Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [OGÓLNY] Szmaragdowa Wyspa
komnata: Nieznane Opowieści

Quba Drake PW
29 marca 2010, 19:51
No to pora na moją bajkę... a raczej sesje.

Już od dawna planowałem to zrobić, ale nigdy nie było czasu i możliwości...ale teraz gdy już mam jakieś doświadczenie...Warto spróbować.

Na początek coś o samej sesji...

Będzie ona krótka, a przynajmniej taką planuje zrobić, a opowiadać będzie o... Sami się przekonacie ;]

Mechanika gdy.

No i tu się postaram się wam wytłumaczyć jaka ów ta mechanika jest. Nie jest ona skąplikowana, zero w niej matematyki (no może po za dodawaniem pkt. biegłości) wysztko będzie bowiem zależeć od was i od waszych opisów. Im bardziej wyszukane tym bardziej będę (że tak powiem) wam przychylny. Szczególną uwagę będę zwracał na kilmat i waszą pomysłowość. Wszystko to bowiem zaowocuje dodatkowymi punktami biegłości w danej dziedzinie.

No teraz coś o tych punktach...

Punkty biegłości służą do rozwijania postaci w danej dziedzinie. Można je dodawać tylko i wyłącznie do zdolności które już posiadamy. To jeszcze nie koniec ;] mając wystarczająca ilość pkt. biegłości możemy podnieść nasze kwalifikacje w danej dziedzinie (jak w Might And Magic). Istnieje pięć następujących poziomów zaawansowania:
- początkujący (1-8)
- zaawansowany (8-15)
- expert(15 - 22)
- mistrz(22 - 29)
- arcymistrz (30 - xx)

W nawiasach podałem przedziały punktowe (tzn. ile musisz mieć pkt. biegłości żeby ubiegać się o dany tytuł). Poziom zaawansowania danej dziedziny podnosimy u mistrzów, ale jeśli myślicie, że to takie łatwe to się mylicie. Mistrzowie potrafią być upierdliwi, a zebranie wystarczającej ilości pkt. biegłości może okazać się niczym wobec ich jakże trudnych zadań.

Nasze postacie nie maja z góry ustalonych profesji... Choć nasza postać może zyskać miano druida czy rycerza przez wykonanie jakiegoś zadania... Aby zasłużyć na to miano dana postać musi spełniać wymagania (najczęściej jest to stopień zaawansowania w kilku dziedzinach).

Punkty biegłości będę przyznawał co jakiś czas... W zależności od tego jak się starać będziecie...

Jeśli chodzi o umiejętności to... Na początku każda postać może mieć ich 5. Umiejętności będę przyznawał ja... A jak i jakie to będą skille? Wszystko zależy od tego jakie podanie mi napiszecie ;] A jeśli mi się jakieś wybitnie spodoba to i dodam jakieś pkt. biegłości ^^ a nawet skilla.

Umiejętności jest tyle... Jednym słowem ;] Bardzo dużo. Od posługiwaniem się bronią miotaną czy sieczną, przez 9 szkół magii, aż po zielarstwo, garncarstwo czy ogrodnictwo...

Ekwipunek...

Dana postać może posiadać 5 przedmiotów osobistych oraz 100 sztuk złota.

Magia...

Tu jest sprawa prosta... Wszystko to samo co w Might And Magic... No może, po za zaklęciami łączonymi ^^ ale to mój wymysł ;] Myślę, że wam się spodoba, a na czym polega? Tajemnica ;]

No dobrze co jeszcze chcecie wiedzieć? Jak coś to pytać ;]


Jak ma wyglądać podanie?

Imię:
Nazwisko:
Pese... yyy ale od początku :P

Imię (ew. przydomek):

Rasa(do wyboru: elf, człowiek, krasnolud, goblin, Mhroczny Elf (F!eld to dla Ciebie dziubasku:*), ork, niziołek a nawet Reptilion... Uwzględniam również inne rasy, ale ludzie z sensem i umiarem... W zależności od rasy i biografii otrzymacie ode mnie umiejętność specjalną).

Płeć:

Ekwipunek(max 5 rzeczy):

Ubiór(do ubioru nie zaliczamy zbroi):

Biografia:

________________________________________________________________________________

No to... Zostaliście zaproszeni na zawody na Szmaragdowej Wyspie (znajome?)przez nie jakiego Jacoba Van C... Jacoba ^^ tyle na początek wystarczy ;] reszta na miejscu :P Do zobaczenia... Czekam na 5 śmiałków :P





Hobbit PW
29 marca 2010, 20:29
A więc zgłaszam udział w grze.


imię: Orland "Kruczobrwi" Salvea

rasa: człowiek

płeć: męska

ekwipunek:
• kostur
• sygnet rodu Salvea
• wykradziona z biblioteki księga zaklęć
• 4 racje żywnościowe + woda
• krzesiwo

ubiór:
• łachmany przypominające ubranie
• dziurawy płaszcz

umiejętności:
• oswajanie zwierząt (4)
• sztuka przetrwania (8)
• kondycja (wytrzymałość) (5)
• podstawy magiczne


***


Młody, na pierwszy rzut oka sympatyczny młodzieniec. Długie, gładkie, czarne włosy, delikatne, wręcz piękne brwi, których każdy mógłby mu zazdrościć, żadnego zarostu na twarzy. Wysoki, szczupły. Dla wielu dziewczyn wzór piękności... Szybko się jednak okazuje, że jest tak naprawdę ubrany w jakieś łachmany, ten brud na rękach trzyma się od paru ładnych lat, włosy nie są gładkie, ale raczej tłuste, a brak zarostu to najprawdopodobniej wada genetyczna.

Orland nigdy nie był lubiany przez resztę rodziny. Najmłodszy z 4 synów Lucjana "Wilczozębego", jednego z bardziej szanowanych magów-szlachciców na kontynencie, zawsze odtrącany i traktowany niczym wyrzutek. Okrutny ojciec, szantażujące rodzeństwo - może i matka łagodziłaby to wszystko, gdyby nie to, że umarła tuż po porodzie. Czyżby Lucjan obarczał winą niewinne dziecię?

Gdy Orland dorósł, został dosłownie wyrzucony z domu. Na "pożegnanie" dostał od swojego tatusia sygnet oraz szczeniaka. Wyrzutek nazwał swojego pupila "Robak" i ruszył przed siebie. Na szczęście zdążył oddalić się wystarczająco od wioski przed zachodem słońca - następnego ranka zostały po niej tylko popioły. Sprawcy do dziś są nieznani.

Minęło parę lat. Kruczobrwi nauczył się żyć bez pomocy służących - czy to w mieście, czy też w zgodzie z naturą. Rzadko kiedy była mu potrzebna siła, jednak ciągły ruch wykształcił u niego silne mięśnie nóg oraz niebywałą kondycję, a dzięki podróżom w miarę szybko zaczął się orientować w jakimkolwiek terenie. Zainteresowany magią w wolnych chwilach studiuje skradzioną w bibliotece księgę zaklęć - rzadko kiedy ma jednak okazję efekty nauczonych czarów przetestować na czyjejkolwiek skórze, przez co wiedza ta jest czysto teoretyczna.

Robak podrósł - teraz zamiast małego pieseczka Orlandowi towarzyszy wielkie bydlę, zawsze gotowe bronić swojego pana. Gdyby nie on, nasz podróżnik zapewne umarłby z głodu, niezdolny do zapolowania na jakiekolwiek zwierzę.

Młody Salvea jest osobą zgorzkniałą, acz nie pozbawioną specyficznego humoru. Mimo, iż nie czerpie z tego żadnej przyjemności, zawsze stara się pomóc innym, gdy zachodzi potrzeba. Nader wszystko ceni sprawiedliwość i szczerość - zdolny jest nawet zabić, gdy ktoś go wykorzysta dla swoich niecnych celów. Z reguły jest jednak mało porywczy, każdą dyskusję stara się przeprowadzić na spokojnie - z jego ust nigdy nie wydobyły się żadne złe emocje. Delikatny, stara się przebywać w środowisku kobiet, wśród mężczyzn czuje pewnego rodzaju wstyd czy też dyskomfort. Ze względu na swój tryb życia stara się jednak nie przyzwyczajać do towarzystwa innych osób.

ORLAND W PŁASZCZU


ROBAK

Trith PW
30 marca 2010, 22:19
Em... Mogę się zgłosić? Tak? Jeśli tak to dziękuję, ale ostrzegam, że nie ręczę za głupstwa, jakie zdarzy mi się popełnić, albowiem nie uczestniczyłem nigdy w tego typu widowiskach.

Więc tak...

Imię: Gris
Nazwisko: Neverglott

Rasa: Człowiek
Płeć: Mężczyzna

Ekwipunek:
- skradziony żelazny sztylet
- trochę jedzenia typu sucharki, suszone/solone mięso (tyle, że można na tym przeżyć do trzech dni) oraz szklana butelka wody
- podręcznik uczniowski z jednej z Brakadzkich szkół
- zwój z zaklęciem "światło pochodni" (opieramy się na systemie magii z MM?)
- powiedzmy... Kilka złotych monet więcej, niż jest to regulaminowo przewidziane (może być ok. 150 zamiast 100?)
Ubiór:
- Ciemnoniebieska, zwykła koszula
- Ciemnobrązowe spodnie
- sandały z drewnianą podeszwą (czy nie jestem zbyt dokładny w moim opisywaniu?)
- skórzany pas do spodni

Umiejętności:
- skradanie (9)
- kradzież (6)
- walka sztyletem (6)
- zielarstwo (3)
- podstawy magiczne


Jeśli w tłocznym mieście przejdzie obok ciebie taki jak Gris, pewnie nawet na niego nie spojrzysz, bo nie wyróżnia się zbytnio. Ubrany w najzwyklejsze ubrania, młody chłopiec (ledwo wyrósł z wieku dziecięcego) o spływających po plecach, falujących, brunatnych włosach. Lekko zaniedbany, ale nie wyglądający na brudnego. Dość ładny z twarzy, ale nie jakoś szczególnie piękny. Chudy, lecz nie aż tak, by dało się o nim powiedzieć "sama skóra i kości". Ni to wysoki, ni to niski jak na swój wiek. Ale jak już się na niego spojrzy, to zaczyna się jakoś specjalnie rzucać w oczy. Nie wiadomo nawet czemu. Raz idzie powoli, uważnie się rozgląda na wszystkie strony, obserwuje mało ważne rzeczy, takie jak pęknięcia w ścianach. Chodzi tak powoli, by się nim znudzić i stracić go na jakiś czas z oczu, a potem znowu zobaczyć idącego pospiesznym krokiem, niemal biegiem, wtedy patrzy tylko przed siebie. Ale jego twarz prawie zawsze ma ten sam wyraz. Nie jest to wyraz smutku, ale nie jest też to wyraz zadowolenia. Może skupienia, kiedy człowiek jest czymś tak pochłonięty, że nie ma czasu stroić min? A może zobojętnienia, kiedy osoba ta nie widzi sensu w uśmiechaniu się lub robieniu grymasów? A może po prostu to wyraz twarzy człowieka otępiałego i flegmatycznego, który nie ma czasu robić nic, tylko próbować nadążyć za światem?

Był zwyczajnym chłopcem z Bracady. Nic nie wskazywało na to, że stanie się tym, czym jest obecnie... A może... Może wszystko na to wskazywało? Gris był jedynakiem, dość zamkniętym w sobie. Taki stan rzeczy na pewno przyczynił się do wynaturzenia jego sposobu patrzenia na świat. Dorastał w rodzinie kupieckiej, nie biednej, nie zamożnej. Rodzice nie mieli dla niego dużo czasu, a jak w końcu mieli, to ich dom wyglądał bardziej jak dom wariatów, niż dom rodzinny. W szczegóły się nie zagłębiajmy. Chłopak w dzieciństwie sprawiał wrażenie genialnego dziecka: znał najnowsze ciekawostki ze świata magii, chętnie przeglądał księgi magiczne. To mu zostało aż do dziś...

Lecz kiedy jego umysł zaczął dorastać, wszyscy w jego otoczeniu zaczęli się czuć nieswojo. Małomówny, ciągle zamyślony, skłonny do napadów "głupawki" na przemian z atakami agresji. Były to prawda dość sporadyczne przypadki, ale to wystarczało, by ludzie nie wiedzieli co o nim myśleć. Raz był grzeczny, uprzejmy, uczynny by następnego dnia stać się wredny, arogancki i egoistyczny, lub robić za chodzące dzieło abstrakcyjne, tudzież obraz absurdu. Względem dorosłych był zwykle milszy, niż względem rówieśników, którzy nie rozumieli jego nie-uśmiechania-się, jego śmiertelnej powagi oraz nierzeczowych wypowiedzi. I często dochodziło do utarczek między nim a innymi. Reagował różnie: raz ignorował ich całe godziny, czasem robił im długie, zawiłe wykłady o etykiecie i podobnych rzeczach, ale czasem zdarzało mu się bez słowa cisnąć w przeszkadzające mu osoby niedużym ładunkiem elektrycznym, podpalić szaty natrętów, lub przymrozić im buty do podłogi. Na szczęście nic poważnego nikomu się nigdy nie stało z jego przyczyny... Do czasu.

Ale na specjalną uwagę zasługuje fakt, że chłopak czasem potrafi wystraszyć, kiedy niezauważalnie przemknie się w pobliże osoby, która nie spodziewała się jego obecności, która później nagle zdaje sobie sprawę z pojawienia tego "skradacza". Tak było w przypadku pewnego elfickiego poszukiwacza przygód, który pewnego dnia odwiedził naszych ekscentrycznych kupców. Elf zaproszony przez gospodarzy do pokoju gościnnego został w nim na chwilę zostawiony sam. Pani domu poszła do kuchni by przynieść coś do picia, a pan domu poszedł zobaczyć, czy nie ma na składzie czegoś, co mogłoby zainteresować gościa. Wtedy bezszelestnie do pokoju wkroczył Gris. Po czym przywitał gościa w najnormalniejszy możliwy sposób. A gość... Em... Mało brakowało do tego, by wbił się głową w sufit, a bicie jego serca było słychać chyba na drugim końcu pokoju. Na szczęście po chwili wrócili rodzice ze swoimi sprawami i atmosfera się nieco rozluźniła. Wszyscy uważnie słuchali o opowieściach wędrowca o AvLee, odległym i egzotycznym kraju elfów. No może Gris nie słuchał, bo miał tylko wzrok wlepiony w długouchego. Wszyscy dobrze wiedzą, że elfy są bardzo atrakcyjne, nawet mężczyźni. Chłopak uważnie obserwował elfa. Podobało mu się specjalnie to, że mężczyzna ten miał długie blond włosy. Podobało mu się ogółem, jak jakiś chłopak/mężczyzna miał długie włosy, według niego twarz takiego nabierała uroku. Młodzieniec jednocześnie czuł się nieco dziwnie obserwując tego elfa. Chciał do niego podejść, zrobić cokolwiek w kierunku tej osoby, ale jakaś wewnętrzna bariera go blokowała. Czasami tak miewał, że chciał coś zrobić, ale w pewien sposób bał się tego. Choć nie zdarzało mu się często chcieć czegokolwiek, nie mówiąc już o zachciankach materialnych. Wszystkie swoje oszczędności odkładał, zbierając "na coś, ale nie to", a według niego nawet najprzyjemniejsze "to" nie było wiele warte. Jeśli nawet jak czegoś chciał, to ktoś inny musiał go utwierdzić w tym przekonaniu, a nawet jawnie go zmusić do zrobienia danej rzeczy. Niektórzy nie potrafią znieść tego, ze ktoś nimi manipuluje, ale Gris potrzebuje być manipulowanym, bo jedynie wtedy może mieć jakąś pewność, że robi coś dobrze, a nawet jeśli nie, to przynajmniej będzie miał na kogo zwalić winę. W sumie nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać: potrafi samodzielnie oddychać, mrugać, a nawet mówić... Ale z resztą jest problem.

Jednak zdarzało mu się wyjść tak gdzieś raz na miesiąć z domu w innym celu niż pójść do szkoły. Raz na ten przykład wybrał się na spacer po mieście. Wszedł do jednej z karczm. Było tam wielu ludzi, a niektórzy wyglądali... Em... Niezbyt przyjemnie. I patrząc na takich niezbyt przyjemnych ludzi, będąc w ukryciu swojej pozornej powszechności, zaczął się zastanawiać nad tym, ilu z tych ludzi, to np. złodzieje. I ten temat go zastanowił. Złodzieje. Może byłby nawet w ich fachu dość dobry. Postanowił to sprawdzić. Zerknął po ludziach zebranych wewnątrz, szukając tych, co niezbyt pilnują swoje rzeczy. Ale nie chciał ukraść nic cennego, raczej chciał wynieść coś, co racja, czyjeś było, ale nie było zbyt wartościowe. I Gris dostrzegł jakiegoś podchmielonego jegomościa, któremu się sztylet nieco wysunął zza pasa. Okazja była idealna. Ruszył typowym dla siebie szybkim krokiem. W karczmie tej było dość dużo ludzi, więc musiał się nieco przeciskać i ocierać o różnych ludzi, ale to tylko ułatwiło mu sprawę. Gdy przeciskał się między swoją ofiarą a kimś jeszcze, szybkim ruchem ręki wyjął sztylet zza pasa niczego nie śwaidomego miłośnika piwa, po czym szybko ukrył swą zdobycz za swoim paskiem i przecisnął się w stronę wyjścia.

Ale szczęście długo mu nie dopisywało. Było już trochę ciemno. Gris właśnie szedł do swojego domu, kiedy zza rogu wyskoczył jakiś człowiek z chustą na twarzy i dziwną czapką i wybełkotał coś o pieniądzach okraszając to różnego rodzaju wulgaryzmami. I wtedy chłopak się zdenerwował. Bez słowa cisnął mu niedużym płomieniem w twarz, a przypominając sobie, że miał przy sobie sztylet, to postanowił z niego skorzystać i dać łotrowi nauczkę. jednym ruchem ręki wyciągnął sztylet, wykonał nim dość zamaszysty ruch upewniając się, że ostrze na pewno zrobi rozbójnikowi krzywdę (choć nie przejmował się zbytnio celowaniem) i schował sztylet na swoje miejsce. A bandyta stał przez chwilę osłupiały z palącą się głową, po czym padł na ziemię krztusząc się własną krwią. Gris dopiero po chwili zauważył, że rozciął biedakowi gardło, a gdy ten skonał pomyślał sobie tylko: "Nie no, on zdechł. Zabiłem człowieka. Pięknie. Ja tego nie przeżyję" po czym się zaśmiał ze swojej myśli, ale zaśmiał się tylko chwilę, bo rozumiał powagę tej sytuacji. Popędził do swojego domu. Rodzice jak zwykle o tej porze spali. Pewnie nigdy nie dowiedzą się, co się stało tej nocy, pewnie będą myśleć, że ktoś porwał ich syna. Cóż... Chłopak nie ma wyjścia. W tym miasteczku ludzie nie są pobłażliwi dla morderców, a ich rodziny są napiętnowane społecznie. W sumie nie chodziło mu o uratowanie rodziny, a raczej o uniknięcie "sądów", jakie tu sprawowano nad takimi jak on. Postanowił wziąć ze sobą tylko swój podręcznik szkolny, który jest nie tylko o magii, ale również trochę o zielarstwie i o innych rzeczach, które mogłyby się przydać. No, może jeszcze swoje (dość pokaźne jak na dziecko) oszczędności, jeden z tych nigdy nie używanych przez rodziców magicznych zwojów... I ten nieszczęsny sztylet. I opuścił progi swojego domu, już na zawsze.

Decyzja ta z początku go przerastała, ponieważ nie umiał zbyt dobrze sobie radzić. Na szczęście nieregularne i nieczęste pożywianie się nie było dla nim niczym nowym. Wbrew zaleceniom wszystkich medyków jadał tylko raz, może czasem dwa razy dziennie, więc nie musiał się przyzwyczajać do mniej obfitych posiłków. Z czasem nauczył się czegoś, czego nie umiał nigdy wcześniej, nauczył się prosić ludzi o pomoc, kiedy jej potrzebował. Wiele wędrował, a raczej błąkał się bez celu zupełnie jak po pokojach własnego domu, jak po ulicach swojego miasta, nigdzie nie chciał się zatrzymać na dłużej.. Dziwnym trafem natykał się głównie na ludzi uprzejmych, uczynnych, dobrotliwych, którzy chcieli mu pomóc. A jak nie chcieli mu pomóc, to czasami sam pomagał sobie, "pożyczając" potrzebne rzeczy. Nie robił tego dla zysku, ale po to, by tylko przetrwać. Wiedział, że jeśli zacznie kraść dla przyjemności, zysku, to wszelkie granice moralności mu się rozmyją, a tego nie chciał. Chciał być w miarę możliwości normalnym człowiekiem, choć wiedział, że to też nigdy nie będzie do końca możliwe.

Pewnego dnia znalazł się w jakimś mieście portowym. Pomyślał, że może będzie dobrze oderwać się od kontynentu na jakiś czas, może wreszcie odnajdzie trochę spokoju na jakimś zadu... Ekhm... W jakiejś małej, spokojnej wiosce z dala od potencjalnych zagrożeń. Wkradł się na statek, ukrył w ładowni i całą podróż spędził na ukrywaniu się przed załogą statku oraz uszczuplaniu zapasów jedzenia i wody pitnej. Gdy statek dopłynął na miejsce chłopak po cichu wydostał się ze statku poprzedzając to uzupełnieniem zapasów żywności - kilka garści suszonego mięsa i sucharów powinno mu wystarczyć na kilka dni...

Huh... Trochę przydługa wyszła mi ta biografia... Coś pokroju tekstów z kampanii w H4...

EDIT: A tak mniej więcej wygląda.

Eniphoenix PW
30 marca 2010, 22:39
Cóż... ja też się zgłoszę.

Imię: Ygares Silsher

Rasa: Mroczny Elf

Płeć: Mężczyzna

Ekwipunek:
-zdobiony sejmitar
-daga (sztylet)
-pożywienie: bochen chleba, kawałek sera, jabłko i bukłak wody
-krzesiwo i hubka
-pierścień z ametystem

Ubiór:
-czarny płaszcz z kapturem
-płócienna koszula
-skórzany kaftan, nogawice i buty

Umiejętności:
-Walka sztyletem (6)
-Walka czymśtam sejmitarem (6)
-Kondycja (Wytrzymałość) (4)
-Ultrawizja

Biografia:
Ygares jest raczej przystojnym, wyglądającym dość młodo mrocznym elfem. Jego skóra jest ciemna, jak zwykle u mrocznych elfów. Ma on czarne włosy, opadające na ramiona. Tęczówki mrocznego elfa są w kolorze brązowym. Na twarzy, poza blizną na lewym policzku nie widać żadnych skaz, czy niedoskonałości. Można zauważyć jedynie krótki zarost, bowiem elf stara się doprowadzać twarz do porządku przy każdej okazji.

Charakter Ygaresa nie jest zbyt przyjemny. Zależy mu na tym, aby zarobić i przeżyć - czasem z tego powodu wbija przysłowiowy nóż w plecy. Jeśli jednak ktoś naprawdę przypadnie mu do gustu, nie zdradzi go nawet za dużą ilość złota. Elf posiada jakieś poczucie humoru, jednak jest ono daleko różne od poczucia humoru krasnoludzkiego pijaczyny. Nauczył się w swoim życiu, że świat jest okrutny, więc często jest zimny i cyniczny.

Mroczny elf pochodzi ze średnio zamożnej rodziny szlacheckiej. Silsherowie byli dość szanowanym w mieście rodem. Jednak i oni posiadali swoich wrogów. Ygares w młodzieńczym wieku boleśnie się o tym przekonał. Gdy pewnego dnia wrócił do swego domu, zastał tam martwych rodziców oraz służbę. Mroczny elf miał wtedy istny mętlik w głowie. Smutek po stracie rodziny, nienawiść do nieznanego zabójcy, chęć zemsty na wrogach, niepokój o to co będzie dalej. Najchętniej spróbowałby wtedy znaleźć tego, który dokonał zabójstwa i odpłacić mu należycie. Po kilkunastu minutach rozsądek wziął jednak górę nad emocjami. A rozsądek kazał mu uciekać z miasta. Nie mógł tam dłużej zostać. Tak też zrobił. Sprzedał rodzinną posiadłość, kupił potrzebne rzeczy i pod osłoną nocy uciekł z miasta najszybciej, jak tylko mógł.

Młody Silsher był zagubiony. Nie wiedział, co robić dalej. Nie miał już wspierającej go rodziny, ani służby spełniającej zachcianki. Przez pewien czas żył z pieniędzy, które ze sobą zabrał. W końcu jednak zaczęły się one wyczerpywać. Wtedy podjął decyzję. Musiał jakoś przeżyć, więc musiał się jakiegoś zajęcia wyuczyć. Mroczny elf został najemnikiem. Dzięki reszcie pieniędzy znalazł odpowiednich ludzi i nauczył się walczyć przy pomocy sztyletu oraz sejmitara. Pierwsza ze sztuk wychodziła mu lepiej, jednak z tej drugiej też co-nieco potrafił. Sprawił sobie też pierścień z ametystem. Zawsze bowiem, gdy spoglądał na te kamienie, czuł pewne ukojenie.

Przez następne lata Ygares żył jako najemnik. Czasem jego zadanie polegało na usunięciu po cichu niewygodnej osoby, a czasem po prostu na wsparciu swoim sejmitarem. Gdy został zaproszony na Szmaragdową Wyspę, dopatrzył się w tym okazji do zarobku, tak więc ochoczo z zaproszenia skorzystał i wyruszył na wyspę.

Ygares
sama gęba Ygaresa


Field PW
30 marca 2010, 23:41
Imię: Maya Gloss

Rasa: Człowiek

Płeć: kobieta

Ekwipunek:
Sztylet
Jedzenie: suszone ciasto, suszone mięso, suszone owoce, bukłak z wodą, ogólnie wystarczy na jakieś 3-4 dni
Kusza
Kaftan skórzany
Pierścień z ametystem

80 sztuk złota

Ubiór:
Zielona suknia (prosta, ale starannie uszyta)
Skórzane pantofle
Pasek ze złotą klamrą
Czarny płaszcz z kapturem




Biografia:

"Ale dlaczego, mamo?"

To pytanie towarzyszy Mayi od dzieciństwa. Na początku słyszała tylko "Uśmiechaj się, bądź grzeczna, damie nie przystoi takie zachowanie jak twoje".
Potem słyszała więcej poleceń, które wcale nie były przyjemniejsze.

Maya Gloss pochodzi z poważanej rodziny szlacheckiej ze Steadwick. Jej rodzina od zarania dziejów kręciła się wokół miejscowych władców, cały czas bogacąc się na pochodnym handlu artefaktami. W końcu Maya, jako jedyna córka (za to posiadająca dwóch braci, z których jeden był - jej zdaniem - podlejszy od drugiego), zaczęła być przysposabiana do zamążpójścia. Niestety, głównie dlatego, że jej rodzice jednak nie należeli do najprzyzwoitszych ludzi, już w wieku czternastu lat dziewczyna została zmuszona do stracenia wianka wraz z jednym z kontrahentów rodziców.

Ten horror skończył się jednak - na szczęście - bardzo szybko. Maya poskarżyła się braciom, a ci, o dziwo, zareagowali. Kolejny kochanek został znaleziony w zaułku koło domu. Rodzice natomiast zostali postawieni pod sąd i skazani na kilka lat więzienia za niedopatrzenie pewnych zasad.

Wtedy to kuratorem dziewczyny i jej braci został stary naukowiec z Bracady. Thomlyn jednak dał szybko sobie spokój z wychowywaniem rozpieszczonej i złośliwej Mayi i skupił się na porządnym wykształceniu dziewczyny oraz próbach wyciągnięcia jej z załamania psychicznego.

Skończyło się na tym, że Maya obecnie ma 18 lat. Jest młodą, upartą dziewczyną, która nie zna odpowiedzi "nie". Jej egoistyczne odruchy pogarszane są tym faktem, że Maya cierpi na syndrom Piotrusia Pana i... wcale jej to nie pomaga. Czasem potrafi być bezwzględna i wyrachowana, a czasem potrafi się zniżyć intelektualnie do trzylatka. Tak naprawdę Maya jest na dłuższą metę nieobliczalna.

Te wady charakteru rekompensuje jednak fakt, że dziewczyna doskonale poznała historię i geografię okolicznych krain. Liznęła też teoretycznie trochę podstaw magii, przede wszystkim powietrza, jednak nie na tyle, by się nią zainteresować i rozwijać w tym kierunku. Maya zna się dobrze na sztuce, ma również całkiem niezłą wprawę w sprzedawaniu antyków i kupowaniu ich. Walczyć jednak praktycznie nie umie - choć przyzwoicie posługuje się kuszą i jest w miarę znośną łuczniczką.

Pierwszy lepszy człowiek, jaki by ją napotkał, prawdopodobnie by ją tak opisał:
"Ruda piękność, która cię mierzy wyzywającym spojrzeniem. Trudno powiedzieć, czy kryje się w nim obietnica, czy pogarda. Bardziej jednak uderza fakt, że zależnie od humoru może cię wykorzystać i porzucić, a może się też tak przywiązać, że przejdzie na piechotę przez cmentarzyska Deyja, żeby tylko cię wykopać z najdalszego grobu po twojej śmierci. Piękna, harmonijnie zbudowana, kryje tylko jedną skazę - złamaną i źle zrośniętą w trakcie jej pierwszej wyprawy samopas nogę, przez co kuśtyka."

Maya przypłynęła na Szmaragdową Wyspę w jednym celu - miała dość współdzielenia majątku z braćmi, tym bardziej, że zaczynali oni coś przebąkiwać o zamążpójściu. Dziewczyna natychmiast spakowała się i wyruszyła w poszukiwaniu szczęścia. Gdy dotarła do Lasu Tulareańskiego, usłyszała o organizowanym przez Jacoba turnieju. Jasne jest, że zamierza ona zgarnąć główną nagrodę, za którą ustatkuje się i będzie w stanie wieść samodzielne życie gdzieś na północy kraju. Niewolnika też byłoby dobrze złapać. Nawet kilku. Stąd też Maya gotowa jest nie działać w pojedynkę, choć ten szczegół akurat skrzętnie ukrywa.




f!eldf!eldQuba, mind your writing skills.


EDIT: Biografia może ulec rozszerzeniu, jednak dopiero z czasem odkrywania detali o życiu Mayi :P

Irhak PW
31 marca 2010, 15:01

Imię: Irhak

Rasa: Anqietas/człekopodobny

Płeć: Męska

Ekwipunek:
- laska,
- Dimension Ring, (pierścień wymiarów)
- księga "zaklęć",
- niesprawny pistolet,
- paczka ususzonych ziół

95 szt. złota

Ubiór:
- długa czarna peleryna połyskująca w świetle księżyca,
- czarna tunika, która zdaje się pochłaniać światło (A co mi tam ;))
- pas z czarnej skóry,
- czarne buty ze skóry Wielkiej gorgony

Biografia:
Były ascendent. Po wojnie na wyższych planach egzystencji pozostał sam. Postanowił przybrać na nowo postać człowieka, jednak musiał zapłacić ogromną cenę - większość jego wiedzy o wszechświecie jak i o jego przeszłości znikła...

Pamięta urywki dzieciństwa i późniejszych dziejów: spokojne życie, straszliwa plaga, którą przeżył ascendując, wielka wojna ascendentów, opadanie i... to wszystko! Wie jednak, że swego czasu był wielkim naukowcem, maszyny nie stanowią dla niego tajemnic nawet teraz, ale przemierza świat w poszukiwaniu ukojenia...

Interesuje go magia pod każdą postacią. Instynktownie wyczuwa moc ziół. W swojej wędrówce stara się pomóc innym. Zwłaszcza, gdy sami nie mogą zadbać o siebie...

Jego pierścień potrafi go ukryć w każdym terenie, ale Irhak nie wie kto jest odpowiedzialny za to cudo - on czy magia... Pistolet ma wyryty napis: "Nou ani Anquiedas". Czytając go zastanawia się, czy także inne napisy potrafi tak łatwo zrozumieć jak ten - "jesteśmy Pradawnymi".

Pomagając ludziom dostaje od nich zawsze jakiś dowód wdzięczności - czasami jest to po prosty skromny posiłek, czasami kilka złotych monet, a czasami była to nawet część jego dzisiejszego ubioru.

Prorokować co prawda nie umie, ale miał sen, w którym był wzywany na Szmaragdowe Wyspy. Tam dowiedział się o rozpoczynającym się turnieju. Ma nadzieję, że w końcu ukoi swą niespokojną duszę, ale ma dziwne przeczucie, że zabawa dopiero się zaczyna i będzie przebował całej swojej obecnej wiedzy zarówno technicznej jak i tej, którą zdobył podróżując przez tereny barbarzyńców i mhrocznych elfów...

Wiewek PW
31 marca 2010, 19:25
Dawno mnie tu nie było. Mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętacie.

Ja również się zgłoszę. Nigdy nie brałem udziału w czymś takim, ale chętnie spróbuję.

imię: Marcus Dixon
rasa: człowiek
płeć: męska

ekwipunek:
- sztylet
- jedzenie na 3 dni + bukłak z wodą
- 57 sztuk złota
- dziennik + pióro i buteleczka z atramentem
- łuk + parę strzał

ubiór:
- ciemnozielona koszula i spodnie ze skórzanym pasem
- ciemny płaszcz
- skórzane buty

-----

Marcus urodził się 34 lata temu w niewielkiej wiosce niedaleko Harmondale jako syn najzwyklejszego w świecie rolnika. Jego młodszy brat zmarł z powodu szalejącej zarazy, a matka parę dni potem z tych samych przyczyn. Często musiał pomagać ojcu w polu.

Pewnej mroźnej, bezśnieżnej zimy wilki w poszukiwaniu pożywienia krążyły niedaleko wsi. Nastoletni Marcus zgłosił się na ochotnika do ochrony składu z mięsem, choć na walce całkowicie się nie znał. Gdy wilki zaatakowały, młodzieńcowi udało się powalić jednego psa za pomocą wideł. Wilki zaczęły uciekać, a parę osób pogoniło za nimi, w tym Marcus. Chciał zatłuc jeszcze jednego zwierzaka, lecz ten zdołał zgubić nastolatka w lesie. Zmęczony pościgiem, zapomniał drogi powrotnej do domu. Błąkał się pomiędzy drzewami przez całą noc i kolejny dzień.

Wygłodzony i zmarznięty trafił wieczorem do klasztoru. Kapłani przygarnęli go i zaopiekowali się nim. Spędzał tam czas na nauce czytania, pisania oraz modlitwach. Nie chciał wracać na farmę, choć tęsknił za ojcem. Wolał zostać tu, gdzie jest. Klerycy zaczęli uczyć go uzdrawiania, ale szybko stało się jasne, iż nie ma do tego predyspozycji.

W klasztorze spędził parę lat. Coraz lepiej szło mu pisanie i czytanie. Oglądał również mapy Antagriarchu. W wieku około 17 zdecydował się opuścić to miejsce, aby zwiedzić trochę świata, który zobaczył na pergaminie. Ruszył w stronę Steadwick Kiedy szedł drogą, zajadając słodziutkie jabłka, które uwielbia, napadli go bandyci. Zabrali mu wszystkie złote monety, pożywienie i właśnie mieli go zabić, gdy wtem na trakcie pojawił się pewien człowiek. Zobaczył on, co robią zbóje, więc wyciągnął z pochwy miecz i rzucił się na nich. Po zaciętej walce ostatni przeciwnik padł martwy. Marcus dziękował wojownikowi z całego serca. Ciras, bo tak nazywał się ów człowiek, nie chciał podziękowań, mówił, że to jego obowiązek bronić słabszych. Wojownik również zmierzał do Steadwick, więc Marcus z nowym towarzyszem poszedł dalej.

Marcus i Ciras zaprzyjaźnili się. Pomagali sobie nawzajem w potrzebie i wspierali. Młodzieniec uczył się od Cirasa walki sztyletem, gdyż miecza by nie udźwignął. Dotarli do stolicy. Marcus kupił sobie dziennik, pióro i buteleczkę z atramentem. Postanowił zapisywać w nim wszystkie potrzebne rzeczy. Razem z przyjacielem zwiedził już całą Erathię, Tatalię, pół Avlee, kawałek Krewlodu i część Bracady. W tym ostatnim miejscu 32-letni jeszcze raz próbował uczyć się magii. We wszystkim szło mu beznadziejnie oprócz magii powietrza. Nauczył się jej podstaw. Przyszło mu to z trudem, ale uparcie dążył do celu.

Około 3 miesiące temu od dnia dzisiejszego, niedaleko Steadwick, wywiązała się walka z dużą grupą bandytów. Dwaj przyjaciele pokonali przeciwników, lecz Ciras odniósł bardzo ciężkie rany i zmarł. Przed śmiercią podarował przyjacielowi swój sztylet. Marcus przez długi czas nie mógł się pozbierać po śmierci wojownika. Dopiero tydzień temu się pozbierał. Uznał, że nie można tak dalej żyć i musi wrócić do postawionych sobie celów. Zechciał odwiedzić Szmaragdową Wyspę, a zaproszenie Jacoba van Jacoba wydało się w porządku. Szkoda tylko, iż przez nieczytelne pismo Jacoba nie doczytał o zawodach…

Marcus jest uparty, ciekawy świata i szybko się uczy. Całkiem nieźle walczy sztyletem, trenuje posługiwanie się łukiem, zna parę czarów magii powietrza, posługuje się biegle w języku ludzi, elfów i krasnali. Czuje wstręt do nieumartych. Kiedy dowie się czegoś interesującego dla niego, zapisuje jak najszybciej odpowiednie notatki w dzienniku. Nie potrafi gospodarować funduszami, zbytnio ufa innym.

Wygląd

Solmyr PW
31 marca 2010, 20:50
Imię i nazwisko: Nessa Immal

Rasa: Półelf

Płeć: Kobieta

Ekwipunek:
Łuk z Verloru
Kołczan (30 strzał)
Księżycowy Medalion
Sakwa z ziołami
Kaftan z wiwerniej skóry

Ok. 50 sztuk złota

Ubiór:
Brązowe, skórzane spodnie
Zielony płaszcz ze srebrzystą zapinką
Wysokie buty

Umiejętności:
- łucznictwo (7)
- zielarstwo (5)
- magia ognia (4)
- uwodzenie

Biografia:
Życie nie rozpieszczało Nessy. Już nawet przed narodzinami, w łonie swojej matki, była wytykana przez co niektóre bardziej konserwatywne elfki. Bękart! – szeptały z grymasem na twarzy. Słowa te napawały serce rodzicielki Nessy, Meę, bólem. Jej dziecko bowiem jest owocem prawdziwej miłości. Mea nigdy nie sądziła, że zakocha się w człowieku, los jednak chciał inaczej. Gdy na jej drodze stanął Roderic, pokochała go od pierwszego wejrzenia. Kiedy na świat przyszła Nessa, zawładnęła życiem rodziców. Była uroczym dzieckiem, po matce miała brązowe, proste włosy, po ojcu zaś – głębię modrych oczu. Lecz nawet miłość nie jest w stanie przeciwstawić się siłom natury. Gdy Rodericowi siwiała głowa, Mea była wciąż niemal tak samo młoda… Nessa była młodą dziewczyną, kiedy ze starości umarł jej ojciec. Jednak już wtedy wiedziała, że nie popełni błędu matki.
Mea pozornie odejście ukochanego zniosła bardzo dobrze, jednak jej wnętrze rozdzierał ból. By jakoś sobie z nim radzić, zabierała córkę na długie polowania na wiwerny, których mnóstwo roiło się w okolicy. Z czasem strzelanie z łuku stało się największą pasją Nessy. Na 50 urodziny, które stanowiły granice dzieciństwa, matka ofiarowała jej swój łuk. Oprócz strzelania, Nessa, pod okiem swojej babki, zgłębiała tajniki zielarstwa. Nie była to jej wielka pasja, jednak z chęcią wypuszczała się do lasu w poszukiwaniu ziół. Pewnego razu stara elfka wysłała ją po liście ognistej tamaryny. Nessa dobrze się przygotowała do wyprawy, gdyż roślina ta rosła w miejscu oddalonym o 8 godzin drogi. Wędrówka przebiegała sprawnie, dziewczyna umiała odnaleźć drogę, której niewprawne zmysły by nie dostrzegły. Z daleka ujrzała poszukiwany krzew, jego jaskrawo pomarańczową barwa kontrastowała z wszechobecną zielenią. Pamiętając o nauce babki, najpierw oblała krzew wodą, zerwała kilka liści i owinęła je w natłuszczony pergamin.
W drodze powrotnej cień przeszył jej serce. Oparła dłonie o pień i poczuła ból lasu. Jakieś okropne pogwałcenie natury wydarzyło się nieopodal. Biegła szybko, zdając się na instynkt. Jej lęk zwiększał się z każdym krokiem, gdyż nogi niosły ją do wioski. Gdy wyczuła swąd dymu, przyspieszyła jeszcze bardziej. Okropne płomienie strzelały w górę z dachów domów. Nessa wpadła do rodzinnej miejscowości, kierując się do domu. Wewnątrz leżała w kałuży krwi, ze strzałą w brzuchu jej matka.
Jak dobrze, że zobaczę twoją twarz, zanim odejdę… – Mea głos wydobywała z wielkim trudem – Proszę, weź to – i zerwała z szyi medalion z wizerunkiem sierpu księżyca, po czym zamknęła oczy. Nessę wstrząsnął szloch. Przytuliła się do matki, pozwalając, by jej łzy wsiąkały w bluzkę elfki. Nagle z sufitu spadł na twarz dziewczyny kawałek rozżarzonego węgla. Ból przypomniał jej, gdzie się znajduje i co się stało. Wyniosła ciało matki i ułożyła z dala od ognia. Pobiegła do domu babki. Ta jednak była w jeszcze gorszym stanie niż matka. Zdołała wyszeptać tylko 2 słowa. –Ukarz ich…jej serce zagorzało gniewem. Ułożyła ciało nestorki obok matki i poszła w głąb wioski. Palący gniew musiał znaleźć ujście… i dość szybko znalazł. Dostrzegła wychodzącego z domu człowieka, bez mrugnięcia okiem, przeszyła jego serce strzałą, zanim wydał z siebie jakikolwiek dźwięk. Szła dalej, strzelając do niczego niespodziewających się oprawców. Nagle ktoś zaszedł od tyłu i złowieszczo się zaśmiał. – Jeszcze jedna dzikuska. Był zbyt blisko, by mogła naciągnąć nową strzałę i rozpruć mu trzewia. Wiedziała jednak, że coś musi zrobić. Intuicja kazała jej zajrzeć do torby, przypomniała sobie, że ma tam ognistą tamarynę. Gdy tylko dotknęła ziela, wewnątrz niej zapłonął żywy ogień. Łotr widział, że dzieje się coś dziwnego i zaczął się wycofywać. Za późno jednak, Nessa wytężając siłę woli, skanalizowała energię i skierowała ją w ognistej formie w grabieżcę. Poczuła, że odtąd łuk i ogień będą towarzyszyć jej w misji zleconej przez babkę. Zanim Nessa wyruszyła w drogę, pochowała krewne i zebrała najpotrzebniejsze rzeczy.
Nogi powiodły ją do Steadwick. Zanim jednak tu dotarła, kilku rabusiów wąchało kwiatki od spodu. W stolicy Erathii budziła niejaką ciekawość. Ciągłe spojrzenia nieco ją irytowały, toteż zdecydowała się ruszyć dalej, nie wiedziała jednak dokąd. Pomysłu dostarczył jej pobyt z karczmie. Pewien mężczyzna chwalił się barmanowi, że dostał zaproszenie od jakiegoś Jacoba na Szmaragdową Wyspę. Wydał się on Nessie nader głupi, zdecydowała, że jej to zaproszenie przyda się bardziej. Pomysł, w jaki sposób je zdobyć, przyszedł sam. Już od jakiegoś czasu ów mężczyzna rzucał jej bezczelne spojrzenia. Nessa odrzuciła kaptur, część włosów opadła jej na twarz, zasłaniając bliznę, założyła nogę na nogę i posłała człowiekowi spojrzenie spod rzęs. Poczuła się przy tym jak ostatnia idiotka, ale cel wydał się ważniejszy niż samoocena. Mężczyzna zbliżył się z kuflem i lubieżnie wyszczerzył zęby. Dziewczyna odczuła wstręt, jednak nachyliła się ku niemu i wyszeptała kilka słów w języku elfów, doprawiając jego trunek pewnym ziołem. Gdy człowiek wychylił kufel do końca, jego oczy zaszły mgłą. Wtedy Nessa powiedziała mu, by oddał jej zaproszenie i poszedł spać, co mężczyzna posłusznie uczynił. Ściskając w dłoni kartkę, czuła jak jej policzki płoną z zażenowania. Szybko opuściła przybytek i poszła prosto do portu. Kapitan zabrał ją na pokład i powiedział, że na godzinę wypływają.
Cel uświęca środki – pomyślała i zasnęła. Gdy się obudziła, byli już na miejscu.

Nessa wie, czego chce i jest stanowcza. Łatwo ją rozgniewać, szczególnie nieudolnością i brakiem zdecydowania. Może się wydawać, że jest oziębła czy wręcz oschła. W jej wnętrzu bije twarde i dumne elfie serce, zahartowane w płomieniach niszczących jej wcześniejsze życie.

Wygląd

Quba Drake PW
31 marca 2010, 22:04
Dobrze więc ;] Już wybrałem swoich faworytów, a są nimi:
- Trith
- Solmyr
- F!eld
- Hobbit
- Eni

Więc teraz pora rozdać skille.

Trith jako, iż według mnie napisał najlepsze podanie otrzymał ode mnie:
- skradanie (9)
- kradzież (6)
- walka sztyletem (6)
- zielarstwo (3)

Extra skill - podstawy magiczne*

- postać nie ma problemów z rzucaniem zakleć ze zwojów itp. jednak nie poświęcając się żadnej z magii nie zna żadnych czarów na pamięć.


Solmyr:
- łucznictwo (7)
- zielarstwo (5)
- magia ognia (4)

Extra skill - uwodzenie - no wiadomo o co chodzi ;]

F!eld:
- kupiectwo (6)
- rzeczoznawstwo (6)
- kusznictwo (4)
- magia powietrza (4)

Extra skill - znajomość geografii Antagarichu - postać ta potrafi zorientować się w terenie oraz szybko zapamiętuje mapy.

Hobbit:
- oswajanie zwierząt (4)
- sztuka przetrwania (8)
- kondycja(wytrzymałość) (5)

Extra skill - podstawy magiczne.

Eni:
- walka sztyletem (6)
- walka s...czymś tam (6)
- kondycja (wytrzymałość) (4)

Extra skill - Ultrawizja - postać widzi w nocy tak samo jak w dzień


No to ^^ Przygotujcie się ;] Jutro zaczynamy

Hobbit PW
31 marca 2010, 22:08
Jak dobrze rozumiem Robak jest pod moją kontrolą? :P

Quba Drake PW
31 marca 2010, 22:11
Owszem masz na niego wpływ jako pan... ale mimo to... No wiesz to jest zwierze ;] Możesz wydawać mu polecenia.

Field PW
31 marca 2010, 22:11
Dobra, jak znajdę chwilę, to wam przeedytuję te karty postaci zgodnie z tym, co napisał Quba. Chyba że sami się tym zajmiecie :P

Wiewek PW
1 kwietnia 2010, 08:26
Trochę szkoda, że mnie nie wybrałeś. Bardzo chciałem spróbować. Trudno. W końcu się uda. Jak nie tu, to gdzie indziej. :]

Field PW
3 kwietnia 2010, 23:18
W międzyczasie: jest możliwość ustawienia (na sztywno, bo na sztywno, ale zawsze) awatarów i nicków graczy, zgodnie z mordkami i imionami ich postaci w danym temacie sesji.

Oznacza to, że w tematach z grami mielibyście zmienione avatary i nicki. Więc kto jeszcze nie ma portretu w karcie postaci - do roboty :P

Trith PW
14 kwietnia 2010, 22:22
Mam jedno pytanie: Czy aktualnie moja postać też jest na zewnątrz karczmy? Bo napisałem, że w miarę możliwości moja postać postanowiła zaczekać w karczmie, chyba, że Jacob osobiście (lub za pośrednictwem wspomnianego już raz ogra) wyprowadził wszystkich z karczmy.

Pytam się, żeby nie napisać znowu jakiegoś głupstwa.

Field PW
17 kwietnia 2010, 18:23
Od jutra do kolejnego poniedziałku (wstępnie) nie ma mnie na gg, a neta będę miał tylko do środy wieczorami.

Nie muszę więcej komentować? ;)

Quba Drake PW
18 kwietnia 2010, 13:21
Trith ^^ Jak wszyscy to wszyscy ;] Możesz jednak napisać, że zostałeś w karczmie.

Irhak PW
30 czerwca 2010, 22:55
Czy ktokolwiek wie co się dzieje jeszcze z tą sesją? Nie ruszyła od... 18 IV!

Field PW
30 czerwca 2010, 23:07
Cóż, Qubę wcięło.

Quba Drake PW
15 stycznia 2012, 21:22
Pełen dobrych i złych wspomnień wracam do Groty... Choć od kwietnia roku 2010 nie widziałem sensu dalszego egzystowania tutaj, ani nigdzie indziej, gdyż miałem pewne problemy po których się dosyć długo nie umiałem pozbierać ( tak, po tych wydarzeniach chciałem zostać księdzem i mieć płeć żeńską z głowy).
Co Cię nie zabije to wzmocni...a co nie wzmocni to zabije... Chciałem wrócić wcześniej, że tak powiem na konwencie, ale szef nie dał mi wolnego. Bywa i tak…
I wiecie co powiem, wróciłem, bo tutaj wszystko się zaczęło ;]

Ok. dosyć tych sentymentów… Nie lubie zostawiać, niedokońzonych spraw… Więc kto nadal chce, niech napisze posta o treści "Jestem", "Obecny" itp...

F!eld jeśli nikt się nie zgłosi… To poślij tą sesje w czeluście piekieł .

Pozdrawiam.
Quba Drake...


temat: [OGÓLNY] Szmaragdowa Wyspa

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel