Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [OGÓLNY]Dark Souls - Głód Śmierci
komnata: Nieznane Opowieści

Garett PW
1 kwietnia 2016, 17:28
Myślałeś, że granie w Dark Souls było trudne? Myliłeś się, gdyż teraz czeka cię twój największy koszmar. Musisz przeżyć świąteczny obiad u babci, a szanse na to są małe.



Wspięła się na swych starych, pomarszczonych palcach skrytych za własnoręcznie wyszytymi skarpetami, tylko po to by sięgnąć po słoik. Przygotowania do duszpasterskiej wieczerzy trwały w najlepsze. Babcia Ludmiła Wazowsky od miesięcy przygotowywała się do przyjęcia wszystkich polonijnych rodzin ze swej dzielnicy. To na niej miała ugościć wszystkich swoich ulubieńców. Po uroczystej mszy cała jej wesoła gromadka synów, wnuków, prawnuków, ich wybranek oraz przyjaciół z sąsiedztwa miała zasiąść do jednego stołu, aby podczas wspólnego posiłku móc celebrować dobrze przeżyty rok. Babuszka zawsze zwała je Ucztami Pokoju, lecz rodzina raczej wolała zwać je na swój własny, niezrozumiały dla niej sposób. „Na czco, na czco znowu” mówili, co jeszcze była wstanie zrozumieć. Większość gości przyjeżdżała z daleka, kierowała się prosto na mszę i dopiero wieczorem mogła spożyć swój pierwszy posiłek tego pięknego dnia. Staruszka nie rozumiała pretensji co do późnej godziny spotkania, ale na swój sposób tolerowała pretensje rodziny co do przewlekłego ceremoniału modlitewnych przygotowań. Czemu jednak wszyscy mówili o wojnach? Co dokładnie mieli na myśli mówiąc o „Czco Wojnach”? Nie była pewna. Poszlaki wiodły do coraz częstszych pytań o stan jej zdrowia. Lekarz dał jej już tylko kilka tygodni. Całkiem możliwe, że te Czco Wojny okażą się być ostatnimi. Nie miała jednak zamiaru poddać się zbyt szybko. Testament wciąż nie został spisany. Była pewna. Jeśli rodzina zapragnęła obrócić jej starania w walkę o jej mieszkanie, to niech i tak się stanie. Chcieli tańczyć nad jej grobem, to ona zatańczy nad ich.

Westchnęła. Zacisnęła sztuczne zęby i złapała za wieko. Naprężyła swoje ciało, aż fioletowo-zielona żyła wyszła na jej pomarszczonej szyi, kierując się aż do oka. Prawie białko wyszło jej na wierzch, ale dała radę. Gorycz dała jej siłę. Wieko ustąpiło, a po chwili po drogiej kuchni rozniósł się zapach konfitur. Woń uspokoiła ją odrobinę, ale niecny plan zemsty jeszcze długo trwał w jej głowie. Przez kilka minut snuła wizja krwawej wieczerzy, na której to pokaże wszystkim lizusom i oszustom gdzie ich miejsce. Wodziła oczami w nerwowym tiku, wyobrażając sobie śmierć niegodziwców. Część nie chodziła już do kościoła, woląc oddawać się rozpuście, sodomii i innym grzechom. Nie można było tego tolerować. Za nim jej demoniczne alter ego opuściło ją, już miała obmyślony plan na dzisiejsze rodzinne spotkanie. Zdążyła jeszcze dosypać trochę arszeniku do konfitur i skryć za fartuchem długi nóż kuchenny o ząbkowanym ostrzu. Potem żyła schowała się pod pełną fałd skórą, a Ludmiła Wazowsky znów stała się uosobieniem ciepła i gościnności. Niczym duch domowego ogniska unosiła się nad kolejnymi półmiskami sałatek, kiełbas, nadziewanych szynek schowanych za trzęsącą galaretą, poznańskich bulw, szczecińskich paprykarzy i podbrzuszków wędzonych z jej ulubionej ryby. Zaciągała się kolejnymi aromatami, podprawiając jadło. Za nim ruszyła po zbiór nalewek wprawne oko byłoby wstanie zauważyć, że dym unoszący się nad upieczonymi mięsiwa układa się w posępną wizją mordu, spisków i intryg, które będą miały miejsce podczas rodzinnego zjazdu. Koty zamiauczały przeraźliwie. Duchy zamordowanych setki lat temu w tym samym mieszkaniu na chwilę zajrzały przez okno. Mieszkanie było przeklęte.

...

Stefana, męża Ludmiły, sędziwa głowę rodziny obudził zapach mięsiwa. Dymu nie zobaczył, gdyż na dobrą sprawę starcowi nie było już pisane niczego zobaczyć. Nie miało to już jednak dla niego żadnego znaczenia. Od wielu lat zmagał się ze ślepotą, a dzisiaj byl zbyt ważny dzień, aby rozpamiętywać i biadolić swoją przypadłość. Pochylił się, aż prawie wypadł z czerwonego fotela, niewątpliwie symbolu luksusu i prestiżu, na który mógł sobie pozwolić tylko najzamożniejszy człowiek tutejszej polonii. Niegdyś lubił chodzić po swoim drogocennym mieszkanku pełnym podobnych skarbów, ale teraz nie miał czym podziwiać swoje bogactwo, a nogi bolały go po każdym zbędnym ruchu. Teraz bogactwa nie były mu już do niczego potrzebne. Napracował się, nacieszył prestiżem i chciał teraz wszystko przekazać rodzinie.

Obrócił się delikatnie. Pociągnął nosem. Małżonka, stare i poddane demonicznemu procesowi dewocjonalizacji próchno krzątało się w oddali. Czuł jej zapach tak dobrze, że mógł sobie wyobrazić jej nieprzyjemny oddech i woń pulsującej żyły. Choroba strawiła przede wszystkim jej umysł. Nie raz groziła mu tępymi narzędziami, ale teraz mięsiwa i konfitury zdawały się ją koić. „Dobrze” pomyślał Stefan. Powinna być w jak najlepszym stanie emocjonalnym, gdy wstanie podczas uczty i oznajmi, że już dziesięć lat temu przypisał rodzinne bogactwa na ulubioną wnuczkę. Próbowano oczernić to słodkie dziecko, wyzywając od ladacznic. Ludmiła nie znosiła jej pofarbowanych na fioletowo włosów, kolczyka w nosie niczym u krowy oraz paznokci-szponów, ostrych i długich, mieniących brokatem. Dziadkowi jednak ten widok zawsze się podobał. Przegryzł wargę tak mocno, że prawie rozsypała się w popiół. Przywołał jedną ze służek, uszczypnął w dupsko i kazał się zaprowadzić do toalety.

***

Kot leżał na parapecie. Nazwano go pieszczotliwie Januszem Pawlaczem ku czci i chwale najwspanialszego z polaków, lecz on raczej swoimi cechami charakteru zdawał się pasować raczej do innych postaci z historii tego nietuzinkowego narodu. Przeciągnął się elegancko i otworzył pyszczek, demonstrując swoje ząbki. Dziewczynka zbliżyła się do niego. Odsłonił brzuch, aby pogłaskała go. Sprawiło mu to nie lada przyjemność, aż do momentu pojawienia się drugiego kocura, starszego i silniejszego. Ali cieszył się szacunkiem wszystkich dziesięciu kotów należących do rozszalałej Ludmiły. Był traktowany niczym namiestnik tego domu, wszak to on cieszył się największymi względami kobiety. Na samą myśl o nim Pawlacz wyciągał nerwowo pazurki, ale wiedział, że nie przyszedł jeszcze czas. Ludzie mieli swoje wojny, koty swoje, ale to zwierzęce walki były cywilizowane. „Nigdy nie walczymy na czco” pomyślał i oblizał. Dzisiejsze spotkanie rodzinne mogło być ostatnim w historii. Cały dzień z parapetu obserwował jak mięsiwa wędrują z jednego miejsca do drugiego. Znał miejsce pobytu kaczych udek, rarytasu skrytego pod srebrną pokrywą. Pawlaczowi zdawało się, że Stanisław skryty pod kaloryferem też dostrzegł jak służka podnosi na moment wieko. Może nawet wyczuł mięsiwo, ale był to przecież tłuk bardziej podobny do człowieka niż kota, może nawet dekiel pokroju psa. Teraz zdawał się być bardziej zainteresowany kremówkami, przysmakiem dla Pawlacza niezrozumiałym. Nie śmiał się jednak z towarzysza broni. Stanisław był słaby, ale wierny. Takiego kompana potrzebował. Dzisiaj miała przelać się krew. Czuł to całym ciałem, wszak jako kot miał dostęp do zmysłów innym bytom całkowicie obcym. Zastanawiał się tylko kto z całego zbiorowiska Januszy, Grażyn, Karyn i Sebastianów pierwszy zacznie temat spadku, co będzie nieformalnym rozpoczęciem wojny. Raz już krew spłynęła. Stary Ali pamiętał to, ale nawet on nigdy nie wspominał tamtych dni, jakby były one demoniczne nawet dla niego. To napawało Pawlacza strachem, ale liczył, że uda mu się dziś odpowiednio przymilić do rodzin. Pewnym było, że nowi właściciele pozbędą się większości kotów. Kluczem było odpowiednio się zaprezentować i pozyskać sympatię, wziąć ich na litość. „Uda mi się, a Ali zostanie wypierdolony”.

Dziewczynka była już jego. Na pewno poprosi mamę, aby zatrzymać łaciatego kocurka. Lubiła jego pomruk. Przybyła wcześniej na krótkie wakacje, aby dłużej pobyć z dziadkami. W sukcesji jej rodzice byli daleko, ale widać było jak na łapie ich starania. Ich szanse na sukces rosły. Trzeba było jeszcze przekonać jej brata. Rudzielec zawsze wydawał mu się być niedostępny. Zdawał się nie wykazywać żadnego zainteresowania kotami, a jak już, to jedynie bił je po pyszczkach. Większość zraziła się do niego, ale Pawlacz nie dawał za wygraną. Wytrzymał dwa uderzenia, więc i trzecie wytrzyma. Zakradł się, by wskoczyć nagle na biurko. Chłopiec nawet na niego nie spojrzał. Pochłonęło go pisanie na dyskusyjnym forum, które spowiła zielona i zgniła zieleń. „Narkotyki” pomyślał kot, ale mylący tytuł szybko zdradził mu, że malec zamiast oddawać się zabawie, hulankom, używkom i hedonizmowi woli gry komputerowe. Istny zmierzch cudów, Armoran, upadek gatunku ludzkiego. Raz już malec dostał na tej stronie bana na 8 minut. Pawlaczowi pozostały blizny. Zadrżał na samą myśl, ale czytał dalej. Z dwojga złego malec mógł w końcu pęknąć, a słodki kotek dający mu otuchę... „będę panem tego domu, szykuj się Ali” pomyślał Januszek.

Inny kocur najwyraźniej myślał w podobny sposób. Opasły, karmazynowo-bursztynowy kotek wskoczył na ramię chłopca. Miałczał, sygnalizując zainteresowanie sytuacją.
- Ja polecam nie słuchać się ludzi którzy nie potrafią stworzyć własnego moda. - zacytował towarzysz. - Ojej, to wiedźmi król, ten ich guru. Mikołaj umrze z żalu.
- Umiem czytać. - odparł Pawlacz. - Dopóki nikt nie pisze, że wilkołaki pasują do miasta...
- Nie pasują. - wtrącił towarzysz. - Nie można nawet inaczej myśleć.
- Wiem. - odparł Pawlacz. Karmazynowy kotek był akurat, gdy wiedźmi król nie wdawał się w dysputy pozbawione sensu. Chlopiec umarł wtedy z żalu i bił kotka po łapkach. - Czasem myślę, że ten drugi będzie lepszy, to co ma przyjechać przed kościołem.
- Ten od śnieżnego miasta? - spytał kompan. - Czy ten lewak?
- Ten pierwszy jest spoko. Drugi co prawda tworzy muzykę na odkurzaczach, czego boję się wszystkie psy w rezydencji, ale także nie o tym mówię. Gdynianin, kojarzysz?
- O, pamiętam. Widziałem jak pobił tego chłopaka, rodzonego brata. Rozebrał go, przypalił na nim papierosy, potem wsadził mu prącie. Jak przyszedł ojciec, to się tłumaczył, że to była tylko knaga. Tamten się nawet zgodził, że wtedy to jest ok, ale potem przyszła matka, zlała małego aż się posikiał i tyle z chojrakowania. Nie zmienia to faktu, że ten miał w sobie wewnętrzny ogień. Udźwignąłby ciężar władzy i zapanowałby nad domem. Pytanie tylko czy lubi koty.
- TAK DAWNO NIC W MDT SIĘ NIC NIE DZIAŁO, ŻE AŻ ZAPOMNIAŁEM, ŻE WITCH JEST NA MNIE CIĘTY ;) POZWOLISZ, ŻE UTNĘ DYSKUSJĘ W TYM MIEJSCU, BO WIEM, ŻE LUBISZ SIĘ KŁÓCIĆ, ALE NIE DZIĘKUJĘ, POSTOJĘ... NIE DAM CI ZATRUWAĆ KOLEJNEGO TEMATU SWOIM JADEM W KAŻDYM RAZIE OD KIEDY SUGESTIA, BY PRZYJŚĆ JAK MA MA SIĘ JUŻ COŚ GOTOWEGO PODCHODZI POD ZŁOŚLIWOŚĆ? BUAHAHAH! – zacytował własna ripostę malec i zaczął walić tłustymi paluchami w klawisze. Niemal dygotał, aż bursztynowy kotek niemal spadł z jego ramienia, lecz Janusz Pawlacz w porę go pochwycił. - I co wiedźmi królu? Nikt mnie nie pokona.
- Mody to podstawa groty, jeśli będziem tłumaczyć każdemu kto próbuje, że ma spadać i wrócić jak już skończy moda to możemy się pakować. wole życzyć powodzenia. a do ciebie prywatnie nic nie mam, wyrażam tylko swoją opinie. - odpowiedział niemal natychmiast internetowy oponent, czego nie omieszkał nie przeczytać koci towarzysz. Chłopczyk prawie zleciał z krzesła po szybkiej ripoście. - Co robimy? Trochę się boję.
- Nie ma żadnego my. - odparł natychmiast Pawlacz.

Zeskoczył z biurka niemal natychmiast. Ryzyko było ważne, ale miało swoje granice. Chłopiec dostał ataku i zaczął niszczyć wszystko wokół. Pochwycił karmazynowego kota i cisnął nim w najbliższą ścianę. Januszowi żal było rywala, ale w grze o czerwony fotel albo się żyło, albo się umierało. Obrócił się, udając, że nie słyszy jęku kota. Szybciutko skierował się do kuchni, wskoczył na parapet i dalej obserwował taniec półmisków.
„Szyneczka jest koło ziemniaków... trzeba zapamiętać”

...

Witam w kolejnej grotowej sesji. Po zakończeniu najlepszej sesji w historii groty (co zakończył festiwal pieniactwa kilku śmieszków) czas na spektakularny powrót. Przygoda będzie opowiadała o rodzinnej tragedii przy suto zastawionym stole, gdzie przez chciwość i pragnienie pozyskania mieszkania dojdzie do wielu zaskakujących zwrotów akcji. Wydarzenia będą ukazywane z punktu widzenia waszych postaci – członków rodziny, kotów, mebli i dań serwowanych na spotkaniu polonii.

Mechanika oparta jest o autorski system. Uwzględnia on w nowatorski sposób takie elementy jak crafting. Tak, kluczowy okaże się być crafting. Z zebranych przedmiotów po uzyskaniu odpowiedniej formuły będzie można tworzyć specjalne konstrukty, przedmioty, czary i inne przydatne w intrydze przedmioty. Szczegóły będą podane niedługo, ale za odgrywanie postaci będą także punkty doświadczenia, za które będzie można kupić specjalne perki, atuty i inne przydatności. Będą one podzielone na kilka szkół. Na przykład szkoła Kammera nauczy nas graficznych sztuk i kodowania, a Szkoła Xelacienta wstrzemięźliwości w piciu i seksualnych podbojach.

Karta postaci musi zawierać kilka kluczowych elementów:
- Koneksje rodzinne
- Wygląd
- Imię i pseudonimy
- Cechy charakteru
- Orientacja seksualna (wyrażona na tabeli orientacji seksualnej kleina)

Projekt jest jak najbardziej poważny. Po ruszeniu projektu nie można o nim mówić na chacie pod groźbą eradykacji, albowiem zachodzi podejrzenie, że niektórym pękną dupy jak im postać padnie, poza tym administracja nie umie zrobić przycisku na kanał rpg, woli robić jakieś działy do gier sprzed 30 lat. XDD

Wulgaryzmy cenzurujemy, a najlepiej w ogóle bez wulgaryzmów. Żadnych knag w mordę.

Viking PW
1 kwietnia 2016, 17:37
Imię: Kento
Nazwisko: Yoshida
Pseudonim: To Wymalowane Coś, Wypindrzona Lala, ewentualnie Chory Psychol
Wiek: 27 lat
Płeć: Mężczyzna (choć można się kłócić)
Rasa: Japoniec, Kitajec, jak kto woli określać
Profesja: Powiedzmy_że_najemnik; wolny strzelec, w wolnych chwilach aktor porno

Wygląd: wysoki i szczupły z wyraźnie zarysowaną, choć nieprzesadną muskulaturą (<3). Na głowie ma sięgający do pasa warkocz spięty i podzielony w segmenty czterema metalowymi broszami z wyobrażeniami czaszek, smoków itd. Najczęściej nosi go zawadiacko przełożony przez lewy bark. Pozostała przestrzeń na głowie wygolona i wypolerowana na wysoki połysk. Oczy ciemnoniebieskie, z wyraźną czarną kreską z czerwonymi elementami u nasady wąskiego nosa. Brwi pociągnięte czarnym czymś (nie chciało mi się sprawdzać czym - V.), rzęsy pogrubione i podkręcone. Cera tak blada, jak to tylko możliwe dla pozostającego przy życiu organizmu. Twarz podłużna, harmonię zaburza jedynie lekko wystający podbródek. Policzki zdobi będąca pamiątką błędów młodości siatka długich i cienkich blizn, w zamierzeniu mających dodawać grozy, lecz w rzeczywistości budzących śmiech i politowanie. Usta stale skryte pod warstwą fioletowej szminki. W każdym uchu nosi po kilka kolczyków w wielu fantazyjnych wariacjach. Oba skrzydełka nosa również przekłute. W lewym łuku brwiowym ma zainstalowane dwa gwoździe: jeden prosty drugi zagięty. Język w końcowej części amatorsko przecięty. Dobrze zbudowany, szerszy w barkach niż w pasie, o cieszącej oko linii bioder. Mięśnie brzucha nienachalnie zaznaczone, podobnie jak te znajdujące się na wyciskającej westchnienia z dziewczęcych piersi klacie. Całe ciało za wyjątkiem głowy pozbawione choćby jednego włoska, postawa nienaganna, atletyczna figura, krok sprężysty i zalotny. Pośladki jędrne i kształtne, lewy ozdobiony wytatuowana podobizna słynnego artysty. Natomiast przyrodzenie niezbyt imponujące, co stanowi źródło licznych kompleksów Yoshidy.

Ubiór: czarna watowana kurtka i skórzane spodnie tego samego koloru ściągnięte do granic możliwości tęgim pasem, koszula z wysoko postawionym sztywnym kołnierzem, wysokie do pół łydki buty na imponującym obcasie, spłycająca oddech jedwabna opaska na szyi ze srebrnymi ćwiekami. Strój ten w niedalekiej przyszłości zostanie zastąpiony czymś lepiej odpowiadającym polarnym warunkom, co niezwykle smuci Yoshidę

Usposobienie: niestabilny emocjonalnie choleryk, zadeklarowany samotnik oraz nieuleczalny narcyz szalejący na punkcie swojego wyglądu. Stroni od wszelkich innych humanoidalnych istot, nawet przedstawiciele jego własnej rasy wzbudzają w nim niezrozumiałą niechęć i irytację. Nawiązuje kontakty z innymi tylko wtedy, gdy potrzebuje pieniędzy lub pragnie zabić. Jest niezwykle przeczulony na punkcie swego wyglądu, o który dba za pomocą wszelkich dostępnych środków. Ci, którzy odważyli się go skrytykować w szybki, lecz bardzo bolesny sposób opuścili ten padół łez. Cierpi z powodu rozmaitych kompleksów wynikających z traumatycznej przeszłości, niezdrowych relacji z rodziną i faktu posiadania małego przyrodzenia. Ma liczne epizody rozstrojów nerwowych i stanów depresyjnych dopadające go w dowolnym momencie; poświadczone są minimum trzy jego próby samobójcze, z czego jedna miała miejsce we wczesnym dzieciństwie. Sposobem na odreagowanie jest dla niego zadawanie bólu innym. Lubuje się zwłaszcza w łamaniu kończyn i okaleczaniu swych ofiar. Nie lubi zabijać zbyt szybko jeśli nie ma takiej potrzeby, chyba że zostanie urażony.

Koneksje rodzinne
- Kento pochodzi z biednej rodziny, jest synem starego senpaia ze Szkoły Niebiańskiej Ipsacji Akiry Yoschidy i podstarzałej prostytutki Yumi Wataze. Znaczna większość jego krewnych przyszła na ten świat w wyniku nieszczęśliwego przypadku, a jeszcze więcej żyło zbyt krótko by można coś o nich powiedzieć. Jacykolwiek przodkowie, wliczając dziadków Kento, giną w pomroce dziejów i sztafecie nędzarzy, uliczników, pospolitych rzezimieszków i szeroko pojętej patologii. Kento posiada niezidentyfikowaną, lecz imponującą liczę braci i sióstr. Jest świadomy istnienia siedmiu, braci i dziewięciu sióstr. Wszystkie siostry są zamężne, kilka ma nawet dzieci, zaś żaden z braci nie wybił się ponad status ulicznego pijaczka. Człowieczeństwo trzech braci i jednej siostry jest nad wyraz wątpliwe, nikt natomiast nie ośmieliłby się stwierdzić, czy którekolwiek z dzieci pochodzi z obojga rodziców Yoschida.

Wiwern PW
1 kwietnia 2016, 18:09


Imię: Wheein
Nazwisko: Piłsudski
Pseudonim: „1 cm”
Rodzinne koneksje: Jedyna prawnuczka szlachetnego rodu Wazowskych. Jej babka wyszła za czystej krwi rodaka poznanego podczas zbioru malin w Chicago. Słodki młodzieniec, wysoki, o pięknych niebieskich oczach oraz muskularnej piersi zwał się Syngman Rhee. Szybko pozyskał zaufanie teścia. Z jego starań na świat wyszła nie mniej czystej krwi polka, która nazwano Hwasa. Jej zamiłowanie do tradycyjnie polskiej sztuki parzenia herbaty, kaligrafii, kendo oraz ludowe, kaszubskie kimona, którymi zdobiła swoje ciało sprawiły, że dziadkowie stawiali ją w pierwszej kolejności do sukcesji. Przezornie zwiększyła swoje szanse i wzięła za męża wnuka Józefa Piłsudskiego. Z tego wspaniałego związku narodziła się Wheein. Wychowana jako dziecko szczęścia i sukcesu jest niemal pewna, że rodzinny obiad da jej obiecane przez matkę, ojca i dziadków mieszkanie. Na samą myśl przeciera swoje załzawione ze wzruszenia oczka ozdobione NIE WIADOMO SKĄD mongolską fałdą.
Wygląd: Wheein była niepospolicie piękną kobietą. Wszystko w niej było oryginalne i doskonałe. Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce stopy modelowane. Czysto polskie korzenie nadawały jej wyglądu pięknej i wdzięcznej niewiasty o słowiańskich rysach. Jedynym mankamentem były niezwykle szerokie oczy, aczkolwiek urocza niewiasta ma pewność, że są one wynikiem iluzji optycznej lub innego nieznanego współczesnej nauce zjawiska. Z reguły nosi obcisłe mundurki, kimona i białe rajtuzki.
Charakter: Wychowana w tradycyjnie polskiej rodzinie ceni sobie patriotyzm i konserwatywne wartości. Pozostaje pod silnym wpływem swoich rówieśników z Seulu, miasta w Wielkopolskim województwie, gdzie też nabawiła się kilku kompleksów, o dziwo niezwiązanych nie wiadomo czemu z oczami, lecz swoim wzrostem. Zawsze czuje przez to, że brak jej tego jedynego centymetra do swoich rówieśniczek. Nie przeszkadza to jej jednak być osóbką śmiałą, temperamentną i pocieszną. Otuchy dodaje jej ukochany chłopak Hyo Min, szlachetny patriota i miłośnik kaszubskiej muzyki rozrywkowo-ludowej (w skrócie K-Pop), a także grono Seulskich koleżanek. Z niektórymi wiążą ją także iście seksualne relacje, których Wheein sama nie potrafi określić w oczywisty sposób.
Orientacja Seksualna: Pociąg odczuwa do przedstawicieli obu płci, choć raczej przyznaje się tylko do chłopców. Z biegiem czasu jednak uświadamia sobie swoją biseksualną naturę. Fantazjuje coraz śmielej, a niekiedy nawet dopuszcza możliwość bliskich kontaktów z rówieśniczkami, co czasem kończy się tym co sama nazywa wolną miłością. Społecznie jednak skłania się raczej do chłopców. Rodzinę wyobraża sobie zawsze z facetem. Sama identyfikuje się jako kobieta, niekiedy tylko w chwilach emocjonalnego kryzysu postrzega się jako aseksualnego chłopczyka. Dla babci Ludmiły chce być jednak aseksualistką romantyczną, byle pozyskać cenne mieszkanie, co jednak sama babcia zdaje się niezbyt rozumieć.
Zainteresowania: Kaszubski-Pop; chłopcy, dziewczęta <3 i koteczki <333; memy o papieżu; konto na kwasowej grocie; gra na sześciostrunowym basie; pieśń lodu i ognia
Motyw Muzyczny: http://speedy.sh/8Cews/Wheein-Theme.mp3

Ciekawostki:
- Lubi polską kuchnię: sushi, ryż i psy.
- Boi się myszy.
- Wyobraża sobie mieszkanie dziadków jako willę z basenem.
- Boi się krwi, krzyku i w ogóle umrze ze strachu wraz z rozpoczęciem jatki na obiadku.
- Używa sufiksów.
- W Chicago liczy na kilka numerków.
- Naprawdę nie rozpracowała jeszcze, że nie jest czystej krwi polką, nie mieszka w Europie, a pradziadkowie jej nie lubią.
temat: [OGÓLNY]Dark Souls - Głód Śmierci

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel