Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Mord w operze - Witajcie w Erhothogrodzie!
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 7 - 8 - 9

Neidhart von Reuental PW
24 lipca 2010, 11:11
Wraz z upływem czasu gniew Neidharta wobec Dawina malał, zastępowany przez politowanie. Domorosły agent – wykorzystany przez staruszkę jako szczotka do bruku, nieudolnie próbujący wstać i tracący przytomność zaraz po tym, jak mu się udało, zaś w międzyczasie śmiejący się głupawo – wyglądał żałośnie. Von Reuental zastanawiał się, jakim cudem wyznaczono do tego zadania kogoś *aż tak* niekompetentnego. Czy był to wyrafinowany rodzaj kary? De Drus chciał pomóc w karierze albo poznęcać się nad swoim kochankiem? A może to wszystko jest komedią napisaną przez jakąś wszechmocną istotę (o bardzo złym guście), która obserwuje perypetie agentów i zaśmiewa się przy tym do rozpuku? Neidhart spojrzał w niebo i pomyślał kilka niecenzuralnych słów pod adresem bogów, których imiona pamiętał. Zaczynał mieć wątpliwości, czy naprawdę kocha tę pracę tak bardzo, jak mu się do niedawna wydawało.

Pułkownik wywiadu zbliżył się niespiesznie do nieprzytomnego podwładnego, zamierzając sprawdzić jego stan i – jeżeli nie zszedł śmiertelnie od nadmiaru wrażeń – wymierzyć mu parę solidnych policzków na pobudzenie. Jeżeli to nie poskutkuje, trzeba będzie kupić gdzieś sole trzeźwiące albo odesłać Akiara do domu... albo wrzucić ścierwo do najbliższego kanału, wzruszyć ramionami i kontynuować śledztwo. Po chwili namysłu von Reuental zrezygnował z ostatniego pomysłu, uznając, że szkoda by było z powodu byle palanta tracić później mnóstwo czasu na pisanie raportu wyjaśniającego, w jakich okolicznościach zginął. Będzie jeszcze wiele okazji, aby się zemścić – i to bardziej boleśnie.

Field PW
24 lipca 2010, 11:19
Nagle przed Procyonem pojawił się jakiś mieszaniec nefryta i ślepego zaułka ewolucji mięśnia. Kafar patrzył w miarę przytomnie i, co najważniejsze, synapsy mu całkiem nieźle pracowały (a przynajmniej twarz sugerowała bardziej skomplikowane procesy myślowe).
- Wpierdol? - zapytał ze szczerym uśmiechem obwoźnego sprzedawcy.

Procyon zbaraniał.
- Wpierdol? No bo kolega chyba trochę zasłabł, a to stawia na nogi. Wiem z doświadczenia. - powtórzył i wyciągnął zza pazuchy flaszkę o wdzięcznej etykiecie... a jakże by inaczej - "Wpierdol. Whisky 70%". - Bo jeśli tak, to zapraszamy do Czarnego Donżonu. Dziś promocja.

Neidhart parsknął cicho.

Procyon L. Maynardi PW
27 lipca 2010, 21:01
Pierwszą reakcją elfa była chęć zastosowania standardowej odpowiedzi na tego typu zapytania, która to odpowiedź zazwyczaj kończyła się dla pytającego conajmniej boleśnie. Jednak opanował się w porę. Cholerne miasto, debil ryzykuje wyprucie flaków żeby tylko opchnąć flaszkę!

-Kolega już próbował, wyszło jak widać... Za to my chyba odwiedzimy "Donżon", tak się ładnie nazywa... - tu spojrzał wyczekująco na Neidharta. Ruszy zad, czy nadal wszyscy będziemy tak stać na środku ulicy jak ostatnie łajzy?

Hobbicus PW
6 sierpnia 2010, 16:38
Lilya wyglądała, jakby myślała. Dosyć nietypowe trzeba przyznać.

Nagle jednak oprzytomniała i zapytała:
- Czy to wszystko... - lecz zdała sobie sprawę z tego, że takie zadawanie pytań może się źle skończyć, więc dodała - ...pułkowniku?

Za długo tu stoją. I tak już wystarczająco zwrócili na siebie uwagę... choć może i lepiej by było, gdyby tu jeszcze trochę pogapili się na byle co? Uznaliby ich za wariatów, dzięki czemu już nikt by ich nie traktował poważnie. A wtedy teoretycznie praca jest łatwiejsza.

Janina Balachka PW
6 sierpnia 2010, 16:50
Janina stała przez ten czas zaskoczona. Przed chwilą ciągnęła za sobą coś ciężkiego, a teraz tego nie ciągnie, choć sama z siebie nie przestała tego ciągnąć. Coś było, ale teraz tego nie ma... Jak to możliwe? Cóż, dla jej umysłu taki stan rzeczy był zbyt trudny do zrozumienia.

Jednak po chwili wróciła do ciągnięcia teraz w sumie już niczego, lecz udawała, że to nic, które ciągnie jest wielkie i ciężkie, by pokazać wszystkim zebranym jej determinację i niezłamaną wolę ciągnięcia czegokolwiek, nawet jeśli tym czymś ma być nic.

Po chwili udawania ciągnięcia znalazła się obok reszty grupy i wrzasnęła - Daleko jejszcze? - i zaczęła się przemieszczać z nieistniejącym ładunkiem w innym kierunku.

Neidhart von Reuental PW
29 sierpnia 2010, 21:29
Von Reuental przez chwilę miał ochotę zganić Procyona za przekraczanie kompetencji, ale uznał, iż oznaczałoby to tylko niepotrzebne wydłużanie współpracy z grupą, co nie byłoby ani pożyteczne, ani miłe. Lepiej szybko i sprawnie zakończyć dochodzenie, napisać raport, odebrać zapłatę i wrócić do codziennych obowiązków. Westchnął w myślach, przywołując na twarz delikatny uśmiech, niemal nienoszący znamion sztuczności.

- Odprawa zakończona – rzucił lakonicznie – Jak wspominałem, ja i Maynardi idziemy do restauracji, reszta do burdelu. Spotkanie w tym samym miejscu. 'er Celebel – spojrzał elfce w oczy – Mam nadzieję, że mogę na ciebie liczyć. Nie zawiedź mnie. A co do śpiącej królewny... – popatrzył przez chwilę na wciąż nieprzytomnego Dawina, po czym zwrócił się do osiłka – Jednak zdecydujemy się na jedną butelkę... "Wpierdolu" – wyciągnął z sakiewki złotą ćwierćdukatówkę i rzucił ją kafarowi – Reszty nie trzeba. Proszę zaaplikować.

Neidhart postanowił poczekać i udać się do Czarnego Donżonu dopiero, gdy kuracja zostanie zakończona. Po pierwsze, wolał być w pobliżu na wypadek wystąpienia komplikacji – a nuż Akiar zrobi wszystkim przysługę i się udławi? Po drugie, perspektywa bycia świadkiem poniżenia ambasadora była niezmiernie kusząca. Po trzecie, osiłek nadaje się na przewodnika po restauracji. Chociaż jeden problem z głowy.

Field PW
31 sierpnia 2010, 11:29
Pomysł na wysłanie Lilyi do burdelu nie wyglądał na zbyt trafiony.
Dziwka miała reputację, to na pewno. Chyba nawet zbyt dobrą.

Po wejściu do środka została obrzucona wzrokiem przez jedną z dziwek tak ostrym, że gdyby mógł zabijać, to dziewczyna byłaby wynoszona nogami do przodu. Nic jednak, mówi się trudno i działa dalej. Gdzieś tu powinna była być burdelmama... a, jest. Stara gejsza owinięta w gigantyczne ilości kimono sunęła z gracją w stronę jej, Balachki i Dawina.

W międzyczasie Dawin trzeźwiał. Było to co najmniej zaskakujące, ale głowa bolała go bardziej niż ręka... póki sobie nie przypomniał o ręce. Syknął i spróbował skupić wzrok. Widok emerytowanej śpiewaczki operowej i dziwki raczej go nie ucieszył, ale w momencie, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jest w burdelu, odetchnął z ulgą. Może przynajmniej jedną z nich uda się tu zostawić. Widok był... cóż, burdelowaty. W holu widać było kanapy, na których wylegiwały się dziwki, w oddali majaczył korytarz i schody na górę. Całość była spowita sinym dymem. Dyplomata wyczuł lekki aromat opium.

I wtedy usłyszał cichy, spokojny głos:
- Gomenasai, mes 'eeer Celebel. - przeciągnęła burdelmama - Zaszczyt tu gościć tak utalentowaną niewiastę. Czego może szukać tu tak wspaniała adeptka sztuki miłosnej? - spytała dość sucho.

Lilya poznała ją po chwili zastanowienia. Czarna Dalia, zwana pogardliwie Czarną Wdową - jedna z najsłynniejszych nefrytowych prostytutek. No to trafiło jej się starcie z autorytetem.


W tak zwanym międzyczasie Procyon i Neidhart werszli do Czarnego Donżonu. Kafar został na zewnątrz, szybko zastąpiony odzianym w czarny garnitur kelnerem. Ten rzucił spojrzenie w kierunku elfa, jednak na twarzy nie zagościł najmniejszy grymas.
- Witam serdecznie w Czarnym Donżonie. Panowie raczej nie dokonywali rezerwacji. Pozwolę sobie zatem zadać pytanie, gdzie zechcielibyście siąść? W piwnicy, w głównej sali? Niestety drugie piętro aktualnie jest zamknięte i nie można się delektować widokiem naszych wiszących ogrodów. Gomene. - ukłonił się lekko i spojrzał na Neidharta oczekując odpowiedzi.

Cóż, Procyon widział, że był na cenzurowanym. Poza tym widział niewiele, bo wejście zaczynało się ciasnym korytarzykiem. Z zasłoniętej przez kelnera sali dobiegały ciche dźwięki koto.


Krakaton wraz Astorem dojrzeli dziwny ruch na korytarzu. Do wyjścia spieszyła drobna blondynka, mamrocząc coś pod nosem i gubiąc dokumenty. W związku z tym przystawała co i rusz, zbierając je. W końcu dopadła do portierni, rzuciła kartą identyfikacyjną i wyszła energicznym krokiem przez główne wyjście.

Astor Wołkow PW
31 sierpnia 2010, 15:34
- Chyba za bardzo się jej spieszy, co, Towarzyszu? - rzekł do Krakatona.
Astor, nie czekając na odpowiedź, przeszedł się po korytarzu i pozaciągał, żeby zapamiętać zapach tego czegoś.
- Krew... A więc kolejny krwiopijca... Nienawidzę wampirów... - pomyślał. - Jeszcze ją znajdę.

Po czym skierował się do toalety, po drodze rozglądając się po korytarzu.
Przed wejściem stały dwa bonsai. Astor upewnił się, że żadna z rozwydrzonych faerie go nie widzi (wampirem się nie przejął, w końcu prowadził z nim śledztwo), po czym podszedł do drzewek i zerwał parę nasion. Następnie skierował się w stronę wyjścia z budynku.
- Idziesz, czy nie? - powiedział do krwiopijcy, po czym wyszedł z budynku.
Stojąc przed gmachem Resortu starał się wywęszyć blondynę.

Neidhart von Reuental PW
31 sierpnia 2010, 17:58
Neidhart zmarszczył brwi.

- Z przyjemnością zasiedlibyśmy do posiłku, jednak obawiam się, iż jesteśmy tu w sprawach służbowych – rzekł powoli i dość oschle – Komisariat, agenci von Reuental i Maynardi – zaświecił kelnerowi przed oczami wyciągniętym nie wiadomo skąd pierścieniem z symbolem KKSWS – Chcemy rozmawiać z kierownikiem restauracji – zrobił krótką pauzę, po czym kontynuował łagodniejszym tonem – To rutynowe przesłuchanie. Proponuję załatwić sprawę szybko i dyskretnie, nie ma potrzeby niepokoić gości.

Procyon L. Maynardi PW
31 sierpnia 2010, 21:50
Procyon uniósł brew ze zdziwienia. Ten cały pułkownik zaczyna wizytę od "Dzień dobry, policja, chcemy was przesłuchać."?! Pewne zapędy samobójcze dało się zaobserwować już wcześniej, ale żeby aż tak...? Nefryty będą go wprost uwielbiać, one tak lubią obcesowych policjantów. Oczywiście, śnieżne elfy robiące za obstawę obcesowych policjantów będą nie mniej uwielbiane, a może i bardziej. Zapowiadało się bardzo wesoło. Podstawowe pytanie brzmiało, czy szanowne nefrytowe elfy obrażą się trochę i będą jedynie bardziej nieprzyjemne niż zazwyczaj, czy też obrażą się bardzo i nóż w plecach stanie się prawdopodobnym zakończeniem wizyty. Tak czy inaczej, Procyon postanowił nie odwracać się plecami do żadnego miejscowego. Jeśli ktoś tu skończy z nożem w plecach, to nie on. Ktoś inny może. Przy odrobinie szczęścia, nawet z nożem Procyona. Szkoda, że wziął ich tak mało.

Krakaton Saim-Hann PW
31 sierpnia 2010, 23:18
Tutaj nie było co zarżnąć. Strata czasu. Zapewne dlatego Krakaton czuł się znudzony i tylko włóczył się korytarzami za psołakiem. Już prędzej on by coś wywęszył, niż wampir. Tylko dlatego za nim szedł.
Potrafił godzinami wymachiwać swoim bastardem, ale w tym momencie miecz mu tylko ciążył na plecach. Padnę tu z nudów, ale chyba lepsze to niż słuchanie biadolenia pozostałych "agentów".
Sięgnął do sakwy w poszukiwaniu suszonych wodorostów rękawicą. Następnie, nie patrząc się nań, ugryzł. Milisekundę później wypluty kawałek monety powędrował na ścianę, a reszta, wciąż trzymana w dłoni, do oczu.
- Następnym razem zrzucę rękawicę. - Mruknął do siebie, po czym schował resztę monety do sakwy. Na pewien czas odeszła mu ochota na wodorosty.

Zatopiony w rozmyślaniach o dekapitacji uczestników śledztwa, nie zauważył przebiegającej nieopodal blondynki.
Dopiero warczenie Astora zwróciło jego uwagę na nią.
Nie od razu też odpowiedział na zadane pytanie, ale jak tylko psołak zaczął się oddalać, rzucił tylko:
- Rzeczywiście, aż za bardzo.
Po czym pospieszył w kierunku portierni, przy której przed momentem legitymowała się nieznajoma.
Idąc tam, rzucił okiem na Astora. Czyżby aż tak się ucywilizował, że ma zamiar skorzystać kibla?

- Agent KKSWS Krakaton Saim-Hann. Potrzebna mi jest informacja o tej osobie, która przed momentem wyszła z budynku. - Zwrócił się od razu do portierek.

Hobbicus PW
5 września 2010, 22:05
Czarna Dalia zadała bardzo dobre pytanie. Lilya sama by się chętnie dowiedziała, czego właściwie ona tutaj szuka.

- Nie powiem, doskonała autokrytyka - zaczęła. - Może i rzeczywiście jestem ponad to całe towarzystwo, ale w tym momencie niezbyt mnie to obchodzi. Nie widzę potrzeby wtrącania się w waszą robotę i zgarniania całej chwały.

Tutaj elfka zaczęła się zastanawiać. Spojrzała najpierw na Dawina, potem na babcię. Ich obecność niezbyt jej tutaj odpowiadała, ale cóż...

- Proszę nie zwracać uwagi na tych bęcwałów tutaj. Oni są tylko dla "towarzystwa" - tu uśmiechnęła się ironicznie. Następnie wyciągnęła karteczkę z ideogramem i zapytała: - Zakładam, że wiecie, co to jest, i to w dodatku wiecie więcej niż ja. Z przyjemnością wysłuchałabym wiadomości na ten temat.

Możliwe, że zaczęła nieco zbyt obcesowo. Ale czy istniała w tym pomieszczeniu jakakolwiek istota, która nie miała tego gdzieś?...

Janina Balachka PW
15 września 2010, 19:40
Wtedy wtrąciła się staruszka...

- Stać! Siedzieć! Leżeć! Latać! - wrzeszczała biegając tam i z powrotem. Gdy dotarła w pobliże Lilyi nagle się uspokoiła i z uśmiechem na twarzy mówiła - Ależej żadna popierducha nie może się obejścić bez... - sięgnęła do torebki i gwałtownie wyciągnęła z niej herbatniki i młotek - Protenktoratu Wykiwistości! - po czym usiadła na podłodze, rozłożyła herbatniki i pokruszyła je tłukąc w nie młotkiem, że aż na piętrze było słychać (oczywiście jeśli ten budynek ma piętro).
Janina zebrała powstały w ten sposób proszek w dłoń, której nie zajmował młotek. Wstała ona następnie i okrążając Lilyę coraz większymi okręgami sypała herbatnikowy proszek, znacząc coraz większą spiralę i mamrocząc pod nosem - Oma jedna wie... Wykiwiści-nie! Praw-praw-prawdość... Po prawej... Oh nie, widzij je! -

Mniejsza o to, że te gusła można uznać za przejawy religijne, ważne, że ma to na celu wykrycie każdej ewentualnej reakcji metafizycznej herbatnika z kłamstwem... Miejmy nadzieję.

Hobbicus PW
15 września 2010, 19:54
Lilya mruknęła:

- Nieszkodliwa wariatka. Zignorować.

Field PW
16 września 2010, 09:46
Astor delikatnie wyczuwał trop. Blondynka pachniała nie tylko krwią, ale i wanilią, której smuga ciągnęła się w kierunku postoju dorożek. Stały tam dwie, czekając na klientów, jednak biorąc pod uwagę miejsce, gdzie znajdował się parking, mało kto mógł sobie na nie pozwolić.

Neidhart nic nie zobaczył. Procyon za to widział minę elfa o ułamek sekundy za dużo. Wpakowali się w niezłe kłopoty... albo elf był kobietą i miał okres. Z dwojga złego bardziej prawdopodobna jednak była pierwsza wersja.
- Faktycznie, nie ma potrzeby niepokoić gości, Reuen-san, Maynardi-kun. Zapraszam do... na dół. Dyrekcja z chęcią się z państwem zobaczy i odpowie na wszelkie pytania.

Dalia westchnęła:
- Nefrytowy Kartel. Bracia rozprowadzają opium. Tutaj nie macie czego szukać, naprzeciwko znajduje się restauracja, w której w podziemiach serwują ten narkotyk. Nie oczekuj zbyt wiele, Lily-chan. Rzadko kogo z zewnątrz dopuszczają. Ale skoro chcecie się dowiedzieć... - klasnęła w dłonie. Natychmiast podeszła do nich wysztafirowana nefrytka w stroju gejszy. - Minori, karera wa ahen no kyūden o hyōji suru. Soko ni nori, karera ga hyōji sa remasu saigo no mono ni naru koto o kakunin shimasu.

- Minori pójdzie z wami. Udanego zwiedzania. Nie dziękuj mi, Lily-chan.


Faerie uśmiechnęła się do Krakatona:
- Tak, to była pani Carmilla. Prawdopodobnie zmierza do Altmarkt, siedziby rodu. Dziś miała tylko wpaść i uporządkować papiery.

QuiQuiKtórego dnia po południu? :P


f!eldf!eldNo dobra, przed południem :P

Hobbicus PW
27 września 2010, 21:15
- Chyba raczyłaś mnie nie zrozumieć, Dali-senpai - rzekła jak najuprzejmiejszym tonem Lilya. - Szczerze mówiąc mam gdzieś, gdzie to rozprowadzają. Gdybym chciała pogadać z samym kartelem, to bym nie marnowała tutaj czasu.

Tu z pewną miną rozejrzała się po wszystkich, po czym zrobiła krok w stronę Wdowy, rozluźniła nieco na wszelki wypadek skrytkę na navaję i kontynuowała:

- Nie widzę potrzeby stawiania oporu - wszak możemy to załatwić bez zbędnych ekscesów... Zapytam więc jeszcze raz: co wiecie?

Procyon L. Maynardi PW
29 września 2010, 00:22
Procyon miał złe przeczucia. Najlepiej byłoby w tym momencie opuścić budynek, ale wątpił, czy Neidhartowi spodoba się ten pomysł. Postanowił nic nie mówić. Bezgłośnie puścił swojego pryncypała przodem. W razie czego będzie łatwiej uciekać.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9
temat: [RPG] Mord w operze - Witajcie w Erhothogrodzie!

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel