Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG]Fate/Grota
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2

Garett PW
21 października 2017, 21:00
-No właśnie! -wykrzyknął Żerca. - Nigdy nie słyszałaś o tym, ponieważ przeszłość została zmieniona przez moc Graala i tylko Graal może przywrócić ją znowu na właściwe tory! Zaraz... To Mickiewicz też był kobietą?! - zazgrzytał zębami. Szkoda, że Graal spełnia tylko jedno życzenie, bo to też przydałoby się naprawić. - I nawet sobie nie żartuj o Lancerach! Zapewniam cię, że nie chciałabyś walczyć z szóstką Lancerów, gdyby wśród nich znajdowali się tacy Karna, Leonidas albo Enkidu.

Kiedy Sługa przywołała globus, Leszek znowu się zezłościł i pociągnął ją za sobą do środka, przez co projekcja upadła na ziemię i rozpadła się na mniejsze cząsteczki magiczne. Niestety jak tylko znaleźli się w środku, przypałętał się do nich Krzysztof.
-Już wróciłeś Żerco? Czy rytuał się udał? Zaraz, kto to jest, przecież miałeś przywołać...
-Zamknij się Krzysiek, i zajmij się czymś pożytecznym! Na przykład idź dopilnować przygotowań do Przeniesienia, o! - Kiedy tylko młody się ulotnił, Mistrz wytłumaczył Słudze przyczynę swego zdenerwowania. - Mówiłem przecież, że nawet tutaj nie możemy się czuć bezpieczni. Może i obronimy się przed zaklęciami szpiegowskimi, ale nasze bariery nie zadziałają na drony. Stąd też powinniśmy uważać co i gdzie mówimy. Na tym polega minimalizacja ryzyka!

Cebulski odetchnął głośno i zapalił papierosa aby ochłonąć, poczęstował przy tym swoją Sługę.
-Pytałaś się o sposób na dotarcie do Jerozolimy. Uczynimy to za pomocą teleportacji, ale nie do końca takiej o jakiej ty mówiłaś. Nasi magowie przygotowują teraz zaklęcie Przeniesienia do samolotu znajdującego się w tej chwili nad Polską, gdzie druga grupa magów użyła zaklęcia Oznaczenia, które to stanowi punkt docelowy teleportacji. Dzięki temu nikt nie zdoła nas wyśledzić, gdyż nie zostawimy śladów na ziemi, a podążenie za pozostałościami magii może ich zaprowadzić jedynie do miejsca w przestworzach gdzie akurat znajdował się nasz samolot w momencie Przeniesienie. Samym samolotem powinniśmy już bezpiecznie dotrzeć do Jerozolimy, biorąc pod uwagę na czym opiera się moja magia i moc twojego Noble Phantasm.


Bacus PW
22 października 2017, 20:50
Wspominki część 1
Gdyby to było możliwe to sługa zacząłby kipić ze złości. Cały poczerwieniał i momentalnie znalazł się tuż przed oczami swego Mistrza. Podniósł go za fraki i spojrzał groźnie w oczy.
- Co Ty sobie teraz myślisz!? Przyzwałeś mnie, uczyniłeś swym sługą, a teraz zamiast chcesz paść i zgnić na samym dnie? O nie... Zachlać się, zdechnąć i nierodzić się możesz kiedy zyskam graala, wtedy możesz sobie zażyczyć wiecznego delirium, braku narodzin czy co tam chcesz, ale pierw niech moje życzenie zostanie spełnione! - wreszczał na Mistrza i trochę pluł. Spojrzał Mistrzowi głęboko w oczy i nagle oniemiał. Oboje wejrzeli w swe umysły. Bohater ujrzał życie Wani, jego zwloty i upadki. Smutki i radości. Mielnik zobaczył natomiast wszystko co dotyczyło jego sługi...

***

- Skalpel! Skalpel powiedziałem! - wreszczał medyk krojąc pacjenta. Chirurg był świadkiem wielu operacji i sam w większości brał udział. Ludzie czasami gineli, a czasami zostawali kalekami... nie było osób zdrowych. Medycyna nie przewidywała uzdrowienia, ale nauka zyskała. Jego badania okazywały się dokładne.- Skalpel do chole.., - wtedy uświadomił sobie, że jest sam. Uśmiechnął się do siebie. Zawsze zapominał, że jego podwładni szybki znikali. Spojrzał na eksponat swoich badań. Mężczyzna koło czterdziestki z zbyt wysokim cholesterolem, problemami oddechowymi, skurczliwością serca i zbyt długimi kończynami. Naukowca to powoli nużyło. Ludzie byli zbyt dalecy od doskonałości. Bohater był jednak pewny, że jego działania były słuszne. Im więcej trupów było za nim, tym był bliżej dokończenia swych badań. Spojrzał ponownie na swój eksponat. Skalpel nie był dobrym narzędziem. Wyjął pokaźny tasak. Szybkim ciachnięciem pozbawił pacjenta lewej dłoni. Ten zawył z bólu. Znieczulenie nie wchodziło w gre. Idealny człowiek nie bał się bólu. Badacz spojrzał z obrzydzeniem na człowieka. Splunął i nie patrząc już na wyjącego z bólu pacjenta uciął mu nogi na wysokości kostek. Teraz jego pacjent mieścił się bez trudów na jego łożu. Poczuł ciepło na serce.

Wtedy usłyszał głos. Jego brzmienie było wysokie i miękkie, straszliwie kuszące i przyjemne. Odwrócił się w jego stronę. Kobieta kuląca się w klatce była bardzo pociągająca i budziła nadzieje. Heros spojrzał na nią zafascynowany. Niewiele eksponatów budziła w nim tyle dobrych emocji co właśnie ta kobieta. Podszedł do klatki i złapał za kraty. Przyjrzał się jej dokładnie, a Ona jemu.
- Czemu Ty to robisz? - zapytała zapłakana. Wzruszyła go.
- Pragnę nadać nam jeden kształt! Próbuje zwrównać ludzi!
- Dlatego nas porywasz!? Dlatego nas mordujesz!? DLATEGO!?
- Porywam? Aż gdzież bym chciał... czasami was prowadzę wbrew waszej woli, ale nie nazwałbym tego porwaniem... morduje!? Nigdy bym nie zniżył się do czegoś takiego...
- Dlatego chlastasz na tym łożu każdego? Dlatego pozwalasz mu się wykrwawić? zarzuciła mu zbrodnie. Poczerwieniał ze złości. Nienawidził być sądzonym.
- Robie to dla waszego dobra. - odpowiedział i spojrzał za siebie. Operowany mężczyzna odszedł. Zmarł z wykrwawienia. Kolejny człowiek, którego przerosła idea. Zasmuciło go to. Odwrócił się do kobiety.- Teraz Twoja kolej.

Pokazał kły i rozciągnął ją, aby pasowała do jego łoża. Przy niej tasak nie musiał pracować, ale sznury i łańcuchy owszem. Słyszał jej wrzaski, pękające mięśnie i trzaskające kości. Nie przerywał jednak. Idea, wzniosłe marzenie było więcej warte niż pare członków!

Pacjentka zmarła...

***

Sługa upuścił Mistrza na podłoże. Spojrzał na niego poraz kolejny. Obrzydził go tak jak osobniki, które zawodziły go za jego życia.
- Jak chcesz to pij i rób co chcesz, ale jeśli chcesz coś zmienić to pójdź ze mną. - Wyciągnął dłoń chcąc pomóc Mistrzowi.- Zdobądźmy Graala i sprawmy, aby wszystko o czym marzymy się ziściło, ale pierw powinniśmy pozyskać te żyłę i tam zasadzić się na resztę i eliminować wrogów jednego po drugim. To jak Mistrzu, sztama?

Jean-Baptiste i Ostatnia Krucjata
Lecieli już wiele godzin. Każdy starał się znaleźć dla siebie jakieś zajęcie. Siostry zakonne przygotowywały dom. Sprzątały, zbierały co potrzebniejsze artefakty z listy spisanej przez Edwigę. Matka czarodzieja wybrała co ważniejsze artefakty z kolekcji, które mogły być przydatne w tej wojnie. Ochroniarz cały dygoczący pił melase, bo cały dygotał ze stresu. Nie był przygotowany na wszystkie te zdarzenia. Powoli żałował, że rozpoczął pracę u magicznej rodziny.

Sługa klęczał i modlił się długimi godzinami. Co nie umknęło uwadzę Charlotte, która go upominała.
- Mógłbyś zrobić coś pożytecznego zamiast odstawiać te swoje nic nie warte modły. Inni słudzy nie marnują tak czasu. Gwarantuje Ci to. - była upierdliwa, męcząca i wredna. Sługa powoli tracił cierpliwość, ale nie ustawał w modłach.- Miałeś być lwem, a nie potulnym barankiem. Powoli zaczynam żałować, że wybraliśmy Ciebie.

Bohater wstał z klęczek. Rozprostował się tak, że wszystkie kości strzeliły głośno. Przywołał księgę, którą zaczął wertować. Widocznie czegoś szukał w swoich dawnych zapiskach.
- Za kogo Ty się uważasz!? - warknęła na niego. Poczuła upokorzenie. Nikt nigdy jej nie olewał.- Wiesz z kim masz do czynienia!?
Obrócił się w jej stronę i spojrzał znudzony.
- Z mało znaczącą płotką należącą do jakiejś globalnej organizacji, która spiskuje, sieje zamęt i myśli, że wszystko im wolno. Do tego osoby, która czepia się wszystkich i wszystkiego, a sama siedzi na tyłku i tylko marudzi. Byś się przydała i pomogła Pani Edwidze utrzymywać zaklęcia albo chociaż zrobić nam kanapki. O, to dobry pomysł. Do tego się nadajesz. - spokój i opanowanie z jakim to mówił mogły imponować. Jednak rozśierdziły tylko Szarlotke, która rzuciła się na niego chcąc spoliczkować Servanta. Ten nie miał problemu z zablokowaniem ciosu. Chwycił dziewczę za nadgarstek i podniósł niczym szmacianą lalkę. Rzucił jej oschłe spojrzenie i upuścił. Upadła na tyłek i sykneła tylko.- Zostaw mnie, potrzebuje spokoju, aby się przygotować.
- Ty Draniu, Ty draniu, Ty... - jęczała jak zapętlona płyta, ale Sługa już przestał zwracać na nią uwagę. Do czasu.

Poczuli silny wstrząs, a potem uczucie jakby opadanie. Bohater podbiegł do okna i zrozumiał. Działo się coś co powinni przewidzieć.

Edwiga z przemęczenia i nadużycia obwodów magicznych, które trochę przez ostatni czas zardzewiały straciła przytomność. Jej czary przestawały działać. Sługa rzucił zdrowaśkę pod nosem. Spojrzał na Charlotte i wydał polecenia.
- Pomóż Edwidze, Siostry! Wy przygotujcie dla niej ciepły ręcznik, wygodne łoże i picie.
Będzie musiała odpocząć!
- wtedy skomunikował się telepatycznie z Mistrzem.- Mistrzu, jeśli szybko nie opanujesz tego... statku to rozbijemy się. Jeśli nie jesteś w stanie to mogę zabrać Ciebie i Twoją matkę i wyskoczyć, chyba, że widzisz inne wyjście? Dwójkę uda mi się ocalić, ale cała reszta... eh... Mistrzu, co robimy?

Statek wpadał w coraz silniejsze turbulencje. Każda sekunda zbliżała ich do podłogi. Co uczyni Jeannie? Przejmie zaklęcie matki i wyrówna lot? Ewakuuje się z servantem, a może wymyśli coś innego?

To i wiele więcej już w następnym odcinku Fate/Grota!

Darude Sandstorm
Servant kiwnął z aprobatą do Mistrza. Szybko przybrał swoją bojową postawę i zaczął młócić mieczem z każdym obrotem szybciej i szybciej. Stali teraz w oku huraganu. Byli jego centrum i piaskowe tornado połączone z kevlarem stało się diabelnie skuteczną formacją jednocześnie obronną jak i ofensywną. Kule odbijały się od nich nabierając jeszcze większych prędkości, a piasek zacinał i oślepiał napastników. Bohater zaczął przeć naprzód, a wirujący wiatr ruszał się wraz z nim. Heroiczna dusza była jego sercem, jego epicentrum. Gdzie szedł on tam i jego huraganek.

Bohater szybko uświadomił sobie pewien problem. Podczas tej zawieruchy miał ograniczoną widoczność i ciężko mu było zlokalizować cele, a przecież mieli kogoś pojmać. Spojrzał przez ramie na Mistrza i zasugerował rozwagę.

Krzyki i wrzaski trafianych przez odbite pociski i tnący wiatr celów mieszały się z dźwiękiem wiatru co tworzyło dziwaczną kakofonie. Nie była to przyjemna melodia dla uszu tego bohater był pewny. Przystanął i zaczął zbierać energie w swoim ostrzu. Jego scimitar zaczął promieniować. Wyglądał jakby przygotowywał się do ciosu laserem, ale nagle blask zmienił się w miniturową wersje tornada, które ich otaczało. Wojownik zawarczał ostro i powietrze wokół niego wypełniło się wyładowaniami.
- DARUDE SANDSTORMUU! - wrzasnął Sługa unoszą miecz nad głowę. Ilość energi jaka teraz wibrowała w powietrzum zapierała dech. Tornado nagle jakby się zatrzymało, ale momentalnie zaczęło kręcić się jeszcze szybciej, ale w odwrotną stronę niż wcześniej. Do tego zwężało się, aż nagle huragan rozwiał się. Wiatr eksplodował z potężnym hukiem i jeszcze większą siłą. Wszystko w okolicy najbliższych kilkudziesięciu lub nawet setek metrów zostało przykryte wiatrem, a podmuch mógł zwalić z nóg. Piasczysto-kewlarowe ostrza z wiatru cięły, chlastały i zmasakrowały większość z napastników. Członki były porozrzucane po okolicy. Kilku konających terrorystów wyło z bólu, inni błagali o łaskę, a kilku płakali i prosili o skrócenie męk. Wszyscy poza ich przywódcą. Imam Abdul Dżabbar Kamal stał niewzruszony. Tak jakby ostatnie wydarzenia go całkowicie ominęły. Przyglądał się Werterowi i jego słudze. Spojrzał na maga i splunął. Nie okazywał żadnej emocji. Nie było w nim zachwytu, strachu czy zaskoczenia. Wyglądał jakby wszystko było oczywiste i zwyczajne.
- To wszystko na co Cie stać? - rzucił do Sługi. Przyglądał się Heroicznej duszy z pogardą.

Wojownik ruszył w jego stronę pewnym krokiem. Odwrócił się tylko do Mistrza i machnął w jego stronę mieczem, a wtedy wiatr otoczył czarodzieja i zaczął wirować wokół niego.
- To tak dla bezpieczeństwa. - rzucił w myślach.- Spróbuje pojmać Abdula Dżabbara Kamal i wypytamy go o wszystko, ale uważaj na siebie... Może coś planuje.

Imam uśmiechnął się wrednie.
- Nie wiesz jaką potęgą obdarował mnie Allah! Poczujesz jego wole i pożałujesz, że wzgardziłeś Moją ofertą! - wrzasnął gniewnie i machnął pięścią bojowo. Nagle po obu stronach Bohatera pojawiły się portale z których wypadło czterech uzbrojonych w magicznie wzmocnione maczety napastników. Po dwóch z każdej strony.

Pierwszy z napastników zamachnął się na Servanta, który bez namysłu ciął go przez pierś. Następny był trochę trudniejszy, bo wymienił z sługą kilka ciosów. Kiedy Sługa poczuł zza pleców zbliżający się atak to momentalnie odskoczył. Jeden z napastników przeciął swego kompana i zaklął wściekle. Wpadł w większą furię. Sługa postanowił szybko zakończyć te farsę. Przywołał tarczę, którą odbił uderzenie maczetą terrorysty i przebił go swym scimitarem. Ostatni z napastników zawachał się. To był moment, który pozwolił mu przeżyc. Bohater odwrócił się w jego stronę i w będąc w piruecie podciął kopniakiem w udo swego rywala, który padł na ziemie i uderzył głową o bruk z takim impetem, że stracił świadomość. Sługa spojrzał na niego i rzucił myśl do Mistrza.
- Pilnuj go, przyda się jeśli nie uda się złapać Imama.

Ruszył w jego stronę, a Abdul zamiast się wycofywać ruszył w stronę Sługi. Był przesadnie pewny siebie, nawet jak na maga.
- Allah Ci tego nie wybaczy. Pożałujesz tego! Ty i ten Twój czarodziejek, a także cąła ludność tego miasta pożałuje! Zdechniecie tu i teraz! - w jego dłoni pojawił się scimitar i zaszarżował na Bohatera. Zaczeli wymieniać się ciosami. Imam okazał się zaprawdę solidnym rywalem mimo.

Cięcie, parada, blok, unik, cięcie. Walka wyglądała na bardzo wyrównaną. Servant wiedział, że ją wygra, ale musiał zrobić to tak, aby nie zabić swego rywala. Był zbyt cenny. Szybkie cięcie Imama mineło o milimetry twarz Sługi, który odchylił się w ostatniej chwili. Wykorzystał moment kiedy Imam był w bezładnym zamachu. Kopniakiem w dłoń wybił mu z ręki broń. Scimitar Abdula poleciał wysoko w powietrze. Imam próbował się wycofać, ale nie zdołał. Bohater złapał go jedną ręką za jego szmaty i przyparł do pobliskiego muru i przycisnął ostrze do gardła terrorysty. Spojrzał mu głęboko w oczy.
- A teraz spokojnie. Nie szarp się i bądź grzeczny. Powiesz nam co chcemy wiedzieć to my także będziemy łaskawi. Zrozumiałeś? - rzucił do Imama, który zaśmiał się paskudnie i splunął na twarz bohatera, który skrzywił się paskudnie i jeszcze mocniej wbił przeciwnika w ścianę.
- Nic wam nie powiem! Pokraczne wasze dusze zgniją! Pożałujecie psy! - harczał i krztusił się. Powoli tracił siły, ale był hardy i zbyt dumny, aby ulec.- Mówiłem, że zginiesz tutaj. Ostatnie słowa?
- Nie kpij w takiej chwili! - Warknął Sługa.
- ALLAHU AKBAR - wrzasnął Imam. Jego oczy zaczeły wychodzić z orbit, a twarz ozdobił paskudny uśmiech. Przerażający wręcz. Sługa stracił na chwilę rozum. Nie pojmował co się dzieje. Wtedy Imam eksplodował. Potężny wybuch wyrzucił Sługę na przeciwległą ścianę. Uderzył mocno i padł na kolana. Splunął krwią, ale wstał dumny i zwycięski. Jego zbroja była w strępach i cały był teraz w bliznach i ranach.
- Mistrzu, weźmy tego omdlałego i ukryjmy się gdzieś. Zaraz będą tutaj strażnicy prawa i porządku, a może nawet wojsko. Musimy być szybcy. Kiedy dotrzemy do schronu będę mógł się na chwile zdematerializować? Potrzebuje się zregenerować... Przepraszam Mistrzu, że zawiodłem. Zaskoczył mnie.

Sługa ledwie stał na nogach i czekał, aż Mistrz zabierze ich do schronu i przepyta złapanego terrorystę.



Leszke ma szybko wybywać, bo chce go skonfrontować z innymi, a innych z nim
- A myślałeś, że co? Każdy wielki człowiek był mężcyzną? A może Lechickim mężczyzną? Brednie... Wiele, a może i większość odkryć, cudów i wspaniałych dzieł powstała w rękach kobiet i to tylko dlatego, że dawnymi czasami kobiete naukowca uważano za wiedźme, a do grona kobiet rycerze nie dało się wpisać nie sypiając z odpowiednimi osobami to musiałyśmy kombinować i tak powstało wiele mitów i bajdurzeń... Ja, Mickiewicz czy choćby Artur Pendragon to mężczyźni. - objaśniła Leszkowi prawdy świata. Jednak słowa na temat graala ją zaciekawiły.- Będę musiała to zbadać, koniecznie. - ponownie przyzwała Swój notes i zapisała w nim informacje. Pokiwała głową z aprobatą i spojrzała na Mistrza.- Jeśli się nie mylę, a to się nie dzieje zbyt często to możemy wyruszać, a najlepiej jeśli skorzystamy z Twoich zaklęć w przeciągu jak z moich obliczeń wynika... 6 do 14 minut. Ja jestem gotowa!

Służka ugieła się okazując uległość. Klasnięciem w dłoni jej ubiór zmienił się w coś bardziej pasującego do obecnych czasów. Elegancka, ale prosta suknia o kolorze śliwki ozdobiła jej całkiem ładne ciało. Daleko jej było do idealnej figury, ale jak na intelektualiste to wyglądała zacnie, a nawet bardzo.
- Ruszamy?

Belegor PW
23 października 2017, 22:55
Połączenie tornada z kevlarem zadziałało lepiej niż przypuszczał. Kule nie tylko nie mogły się przebić, ale idealnie odbijały się o niecałe 180 stopni. Tego żołnierze nie przewidzieli. Najwidoczniej nikt ich nie poinformował o zdolnościach sługi. Zapomniał o jednym - widoczność była tak ograniczona jak podczas burzy piaskowej. Sługa również o tym wiedział. Konrad odrzekł mu:
- MAsz rację. Trzeba uważać, bo wrócimy do punktu zero. Musimy mieć choć jednego żywego świadka. Poczekaj, aż skończy się pierwsza salwa. Zorientujemy się kto ocalał. Pamiętaj, potrzebujemy ich kapitana żywego. Zwykli szeregowcy mogą nie wiedzieć tyle, co on.

Bohater zrozumiał, pomimo kakofonii świstów i jęków. Werter zauważył jak broń sługi zaczęła się świecić. Zaczął się bać, że używa swego Noble Phantasmu. Ryknął:
- Broń Boże nie używaj tego ter...

Wówczas usłyszał nazwę ataku. To nie był Noble Phantasm. Werter o mało co nie użył znaku rozkazu. Syknął do siebie w myślach:
~Cholera, o mały włos a byłoby za późno. Głupcze! Powinienem bardziej zaufać swemu słudze. To w końcu ON! Nie ma nikogo, o większym poczuciu honoru, niż ten bohater. Ja tchórz taki jak ja, nie umywam się nawet do jego legendy.~

Konrad poprawił sztuczne okulary i podziwiał dzieło swojego sługi. To była poezja wiatru i piasku. Na moment jego sługa stał się niczym duchem pustynią, nie - Saharą w samą sobie. Wrogowie padali jak pierworodni Egiptu podczas dziesiątej plagi, tylko bardziej krwiście. Kevlar zadział jak bezlitosne ostrze. Werter miał nadzieję, że nikt niewinny nie ucierpiał przypadkiem. Nie sądził, że ktokolwiek poza innym sługą miałby szanse. Tym większe było jego zdziwienie kiedy przywódca islamistów stał niewzruszony niczym pomnik ze spiżu.

~Niemożliwe! Albo ktoś go chroni, albo jest....samym sługą?! Na pewno nie pracuje dla Hezbollachu. Żaden normalny człowiek by tego nie przeżył. Żaden!~

Nagle otoczył go pustynny wiatr. Spojrzał na sługę. W myślach wyjaśnił. Przyznał mu rację:
~Dobry ruch. Uważaj na siebie. To nie jest zwykły człowiek. Tym bardziej musimy go schwytać żywcem.~

Z bezpiecznego miejsca analizował walkę. Widząc zdolności imama zrozumiał, że to nie Hezbollach, ale jakiś czarodziej maczał w tym palce. Tylko który mag lub sługa specjalizował się w dzieleniu węzłów magicznych z innymi?

Gdy jeden ze sług imama padł, usłyszał myśl od Servanta. Natychmiast zaczął działać. Korzystając z polskiej szkoły magii, użył wzmocnionej cierniowej latorośli by związać zamroczonego żołnierza. Odrzucił w myślach:
~Zrobione. A teraz pokaż temu allachowemu kaznodziei, gdzie zimują imamowie.~

Patrzył na wymianę ciosów między przeciwnikami. Ten imam zdolnościami mógł się równać z egzorcystami Kościoła. Wiedział, że gdyby nie Sługa, on sam nie miałby najmniejszej szansy z takim przeciwnikiem. Finał był niespodziewany. Abdul nie miał zamiaru się poddawać. Wolał zginąć, pewny że zabierze wszystkich wokół siebie. Przecenił swoje zdolności. Widząc szkody, Werter pomyślał:
~To było zaplanowane. Gdyby nie zmarnował swojej energii na walkę z nami, wybuch byłby znacznie potężniejszy. Cholera, z kim mamy do czynienia?!~

Werter był zaskoczony. Odpowiedział:
- Chyba sobie żartujesz?! Uratowałeś nam życia! Gdyby ta walka trwała krócej nie tylko my byśmy ucierpieli. Wykonałeś świetną robotę! Wygraliśmy tę bitwę, tylko dzięki Tobie. Wątpię by ktokolwiek inny zrobiłby to lepiej. Teraz się zdematerializuj. Resztę zostaw mnie.

Werter szybko wziął zamroczonego żołnierza za ręce i ciągnął go na minione wcześniej skrzyżowanie. Zorientowawszy się udał się do najbliższego schronu, a jeśli był strzeżony to do kolejnego i aż do skutku. Gdy udało mu się znaleźć odpowiedni, użył kwasu do rozpuszczenia zamka i wszedł do środka.

Gdy znalazł odpowiednie pomieszczenie, użył roślin do utworzenia "cierniowego krzesła", do którego przywiązał zakładnika. Mając najcięższą robotę za sobą wziął się za naszykowanie preparatów. Miał szczęście, że miał ze sobą strzykawki. Planował je zostawić w hotelu po zażyciu leku. Teraz mogły się przydać do czego innego. Zaczął robić kwasy, serum prawdy i czerwony barwnik. Każdy zaaplikowany do innej strzykawki. Przygotował również śmiertelną dawkę neurotoksyny na wszelki wypadek. Był gotowy do jej użycia, nawet gdyby zakładnik wszystko wyjawił. Wiedział, że im mniej wróg wie o zdolnościach sługi, tym lepiej.
Skończywszy preparaty podszedł do oświetlonego miejsca i wylał glinę z glinem. Uformował aluminiowe wiatru, w którym za pomocą soi i barwnika zaczął tworzyć czerwone, mięsiste kluchy w gęstej mazi.

Wyczuwszy obecność zaczął mówić:
- Lepiej będzie jak pozostaniesz w tym stanie znacznie dłużej. Musisz odpocząć i zregenerować swoje siły. Poza tym... to co tu będę robił może Ci się nie spodobać. Nie jestem tak honorowy jak ty i mam inne metody. Dlatego chcę, abyś nie patrzył. Jak tylko odpoczniesz powiem Ci wszystko czego się dowiedziałem, dobrze?

Gdy zakładnik się obudzi, Werter zaczął swoje przedstawienie:
- O witaj śpiący królewiczu. Dobrze się spało? Otóż mam dobre wiadomości. Twój dowódca Cię wystawił. Jesteś jedynym ocalałym ze swego oddziału. Jeśli chcesz żeby tak pozostało lepiej powiedz co wiesz. Wszystko, ale po kolei. Dla kogo pracujesz?

Jeśli zakładnik się stawiał, Konrad wyjął czerwonego klucha z wiadra i wzruszywszy ramionami odparł:
- Nie chcesz gadać? Żaden problem. Mogę Ci rozwiązać język na wiele sposobów. Tak się składa, że jestem alchemikiem. W każdej strzykawce mam kwas, którymi będę Cię palił od środka. Możemy jednak zrobić to lżej, za pomocą serum prawdy. Jeśli jednak będziesz się stawiał wbije Ci igłę do żyły i wpuszczę tam świńskiej krwi, albo lepiej! Widzisz ten świeży, śliski od krwi befsztyk ze świni? Tak, dobrze słyszałeś - prawdziwy kawałek, krwistej świńskiego tyłka zaraz poleci do Twych ust. Mam tego więcej, będę Cię tym karmił...aż zaczniesz to wchłaniać i to z połykiem!
Podszedł do zakładnika, by wywołać w nim strach. Z uśmiechem odparł:
- Nawet nie wiesz jakie cuda potrafi ten kawałek obślizgłego mięsa zdziałać. Jeden kęs i możesz pożegnać się ze swym Rajem.... i swoimi 77 dziewicami.

Prawie mu podsunął kawał mięsa, po czym odsunął i odparł:
- Ale możemy sobie tego oszczędzić. Nie chciałbym, aby te Klacze, czekały próżno na swego Ogiera. Powiedz mi dla kogo pracujecie, od kiedy działacie na terenie Jerozolimy. Ilu czarodziejów jest w Jerozolimie? Na co Twojemu pracodawcy Graal? Kim jest Twój pracodawca? Jakie ma konotacje na Ziemii Świętej? Wszystko. Wyjawisz mi to co wiesz, a puszczę Cię wolno, przysięgam na Twojego Boga. A przy okazji...jeśli choć raz powiesz że pracujesz dla Allacha to Ci siłą wbije tą szynkę do gardła, czy to jasne?!

Teraz pozostało czekać na reakcję zakładnika. W zależności od sytuacji, albo go będzie karmił fałszywym mięsem, albo użyje serum prawdy. Liczył jednak na łagodną współpracę i szybkie uśmiercenie zakładnika.

Kammer PW
24 października 2017, 23:35
Lecieli i lecieli. Jean-Baptiste podziwiał matkę, że była w stanie zrobić takie coś. Najwyraźniej staruszka miała jakiś cel w tym całym pójściu do zakonu. Większość dotychczasowej podróży spędził w łóżku kurując się po zaczerpnięciu w jego obwodów magicznych.
Co jakiś czas najwyżej chodził do kuchni zrobić sobie herbatę, tak to generalnie leżał w łóżku z laptopem i próbował wyszukać jakieś wartościowe informacje na tej Wojny, do której został wciągnięty, nieco wytrąciło go z uwagi, że wszyscy dookoła wiedzieli, że coś takiego się dzieje, a on sam był kompletnie nieuświadomiony.

Siorbnął herbatkę, zmieszał ją łyżeczką i odłożył na spodeczek, przewertował papiery, które do tej pory zgromadził i sprawdził pocztę. Inspektor nadal nie odpisał. Na razie nie chciało mu się pracować na laptopie, przeglądać zapisów z monitoringu by przyjrzeć się Szarlotce i tym dzikusom, co to ich ścigali. Zaraz po przyjeździe agentka zdecydowanie zaprzeczyła, jakoby miałaby cokolwiek wspólnego z nimi. Chyba dobrym pomysłem byłoby jej zaufać… przynajmniej na razie, wszak już jej zauwafli.

Poprawił łyżeczkę na spodeczku, bo zaczęła dzwonić, co go tylko irytowało, nie mógł się skupić na pracy jakiegoś anonimowego czarodzieja, który opisał podstawowe reguły Wojny o świętego Graala. Wyglądało na to, że ten proces był cykliczny, co jakiś czas dochodziło do wojen. Siorbnął herbatkę znów i sięgnął do spodeczka, by ją zamieszać. Trafił ręką w pustkę. Pomacał jeszcze chwilę, może przez nieuwagę odłożył ją obok… ae nadal nie znajdował. Oderwał się od notatek i powiódł wzrokiem po stoliku nocnym. Spodeczek był, ale mieszadełka… nie. Wychylił się za krawędź łóżka i sięgnął po nią. I jak nagle nie wpadli w turbulencję! JB malowniczo upadł twarzą na dywan, zrobił pseudo-fikołka i wylądował na plecach. obok chlusnęła resztką herbaty. Coś się zdecydowanie działo niedobrego! Zgramolił się z ziemi i ruszył do drzwi, dobiegały go krzyki, że matka zemdlała, bardzo niedobrze. Ruszył do nich. Po obijaniu się od ściany do ściany wpadł do starej sypialni rodziców. Wbrew pozorom nie było to zupełnie przypadkowo!
No, może trochę. Pierwotnie chciał jak najprędzej uciekać z pokoju do reszty, by jakoś spróbować ogarnąć kryzys, orzeźwić matkę, ale przypomniał sobie pewien detal z młodości. Kiedyś ojciec, po którejś ze swoich licznych podróży, tym razem po Syberii przywiózł sobie z niej perfumę. Ponoć dostał ją od jakiegoś szamana, jakoby było to potężne na coś tam, detali już nie pamiętał. Pamiętała za to coś innego, potężny zapach piżma, jaki wydobywał się z pojemniczka. Po pierwszym otwarciu, nieprzywykli, mocno się zaciągnęli i pomieszczenie zostało bogato uzapachowione niezapomnianą nutą. Było wyłączone z użytku przez dwa kolejne dni, gdy się intensywnie wietrzyło.
Jeżeli coś miałoby otrzeźwić Edwigę, to z pewnością to! To była jedna z najcharakterystyczniejszych pamiątek po ojcu, więc jej miejsce było mocno specjalne, w pierwszej szufladzie starej toaletki w sypialni. Przywołał zaklęciem sferę światła, by widział, co się dzieje, mimo ciężkich zasłon na oknach. Dopadł do biurka, a raczej… wpadł na nie, turbulencje nadal postępowały. Niemalże wyrwał szufladę z łożysk i błyskawicznie do niej zajrzał. Tak! To anormalne puzderko, wykonane chyba z kości jakiegoś syberyjskiego zwierza, nawet teraz, po latach pachniało tym aromatem. To matkę wybudzi. Nawet jeżeli nie będzie to zasługa samego zapachu, to zadziała tu magia miłości do jej męża i wspomnień po nim. Zachichotał na samą myśl o tym.

---

Jean-Baptiste spacerował ze swoim dziadkiem po ogrodzie Toruswaldu. Stary Strażnik był dumny ze swojego ogrodu, był zdania, że zostawia dobre rzeczy swej córce, która zastąpi go na tym stanowsku. Był już posunięty w latach, wszak jako małe dziecko był świadkiem słynnej Wystawy Światowej w Paryżu, ze swoimi rodzicami przechadzał się po Wieży Eiffla wkrótce po jej otwarciu, ale jednek dobrze się trzymał, miał proste plecy i w miarę mocny głos.
- Widzisz, Baptie – wskazał wnukowi na wielkie drzewo – ten dąb? Stary jest, prawda? Jak pamiętam, wygląda on tak samo. Jeszcze jak byłem dzieckiem w twoim wieku ono już tak wyglądało… Babka mi opowiadała historię tego drzewa. Wygląda ono tak, bo jest… niesamowicie stare. Słyszałeś o Karolu Wielkim? Jak nie, to kiedyś usłyszysz… Wielki władca Francji i nie tylko! To jego władza zjednoczyła pod sobą Francję, Niemcy i Włochy… Wielki władca w wielkich czasach. Do dziś jest zapamiętany. Jednym z epizodów jego życia była chrystianizacja podbitych ziem. Tak też było z Sasami. Podczas którejś ze swych wypraw zapuścił się hen, hen daleko, do kraju Sasów. Tam dopuścił się straszliwego czynu. Zniszczył święte drzewo. Święte, nieświęte, to nie ma znaczenia. Faktem jest, że miało ono w sobie potężną ilość magii. Ponoć pod nim dochodziło do prawdziwych cudów. – Dziadkiem lekko natrzęsło – A on pozwolił temu odejść… Ale, jak to często bywało, ktoś zdradził. Ktoś uratował kilka nasion, gałązek, liści. Przywiózł to tutaj, do gaju druidów i dołączył do nich. W ten sposób to drzewo przetrwało. Jego magia przetrwała. Teraz tego nie czuć, bo jego ono uśpione, drzemiące, ale legendy mówią, że kiedyś się ono przebudzi i posłucha arcydruida. Czyli Strażnika. Bo, zgodnie z historią, Strażnicy wywodzą się pierwotnie z druidów, taka właśnie była geneza naszego domu, kiedyś to było święte miejsce, ono przyciągało nas tutaj swą mocą, swą magią, swymi pokładami mocy… Potem… potem wzniesiono ten dom i zamieszkaliśmy tu już na stałe.

---

Jeana-Baptiste’a rozbolała głowa. Najwyraźniej za mocno sprawdzał, czy to piżmo jeszcze pachnie. Ale… jego (nie)świętej pamięci dziadek podał mu pewien pomysł. Wszak… był przecież tym arcydruidem, bo, tytularnie, był Strażnikiem, gdy matka była poza… poza możliwościami pełnienia swojej roli, tak. Ściskając pudełko dał w długą do salonu, do reszty.

Po drodze wpadł na Servanta. Rzucił mu puzderko.
-Tym cuć, tyyyym! – zawołał. Pilnuj matki i w razie czegoś ratuj ją. I Charlotte, Luka, siostrę Aleksandrę, kto ci wpadnie w ręce pierwszy. Ja.. ja muszę ratować nas wszystkich – zakończył nieco chaotycznie i wyleciał z pomieszczenia (praktycznie dosłownie przez te przeklęte turbulencje) do drzwi na patio. Niestety, nie wziął pod uwagę kilku rzeczy, jak na przykład tego, że drzwi otwierają się do wewnątrz. Gdy wpadł na nie ze swym impetem, zawiasy, niekonserwowane od dawna, po prostu puściły i Jean-Baptiste poleciał do przodu. Otrzepał się i podbiegł do największego z drzew. Nie zmieniło się ono aż tak bardzo od kiedy stał przed nim z dziadkiem. Chciał, by drzewo ich uratowało. By jego korzenie wydłużyły się, zamortyzowały upadek, korona rozwinęła się nad ich głowami i posłużyła za spadochron, by mech porósł budynek i zamortyzował upadek. Cokolwiek. Zaczerpnął tchu, dobiegł do drzewa. Skupił się i wezwał moc Irminsula.


Pupa.

Andruids PW
25 października 2017, 03:22
- Ależ mi się nie chce... - ledwie słyszalnym westchnieniem, mag skwitował zejście na suchy ląd. Błogi rejs mocno go rozleniwił, ale nie było co się rozczulać. Zwierzchnicy już czekali, a wiecznie nakręcony tajfun energii, jakim była jego Sługa, ciągnął go ze sobą.

Zaloty bohaterki, Andrew skwitował unosząc wargi:
- Przeniosę Cię nawet przez próg willi na rajskiej wyspie, ale póki co, mamy uchodzić za małżeństwo, a nie za napalonych podlotków świeżo po ślubie.

Długi rejs dał magowi na dokładne przemyślenie swojego życzenia. Takie banały jak "zbawienie świata", "nieskończone bogactwo", czy "wieczne życie" nie interesowały go zbytnio. Gdyby jednak miał zakątek świata, który mógłby własnoręcznie zagospodarować, stworzyłby tam istny raj, dla każdego kto by tego pragnął. To powinno dać innym państwom bodziec, żeby mogły stać się... mniej zepsute. Dokładne reguły panujące takim zakątkiem były jeszcze do ustalenia, ale był na to jeszcze czas. Na pierwszą myśl nasuwały się "brak chorób" i "niemożność sprawiania innym krzywd".

***

W limuzynie, Andrew słuchał uważnie duchownego, a po pełnym naświetleniu sprawy, potarł czoło nad nasadą nosa i zadał swoje pytania:
- Przede wszystkim, byłoby dobrze spotkać się z ojcem Renato i uzgodnić parę spraw. Gdyby spotkanie mogło się odbyć za pośrednictwem kościelnych agentów, zaoszczędziłoby mi to kłopotu, dzięki czemu miałbym więcej czasu na rekonesans. Jako, że wiecie gdzie mnie znaleźć, z wdzięcznością przyjmę wszelkie wytyczne i informacje dotyczące magów i Wojny. Zwłaszcza dotyczące tej Hayesówny. Jak ojciec sądzi, trudno będzie zaaranżować spotkanie z kimś, kto ma z nią osobisty kontakt?

Nicolai PW
25 października 2017, 09:26
- Jesteś przykry... - Wania splunął na ziemię. - Ubzdurałeś sobie, że okoliczności Twoich narodzin przypisują Ci specjalne prawa? Nie spodziewałem się, że w XXI wieku jeszcze można spotkać wyznawcę Schopenhauera. No, ale w końcu Ty to jesteś przybyszem z przeszłości,
więc aż takim paradoksem to nie jest... w sumie, jakby się zastanowić to pod tym względem jesteśmy swoimi przeciwieństwami. Szkoda, że to zwykły zbieg okoliczności. Chcesz się zasadzać? A proszę bardzo, ma to nawet sens. W końcu to Twoja ulubiona forma walki... Damastes.
- Mielnik jak nie był pijany to wydawał się bardzo inteligentny.
- Idźmy, ale najpierw... - Kloszard sięgnął po butelkę i zaczął wlewać w siebie trunek. Smakował okropnie, jak żabi skrzek, ale wstręt przed trzeźwością był większy niż wstręt przed smakiem. Szybko doprowadził się do stanu domyślnego, czyli kompletnego zalania silnika.
- Dali... Damian, idziema! Może znajdziemy tam idealnych ludziów... - Mistrz poklepał Sługę po poliku, co przyniosło nieoczekiwany efekt. Połączenie nadal było aktywne, a pijany Wujaszek nie kontrolował swojej magii. Teraz transfer wspomnień poszedł w drugą stronę.

===

Ciemne pomieszczenie, a w nim rzędy szklanych tub wysokich na trzy metry. Z ich środka błękitnym blaskiem jarzył się błękitny płyn o konsystencji kisielu. Jednak nie była to jedyna rzecz znajdująca się we wnętrzu. Tam byli też ludzie. Idealni i tacy sami. Ich nie było trzeba rozciągać czy przycinać. Oni już byli urodzeni takimi jakimi być powinni.

===

- Do diabła! Nie wiedziałem, że to pamiętam... - Mielnik jednym haustem wlał w siebie kolejną flaszkę.

Garett PW
25 października 2017, 23:39
-Och daj spokój, w ramach przygotowań studiowałem poprzednie wojny i dobrze znam przypadek "Króla Artura". Saber z Czwartej i Piątej Wojny nie udawała mężczyzny dlatego aby być królem, a dlatego, że uważała, iż w ten sposób będzie lepszym królem. Co koniec końców okazało się głupim posunięciem, bo przez całą to fasadę o której wiedział wtedy w zasadzie każdy, zmuszona była zabić własną "żonę", Ginewrę i jednego ze swych najlepszych przyjaciół, Lancelota, kiedy to na światło dzienne wypłynął ich romans, o którym zresztą sama wiedziała i dawała im swe ciche przyzwolenie. Także w skrócie: nie można jej tutaj brać za przykład. Zresztą nie żeby to był powód do dumy, co sama zresztą zauważyłeś. Jak dla mnie to udawanie mężczyzny to droga na skróty. Miałyście trudniej, no i co? Przecież właśnie to, że miałyście trudniej sprawia, iż wasze osiągnięcia są warte więcej! Weźmy taką Atalantę, Królową Jadwigę albo Emilię Plater. Jakoś zostały zapamiętane jako kobiety. Nie wspominając już o Joannie D'arc, chociaż ona zginęła bo, jak to mówiłaś, "uznano ją za wiedźmę". Ale tak się zazwyczaj dzieje jak się próbuje coś kombinować na poletku Kościoła. I nie tyczy się to tylko kobiet, bo mężczyzn również, biorąc za przykład takiego Lutra. No, ale sama chyba wiesz o tym najlepiej, biorąc pod uwagę to jakie miałaś stosunki z tą instytucją. Wracając jednak do meritum: nie oburzaj się, że zostałaś zapamięta jako mężczyzna chociaż sama podjęłaś decyzję by takiego udawać. Teraz tego żałujesz, rozumiem, więc udowodnij, że jesteś w stanie przezwyciężyć trudności. Niech przemówią, czyny, a nie słowa... W sumie, jak mam się do ciebie zwracać? Bo chyba nie męskim imieniem. Może Nikola? Heh, zabawnie by było jakby nasi wrogowie wzięli cię przez to za Teslę.

Po zakończeniu monologu, Leszek poszedł ze Służką do sali rytualnej, gdzie mieli przeprowadzić zaklęcie. Stanęli wraz z Nikolą w środku magicznego kręgu i dali się otoczyć światłu. Kiedy już odzyskali wzrok, ujrzeli wnętrze samolotu i magów, którzy użyli tutaj zaklęcia Oznaczenia.
-Tak, to jest mój Sługa - uciął wszelkie pytania Żerca, widząc zdumione miny co poniektórych. - Mam nadzieję, że przeskanowaliście umysły pozostałych pasażerów. Wolałbym uniknąć sytuacji w której terroryści skierowują samolot na jakieś wieżowce. Jeśli tak, to zajmijcie się stawianiem barier, za ja przypilnuję by pogoda nam sprzyjała. A ty przypilnujesz ich, wszakże nie możemy mieć pewności czy wśród nich nie ma żadnego sabotażysty - ostatnie polecenie wydał telepatycznie Służce. -I jak chcesz dalej prowadzić dyskusję, to rób to telepatycznie, bo jeszcze tamci będą woleli podsłuchiwać niźli pracować.

Bacus PW
26 października 2017, 12:40
PRZESŁUCHANIE
Terrorysta rozejrzał się po otoczeniu i syczał wściekle. Czuł, że zawiódł i Allah go ukara. Szukał rozwiązania tej sytuacji. Był bliski ogryzienia swego języka, ale groźby Wertera go unieruchomiły. Obrzydzenie i strach przeszły jego lico. Nie bał się tortur, nie bał się bólu, nie bał się śmierci, ale zostać splugawiony świnśką krwią? Nie mógł tego dopuścić. Tego Allah na pewno nie wybaczy.

- Plugawe ścierwo... Myślisz, że jesteś niewiadomo kim, bo udało Ci się mnie pojmać? Guffno wiesz. Jeszcze pożałujesz swych czynów... Kiedy zdechniesz to poznasz gniew Allaha! - splunął pod nogi Wertera i spojrzał na niego z pogardą.- Dobrze, powiem Ci wszystko. Jednak nie myśl, że mnie złamałeś, co to, to nie... Zginiesz i tak, więc żadna różnica, czy będziesz wiedział czy nie. - Przygryzł wargi i kontynuował.- Dla kogo pracuje? Dla siebie,
dla świata, dla dobra ludzkości. Służę Państwu jedynemu słusznemu. Wyrżniemy wszystkich niewiernych, wszystkich heretyków, a Szariat obejmie cały świat. Rozkazy i polecenia wydawał mi Abdul Dżabbar Kamal, to jego nauki byłi mi najbliższe... Jednak nie był jedyny... był też Froeges, były czarodziej... taki jak Ty, ale on ujrzał prawdziwe oblicze Boga i chciał zaprowadzić pokój na świecie, ale, aby zaprowadzić pokój pierw... Musieliśmy wygrać Świętą Wojne! Do tego... potrzebny jest nam Graal... chcieliśmy go użyć, aby stworzyć broń ostateczną... broń, która da nam zwycięstwo... oczyści ludzkość z takiego śmiecia jak Ty i Tobie podobni, tfu!
- Zaśmiał się teraz.- Kretynie, naiwny draniu... Plugawa istoto.
Zdechniesz i to ja będę Twoim katem! To ja zniszcze Twoją duszę!
- jego ciało nagle pokryły dziwaczne symbole i teksty po arabsku. Jego ciało jakby zapłonęło. Wył boleśnie, ale szyderczo się śmiał.- Myślisz, że powiedziałbym Ci to gdybyś miał ujsć z życiem? Gwahaha!
Zdychaj Ściero! ALLAHU AK...
- słowa utknęły mu w gardle, a z ust pociekła struga krwi. Nie pojmował jak jego zaklęcie zabezpieczające mogło zawieść. Spojrzał w dół. Splunął poraz ostatni. Z jego serca wyrósł miecz. Nie byle jaki miecz.

Sługa zmaterializował się w ostatniej chwili. Spojrzał na swojego Mistrza ze spokojem.
- Miałem odpoczywać, ale... uświadomiłem sobie, że skoro ich przywódca zabezpieczył się potężnym zaklęciem samodestrukcji to jego sługusi tymbardziej... Kiedy sobie to uświadomiłem to musiałem zadbać o Twe bezpieczeństwo. W ostatniej chwili. Ta eksplozja... mogła Cie poważnie uszkodzić. - Sługa przez te kilka godzin doszedł prawie do pełni sprawności. Spokój i opanowanie jakie biło z jego facjaty były nie do podrobienia.- Dowiedziałeś się czegoś Mistrzu? I jakie plany na jak mniemam dzisiejszy dzień, bo z tego co się orientuje za chwilę będzie świtać.

JERUSALEM CRUSADERS
Potężna energi przepełniła wszystkich. Potęga natury zawsze była trudna do okiełznania, ale niosła ze sobą moc o jakiej wielu mogło tylko śnić. Sługa zdumiał się i podziwiał swego Mistrza. Pęta i gęsty bluszcz zaczął nagle porastać latające domostwo. Mech pojawiał się gdzieniegdzie. Bohater odetchnął, ale tylko na chwilę.

Nie zwalniali. Wręcz przeciwnie, dom zaczął przyśpieszać. Sługa wezwał Maryję i Jezusa pod nosem. Wszystkie starania jego Mistrza miały zpełznąć na niczym. Heroiczna dusza nie mogła pozwolić, aby komukolwiek cokolwiek się stało. Opanował się szybko i zaczął zbierać energie z otoczenia. Pomodlił się i wyzwolił część siły. Otoczył go blask. Oślepiające światło szybko przemieniło jego tweet w jego wspaniałą zbroję.

Servant machnął ręką i resztki blasku przybrały formę kilku uzbrojonych po zęby wojaków. Spojrzał na nich i głośnym i rozkazującym tonem wydał im polecenia.
- Musimy się ratować. Ten dom zaraz się rozwali. Niech każda z wam weźmie jedną osobą i wyskakujcie oknami. Macie zapewnić im bezpieczeństwo. Jeśli komuś spadnie włos z głowy to wam pospadają te hełmy. Do roboty!

Zbrojnicy szybko zabrali się do roboty. Każdy brał na ramie jedną i wyskakiwali z domu. Ich przywódca, sługa Jeana-Ptysia ruszył biegiem po swego Mistrza. Odciągnął go od drzewa i rzucił się w dół.

Lecieli długo. Kilkuset metrowy lot pionowo w dół. Bez spadochronu, bez kamerki go pro. Bohater leciał i śmiał się głośno. Widać, że robiło mu to wielką radochę. Zapowiadało się, że ich upadek będzie bolesny i łamliwy.

Servant wyladął z delikatnością baletnicy. Jak piórko. Uśmiechnął się i odstawił Mistrza na ziemie. Potem gwizdnięciem przywoał wszystkich swoich wojaków. Wszyscy zebrali się w grupe. Sługa policzył zebranych.- Raz, dwa, trzy... siedem i ja. Mamy ósemke. Nikogo nie brakuje. Wspaniale się spisaliście żołnierze! - Sługa skinął do ich, a Ci znikli tak jak się pojawili. Nagle i w blasku. Spojrzał na zebranych i ocenił sytuację.- Od bram Jerusalem dzielą nas jakieś dwa dni marszem... Za dużo biorąc pod uwagę, że są z nami osoby starsze i kobiety. W pobliżu musi być jakaś wioska. Jeśli do niej dotrzemy to może tam złapiemy jakiś transport...

Odwrócił głowę i widział tylko jak pareset metrów dalej dom zbliża się do ziemi. Wskazał wszystkim palcem. Dom grzmotnął o podłożę z taką siłą, że deski i dachówki rozsypały się po całej okolicy. Wyglądało to niesamowicie, ale sługa mógł zrozumieć, że jego Mistrz i jego matka stracili właśnie cały dobytek kilku pokoleń Bourbonów. Rzucił tylko pocieszający uśmiech.- Ważne, że nikomu się nic nie stało. - spojrzał na Mistrza i rzucił mu.-
Możemy się tam wybrać i zebrać co ważniejsze przedmioty, może coś ocalało, a Panie i Twój stróż w tym czasie tutaj odpoczną i się uspokoją, a jak wrócimy to wyruszymy.
- sługa wziął głęboki wdech.- Jerozolimo nadchodzimy!

KOLEJNA GARŚĆ INFORMACJI
Ojciec Renbraum wysłuchał Andrewa i przytaknął. Sięgnął do płaszcza po jakieś papiery. Rozprostował je i przekartkował. Wybrał kilka kartek i przekazał je Andrew. Dotyczyły rodziny Hayes i ich interesów.
- Ojciec Renato dziś wsiadał do samolotu, więc niedługo powinien przylecieć. Z lotniska limuzyna zabierze go na plebanie ojca Blumenbauma. W to samo miejsce gdzie obecnie Cynthia i ja wykorzystujemy jako noclegownia. Ojciec Joachim obiecał przyjąć gościa i zapewnić mu wszystko co będzie potrzebował... Możemy was tam zabrać. Spotkacie się twarzą w twarz i może czegoś się dowiemy. Jednak póki co byłbym ostrożny... kardynał Blazquez zawsze żył blisko z papieżem i raczej będzie mu wierny do końca... do tego nigdy nie parał się magią i prawdopodobnie wcześniej nie miał z nią styczności... obawiam się, że może być czyjąś marionetką, ale nie mam pojęcia czyją i jaki w tym cel... Obawiam się, że w Watykanie dochodzi do rozłamu. - wyjaśnił Wilhelm i podrapał się po brodzie.- Spotkanie z Hayesówną... Hmmm... Można spróbować. Zostawić jej wiadomość z miejscem i czasem spotkania.
Jeśli jest faktycznie Mistrzynią to na pewno by się zjawiła, nie przepuściłaby okazji takiej jak ta. Warto spróbować.

Cynthia i Jannet, które całą podróż były pochłonięte na kobiecych plotkach nie przegapiły rozmowy, słuchały wszystkiego co powiedzili mężczyzni. Służka nie mogła się nie wtrącić.
- Musimy wtedy przedsięwziąć wszelkie środki bezpieczeństwa... Jeśli ojciec Renato może być zdrajcą to nie możemy mu pozwolić nic zrobić, póki nie poznamy jego zamiarów... to samo tyczy się Hayesówny. Jest tutejsza i jeśli ma dostęp do fortuny, ma znajomości, artefakty i homunkulusy... może być bardzo niebezpieczna i wykorzystać to, aby nas zgładzić za jednym zamachem. Musimy mieć gotowe kontry na wszelkie jej pomysły. - wygłosiła opanowana i zadziorna. Knucie i intrygi były jej dniem powszednim, więc zawsze ptorafiła być krok przed przeciwnikiem.- Kościół objełabym przeciwzaklęciem. Blokowanie zaklęć w jej otoczeniu i pułapki jakby chcieli skorzystać z bardziej... klasycznych metod. Do tego musi poznać tożsamość ich sług... To może być klucz do zwycięstwa.
Cynthia przytaknęła, a Wilhelmowi opadła szczęka ze zdumienia.
- Tak. Tak, brzmi rozsądnie... Andrew co Ty o tym sądzisz? - zapytał i dodał.- Rozpakujcie się i odpocznijcie, a jak będziecie gotowi to zabierzemy was na plebianie i ustawimy spotkanie Trzech Mistrzów.

AKTA WS. AICHY HAYES
IMIĘ: AICHA
NAZWISKO: HAYES
DATA URODZENIA: 09.03.1998
PROFESJA: Studentka Medycyny Weterynaryjnej
STAN CYWILNY: Wolny
Miejsce zamieszkania: Kampus Vulcani, akademik

Nienotowana i nieznana władzy.

W Świecie Magicznym całkowicie anonimowa. Brak jakiejkolwiek wiedzy o jej talentach i predyspozycjach. Prawdopodobnie uczyła się w domu od rodziców. Ojciec specjalista od alchemii. Matka Aichy była mistrzynią transmutacji.

Dziewczyna wykazuje niezwykłe przywiązanie do przyrody i wszystkich istot żywych. Uwielbia być w centrum uwagi. Celebrytka, znana w Izraelu córka Multimiliardera. O jej życiu prywatnym nie wiadomo nic.

KONIEC AKT


WUJEK MIELNIK SIEDZI NA ŁAWCE
Sługa zganił Mistrza wzrokiem. Rozpoznał go, długo to trwało, ale jednak. Pociąg Mielnika do alkoholu zaczynał męczyć bohatera, ale nie powiedział słowa. Nie rozumiał zachowania Mistrza i nie znał powodów dlaczego się stoczył. Kiedy nie był pijany wydawał się kimś światłym i rozsądnym, ale pił...

Heroiczna Dusza zmieniła piżamę Mielnika w garnitur i uczesał jego oszalałe kołtuny i brode. Uśmiechnął się do efektu swojej pracy. Był zadowolony. Pierwszy idealny człowiek był bliski finalizacji.

Zabrał Mistrza w miejsce gdzie wyczuł żyłę. Była bardzo obfita. Sługa odwiedził okoliczny sklep i przyniósł Mistrzowi butelke mamrota, paczkę papierosów i paczkę kabanosów do zagryzki. Zabrał Mistrza i usiadził się na łąwce. Usiadł, skrzyżował nogi i wyjął kupioną wczesniej gazetę. Zlustrował Mistrza i dopiero wtedy się odezwał.
- Przędzej czy później któryś z naszych wrogów będzie musiał tutaj przyjść, a wtedy go zlikwidujemy. Szybko i elegancko. Poleciłbym Mistrzowi podłączyć się do tej żyłki i czerpać z niej energie. Przyda nam się, a każdy element przewagi jest na wagę Graala. - przerzucił stronę w gazecie i kontynuował.- Ostrożność nie wchodzi w gre z pijanym Mistrzem, więc... zakładam, że mogę wziąć sprawy w swoje ręcę jak kogoś spotkamy? - jeden z nagłówków przykuł jego uwagę. "Perfekcyjne łóżko rodziny Hayes zdobywa rynek". Zgniótł gazetę i cisnął ją na ziemie i zaklął wściekle. Perfekcyjne łoże? Jego było perfekcyjne... jak ktoś śmiał z nim rywalizować. Splunął i cały pokrył się żyłami. Dłuższa chwila minęła zanim się uspokoił, ale kiedy to uczynił to podzielił się z Mistrzem spostrzeżeniem.- Nie jesteśmy tutaj jedyni... Widzisz tamtego pyrtka?- wskazał na nastoletniego chłopaka w dziwnym mundurze.- Od godziny chodz wte i wewte i co chwila zmienia strój... Dziwny... W tamtym oknie, o tam na drugim piętrze. Ciągle ktoś obserwuje okolice patrząc na jakiś dziwny wisiorek, pewnie mag szuaka aktywności magicznej... no i są Ci rosjanie, którzy siedzą w kawiarence o tam i ciagle na nas zerkają... Pewnie rozpoznają nas po monitoringu Kijowskim... Kijowa sprawa... ale nie uderzą w nas kiedy jest tak wcześnie... poczekają, albo... będą nas śledzić. Mistrzu, co myślisz?

KATASTROFA LOTNICZA NIE MIAŁA MIEJSCA
Skan wykazał jednoznaczny wynik - byli bezpieczni. Służka rozsiadła się w fotelu i przywołala dziennik. Stary, podniszczony i cuchnący magią. Heroiczna dusza przejrzała go pobierznie i odpowiedziała Mistrzowi na jego mądrości.
- Myślisz, że tutaj chodzi o to, że było trudniej? Że podawałyśmy się za mężczyzn dla wygody i ułatwienia? Eh... Męski rozum nigdy nie przestanie mnie dziwić... Podałam się za męzczyznę, aby ukończyć moje badania, aby dać ludzkości coś wielkiego! Aby oświecić ludzkość, a nie dlatego, że będąc kobietą nikt nie brałby mnie serio... Inkwizycja działała wtedy prężnie i słysząc o kobiecie, która prowadzi badania takie jak moje szybko skończyłyby się pościgiem, prześladowaniem i zlikwidowaniem... Mężczyzni mieli łatwiej, uznali, że jestem zbzikowany i póki głośno nie zaczęłam głosić moich tez, póty mnie olewano... Nigdy płci nie ukrywałam, wszyscy, którzy mnie poznali wiedzieli kim byłam, ale... liczyłam, że po mojej śmierci ktoś to odkręci, ale widać, że świat wygodny i nie dotarło, że byłam kobietą. - Zamknęła dziennik i postanowiła wypytać Mistrza o wszystko.- Kiedy dotrzemy do celu... jaki jest plan? Może powinniśmy znaleźć sojusznika? Z pomocą będzie nam znacznie łatwiej... może inni magowie by nam pomogli? Albo inny Mistrz... we dwójkę łatwiej by nam było zlikwidować pozostałych, a potem rozwiązalibyśmy to pomiędzy sobą. Ułatwiłoby nam to robotę. No i gdzie się ukryjemy? Czy może nie będziemy się ukrywać? - spokójna wypowiedź pasowała do niej. Służka miała gotowy pewien plan, ale chciała poznać jak jej Mistrz to widzi.

Minęło parę godzin i wylądowali w Jerozolimie. Żerca i Sługa dołączyli do centrum wojny.

Felag PW
28 października 2017, 18:07
- Słowa demona nie poświadczą o jego niewinności. - oznajmił Renato. Gdyby każdego złodzieja wypuszczali po słowie, to świat pełen byłby niesprawiedliwości. - Nie nazwę Cię też ojcem, wszakże nie jesteś godzien, ani nawet nie przyjąłeś święceń kapłańskich, a ja nie skłamię w sprawie tak ważnej, Bóg by mi nie wybaczył. Ale niech Ci będzie, możesz być od dziś Philipem. - dodał, patrząc się krzywo na swojego towarzysza. Na pytanie o magii, Renato wzdrygnął się. - Oczywiście, że nie. Nie uwłaczał bym sobie zajęciami Szatana. - Wziął jeszcze do ręki dwa bilety na mundial w Rosji i schował je do kieszeni w swojej sutannie. - Z chęcią obejrzę. A szczególnie będę kibicował drużynie Watykanu, Bóg im dopomoże i wygrają. - stwierdził. Nie mając już nic więcej do zrobienia, wszedł do samolotu i zajął miejsce obok swojego Sługi. - Nasze wierzenia, hmm? No dobrze... - Wstał i z trudem sięgnął do swojego bagażu. Trzymał się jeszcze dość dobrze, ale nie cierpiał nadmiernego wysiłku. Wyjął w każdym razie z swojej walizki ładnie oprawioną biblię po łacinie i podał ją Słudze. - Masz, przeczytaj to, jak będziemy lecieć. Będziesz miał na to chwilę czasu. A ja w tym czasie postaram się przespać. - I, jak powiedział, tak oparł wygodnie głowę o fotel i zamknął oczy, czekając na start.

Belegor PW
29 października 2017, 12:51
Wertera zaskoczyło jak szybko się złamał terrorysta na wieść o wieprzowinie. W myślał się cieszył, jak sztuczne mięso może zdziałać cuda w starciu z fanatykami. Zaczął słuchać pojmanego muzułmanina. Zaczął ziewać, gdy terrorysta wspominał o państwie, dobru i pokoju. Na wzmianki o tych wyniosłych hasłach zaczął sobie nawet dłubać w nosie. Zainteresował się dopiero na wzmiance o Kabulu. Wyjął palec z nosa i otarł go o stół. Usłyszał wreszcie konkretne informacje.
~Czyli jednak czarodziej. Pytanie tylko, czy ten cały Froeges jest głową operacji i używa ich do zdobycia Graala, czy jednak tylko jednym z podwładnych. Froeges nie brzmi na nazwisko miejscowego. Musi być z Europy. Dla kogo zatem pracuje?~

Zatopiony w myślach nie zauważył grymasu na twarzy jeńca. Nic sobie nie robił z opluwania. Dopiero śmiech wyrwał go z zamyślenia. Reakcja pojmanego przypominała ostatnie chwile Kamala. Uświadomiwszy to sobie Konrad instynktownie odskoczył od islamisty. Już jeniec miał wykrzyczeć swoje zaklecie, gdy coś mu przerwało. Kilka kropel krwi poplamiło bladą twarz Wertera. Jego sługa ponownie uratował sytuację. Nie spodziewał się tak szybkiej regeneracji. Wstał i otrzepawszy spodnie z kurzu powiedział:
- Dzięki Przyjacielu. Ponownie uratowałeś mi życie. Nie pomyślałem, że takie płotki również zabezpieczyli w ten sposób. Teraz najpewniej spodziewają się wybuchu. Trzeba rozpuścić ciało. Nie wiem jakie zdolności ma ich czarodziej, ale nie chcę zakładać się, czy jest nekromantą, czy nie. Trochę się dowiedziałem od niego. Nic nie rozwiązuje języka jak sztuczna wieprzowinka, najlepiej surowa.

Werter użył odbarwnika, siarczanów i chlorków by zrobić kwas w wiadrze od sztucznego mięsa. W międzyczasie wyjaśnił Słudze:
- Mamy do czynienia z fanatykami. Oni mogą być odłamem Państwa Islamskiego, które zostało otumanione i oszukane. Mieli dwóch ważnych oficerów. Jednego zabiliśmy niedawno, był to ten Kamal, z którym walczyłeś. Drugim jest czarodziej Froeges. Najpewniej cudzoziemiec. To najpewniej on odpowiada za węzły magiczne, które powodują te wybuchy i za wzmocnienie Kamala. Raczej nie jest ich przywódcą, tylko dla kogoś pracują. Czarodzieje to pragmatycy, ale dobrze im idzie udawanie fanatyków.

Konrad poprosił by Sługa wyjął miecz z ciała jeńca. Po tym Werter równomiernie polał kwasem ciało, by całkiem się rozpuściło. Mag odpowiedział:
- Mamy tą przewagę, że nie zostawiamy świadków. Kamal nie wiedział o Twoich zdolnościach. Jeśli w jego oczach nie było zaklęcia szpiegującego nadal nasi wrogowie nie wiedzą kim jesteśmy i jakie masz zdolności. Z drugiej strony...wiemy mało o Freugesie. Nie wiemy nawet od kiedy jest w Jerozolimie. Gdybym tylko znał się na nekromancji przepytałbym trupa, albo wyciągnął informacje z mózgu. Niestety nie mam takich zdolności, a nie wymyślili programu od rozszyfrowania ścieżek fel elektromagnetycznych między neuronami mózgu. Ludzie, mamy przecież XXI wiek! Prędzej wymyślą robota, który będzie biegał z chusteczkami do nosa, niż dekoder mózgu. Też mi priorytety....

Po skończonej pracy Konrad wyjął chusteczkę z kieszeni i wytarł z siebie plamy krwi. Odpowiedział na pytanie sługi:
- Nie wiem jak Ty, ale muszę jakoś odpocząć. Zjedzmy śniadanie i napijmy się naprawdę możnej herbaty. Teraz to i kawę wypije. Prowadź mój Przyjacielu.

Gdy dotarli do restauracji wybranej przez sługę, Werter zamówił mocną kawę i równie mocną herbatę. Nie omieszkał wziąć kilka koszernych kanapek i jajecznicy. Podczas śniadania opowiedział swój plan:
- Polowanie na żyły magiczne w tym stanie nie wchodzi w grę. Mamy już parę, ale Freuges spodziewa się takiej strategii. Tak samo pozostali czarodzieje. Nie wiemy ilu ich jest i w jak daleko są od poszczególnych żył. Dlatego musimy mieć zwiad powietrzny. Zapolujemy na sokoły. Jak je złapiesz, ja wszczepię im pasożyta. Spokojnie...nie zrobi im krzywdy. Przyczepi się tylko do nerwu wzrokowego, dzięki czemu będziemy widzieli to co ptak. Będzie on latał regularnie wokół żył magicznych. Za pomocą pasożyta będziemy widzieli wyraźnie te żyły magiczne, oraz kto wokół nich przebywa. W ten sposób zajmiemy wolne, najlepiej mało znane żyły, a pozostałe....Eh.
Werter wziął łyk herbaty, po czym zamilczał. Sposępniał, zaś na jego czole pojawiły się zmarszczki. Zacisnął wargi jakby z bólu, lecz potem się lekko uśmiechnął. Odparł:
- Na czym to stanęliśmy? A tak. Pozostałe żyły, zastosujemy tu czeską strategię psa ogrodnika. Skoro my nie możemy mieć tych żył, to nikt nie będzie ich miał. Zatrujemy je. Wykorzystamy do tego roślinę, którą wyhodowałem na pierwszej zdobytej żyle. W tym momencie ma korzenie we wszystkich źródłach wody pitnej, więc wyplenić jej się nie da. Mag, który użyje magii natury, zostanie zatruty jej sokami. W ten sposób ograniczymy liczbę żył. Oszczędzimy tylko jedną. To będzie pułapka, bowiem magowie ze sługami, będą musieli tam pójść niczym zwierzyna do wodopoju. Walka będzie nieuchronna, a my będziemy się temu przypatrywać. Kiedy poznamy zdolności i imiona wrogich sług, wówczas zaatakujemy. Co ty na to, Józefie?

Andruids PW
30 października 2017, 01:38
Na wzmiankę o "spotkaniu trzech Mistrzów" Andrew ostro zareagował.
- Na to jeszcze o wiele za wcześnie. Bardzo możliwe, że przychylność Panny Hayes bardzo przydałaby się naszej sprawie, ale bardzo naiwnym byłoby na to liczyć. Dotarcie do kogoś, kto mógłby nas uprzedzać o jej zamiarach, dałoby nam jednak wielką przewagę. Tak czy siak, jeśli naprawdę jest tak wpływowa i potężna jak mówicie, lepiej będzie poczekać na jej pierwszy ruch, a przede wszystkim konfrontacje z innymi Magami.

Po tym wyjaśnieniu, Andrew obrzucił okiem hotel, w którym miał się zatrzymać i pożegnał się ze zwierzchnikami:
- To już chyba wszystko. Dzięki za wasze wsparcie Ojcze i Sędzio. Będziemy oczekiwać na wasze wezwanie i na rozwój sytuacji.

Garett PW
30 października 2017, 08:59
-Och, daj spokój, zupełnie jakby to tylko kobiety były dręczone przez inkwizycję. Galileusz miał długą historię konfliktu z kościołem i dwa procesy. I chociaż go nie spalili, to nie dlatego, że był mężczyzną, a dlatego, że był przyjacielem papieża. Zresztą skoro tak bardzo chciałaś uniknąć prześladowań aby wydać swoje prace, to powiedz mi proszę po jaką cholerę pchałaś się do przysłowiowej paszczy lwa przyjmując święcenia.

Po wylądowaniu w Jerozolimie, rozkazał swym uczniom zatrzeć wszelkiej ślady jakie pozostawiły na samolocie ich zaklęcie, a sam wraz ze Służką ruszył do miasta.
-Pytałaś się jaki mamy plan. Po pierwsze, musimy stworzyć warsztat z którego będziemy działać. W tym celu ruszymy i za pomocą twojego Noble Phantasm wyrwiemy kawał gruntu wraz z drzewami oraz najlepiej częścią żyły magicznej, aby pozbawić naszych wrogów przynajmniej jednego "gniazdka", a następnie wzniesiemy to w powietrze, tworząc Podniebny Gaj. Spokojnie, zadbam oto aby był niewidoczny z ziemi. Po drugie należy zająć się kwestią many. Wyrwany kawałek żyły nie zda się na wiele w powietrzu, będzie zaledwie małą baterią. Wystarczy jednak by utrzymać gaj w powietrzu do czasu przygotowania. Wiesz czym się różnią duchy i bóstwa solarne od innych? Ich moc pochodzi z kosmosu, konkretnie ze Słońca, a nie z Ziemi. I dlatego są z reguły potężniejsze, ponieważ ich źródło energii nie jest aż tak oblegane. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że możemy skorzystać z podobnej metody. Widzisz, magowie zazwyczaj czerpią dodatkową moc z żył magicznych. A im więcej magów z nich czerpie, tym mniej energii zostaje do podziału. Dlatego korzystając z innego źródła energii nie będziemy musieli się dzielić. Mówię tutaj o Słońcu. Wystarczy więc, że za pomocą magii natury dostosuję drzewa do pochłaniania magicznej energii Słońca w procesie fotosyntezy aby nasz podniebny gaj stał się samowystarczalny... Jeśli nie będziemy w to wliczać wody, ale z moimi umiejętnościami sprowadzenie deszczu także nie będzie jakimś wielkim problemem. Ty także będziesz mogła czerpać energię Słońca przez jakiś czas jeśli zjesz nasiono takiego zmodyfikowanego drzewa. Potem wystarczy, że się trochę poopalasz. A teraz wreszcie po trzecie, jak sama dobrze zauważyłaś, musimy znaleźć sobie chwilowego sojusznika. Najlepiej kogoś niezwiązanego z kościołem aby nie miał za dużych pleców. Bo już naprawdę wolę w razie czego walczyć komandosami niźli egzorcystami wyszkolonymi specjalnie do zabijania magów. Cóż, tutaj nie mam żadnego innego pomysłu poza sondowaniem miasta z naszego "centrum dowodzenia" do czasu znalezienie odpowiadającego nam Mistrza.

Kammer PW
30 października 2017, 09:13
Jean-Baptiste zbladł.
Potem poczerwieniał.
Znów zbladł.
Poczerwieniał.
Zsiniał.

- Móóóój doooom. – wyjęczał – Mój doooom.
Klepnął bez silnie na piasek i schował twarz w dłoniach.
- Dobrze przynajmniej, że był ubezpieczony. Mam nadzieję, że umowa obejmowała spadek z takiej wysokości… Musimy przejrzeć ruiny… Tam było sporo istotnych rzeczy… I niebezpiecznych. Jak to dobrze, że przynajmniej wszystko nie wybuchło. Najwyraźniej ekranowanie magiczne zadziałało… W takim razie artefakty powinny być w większości bezpieczne… Dobrze przynajmniej, że całość się nie rozsypała na kawałki, piwnice i wina w nich pewnie należą już do przeszłości. Ale górne piętra nadal wyglądają jak jedna bryła. Porcelana, elektronika, okna są do naprawy… - prychnął – Przynajmniej drzewo przeciążyło i Toruswald upadł na podłogę. Chodźmy tam, trzeba się schronić przed żarem pustyni, uporządkować budynek. Zgromadzić przydane rzeczy, jeśli jakieś zostały. Zabezpieczyć wszystko przed jakimiś szabrownikami… I jakoś dalej jechać… Charlotte, możesz nam coś załatwić? Nie wiem, śmigłowiec? Część tu zostanie, to jasne, nie, siostry, ale trzeba iść do Jerozolimy, bo, pfff, Graal trzeba zdobyć. Poszukiwania Graala! Dopiero się zaczęły, a ile nieszczęścia już ściągnęły! Będzie trzeba jakoś przetransportować to z powrotem do Strasburga. Jest taka fajna firma remotnowa Janusz&Synowie, z Polski, ale solidni, już kilkakrotnie pomagali przy remontach. Ale czy daliby oni radę to przewieźć przez taki dystans? Rekonstrukcja też pewnie pochłonęłaby fortunę… - Zajrzał do tunelu. Obie furgonetki były potłuczone. Zakonna leżała na boku, ale ta Charlotte jakoś się trzymała pionu. Przeszedł się po rumowisku i stanął u wylotu wejścia.

Zaraz… stanął? Musiał bezwiednie wstać podczas monologu i iść do domu. Schody do piwnicy były całkowicie zmiażdżone, zaś podłoga była powybrzuszana w wielu miejscach, zaś ściany surrealistycznie powyginane. Kliknął włącznik światła. Kilka jarzeniówek mignęło, przynajmniej zaklęcia dające prąd działały, to dobrze. Poszedł do przodu uważnie rozglądając się po otoczeniu, to mogło być niebezpieczne, podłoga i ściany mogły być niestabilne. Przede wszystkim chciał sprawdzić, czy jego laptop przetrwał zderzenie. Czy jakieś magiczne przedmioty nadawały się do użytku. Potem zerknie na firgonetki. Jakby któreś dawałoby się naprawić magią, to byłoby naprawdę miło. Wszak znał się na magii arkan, a naprawa należała do tej magii.

Nieszczególnie zwracał uwagę na resztę. Na Jerozolimę przyjdzie czas. Będzie też musiał poważnie pogadać z matką na temat bezpiecznego korzystania z magii. Wielka czarodziejka i takie rzeczy… taki wstyd.

Bacus PW
31 października 2017, 09:37
OJCIEC RENATO STAJE NA ZIEMI ŚWIĘTEJ
Wylądowali. Lot był niezakłócony i bardzo spokojny dzięki czemu sen Renato był niczym niezmącony. Kiedy samolot dotknął ziemi Sługa obudził swego Mistrza.
- Dotarliśmy do celu. - przemówił spokojnie i oddał Mistrzowi Biblie. Wyszli z samolotu i ruszyli za stewardem, który ich prowadził do zamówionej specjalnie dla nich limuzyny.-
Wasze wierzenia są takie... nudnawe. Nie powiem, wasze przypowieści są przepełnione mądrością, a wasz Bóg nie jest jedno wymiarowy, ale brakowało mi w tym większej ilości walk,
pojedynków i potworów... Chyba, że waszego Boga nazwiemy potworem... te plagi... ten potop,
te podpuszczanie wiernych do pokręconych zadań. Nie mnie to jednak oceniać, każdy wierzy w to co mu odpowiada.
- Philip starał się cały czas trzymać rozmowę, mimo początkowych niesnasek chciał, aby ich współpraca miała sens, a ich udział w wojnie uzasadniony, bo jeśli Blazquez nie zaakceptuje i nie będzie chciał działać ręka w ręke z Bohaterem to mogą być łatwym celem dla innych Mistrzów.

Limuzyna, która na nich czekała była typowym czarnym luksusowym Mercedesem. Wsiedli do środka, a szofer zawiózł ich do celu. Był to kościół umiejscowiony w Chrześcijańskiej dzielnicy miasta, a mianowicie do San Salvatore, Najświętszego Zbawiciela. Pod bramą czekał na nich podstarzały już klecha.

Kiedy limuzyna stanęła to Ksiądz podszedł bliżej pojazdu i czekał, aż przybysze wysiądą. Szofer pędem wysiadł z auta i otworzył drzwi swoim pasażerom. Ukłonił się i odszedł o krok. Kiedy mężczyźni wysiedli z pojazdu to czekający na nich ksiądz ukłonił się i przywitał.
- Niech będzie Pochwalony, a światłość wiekuista niech oświetla nasze widzenie ojcze Blazquez i... towarzyszu ojca Blazqueza. Witajcie. Nazywam się Joachim Blumembaum, jestem tutejszym proboszczem. Na plebanii czeka jeszcze mój wikariusz, ojciec Federico, młody i bardzo poczciwy towarzysz... Przepraszam, że nie mógł was powitać, ale nasza gosposia zachorowała i on przejął jej obowiązki, a nie mógł zostawić obiadu na gazie bez nadzoru, mam nadzieję, że rozumiecie. - Sługa skinął głową i odebrał od szofera ich bagaże. Joachim machnął ręką w geście zawołania.- Skoro już mowa o obiedzie, to chodźcie, zjedźmy póki ciepłe i porozmawiamy przy posiłku.

Ojciec zaprowadził ich na plebanie. Zwykły i prosty budynek, który nie wyróżniał się niczym szczególnym. Otworzył drzwi i zaprosił do środka. Zawołał swojego wikariusza, który przybiegł jak tresowany pies i się ukłonił i odmówił podobną formułkę powitalną co jego przełożony.
- Weź bagaże naszych gości do ich pokoi, a po obiedzie oprowadzisz ich po plebani. Dobrze
ojcze Federico?

- Na chwałę Ojca i Syna, bez zwłocznie się za to biorę. - Wikariusz wziął od sługi bagaże i pobiegł z nimi na piętro. W tym czasie ojciec Joachim zaprosił gości do kuchni i usadził przy stole. Sam ułożył na stole garnek z ziemniakami i drugi z czymś przepysznie pachnącym.- Uuuu, polędwiczki wieprzowę. Uwielbiam, a Wy? Nie rozumiem jak Żydzi i Muzułmanie mogli zrezygnować z wieprzowiny, jest przepyszna... a kiedy robi ją Federico, oho! Ma chłop talent kulinarny, jakby nie zdobył święceń kapłańskich to jestem pewny, że wylądowałby w gastronomii. - Gospodarz nałożył wszystkim porcję posiłku. Mięso, ziemniaki i surówka. Usiadł przy stole i zaczął degustować posiłek.
- Mmmmm, delicje. - otarł usta i zmienił temat na bardziej oficjalny. W między czasie dołączył do nich ojciec Federico, który usiadł przy stole i słuchał Joachima jak wyroczni.- Wojna o Graala was tu przysłała... Paskudna sprawa... Bardzo mi smutno z powodu tego,
że akurat w tym mieście ona się odbywa... Obojętnie gdzie by miała miejsce to byłoby mi smutno, ale tutaj... w kolebce naszegj religii? Na Świętej ziemii... Ah... No, ale taka była wola Boska.
- przełknął kolejny kęs i kontynuował.- Niedawno przybili tutaj też Ojciec Renbraun i jego podopieczna, a zarazem sędzina tej wojny, Panna De Lacroix... bardzo sympatyczna dziewczyna, ale... coś ukrywa.
- De Lacroix? D'Agostino, przepraszam, Ojciec D'Agostino ostrzegał nas przed nią... - odparł Sługa.
- Ostrzegał? Hmm... Ciekawe, nie wygląda na niebezpieczną, ale to moja osobista ocena...
Poznacie ją jeszcze dzisiaj, wyruszyli z ojcem Wilhelmem, nie mówili gdzie i po co, ale bardzo się śpieszyli. No nic, jak wrócą to możecie z nimi porozmawiać i sami ocenić co i jak z nimi.
- Blumembaum spojrzał na nich i uśmiechnął się.- Jedźcie póki ciepłe, pytajcie śmiało o wszystko, a jak zechcecie to Federico zaprowadzi was do pokojów. Wieczorem oprowadzę was po kościele i okolicy.

OBSERWACJA
Sługa wysłuchał Mistrza i skinął głową.
- Zatruwanie żył nie brzmi na dobrą opcje. Rozumiem, że zwycięzców się nie sądzi, ale nie pozwolę na trucie żył. W Jerozolimie jest wielu magów i nie wszyscy są Mistrzami... chcesz mieć na sumieniu małego dzieciaka, który chcąc pouczyć się czarować, ale trafi na przeklęte źródło energi? Nie pomogę Ci w tym, rób to jak musisz, ale nie pochwale tego. - wziął łyk herbaty.- Polowanie na sokoły możemy zacząć po śniadaniu. Wydaje mi się, że najlepiej będzie przygotować dla nich jakieś przynęty i wtedy łapać. - odłożył filiżankę.- Wydaje mi się, że jesteśmy obserwowani... tam w rogu siedzi kobieta... ta szatynki w sukience... od mojego pojawianie się widziałem ją już kilka razy... nie wierzę w takie zbiegi okoliczności... Może ją przepytamy, a może sami będziemy ją obserwować?

Kobieta chyba zauważyła, że ją dostrzegli i szybko zamówiła rachunek.

- Co jeśli to służka Froegesa i to Ona mówiła im o naszych postępach? - zapytał - Może kobiety nie zaminowali?

ZAPROSZENIE NA KOLACJE
Wilhelm przekazał Andrew ostatnią teczkę i przekazał pałeczkę Cynthii.
- Rozumiem. - jej twarz spoważniała.- Przez ostatnie dni w mieście działo się wiele dziwnych rzeczy. Niedaleko znaleziono opuszczony samolot cały podziurawiony, nie wiemy czy ma to coś wspólnego z Wojną, ale... jest dziwnym zbiegiem, że akurat w tym czasie to się stało... Do tego strzelanina w katakumbach, którą zgłaszali obywatele, a ostatniej nocy...
ekhem, nagle pojawiło się tornado i tak nagle jak się pojawiło tak zniknęło... Jak pierwsze dwa fakty mogą być dziwne i niezwiązane z wojną, tak ten huragan... to sprawka Sługi, jestem tego pewna... Na miejscu był także wybuch i znaleziono kilkanaście trupów... Ojciec Wilhelm był na miejscu zdarzenia i ocenił jasno, że magia była tam używana. Musicie mieć się na baczności, nie wiemy co umieją wrodzy słudzy, ale... już zaczeli zaznaczać swoją obecność.
- Cynthia odetchnęła.- Ah... to chyba tyle z problemów... Może zechcecie przybyć do nas na kolacje? Ojciec Blumembaum zrozumie, a... będziemy mieli czas, aby zaplanować naszą taktykę i może uda wam się nawiązać kontakt z ojcem Blazquezem, według moich obliczeń już powinien być na miejscu. No... to tego... Wszystko. - rzuciła im swój najpiękniejsze z uśmiechów.- Ojcze Wilhelmie, jak wrócimy to przypomnij mi, abym dokładniej zabezpiczyła kościół i okolice. - Uściskała się z Służką na pożegnanie.- Zastanówcie się nad naszą propozycją. Szofer jest do waszej dyspozycji całą dobę. Żegnajcie i odpoczywajcie, będziecie potrzebować siły w najbliższych dniach.
- Niech Bóg ma was w opiece. - rzucił Renbraum i uśmiechnął się lekko.

Szofer otworzył drzwi i czekał, aż pańtwo Johnson wysiądą. Miał zanieść ich bagaże do ich pokoju, kościół nikomu nie ufał, więc nie chcieli pozwolić żadnemu portierowi dotknąć rzeczy należących do ich ludzi. Andrew i Janett mieli dużo czasu dla siebie. Musieli przemyślec propozycje wspólnej kolacji, ale teraz mogli się odprężyć. Przespać się, pójść na basen czy do baru. Wszystko opłacone oczywiście.


JEANNIE SŁYSZY GŁOSY
- Samochody nie nadają się do jakiegokolwiek użytku. Upadek zrobił za wielkie szkody. - ocenił Sługa. Wyjął z szafy torbę i cisnął ją pod nogi Mistrza.- Tutaj spakujmy najprzydatniejsze artfakty, reszta... cóż... będzie musiała zaczekać, albo zostanie oszabrowana. Możemy też zostawić Luca na straży tego dobytku, ale zabezpieczyć miejsce silnymi czarami na wszelki wypadek. - Bohater jak można było się spodziewać zbierał z półek wszelkie dewocjonalia. Oddawał im cześć i z delikatnością motyla chował do torby. Spojrzał na Mistrza spokojnie i zapytał.- Mistrzu, nie rozmawialiśmy jeszcze o tym... ale jak już zdobędziemy Graala to czego sobie zażyczysz?

Heroiczna Dusza nagle przyklękła i starł dłonią pył z podłogi. Na deskach wyryty był dziwny symbol, przyjrzał mu się i rzucił podejrziwe spojrzenie Mistrzowi.- Zna Mistrz ten symbol? Co oznacza? - zapytał i powstał z klęczek.

Dziwna aura i mrowienie w czaszce, to poczuli obaj mężczyzni. Dusza rzucił pytające spojrzenie na Mistrza. Emanacja siły i tajemnicy ogarnęła ich umysły.

Usłyszeli głos.
- Witajcie. Nie bójcie się, mówie do was, aby wam pomóc. Zbierzcie swoich ludzi i wyruszcie na wschód. Nie dalej niż godzine drogi od was czekam z obozem mych poddanych. Moja uczennica zna hasło, więc nikt nie zrobi wam krzywdy. Tam wszystko wam wytłumaczę i pomogę.
Nakarmie, napoje i zajmę się rannymi. Zapewnie wam schronienie i transport do samej Jerozolimę, a także pomoc w zdobyciu tego po co tutaj przybiliście. Jeśli chodzi o Twój dom... przykro mi, Jeanie-Baptiste'a. Jednak mogę się tym zająć, za pomocą moich czarów mogę go przenieść spowrotem do Toruswaldu, a tam wyremontują go moi ludzie, moja uczennica go oznaczyła naszym znakiem, więc będzie to proste. Czekam na was od dawna Bourbonie. Godzina drogi na wschód.
- silny głos bez akcentu.

- Mistrzu... Co robimy? To może być podstęp... Jednak mamy inne wyjście? - zapytał Sługa i przybrał swoją bojową postawę.

CEBULSKI WIERZY, ŻE MOŻE LATAĆ
Sługa wysłuchała planu Mistrza i kiedy na lotnisku ruszyli w ich stronę strażnicy to macnięciem dłoni i szeptem - To nie osoby, których szukacie. - oddalała sobie od nich marnowanie czasu na przeszukania i pytania.
- Te święcenia... to był zakład... nie chcę o nim mówić. - odparła z przekąsem i wzięła głęboki oddech świętym powietrzem. Uśmiechnęła się błogo.
- Dobrze więc, zaczynajmy! - Parła przed siebie i machnięciem palca wypędziła całą gromadę ludzi z pobliskiego parczku. Kiedy był opustoszałi Służka oceniła żyłę, która tam się znajdowała.
- Powinna wystarczyć. - skwitowała i przybrała swoją prawdziwą formę. Podniosła dłonie do góry i wypowiedziała nazwę swojego Szlachetnego Widma. Ziema w okolicy zaczęła drżeć, a następnie odrywać od podłoża. Spojrzała na swego Pana i pochwaliła się.- Nieźle co?

Unosili się powoli, a czar, który ogłupił ludność zaczynał powoli wygasać. Kobieta spojrzała na Mistrza i rzuciła.- Teraz pora na Twoją część. - Kobieta oceniła i zmieniła kierunek lotu. Lecieli prosto do Jerozolimy.

Sojucznicy i wrogowie Leszka i jego ekspedycji już czekali w Jerusalem. Ostatni element puzzli już nadciągał.

Felag PW
5 listopada 2017, 19:47
Gdy przylecieli do Jerozolimy, ojciec Renato pocałował ziemię. Zawsze chciał przyjechać do miasta Męki Pańskiej i wreszcie miał ku temu okazję. Był wzruszony. Szybko się jednak opamiętał, słysząc komentarze sługi odnośnie biblii.
- Nie nam oceniać wyroki Boskie. I nie znamy powodów cierpienia, jak mogłeś przeczytać w Księdze Hioba. - odpowiedział oschle. Nie miał zamiaru słuchać, jak ten demon wyzywa jego religię, więc nie kontynuował dyskusji. Wsiadł do limuzyny i w ciszy dojechał na miejsce spotkania z Joachimem. - Pochwalony, ojcze Blumembaum. Nic się nie stało, rozumiem, że takie wypadki się zdarzają. - rzekł tylko i udał się na wspólny posiłek. Okolica przypominała mu dziecięce zabawy w Castellón de la Plana. Z pozoru nieszczęśliwe biedne okolice, a tak naprawdę ludzie byli tam bardziej szczęśliwi niż Ci puści arystokraci. Usiadł razem z nimi i po delikatnym skinięciu głową w ciszy rozpoczął delektowanie się posiłkiem. Faktycznie, było dobre przyrządzone. - Zaiste, przepyszne. Ale jeśli ktoś nie chce, to po to Bóg dał mu wolną wolę, by miał do tego prawo. Muzułmanie i Żydzi oczywiście błądzą, ale nie z powodu wieprzowiny. - oznajmił, uśmiechając się. - Ale to chyba nie moment na takie rozmowy... - spojrzał na Federica. - Masz talent. - Następnie rozmowa stoczyła na smutniejsze tory. Westchnął. Nie chciał o tym rozmawiać, ale w końcu po to tu przyjechał. - Zaiste to smutne, że w takim miejscu odbędzie się walka. Ale... chciałbym poznać Pannę De Lacroix. Mam nadzieję, że dane to będzie mi jak najszybciej. A poza tym... Mówicie ojcze po walce, z kim dane nam będzie zatem się zmierzyć? - spytał, przełykając kęs ziemniaka. - I jeśli to możliwe, chciałbym po obiedzie obejrzeć miejsca Męki Pańskiej i przejść drogę krzyżową. I może Ścianę Płaczu... Mam nadzieję, że mnie oprowadzicie?

Belegor PW
8 listopada 2017, 10:39
Werter był niezadowolony ze słów swego sługi. Zmienił jednak podejście gdy usłyszał o kobiecie, która ich ponoć szpieguje. Spojrzał na nią kątem oka i postanowił zmylić wroga:
- Chyba tu czegoś nie rozumiesz. Z sokołami dajmy spokój, zatrucie żył to najlepszy pomysł. Nie zasłaniaj się również dzieciakiem magów. Jeśli były tu inne rodziny magów, to wyczuwszy maga czym prędzej się z miasta wynieśli. Tylko głupiec by został na miejscu, jeśli już nie zginęli od tych chorych fanatyków. To jest wojna, muszą być ofiary. Tu rządzi pragmatyzm, nie idealizm - więc znaj swoje miejsce.

Wziął herbatę i podczas picia odpowiedział słudze telepatycznie:
~Masz rację. Przesadziłem, bezpieczniej będzie wyssać manę z pozostałych kręgów od strony podziemnej. W ten sposób mogę również zmodyfikować roślinę. Zajmiemy się przynętą na ptaki jak złapiemy i przesłuchamy tą kobietę. Może być jednak jak najbardziej zaminowana, nawet nieświadomie. Dlatego musimy ją śledzić i zaprowadzić w ciemną uliczkę. Tam użyje serum prawdy, unikniemy tortur, a naćpana nie będzie w stanie wołać swego bożka. Musimy wziąć również pod uwagę to, że może służyć innemu magowi, biorącemu udział w Wojnie Świętego Graala. A jeśli nam ucieknie, będzie miała fałszywe informacje.~

Konrad wziął kanapki, schował je do torby, zaś sam ułożył sztućce w języku "najadłem się, dziękuję" i położył kopertę z kosztem i solidnym napiwkiem. Werter nie lubił zostawiać niedokończonych spraw, a szczególnie nie spłaconych długów. Dając znak słudze, wstali i ruszyli w stronę kobiety.
strona: 1 - 2
temat: [RPG]Fate/Grota

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel