecie postapokaliptycznym (mój kucyk nazywałby się Atomic Boom). ;)
Aha, obejrzyj to - LINK ;)

@OGARexs
Niestety karta twej postaci posiada kilka błędów i niedociągnięć, więc jeśli mam brać pod uwagę twoją postać jako kandydata do sesji, to będzie musiał je poprawić. Powinno pojawić się w twojej karcie kilka uwag odnośnie tego co masz zmienić.

Xelacient PW
8 września 2011, 22:44
Mi tam się widziała jakaś teoria spiskowa typu: wszytko jest jak serialu, ale żeby utrzymać równowagę w Equestrii trzeba zawczasu zamykać portale przez które próbują przeniknąć różnorakie demony, i w tym celu zostaje sformowana specjalna wyprawa, by... bla... bla... bla...

A że fanfików jest od cholery i jeszcze trochę to wiem. Tutaj, są nawet produkcji krajowej.

To może na razie zostańmy przy starym pomyśle, poprowadzimy go dynamicznie i z klimatem, a nad resztą pomyślimy w międzyczasie. ;D

OGARexs PW
10 września 2011, 09:29
A kiedy start?

Hobbicus PW
10 września 2011, 13:21
Kiedy MG zadecyduje.

Wiwern PW
18 września 2011, 21:39
Imię:
Bill "Święty" King

Historia:
Bill urodził się w prostej rodzinie, chodził do przeciętnej szkoły, miał średnie oceny, zwyczajne zainteresowania, normalnych znajomych i prowadził niezbyt oryginalnie życie.

Nieoczekiwany obrót wydarzeń sprawił jednak, że niemal przypadkiem znalazł się niemieckiej armii, gdzie zaznał wojennego piekła. Będąc niemal na każdym froncie znalazł ukojenie w byciu zimnym, cynicznym i bezwzględnym dupkiem, którego jedynym celem były kolejne panny w burdelu, opowiadanie dowcipów o czynnościach fizjologicznych oraz wyśmiewanie wszystkich na około. Z każdym kolejnym dniem jego charakter zmieniał się coraz bardziej i nie przeszkodził temu fakt, że otarł wielokrotnie o śmierć. Uhonorowany Czarną Odznaką za Rany oraz Krzyżem Żelaznym I Stopnia postanowił wyszaleć się za wszystkie czasy, gdy Wojna w końcu się zakończyła.

W przerwach między hazardem i dziwkami zajmował się czytaniem, by móc zaciągnąć się jakimś bardziej wyszukanym słownictwem na wypadek kolejnego konfliktu zbrojnego, choć nie gardził też wędkowaniem, muzykowaniem i błogim leniuchowaniem. Żyło mu się tak bardzo przyjemnie, aż umarł na jakąś chorobę weneryczną.

Świat, w którym się znalazł określił jako piekło dla takiego wojennego zwyrodnialca jak on. Nie udało mu się zaznać tu żadnych przyjemności. W Bibliotece wspomnień nic nie dał rady przeczytać, a za seks i muzykę przy tak dziwnie działających zmysłach nawet nie pragnął się zabierać. Nadzieją stały się sny źródeł.

Za pierwszym razem zaczął używać wielu soczystych wulgaryzmów w kierunku śniącego, co skończyło się utratą skóry na twarzy, w taki sposób że widać było zęby po lewej stronie jego twarzy.

Za drugim razem dał upust swoim emocjom i zabił wszystkie postacie w śnie już na samym jego starcie, co zakończyło się wielką dziurą w głowie. Przynajmniej była po tej samej stronie co poprzednia deformacja.

Za trzecim razem wiedział, że złe uczynki mogą być przyczyną jego obecnego wyglądu, więc postanowił być niebywale uprzejmy i pomocny. Dziewczynka w śnie grała na swojej gitarze doprowadzając dysonans na zupełnie nowy poziom. Dodając fakt, że Bill nie przywykł do nowego sposobu działania jego słuchu był bliski obłędu, ale z trudem przemógł się i bił brawo dziewczynce. Uradowana tym faktem postanowiła zagrać Kingowi etiudę. Z trudem wytrzymał tą torturę kończąc sen szczęśliwie i dochodząc do wniosków na temat tego jak trzeba się tutaj zachowywać. W ten sposób Bill ciągle zmusza się do bycia dobrym człowiekiem. Zero przekleństw, zero seksualności, zero ironii i zero bycia sobą...

Ekwipunek:
Typowy strój żołnierza z I Wojny Światowej. W końcu po pijaku dziwne rzeczy się zakłada, a kto by pomyślał, że wtedy właśnie umrze?
Przy sobie zawsze pistolet.

Cechy:
- wredny skurwiel
- jeszcze wredniejszy jak chce być dobry
+ miły dla dziwek, ceni sobie osoby z spaczonym poczuciem humoru
+ konkretny i zawsze gotowy do działania

Umiejętność Magiczna:
- brak skóry na twarzy
- dziura w głowie
+ przedmiot snu (gitara)

Trith PW
20 września 2011, 22:07
Imię: Arsène Youri Marceau

(Aktualnie wygląda mniej więcej tak)

Historia:
Arsène miał szczęście urodzić się w dwudziestoleciu międzywojennym w dosyć bogatej paryskiej rodzinie. Nie miał rodzeństwa. Te warunki sprzyjały wychowaniu go na upartego, samolubnego, rozpieszczonego, egoistycznego terrorystę, który jak coś chciał, potrafił doprowadzić nawet człowieka ze stali do płaczu.
Siłą rzeczy w wieku siedmiu lat przejął całkowitą władzę nad domem i rodziną i trzymał ją pewnie aż do swojej nagłej śmierci (ale o tym za chwilę). W sumie jego jedynym przymusem było uczenie się, które mu średnio wychodziło oraz nauka gry na skrzypcach i fortepianie, która wychodziła mu zdecydowanie lepiej od nauki.

Lubił otaczać się świtą zapatrzonych w niego osób, podziwiających go nie wiadomo za co. W sumie do zawrócenia w głowie większości napotkanych osób wystarczyła mu jego naturalna charyzma.

Tak mijały mu lata życia. W wieku 12 lat zaczął dawać koncerty skrzypcowe na różnych uroczystościach. Sam w sumie wyszedł z inicjatywą. Robił to dla zyskania jeszcze większej popularności.

Pewnego razu w wieku 17 lat wracał właśnie z jakiegoś wieczornego wydarzenia z domu jednej z koleżanek swojej matki. Uroczystość była mała, kameralna i jakoś mało ważna, mimo to młody Marceau uparł się, żeby przyjść tam przynajmniej żeby zagrać kilka utworów. Cała "impreza" była niezwykle sztywna, grzeczna i skończyła się niedługo po zmroku. Arsène w tym czasie nie zdążył się nawet porządnie upić i wychwycić z tej małej grupki gości żadnego przystojniaka (Tak, wolał mężczyzn. Jednak wiedział że należy się z tym ukrywać. Jako ciekawostkę można dodać fakt, że przy atrakcyjnych młodzieńcach zwykle gubił po drodze swoją charyzmę, stanowczość i język mu się plątał, dlatego zwykle unikał bezpośredniego kontaktu z takimi osobnikami, ograniczając się do cichych obserwacji).
Tak czy inaczej, tego wieczora młodzieniec wracał przez dosyć podłą dzielnicę Paryża w jeszcze podlejszym nastroju. Tego jeszcze brakowało, żeby wyszedł mu z cienia na spotkanie jakiś obleśny pijak z nożem w dłoni.
- Się pan nie bój, mam dzisiaj dobry nastrój. Możemy wszyscy to załatwić po pokojowemu. Pan sypnie groszem dla biednego człowieka, a ja panu w dalszej wędrówce przeszkadzać nie będę. - pijak uśmiechnął się, pokazując obleśny garnitur pożółkłych, krzywych, wyszczerbionych zębów.
Arsène zacisnął dłoń na uchwycie futerału swych skrzypiec. Tylko tego mu brakowało, żeby go jakiś menel jeszcze napadł. Wolną ręką chwycił delikwenta za kołnierz i już wykonał zamach, żeby przestawić mu nos za pomocą futerału, jednak zaskoczony człowiek dźgnął go nożem... Prosto w serce.
Arsène równie zaskoczony puścił "napastnika" i aż się przewrócił w jakąś błotnistą kałużę za sobą, chwytając się za krwawiącą ranę. Bezdomny przerażony tą sytuacją uciekł w pierwszym lepszym kierunku, zostawiając młodzieńca bez pomocy. Poszkodowany leżał, próbując bezskutecznie zatamować krwawienie, przy okazji przeklinając na wszystko od A do Z. Tak mu upłynął czas aż do utraty przytomności, niedługo po tym jego serce przestało całkowicie bić...

****

I tak oto Arsène trafił do Leprosusa. Od razu zdał sobie sprawę, że nie żyje, ale wygląd tego miejsca nie pasował mu do znanych mu opisów nieba ani piekła. W sumie ucieszył go ten fakt. Po śmierci zajmował się mniej więcej tym samym, czym za życia, czyli rządzeniem się, uprzykrzaniem życia innym uwięzionym a także graniu na skrzypcach. Nie był szczególnie szczęśliwy dowiadując się, że zmysł słuchu jest w tym świecie wypaczony, przez co jego skrzypce czasami brzmiały dziwnie. Jednak udało mu się do tego przywyknąć.

Marceau po jakimś czasie zaczął też ingerować w sny.
Pierwszy sen dotyczył piór...
Arsène znalazł się na balkonie jakiejś dziwnej wieży, z którego rozciągał się widok na cały las podobnych konstrukcji. Część z nich lewitowała w powietrzu, a reszta była tak wysoka, że nie widać było ziemi, na której te budynki były postawione. Wtedy drzwi na balkon uchyliły się i wyszedł nich mały chłopiec, może w wieku pięciu lat. Spojrzał na Arsèna i zamrugał dziwnie.
- Co ty tutaj robisz, braciszku? - zapytał chłopiec jakby z niedowierzaniem.
Młodzieniec spojrzał zdziwiony na dziecko, jednak zrozumiał, że najwidoczniej został z kimś pomylony. Jednak poczuł, że nie powinien wyprowadzać pięciolatka z błędu, czując na sobie pełne radości spojrzenie.
- Ja? Sam nie wiem... Tak po prostu, żeby się z tobą zobaczyć. - skłamał, uśmiechając się przy tym ciepło. Wtedy dziecko podbiegło do Arsèna i się do niego przytuliło
- Dziękuję, Nicolai, dziękuję! Obiecałeś mi, że się jeszcze z Tobą zobaczę i przyszedłeś! Zawsze mogę na Tobie polegać... - chłopiec w końcu się odkleił, usiadł na podłodze i wpatrywał się w swojego "brata". Po chwili ciszy odezwał się:
- Jak jest tam na górze? -
- Gdzie na górze? -
- No w niebie. Mama i Tata mówili, że kiedy twój pociąg się wykoleił, to trafiłeś do nieba i zostałeś aniołkiem. Mieli rację. - wtedy dziecko wskazało na młodzieńca. Arsène odwrócił głowę i spojrzał na swoje plecy. Rzeczywiście, wyrastała z nich para pięknych, białych skrzydeł.
Młodzieniec się zmieszał. Nie dość, że ten wygląd nie pasował do jego stylu bycia, to jeszcze będzie musiał teraz berbeciowi kłamać o tym, jak wygląda niebo. Arsène westchnął i już miał zamiar coś zacząć, kiedy nagle podłoga zadrżała, a jedna z wież gdzieś w oddali runęła.
- Co się dzieje? - Krzyknął w stronę dziecka.
- To się zawsze dzieje. Za każdym razem kiedy na Ciebie czekałem się działo. Wtedy zawsze spadałem. Ale teraz jesteś ze mną! I tym razem nie spadnę! - pięciolatek dokończył z radością w głosie, jakby nie przejmował się tym iż ten świat się wali. Młodzieniec zrozumiał, że najwyższa pora skorzystać ze skrzydeł. Wziął malca na ręce i wzbił się w powietrze na chwilę przed tym, jak ich wieża runęła z hukiem. Leciał przez jakiś czas, mijając rozpadające się wieże i inne budynki, aż wszystko ucichło, znajdowali się w całkowicie pustym krajobrazie, nie licząc chmur ponad nimi.
- Dobra, to co teraz? - Arsène rozejrzał się.
- Powinieneś już wracać do nieba. - pięciolatek odpowiedział ze smutkiem w głosie.
- A z Tobą co zrobię, braciszku? Puszczę Cię i zaczekam aż sam nauczysz się latać? Nie sądzę... Przecież nie po to Cię teraz dźwigam. - powiedział żartobliwym tonem, po czym zamyślił się na chwilę. Nagle wpadł mu do głowy jakikolwiek pomysł - Hej, a może chcesz zobaczyć niebo? Skoro tam się właśnie wybieram, to chyba nie zaszkodzi jak przyjdę z małym gościem? -
Dziecko uśmiechnęło się i pokiwało głową na potwierdzenie.
Marceau zatem zaczął lecieć w kierunku chmur. Chwilę to potrwało, ale w końcu dotarli na miejsce. Chłopiec rozejrzał się i rzucił krótkie "Fajnie tu!" po czym zaczął się tarzać w obłokach o fakturze wełny. Arsène również przejechał wzrokiem po tym nietypowym krajobrazie, ale jego uwagę przyciągnęła grupka przystojnych, skrzydlatych młodzieńców siedzących na jakimś obłoku, rozmawiających o czymś. Arsène nie mógł się oczywiście powstrzymać na taki widok. Zatrzepotał skrzydłami, oblizał wargi i ruszył w ich kierunku. Następnie... Sen się urwał.

Młodzieniec przeklął pod nosem... Ale przynajmniej otrzymał senne błogosławieństwo piór.

Drugi sen, w który zaingerował, zaczął się w jakimś tłocznym, zadymionym barze. Arsène siedział przy jednym ze stolików w dosyć niechlujnej pozycji, popijając jakiś mocniejszy alkohol. Wpatrywał się natrętnie w jakiegoś uroczego chłopaka, który od czasu do czasu nieśmiało oddawał spojrzenie, z pewnego rodzaju ciekawością, ale i lękiem. Po jakimś czasie jednak obiekt obserwacji pana Marceau wstał od swojego stolika i wyszedł z lokalu. Arsène dopił zawartość szklanki i podążył za młodzieńcem. Śledził go. Wyraźnie zaniepokojony tym chłopak stopniowo przyspieszał, zerkał za siebie na Arsèna, skręcał co jakiś czas. Jednak Arsène nie odpuszczał. W pewnym momencie młodzieniec przez roztargnienie skręcił w jakąś ciemną, ślepą uliczkę. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, powoli odwrócił się w stronę natręta, z lękiem w oczach. Marceau nie czekając dłużej, przygniótł chłopaka do ściany swoim ciałem. Uśmiechnął się rozbawiony, widząc przerażenie w oczach młodzieńca. Szepnął mu do ucha "Nie bój się, spodoba ci się." po czym wepchnął mu język w delikatne, blade usta. Chłopak z początku wydawał się być uległy, jednak po chwili wymierzył Arsènowi siarczysty policzek. Marceau dotknął opuszkami palców piekący ślad."Wystarczyło powiedzieć, że chcesz na ostro..." powiedział rozbawiony, po czym odwrócił chłopaka twarzą do ściany i zszarpał z niego spodnie...
Młodzieniec tylko cicho łkał, kiedy Arsène się nim zaspokajał, dysząc mu do ucha. Marceau dopełniając swojej perwersji, chwycił swoją ofiarę za krocze. "No przecież, że nie jestem egoistą." szepnął do ucha chłopaka, kiedy ten podskoczył, zaskoczony dotykiem zboczeńca.
Obojgiem szarpnął ostatni, najsilniejszy dreszcz. Arsène puścił chłopaka, który osunął się na brudny chodnik, cały czas łkał. Oprawca usiadł obok niego i uśmiechał się szelmowsko, spoglądając na swoją dłoń, brudną od popełnionej przed chwilą zbrodni. "A nie mówiłem, że ci się spodoba?" skierował wzrok na swoją ofiarę. Nie zobaczył wyrazu jego twarzy, gdyż dokładnie wtedy sen się urwał.

Po tym wydarzeniu Arsène stracił dolne partie ciała na rzecz macek. Od podłogi do pasa można go było pomylić z ośmiornicą. W dodatku chodzenie stało się niezwykle kłopotliwe. Tak nawiasem mówiąc Arsène nigdy nie dowiedział się, że ofiara tego koszmaru porzuciła przez to malarstwo, przejęła władzę nad pewnym krajem i rozpętała Drugą Wojnę Światową.

Tak oto Arsène miał do czynienia ze swoją pierwszą deformacją. Dowiedział się od miejscowych, o co z tym chodzi. Sugestia była wyraźna. Lepiej nie sprawiać ludziom koszmarów, bo inaczej z ciałem później dzieją się dziwne rzeczy. Marceau zatem musiał najwidoczniej zrezygnować z zabawiania się z mężczyznami w snach (a za życia nie musiał się w takich snach ograniczać z powodu braku konsekwencji)... Jednak nikt nic nie mówił o konsekwencjach zabawiania się z mężczyznami w tej... Rzeczywistości? Tak czy inaczej, ulubionym zajęciem Arsèna stało się szukanie pięknych, zagubionych, zdezorientowanych nowo-uwięzionych młodzieńców, na których ten zboczeniec mógł się wyżyć seksualnie. W tej kwestii macki nie były nawet przeszkodą, wbrew pozorom. Dawały sporo możliwości... Zabaw, powiedzmy. Jedną z dziwniejszych rzeczy był fakt, że zawsze spotykał takich bezbronnych przystojniaków w jakichś odosobnionych miejscach. Nigdy nie został przyłapany na swoich praktykach.

Arsène postanowił zaingerować w jeszcze jeden sen, tym razem obiektem kluczowym był czajnik. Trafił w dziwne miejsce. Las pełen kolorowych, powykręcanych drzew oraz równie kolorowych, gigantycznych grzybów. Chłopak w tym śnie niestety miał macki. Obawiał się, że już na samym wstępie przerazi właściciela snu i oberwie jakąś paskudną deformacją... Wyszedł na jakąś polanę. Na polanie stał stolik, do którego przysuniętych było mnóstwo różnych krzeseł. Na szczęście na tych krzesłach siedziały takie dziwadła, że Arsène nie wyróżniał się przy nich specjalnie. Młodzieniec z większą pewnością zbliżył się do zamieszania i usadził swoje osiem macek na wolnym krześle pomiędzy ptakiem dodo oraz wielkim pionkiem szachowym przedstawiającym królową w kolorze białym. Arsène rozejrzał się. Męska część towarzystwa okazała się być mało atrakcyjna. W sumie to nawet lepiej, przynajmniej nie będzie miał podczas tego snu żadnych niezdrowych zapędów... Jedyną normalnie wyglądającą osobą przy tym całym stole była mała dziewczynka. Miała blond włosy odgarnięte opaską, niebieską sukienkę i biały fartuszek. Marceau był nieco zaskoczony, przez co po prostu zaczął się gapić na dziewczynkę otępiały.
- Chce pan może herbaty? - przełamała ciszę dziewczynka
- Yy... Aa... Oo... Ii... A tak, bardzo chętnie. - Arsène wybudził się z otępienia.
Dziewczynka zatem nalała mu herbaty do filiżanki (która smakowała jak całe mnóstwo innych rzeczy na raz. Nawet jak pieczony kurczak i jakieś ciasto... Ale było smaczne). Nagle rozpętała się pozbawiona sensu dyskusja traktująca o Dziub-Dzuibach, drzewach Tumtumowca, a nawet o Bóżumach. Arsène przyłączył się do rozmowy, mimo tego iż nic nie rozumiał. W sumie to nikt nic nie rozumiał. Dyskusja jednak z czasem zaczęła cichnąć, tylko najwięksi twardogłowi (w tym wielkie jajo) upierali się przy swoich twierdzeniach na temat drewna z lasu Tulgijowego. Marceau zaczął się nudzić. Właśnie wtedy przypomniał sobie, że ma przy sobie swoje skrzypce. Jakimś cudem zachował je po śmierci i do tej pory nie zgubił, mimo iż często o nich zapominał. Nie czekając dłużej, otworzył futerał i wyciągnął instrument, żeby zagrać jakiś skoczny, radosny utwór. Wszyscy, którzy do tej pory wykłócali się jeszcze o prawdziwą naturę snarków, umilkli i zaczęli się wsłuchiwać w melodię. Arsène zawsze lubił się popisywać podczas gry na skrzypcach. Tym razem chwycił jedną ze swoich macek filiżankę i napił się herbaty bez przerywania gry. Dziewczynka zachichotała widząc tę czynność. Kiedy młodzieniec skończył, wszyscy zaczęli klaskać. Zaczęło się robić coraz dziwniej, gdyż owacje zebranych wzmagały zamiast cichnąć. Po chwili wszyscy już wiwatowali jak na przybycie armii zbawienia. Jednak po chwili działo się jeszcze więcej. Pionek szachowy obok Arsèna wskoczył do miski zupy, jakiś przerośnięty zając wraz ze starcem w wielkim kapeluszu próbowali zamknąć susła w czajniku, a talerze, flakony oraz sztućce ożyły, uformowały się w coś na podobieństwo ptaków i zaczęły fruwać nad stołem. Dziewczynka w panice chwyciła inny pionek szachowy i zaczęła nim potrząsać w dłoniach. Pionek zaczął się upodabniać do... Kota? I wtedy sen się skończył.

Tak oto Arsène otrzymał senne błogosławieństwo herbaty.

Jednak po tym całym wydarzeniu musiał sobie zrobić dłuższe wakacje od mieszania w snach. W tym czasie oczywiście zajął się zabawianiem z nowo przybyłymi do Leprosusa przystojniakami... Czy oni zawsze muszą być tacy niechętni i wystraszeni?

Przyszła pora na kolejne nawiedzenie senne... I wyszedł koszmar. Tym razem jednak Arsène nie miał sobie nic do zarzucenia. Przecież ta scena sama w sobie zachęcała to takich, a nie innych postępowań. No co innego zrobiłby taki napaleniec jak Arsène, widząc tak pięknego młodzieńca, kompletnie nagiego, w dodatku przywiązanego do łóżka czerwoną wstążką. Marceau myślał do samego końca że to coś w rodzaju prezentu urodzinowego czy za inne dobre sprawowanie. Ale nie, to jednak był zwykły koszmar. Arsène nawet starał się być delikatny. No dobra, może nieco za mocno przygryzał skórę tamtego chłopaka i jednak wsadził mu tę mackę w usta, żeby ten nie krzyczał kiedy Marceau wpychał mu resztę macek w pozostałe otwory ciała, ale tym razem naprawdę się z tym hamował. Nawet doprowadzenie partnera do finału kilka razy więcej niż siebie nic nie zmieniło.

Arsène po tym śnie stracił usta. Nie miał warg, w sumie też żadnej blizny. Po prostu jakby ten element twarzy został wymazany jak ze szkicu. Marceau wiedział, że nie jest dobrze.

Z czasem zaczął doskwierać mu potworny głód, którego po prostu nie miał jak zaspokoić. Jeśli męczarnią jest cierpieć z głodu, nie pamiętając jak wygląda jedzenie, to jeszcze potworniejsze jest cierpieć z głodu, jednocześnie mogąc nawet wziąć to jedzenie do ręki, ale już nie do ust (gdyż tych Arsènowi brakowało). Arsène jednak nie umarł. Cierpienie jednak wypaczyło umysł młodzieńca. Przez większość czasu starał się zachowywać w miarę normalnie, często jednak tracił kontrolę nad sobą, stawał się zdziczały i nieprzewidywalny. Jedyne co go jeszcze odprężało i pozwalało mu zapominać o głodzie, to zajmowanie się nowo przybyłymi do Leprosusa, tak jak miał od dawna w zwyczaju. Co prawda stał się ostatnio dla swoich "kochanków" zdecydowanie brutalniejszy, ale przynajmniej był w miarę spokojny jakiś czas po każdym wyszaleniu się.

Niedawno Arsène miał okazję ingerować w jeszcze jeden sen. Cóż... Ten mógł rozegrać w dobry sposób, ale jego osobista duma mu na to nie pozwoliła. Dziwnym zbiegiem okoliczności trafił do snu tego biednego pijaka, od którego noża zginął. Sytuacja była tym razem odwrotna. To ten menel szedł tą śmierdzącą uliczką, a Arsène stał gdzieś w cieniu, trzymając ten sam nóż, tym razem już zakrwawiony. Kiedy pijak był w odpowiednim miejscu, Marceau wyszedł z cienia, ukazując się człowiekowi w swojej makabrycznej postaci. Pijak przerażony padł na kolana i zaczął błagać o przebaczenie, jednak Marceau nie odpowiadał (nie miał czym) tylko powoli podpełzał na mackach do biedaka, z bardzo wyraźnymi zamiarami. Chwycił go kilkoma mackami tak, żeby nie mógł się ruszyć i zaczął go z nienawiścią ciąć tym tępym, wyszczerbionym nożem. Mimo głębokich ran, pijak nie umierał, a Arsène powoli się nudził dźganiem tego faceta za pomocą rąk. Dlatego też chwycił nóż jedną z macek i kontynuował okaleczanie swojego "zabójcy", jednocześnie biorąc do rąk skrzypce, żeby odegrać jakąś upiorną melodię. Kiedy skończył swój występ, sen dobiegł końca.

Marceau nie otrzymał typowej deformacji. To była rana na klatce piersiowej. Dokładnie taka sama jak ta od której zginął. Rana bolała i krwawiła cały czas. Nie goiła się, nie zaczynała ropieć, tylko sączyła się z niej krew.

Arsène wrócił do swojej ulubionej czynności, czyli do zabawiania się z nowo przybyłymi do Leprosusa młodzieńcami...

Ekwipunek: Skrzypce w futerale, nieco pomięta koszula z żabotem (niegdyś biała, teraz nieco zakrwawiona).

Cechy:
+ nieustępliwy
+ nawet ładny z twarzy
+ czasami zdarza mu się być miłym
+ wrodzona charyzma (która działa nawet mimo braku możliwości mówienia)
- samolubny, egoistyczny
- uparty jak osioł
- gwałciciel
- wpadł w obłęd z powodu niemożliwego do zaspokojenia głodu
- impulsywny

Nagrody:
+ pióra
+ czajnik (herbaty)

Deformacje:
- macki (Yay! Tentacles!)
- brak ust
- rana na klatce piersiowej


Lekka poprawka. Jak już napisałem - uwięziony, który nie będzie jeść zaczyna szaleć i zjadać innych miekszańców Leprosusa. Jednak dlatego, że postać Tritha nie ma ust, to nie mogła popaść w ludzkie obżarstwo. Zamiast tego Arsène zaczął się zachowywać bardziej impulsywnie i stał się jeszcze bardziej niewyżyty. :3
Mitabrin

Irhak PW
21 września 2011, 01:59
Niektórzy przekonali mnie, bym zamieścił poprawioną KP i jednocześnie pojawił się jako pełnoprawny kontestant do sesji.

imię: Serafin Arkanois
wygląd: w chwili śmierci
Historia:
Urodzony w małej miejscowości gdzieś na krańcu świata. Rodzice zmarli dość wcześnie. W wieku 6 lat trafił do wujostwa, która wyjątkowo lubiła sport i sztuki walki. Wysłali go do szkoły, gdzie wysoko ceniono kulturę fizyczną. Już od małego uczył się walki wręcz. W wieku 18 lat miał na koncie już 4 mistrzostwa w turniejach organizowanych wewnątrz wojska. Szykował się na kolejne, ale na dzień przed ostatnią walką w turnieju miał koszmar. Jakiś mackowaty twór, który najwyraźniej próbował się powstrzymywać, bo robił to delikatnie, gwałcił go, a on sam był przywiązany do wyrka czerwoną wstążeczką, z którą kojarzyły mu się wszystkie osoby, jakie polubił i którymi się interesował. Wiadomo było, że to musi zostawić jakiś ślad na nim. Podczas walki był roztrzęsiony i nie wiedział dlaczego. Chyba targały nim sprzeczne uczucia. Pamiętał jak cudownie się czuł, gdy dochodził tyle razy, ale tez nie znosił widoku tej mackowatej postaci, choć z twarzy był nawet przystojny. W pewnej chwili spojrzał na swojego przeciwnika i ujrzał w nim tamtego potwora. Serafin zatłukł go i bił jakiś czas po śmierci jeszcze tak, iż z głowy nie zostało nic, prócz chmary walających się włosów, kałuży krwi i masakrycznie poobijanej na strzępy mordy. Po tym wydarzeniu nie mógł dojść do siebie i wyjechał gdzieś na jakieś straszne odludzie, gdzie jednak trenował dalej, przez wzgląd na to, co mu wpoili jego rodzice zastępczy.
To było na trzy lata przed zapadnięciem w śpiączkę. Do tego czasu zdążył sobie zrobić w piwnicy małą siłownię i zamiast trenować ciosy, które już i tak doskonale znał, pakował. Nie palił i nie ćpał. Może to temu nie potrafił poradzić sobie z tamtym koszmarem i morderstwie? Próbował uporać się z tym w taki sam sposób jak ze wszystkim - nie mówiąc o tym ani słowa, a jednocześnie rozważając to przez cały czas. W końcu dostał lekkiego obłędu i podciął sobie żyły. Znaleziono go wkrótce, ale nie dość szybko, by nie dopuścić do zapadnięcia w śpiączkę. To wtedy trafił po raz pierwszy w sposób bardziej intensywny niż do tej pory. Nie wiedział co się z nim dzieje i gdzie przebywał. Wszystko wyglądało tak nierealnie, choć co chwila wydawało mu się, że robi się lepiej, ale i tak nikogo nie spotykał. Do czasu...
Pewnego... nazwijmy to dnia... natrafił na sen pewnej małej dziewczynki. Gonił ją jakiś obleśny staruch. Mała zobaczyła Serafina i krzyczała do niego, by jej pomógł. Nazywała go imieniem jej kuzyna, Damiana (czyt. Dejmian). Co dziwne, sama dziewczynka wydawała mu się znajoma, również przez wzgląd na imię jej kuzyna. Staruch miał może jakieś 50 lat i niebywałą kondycję. Kiedy Arkanois wkroczył, mała Anfidia schowała się za nim. Oblech zaatakował go i powalił i zaczął, o dziwo, rozbierać go z lubieżnym uśmiechem na twarzy. Serafin zareagował niemal instynktownie - kopnął go w krocze i zwalił z siebie. Choć to był sen i nic by się nie stało dziewczynce i tak, to nie mógł się powstrzymać i z całą rządzą mordu zaczął obkładać pięściami przeciwnika cedząc co chwila przez zęby: "Ty obleśny zajebany chuju! Nie tkniesz jej więcej! Ani żadnej innej dziewczyny!". Zmasakrował go tak jak tego chłopaka na turnieju. Po czym dla pewności rozerwał jego ciało na kawałki i zaczął zjadać, wymuszając na Anfidii zeżarcie kilku fragmentów. Nie wiedział, że dziewczyna już się bała i przez niego jej sen zamienił się w największy koszmar jej życia. Nie wiedział również, że zmarł tuż przed chwilą, gdy Anfidia opuściła Leprosus. Jego stan dla tego miasta się zmienił. Doprowadził do pewnego rodzaju paradoksu, ale rozstrzygnięto to na jego korzyść. Rozpatrzono jego ingerencję jak niewolnika.
Nauczył się żyć w mieście. Dowiedział się o tym co dzieje się z nim, jak również tajemnic o tym jak działa tutaj wtrącanie się do cudzych snów. Na wszelki wypadek postanowił nie robić tego. Nie porzucił treningów, ale starał unikać się ludzi. Niestety nieingerowanie okazało się trudniejsze niż sądził. Miał niebywały popęd seksualny. Trafił na sen, w którym jakiś młody chłopak zaprosił go na piknik. Jak się później okazało Anthony, bo tak miał na imię, był gejem i lubił ostrą jazdę. Serafin zjadł z nim, pogawędził, pośmiał się, a potem z niebywałą wręcz brutalnością zerżnął. To się spodobało wyjątkowo, zwłaszcza, że sceneria była iście wygodna. Łóżko usłane różami, a wokół nich ogień, który topił wosk spływający po nagiej, delikatnie muskularnej sylwetce Anthoniego. Widać było, że również ćwiczy. Serafin pod koniec snu zaczął przypiekać nieco 'towarzysza', co sprawiało temu niewyobrażalną paradoksalnie przyjemność. Sen znikł, a Arkanois stał jeszcze chwilę w pierścieniu ognia, który znikał niebywale powolnie.
Niestety jakiś czas później doprowadził do koszmaru, przez który teraz chodzi z puszystym kocim ogonem. Wszystko zaczęło się dość normalnie. Dwójka znajomych spotkała się dość blisko jego miejsca treningowego. Nagle jeden zaczął obkładać drugiego pięściami i wyraźnie znęcać się nad nim. Serafin przyglądał się i w końcu nie wytrzymał i postanowił pomóc obkładanemu, myśląc że to jest 'źródło' jak śniących tutaj nazywają. Na jego nieszczęście okazało się, że ten, w którego strzelił z colta i pobawił się z tą dziurą, był właśnie tym, który nie był senna marą.
Zaingerował jeszcze w dwa sny. W jeden przez przypadek, a drugi z premedytacją. Ten pierwszy był bardzo krótki i jakoś Serafin nie zauważył po nim zmian. Śniący pokazał mu pewien sztylet i zniknął. Jakiś czas później Serafin znalazł w mieście identyczny sztylet i nabył siłą. Drugi trochę dłużej trwał, ale udało mu się zainterweniować niezauważalnie i nie doznał żadnych deformacji po nim, chociaż nie widział wszystkiego. Zaczęło się od chłopaka, który latał na nocniku i obijał się o ściany jakiejś katedry. Wziął jakiś kamień i rzucił nim w ścianę, która momentalnie się rozsypała, a śniący wleciał do wnętrza. Tam banda jakichś starych babuleniek z dzidami wystającymi im z głowy, zajadała banany z trumny, która stała na ogniu niczym jakiś kociołek. Kiedy nocnik przelatywał nad nimi, starowinki zamieniły się w grupę tańczących makarenę ryb, a trumna w ogromnego lwa, który otworzył swoją paszczę, ukazując drzwi ze szkła, które otwarły się, a chłopak przeleciał przez nie i znikł.
Przez te wszystkie ingerencje oberwał kolejnymi deformacjami. Zgodnie z zasadami, o których słyszał za dwa sny pomyślnie zakończone trzeba dodatkowo zapłacić. Miał teraz, oprócz tego ogona, wężowy język, szponiaste paznokcie, dziurę w brodzie (pod żuchwą), która utrudniała mu jedzenie, a nawet kocie oczy czy nieco ciążące skrzydło podobne twory na jego plecach. Chodził boso.
ekwipunek:
- wstążka, sztylet, scyzoryk w kieszeni, wytarte spodnie nieco urwane pod kolanami
cechy:
+ wysportowany
+ skoro do pomocy
+ potrafi rozpoznać kilka znaków w księgach Leprosusa, ale zbyt mało, by cokolwiek z nimi zrobić
- nieco egoistyczny
- wiecznie napalony
- poświęci dużo, by móc ćwiczyć na odosobnieniu
- nawet małomówny
Umiejętności magiczne:
- związana z ogniem
- związana z nocnikiem


EDIT - kto, do gromkiego maszynopisu Słowian, zabrał moją NOWĄ Kartę Postaci?! Kogo mam, na wyklęte ostrygi niebios Galr'rathe, za to wybebeszyć? Nawet nie zrobiłem kopii na dysku, bo byłem święcie przekonany, że pozostanie nietknięta przez jakieś podrzędne istoty, co lubią bawić się w bóstwa!
Już ci przywracam... Zmodyfikuj troszkę ilość tych szczęśliwych snów...
Mitabrin

Mitabrin PW
21 września 2011, 23:54
Dobrze... a zatem ogłaszam, że rekrutacja do sesji się zamyka. O ile się wam poszczęści, to pierwszy wpis pojawi się już jutro i od tego momentu sesja będzie się ślimaczo posuwać do przodu...

Dłuższą chwilę zastanawiałem się nad tym kogo zamieścić w finalnym składzie i zapewne, gdyby nie była to moja pierwsza sesja, to wpuściłbym was wszystkich...
W każdym razie finalna grupa wygląda tak (od razu dopisałem wam informacje o waszych mocach):

1. Sir Arthur Mortimer Earl Vernon Reginald Spencer Baronet (Hobbit)
• Moc starego zegarka - Los bywa czasem złośliwy, czasem okrutny, lecz jak okazuje się los posiada też swoje własne, spaczone poczucie humoru. Arthur po ingerencji w sen zyskał wielką moc, otóż potrafi zakrzywiać przestrzeń wokół siebie... problem jest taki, że robi to podświadomie. Tak oto wszystkie zegarki znajdujące się wokół Arthura pokazują godzinę 17 a ciecze wokół Arthura zaczynają smakować jak herbata. Jednak biedny Arthur w ogóle nie zdaje sobie sprawy ze swojej mocy i zapewne nieprędko to zauważy... w końcu nawet pomimo tego, że jego niekontrolowana moc zmieniła monokl w jego kieszeni w stary zegarek, to Arthur nie zauważył w tym niczego dziwnego.

2. Arsène Youri Marceau (Trith)
• moc pióra (wiem, że nie o takie pióro chodziło, ale w końcu to świat snu) - wielu uwięzionych szybko przyzwyczaja się do swoich deformacji... W końcu nawet posiadając szpony zamiast rąk, czy łuski zamiast skóry można się do tego przyzwyczaić... Gorzej jest jednak, gdy komuś zaszyje się usta... Zapewne dużo czasu minie zanim ten nieszczęśnik pogodzi się z tym, że nie może się do nikogo odezwać. Fortuna się jednak do Arsène'a uśmiechnęła. Dzięki mocy pióra Arsene potrafił za pomocą umysłu tworzyć w powietrzu wizualizacje swoich myśli... co prawda często były one zniekształcone, ale tworząc obrazki, czy słowa umiał się porozumieć z innymi... Jednak z braku jedzenia zaczął popadać w obłęd i teraz, by stworzyć jakiś znak musi się baaaardzo skupić...
• moc herbaty - Po opuszczeniu snu o czajniku Arsène poczuł się dziwacznie... Zbierało mu się na wymioty i zaczął mieć różne dziwne przebłyski. Po chwili jednak to wszystko zniknęło i wróciło do normalności... Arsène jednak nie wie jaką moc dostał i ma wrażenie, że jeszcze jakiś czas upłynie zanim się o tym przekona.

3.Urgen Dorjee (xelacient brony)
• moc jedwabiu - Razu pewnego Urgen przechadzał się po ulicach miasta, gdy nagle podszedł do niego jakiś wędrowny handlarz, który próbował wcisnąć mu jakieś tanie ubrania. "Może kupi pan czapkę, by zakryć te łuski! Chyba mam rękawiczki, które się panu spodobają!". Urgen próbował zachować spokój, ale fakt, że sprzedawca był Chińczykiem zaczynał doprowadzać go do szału. Nic nie zdołał zrobić, ale nagle rękawiczka, którą sprzedawca trzymał spoliczkowała swojego pana. Niezbyt dużo czasu minęło, gdy prawie cały asortyment handlarza zaczął się nad nim fizycznie znęcać. Sprzedawca spanikował i zaczął uciekać... co prawda ubrania natychmiast przestały się ruszać, ale Urgen już wiedział, że potrafi na niewielką odległość manipulować ubraniami.
• moc krwi - Po śnie oficera Urgen poczuł się inaczej... nagle zrozumiał, że może szczegółowo kontrolować krew w swoim organizmie, dzięki czemu może powstrzymywać lub wyostrzać różne emocje.

4.Bill "Święty" King (Wiwern)
• moc gitary - Pudło rezonansowe. Po opuszczeniu snu Bill czuł się jak pudło rezonansowe... Spytacie pewnie jak czuje się pudło rezonansowe... Chyba najbardziej trafną odpowiedzią będzie, że czuj się jak Bill po opuszczeniu snu o gitarze. W każdym razie Bill dostał nadnaturalnej umiejętności manipulacji swego głosu, może sprawić, że brzmi on zupełnie inaczej, może go bardzo wzmacniać, ale potrafi także np. szeptać do kogoś z drugiego końca pokoju...

5.Serafin Arkanois (Kreator Irhak)
• Moc postaci Irhaka zostanie uzgodniona po poprawkach w karcie postaci.



Postać OGAResxsa co prawda się nie załapała, ale informuję cię, że jeśli jesteś zainteresowany, to w nagłym wypadku (np. nagłe obumarcie sesji, czy odejście jednego z uczestników) będziesz mógł dołączyć...

_________________________________________

Dobrze... a teraz troszkę informacji dla uczestników sesji...

By dobrze wczuć się w klimat, który dla was przygotowałem ROZKAZUJĘ wam obejrzeć następujące filmy...

Najważniejszy filmik. Podobny klimat będzie towarzyszył całej sesji
W klimat też może czasem zachaczyć o coś takiego
I na dokładkę utwór, który będzie robił za główny motyw muzyczny serii

Xelacient PW
22 września 2011, 21:49
A ja chce złożyć drobną reklamację: według mnie aby "moc jedwabiu" była zgodna z nazwą, powinna się ograniczać wyłącznie do ubrań wykonanych z jedwabiu.

Zatem Urgen się wkurzył, a chińczyka zaatakował jego jedwabny szal albo coś w tym stylu... i od tej pory Dorjee ma nowy "personal quest", zdobyć komplet jedwabnego ubrania(choćby miałby je kupić od tego chinola), dzięki któremu będzie walczył i pracował za dwóch.

Dopisek. No to moja postać będzie "robiła za drugi filmik" ;), a jeśli chodzi o Arsèna to żeby jego moc była zgodna z symbolem to można zrobić tak, że jak się skupi to materializuje się mniejsza lub większa kupa piór które układają się w jakiś znak, ale zaraz rozpływają się w powietrzu.

EDIT: Dlaczego ostatni utwór należy do playlisty w której znajduje się również to ?

To też jest opropo klimatu? Dla mnie może być! xD
strona: 1 - 2
temat: [OGÓLNY] Tańcząc z korzeniami cierni

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel