Kwasowa Grota Heroes VIIMight & Magic XDark MessiahHorn of the AbyssHistoria Światów MMSkarbiecCzat
Cmentarz jest opustoszały
jesteś zalogowany jako Nieznajomy
zaloguj się    załóż konto
Nieznane Opowieścitemat: [RPG] Ostatni bal - zusammen do kupy
komnata: Nieznane Opowieści
strona: 1 - 2 - 3 - 4

Hobbit PW
10 marca 2010, 20:03
Krasnolud wybałuszył oczy, zmarszczył brwi, nadął policzki, nałożył dolną wargę na górną, splótł ręce, stanął na lewej nodze i przekrzywił się nieco na prawo, następnie przeczekał w takiej pozycji jakieś pół minuty i wrócił do normalnego stanu.

Po takiej "medytacji" przypomniał sobie o Caraldzie. I o złym rycerzu.

- Okno - rzekł Thordamh do wszystkich zgromadzonych.

dambibi PW
11 marca 2010, 13:58
Sirrina wyciągnęła rękę z palcem wskazującym do przodu i zaczęła się obracać i krzyczeć na głos: Artefakt!

Nagle wskoczyła krasnalowi na plecy i powiedziała:Naprzód dzielny Bucefale !OKNOKNOKNOKNO!

Field PW
19 marca 2010, 22:05
Manfred uśmiechnął się pod nosem, kiedy usłyszał służącego.
A obszczerzył się, gdy wampir doszedł do głosu.

- To co, idziemy na górę? - spojrzał na Sirrinę i Thordamha i zwątpił. Popatrzył na babcię, babcia popatrzyła na niego.

Czarodziejka zamrugała oczami, walnęła:
- Szukam. Sygnału. - po czym oczy jej rozbłysły i krzyknęła: - Nie okno! Prosto! Tam! - i wskazała w prawo.

Babcia ruszyła, zaraz za nią poszedł Manfred. Altarion wzruszył ramionami i poczłapał smętnie w kierunku zasugerowanym przez tę zdziczałą amazonkę. Lan westchnęła i również ruszyła, po niej zaś reszta ekipy.

Tylko Thordamh po paru metrach stanął sztorcem, zrzucił z siebie Sirrinę i warknął:
- A sama sobie idź.

Sirrina momentalnie ruszyła przed siebie. Prosto, prosto, i nagle w prawo. Przed nimi znajdowała się spiralna klatka schodowa wiodąca w górę.

Altarion i Erminus podnieśli głowy do góry. Z piętra wyżej dochodziło dziwne... nie brzęczenie. Jakby wytłumiony róg z kimś o bezdennych płucach dmącym weń. Popatrzyli się po innych, jednak reszta nie sprawiała wrażenia, jakby coś słyszała. Dopiero, gdy ich spojrzenia zetknęły się...
- Magia. - wyszeptał Altarion.
- Cicho. - wyszeptał Erminus.
- CO WY TAM ZNOWU? - wrzasnęła babcia.
- O, drakuś. - uśmiechnęła się Lan. Po chwili zastanowienia złapała za wiszący gobelin, jakimś cudem nadpruła go z jednej strony i zerwała. Dopadła do gadziny i, nim ta zdążyła zareagować, zrobiła mu ładną smycz ze sobą u drugiego końca.
Gad zgłupiał.
A Lan, rozpromieniona, dodała:
- Teraz będziesz bezpieczny. Hmm... jak ci damy na imię?
- Wpierdol. - wyszeptał scenicznie Thordamh. Lan spiorunowała go wzrokiem.
- Albo Pysio? - dodał z niewinnym uśmiechem krasnolud.

Hobbit PW
20 marca 2010, 11:38
Krasnolud zwątpił. Jakaś dziwna siła nim kierowała, ale nie był do końca pewien, jaka. Po głowie pałętało mu się jedno, proste słowo, a brzmiało ono: field.

Cokolwiek to znaczy.

Spojrzał nieco znużony na ogłupiałą bestię. Oczy drakena zdawały się mówić coś, co nie podobało się Thordamhowi. I to bardzo.

- Co się włupiasz, Parzącomordy? - warknął. Po chwili zaczął się zastanawiać, co w tym przypadku znaczy "włupiać".

Kurdupel wzruszył ramionami, podszedł nieco bliżej reszty, sięgnął po maczugę...

...maczugę...

- O żesz KU- - Thordamh złapał się za gębę.
- -łł!

Wrzask został przynajmniej nieco zagłuszony. Ale cóż - maczugi nie ma, zostaje tylko włócznia.

Tylko na co to komu w tak ciasnym pomieszczeniu? No nic, najwyżej jako rożen się nada. - pomyślał i przygotował się do ewentualnego ataku, obrony czy czego tam.

Alamar PW
20 marca 2010, 16:00
Lan podbiegła do babci, wzięła jej z rąk laskę i rzuciła się w stronę krasnala. Po drodze przystanęła, obróciła się w stronę staruszki i zapytała: Mogę pożyczyć?
Jako, że babunia nadal stała jak posąg z rozdziawioną buzią i szeroko otwartymi oczami, Lan wzięła jej milczenie z znak zgody. Bez dalszej zwłoki podbiegła do krasnala mierzącego włócznią w "jej" pupilka i z całej siły trzasnęła go laską w tył głowy. Krasnala chyba na chwilę zamroczyło, bo upuścił broń i próbował ustać w pionie na swych chwiejnych nogach.

- Ani mi się waż nawet zadrapać Smoczucia, bo inaczej wtedy porozmawiamy!

Altair PW
21 marca 2010, 01:02
Altarion złapał się za głowę. Najwyraźniej bezmyślność niektórych i jemu powoli się udzielała.
Loretta... w zasadzie to dlaczego od razu nie poszliśmy do tego obserwatorium Loretty. Jeśli jest w tym zamku jakieś "bezpieczne" miejsce to z pewnością tam - W zasadzie to mag już nie miał żadnej pewności. Ostatnie wydarzenia, drakeny, szalone krasnoludy, konwergencja, a także brak snu oraz artefaktów odbiły na nim swoje piętno. Następnie wzrok elfa spoczął na schodach prowadzących "w górę".
Wyglądają zachęcająco - powiedział, lecz widzących zniechęcenie obecnych szybko dodał:
Tylko nie mówcie, że wracamy do sali balowej?


dambibi PW
21 marca 2010, 19:47
-Za mną, legiony!

wybełkotała i zaczęła maszerować po schodach:

RAZ, DWA, RAZ, DWA, RAZ, TRZY ......ee DWA! Nie ociągać się, "oni" depczą nam po piętach.

I powiedziała to z takim akcentem, że nikt do końca nie wiedział, czy "oni" to kapłani Baa czy jacyś wyimaginowani przeciwnicy.

Solmyr PW
21 marca 2010, 22:19
-...do sali balowej? - Chyba stężenie oparów wydzielanych przez drakena osiagnęło w ciele kapłana poziom pozwalający na swobodne snucie, co najmniej dziwnych, wizji. Przypomniały mu się bowiem bale na jakich czasem bywał w zamierzchłej przeszłości. Naraz zapragnął znaleźć się na takiej fecie ponownie... już chciał pytać, gdzie owa sala się znajduję, gdy wtem:
-Za mną, legiony! - Słowa panienki, której imienia kapłan nie zarejestrował, sprowadziły go nieco na ziemię. Tak, najpierw do Loretty, potem na bal - pomyślał, po czym pognał za czarodziejką, stwierdzając przy tym, iż poprosi ją o towarzyszenie mu na balu. Gdy zbliżył się do niej, spostrzegł, iż jest ona nieco w odmiennym stanie świadomości. Położył rękę na jej czole i skierował falę leczniczej energii.

Qui PW
21 marca 2010, 23:12
Wampir westchnął. Chyba nici z artefaktu. Chociaż Łasica wie. Najwyraźniej szurnięta wyrocznia chce iść na górę. W sumie czemu nie... Ruszył w górę bez słowa. Nie miał najmniejszej ochoty dłużej przebywać z nienormalnym krasnoludem, jeszcze bardziej nienormalną dziewczyną wlokącą za sobą z niewiadomych powodów to dziwaczne smokowate stworzenie, i całą resztą menażerii. Chociaż znając jego szczęście, polezą za nim.

Hobbit PW
22 marca 2010, 17:21
Przeczucie Erminusa (nie) zawiodło - krasnolud ocknął się dokładnie w tym samym momencie, jak wampir zrobił pierwszy krok.

- Baaaaanaaan...? - wybełkotał oszołomiony Thordamh, po czym podniósł włócznię i ruszył w pośpiechu za resztą.

Field PW
26 marca 2010, 00:02
- Nie, żadnej sali. - powiedział Manfred. - Zresztą, chyba nawet nie ma po co tam wracać.

Genorius poczuł nudności i oderwał rękę. Coś nie grało. Panienka zresztą wciąż wyglądała na totalnie odmóżdżoną i patrzyła się przed siebie, mamrocząc coś pod nosem.

Erminus i Thordamh popatrzyli się przed siebie. Wyglądało to... dziwnie. Wyjrzeli za załom po lewej stronie. Na prawo - wszystko tonęło w półmroku. Na lewo - Erminus słyszał mocniejsze buczenie i widać tam było delikatne, zielone światło.

- I jak to wygląda? - usłyszeli babcię.

Thordamh patrzył się i szukał.
Szukał.
Coś mu tutaj nie pasowało... i bynajmniej tego uczucia nie dało się wyjaśnić dziwnym słowem na "f".

Nagle zerknął jeszcze raz w lewo i zobaczył na końcu korytarza drobną, małą piramidę ustawioną na etażerce. Zerknął na wampira, ale ten raczej nie sprawiał wrażenia kontaktującego z rzeczywistością.

De facto wampir słyszał w głowie ciche "chodź, chodź, tajemnica..."

Field PW
29 marca 2010, 11:20
f!eldf!eldThus ends...


Wampirowi popuściły wszystkie wodze. Thordamh ze zdziwieniem patrzył, jak Erminus puścił się pędem w kierunku piramidy, mamrocząc coś o artefakcie. Kiedy już stanął przy niej, chwycił ją i przysunął sobie do twarzy.
Krasnal w tym momencie naprawdę zaczął się zastanawiać, kto tu na pewno zwariował. Galaretki znowu się pojawiły, tym razem tańcząc jednak pasodoble. Jedna z nich trzymała transparent "The end is nigh", który Thordamh jednak zignorował, patrząc się z niepokojem na swojego - w tym momencie jedynego - towarzysza.

Erminus uśmiechał się pod nosem. Wreszcie ta pseudo-czarodziejka na coś się przydała.

Piramida jakby... błyszczała. Jedno natomiast było pewne: to ona mówiła mu o tajemnicy. Czuł to całym sobą, gdy trzymając ją w dłoniach zaczęła ona wibrować. Wampir bezwienie ścisnął ją. W tym momencie czubek wysunął się lekko i rozłożył, pokazując wielki, przepiękny rubin.
Erminus uśmiechnął się.
I w tym momencie dostrzegł miniaturowy napis na samym dole piramidy, układający się w dziwny szlaczek. Obracał ją i mamrotał pod nosem słowa:
- NOLI ME TANGERE SIN VIS VARN DAEMONES EXCITARE ET VARN IN MUNDO VIVERE.
Nagle zatrzęsła się ziemia. Erminus upadł, wypuszczając piramidkę z rąk. Ta uderzyła o posadzkę i poleciała trochę dalej.

Thordamh z przerażeniem patrzył, jak co drugi kamień korytarz się dzieli i zaczyna nierównomiernie obracać niczym kalejdoskop. Erminusa widział dosłownie już tylko przez drobny prześwit. Niezły bigos, trzeba było coś z tym zrobić. Krasnolud popatrzył za siebie. Niestety, za dużo nie dało się zobaczyć. Schody gdzieś zniknęły, natomiast pochodnie zapłonęły i schizofrenicznie, do góry nogami, wciąż zionęły ogniem. Cóż, tędy nie przejdę. Zatem do przodu, trzeba spacyfikować tego idiotę.
Najpierw poszło mu łatwo - pierwszy fragment korytarza przeskoczył bez problemu. Drugi też. Przy trzecim potknął się i wyłożył jak długi. I nagle poczuł ból jeszcze większy, niż za pamiętnych czasów starcia z Caraldem. Obejrzał się za siebie. Nie miał nóg. Korytarz mu je urwał.
Thordamh nie chciał skończyć zmielony jak pierwsza lepsza potrawa na Święto Plonów. W rozpaczliwym odruchu wyciągnął ręce przed siebie i postanowił, choćby miał się czołgać, że dotrze do Erminusa i go zabije. Dosyć. Tego już miał dosyć.

Erminus patrzył na wirujący za nim korytarz ze zdziwieniem. Czegoś takiego się nie spodziewał.
Krasnoludzkich rąk, które wypadły z tej wielkiej maszynki do mielenia też nie. Chyba przyszła godzina Thordamha. Cóż, wzruszył ramionami i poszedł w kierunku światła, skręcając w prawo.

____________

Kiedy nad głowami Lan, babci, Drakena, Sirriny, Genoriusa, Altariona, Manfreda i Rosy zazgrzytały mury i sypnął piach, wszyscy wrzasnęli.
Już jedną demolkę mieli za sobą. Pierwsza pędem puściła się Sirrina, za nią reszta. Niestety nie uszli daleko. Przed nimi zmaterializowało się nagle coś, co przypominało pośrednie stadium rozwoju między liszem a poglądowym wykresem z anatomii. Istota o naciągniętej na kościach i mięśniach do granic możliwości skórze wyciągnęła rękę przed siebie. Ten gest wystarczył, by wszyscy odbili się od ściany z łańcuchów, która natychmiast się rozplątała, spełniwszy swoje zadanie.
Potwór skierował swój wzrok na Genoriusa.
- ZZZnaaaaammm jjjjaaaa ccciiięęę...
Kapłan-sługa wrzasnął. ZNOWU ON? Lan popatrzyła się niezbyt przytomna na służącego i natychmiast powiedziała do demona:
- Nie wiem, co tu pan robi, ale jeśli pan zrobi coś smoczusiowi...
Smoczuś sam pokazał, co robić. Pamiętał tego potwora. I tym razem postanowił, że nie odpuści. Zionął ogniem.

Demon dalej stał.
- No świetnie. Carald. - jęknęła babcia. - Kto go wywołał?
- Chyba my... - zaczął Genorius. - Ale wytłumaczę...
- Daj sobie spokój. - babcia kątem oka obserwowała rozwścieczonego drakena, który wciąż ponawiał próby przypieczenia demona.
- Co to jest tak w ogóle? - zainteresował się Manfred.
- Carald. Jeden z siedmiu Niewypowiedzianych. - odparła staruszka.
- To ich jest więcej? - jęknęła Rosa.
Draken rzucił się na Caralda. Ten zniknął i pojawił się tuż obok wgniecenia w ścianie zrobionego wielkim cielskiem gadziny.
- Jeszcze sześciu. To są naprawdę demony, nie to, co Kreeganie. Wredne, wyposzczone bydlęta żywiące się cierpieniem wszystkich wokół tego, kto go przyzwał. I, co gorsza, zabicie nie-człowieka powoduje, że on znika, więc... nikogo nie zabije, tylko będzie podtrzymywał jego życie.
Genorius popatrzył się w milczeniu. Na razie się wszystko zgadzało.
- Skąd pani to wie? - zapytał patrząc, jak draken i demon dalej organizują demolkę w towarzystwie sakundującej drakenowi Lan.
Niestety, babcia nie odpowiedziała na to pytanie. Zanim zdążyła otworzyć usta, Carald schylił się i... wszyscy zobaczyli, jak Drakena sterta łańcuchów wywindowała ku górze, rozsmarowując szczątki na suficie. W całym tym krwawym deszczu nagle wszyscy dostrzegli wściekłą Lan. Altarion jęknął. Coś go odcięło od mocy.
I nagle zobaczył, że nie tylko jego, bo Rosa, Sirrina i Genorius upadli na ziemię z krzykiem. I, co dziwniejsze, babcia również ledwo stała. Tylko Manfred patrzył się z zaciekawieniem i...
...nagle ruszył, wyciągając z za pasa mały sztylet.
I ruszył w kierunku Lan.
- Dobra, dosyć. Slicker mi podziękuje. - warknął szlachcic.
Elf ostatkiem sił rzucił się na niego i zaczęli się tarzać po podłodze.

____________

Erminus stanął w miękkim, zielonkawozłotym świetle. Wokół niego mury żyły. Pęczniały i opadały od oddychających roślin. W środku sali wampir dostrzegł dwa astrolabia i teleskop. Oraz sterty ksiąg na ziemi.
- A więc to jest to obserwatorium.
Cisza była wręcz namacalna. Wampir podszedł do teleskopu i spojrzał.
Co prawda, martwi nie oddychali, ale dech mu zaparło.

____________

Lan wrzasnęła i rozjarzyła się na czerwono. Altarion wszystko widział kątem oka, przewracając się w krwawej mazi z Manfredem. No tak, gdzieś musiało się to wszystko zebrać. Nagle przestali się kotłować. Altarion usłyszał kolejny krzyk i zobaczył Genoriusa trzymającego Manfreda za nogi i babcię z laską w oku zabójcy.
Sieknęły łańcuchy. Sirrina, Rosa i Genorius z wrzaskiem polecieli gdzieś w głąb korytarza. Elf przez chwilę zastanawiał się, czy przeżyli, jednak kolejna seria łańcuchów przelatująca mu nad głową uświadomiła, że nie było na to szans. I faktycznie, chwilę później łańcuchy wróciły wraz z fragmentami ciał.
- Zaraz, czy on nie powinien zniknąć? - spytał babcię.
Babcia zamrugała oczami.
- Nie... jeśli przyszedł w konkretnym celu. - powiedziała ze zdziwieniem. - Coś go tutaj trzyma.
- GDZIEEEE JJJEEEESTTT TTTEEEEENNN WWWWAAAAAMMMMPPPPIIIIIRRRR?! - ryknął demon.
- W piekle, razem z tobą! - wrzasnęła Lan.
Nagle wszystko jej się przypomniało.
Siostra, kłótnia, walki, burze, amulet... amulet... właśnie. Coś burza musiała zrobić z nią i z amuletem...
I Lan ruszyła do ataku.
I na tym jej atak się skończył. Chwyciła Caralda jedną ręką za ramię, a drugą za gardło. Oplotły ich łańcuchy, jednak szybko opadły, a sam demon i dziewczyna stanęli w płomieniach.

- NIE! - wrzasnęła babcia i wyciągnęła rękę, z której uderzył snop śniegu, rozbijający się na fruwające wokół śnieżki.
Altarion chwycił za kostur i sam zaczął składać zaklęcie promienia zimna.

Za późno. Wszyscy przepadli. Carald gdzieś wciągnął Lan.

Lan wylądowała na kolanach w miejscu, które skądś kojarzyła. I to nie był zamek dobrodziejki Loretty. Zerknęła. Woń spalenizny otaczała ją, a krew zlepiła włosy. Dziewczyna spojrzała przed siebie i zobaczyła...
...siostrę.
- Gdzieżeś ty się podziewała? Prawie się zaczęłam martwić. Chodź, czekamy na ciebie.
Dom. Wreszcie. Ale moment, czy to wszystko w takim razie było snem?

____________

Raczej nie, bo koszmar cały czas trwał. Altarion i babcia patrzyli na siebie.
- Kim jesteś? - zapytał elf.
Babcia się uśmiechnęła i nagle zaczęła się zmieniać. A potem jej laska przebiła serce Altariona, który już kompletnie nic nie rozumiał.
Babcia na przemian mieniła mu się jako postać, którą znał z fresków przedstawiających Baa i jako Loretta.
I elf, umierając, zastanawiał się, czy to Loretta, czy Baa. A może Loretta i Baa to jedna i ta sama osoba. Tylko czy wyznawcy w takim razie wiedzieli, kogo atakują?
A potem wszystko zgasło.

____________

Erminus patrzył na tłumy ludzi pod zamkiem. To zakrawało na obłęd. W zamek wlewały się zastępy baaranów, a ich liczba się nie zmniejszała. No i jeszcze jedno - skoro tyle ich tutaj wpadało, to gdzie oni się podziewali?
- Czekają na swoją kolej. - głos zza Erminusa ocknął wampira. Ten obrócił się powoli i ujrzał Caralda.
Wampir jęknął.
Łańcuchy wystrzeliły, spętały go i przyciągnęły do demona. Carald się uśmiechnął.
- Zdziwiony? Pożywiłem się. Mogę mówić normalnie. A teraz wyjaśnię ci wszystko. Włącznie z zamiarami mej pani, Loretty. - i demon położył swoją dłoń na czole Erminusa.

Wampir poczuł drobny impuls i wszystko zrozumiał. Krzyknął i zapłakał krwawymi łzami. Łańcuchy go wypuściły, a on sam upadł na posadzkę. On i demon trwali dłuższą chwilę naprzeciwko siebie w złocistym świetle.

A potem wampir podjął ostateczną decyzję i podszedł do jednej z pochodni przy ścianie. Chwycił, wyrwał i przyłożył do szaty.

A Carald patrzył. I uśmiechał się.
A wampir płonął.
I w końcu nic nie zostało ponad popiół.
Wtedy demon odwrócił się i odszedł, a żelazo ze szczękiem ciągnęło się za nim, niczym tren makabrycznej panny młodej.

____________

Kronikarze Enroth odnotowali później, że na balu u Loretty miał miejsce masowy mord gość przez rozwścieczoną sektę Baa, która zdobyła szturmem miasto i wymordowała szlachtę, oskarżając druidkę o bluźnierstwa. Sama Loretta odnalazła się pół roku później w Wolnej Przystani, gdzie udało jej się namówić Radę do odbicia Silver Cove.
Miasto spłynęło krwią.
Slicker Srebrny Język parę lat później został skazany na śmierć za zdradę Enroth. Choć to Humphrey i jego najemnicy znaleźli dowody na przejście Slickera na stronę Baa, to jednak to właśnie Loretta przyczyniła się do wyniknięcia tej sprawy.
Bohaterowie Enroth, których znano później jako Zabójców Diabłów ze Słodkiego Zdroju, mówili, że ostatnie słowa, jakie powiedział Slicker, brzmiały:
- Służymy komu innemu, innemu panu, który jest w Silver Cove. I gdyby wszystko inaczej się potoczyło, to, zaprawdę, Baa zabiłoby swego boga i uwolniło się od iluzji. A ja tylko tego chciałem. Wyzwolić tych biednych ludzi...
strona: 1 - 2 - 3 - 4
temat: [RPG] Ostatni bal - zusammen do kupy

powered by phpQui
beware of the two-headed weasel