Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Mord w operze - Witajcie w Erhothogrodzie!
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 ... 7 - 8 - 9

Neidhart von Reuental PW
7 lipca 2010, 22:27
Neidhart w milczeniu wysłuchał uwag Dawina, jego twarz nawet nie drgnęła. Gdy ambasador skończył mówić, agent podszedł do niego niespiesznie i spojrzał mu w oczy. Mężczyźni przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Kiedy Akiar zamierzał otworzyć usta i uraczyć von Reuentala sarkastycznym komentarzem, ten błyskawicznie uderzył go pięścią w podbródek, bez zamachu. Dyplomata upadł na ziemię, szczęśliwie omijając rynsztok oraz kałużę końskiego moczu.

- Wygadywać bzdury możecie po służbie – rzekł Neidhart, ostentacyjnie ignorując gramolącego się z ziemi Dawina – Teraz nie mamy na to czasu. Ma ktoś coś sensownego do powiedzenia?

Dawin Akiar PW
7 lipca 2010, 23:01
- Tak. - Wstałem z ziemi, otrzepałem się z brudu i stanąłem jak gdyby nigdy nic.
- Zaraz, gdzie to miałem... - sięgnąłem do wnętrza płaszcza w poszukiwaniu dowodu. Oczywiście ta łajza spodziewała się broni z mej strony, więc cała się napięła w oczekiwaniu na atak... który nie nastąpił. Wyciągnąłem zwój pustego papieru, moje pióro oraz kałamarz.
- ...może lepiej ci naszkicuję ten znak, co widziałem. Potrzymaj te kartki przez chwilę... - po czym złapałem moje stalowe pióro między środkowy i serdeczny palec prawej ręki, tak by odkorkować jednocześnie kałamarz w lewej. Gdy to uczyniłem, zanurzyłem końcówkę pióra w kałamarzu i zacząłem szkicować symbol na kartce trzymanej przez tego trupa, który jeszcze nie wiedział, że wkrótce umrze. Po kilku machnięciach znów zanurzyłem pióro i miałem naszkicować dalszą część, lecz zamiast tego chlasnąłem kałamarzem, celując w jego oczy, zaś stalową końcówkę pióra spróbowałem wbić w jego podbródek.
To cię nauczy szacunku do innych. - pomyślałem.

Dwóch się może bawić w udawanie MG-a i włazić w jego kompetancje. :P

RabicanRabicanPosta wydanie drugie, poprawione.

Hobbicus PW
7 lipca 2010, 23:01
Lilya nie odpowiedziała na pytanie Dawina z trzech powodów. Po pierwsze - miała się nie odzywać. Po drugie - wolała dać dyplomacie w mordę. Po trzecie - ktoś ją z tym zamiarem wyprzedził.

Nieco zaskoczona elfka spojrzała na Neidharta, zamrugała, a gdy zdała sobie sprawę z tego, co przed chwilą się stało, szybko stanęła na baczność stukając przy tym obcasami i przełykając głośno ślinę - zupełnie tak, jakby usłyszała rozkaz od generała zdolnego do rozszarpania z wściekłości całego oddziału.

- Niczego nietypowego...

I w tym momencie Dawin zrobił najgłupszą rzecz w swoim życiu.

Field PW
7 lipca 2010, 23:05
Neidhart uchylił się. Atrament rozlał się po jego policzku, zaś pióro zostawiło cienką czerwoną kreskę na brodzie. Agent chwycił Dawina za dłoń, wyrwał mu pióro i nim ambasador zdążył zareagować, wbił mu w nią niedoszłe narzędzie zbrodni.

- NIGDY. NIE. BĘDZIESZ. SPRZECIWIAŁ. SIĘ. PRZEŁOŻONEMU. - wysyczał lodowato do wijącego się z bólu dyplomaty. Po czym zdzielił go pięścią jeszcze raz, na odlew i poprawił kopniakiem w brzuch.

Po chwili zastanowienia, słuchając jednym uchem Lilyi, wyciągnął chusteczkę i rzucił Dawinowi.
- Masz, nie chcesz chyba się wykrwawić jak jakaś łajza?

Hobbicus PW
7 lipca 2010, 23:08
Dziwka przez chwilę stała w bezruchu, po czym jak gdyby nigdy nic kontynuowała:

- Niczego nietypowego, sir, na miejscu zbrodni nie zauważyłam. Co prawda ofiara nie miała żył w miejscu dołów pachowych, ale chyba to nic nowego...?

Po namyśle dodała:
- Proszę o wybaczenie. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Co jak co, ale jednak zwykle staram się milczeć nieproszona.

Neidhart von Reuental PW
7 lipca 2010, 23:57
Neidhart skinął głową i obdarzył Lilyę najbardziej życzliwym spojrzeniem, na jakie był w stanie się zdobyć. Pięknie, pomyślał, ocierając twarz chusteczką, transwestyta ma nie tylko niewyparzoną gębę, ale i zupełny deficyt umiejętności oceny sytuacji. Odnoszę wrażenie, że nefryty go polubią. Jeżeli dożyje spotkania z nimi, rzecz jasna.

Oczyściwszy się z krwi i atramentu, von Reuental skierował wzrok na Procyona.

- A ty, elfie? – zaczął odrobinę obcesowo, jednak szybko się zreflektował – Agencie Maynardi, czy na miejscu zbrodni zauważyłeś coś podejrzanego lub nietypowego? Nie o wszystkim wspomina się w raportach i tego typu rzeczy mnie teraz interesują. Zapewniam, iż ma to kluczowe znaczenie dla śledztwa.

Procyon L. Maynardi PW
8 lipca 2010, 00:05
Procyon skrzywił się tylko. Dwaj, wydawało by się najbardziej rozgarnięci członkowie tej drużyny, biją się. Na środku ulicy. W dzielnicy jakiegoś kartelu na dodatek, i przed burdelem. Brakowało jeszcze tylko, żeby wariatka zaśpiewała "Niedojdy z Komisariatu tutaj są" na jakąś przaśną nutę. Żeby jeszcze jakoś przyzwoicie bili... Po takiej demonstracji nikt ich nie weźmie poważnie.

A teraz ten wojownik od siedmiu boleści durnowate pytania zadaje, przecież podobno wie tyle co i reszta, a może i więcej...

-Wszystko dla mnie było tam nietypowe. Stan zwłok. Dziwne księgi. Utworzenie grupy dochodzeniowej z osób, które nie mają o tym pojęcia, z gnomem-niedojdą na czele. - Wzruszył ramionami. - Nie znam się na tym. Pewnie to, że tu jestem, to jakaś pomyłka w papierach czy coś.

Neidhart von Reuental PW
8 lipca 2010, 00:59
- Księgi? – von Reuental uniósł brwi – Jakie księgi?

Janina Balachka PW
8 lipca 2010, 02:33
- Serowe, oczywiście! - Nagle wrzasnęła Janina, która wyrwała się ze stanu wyglądającego jak zamyślenie.

Cóż... Zawsze tak miała, kiedy skupiała swoją uwagę na Drugiej Stronie Lustra. Wtedy czasem nawet trudno ją zauważyć, biorąc pod uwagę to, jak głośna jest w "normalnych" sytuacjach. Na szczęście, lub raczej na nieszczęście ten stan minął bezpowrotnie na dłuższy czas.

- Księgisza o wodorosnąciach, które tak na prawdę są o złym proszku... Złego Zła... - mówiła z pasją w głosie i oczach stojąc już dokładnie przed Neidhartem, gdy nagle zaczęła wokół niego biegać wrzeszcząc
- Nie! Nie-nie nie! O, nieeeee! (etc.) - a końca temu nie było widać.

Neidhart von Reuental PW
8 lipca 2010, 03:23
Neidhart ledwo się pohamował, by nie dobyć sztyletu i nie zdzielić wariatki głowicą w łeb, byle tylko się zamknęła. Niestety, wykwalifikowanych czarowników było w grupie jak na lekarstwo, dlatego nawet tak dziwaczna gnostyczka mogła okazać się wkrótce na wagę złota. Agent zacisnął zęby i postarał się nie myśleć o niej i jej okrzykach. Spojrzał elfowi w oczy, oczekując odpowiedzi.

Procyon L. Maynardi PW
8 lipca 2010, 19:42
Elf odwzajemnił się pułkownikowi spojrzeniem, które mówiło, "dopiero teraz zaczynasz pojmować, w co wdepnąłeś". Taki przynajmniej był zamiar. Pewnie wyszło jak zwykle, czyli "zamorduję ciebie i całą twoją rodzinę", no ale cóż. Trudno się mówi.

-W istocie, jak szanowna koleżanka raczyła zauważyć, była księga traktująca o wodorostach, a zawierała opium. - W międzyczasie zastanowił się nad tym, kiedy szanownego pułkownika szlag trafi. Wyglądał, jakby chciał udusić wariatkę. Nie, żeby było to coś niezwykłego, ale w ogóle taki nerwowy jakiś.

-Ponadto, była księga na temat Galaretki, trochę o muzyce, dużo o wampirach, w szczególności Quinzel, a także czarna magia. - Po jaką łasicę właściwie mu to mówi? Przecież musieli mu powiedzieć, co było w tym pokoju! Albo jakąś szopkę tu odstawia, albo... Albo zapomnieli. Procyon uznał, że biorąc pod uwagę zdolności organizacyjne Komisariatu, to nawet prawdopodobne. - Nawet mam dwie ze sobą. Wampir mi dał.

Neidhart von Reuental PW
8 lipca 2010, 20:51
Neidhart skinął głową. Oczy mu zabłysły.

- Doskonale, agencie Maynardi – uśmiechnął się zaskakująco szczerze – Na półkach regału w gabinecie denata brakowało paru książek, jednak w raporcie nie było wzmianki na ten temat. Nic dziwnego, formalnościami zajmował się Dijkstra i inni durnie z Królewskiego Biura Śledczego, przeklęci chałturnicy... Ale zbaczam z tematu. Chciałbym przejrzeć te książki. Mogą dostarczyć nam wskazówek dotyczących śledztwa.

Oby tylko nie okazało się, że wampir jest koneserem galaretki lub melomanem, pomyślał.

Procyon L. Maynardi PW
9 lipca 2010, 01:24
A ten czego się szczerzy jak małpa do budyniu? Co prawda, Procyon w życiu nie widział ani małpy, ani budyniu, ale nie przeszkadzało mu to w robieniu absurdalnych porównań. Chce szukać czegoś na temat śledztwa w dwóch mniej-więcej losowo wybranych przez wampira księgach, stojąc na środku ulicy, w Nefrytowej Dzielnicy, z drącą mordę wariatką biegającą wokół niego?! Ależ proszę. Szanowny pan z każdą chwilą coraz bardziej pasuje do drużyny.

Elf wyjął z torby księgi i podał je Neidhartowi, zręcznie wymijając wariującą wariatkę. Spróbował też odwzajemnić wyszczerzenie się, jednak jego mięśnie twarzy nie były przyzwyczajone do takiej konfiguracji, więc wyszło jak wyszło.

Neidhart von Reuental PW
13 lipca 2010, 01:56
Von Reuental przyjął od elfa książki, spojrzał przelotnie na ich okładki, po czym zaczął je przeglądać. Starał się szybko przewracać kartki, ale czasami nie mógł oprzeć się pokusie, by przyjrzeć się czemuś dokładniej. Brakowało mu wiedzy, by w pełni zrozumieć opisane w nich zaklęcia i rytuały, wszystko wskazywało jednak na to, iż miał do czynienia z oryginalnymi wydaniami "Wprowadzenia do taumaturgii" i "Sześciu zakazanych magii". Posiadanie obu było w Stygii zakazane; za każdą można było dostać na czarnym rynku równowartość małego zamku lub sporej wsi – albo nóż pod żebra, jeżeli pokazało się je nieodpowiedniej osobie. Wampir zapewne rozpoznał je i chciał zatrzymać dla siebie. Trzeba będzie o tym donieść odpowiedniej osobie.

- Interesujące, ale niemające związku ze śledztwem – rzekł agent, oddając woluminy Procyonowi – Skoro mamy tę sprawę za sobą, proponuję powrócić do bieżących problemów. Naszym zadaniem w Nefrytowej Dzielnicy jest nawiązanie kontaktu i przesłuchanie członków Kartelu odpowiedzialnych za handel opium. Jak wspominałem, nefryty obawiają się Komisariatu i unikają otwartych konfliktów, jednak jeżeli uznają, że ich interesy są zagrożone, może zrobić się nieciekawie. Dlatego proponuję podzielić się na dwie grupy, by nie sprawiać zbyt groźnego wrażenia i nie wzbudzać niepokoju. Nie chcemy wszakże, by ktoś się przestraszył i zrobił coś głupiego.

- Restauracja Czarny Donżon i burdel Szmaragdowe Łono (na Erhotha, kto wymyślał te nazwy?) znajdujące się przy tej ulicy są własnością Kartelu; ich zarządcy powinni dysponować interesującymi nas informacjami. Grupa w składzie: 'er Celebel, Akiar i Balachka uda się do zamtuzu. Pracownicy przybytku mają regularną styczność z dziwkami, transwestytami i wariatami, więc nie powinniście się szczególnie wyróżniać – von Reuental uśmiechnął się w duchu – Ja oraz agent Maynardi zajmiemy się Czarnym Donżonem. Po zakończeniu przesłuchań spotkamy się w tym samym miejscu i omówimy to, czego się dowiedzieliśmy. Jakieś pytania?

Hobbicus PW
13 lipca 2010, 10:39
Dziwka wyglądała na wyraźnie zaskoczoną. Spojrzała z odrazą na podnoszącego się Dawina. Odwróciła się do przywódcy i rzekła:

- I owszem. Nie kwestionuję Pańskich rozkazów, sir, tym niemniej agent Akiar zdaje się nie kryć wszelkich swoich uprzedzeń. Ci, którzy słyszeli nasze swary, na pewno wiedzą, co mam na myśli - tu spojrzała na Procyona, a na jej twarzy pojawił się uśmiech z nutą ironii. - Zważywszy na to, co się stało przed chwilą, muszę zapytać: czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby wysłanie agenta Akiara w inne miejsce niż przybytek?

- Oczywiście - ciągnęła po chwili przerwy - nie sugeruję niczego, co miałoby świadczyć o Pańskiej niekompetencji, gdyż takowej nie ma. Jedynie staram się dzielić własnymi doświadczeniami. Ale rzecz jasna moje zdanie się nie liczy i wszystko zależy tylko i wyłącznie od Pana - tu się delikatnie ukłoniła.

Neidhart von Reuental PW
13 lipca 2010, 16:26
Neidhart uśmiechnął się pobłażliwie.

- Po pierwsze, agentko 'er Celebel, jestem pułkownikiem i tak proszę się do mnie zwracać; w Komisariacie zwykło się nie używać "panów" ani "pań", tylko szarż. Po drugie, rozumiem twoje obawy, zapewniam jednak, iż decyzja o takim składzie grup nie została podjęta bez namysłu. Agent Akiar zdaje się być odrobinę niepokorny (dlatego w teren nie powinno się wysyłać ludzi bez wyszkolenia, psiakrew), toteż dowództwo nad grupą obejmiesz ty – von Reuental zdjął z palca pierścień z symbolem KKSWS i podał go elfce, uśmiechając się szeroko – Jeżeli twój podwładny będzie sprzeciwiał się rozkazom, pomyślimy nad odpowiednią karą. Czy wszystko jest zrozumiałe?

Hobbicus PW
13 lipca 2010, 18:16
Lilya była nieco zdezorientowana. Co prawda spotykała się niezwykle często z żołnierzami czy mundurowymi, ale nigdy nie interesowała się tymi sprawami.
Oj, jaka ja byłam głupia - pomyślała. Potem coś o mnie napisze w raporcie i nici z kasy! Albo jeszcze co innego zrobi... Już sam jego karcący wzrok jest okro-

Nagle zamknęła oczy, zmarszczyła brwi i pokręciła głową. Musiał to być dosyć zabawny widok dla tych, co nie czytali jej w myślach.
Weź się w garść, Celebel! Przecież to oficer, jakich wielu. I klient, jakich wielu. Nic ciebie z nim nie łączy - po prostu wykonujesz rozkazy. Taka praca. I stąd są zyski. Po prostu się go słuchaj - i już...

Babcia i pedał... Mogło być gorzej. Chociaż nie - nie mogło. Ale przynajmniej mam obstawę. Co prawda niepoczytalną, ale zawsze. A pana ambasadora gdzieś zawieruszymy. Tak, to chyba będzie najlepsze rozwiązanie.

Elfka spojrzała jeszcze raz na Neidharta. Już miała zasalutować, gdy nagle zdała sobie sprawę z tego, że jest w miejscu, gdzie to może być niekoniecznie dobrze odebrane. Zarumieniła się delikatnie i tylko kiwnęła głową, następnie założyła pierścień na palec, zerknęła na zwariowaną wariatkę, potem na kolorowego kutasa, znów na staruszkę i zakończyła paradę spojrzeń na pułkowniku i śnieżnowłosym. Lewą nogę przesunęła nieco do przodu, prawą ręką oparła na boku i w taki oto sposób zasygnalizowała, że jest gotowa. Do działania. W terenie. Wiadomo o co chodzi.

Janina Balachka PW
13 lipca 2010, 18:40
I wtem Janina zamilkła.

Na jej twarzy widać było zmieszanie, zakłopotanie i może nawet nutę trwogi. Stała tak przez chwilę po czym zwróciła się najprawdopodobniej sama do siebie, tonem chłodnym, poważnym i wyniosłym - Czyli jednak to tutaj... Nigdy bym się tego nie spodziewała... - następnie zwróciła się w stronę elfki oraz pułkownika i spoglądając to na nią, to na niego kontynuowała - W takim razie, również w zaistniałej sytuacji... Chciałabym... Oczywiście jeśli mogę, to chciałabym... -

I tu urwała, gdyż podbiegła do Dawina, który jeszcze nie wstał z ulicy, zaczęła go ciągnąć za pelerynę i wrzasnęła do swoich "rozmówców" z przed chwili - Zaniesiść ziemniory do damtupłazu? - po czym szarpnęła mocniej za materiał.

W najlepszym wypadku można by takie zachowanie zaliczyć do niezbyt umiejętnej pomocy przy wstawaniu, a w najgorszym wariatka zdeklarowała się go ciągnąć wszędzie gdzie trzeba, aż się jej nie odechce lub poszkodowany nie wstanie wreszcie o własnych siłach.

Procyon L. Maynardi PW
13 lipca 2010, 22:47
Elf schował księgi z powrotem do torby. Miał nadzieję poczytać je sobie kiedyś w wolnej chwili, ale na takowe się nie zanosiło. Może mimo wszystko się do czegoś przydadzą. Do ogłuszenia kogoś, być może? W każdym razie był zadowolony z podziału na grupy. Zastanawiające było, czym kierował się pułkownik... Jakieś sensowne kryteria? Dziwka do burdelu, a na resztę patrzeć już nie mógł? Tak czy inaczej, Procyon miał niejasne wrażenie, że konflikt między von Neudhartem a Akiarem zakończy się wkrótce jeszcze większym rozlewem krwi. Szanowny ambasador wydawał mu się cokolwiek zemstliwy. No, może nie w tej chwili, w tej chwili wyglądał raczej nieciekawie, będąc wleczonym po ulicy przez starą wariatkę...

Dawin Akiar PW
23 lipca 2010, 10:13
Dziwne... czemu niebo się przemieszcza? I domy? ...
Spojrzałem w prawo... Skąd moje pióro znalazło się wbite w moją dłoń? Powinno boleć, ale nie boli. Dziwne.
Rozejrzałem się i zobaczyłem tę starą wariatkę, która najwidoczniej mnie gdzieś ciągnęła po gruncie. Tylko co ja robiłem na ziemi?
A tak... już pamiętam... Dość tego! Szarpnąłem lewą ręką za płaszcz i wyrwałem go staruchie. Usiadłem, rozejrzałem się i zobaczyłem przyczynę mojego stanu.

- Nu Neidhart pagadi. - powiedziałem cicho.

Dobra, najpierw najważniejsze sprawy. Wyciągnąłem pióro z dłoni (dziwne, że wciąż nie bolało), wytarłem w płaszcz i schowałem. Obdarłem kawałek płótna i zawiązałem po kilku próbach prowizoryczny opatrunek.
A teraz Neidharcie, poczekaj... wtem dostrzegłem na jego twarzy coś dziwnego i ze zdziwieniem spojrzałem raz jeszcze w jego kierunku. Nie mogłem uwierzyć i powstrzymać śmiechu, przez co wszyscy na mnie spojrzeli.
Czas ruszyć dupę i wziąć się za tego pyszałka... chociaż może to później. Próbowałem wstać podpierając się prawą dłonią i aż krzyknąłem z bólu. Napięcie po walce chyba opadło i czucie mi powraca. Jeszcze raz, tym razem z pomocą lewej ręki. No i już w pionie. Tylko czemu nagle świat wiruje?
A potem ktoś zgasił światło.
strona: 1 - 2 - 3 - 4 - 5 - 6 - 7 - 8 - 9
temat: [RPG] Mord w operze - Witajcie w Erhothogrodzie!

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel