Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Wielkie Łowy
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3

Crystal Dragon PW
22 września 2014, 16:31
Stało się - w końcu o całej zadymie dowiedziała się straż Dalaerańska. Lecz teraz Arion to ignorował. Popadł w amok. Przez jego całe ciało przeszedł dreszcz i przepływać niezliczone pokłady energi. Arion począł łaknąć krwi. Nie był już wojowniekiem. Stał się wampirem, żądnym gnollej krwi Wolfbacka. Pewne było, że jeśli ktoś go stamtąd nie wyciągnie, Org będzie miał na karku cały pułk straży i kły gnolla. W końcu po raz kolejny spróbował odrzucić gnolla na blat lady. Szybkim ruchem chwycił drugą ręką gnolla za kark, po czym w ogromnym szale, który spowodował przerażający przyrost siły. próbował oderwać Wolfbacka od siebie i połamać go na blacie obrzyganej lady karczmy.

Xelacient PW
22 września 2014, 16:59
- Racja! - okrzyknął starzec do współtowarzysza - niestety obawiam się, że zamiast jadki szykuje się nam tutaj pożar, więc lepiej nie zatrzymujmy się póki nie opuścimy terenów zabudowanych! Dobra wiadomość jest taka, że straż zajęta podpalaniem nie będzie nikogo zatrzymywać! - zaśmiał się sarkastycznie mnich i trzymając rannego tylko przyspieszył korku, aby dotrzymać kroku Orekashowi.

Belegor PW
30 września 2014, 15:36
Salvadorien, Zszywacz, Orekash i Jalcyn
Było za późno na ucieczkę. Elficka straż szybko się zjawiła. Po bogato zdobionych zbrojach i czerwonych płaszczach widać było że tym razem przysłali profesjonalny oddział. Jeden z nich mający na hełmie małego orła zawołał do was:
-Wy, stójcie! Co się tu dzieje?! Gadać mi tu robaki, albo na torturach będziecie gadać!

Arion
Atak się powiódł, pijany gnoll pomimo swej wielkiej siły, dał się łatwo przewrócić na stół. Uderzenie sprawiło jednak, że otrzeźwiał lekko i czując, że w zwarciu z Tobą może przegrać warknął:
-Chłopaki do mnie!
Wtedy na twoje plecy rzuciło się dwóch z czterech gnolli, którzy nie brali dotąd udziału w walce. Pozostała dwójka ruszyła na Saiyeda.

Garett
Reptilion nawet nie zorientował się, kiedy został zaatakowany. Skuteczne podcięcie i błyskawiczne ogłuszenie- nie ma co szczęście sylanowi sprzyjało, jedynie czaszka, niby nic się nie zmieniła, ale mogłoby się wydawać że i ona poczuła ból po czołowym z mocnym reptiliońskim łbem. Garett westchnął, jakby było po wszystkim, ale wtedy ujrzał jak gnolle ze sztyletami atakują Saiyeda od tyłu, na dodatek twoje uszy wykryły dźwięk ciężko stawianych kroków i stukot elementów zbroi o siebie.

Saiyed
Pośmiertny jęk reptiliona udowodnił, że trafiłeś ostrzem. Szybko go zrzuciłeś, po czym wziąłeś się za wyciągnięcie sztyletu. Było to kłopotliwe, ale po jakiejś chwili poradziłeś sobie. Przez ten czas nie zwróciłeś uwagi na otaczającą Cię zadymę. W ostatniej chwili usłyszałeś złowieszcze śmiechy dwóch gnolli tuż za tobą.

Xelacient PW
2 października 2014, 22:19
"W pysk, nie dość, że się szybko zjawili to jeszcze musieli się nami zainteresować" - pomyślał sobie Zszywacz, jednak tylko westchnął, dał znak Orekashowi, żeby przytrzymał nieprzytomnego.

Gdy ten dał mu znak, że zrozumiał, Kastet puścił rannego, przybrał pokorną minę, przygarbił się, spuścił wzrok, podszedł do elfa z wyraźnym respektem, niezgrabnie mu się ukłonił, po czym zaczął udając głupszego i bardziej upitego niż był w rzeczywistości:

- Dostojny Panie! Jakaś burda karczemna się zrobiła. Ja tam sobie piwo piłem jak gdyby nigdy nic, a tu nagle jeden gnoll nagle zaczął się drzeć i rozrabiać! Dał w pysk naszemu znajomemu... zaraz jego kumple też zaczęli prać wszystkich wkoło i taka BURDA się zrobiła - ciągnął Quart bogato gestykulując, choć nie śmiał spojrzec elfowi w twarz, o wiele bardziej wolał obserwować jego ręce czy nogi... nigdy nie wiadomo, kiedy elfowi zachce się przywalić jakiemuś mieszkańcowi getta - ktoś chyba jakąś lampę czy pochodnię przewrócił, bo nagle zrobił się TAKI dym, jakby wszytko płonęło! Więc my co? Łapiemy naszego towarzysza i w nogi! - zakończył efektownie felczer mając nadzieję, że po tak rzeczowej relacji elf straci nim zainteresowanie.

Crystal Dragon PW
7 października 2014, 09:06
- Ledwo zrzuciłem ciebie, a teraz na kark włażą mi twoi koledzy! Cóż, dzięki za więcej cieniasów do zmasakrowania! - Wolfback nie był świadom, jaki prezent sprawił złaknionemu krwi Arionowi. Im więcej krwi mógł przelać, tym większą rozkosz mu to sprawiało. W szale bitewnym chwycił oba gnolle za ich karki w celu rzucenia ich w leżącego pod ladą herszta.

Garett PW
7 października 2014, 12:33
-Nie patrz tak na mnie, to ty chciałeś mu pomóc - powiedział Garett do czaszki. - Co? Naprawdę chcesz to zrobić? No dobra...
Sylan wycelował kosturem w jednego z jaszczuroludzi chcących zabić Saiyeda i... czaszka odłączyła się od kija. Leciała w stronę reptiliona po prawej, kłapiąc podczas lotu zębami. Garett nie patrząc, czy czaszce udało się wgryźć w szyję łowcy, pobiegł w stronę drugiego napastnika, z zamiarem obicia mu mordy kijem.

Hayven PW
8 listopada 2014, 14:13
Słysząc śmiech, bez długiego namysłu wykonałem słynnego młyńca Kasuanów, mając nadzieję na równoczesne posiekanie obu gnolli - to zazwyczaj działa. Obracając ramionami o 360 stopni, ułożyłem sobie plan działania: po usłyszeniu jęków oznaczających śmierć, ucieknę czym prędzej się da. Może to i haniebne, ale przynajmniej ocalę skórę.

Chyba że przydarzy się okazja do przetrącenia karków paru bandziorom, która pozwoliłaby na wyciągnięcie stąd paru towarzyszy obiadu.

W sumie chętnie puściłbym karczmę z dymem, ale to zbyt niebezpieczne. Co więcej, coś mi podpowiada, że mógłbym zapłacić za to nawet głową. Hm, w ostateczności to nawet nie takie złe rozwiązanie...

Belegor PW
16 listopada 2014, 21:14
Wszyscy
Bójka powoli miała się ku końcowi, lecz ostatnie słowo należało do kogoś, kto do tej pory czekał w cieniu. Arion w swym krwawym szale odwrócił się do swych przeciwników, jednakże złapał tylko jednego, drugi leżał ze sztyletem precyzyjnie wbitym między kręgi szyjne. Żywego jeszcze przeciwnika Arion wbił w ladę i Wolfbacka, jednocześnie łamiąc mu kark. Gnoll, z którym do tej pory walczył nawet się nie ruszył. Wygrał walkę, wówczas usłyszał mocny głos:
-Chodź za mną.
Czaszka Garreta niby miała polecieć ku jaszczurowi, lecz niestety nawet nie przeleciała jednego metra, po prostu spadła jak rzucony kamień. Na dodatek półkotołak w biegu wpadł na nią. Saiyed miał więcej szczęścia, jego atak udał się według plany naga, gnolle nawet nie zdążyły jęknąć. Gdyby nag przyjrzał się trupom zauważyłby, że jednak już w momencie ataku byli martwi- obaj mieli sztylety wbite w tym samym miejscu co poprzedni. Wszyscy zobaczyli jak z dymu wychodzą Arfon z zakapturzoną postacią. To właśnie ona rzuciła owymi sztyletami.
Osobnik podszedł do sylana i pomógł mu wstać. Garett zauważył, stalowe pazury kończące łuskowate stopy. Podobne miał zacharkanin, który był przywódcą krwawej sekty. Nieznajomy odpowiedział:
-Nie ma co tu tkwić, wasi towarzysze potrzebują pomocy. Z tej rudery i tak nic nie zostanie.
…………………………………………………………………………………………………

Quart długo tłumaczył całą sytuację, lecz dowódca stracił nim zainteresowanie zanim nawet zaczął mówić, spojrzał tylko na swoich żołnierzy. Jeden z nich od razu podbiegł i kopnął stalowym obuciem w brzuch felczera mówiąc:
-Do dowódcy się mówi „Wasza Dostojność ty pieprz..”
Strażnik nie dokończył. Upadł martwy z bełtem wbitym w kirys. Z ust leciała gęsta krew. Orekash spojrzał zaskoczony w stronę karczmy. Z dymiącego budynku wyszli Arion, Garett i Saiyed w towarzystwie zakapturzonego osobnika. Odpowiedziała:
-Nie tak się chyba powinno przeprowadzać śledztwa panie władzo.
Dowódca dalarańskiej straży spojrzał z obrzydzeniem na zabójcę i ryknął:
-Ktoś i ty i jak śmiesz pouczać oficera Dalarańskiego Imperium?!
-Taki z ciebie Oficer, jak ze mnie generał Rumenoru- odpowiedziawszy kpiną osobnik zdjął swój długi kaptur. Wszystkim ukazał się niemal smoczy pysk, z błękitną łuską i krótkimi rogami na pysku. Oczy miał zjadliwie żółte ze źrenicą jak u węża. Był to reptilion i to nie byle jaki. Dowódca straży warknął zaskoczony:
-Tamar?!
-We własnej, łuskowatej osobie. Daję wam ostatnią szansę na opuszczenie tego miejsca nim zrobi się naprawdę nieprzyjemnie.
-Ty?! Mam tu cały oddział elitarnej straży, a ty garstkę jakiś popaprańców z rynsztoka i ty jeszcze śmiesz stawiać mi tu warunki?!
Zrezygnowany ignorancją oficera Tamar skomentował:
-Tak- po czym pstryknął palcami. Wówczas jak jeden mąż pojawili się reptiliońscy strzelcy zza dachów budynków. Naciągnęli cięciwy kierując strzały w dalarańskich żołnierzy. Tamar wyjaśnił:
-Chcesz zobaczyć jak po raz kolejny cały tak zwany elitarny oddział ginie w jednej chwili od strzał tak zwanych popaprańców? Jak tym razem wyjaśnisz cesarzowi tą porażkę? Jeszcze raz daję ci tą łaskę szybkiej ucieczki, lepiej odejdź nim zmienię zdanie.
Dowódca przeraził się na żarty, rozkazał ludziom rzucić pochodnie w ziemie i wykonać odwrót. Elfy szybko spełniły oba rozkazy, na odchodne dowódca warknął:
-Jeszcze zapłacisz mi za to Tamar, zobaczysz!
Reptilion tylko cmoknął na pożegnanie, a elf uciekł razem z resztą w podskokach. Tamar podszedł do jednej z palących jeszcze pochodni i rzucił nią w karczmę. Budynek powoli, ale systematycznie zajął się ogniem. Zabójca odpowiedział:
-Ludzie widzieli dym, byłoby dziwne gdyby po tym karczma nadal stała. Spokojnie, reszta budynków jest bezpieczna.
Spojrzał na rannego Jalcyna i kulącego się z bólu Quarta, potem na nieogarniętego sytuacja Orekasha i pozostałych. Tamar z uśmiechem zaproponował:
-Dzielnie dziś walczyliście o swoje życie. Szukacie miejsca do zregenerowania sił i odpoczynku? Chodźcie za mną, zasłużyliście na to.
Choć propozycja brzmiała miło i zachęcająco to jednak widząc jego chytry uśmiech i jego strzelców była nie do odrzucenia. Chcąc czy nie chcąc musieliście pójść za nim.
………………………………………………………………………………………………….

Jalcyn powoli się budził. W swoim życiu pełnym upokorzeń i bólu po raz pierwszy czuł przyjemne ciepło i ulgę. Nie pozbyła się ona całego bólu wywołanego chorobą, lecz pozwalała na trzeźwe myślenie. Gdy wzrok się wyostrzył ujrzał siedzącego obok na krześle Quarta z bandażami na brzuchu, oraz po drugiej stronie młodą reptilionkę, która warzyła zioła i przyrządzała maść na bandaże. Wydawało mu się, że to Quart doradzał jej co i jak zrobić. Dziewczyna miała błękitne łuski jak lecz delikatne rysy pyska i ciepłe złote oczy, które były skupione na nakładaniu maści na bandaże. Wtedy zdał sprawę, że nie jest już w karczmie, a w jakiejś sypialni bogatego domu.

Pozostali siedzieli przy wielkim stole w ogromnej jadalni. Środek rezydencji Tamara wyglądał jak z pałacu myśliwskiego jakiegoś magnata. Obok obrazów reptilionów, którzy pewnie byli przodkami Tamara, to jeszcze widniały trofea z pokonanych potworów. Największy podziw budziły długie bursztynowe pazury behemota wiszące nad drzwiami wejściowymi. Służba w postaci gnolli i jaszczuroczłeków rozdawała kielichy z winami i tace z wyśmienitymi mięsami oraz owocami. Przed wami leżała srebrna zastawa. Tamar wypił trochę wina ze swego kielicha i zapytał:
-Znacie mnie z imienia, lecz jak pewnie się domyślacie nie słynę z tego. Jestem Tramar von Ghertes. Kiedyś te ziemie należały do moich przodków. Chciałbym jednak poznać wasze imiona oraz tych rannych w sypialni gościnnej. Możecie też śmiało zadawać mi pytania. Wyczuwam że dużo dziś przeszliście i chcielibyście pewnie wyjaśnień czemu was do siebie zaprosiłem. Słucham was.

Hobbit PW
16 listopada 2014, 23:17
Salvadorien nagle zerwał się ze swojego siedzenia, złapał za kielich wina i rzucił na niego zaklęcie, coby wino zaczęło się jarzyć blaskiem.

- Zaprawdę powiadam Wam - przemówił - tak jak to wino się świeci, tak Wasze dusze będą się świecić, kiedy dostąpicie łask Smoczych Olbrzymów! Nawróćcie się póki jeszcze możecie, bo czas apokalipsy jest bliski! - kontynuował swoje religijne przemowy, mając nadzieję że ktokolwiek na sali będzie zainteresowany tym, co ma do przekazania swoim pobratymcom.

Xelacient PW
17 listopada 2014, 00:10
- Bardzo dobrze moja droga - maść najlepiej nałożyć na pierwszą warstwę bandażu, a następnie przykryć całość kolejną warstwą - tłumaczył ze spokojem, choć przy każdym ruchu krzywił się z bólu - wtedy nasze lekarstwo równomiernie wnika na całą powierzchnię stłuczenia, tylko pamiętaj, żeby ich nie nakładać na głębokie rany... na szczęście nasz pacjent został tylko poobijany, toteż szybko powinien wrócić do siebie... martwi mnie tylko ta jego rana na głowie - dodał spoglądając w pysk Jacynowi, wtedy też zauważył, że się przebudził:

- Szczęście się do nas uśmiechnęło Zacharkaninie - zaczął obdarzając go zmęczonym uśmiechem - wszytko w porządku? Ile widzisz palców? - zapytał pokazując mu wszystkie.

Hayven PW
17 listopada 2014, 17:42
Wstałem z siedzenia i pokłoniłem się temu, który wybawił nas z opresji.

- Witaj, Tramarze von Ghertes. Jam Sayed Kasuan, być może słyszałeś o naszym rodzie, być może nie. Mniejsza o to.

Było jedno pytanie, które najbardziej mnie nurtowało:

- Czemu zawdzięczamy pomoc? Czyżbyś miał, w co wątpię, niewyrównane porachunki z tym moczymordą? - spytałem, zasiadając na miejsce.

Rozejrzałem się za jakimiś sztućcami - co jak co, ale we szlacheckim dworze powinny się znaleźć na stole. Znalazłem to, czego szukałem - nóż i widelec. Nałożyłem sobie przyzwoity kawał mięsiwa, ukroiłem kawałek i spróbowałem... Dawno nie jadłem... Przeżułem kawałek i połknąłem. Chętnie zjadłbym jeszcze jeden kęs, ale wstrzymałem się i kontynuowałem wywód.

- ... a może, sądząc po jakże wspaniałym wystroju jadalni, organizujesz łowy na grubego zwierza? Czyżbyś widział w nas, panie, potencjalnych myśliwych?

Hah, z pewnością w jakimś celu Tramar nas tu zgarnął. Być może złoży kolejną "propozycję nie do odrzucenia". Może chce się wyrwać stąd i chce nam zapłacić za upolowanie wiwerny. Cóż, przynajmniej pozwoliłoby się nam to nieźle ustawić, może zdobyć jakieś doświadczenie, a okazja do ucieczki z getta nadarzy się w przyszłości.
Tylko czy mielibyśmy jakiekolwiek szanse? Przecież nie jesteśmy zaprawionymi w bojach wojownikami... przynajmniej nie wszyscy. Sam, choć chętnie posługuję się ostrzami, nie stronię od magii - lecz jeśli spopielimy wiwernę, wątpię by ktokolwiek chciał przyjąć "trofeum".
Wśród nas są: obłąkaniec, psychopata, pół-lew, wojownik, zielarz, szachraj - no i ja, eks-szlachcic. Nie ma co, dobrana drużyna.
Hmm... naprawdę jestem głodny. Kątem oka zauważyłem, że oprócz mnie nikt nie je, więc zmiarkowałem i wstrzymałem się. No to sobie poczekam...

Crystal Dragon PW
17 listopada 2014, 20:09
Ariona porządnie zdziwiła cała sytuacja. Mimo złej sytuacji reptilionów, Tamarowi udało się dorobić aż takiego majątku. Org poczłapał chwilę po korytarzu. Nie była znowu pełna przepychu, jednak widać było, że Tamar ma spore wpływy w Tatalonii. Na dźwięk pytania chwilowo zatrzymał penetrację otoczenia, nie kryjąc jednak zdumienia.
- Nazywam się Arion Org. Matka i ojciec zginęli podczad całej trj wojny, a ja sam się wychowałem. Dziękuję za pomoc. Z czystej ciekawości, jak udało ci się dorobić takiego majątku? Trochę już żyję w Tatalonii i jak dotąd jeszcze nigdy nie miałem możliwości ujrzeć tak botageo reptiliona jak i rezydencji.

Garett PW
20 listopada 2014, 11:55
Czaszka najwyraźniej rozmyśliła się i postanowiła nie gryźć jaszczura. Jakby tego było mało, to jeszcze Garett potknął się o nią i wywalił się jak długi na podłogę. Ostatnią myślą, przed z spotkaniem z podłoże było przekleństwo w starożytnym języku.
-Murwa kać!
O dziwo ktoś pomógł wstać Sylanowi. Początkowo Elder cofnął się, gdyż stalowe pazury na nogach nieznajomego przypominała mu te, które miał przywódca zacharkaninów. Dzięki kocim oczom jednak szybko zauważył, iż nie jest to zacharkanin, a reptilion, więc chociaż obawy mógł jakieś mieć, to przynajmniej nikt nie będzie go chciał składać w ofierze. Z braku jakiejś dobrej alternatywy, Garett postanowił pójść z Tramarem, zwłaszcza, iż nie chciał zostać "pół-jeżołakiem".

...

Widząc co odpierdala Salvadorien, Garett zdzielił gnolla po głowie czaszką, która w jakiś, zapewne magiczny, sposób znów wieńczyła kostur.
-Przepraszam, ale mojemu przyjacielowi nie podobają się pana nachalne próby nawrócenia nas - powiedział Sylan uśmiechając się niewinnie i wskazując palcem na czaszkę.
Młody Elder rozejrzał się po pokoju, podziwiając przy tym obrazy. Sylan pierwszy raz w życiu zobaczył rezydencję, która mogłaby choć trochę się równać z rezydencją rodu Elder.
-Skoro wszyscy się tak oficjalnie witają, to chyba mnie również wypada się przedstawić. Jestem Garett z rodu Elder, nazwany również przez jednego z moich wychowawców Mrocznym Bękartem rodu Elder. Na potwierdzenie moich słów mam tutaj amulet rodowy, chociaż wątpię by to coś zmieniało, bo po skandalu, który wywołało moje urodzenie, ten ród nie jest wart więcej niż funta kłaków.

Wiwern PW
26 listopada 2014, 20:01
- Widzę pięć palców, a z czym to się wiąże jest dosyć jasne. - Jacyn westchnął podnosząc się delikatnie i wlepiając znużone, rozczarowane żywotem ślepia w Quarta. - Wciąż żyję, a ty i jakiś tajemniczy wybawiciel przyłożyliście do tego swoją rękę. Powinien wstać, uściskać cię i podziękować za przysługę. Nie zrobię tego jednak. Musiałbym się zmusić do opuszczenia łózka, a wyjątkowo nie mam do tego ochoty. Zupełnie inny problem stanowi fakt, że za uratowanie mnie powinienem was wszystkich wybić. Możesz mnie powstrzymać już teraz.

Sunlight nie za bardzo chciał przyznać, że kolejne umknięcie śmierci jest dla niego tak samo przykre, jak i niepokojące przyjemne. Odrzucił tą myśl, jakby była niegodna. Spróbował zająć czymś myśli, by nie uświadomić sobie sprawy z swojej dualnej natury. Sięgnął odruchowo do pasa szukając w nim sposobu na rozwiązanie problemów. Sztylet i mikstury zniknęły. Zacharkanin westchnął tonem pełnym znużenia i zgorszenia.

- Gdzie mój dobytek? - spytał stanowczo i bez zbędnej uprzejmości. - Pozbawiając mnie tych przedmiotowo odbieracie mi tożsamość.

O czym ja mówię?! Jaka tożsamość? Nie znaczę więcej niż krew, którą mam na rękach i pokój jaki zaprowadziłem. Powinienem mieć pióra, atrament i rzeźnicki nóż u pasa!

Xelacient PW
7 grudnia 2014, 22:38
Starzec zamilkł zaskoczony, po to by w końcu wybuchnąć śmiechem.

- Naprawdę musisz nisko cenić swoją tożsamość skoro zależy ona od paru przedmiotów! - dodał łapiąc się za bolący brzuch, choć ciągle się uśmiechał.

- Zatem tuszę, że te oskarżenia gnolla o zdradę miały swój powód... więc może rzeczywiście twoja tożsamość nie jest zbyt wiele warta, zdradzałeś by wspiąć się na szczyt, a spadłeś na samo dno... zniechęcająca rzecz, jednak czy zostało ci już tylko pragnienie śmierci? - dodał nachylając się ku jaszczurowi - jeśli tak... to mogę ci przygotować czarkę słodkiej trucizny, po wychyleniu której odpłyniesz w błogi sen... i nigdy się nie obudzisz, zainteresowany? Czy może w obliczu śmierci poczułeś chęć życia?

Zapadła chwila milczenia.

- Rozumiem, że po takich obrażeniach nie masz ochoty na nic, ale skoro już znalazłeś się na dnie, a los nie daje ci umrzeć to może najwyższa pora na jakieś zmiany. Wygląda na to, że będziesz miał możliwość wspomożenia swojego rodzaju. Nie wiem czy w ten sposób odkupisz swoje winy, bo ich nie znam, ale może chociaż odzyskasz spokój ducha? - dodał z tajemniczym uśmiechem - To jak? Wróciła ci chęć do gry zwanej życiem?

Wiwern PW
7 grudnia 2014, 23:24
Jacyn zawahał się. Postawa Quarta wydała mu się nieznośna, a jego przemądrzały ton działał mu na nerwy. Wisienką na torcie był bezczelny śmiech prosto w oczy, jakby to wszystko bawiło go niczym zrozumiały tylko dla niego żart. Nie było inne wyjścia jak utemperować pewność siebie rozmówcy. Przy okazji może uda się wyminąć temat trucizny, a przynajmniej odwlec w czasie. Sunlight był zbyt przepełniony wątpliwościami, by ot tak się zgodzić. Nawet jeśli bolało go całe ciało, to czuł że naprawdę żyje.

- Wspiąłem się na szczyt, ale nigdy z niego nie spadłem. Mogą na mnie szczać, ale to ja jestem moralnym zwycięzcą. Faktem jest, że nie wiele już zmieni moje kurczowe trzymanie się życia. Mógłbym jednak zrobić na złość tym wszystkim antyelfickim ścierwom i żyć dalej, a gdybym wmieszał się w kolejną absurdalną przygodę, to i tak wiele nie stracę. - Zacharkanin westchnął cicho i przeciągnął się. - Na truciznach trochę się znam. Możemy razem coś opracować skoro jesteś taki mądry i dobroduszny. Powiem tylko, że ostatnia próba zawiodła i teraz nie chciałbym zawieść. Wywodzę się z alchemicznego rodu i nie mogę zadowolić się byle czym, rozumiesz?

Jeśli znowu mnie wyśmieje - to oberwie, nawet jeśli musiałbym mu wybić z głowy głupstwa własnymi rękami!

Belegor PW
20 grudnia 2014, 11:11
Quart i Jalcyn
Reptilionka cierpliwie słuchała dyskusji Quarta i pacjenta. Była lekko zdziwiona reakcją Zacharkanina. Fakt, że był nietypowego koloru sprawiło, że reptilionka bardziej uważała przy jego ruchach i gestach. Wydawało się jej, że musi być w jakimś długotrwałym szoku. Po raz pierwszy widziała kogoś, kto otwarcie lubił elfy, mimo iż przedstawiciele rasy w tysiącach ginęli z elfickich ostrzy. Nie oburzała się, w tych czasach liczyło się przetrwanie, kwestie filozoficzne schodziły na dalekie, dalekie tory. Przygotowany opatrunek wzięła i tak jak Quart nakazał położyła na ranę Jalcyna. Powiedziała:
-Spokojnie, proszę odpoczywać. Pański ekwipunek jest położony na stoliku obok, zaś ubrania są w czyszczeniu. Brat był tak miły, że odstąpił część swoich. Witamy w domu Ghertes.

Następnie wracając do stolika z lekami, orzekła Zszywaczowi:
-Jak tylko pacjent wydobrzeje, służba przyniesie kule dla was obu. Brat pewnie będzie chciał z wami porozmawiać. Brat to dobry panicz, lecz jeśli chodzi i interesy rodzinne jest bardzo chłodny i surowy.

Sayed, Arion, Garett, Orekash i Salvadorien
Czaszka sprawiała nawet wrażenie uśmiechniętej że na coś się przydała. Przemówienie gnolla nie zrobiło wrażenie na Tamarze. On widział wiele w mieście, zaś bobołaki traktował jako rasę gorszego gatunku.
Tramar gestem zachęcił do jedzenia, po czym wziął łyk z kielicha i wyjaśnił:
-Owszem, wielu szlachciców, czy ich synów trafiło tutaj tracąc na znaczeniu. Nie jesteś jedyny panie Garett. Jednakże...miejscowe rodziny całkiem dobrze sobie radzą. Ghertes byli tu zanim powstało getto. Południe Nowej Tatalonii należy do nas. Wcześniej mieliśmy i ziemię za gettem, lecz mój ojciec w starciu z imperium Dalarańskim stracił je. Udało się jedynie zabrać ludzi nim elfy zrobiły masakrę. Niestety cały ich dobytek i dorobek naszej kultury zostały rozgrabione. Posiadanie złota przez plebs jest zabronione. Przetrwaliśmy głównie dlatego, że Nowa Tatalonia to główne źródło rozrywki Imperium. Bez bestii z tego regionu ten cały cesarz nie miałby jak przekonywać elfickiego ludu do tej nieszczęsnej, krwawej kampanii. Tak się składa, że nasza rodzina od pokoleń łowi potwory, na przykład widzicie te pazury behemota?
Mówiąc, wskazał na bursztynowe szpony nad wejściem. Reptilion ujawnił ich historię:
-Należały do ostatniego behemota z tego regionu, upolował go mój pradziadek. Z tego się utrzymywaliśmy i nadal się utrzymujemy. Tylko dzięki temu mamy szansę utrzymać ludzi w tym mieście. Karmimy i zajmujemy się nimi, na szczęście elfia straż nie należy do zbyt bystrych, ale za to są bardzo łasi na złoto.
Tramar zrobił przerwę na kolejny łyk piwa. Spojrzał na Sayeda z ukosa, uważnie mu się przyjrzał i orzekł:
-Wieści o zbuntowanym szlachcicu doszła i tutaj. Może i jestem skazany na życie w tym mieście, ale wiem co się dzieje za duszną dżunglą. Rzadko, który oficer odmówiłby rozkazu i służby. Nie mówię, że to było mądre, ale potrafisz postawić na swoim. Masz rację, nie jesteście tu bez powodu... z Wolfbackiem się umawiałem, bowiem chciałem zatrudnić jego ludzi na łowy. Jednakże, musiałem ich wpierw przetestować. Byliście idealnym celem, rezultaty nie powiem...dosyć mnie zaskoczyły. Macie potencjał, a to co chcę wam zaproponować nie jest dla zwykłych łowców. Być może tak niekonwencjonalna drużyna ma szansę na upolowanie tego stworzenia.
Reptilion przerwał na chwilę i orzekł:
-O szczegółach propozycji podam wam, jak tylko ranni do nas przyjdą. Nie lubię się powtarzać.

Xelacient PW
20 grudnia 2014, 14:19
Jacyn swoją odpowiedzią zgasił starca niczym morska fala zalewająca pochodnię. Śmiech ugrzęzł mu w gardle, a sam Quart mocno się zafrasował i zaczął z namysłem gładzic po brodzie.

Zapadła cisza, którą przerwała dopiero "łuskowata".

- Rozumiem, nie będziemy wystawiać jego cierpliwości na próbę. Jednak jeśli byłabyś tak dobra to byś już teraz poprosiła służbę o podpory dla nas? - dodał uprzejmie, a gdy reptilionka w końcu zniknęła rzekł cicho do zacharkanina:

- Punkt dla ciebie, przyłapałeś mnie na ignorancji... miałem cię za jakiegoś... "żałosnego dekadenta" - wypowiedział z taką pogardą w głosie, że albinosa przeszedł dreszcz - ale twoje słowa były jak najbardziej poważne... nie powiem... próba samootrucia się doskonale tłumaczy twój obecny stan, nie wiem czy kiedykolwiek się zrozumiemy, ale jestem gotów się założyć, że łączy nas jedno... nihilizm - zadeklamował z nabożna czcią - różnica jest taka, że ja nie odczuwam potrzeby okazywania swojej pogardy otoczeniu, bo po co? Moje otoczenie, przez to na pewno nie stanie się lepsze. Lepiej już zgrywać miłego staruszka - odparł z chytrym uśmiechem po czym westchnął przybierając na powrót swoja dobrotliwą maskę:

- Co do dalszego trucia się to chyba jednak nie jestem w stanie ci pomóc... nie jestem w tym zbyt dobry, może nasz "wybawca" będzie znał kogoś odpowiedniego, może do niego o to zagadasz? A jak nie to sam do niego pójdę... ktoś tu musi zgrywać posłuszną marionetkę.

Bychu PW
11 stycznia 2015, 21:10
Rakasha patrzył znudzonym wzrokiem na wszystko co się działo. Ciągle gadali, ale nie mówili nic sensownego. Jakiś pseudo prorok gadał swoje, latały jakieś czaszki. Szopka. Gdy osoba która dała im chwilowe schronienie zaczęła mówić o polowaniach zainteresował się. Jego lud także się w tym specjalizował. Patrzył na pazury behemota i był pod wrażeniem. Spojrzał na osobę która o tym opowiadała.
- Możesz przedstawić się jeszcze raz, bo wyłączyłem się na chwilę? Zapytał wcześniej niezainteresowany. I na co mamy polować? Ile płacisz i ile sam za to dostaniesz? Zapytał już zainteresowany ofertą Orekash.

Hobbit PW
14 kwietnia 2015, 20:20
- Zaprawdę powiadam Wam...! - krzyknął nagle Salvadorien, ale przypomniał sobie, jak to Garett przywalił mu czymś w głowę, więc się zreflektował i rzekł o wiele spokojniej: - Jestem Salvadorien. Jestem uzdrowicielem. Gdzie znajdę tych rannych, którzy mnie potrzebują?
strona: 1 - 2 - 3
temat: [RPG] Wielkie Łowy

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel